wtorek, 14 listopada 2017

15. Konkurs piosenki


Pov. Jennett
Co ja tu robię... co ja tu kuźna robię?! Jaki szatan mnie podkusił?! Tiaaaa...
Stoję sobie przed szkołą...w sobotę...w niewygodnej kiecce i obcasach. O! Wiem co to za szatan, a raczej dwa. Nelly i Mayka. *udaje, że mówi ich głosami*
- Jesteś moją jedyną nadzieją! Błagam weź udział! Co ci szkodzi? Będziesz gwiazdą wieczoru!
- Jennettka, masz wziąć udział! Masz głos jak anioł! - takkkk, chyba jak anioł, któremu wyrywają skrzydła. I te zdania słyszałam przez tydzień z 5 razy dziennie.
W ten oto sposób tu stoję i biorę udział w konkursie piosenki. Jeśli wygram dostanę 1000 złotych (raczej jenów) koszyk słodyczy *-* i może jakąś lepszą ocenę na semstr z muzyki i zajęć artystycznych. Zaniedbał trochę te przedmioty tak jak 3/4 innych przedmiotów. Ja i śpiew można porównać z... Nelly i kuchnią. Ja i śpiewanie się nie kleimy tak jak jej kulki ryżowe albo właśnie za bardzo się kleimy xd Never ever forever. Nie lubię śpiewania. Taniec to co innego, to lubię i dobrze wyglądam i dobrze się bawię tańcząc.

*Retrospekcje*

Lekcja podajże biologii. 
Wszyscy siedzą w ławkach, no co tu się rozgadywać, po prostu lekcja.
Uczniowie siedzą cicho, tyle, że część słucha, a część nie. 
Jennett siedzi sobie na krzesełku i nie do końca słuchała. Zamiast robić notatki, rysowała i to swoich crashów z różnych mang i anime albo czarne kółka, które i tak nie przypominają nic.
Co najważniejsze podśpiewywała jakąś piosenkę Katy Perry. Judowi siedzącemu obok, który był pilnym uczniem, nie przeszkadzało to, gdyż nucenie czarnowłosej było przyjemne dla ucha.
Nie usłyszała, że facetka przestała tłumaczyć, a ma dosyć donośny głos. Klasa siedziała w ciszy dlatego było słychać tylko nucenie, które zmieniło się w podśpiewywanie.
- Kto to?! - krzyknęła nauczycielka.
Wszyscy wzrok na niebieskooką, ona nadal nie dostrzega, że klasa i nauczycielka na nią patrzą. Jude poklepał ją po plecach. Reakcji brak. Josh siedząc w miarę blisko pociągnął ją za włosy. Podniosła się przypominając surykatkę.
- Yyyy...tak? - odgarnęła włosy i..wyciągnęła słuchawki z uszu.
- Lekcja muzyki dopiero jutro - na szczęście nauczycielka nie należy do tych "ostrych" , ale i tak czarnowłosa dostała uwagę za słuchanie muzyki i śpiewanie na lekcji.

W drodze do szkoły Shuriken
Raimoni, wszyscy podekscytowani jadą na mecz. Emocje pozytywne jak i negatywne odczuwało się nawet w powietrzu . Trener Hillman świetnie wiedział co zrobić aby rozluźnić atmosferę. Po prostu włączył radio. Czerny anioł wręcz się zerwał. Leciała akurat jedna z jej ulubionych piosenek, nie wnikajmy w szczegóły. Automatycznie zaczęła śpiewać.
- Zapomniałam już jak bardzo zazdroszczę ci głosu - powiedziała Maya wychylając się z fotela przed nią.
- Mnie? Trele - morele. Żadna ze mnie wybitna piosenkarka - oparła się o szybę i mamrotał słowa tekstu pod nosem.
- A kto nam co wieczór śpiewał przy ognisku? Wiesz...mogłabyś nauczyć się jeszcze grać na gitarze. Fajnie by było. Affo umie grać! Nauczy cię! Czeka cię kariera!
- Maya za dużo mówisz. Puknij się. Ja, gitara, kariera, Affo...Never ever forever! - szczególnie to ostatnie.
- Burnowi by się podobało - dodał Josh - heuheuheuheuheu - Jennett wzięła wdech i wydech i policzyła do dziesięciu.
- Nie mam ochoty się denrwować, ale mówiłam ci setki jak nie tysiące razy! Haruya i ja to przeszłość! Tym bardziej śpiewanie.

Powrót do "kariery" i wystąpienie publiczne jest dla mnie ciężkie. Ale czemu nie spróbować? Biadolenia Nelly dłużej nie zniosę. Mogli zorganizować konkurs tańca, ale przez konkurs śpiewu mogą podnieść komuś ocenę. No i fajnie. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Czas się zaprezentować. Przynajmniej będzie darmowy bufet, hehe.
Jaką piosenkę wybrałam? Cóż...łatwo nie było.
"So what" w wykonaniu P!nk, Dark Horse mojej kochanej Katy, ale od miesiąca uległam tylko i wyłącznie jednej piosence, Jest o mnie, Burnie i o tym co mi zrobił, do czego mnie zmusił. Jak z ułożonej kujonki lubiącą piłkę zrobił typową, za przeproszeniem sukę. Jak rozpuścił we mnie wredotyzm i przede wszystkim co przez niego zrobiłam. Plan unicestfienia Raimon.
"Look what you made me do" - piosenka Taylor Swift pisana w głównej mierze dla mej Katy. Ja zadedykuję ją Burnowi. Wtem, ktoś dotknął zimną dłonią mojego ramienia, przeraziłam się lekko i od razu się odwróciłam.
- Joshua nie strasz mnie! - chwilowy zawał - po co przyszedłeś? Zobaczyć jak się glebię na tych wysokich szpilkach czy moją życiową porażkę? - tak na serio. Co on tu robi? Chcę ten występ mieć za sobą.
- Jako twój przyjaciel przyszedłem cię wspierać. No wiesz.. jakby widownia zamarła albo zaczęła rzucać pomidorami, ja będę na pewno klaskać - typowy Joshuś. Miło z jego strony. Miło mieć osobę, która mimo mojego charakteru mnie lubi i raczej szybko nie zostawi. Niespodziewanie położył brodę na moim ramieniu i objął mnie w tali. Zaraz co?!
- Dun... co ty odwalasz? - trochę to takie dziwne...niekomfortowe i dziwne.Nie! On miał się we mnie odkochać!
- Przytulam cię - jak słodko...zaraz się porzygam.
- A musisz przy ludziach? - całkiem sporo osób stoi przed szkołą i chyba gapi się na nas..
- Dzięki stary, ale możesz mnie puścić - zdecydowaliśmy się wejść do środka. Jak na zwykły między szkolny konkurs ściągnął on spory tłum ludzi z wszelakich szkół. Dziwne, ale 1000 zyla przyda się każdemu, ale to i tak nie wyjaśnia tego całego tłumu.
- Josh... w porządku wszystko? - cały się poci i gubi wzrok, a jak już go znajduje to na mnie.
- Wyglądasz prześlicznie - czy ja się rumienię?! 
- Eem, dzięki, ale to stare cichy mojej mamy - tiaaaa... przed wyjściem okazało się, że moja sukienka ma dziurę wielkości piłki do tenisa. Zapomniałam, że Tajfun ją pogryzł. Buty były za małe, a reszta sukienek i butów totalnie nie pasowała. Poprawka. reszta ciuchów. Gdyż nie mam więcej sukienek. Po ostatnich porządkach szafa świeci pustakami. Jak mogłam nie zauważyć tej dziury?! Dlatego jak małe dziecko, moja mama musiała mnie ubrać w swoje szmaty. Wybrałyśmy biało-szarą dwuwarstwowa sukienkę z tiulu za kolana. Przeplecioną czarnym paskiem. Rękawy są zrobione z biało szarego materiału z kwiecistymi wzorami. Na nogach mam wysokie czarne szpile. 15 cm! Zabiję się na tym... do tego białe podkolanówki, a na szyi chokera . Nie było czasu aby cokolwiek zrobić z włosami dlatego zostawiłam rozpuszczone. No trzeba przyznać, że mama ma gust.
- Miło widzieć cię w czymś innym niż spodnie czy mundurek - uśmiechnęłam się. Poszliśmy dalej na hol główny gdzie się potwierdzało obecność. Stała tam całkiem spora grupa, więc stanęliśmy w kolejce.
- Joshua, tak szczerze, co tu robisz? - sam z siebie by tu nie przyszedł chyba, że bym go poprosiła. Drapie się po głowie i patrzy się w totalnie inny punkt niż moje oczy.
- Przegrałem zakład - co?
- Jaki zakład?
- Zakład z Nelly. Przez nią razem z chłopakami będziemy śpiewać - myślałam, że padnę. Zaczęłam się śmiać, że aż brzuch mnie zabolał. Josh zaczął udawać, że mnie nie zna.
- A ja się zastanawiałam dla kogo się tak wystroiłeś - uderzyłam ręką o udo. Nie wiem czy to jest takie śmieszne, raczej nie jest. Ale Dun na scenie to będzie parodia i jeszcze ten jego fałsz. Już nie mogę się doczekać!
- Mogę wiedzieć z kim będziesz dzielić parkiet? - zdołowany moim zachowaniem wymamrotał:
- Kevin, Mark i Nathan - to będzie hit internetu, mam nadzieję, że uda mi się to nagrać.
- Nelly jest genialna, obstawiła wynik meczu i zapewniła wszystkim rozrywkę. Japońskie One Direction, ale chyba już bez Zane'a.
- Zostawmy już ten temat dobra..- ukrywa twarz w dłoniach - obciach robisz, sobie i mi.
- Bejbi ju lajd ap maj łorld lajk noł badi els.

