- Nie wierzę to już dzisiaj! - krzyknął Mark budząc się i wyskakując z łóżka. Pobiegł do łazienki, umył zęby i zrobił inne rzeczy które robi się w łazience. Ubrał swój piękny, szkolny mundurek i zbiegł wesolutki po schodach.
- Dzień dobry- powiedział z ogromnym entuzjazmem.
- Dzień dobry Mark- odpowiedziała mu mama kładąc przed nim talerz ze śniadaniem- chyba jesteś już na tyle duży, że możesz robić sobie sam śniadanie. Masz prawie 17 lat!
- Mamo..przecież wiesz doskonale, że nikt nie gotuje lepiej niż ty- i zaczął zajadać. Mama przewróciła oczami i wróciła do garów. Po chwili usłyszała trzask drzwi, obróciła się i zobaczyła pusty talerz.
- A ja go chciałam się zapytać o dokładkę. Evans biegł jak postrzelone dziecko, dziś miał się odbyć mecz. Mają nowego członka w drużynie, dużo ćwiczyli, więc z palcem w nosie pokonają liceum Czarnej Magii. Biegłby tak sobie gdyby ktoś za nim nie biegł i nie wrzeszczał jego imienia
- Mark stój!- to była Silvia. Gdy chłopak się zatrzymał, przy hamowaniu o mało na niego nie wpadła.
- O cześć. Biegłaś za mną?
- Nie, w ogóle- powiedziała sarkastycznie sapiąc- widzę, że też już nie możesz się doczekać meczu.
Poszli razem do szkoły
***
Jennett szła przez szkołę do klasy z głową w książce. To nie tak, że czytała, tylko ukrywała swoją twarz. Bała się strasznie meczu, a na pewno ktoś by do niej podbiegł i zapytał "Stresujesz się przed meczem?" a ona by coś głupiego palnęła. Albo gorzej spotka Axela i będzie z nim rozmawiać o wczorajszym spotkaniu i nie dość, że wszyscy zobaczyli bloga to jeszcze zobaczą, że to prawda. Fajnie było z Axelem, ładne z niego ciacho i fajnie całuje, ale może jeszcze poczeka zanim się zdecyduje na związek.
Weszła jakoś niepostrzeżenie do klasy. Tym razem nie usiadła koło Williego tylko z tyłu w ostatniej ławce. Jennett nie zauważyła jednak obok kogo siadła. Poczuła zimne dreszcze na plecach. Wyglądnęła za książki i ujrzała twarz Jima. Krzyknęła przeraźliwie i wyrzuciła książkę w powietrze.
- Jennett co ty wyprawiasz? -powiedział
- Możesz być cicho, zdradzisz moją przykrywkę!
- Dobrze. Lubię być cicho.
Jednak dziewczyna nie zamierzała siedzieć koło niego i zaczęła poszukiwania miejsca, kiedy ktoś ją zaczepił.
- To nie było zabawne, rzucać w ludzi książkami- był to Steve który dostał wyrzuconą przez Jennett książką w głowę.
- Sorki.
- A tak w ogóle to stresujesz się przed meczem? - zapytał. McCurdy wyrwała mu książkę i trzepnęła go w łep.
- Ała! - odeszła od Steva i usiadła na jakimś pustym miejscu. No cóż plan się nie powiódł. Rozpakowała rzeczy z plecaka. Teraz miała być matematyka po tej lekcji zacznie się mecz.
- Mogę się dosiąść? - powiedział jej już dobrze znany głos. Axel.
- Eeeee...Jak chcesz.
- Stresujesz się przed meczem? - zapytał się nieświadom reakcji nastolatki, a ona wzięła swoją książkę i również trzepnęła go w głowę.
- Za co?!
- Pewnie, że się stresuję czy to tak bardzo widać!?
- Hmm...
Trzask drzwi. Wszedł nauczyciel od matmy, zmierzył klasę wzrokiem i siadł przy biurku, oficjalnie lekcja się zaczęła.
***
Wszyscy byli już gotowi na przyjazd rywali, stali na boisku i czekali na przemowę trenera i nową gwiazdę zespołu. Jennettka grała z numerem 13 .
Wszyscy twierdzą, że to pechowy liczba, dla niej przeciwnie. Czekali na nią z niecierpliwieni aż wyszła. [Zwolnione tępo]
Wyszła stąpając powoli, włosy za nią pięknie powiały, a w jej oczach pojawił się błysk. Wszystkim zabrało dech w piersiach. Stanęła przed nimi i położyła ręce na biodrach.
- I jak?
- Myślę, że przeciwnik bardziej skupi się na tobie i na twoim wyglądzie niż na grze- zaśmiał się Todd, ale Jennett tym razem nie używając książki trzepnęła go w twarz. Na której pozostał odcisk dłoni.
- No co, to chyba dobrze?