Pov. Byron
- Tam jest miejsce! - wrzasnęła mi do ucha Mayka wskazując miejsce na parkingu. Skręciłem ostro prawie uderzając w samochód obok. Taaaa...mój brak skupienia jest spowodowany stresem. Ostatecznie ani ja ani Odrei, żadne z nas nie wygrało zakładu. Jestem tu z innego powodu. Mayka i jej szantaż...wygada ojcu, że zagrałem w meczu i wyda me myśli jak i czyny samobójcze. Niby typowa blondyna, a trzyma głowę na karku i wykorzysta każdą okazję abym się upokorzył. Moja rodzina jest cudowna, pewnie głupi brat Pottera zmienił odrobinkę jej charakterek.
Nie wiem co miałem tego dnia w głowie, na umyśle, ale zaśpiewam najbardziej rakową piosenkę tego roku. Nieeeeee do poziomu Despacito bym się nie zniżył. Tak, mowa o "Shape of you" to było tak:
- Mayka jaki utwór mam wybrać?
- Shape of you
- Ok - heh, do tego zagram na gitarze, na której grałem ostatni raz chyba dwa lata temu #yolololo . Dodatkową motywacją jest kasa, którą wydam na lakier do motoru.
Ubrałem się jak to nazwała ma kuzynka "Gej Hipster" . Czerwona koszula w czarną kratę , muszka, czarne obcisłe rurki, czerwone trampki i włosy spięte w kucyka. Nawet mój ojciec uniósł pytająco brew na mój widok.
Zaparkowałem motor, zabrałem Maykę za rękę bo chciałem załatwić to jak najszybciej. Poza tym jesteśmy spóźnieni.
- Hej Nelliś - kolejka do zapisów była niewielka, na początku był stolik przy którym siedziała brunetka z listą. Byron udawał, że go nie ma i schował się we włosach blondynki.
- No hej. Nie pamiętam abyś się zapisywała - Williams złapała Affo za kołnierz i wyciągnęła ze swoich włosów. Love wyszczerzył się głupio.
- To wszytko wyjaśnia. Fajna muszka.
- Ha! Mówiłem, że dziewczyny na to lecą! Nie jestem gejem hipsterem!
- Lepiej pochwal się Nelly jaką piosenkę zaśpiewasz.
- Najlepszą, najnowszą piosenkę mojego bliskiego przyjaciela rudego Edka... - Nelly parsknęła śmiechem, ale od razu zakryła usta dłonią, aż takie śmieszne są moje teksty 0_o?
- Shape of you. To już wiem po co miałam ci załatwić tą gitarę. Rudzi ludzie jak widać są blisko twojej osobie - no tak. Gorzej niż mieć długie blond włosy to tylko być rudym.
- W sali muzycznej czeka na ciebie gitara. Powodzenia. A może powinniśmy zmienić tytuł na Shape of McCurdy? - Przeczuwałem, że większość odbierze tą piosenkę jakby była kierowana do Jennettki, ale tak nie jest! Nie dam się tak łatwo wyprowadzić z równowagi.
- Nie? - znowu zabrałem Maykę za rękę.
- Skąd tu tyle ludzi? - zapytała ma kuzynka.
- Minako Okunawa. Zwyciężczyni X factora, będzie reprezentować liceum Otaku. Przyniosła ze sobą wiele fanów i będę z nią rywalizować.
- Heh, zepniesz tyłek i zaśpiewasz. Puść oczko do jakieś dziewczyny, zarzuć włosami i widownia jest twoja!
- Taaaa. Upokożę się tylko.
- Nie ty się upokorzysz a Joshua. Kevin, Nathan, Mark i Josh stworzyli Boys band. Prawdopodobnie dołączy jeszcze Axel - ojoj. Mam nadzieję, że będzie czas aby to nagrać. 

Jennett stała sama w cafejce, a raczej bufecie. Kusiła ją fontanna z czekolady, chciała zanurzyć piankę albo owoce w słodkiej cieczy. Powstrzymywała ją myśl, że na 99,9%  poplami się czekoladą, a brązowa plama na białej sukience to byłby problem. Stała tak i popijała wodę. Były jakieś ciastka i inne delikatesy, ale Jennett przypomniała sobie, że jest na diecie.
Wszyscy, przynajmniej panowie zwracali uwagę na dziewczynę, ona posyłała im wzrok, że widzi to jak się gapią na jej kształty. Podobało jej się centrum uwagi, wyrużniała się na pewno wysokością. Bo szpiki 12 centymetrów to wyczyn. Była sytuacja, że Josh zbierał ją ze schodów.
- Jenny?! - usłyszała znajomy głos.
- Sail?! - chłopak ninja podbiegł do niej i rzucił się w jej ramiona.
- Urosłaś, a widzieliśmy się nie tak dawno 
- Hehe - czarnowłosa podniosła nogę pokazując buta.
- Będziesz śpiewać?! Jak za starych lat!
- No można tak powiedzieć. Będę opowiadać moją historię przez piosenkę. Będę czarną Taylor Swift!
- Dziwne, bo nienawidzisz tej postaci...
- To jest w tym wszystkim najlepsze! Bo dokładnie tak samo nienawidzę Burna. A ty co tu robisz?
- Melissa będzie śpiewać i muszę jej kibicować. Ręce ci się trzęsą, stres?
- Nie...powstrzymuję się od sięgnięcia po kubek i nalanie sobie czekolady.
- Raz się żyje! Najwyżej dostaniesz cukrzycy. Widziałem Josha śpiewającego coś pod nosem z tym waszym niebieskowłosym koleszką. Mam się bać?
- Heh, ja bym się raczej zaczęła śmiać - chłopak spojrzał na zegarek. 
- Zaraz będzie kolej herbaty. Ja zmykam - pomachał na pożegnanie i udał się w miejsce gdzie odbywała się całość przedstawinia.
- Raz się żyje. Najwyżej wyjdę na flejtucha, świnkę - dopchała się do fontanny. I nalała cały kubek czekolady, parę, a raczej paręnaście wykałaczek z owocami. 
- Czemu nie, pójdę zobaczyć Melisę i zjem na widowni - zrobiła parę kroków, spojrzała na buta, na którego chlapnęła czekolada.
- Kur... - i oczywiście panienka niezdarna świnka Jennettka musiała się wywalić. Kubek wyleciał w powietrze, a niebieskooka wywaliła się na przyciągającą ją ziemię. Usłyszała czyiś krzyk i brzydkie słowo.
- Ja pierdole! - pierwsza myśl McCurdy w głowie to: Tylko nie on! Taaaaa to był nasz hipster gej w swojej koszuli oblanej gorącą czekoladą.
- McCurdy!!! - spojrzał na dziewczynę leżącą pod jego nogami. No to mamy problem... Czarnowłosa podniosła się i spojrzała w jego oczy pełne furii i kipiącej wściekłości.
- Uciekaj... - szepnęła Maya. Nastolatka posłuchała dobrej rady przyjaciółki i zwiała jak najszybciej dreptając na obcasach. Byron zrobił zwrot chcąc udać się w pogoń za McCurdy. Pobiegłby gdyby nie kuzynka, która złapała go za kołnierz.
- Zabiję ją! Zabiję! Zniszczyła moją stylówę geja hipstera! 
- Ona nie chciała! Poza tym nie mamy czasu na grę w berka po szkole! Masz tylko pół godziny do występu, a wyglądasz jakbyś wpadł w błoto albo pod pociąg.
- Nie pokażę się tak! Wyglądam jak...jak... Mark Evans!
- Żeś wymyślił! - ludzie zebrani w bufecie nie mogli przestać patrzeć na odbywającą się przed nimi scenę.
- Co się gapicie?! - od razu wszyscy się odwrócili.
- Mayka pamiętasz jak uczyłem cię jazdy na motorze?
- Yyyyym...tak?
- Masz okazję pokazać czego się nauczyłaś. Łap kluczyki, ja muszę jeszcze se przećwiczyć, ponaśmiewać się z Josha i zabić Jennett - Mayka była przerażona. Zrozumiała, że miała pojechać do domu po coś na przebranie, ale dopiero uczyła się jazdy. Na dodatek jest ciemno.
- Już! Lecisz! Ale wybierz coś odpowiedniego