- Dobra dzieciaki, a właściwie już nie dzieciaki. Znów mamy okazję z kimś rywalizować. Już raz z nimi wygraliście i wygracie znowu, ale nie bądźcie od razu pewni siebie. Jennett to jest twoja okazja do wykazania się, jeśli dobrze zagrasz, zostajesz w zespole Oto pierwszy skład
Napastnicy: Kevin, Axel i Jennett
Pomocnicy: Max, Jude, Erick,Timmy
Obrońcy: Nathan, Jack, Bobby, Todd
I nasz ulubiony bramkarz,Mark.
Ogłosił swoją przepiękną i jakże długą przemowę trener Hillman.
Możecie zacząć się rozgrzewać- dodał. Wybiegli na boisko i zaczęli wykonywać kilka ćwiczeń. Do czasu, aż pojawiła się dusząca fioletowa mgła. Wszyscy zaczęli kaszleć aż we mgle ukazała się grupka postaci.
- To oni - mruknął Kevin
- To oni?! - krzyknęła Jennett - wyglądają jak jakieś potwory albo ufa!
- Jennett posłuchaj- zwrócił się do niej Mark- nie patrz na ręce bramkarza, ani nie słuchaj co mówi ich trener, jasne? - chłopak odbiegł.
- Ale dlaczego? Mark o co ci chodzi!- nie dostała odpowiedzi.
Każda drużyna ustawiła się w rzędzie twarzą do siebie, jednak przeciwnik patrzył tylko na Jennett, która robiła minę, że się w ogóle nie się stresuje i w ogóle nie widzi, że wszyscy się na nią gapią. Trenerzy podali sobie ręce.
- Hekyll Jide (czy jakoś tak). Miło mi w końcu pana poznać. I was pokonać.
- Ja mam nadzieję, że to będzie dobra gra- pan Hekyll się pewnie uśmiechnął, trzepnął swoją grzywką i podszedł do Jennett tak jak w poprzednim meczu do Axela.
- A panienka to pewnie Jennett McCurdy- złapał ją za rękę i jak dżentelmen chciał ją ucałować. To zachowanie wzbudziło lekki gniew w Kevinie i niezauważalny w Axelu. Jednak czarnowłosa nie pozwoliła sobie i wyrwała rękę.
- Nie wymagam jakiegoś specjalnego traktowania i nazywania mnie panienką.
- Oh, przepraszam, ale chciałem zwrócić uwagę, że słyszeliśmy wiele o tobie i twoich mrocznych strzałach. Pasowałabyś do mojego zespołu
- Słuchaj koleś, nie czaruj mnie tutaj, już mam swoją drużynę- powiedziała już pewna siebie. Na co jeszcze Kevin dodał:
- Mam nadzieję, że nie będziecie się skupiać tylko na Axelu tak jak ostatnio.
-No skąd. Będziemy skupiać się na Jennett- uśmiechnął się i odszedł.
- Przynajmniej nie wyzwał nas od słabiaków- zauważył Max.
Drużyny rozstawiły się na swoich miejscach, czekając na gwizdek. Znikąd usłyszano nagle krzyk:
- Czekajcie jeszcze nie zaczynajcie! - to był Cheester dźwigający swój sprzęt- przecież ten mecz nie może się odbyć bez waszego ulubionego komentatora!
Grę rozpoczęli goście, sędzia gwizdnął w gwizdek.
- I ruszyli! - krzyczał najulubieńszy komentator.
Max próbował zablokować napastnika z numerem 11, ale on bardzo łatwo przeszedł. Nie zauważył Timmiego który użył na nim swojego wślizgu. Jennett stała gdyż wcześniej kazano jej czekać na znak któregoś z kolegów. Zawodnicy magicznych, którzy nie biegali za piłką ciągle się w nią wpatrywali. Burta Wolfa (11) zatrzymał Jack używając muru.
Jennett usłyszała nagle swoje imię, duży podał jej piłkę. Zdziwiła się trochę, ale od razu pokazała na co ją stać. Pobiegła przed siebie ominęła zgrabnie kilku zawodników. I tu się pojawiły schody. Dwóch obrońców o wiele większych od niej, nie było innego wyjścia...
- "Mroczna szczelina"! - krzyknęła i tupnęła nogą. Pod zawodnikami pojawiło się czarne pęknięcie w ziemi, które po chwili zmieniło się w ogromną przepaść w którą wpadli zawodnicy. Wszyscy włącznie z zawodnikami żółto-niebieskich byli zszokowani. McCurdy nigdy im nie pokazywała tej techniki ani nic o niej nie mówiła. Nastolatka przeszła i uśmiechnęła się szyderczo niczym Aphrodi. Zobaczyła szansę na podanie do Axela, jednak on pokiwał przecząco żeby tego nie robiła. Przypomniała sobie radę Marka żeby nie patrzeć bramkarzowi na ręce. Stanęła przed bramką i spuściła głowę w dół opuszczając włosy. Uśmiechnęła się tym razem jak Fudou Akio i szepnęła Szkoda mi was.