- A teraz. Reprezentat liceum Kirkwood [imię i nazwisko] !! - krzyczała prowadząca całe show. Nasza kochana Nelly. A przygotują się najbardziej wyczekiwani goście tego wieczoru.
Raimonowe One Direction!
- Mark! Lepszej nazwy nie było?! - krzyknął poddenerwowany Nathan. Cały zespół czekał za kulisami.
- Nelly ją wymyśliła! - Kevin jeszcze powtarzał sobie tekst, a Josh wolał się nie odzywać. Największym kłębkiem nerwów był jednak Axel, który dostał się do zespołu na ostatnią chwilę. Nie mógł znieść błagania chłopaków o pomoc. 
- Czy to naprawdę konieczne? - Blaze miał całe ręce mokre. Jak to robi kapitan drużyny, Mark musiał pomagać w powstrzymywaniu tremy.
- Chłopaki damy radę! To jest jak piłka nożna! No prawie bo z piłką śpiewanie nie ma nic wspólnego xD ale to tylko nasza wina, że Nelly wygrała zakład.
Chłopak z Kirkwood zszedł już ze sceny.
- Nie!! - krzyknął Kevin - chyba nigdy się tak nie bałem!
- Zapraszamy na scenę! Josh Dun, Kevin Dragonfly, Nathan Swift, Mark Evans i o dziwo Axel Blaze z liceum Raimona! Proszę o brawa na zachętę! - brunetka pognała za kulisy.      - Powodzenia chłopaki, jesteście mega!
- O Boże, O Boże, O boże, O Boże! - Duna ogarnęła panika, szczególnie gdy zobaczył na środku McCurdy z telefonem. Zrobił gest, że zetnie jej głowę i żeby uciekła. Dziewczyna tylko mu radośnie pomachała.
- Raimonowe One Direction i "What makes you beautiful"!
Muzyka zaczęła lecieć, chłopcy zesztywnieli. Pierwszy zaczął Nathan wcielając się w Liama

You're insecure
Don't know what for
You're turning heads when you walk through the do-o-or
Don't need make-up
To cover Up
being the way that you are is eno-o-ough

Dalszą część przejął Mark, a refreny śpiewali razem. Ostatnie wzrotki wyśpiewali Axel, Josh i Kevin. Ciężko stwierdzić, który najbardziej się bał i który najbardziej fałszował. Wszyscy o dziwo się dobrze bawili. A ich głosy wspólnie złączone brzmiały całkiem nieźle.

You don't kno-o-ow
You don't know, you're beautifu-u-ul!

That's what makes you beautiful!

Zachwyceni swoim występem zrobili grupowy uścisk. Widownię wryło w fotele i na chwilę zamilkli. Było słychać wiwat Jennett!
- UUUUUUUUUUUUUUU!!!!! Brawa chłopaki! To było zaczepiste! - wraz z czarnowłosą dołączyli się słuchacze. Wiwatom i brawom nie było końca. Posypało się parę kwiatków i pluszaków, które po pięknym ukłonie zebrali.
- Joshua to było piękne! - w drodze na widownie Jennett zawiesiła się na szyi bruneta.
- Dzięki, w końcu chciałem komuś dorównać - szturchnął ją znacząco ramieniem.
- Teraz ja sprawię, że rostąpi się ziemia - Jenny pobiegła w miejsce kulis z kąd wychodził Axel.
- Połamania nóg - rzekł niedbale uśmiechając się przy tym i trzymając ręce w kieszeniach.
- Heh, dzięki.
- Pokaż im to kim naprawdę jesteś. 
- Mamy szczerą rozmowę do przeprowadzenia, ale to nie teraz. Czy byłbyś tak dobry i pożyczył Byronowi koszulę? Chyba to nie problem abyś chodził przez chwilę topless?
- 0_o?
- Dobra, nie ważne. Trzymaj kciuki!
Za sceną były łącznie 4 osoby. Jenny, jakiś chłopak, Nelly i... niebieskooka nie mogła uwierzyć własnym oczom. Minako Okunawa! Była to fioletowowłosa dziewczyna w różowej sukience i różowymi uszami kota na głowie. Siedziała na krześle ze zdjętym butem i klnęła pod nosem. McCurdy podeszła do niej się przywitać, gdyż wiernie jej kibicowała w programie i była ciekawa co się stało.
- Cześć jestem Jennett - wyciągnęła rękę w jej stronę na przywitanie. Minako podniosła głowę i zniesmaczoną miną podała jej rękę.
- Autografy rozdaję po koncercie - rzekła szorstko. Fioletowowłosa złamała obcas ;-; zauważyła McCurdy, ma okazję pomóc wielkiej gwieździe! 
- Nie chcę autografu, chcę ci pomóc. Możesz wziąć moje buty na czas występu. Czarny pasuje ci do paska i rajstop! 
- Życie mi ratujesz! Odwdzięczę się jakoś! - szybko włożyła wysokie czarne szpile
- Nie! Nie trzeba - zaprzeczała machając rękami, ale nie powstrzymała Minako od uściskania jej.
- Minako na scenę! - Zawołała panna Raimon. Podkład do "Rockabye" już zaczął lecieć. Jej występ miał wyglądać tak, że wybiega za kulis witając wszystkich. Rzeczywiście wybiegła, ale McCurdy nie zdążyła ostrzec ją przed...
BACH xd Okunawa przy śpiewaniu i wbiegnięciu zaliczyła glebę
- Co ja zrobiłam ;-; - fioletowowłosa jednak śpiewała dalej, ale już z zachwianiem w głosie. Wiedziała, że schraniła.

Rockabye, baby, rockabye
I'm gonna rock you
Rockabye, baby, don't you cry

Ah, Rockabye

Ukłoniła się i jak najszybciej zeszła ze sceny. Zdejmując zapożyczone buty.
- Minako przepraszam ;-;
- Nie skomentuję tego - i wyszła. 
- O mój Boże, teraz ja! Padnę tam na zawał! - panika jednym słowem i motyle unoszące ją w powietrzu.
- Pomyśl o Nagumo, o tym co przeszłaś i kim się stałaś. Pomyśl o ludziach, którzy na ciebie liczą i o tych dzięki, którym tu jesteś - wdech i wydech. Przeczesała włosy, złapała się za serce i dumnym krokiem weszła na scenę. Ponad setka ludzi gapiła się właśnie na nią. Ten stres, oby tylko ona się nie wywaliła. Na widowni dostrzegła Josha z telefonem pokazującego jej kciuka w górę.
- Ta piosenka wydaje się jakby była stworzona dla mnie. Przez pewną osobę zmieniłam całkowicie swój charakter i nawet wygląd. Tej osoby tu niestety nie ma, ale powinna popatrzeć na to do czego mnie zmusiła. "Look what you made me do" Taylor Swift. Popatrzyła się na swoje buty, w których przed chwilą zabiła się Minako. Pierwsze dźwięki melodii, paninka. Pewne i zdecydowane podniesienie głowy.

I don't like your little games
Don't like your tilted stage
The role you made me play

Of the fool, no, I don't like you

Szło dobrze, widownia zaczęła klaskać do rytmu, a nastolatka angażowała się sercem do tej piosenki. Myśli Jenny:
"Czas spędzony z nim to był najlepszy, a zarazem najgorszy okres mojego życia. Z ułożonej  grzecznej uczennicy, zmieniłam się buntowniczkę. Byłam zaślepiona, nawet nie wiem czym. Nie umiałam mu niczego odmówić. Nikt go nie rozumiał, szczególnie gdy odeszli rodzice...ja mu pomogłam w tej zbrodni. Do tego wpadł nałóg, w który również mnie wciągnął. Dla mnie ta tajemnica nie jest straszna, bardziej jej skutki. Miałam ułożoną przyszłość, która spłonęła. W jego purpurowych płomieniach. Należy pamiętać, a nie rozpamiętywać jak to powiedział pewien wilk. Przyzwyczaiłam się do przeszłości i zaczynam rozdziały na nowo. Starej Jennett już nie ma..."

"I'm sorry, the old Jennett can't come to the phone right now."
"Why?"

"Oh, 'cause she's dead!"