Z pleców wyrosły jej piękne czarno-szare skrzydła, trzepnęła swoimi włosami i podskoczyła w górę. Skrzyżowała ręce i krzyknęła "Wiedza demona" i kopnęła lewą nogą. Bramkarz próbował użyć "Zagięcia przestrzeni" ale strzał był za szybki i bez żadnej walki wpadł do bramki. Dumnym krokiem, Jennett wróciła na swoją pozycję.
- O takie mroczne strzały panu chodziło, panie Hekyll? -zaśmiała się i przybiła piątkę Axelowi.
Dalej mecz przebiegał spokojnie, nikt jakby nie zamierzał atakować. Zawodnicy obu drużyn podawali między sobą piłkę, przekazywali kolejnym graczom, odbierali sobie. Z tą różnicą, że na razie nikt nikt nie używał technik hissatsu. Nawet Raimon. Gdzie ta ich szybkość o której mówił trener? Ta szybkość przez którą musieli biegać po lesie. Nim się obejrzeli skończyła się pierwsza połowa i wszyscy zeszli na odpoczynek. Niebieskooka ledwo co usiadła, a usłyszała pytania zadane przez Marka:
- Co to była za genialna technika? Kiedy ją wymyśliłaś? Czemu nam jej nie pokazałaś? Czemu w ogóle nie mówiłaś, że masz jeszcze jedną technikę?!
- Mark, normalni ludzie potrafią odpowiedzieć tylko na jedno pytanie na raz.
-Ta technika to "Mroczna szczelina". Wymyślił ją mój...kolega - słowo kolega zabrzmiało nie pewnie w jej ustach- a było to dawno temu w Korei. I wcale się mnie nie pytaliście o to, więc nie musiałam wam mówić.
Koło czarnego aniołka usiadł Axel i uśmiechnął się nie codziennie do niej.
- Czy coś się wydarzyło o czym ja nie wiem? -zaśmiał się Mark.
- Nie no skąd - zaprzeczyła dziewczyna. Do rozmowy dołączył się Jude.
- A o czym tak sobie gadacie? - i oparł się na ramionach napastników.
- Sharp idź sobie
- Chciałem się was zapytać czy wy też się dziwnie czujecie?
- Co znaczy dziwnie? - Axel zdjął rękę Juda ze swojego ramienia.
- Dziwnie z tym uczuciem, że oni nawet nie próbowali atakować, czy rzucić jakieś "klątwy". A ich trener się zachowuje całkiem normalnie.
- Chyba masz rację Jude - odpowiedział niebiesko włosy Nathan, który również się dosiadł.
- A co to za zbiorowisko? Może zostawilibyście naszą parę w spokoju co?- Nelly
- Nie jesteśmy parą! - oburzyła się Jennett.
- Nie? - zdziwili się wszyscy razem z Axelem.
- Nie! Zjedliśmy tylko razem sernik! I... się całowaliśmy...- ostatnią część powiedziała nieśmiało. Z siedzącej pozycji wyskoczył nagle Mark.
- Acha! Więc jednak coś się wydarzyło.
Wspaniałą rozmowę przerwał gwizdek na drugą połowę.
- Wznawiamy grę z wynikiem 1:0 dla gospodarzy- wrzeszczał Chester.
Axel z Kevinem stali przy piłce, gwizdek sędziego rozpoczął drugą połowę.
- Niech zacznie się dla nich piekło! - zarządził pan Hekyll Jide. Trzepnął swoją grzywką, a jego twarz się zmieniła i praktycznie każdy to zauważył.
- No nie on znowu będzie odmawiał te swoje klątwo-modlitwy? - powiedział Bobby.
Ale ku zdziwieniu wszystkich nic nie odmawiał tylko stał i się podle uśmiechał.
Gra toczyła się dalej. Kevin biegł żwawo do bramki. Ku jego zdziwieniu wszyscy stali i nie próbowali zabrać mu piłki, ale nie zwracał na to uwagi. Dostrzegł przed sobą Juda, a dalej Ericka i Axela. Świetna okazja aby wykonać królewskiego pingwina. Zrobił piękne podanie do dredowłosego, ale ku zaskoczeniu Juda pojawił się przed nim kapitan zespołu, John Tasman.
- "Czarna fobia"! - krzyknął. W oczach Sharpa całe boisko znikło, był sam pośród ciemności. Aż przed nim pojawiła się postać Raya Darka. Jude trochę się zląkł.
Z perspektywy innych graczy.
Jude stał jak wryty patrząc się przed siebie, kiedy krzyknął:
- Dark! Przecież ty jesteś w więzieniu!- nikt nie wiedział o co mu chodzi. John przejął piłkę niczego świadomemu Judowi i podał ją swojemu koledze Trojowi Moonowi.
Wtedy ciemność wokół Juda zniknęła i Dark również. Chłopak kompletnie zgłupiał.
Troj znowu podał do Tasmana, ale drogę do bramki zagrodził mu Jack.
- "Czarna fobia" - Jackowi również całe boisko znikło z przed oczu. Był wśród kompletnej ciemności. Nagle z ciemności wyłoniło się niebo, spojrzał na swoje stopy i zobaczył, że stoi na samym czubku wieży Eiffla. Był strasznie wysoko i przypomniał sobie o jego lęku wysokości. Zaczął wrzeszczeć.
Z perspektywy innych.
Jack wyglądał jakby tracił równowagę i wrzeszczał na całe gardło. Wyglądało to i komicznie i strasznie. Napastnik zabrał mu piłkę i podał z powrotem do kolegi. Todd nawet nie próbował go zatrzymać, bo się bał, że zrobi mu to samo co Judowi i Jackowi.
Troj już po raz trzeci podał do kapitana, a ten teraz na Marku przetestował swoją przerażającą technikę.
- "Czarna fobia" - Mark nie dość, że był w ciemności to zobaczył przed sobą siebie, siebie ale na wózku inwalidzkim. Przyglądał się drużynie grającej na boisku.
- Co się stało!? - poczuł jakby to on był na tym wózku i po oczach popłynęły mu łzy. Padł na kolana i krzyknął Czemu?!
Za plecami jednak usłyszał wrzask Chestera, GGGOOOOOOLLLL!!!
Wtedy cały straszny widok znikł. John Tasman strzelił gola. O co chodzi w tej technice!
Do oszołomionego Marka podbiegł Axel.
- Mark co to było? To "czemu" ?
- Zobaczyłem siebie jeżdżącego na wózku to było straszne! Mój największy koszmar i wydawało się to takie realne.
- Rozmawiałem z resztą. Jude widział Darka, a Jack stał na czubku ogromnej wieży.
- Ja już chyba wiem o co chodzi - wtrącił nieśmiało Erick Eagle.
- Wiesz?! - zdziwili się oboje.
- Jude widział Darka bo on się go boi i obawia, Jack stał na czubku wieży, gdyż ma lęk wysokości, a Mark widział siebie na wózku, ponieważ to jest jego największy koszmar. Tak podsumowując, paraliżują nas własnym strachem.
- Całkiem sprytnie- rzekł Axel.
- Ale jak z tym wygrać?
- Tego już nie wiem, ale radzę się trzymać z daleka od ich kapitana - każdy wrócił z powrotem na swoją pozycję. Axel powiedział o wszystkim Jennett i Kevinowi i wznowiono grę. Kevin po raz kolejny przejął piłkę i kiedy od razu zobaczył Johna kopnął do Nathana, niestety w powietrzu przejął ją pomocnik magicznych, Alexander Brave. Chciał podać do Toja lecz drogę zagrodziło mu czarne cudo. I pomknęła do przodu, od razu drogę zagrodzili jej obrońcy.
Bez wahania krzyknęła:
- "Mroczna szczelina"! - trójka zawodników zapadła się. Jednak za nimi stał Tasman, a on nie wpadł do przepaści. Nie pozwolił jej zrobić kroku, a już użył "Czarnej fobii".
Jennett przestraszyła się już samej ciemności. Ale w niej pojawiła się jakaś postać. McCurdy boi się tylko dwóch rzeczy, wydania jej sekretu i... śmierci.
Postać trzymała w ręku kosę i mówiła Przyszłam po ciebie. Nastolatka stała twarzą w twarz ze śmiercią. Nie była świadoma, że za nią była piłka, którą chciał przejąć Robert Mayer. Użył do tego wślizgu, Jennett o tym nie wiedziała i cofnęła się lekko w miejsce gdzie była piłka. Przez to Robert trafił ją w nogi. Czarno włosa ryknęła z bólu, a ciemność jak i śmierć zniknęła. Dziewczyna padła na ziemię i podbiegł do niej Axel i Kevin na pomoc.
Axel podał jej rękę i zapytał z przejęciem:
- Cała jesteś? - Jennett odrzuciła pomoc chłopaka.
- Wstanę sama -kiedy stanęła poczuła ból w lewej nodze. Mimo iż bolało bardzo, nie chciała aby ktoś to zauważył.
Sędzia zarządził rzut karny. Jeśli Jennett trafi 2:1 dla Raimon jeśli nie, będzie remis.
Bramkarz wiedział, że nie obroni, ale ponieważ dziewczyna jest ranna liczył na to, że strzał będzie słabszy.
Jennett nie użyła "Wiedzy demona" wyskoczyła tylko w górę i kopnęła zwyczajnie, co bardzo zdziwiło wszystkich, że oddała tak słaby strzał.