Zaśpiewała ostatnie wersy refrenu praktycznie we łzach. Łzach szczęścia. Koniec...
Włosy naleciały jej do oczu, które płakały. Tłum wiwatował i nie mógł przestać. Brawa nie ucichały, a wręcz robiły się coraz głośniejsze. Na scenę poleciało kilka kwiatów, nawet pluszak wilczek. Czarnowłosa zebrała wszystkie prezenty.
- Arigatou! - ukłoniła się i zeszła ze sceny. Pobiegła do kafejki gdzie czekał jej przyjaciel i reszta chłopaków. Przytuliła się do wszystkich. 
- Czyj był pomysł z tymi różami? - ekipa zaśmiała się. 
- Niby demon, a śpiewa niczym anioł - rzekł Sail, który również tam stał i się przytulał. Do cafejki wbiegła niosąc za sobą wiatr Mayka.
- Zdążyłam? - spojrzała na grupkę przyjaciół - Nie zdążyłam ;_; też chcę się przytulić ^^ - rzuciła się na nich.
- Chciałam zobaczyć twój występ, ale tylko i wyłącznie z twojej winy musiałam wrócić do domu.

Byron siedział na krześle, na scenie przebrany w świeżą koszulę. Patrzył się w jeden punkt i nie mógł przestać. Za nim siedział koleś, który grał na pianinie. Wyprostował się, to była dopra szansa aby pokazać się z dobrej strony.
- Afuro Terumi i "Shape of you" - powiedziała Nelly po czym ludzie zaczęli klaskać. Koleszka za nim zaczął klikać klawisze pianina, a Byron łuskać struny gitary.

The club isn't the best place to find a love 
So the bar is where I go
Me and my friends at the table doing shots

Drinking fast and then we talk slow

W przeciwieństwie do innych on nie odczuwał presji. Syn Afrodyty, chodząca perfekcja ma się stresować? W życiu! Był taki moment, że zaczął się cieszyć, że tu jest, że może śpiewać. Wstał z krzesła i skakał z gitarą po scenie robiąc kilka kroków z Shufle dance.
Ogólnie przepełniały go pozytywne emocje. Olać to, że zaraz się udusi bo brakuje mu powietrza, ale jest szczęśliwy. Poniosło go tak, że na ostatnie wersy wspiął się na krzesło.

Come on, be my baby, come on
Come on, be my baby, come on
I'm in love with your body
Every day discovering something brand new

I'm in love with the shape of you

Z którego na koniec skoczył. Prawie co się glebiąc niczym McCurdy. Trzeba przyznać, że on jednak ma głos. Równie piękny co Jennett. Tylko jak z kogoś kto tak głupio skrzeczy może wydostać się piękny śpiew?! Oczywiście został nagrodzony brawami w odpowiedniej ilości aż przyszedł czas opuszczenia sceny.
Nie miał hucznego powitania jak czarny anioł, ale rzuciła się na niego jego kuzynka. 
- Nagrałam wszystko ^^ wyślę to płomyczkowi i śnieżynce.
- Nawet się nie waż! - wysapał przez bolące gardło.
- Byłeś świetny - powiedziała Jennett przechodząc obok. Rzuciła mu białą różę, którą dostała.
- W ramach przeprosin za koszulę - poszła sobie dalej.
- Heh..

- A teraz pora ogłosić zwycięzcę tego wieczoru! - mówiła Nelly przez mikrofon. Na scenie stali wszyscy uczestnicy. Wyptostowani, wszyscy czekali na werdykt.
- A zwycięzcą zostaje i nagrodę otrzymuje....(chwila napięcia) Raimonowe One Direction!
woooooooooooooooooow
Wszyscy zaczęli bić brawo i wiwatować. Nie wszyscy byli zadowoleni z wyniku, mowa o uczestnikach, którzy byli załamani wyborem widowni (gdyż to widownia wybierała zwycięzcę) Chłopaki z łajdak krakszyn skakali jakby wygrali życie. Parę uczniów zaczęło wnosić nagrody. Wręczono im po koszyku słodyczy, ale gdzie check? Nelly położyła przed nimi czarne pudełko zawinięte złotą wstążką.
- A wasza nagroda główna to ekspres do kawy wart ponad tysiąc złotych!
- Czyli to całe 1000 złotych to był ekspres do kawy ;-; ? - załamał się Mark, który i tak nie lubi kawy.
- Nagroda warta 1000 złotych a nie check na 1000 złotych! - Jennett zaczęła się śmiać pod nosem. Cała lista planowanych zakupów jest już nie aktualna. Przynajmniej mają klasowy ekspres do kawy.
----------
Koniec końców nie wiemy jak potoczył się mecz, ale zakończył się wynikiem 3:3
Mam nadzieję, że się rozdział podobał bo mi bardzo.

Nie wiem kiedy, ale pojawi się już 16-sty rozdzialik "Nowa droga"









niedziela, 8 października 2017

14. Walka z niebios cz.2


To nie miało być dzieło sztuki.

Trwają poprawki tej masowej ilości błędów.


- Rozpoczynamy to niesamowite spotkanie, które zacznie drużyna gości, liceum Raimona! - przez megafon było słychać głos komentatora, oczywiście naszego kochanego Chestera, który w końcu dostąpił zaszczytu komentowania meczu na tym stadionie.
Gwizdek sędziego. Zaczęła się walka z niebios. Skład Raimon jakoś specjalnie się nie zmienił. Kevin, Axel, Jennett nasi napastnicy, Josh, Jude, Erick, Todd, pomocnicy i na obronie Jack Nathan, Bobby. 
Jonas i Henry z drużyny przeciwnej stali spokojnie, nie zamierzali się rzucać tak jak zrobili to Kevin i Axel.
- Znowu stoją jak ciołki! - wrzasnął Kevin, który podał do Axela. Białowłosy przebiegł pomiędzy napastnikami. Obejrzał się czy ktoś w ogóle za nim biegnie, albo obok niego. Poczuł lekki podmuch powietrza koło siebie i biegł dalej, biegł, ale bez piłki.
- Co do.. - ta nowa blondynka zrobiła obrót i gdy nie patrzył zabrała mu piłkę!
- Hera! - krzyknęła i kopnęła w stronę chłopaka. Brunet przyjął na klatę, a w jego stronę rzucił się Kevin. Jennett zaś wbiegła na połowę przeciwnika. Pytanie po co? Axela przyblokował Jeff Irion.
- Czy drużyna Raimon przyjęła na ten mecz jakąkolwiek strategię? Wyglądają jakby byli w kompletnej rozsypce! Henry House niespodziewanie wykopuje piłkę do tyłu i.. pojawia się nowy kapitan, który przejmuje piłkę!
- O nie! Nie pozwolę ci! - krzyknął Josh, który podbiegł do Demetera - Tunel Wiatru! - wokół Josha pojawił się zielony cyklon, który przeniósł bruneta półtorej metra za przeciwnika.
- Hehe - zaśmiał się głupio. Chłopak biegł przed siebie, dziwił się, czemu nikt go nie blokuje, ale to nie ważne, czół energię i chęć skopania tyłka Aphrodiemu mimo iż nie grał w tym meczu. Jedyną osobą, która próbowała przyblokować jakoś bruneta była Artemida.
Chłopak przebiegł obok niej, pchnąc ją z biodra. Nastolatka upadła na ziemię, ale nie tylko Josh ma przejawy agresji. Szybko się podniosła, rozciągając ręce w taki sposób jakby trzymała niewidzialny łuk. Miała zamknięte oczy. Pociągnęła za niewidzialną strzałę, gdy naciągnęła ją na długość swojej ręki. W jej rękach pojawiła się prawdziwa broń. Miała kolor granatowy z czarnymi zdobieniami, otworzyła oczy a szpikulec strzały zapalił się czarnym ogniem.
- Strzała Śmierci! - krzyknęła. Wypuszczając szpikulec z zawrotną prędkościom. Strzałka idealnie trafiła w plecy zielonookiego. Czarny ogień przeszedł po całym ciele i go sparaliżował. Poczuł piekący ból, jakby szatan go opętał. Stał się jakby posągiem i opadł na ziemię.
- Josh!! - wrzasnęła Jennett, która przez cały czas stała gdzieś z boku i grzebała butem w ziemi. Odrei się uśmiechnęła, podkręciła piłkę i wykopała za siebie. To jakże piękne podanie przejął Atena. I skierował się razem z Arionem w stronę napastników. Jude, nie mógł dopuścić do siebie myśli, że są miażdżeni. Pomachał w stronę Ericka aby pobiegł razem z nim na pomocników. Jennett chciała podbiec do Josha który wyglądał jak obalony posąg, gdy wyczuła na sobie wzrok Arti.
- Nie radzę, chyba nie chcesz zostać zamrożona - dziewczyna celowała w nią swoim łukiem - Moje strzały zawsze trafiają do celu. Poza tym patrz, już zaczyna się ruszać - rzeczywiście tak było. Dun zaczął się poruszać po czym oszołomiony wstał.
- Skąd oni wzięli te zawodniczki?! - dziwił się Willy.
- Czemu nie mogłam znaleźć żadnych informacji o nich?! I dlaczego nigdy nie wypuścili ich na boisko?! - krzyczał Celia. Trener Hibiki spojrzał w stronę ławki przeciwnika, gdzie siedział Byron zadowolony ze swojej strategi. 
- Dark...spójrz jaki wielki błąd zrobiłeś. Te dzieciaki to naprawdę zdolni ludzie i sami sobie świetnie radzą. Jak widać nie potrzebują oszustwa. Czemu mi nie powiedziałeś, że masz syna...który też starał się nas pozbyć. Całe szczęście nie wplątał w to masowej ilości osób, a Jennett - myślał i spojrzał w kierunku McCurdy, która tłumaczyła Joshowi co się wydarzyło (Świetnie, ten mecz jest zaczepisty. Wszyscy mają czas na pogaduchy!)
Gra toczy się dalej. Judowi udało się odbić piłkę razem z Erickiem. Z okrągłym przedmiotem biegł aktualnie Eagle. Kiedy w jego stronę zbliżał się Hera. Podał do chłopaka w pelerynce, a sam zablokował bruneta.
- Płomienny Taniec! - strzał okazał się być krzywy i pobiegł w inną stronę niż pod nogi Juda. Po drodze zgarnął go Jonas i pobiegł na bramkę, Hera, którego poniósł ogień też ich dogonił, biegli w szeregu obok siebie. Pomocnicy poddenerwowani zawrócili i zaczęli ich na nowo ganiać. Przed Demetrem stanął Jack.
- Mur !!!! - chłopak odbił się jak od prawdziwego muru, a razem z nim piłka, którą chciał zabrać Nathan. Henry był od niego szybszy i pięknym podskokiem przejął na klatę .
- Trochę za wolno - gdy tylko opadł na ziemię zaczęła się walka, Nathan nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Kopali się trochę po nogach. Mówi się, ze gdzie dwóch się kłóci tam trzeci korzysta. I w sumie tak było. Piłkę zgarnęła Iris! Pobiegła zgrabnie w stronę bramki, Bobby nie miał żadnej szansy aby do  niej dobiec, Nathana blokował Hera, a Jack. Jack został wykorzystany. Blondynka wyskoczyła w górę, odbiła się od jego torsu, później głowy, co trochę bolało, i w wyskoczyła wysoko w powietrze. Artemida gdy nikt nie patrzył zaczęła powoli kroczyć w stronę połowy przeciwnika. Dziewczyna była mniej więcej na wysokości gdzie Axel robi ogniste tornado, ale jej to nie wystarczało. Nie wiem jak wzbiła się jeszcze wyżej, ale tym razem zaczęła wirować jak bączek. Wokoło niej pojawił się płomienie, takie jak Axela. Czy to ogniste tornado?!?!?!?!? Nie... ogień wyglądał bardziej jak energia i to tęczowa (powiało my little pony xD) 
- Tęczowe Tornado!! - wszystkim szczęki dosięgały ziemi. Kolejna przeróbka tornada Axela. - Mark! - krzyknął Axel.
- O kurde, tu nie pomoże boska ręka.. - pomyślał. Dziewczyna przestając się obracać, kopnęła piłkę, że leciała z prędkością torpedy. 
- Ręka Majina!! - Evans wykonał jak najszybciej technikę, na szczęście na czas. Piłka otoczona tęczową energią strasznie mocno napierała.
- To jest silniejsze niż tornado Axela! - myślał - Dam radę! - rzeczywiście, udało mu się! Zadowolony z siebie się uśmiechnął. Dziewczyna wylądowała pięknie, na ziemi nawet z tak niewiarygodnej wysokości.
- Kur!! - kopnęła trawę. 
Telefon Nelly nagle zadzwonił.
- Jezuuu, nie w takim momencie... Halo? Maya?! Skąd masz mój numer? Chcesz nam pomóc? Nic nie rozumiem co do mnie mówisz! ... dobra idę po ciebie - rozłączyła się. Nelly poprawiła spódnicę i wstała z ławki.
- Czego chciała? - zapytała Silvia.
- Ochroniarz nie chce jej wpuścić i muszę po nią pójść.
- Na boisko jej raczej nie wpuszczą, tylko czemu dzwoni do ciebie, a nie swojego kuzyna?
- Skąd mam wiedzieć. To idę, postaram się zaraz wrócić - i Nelly sobie poszła.
Mark podał piłkę do Bobbiego, który przyjął na klatę i podał do Ericka. Akcja by się udała gdyby nie...
- Rozmach Burzy! - Demeter przeleciał przez pomocników zabierając im piłkę, przy okazji wszyscy wirowali w powietrzu a potem opadli na ziemię.
- Iris! Jeszcze raz! - podał piłkę w stronę dziewczyny.
- Jestem genialny! - Aphrodi skakał po ławce. 
- Affo, uspokój się, zachowujesz się...dziwnie? - rzekł Artie po czym złapał go za nadgarstek. Aphrodi cały się trząsł, spojrzał mu w oczy, miał powiększone źrenice.
- Nie...nie mogłeś tego zrobić, obiecałeś! Powiedziałeś, że prędzej się zabijesz niż znowu się napijesz boskiej wody! - Love nie zwracał uwagi na słowa przyjaciela. Sam czuł się z tym źle, obiecał sobie, nawet się przez to pociął. 
- Wytłumaczysz mi to? - Afuro wziął głęboki wdech. I zaczął opowiadać, że miał ku temu powód.

- Byron, jak się czujesz? - powiedziała Maya dotykając czoła blondyna - Już pora jechać. Affo? Czemuś ubrał mojego jednorożca?
- Boli mnie..
- Ale co cię boli?
- Głowa!! - krzyknął tak, że jeszcze bardziej go zabolało - i serce.. - wyglądało to mega uroczo, był cały czerwony, widać, że chory i do tego miał na sobie różowe kigurumi jednorożca. Awww :3
- Czyli nie jedziesz na mecz?
- Jadę!
- A jak znowu zemdlejesz? dobrze by było abyś został. Na stadionie jest głośno i w ogóle.
- Ja muszę tam być, rozumiesz?!
- Rozumiem...ale twój ojciec by mnie zabił skoro cię puściłam w takim stanie. I tak nie będziesz grał, więc jest sens pojechania tam?
- Maya..ty nie przeszłaś tyle co ja, nie zrozumiesz tego. Nie ma bata abym się tam nie zjawił!
- Szkoda, że nie ma takiego leku, który by cię od razu postawił na nogi... kawy nie lubisz?
- Nie... - Affo nagle olśniło, pojawiła się nad nim żarówka.
- Poszperaj w tamtej szafce - wskazał palcem na szafkę pod biurkiem - i wyciągnij, powinien być tam szary bidon - Maya nie była pewna co Aphrodi kombinuje, no ale okej. Wyciągnęła szary przedmiot i wręczyła kuzynowi.
- Co to jest?? - zapytała trochę zdziwiona. Blondyn uśmiechnął się niczym kot Cheshire i się głupkowato zaśmiał.
- Byron?? - zaniepokoiła się trochę.
- Moje lekarstwo. Dzięki temu będę miał znowu siłę! - zaśmiał się tym swoim firmowym śmiechem. Williams to ewidentnie poddenerwowało, domyśliła się od razu co to, wzięła zamach i uderzyła kuzyna z liścia.
- Boska woda?! Pogięło cię?! Patrz, jak na sam jej widok reagujesz! Obiecałeś, sobie, drużynie jak i mi! odłóż to! - Love zrobił minę słodkiego kotka, ale na Mayusie to nie działa.
- Już!! - chłopak posłusznie odłożył bidon na szafkę nocną.
- Co ja odwalam?!?! - kuzynka miała rację, nawet jeśli boska woda miała posłużyć jako lek to i tak nie powinien brać tego do ust. Ile przez to stracił...
- Cieszę się, że myślisz jeszcze racjonalnie... Aphrodi?!?!?! - chłopak nie wytrzymał jednak pokusy. Szybko złapał bidon i wziął jeden łyk, chciał więcej, ale rzuciła się na niego Maya wyrywając szarą butelkę.
- Zadowolony jesteś z siebie?! Jak mogłeś - blondynowi powiększyły się źrenice, mięśnie zaczęły pulsować, ból głowy i serca nagle znikł, a pojawił się ból psychiczny. Jego twarz z koloru czerwonego znowu zmieniła się w bladą karnację blondyna. Usta ukształtowały ogromny uśmiech.
- Jedziemy! - Radośnie zeskoczył z łóżka i wyszedł z pokoju.
- Chyba mamy problem - wyszeptała Mayka.
Na szczęście Byron był jeszcze na tyle mądry aby wykorzystać boską wodę jako lek, nie chciał wychodzić na boisko upity napojem. Dbał jeszcze o swoje zdrowie i honor. Myślał, że jak już może chodzić jest w  stanie zagrać drugą połowę. Z czasem zaczęło się mu znowu robić słabo i chciał więcej. Maya schowała bidon do torebki, tylko nie wiadomo po co.