- "Zagięcie przestrzeni" - piłka wylądowała bez problemu w rękach bramkarza. Jennett wylądowała na ziemi ale nie przejęła się tym, że bramkarz złapał piłkę. Miała głowę spuszczoną w dół, a jej włosy naleciały jej do oczu. Nikt jednak nie zauważył, że znowu uśmiecha się jak Fudou Akio. Wymamrotała po cichu "Kometa".
Jak na jakiś sygnał piłka w rękach bramkarza wystrzeliła jak rakieta ciągnąc za sobą długi ogon czarnego dymu. Piłka wyglądała jak kometa, wymsknęła się z rąk bramkarza i wleciała w bramkę. Gwizdek końcowy.
- Udało się? - zapytała dziewczyna podnosząc głowę. Tłum szalał. Pierwszy mecz już zaliczyli zwycięsko stawiając twarz swoim strachom. Trener Magicznych wyglądał na strasznie wściekłego, ale co tam. Na koniec wszyscy zaczęli gratulować im zwycięstwa i wg.
***
Cała drużyna chciała uczcić zwycięstwo lodami. Wybrali się więc do "Nature art cafe" oczywiście znowu pytania do Jennett jak to zrobiła.
- Jenn, jak ty to zrobiłaś? - tym razem zapytała Celia.
- Właściwie, to nie wolno mi tego używać. "Kometa" to prywatna technika mojego kolegi, nawet nie wiedziałam czy wyjdzie.
- To ten sam kolega co wymyślił "Mroczną szczelinę"?
- Tak, tylko "Mroczną szczelinę" to bardziej mi pomógł wymyślić niż, że wymyślił. W każdym razie "Kometę" widzieliście po raz pierwszy i ostatni.
- To dlaczego nie użyłaś "Wiedzy demona"? - wtrąciła Nelly.
- Właściwie to... -dokończyłaby gdyby nie to, że potknęła się o własną kulawą nogę. Już witała się z chodnikiem gdyby nie Axel.
- W porządku? - zapytał stawiając ją do pionu.
- Tak, dzięki- spróbowała zrobić krok, ale od razu ją sparaliżowało z bólu i jęknęła.
- Jennett nie kłam proszę, że wszystko w porządku. Widać jak kulejesz,daj sobie pomóc.
- Nie jest źle...
- A chcesz skręcić kostkę i mieć w gipsie przez miesiąc? - zapytał z poważną miną.
- Nie...- chłopak wziął Jennett na ręce, a ona poczuła się dosyć niezręcznie.
- Dziewczyny powiedzcie trenerowi, że nie zjemy z wami lodów i że idziemy do szpitala
- Zaraz co?! - przeraziła się czarnowłosa. Dziewczyny pokiwały głowami i dogoniły grupę.
Axel niósł swoją Julię do szpitala chociaż było widać, że ona tego nie chce.
Generalny szpital Inazumy był w miarę blisko. Jednak ludzie na ulicy byli bardzo zdziwieni. Jeszcze w drodze odezwał się Axel:
- Ty specjalnie nie użyłaś "Wiedzy demona". Wiedziałaś, że jeśli to zrobisz to pogorszysz stan nogi. Ale przecież nie musiałaś kraść swojemu koledze techniki.
- Byłam bezradna. Zobaczyłam śmierć, koleś mnie sfaulował i kazano mi jeszcze strzelać, a ja nie chciałam was zawieść.
- Zawieść? Dziewczyno to ty strzeliłaś nam pierwszą bramkę!
- Miło, że tak uważasz mój Romeo.
Dotarli na miejsce i weszli do środka. Nawet ludzie w szpitalu dziwnie im się przyglądali.
Posadził ją na krześle i poszedł do recepcji.
- Jest mój ojciec? - a babka pokazała jakiś korytarz. Jennett widząc, że Axel chce ją znowu wziąć na ręce. Wstała i spróbowała sama dojść, ale Axel wziął jej rękę i przerzucił sobie przez ramię i pomógł jej dojść.
- Mój tato jest lekarzem, pewnie chętnie ci pomoże. Ja mogę zaczekać.
- A nie przedstawisz mnie swojemu tacie? Wstydzisz się mnie! A my mamy razem w sztuce grać.
- Nie to nie tak! Chodzi oto...że...no...wiesz - Jennett założyła ręce na piersi i przytakiwała na każdą jego sylabę i uśmiechała się głupio.
- Nie patrz tak na mnie! - zakłopotał się Axel.
- Dobra, wejdę sama- i weszła, a Axel usiadł w poczekalni. 15 minut później dziewczyna wyszła z bandażem na kostce i z lekko niezadowoloną miną.
- Co to za mina?
- Nie skręciłam kostki, ale lekko zwichnęłam. Nie mogę grać przez dwa tygodnie. (smuteczek)
- Trochę szkoda...ale..nie powiedziałaś mu, że to ja cię przyprowadziłem?
- Na twoje nieszczęście powiedziałam. I przy okazji zaprosiłam go na przedstawienie. Całkiem miły z niego facet.
- Nie no super! - powiedział sarkastycznie.