- Czy ciebie totalnie pogięło?! - powtórzył Artie.
- Sorry! Ten mecz był dla mnie za bardzo ważny aby go przespać. Zaraz i tak efekt boskiej wody przestanie działać i zagram normalnie w drugiej połowie.
- Pogadamy o tym w przerwie bo nie zamierzam się z tobą kłócić.
- Zaraz zdobędziemy pierwszego gola, trzeba było wcześniej wziąć dziewczyny do gry! Tylko nie rozumiem co się dzieje z Raimonami, rozwalamy ich na łopatki nawet nie oszukując!
Iris dostała piłkę, tym razem wzbiła się na niższą wysokość, równie wysoką co tornado Axela. Wokół niej kręciły się tęczowe płomienie.
- Drugi raz? Ręka Majina! - Iris kopnęła piłkę, ale nie w stronę bramki tylko w dół, okrągły przedmiot leciał jak rakieta.
- Co ona wyprawia?! - wrzasnął Mark. Nikt się nie zorientował, że na ziemi pod Iris stoi Odrei z naciągniętym łukiem i czekającą tylko na piłkę. 
- Chłopaki! - krzyknął Nathan. Bobby i on pobiegli w stronę dziewczyny, lecz było już za późno. Gdy footballówka styknęła się ze strzałą, Odrei puściła cięciwę. Strzała leciała płonąc w tęczowych płomieniach.
- Tęczowa strzała! - krzyknęły obie, a zapalony przedmiot przeleciał przez czoło Majina i trafił w górną część bramki sprawiając, że Mark glebnął się na plecy. 
- GGOOOOOOOOOLLLLLL!!!! - krzyczał przez głośnik Chester.
Nelly przyszła z Mayą z powrotem na stadion. Była wściekła bo ochroniarz nie wiedział kim jest i wmawianie mu, że ma na nazwisko Raimon i jest córką dyrektora szkoły, ani to, że Maya jest kuzynką Aphrodiego nie pomagało. Brunetka w złości stanęła mężczyźnie obcasem na stopę. I od razu je wpuścił. 
- Dzięki ci Nelly, muszę przemówić mojemu kuzynowi do rozsądku.
- Nie ma sprawy...strzelili gola?! Tak szybko?!
- Jesteśmy znowu rozkładani na łopatki - rzekła Silvia.
Dziewczyny z Zeusa przybiły sobie triumfalną piątkę. 
- Pora im się zrewanżować- stwierdził bardzo słusznie Axel. Popatrzył w stronę Jennett, na którą cały czas był obrażony, ale była jedynym wyjściem i drogą do wygranej. Czarnowłosa posłała mu "buziaczka" i uśmiechnęła się aby zrobić mu jeszcze bardziej na złość.
1:0 dla gospodarzy! Mecz wznowi drużyna Raimona!
- Jennett błagam cię, nie stój jak święta krowa - podpowiedział jej poddenerwowany zachowaniem nastolatki Axel.
- Okej okej..
Gwizdek sędziego.
Axel podał do Jennett, zaś Jenny do Kevina. Biegli jakby w trójkącie. Z pewnością siebie kopali piłkę.Parę osób, starało się ją zabrać, napastnicy czy Iris, ale zawsze z tyłu pojawiała się osoba, która przejmowała okrągły przedmiot.. Aktualnie miał go Jude. O dziwo ta badziewna strategia wymyślona na szybko zadziałała. Judowi nie wiele brakowała do bramki, ale nie mógł strzelać bez Ericka i Axela, którzy byli z tyłu i na dodatek kryci. Rozejrzał się kiedy przed niego wbiegł Danny Wood z planem użycia swojej techniki.
- Mega wstrząs !!! - w ostatniej chwili Sharp podał do Jennett, która też była daleko,ale jednak najbliżej. Dosłownie prześlizgnęła się pod obrońcom z rudym warkoczem. Piłka leciała w powietrzu. Dziewczynie szybko udało się skulić i wybić z ziemi. Po piłkę, Zeusi wiedzieli, że strzału czarnowłosej raczej nie zatrzymają dlatego za nią wyskoczył Hera (jakie z nich skoczne zające. Jak Fei xD) byli mniej więcej na tej samej wysokości gdy..
- Sorry stary, ale nie tym razem... - Jennett rozwinęła swoje czarne skrzydła. Jednym pchnęła lekko bruneta, że zaczął spadać na ziemię.
-Nie!! - wrzeszczał Byron podnosząc się z ławki.
 Wokół piłki zbierała się czarna energia. Włosy McCurdy powiewały we wszystkie strony
- Poczujcie siłę czarnego anioła! - miała już uderzyć. Gdy poczuła jak coś paraliżuje jej ciało. Od pleców, aż po palce. 
- Co się..?! - Odrei,zadowolona, trzymała w rękach swój łuk. Demon został postrzelony! Przez zastygłe skrzydła, technika została anulowana. Pióra zniknęły, a Jennett nie wiedząc co się dzieje, niczym posąg zaczęła spadać. Wszyscy w przerażenie. Słychać krzyki, niebieskooka nie mogła się ruszyć ani krzyknąć, ale za to wszystko widziała. Dosłownie upadły anioł... przy tym, skok z okna jest niczym. Rozbiła by się o ziemię gdyby nie szybka reakcja Axela.
- Ogniste tornado! - chłopak wzbił się w powietrze i szybko złapał dziewczynę nie poruszającą się i wyglądającą jak dosłownie pomnik ze strachem w oczach. Wylądował bezpiecznie. Dosłownie wszystkim spad kamień z serca. Cała drużyna podbiegła do dwójki zawodników. Axel się trząsł, najbardziej ręce, ale mógł być z siebie dumny. Dziewczyna nagle odzyskała władzę w ciele i mogła się poruszać. Usiadł po turecku, trzęsła się jeszcze bardziej niż Axel. Spojrzała na wszystkich wzrokiem zbitego szczeniaka. Poczuła przejaw agresji żeby się rzucić na Artemidę, ale nie za bardzo ogarniała co się właśnie wydarzyło.
- Jenn... - powiedział Josh Właściwie to wszyscy. Zaczęli coś mówić, ale ona słyszała jakby wszyscy wokoło szeptali. Z jej oczu, poleciały łzy, coś takiego to musiał być naprawdę szok. Axel, z którym się kłóciła w busie usiadł obok niej, złapał za rękę i powiedział:
- Jennett, już jest wszytko dobrze - spojrzała na niego z nadzieją po czym rzuciła się na niego tuląc. Jej włosy związane wcześniej w kucyka (i tak rozburzone przez "Wiedzę Demona"), rozleciały się. Aksiu nie spodziewał się takiej reakcji, ale co się dziwić. Uratował jej życie. Tyle, że... to Josh chciał aby to jego przytuliła. Blaze mimo wszystko odwzajemnił uścisk. Płaczu nie dało się tak od razu zatrzymać słone kropelki dalej spływały po jej bladej ze strachu twarzy.
- Czy ciebie totalnie powaliło?! Chciałaś ją zabić?! - krzyknął Byron z furią na twarzy, właściwie to nie tylko on czuł negatywne emocje do swojej koleżanki, a cała drużyna.
- Ojejku jejku, mielibyśmy ją z głowy. Gola by nam strzeliła! - każdy z posłańców Zeusa zaliczył facepalma na twarzy.
- Mieliśmy grać sprawiedliwie... - wyszeptała Iris zawstydzona zachowaniem koleżanki.
- Ale to było sprawiedliwe! - dalej spierała się brunetka.
- Wiesz co..nie odzywaj się już. I tak dostałaś czerwoną kartkę, więc won z boiska! - Byron wskazał palcem na ławkę rezerwowych. Dziewczyna mrucząc coś pod nosem i tupiąc ze złością usiadła na ławce.
- Co teraz? - zapytał nowy kapitan. Były kapitan skubał się po brwiach myśląc. Był bardzo nad pobudzony, ale również osłabiony. Powoli efekty boskiej wody przestały działać, ale najważniejsze co teraz trzeba było zrobić to... przeprosić. Olać to, że spadnie mu korona z głowy. Lepsza plama na honorze niż głos sumienia wypominający mu jak prawie zabił dziewczynę, którą kochał..a może nawet i nadal kocha..Aphrodiego ciężko ogarnąć.
Teraz to cała ich strategia, za przeroszeniem, poszła się ciulać. Jennett, potrzebowała chwilę aby dojść do siebie i coś mi się wydaję, że chwila jej nie wystarczy. W zamian miał wejść Willy. Drużyna nie była tym zachwycona, już lepiej było by grać w dziesiątkę, gdyż Glass i tak za wiele nie wskóra.
Jennett przez łzy:
- To będzie masakra.. - była załamana, że za nią ma wejść Welly i ciągle w ciężkim szoku. Maya, jako jej wierna przyjaciółka przytulała ją i głaskała po włosach. Gdy nagle blondyna wpadła na pewien pomysł.
- Zagrajcie w dziesiątkę! Juda i Ericka przeniesiemy na atak. Kevina cofniemy do tyłu na pomoc i po sprawie! Będzie łatwiej użyć np. Królewskiego pingwina mieszanego z ognistym tornadem - Ekipa siedząca na ławce rzuciła na nią zdziwiony wzrok. Czemu oni wcześniej na to nie wpadli, a blondynka tak?!
- Co? Powiedziałam coś nie tak?
Śmiało skorzystali z tego pomysłu. Bez Jennett będzie troszku ciężko, ale przecież to jest drużyna Raimon. Dadzą radę!
- Chcą grać w 10 osób?! Chcą abyśmy mieli równe szanse czy co?! - zamyślił się Love. Po czym przeleciał boisko swoim wzrokiem 
- Na pomysł tej strategii mogła wpaść tylko moja kuzynka.
- Cóż to się dzieje proszę państwa! Czy drużyna Raimon postanowiła dać równe szanse ekipie Zeusa?! - głos Chestera potwierdzał to, że to co zrobili jest szalone.
- Czyli stawiamy na plan B ? - chciał upewnić się Hera. Kolega w kasku skinął tylko głową.
Gwizdek sędziego.
- Axel! - imię kolegi wywrzeszczał Jude podając piłkę w jego stronę. Jeżyk biegł z piłką wymijając Henrego i Jonasa. Robiąc wślizg i przebiegając niezauważalnie obok nich.
- Erick! - kopnął piętką do tyłku gdy zauważył zbliżającą się blondynkę w jego stronę.
Aphrodi poszedł w stronę ławki Raimon. Spiął tyłek. Czuł się winy za to co zrobiła Odrei.
Siedząca tam ekipa bardzo się zdziwiła na jego widok. Po tym co zaszło między nim a czarnowłosą, jakoś słowo "Przepraszam" ciężko przechodziło mu przez gardło.
Stanął przed nimi ze spuszczoną głową, ani on ani oni nic nie powiedzieli. 
- Ja..ja..chciałem..przeprosić - ukłonił się, że na jego głowę zleciał kaptur. Jennett uniosła jedną brew. Nie spodziewała się, że blondyn ma sumienie. Nie będzie na niego krzyczeć, nie ma siły. Ostatnio się wystarczająco nawrzeszczała.