Jennett dostała jakąś maść przeciw bólową, dlatego już ją tak bardzo nie bolało i w miarę normalnie chodziła, mimo to i tak Axel jej pomagał.Wyszli na dwór.
- Nie musisz się o mnie martwić dzwoniłam po tatę i zaraz przyjedzie.
- No dobrze, ale za nim pojedziesz wiedz, że gdyby nie ty to by ten mecz inaczej się potoczył.
- Weź mnie tak nie chwal, beze mnie też byś sobie poradził.
- Czy my... jesteśmy parą? - zapytał nieśmiało. Sam się zdziwił skąd takie pytanie przyszło mu do głowy.
Jennett pogłaskała go po jego białych włosach.
- Jesteś wspaniały i fajnie całujesz i mimo, że mam 17 lat to na razie nie szukam związku. A co? Chciałbyś?
- ...
Nim się spostrzegli podjechał tata Jennett.
- To do zobaczenia- podeszła do drzwi samochodu, ale za nim je otworzyła rozmyśliła się i podbiegła kuśtykając do Axela i go mocno przytuliła. Szepnęła mu do ucha Dziękuję. Wsiadła do samochodu, a Blaze stał jak wryty. Zrobiło mu się naprawdę miło. Dziewczyna mu się podobała, ale również nie szukał związku. Powodem do szczęścia był zwycięski mecz, teraz wiadome było że McCurdy na stałe zostaje w drużynie.
Zapowiedzi!
W następnym rozdziale będzie trochę... ten tego, ciekawie... Mecz już za nami i nadeszła sobota. Jennett zacznie uprawiać parkur na oknie,bieganie ekstremalne i odezwie się pewien pan z myślami psychopaty. Tak więc przeczytajcie kolejny rozdział "Całus i nie tylko..."
--------------------
Gitara siema!
Cieszę się, że ktoś w ogóle to czyta. Mam nadzieję, że wyszedł rozdział i że jest w miarę zrozumiale napisane, gdyż po raz pierwszy opisuję mecz. Wiem, zapowiedź rozdziału taka średnia, ale będzie się w nim działo!
Wyszła stąpając powoli, włosy za nią pięknie powiały, a w jej oczach pojawił się błysk. Wszystkim zabrało dech w piersiach. Stanęła przed nimi i położyła ręce na biodrach.
- I jak?
- Myślę, że przeciwnik bardziej skupi się na tobie i na twoim wyglądzie niż na grze- zaśmiał się Todd, ale Jennett tym razem nie używając książki trzepnęła go w twarz. Na której pozostał odcisk dłoni.
- No co, to chyba dobrze?
- Dobra dzieciaki, a właściwie już nie dzieciaki. Znów mamy okazję z kimś rywalizować. Już raz z nimi wygraliście i wygracie znowu, ale nie bądźcie od razu pewni siebie. Jennett to jest twoja okazja do wykazania się, jeśli dobrze zagrasz, zostajesz w zespole Oto pierwszy skład
Napastnicy: Kevin, Axel i Jennett
Pomocnicy: Max, Jude, Erick,Timmy
Obrońcy: Nathan, Jack, Bobby, Todd
I nasz ulubiony bramkarz,Mark.
Ogłosił swoją przepiękną i jakże długą przemowę trener Hillman.
Możecie zacząć się rozgrzewać- dodał. Wybiegli na boisko i zaczęli wykonywać kilka ćwiczeń. Do czasu, aż pojawiła się dusząca fioletowa mgła. Wszyscy zaczęli kaszleć aż we mgle ukazała się grupka postaci.
- To oni - mruknął Kevin
- To oni?! - krzyknęła Jennett - wyglądają jak jakieś potwory albo ufa!
- Jennett posłuchaj- zwrócił się do niej Mark- nie patrz na ręce bramkarza, ani nie słuchaj co mówi ich trener, jasne? - chłopak odbiegł.
- Ale dlaczego? Mark o co ci chodzi!- nie dostała odpowiedzi.
Każda drużyna ustawiła się w rzędzie twarzą do siebie, jednak przeciwnik patrzył tylko na Jennett, która robiła minę, że się w ogóle nie się stresuje i w ogóle nie widzi, że wszyscy się na nią gapią. Trenerzy podali sobie ręce.
- Hekyll Jide (czy jakoś tak). Miło mi w końcu pana poznać. I was pokonać.
- Ja mam nadzieję, że to będzie dobra gra- pan Hekyll się pewnie uśmiechnął, trzepnął swoją grzywką i podszedł do Jennett tak jak w poprzednim meczu do Axela.
- A panienka to pewnie Jennett McCurdy- złapał ją za rękę i jak dżentelmen chciał ją ucałować. To zachowanie wzbudziło lekki gniew w Kevinie i niezauważalny w Axelu. Jednak czarnowłosa nie pozwoliła sobie i wyrwała rękę.