- Nic się nie stało - teraz wzrok na czarnego anioła. Aphrodi podniósł się z ukłonu i też miał bardzo pytający i zdziwiony wyraz twarzy.
- Nie twoja wina... jak chcesz...to.. możesz wyjść na boisko. Może chłopcy wezmą się w garść - zanim Aphrodi cokolwiek powiedział głos wzięła Maya.
- Nawet o tym nie myśl. Bo powiem ojcu.
- Myślisz, że boję się własnego taty? Phi! Czuję się doskonale.
- Ale zaraz przestaniesz!
- Czy my o czymś nie wiemy? - zapytała Nelly za wszystkich zebranych.
- Nie twoja sprawa! - powiedziało kuzynostwo w tym samym czasie. Byron tylko zarzucił włosami i wrócił do siebie.
- Kretyn - mruknęła pod nosem białowłosa.
- Możemy...wiedzieć o co chodzi? - Calia, jak i wszyscy mieli dość tej niepewności.
- Nie! - krzyknęła agresywnie - niby starszy, a zachowuje się jak dziecko!
- GOOOOOOOOOOOL !!!!!! -głos Chestera z głosnika.
- Kto strzelił?!- Przestraszyła się Nelly. Dziewczyna spojrzała w stronę Marka leżącego na ziemi - Ale jak?!
- Piękna akcja napastników Zeusa! Widać, że obrona działa dziś słabo, skoro trafili w tak prosty sposób! - Hera i Demeter, zrobili kombinację strzałów "Boskiej Strzały" i "Ataku odbić". W prosty sposób myląc obronę i bramkarza. 
- Jezusie... - Jennett schowała twarz w rękach. Gwizdek sędziego. Nareszcie przerwa.
- Proszę państwa. Kończymy pierwszą połowę wynikiem 2:0 dla gospodarzy!
Mark podbiegł do ławki i rzucił się na ziemię pod nogi trenera udając, że płacze. W sumie to czuł się jakby miał zaraz się popłakać.
- Przepraszam! Zawaliłam sprawę!
- No..zawaliłeś - potwierdziła Jennett. Evans zmęczonym wzrokiem spoglądnął na nią.
- Mark to my zawaliliśmy - winił wszystkich zdyszany Nathan. Zdecydowanie obrona dziś zawodzi. Głos przejął trener, który cały czas milczał. Tłumił w sobie emocje, ale już ma dosyć
- Wszyscy zawaliliście. Byliście zbyt pewni wygranej po ostatnim meczu. To wasze obijanie się, rozterki i brak zabawy rozwalają wasze zgranie. Liceum Zeusa to zdolni ludzie, zrozumieli swój błąd i pokazują, że potrafią grać bez oszustwa. Zaczęli się nawet tym bawić Dzisiaj brakuje tego wam, brak przygotowania, ciągle was boli strata części naszej ekipy i nie chcecie iść do przodu. Zawaliliście na całej linii - trzeba było ich tak ochrzanić. Trafił i to do ich serc i przemówiło. Szczera prawda. Tylko co z tym zrobić? Jak wygrać.
- Mogę coś powiedzieć?... - krzyknęła Maya. Trener skinął głową.
- Mój kuzyn przez was płacze po nocach, tak go dręczy poczucie winy. Ciągle go widzę z głową w notesie, albo na boisku. On ma straszne parcie na bycie najlepszym. Liczy, że go nie zawiedziecie i będziecie się starać, a się obijacie. Nie gra bo ktoś, nie będziemy rzucać nazwiskami, wyrzucił go z drużyny. Lecz kiedy nadarzyła się okazja musiał się rozchorować. Mimo to liczył przynajmniej na mentalną walkę. Pomyślcie jakby to fajnie było znowu wygrać! Poza tym chłopaki mają zakład z Nelly, więc radzę się postarać. Co się tak gapicie? - nikt nigdy z nich nie myślał w ten sposób o Aphrodim, ani o Mayce. 
- Może zostanę waszym trenerem mentalnym? - zaśmiała się uroczo - Ale nie mówcie blond kretynce bo się na mnie obrazi.
- Trenerze... - mężczyzna spojrzał na czarnowłosą - chcę wejść na boisko - pewne siebie spojrzenie w stronę trenera.
- Skoro masz siłę... wracamy do pierwszego składu! - drużyna Raimon napoiła się, odpoczęła, zebrała siły i w sumie byli gotowi, muszą nabić co najmniej 3 gole aby wygrać i to będzie ich cel albo powtórka z przed kilku miesięcy. Czyli aż 4 gole. Idzie po schodach na boisko. Zbliżenie na jego piękne granatowe korki, jego włosy powiały za nim niczym peleryna Juda, a teraz zbliżenie na pełne zdeterminowania oczy. Stanął na boisku w swoim stroju piłkarskim.
- No to dajmy czadu!
Drużyny znowu stanęły na boisku, wszystkich rzucił na kolana jedne widok. Nie tylko graczy bo widownię również. Widok zwany Aphrodi. Znaczy nie do końca sam Aphrodi, a bardziej miejsce, w którym stał. 
- Co on robi na obronie?! - krzyknął Kevin do Axela wskazując palcem na blondyna, który odesłał mu krzywy uśmiech.
- Co oni zamierzają? Jak pan Love wykorzysta swoje umiejętności na obronie - poprawił okulary zdziwiony Willy - Mayka wiesz coś o tym.
- Nie mam bladego pojęcia - po czym dodała w myślach - może to i dobrze, mniej się nabiega.
- Rozpoczynamy drugą połowę tego wspaniałego widowiska! Proszę państwa, za Ariona Metlocka, wchodzi były kapitan drużyny, dobrze nam znany Byron Love! Rozpoczynamy! Pierwsze podania w wykoniu Zeusów... Co za strata! ... Dun w posiadaniu piłki... Jak sprytnie go okiwał...Biegnie, biegnie..Czy będzie gol?... Cóż za świetna obrona! ... Czarodziej murawy biegnie raczej łatwo nie odpuści! ... uwaga, jest szansa dla Axela Blazea! ... Czy ją wykorzysta? - komentował Chester. Nareszcie nadarzyła się okazja na gola. Z obrońców został tylko Aphrodi co to za problem?
- Harmonia Olimpu! - Love lekko uniósł się w powietrzu, wokół niego pojawiło się oślepiające światła. Ręce miał złożone jak do modlitwy, a gdy je rozprostował zza jego pleców wyłonił się ateński akropol. Axel wpadł na blokadę i odbił się jak od muru. Blondyn przechwycił piłkę i wykopał ją do Iris. Axel warknął, na czerwonookiego i uderzył pięścią w murawę. (Miała to być przerobiona technika Shindou)
- No proszę. Mój przyjaciel postanowił się jednak postawić - śmiał się Josh, który biegł na pannę Hudson. 
- Oh nie! Jaka strata. Piłka znowu w posiadaniu Raimon! ... Piękne podanie do Sharpa ... czyżby słynna iluzja piłki? ... Jak szybko! Znowu jest szansa na gola! ...Wydaję się jakby drużyna Zeusa nie planował nic więcej jak te 2 gole ... Obrońca Lane War zdobywa od Axela piłkę! ..podanie... Dragonfly ma szansę, na jego drodze stoi tylko Aphrodi.
- Harmonia Olimpu! - sytuacja Kevina wyglądała tak samo jak u Axela.
- Szkoda urody aby się nie denerwować - Affo skomentował w ten sposób przeklinanie Kevina pod nosem.
- Jennett dasz radę! - powiedział jej pewien głos, skierowała głowę na swoje nogi, wokół nich wił się ogon wilka. Dawna Jennett nie odeszła, ta zła, zmieniona przez Burna, już nie chodzi o pierwotną kujonkę grzeczną Jennettkę. A o to co chciała z siebie pozbyć. Wilk jej tłumaczy, że trzeba być zawsze dumnym z tego kim się jest i było. Trzeba pamiętać, a nie rozpamiętywać. Tylko pytanie...czy da radę?
- Jesteś silna dziewczyno! - z oka nastolatki spłynęła łza. Wystarczyło aby Aphrodi wkroczył na boisko aby znowu zaczęła zadręczać się wspomnieniami i problemami. Za słoną kropelką popłynęła następna. Ścisnęła pięść i podniosła głowę w górę.
- Pokaże im kim byłam i kim jestem naprawdę! Koniec z byciem fałszywym aniołem! 
- Jennett piłka! - z rozmyśleń wybudził ją głos Marka krzyczącego aż z pod bramki. Ona niczym Fubuki wyskoczyła w górę i przejęła ją na klatę. Zarzuciła włosami, a jej łzawiące oczy zalśniły w blasku jesiennego słońca. Gdy wylądowała na ziemi, poczuła niesamowity przypływ energii, dzikiego zwierzęcia już koło niej nie było, zaś czuła jakby był w niej.
Biegła przed siebie nie przejmując się, że inni chcieli aby im podano. Tak jak pierwszego dnia pokonała drużynę Zeusa tak zrobi po raz drugi. Przebiegła przez Herę i Demetera  z małą pomocą Juda i Nathana. Dalej z nią biegła Axel, który zakrył jednego z pomocników. Nad Weslym Knoxem zrobiła salto, a prześlizgnęła się pod Dannym Woodem, zaś Affo...
- Harmonia Olimpu! - zaczął wykonywać swoją technikę Hissatsu. Jennett pomyślała o wszystkim co sie stało od kiedy poznała Raimon, jaką teraz jest silną osobą, trochę fałszywą, ale przez to kim była ma siłę teraz. Gdyby Haruya by jej nie zmienił nie biegła by teraz tutaj i by o tym nie myślała. 
- Prędkość kła! - niebieskie oczy Jennett przesiąkły fioletowo niebieskim światłem, rozpędziła się i pognała do przodu, za nią pojawił się wcześniej wspomniany wilk. Był o wiele większy i wyglądał bardziej majestatycznie. Za nim za Byronem pojawił się akropol, prędkość wilka Jennett zdołała go ominąć zostawiając za sobą fioletowy ślad błyskawicy. (Miało to wyglądać trochę jak błyskawica Accel Midorikawy)
- Że co?! - chłopak obejrzał się za siebie. Jennett nie tracąc na sile zrobiła obrót jak Gazel przy północnym uderzeniu. Wilk również obrócił się wokół własnej. Kiedy czarnowłosa kopnęła z całej siły piłką w stronę bramki wilk skoczył zaraz za nią po czym zniknął. Wszystko działo się tak szybko, że bramkarz Poul Sidon nic nie zauważył i strzał już b ył w bramce. Niebieskooka updał szczęśliwa na ziemię.
- Zrobiłam to.. - szepnęła.
Wznowiono grę, dalej to już wszystko szło jak z płatka.
- Nie wiem jak ona to zrobiła, ale długo nie zatriumfuje - przyrzekł sobie Aphrodi. Kiedy napastnicy utracili piłkę. Ruszył sam do przodu bo nie mógł dłużej na to patrzeć.

Niestety albo stety, Jennett udało się powtórzyć strzał. Było już 2 do 2. Wszyscy byli wyczerpani, gdyż nie było łatwo zdobyć tego gola. Szczególnie Affo, który biegał z obrony na pomoc, a z pomocy na atak. Była okazja strzelenia Boską Wiedzą, jednak ta próba nie powiodła się.
- Hera! Jonas! Próbujemy jeszcze raz! - krzyknął spocony i obolały Byron, który czuł jakby jego ciało było rozrywane. Zwykła rozsterka serca, więc skąd taki ból? 
- Nie poddam się - chwycił się za pierś i pełen determinacji spojrzał na Jennett, która odesłała mu to samo.
Chłopak wystrzelił z ogromną prędkością na połowę przeciwnika. 
- Od kiedy on tak szybko biega?! - dziwił się Nathan. Napastnicy Zeusa pobiegli przebiec Byronowi, aby nie tracił swojej energi. Tutaj kluczem była właśnie szybkość.
Kiedy jednak pozostał sam, nie miał innego wyboru.
- Rajski czas! - pstryknął palcami w biegu, przebiegł, i znowu ruszył czas. Z obroną było tak samo. Wszyscy unieśli się w powietrze. I tutaj blondynek zauważył szansę. Wspiął się po kolei po Jacku, Nathanie i Bobbym...
- Czy on zamierza... - przeraziła się jego kuzynka. Z pleców chłopaka pojawiło się piękne upierzenie. Potrójna para skrzydeł, która wybiła go jeszcze wyżej. Włosy mu powiewały, i czół niesamowity przypływ mocy. Rozprostował ręce niczym Jezus. Niespodziewanie skrzydła się powiększyły i wyłoniła się czwarta para.
- Potęga Boskiej Wiedzy! - krzyknął, po czym z całej siły kopnął. Zza piłką leciał żółto- niebieski ogień. Mark z lekkim przerażeniem spojrzał na strzał i na swoje ręce.
- Dziadku daj mi moc...Ręka Majina! - strzał wirował w ręce Majina i powoli wpychał Marka do bramki. Zmusił go nawet do dołożenia drugiej ręki. Niestety, moc Aphrodiego zwyciężyła. Mark zdyszany leżał na ziemi.
- Dlaczego?! Czy ja nie jestem wystarczająco silny?! - Aphrodi wylądował z dumną postawą. Ciało całe mu się trzęsło. Nie wiedział nawet, że tak potrafi. Dyszał niespokojnie. Spojrzał w niebo i w jego kierunku się uśmiechnął.
Zadowolony padł na twarz ze zmęczenia i bólu. Na stadionie nastała chwila ciszy.
- Aphrodi! - do kuzyna podbiegła. Maya.
- Cóż to się dzieje proszę państwa! Dopiero zaczęła się druga połowa, a już doznaliśmy dreszczyka emocji!
- Nie pozwolę mu wygrać! - warknęła Jennett.

Polsat

Dziękuję wszystkim za wykazanie się cierpliwością. Po prostu szybciej się nie dało.
Sory za błędy, ale było to pisane w tempie ekspresowym. Można powiedzieć, że połowa tej wspaniałej historii za nami

Zapowiedzi!
Czy nie ciekawiło was nigdy jak to by było gdyby postacie z inazumy umiały śpiewać?
No cóż... nie mogę wam powiedzieć! Po prostu będzie się dziać. Takiego wydarzenia nie było.
Przeczytajcie następny rozdział "Konkurs piosenki" !