- Nie wymagam jakiegoś specjalnego traktowania i nazywania mnie panienką.
- Oh, przepraszam, ale chciałem zwrócić uwagę, że słyszeliśmy wiele o tobie i twoich mrocznych strzałach. Pasowałabyś do mojego zespołu
- Słuchaj koleś, nie czaruj mnie tutaj, już mam swoją drużynę- powiedziała już pewna siebie. Na co jeszcze Kevin dodał:
- Mam nadzieję, że nie będziecie się skupiać tylko na Axelu tak jak ostatnio.
-No skąd. Będziemy skupiać się na Jennett- uśmiechnął się i odszedł.
- Przynajmniej nie wyzwał nas od słabiaków- zauważył Max.
Drużyny rozstawiły się na swoich miejscach, czekając na gwizdek. Znikąd usłyszano nagle krzyk:
- Czekajcie jeszcze nie zaczynajcie! - to był Cheester dźwigający swój sprzęt- przecież ten mecz nie może się odbyć bez waszego ulubionego komentatora!
Grę rozpoczęli goście, sędzia gwizdnął w gwizdek.
- I ruszyli! - krzyczał najulubieńszy komentator.
Max próbował zablokować napastnika z numerem 11, ale on bardzo łatwo przeszedł. Nie zauważył Timmiego który użył na nim swojego wślizgu. Jennett stała gdyż wcześniej kazano jej czekać na znak któregoś z kolegów. Zawodnicy magicznych, którzy nie biegali za piłką ciągle się w nią wpatrywali. Burta Wolfa (11) zatrzymał Jack używając muru.
Jennett usłyszała nagle swoje imię, duży podał jej piłkę. Zdziwiła się trochę, ale od razu pokazała na co ją stać. Pobiegła przed siebie ominęła zgrabnie kilku zawodników. I tu się pojawiły schody. Dwóch obrońców o wiele większych od niej, nie było innego wyjścia...
- "Mroczna szczelina"! - krzyknęła i tupnęła nogą. Pod zawodnikami pojawiło się czarne pęknięcie w ziemi, które po chwili zmieniło się w ogromną przepaść w którą wpadli zawodnicy. Wszyscy włącznie z zawodnikami żółto-niebieskich byli zszokowani. McCurdy nigdy im nie pokazywała tej techniki ani nic o niej nie mówiła. Nastolatka przeszła i uśmiechnęła się szyderczo niczym Aphrodi. Zobaczyła szansę na podanie do Axela, jednak on pokiwał przecząco żeby tego nie robiła. Przypomniała sobie radę Marka żeby nie patrzeć bramkarzowi na ręce. Stanęła przed bramką i spuściła głowę w dół opuszczając włosy. Uśmiechnęła się tym razem jak Fudou Akio i szepnęła Szkoda mi was.
Z pleców wyrosły jej piękne czarno-szare skrzydła, trzepnęła swoimi włosami i podskoczyła w górę. Skrzyżowała ręce i krzyknęła "Wiedza demona" i kopnęła lewą nogą. Bramkarz próbował użyć "Zagięcia przestrzeni" ale strzał był za szybki i bez żadnej walki wpadł do bramki. Dumnym krokiem, Jennett wróciła na swoją pozycję.
- O takie mroczne strzały panu chodziło, panie Hekyll? -zaśmiała się i przybiła piątkę Axelowi.
Dalej mecz przebiegał spokojnie, nikt jakby nie zamierzał atakować. Zawodnicy obu drużyn podawali między sobą piłkę, przekazywali kolejnym graczom, odbierali sobie. Z tą różnicą, że na razie nikt nikt nie używał technik hissatsu. Nawet Raimon. Gdzie ta ich szybkość o której mówił trener? Ta szybkość przez którą musieli biegać po lesie. Nim się obejrzeli skończyła się pierwsza połowa i wszyscy zeszli na odpoczynek. Niebieskooka ledwo co usiadła, a usłyszała pytania zadane przez Marka:
- Co to była za genialna technika? Kiedy ją wymyśliłaś? Czemu nam jej nie pokazałaś? Czemu w ogóle nie mówiłaś, że masz jeszcze jedną technikę?!
- Mark, normalni ludzie potrafią odpowiedzieć tylko na jedno pytanie na raz.
-Ta technika to "Mroczna szczelina". Wymyślił ją mój...kolega - słowo kolega zabrzmiało nie pewnie w jej ustach- a było to dawno temu w Korei. I wcale się mnie nie pytaliście o to, więc nie musiałam wam mówić.
Koło czarnego aniołka usiadł Axel i uśmiechnął się nie codziennie do niej.
- Czy coś się wydarzyło o czym ja nie wiem? -zaśmiał się Mark.
- Nie no skąd - zaprzeczyła dziewczyna. Do rozmowy dołączył się Jude.
- A o czym tak sobie gadacie? - i oparł się na ramionach napastników.
- Sharp idź sobie
- Chciałem się was zapytać czy wy też się dziwnie czujecie?
- Co znaczy dziwnie? - Axel zdjął rękę Juda ze swojego ramienia.
- Dziwnie z tym uczuciem, że oni nawet nie próbowali atakować, czy rzucić jakieś "klątwy". A ich trener się zachowuje całkiem normalnie.
- Chyba masz rację Jude - odpowiedział niebiesko włosy Nathan, który również się dosiadł.
- A co to za zbiorowisko? Może zostawilibyście naszą parę w spokoju co?- Nelly
- Nie jesteśmy parą! - oburzyła się Jennett.
- Nie? - zdziwili się wszyscy razem z Axelem.
- Nie! Zjedliśmy tylko razem sernik! I... się całowaliśmy...- ostatnią część powiedziała nieśmiało. Z siedzącej pozycji wyskoczył nagle Mark.
- Acha! Więc jednak coś się wydarzyło.
Wspaniałą rozmowę przerwał gwizdek na drugą połowę.
- Wznawiamy grę z wynikiem 1:0 dla gospodarzy- wrzeszczał Chester.
Axel z Kevinem stali przy piłce, gwizdek sędziego rozpoczął drugą połowę.
- Niech zacznie się dla nich piekło! - zarządził pan Hekyll Jide. Trzepnął swoją grzywką, a jego twarz się zmieniła i praktycznie każdy to zauważył.
- No nie on znowu będzie odmawiał te swoje klątwo-modlitwy? - powiedział Bobby.
Ale ku zdziwieniu wszystkich nic nie odmawiał tylko stał i się podle uśmiechał.
Gra toczyła się dalej. Kevin biegł żwawo do bramki. Ku jego zdziwieniu wszyscy stali i nie próbowali zabrać mu piłki, ale nie zwracał na to uwagi. Dostrzegł przed sobą Juda, a dalej Ericka i Axela. Świetna okazja aby wykonać królewskiego pingwina. Zrobił piękne podanie do dredowłosego, ale ku zaskoczeniu Juda pojawił się przed nim kapitan zespołu, John Tasman.
- "Czarna fobia"! - krzyknął. W oczach Sharpa całe boisko znikło, był sam pośród ciemności. Aż przed nim pojawiła się postać Raya Darka. Jude trochę się zląkł.
Z perspektywy innych graczy.
Jude stał jak wryty patrząc się przed siebie, kiedy krzyknął:
- Dark! Przecież ty jesteś w więzieniu!- nikt nie wiedział o co mu chodzi. John przejął piłkę niczego świadomemu Judowi i podał ją swojemu koledze Trojowi Moonowi.
Wtedy ciemność wokół Juda zniknęła i Dark również. Chłopak kompletnie zgłupiał.
Troj znowu podał do Tasmana, ale drogę do bramki zagrodził mu Jack.
- "Czarna fobia" - Jackowi również całe boisko znikło z przed oczu. Był wśród kompletnej ciemności. Nagle z ciemności wyłoniło się niebo, spojrzał na swoje stopy i zobaczył, że stoi na samym czubku wieży Eiffla. Był strasznie wysoko i przypomniał sobie o jego lęku wysokości. Zaczął wrzeszczeć.
Z perspektywy innych.
Jack wyglądał jakby tracił równowagę i wrzeszczał na całe gardło. Wyglądało to i komicznie i strasznie. Napastnik zabrał mu piłkę i podał z powrotem do kolegi. Todd nawet nie próbował go zatrzymać, bo się bał, że zrobi mu to samo co Judowi i Jackowi.
Troj już po raz trzeci podał do kapitana, a ten teraz na Marku przetestował swoją przerażającą technikę.
- "Czarna fobia" - Mark nie dość, że był w ciemności to zobaczył przed sobą siebie, siebie ale na wózku inwalidzkim. Przyglądał się drużynie grającej na boisku.
- Co się stało!? - poczuł jakby to on był na tym wózku i po oczach popłynęły mu łzy. Padł na kolana i krzyknął Czemu?!
Za plecami jednak usłyszał wrzask Chestera, GGGOOOOOOLLLL!!!
Wtedy cały straszny widok znikł. John Tasman strzelił gola. O co chodzi w tej technice!
Do oszołomionego Marka podbiegł Axel.
- Mark co to było? To "czemu" ?
- Zobaczyłem siebie jeżdżącego na wózku to było straszne! Mój największy koszmar i wydawało się to takie realne.
- Rozmawiałem z resztą. Jude widział Darka, a Jack stał na czubku ogromnej wieży.
- Ja już chyba wiem o co chodzi - wtrącił nieśmiało Erick Eagle.
- Wiesz?! - zdziwili się oboje.
- Jude widział Darka bo on się go boi i obawia, Jack stał na czubku wieży, gdyż ma lęk wysokości, a Mark widział siebie na wózku, ponieważ to jest jego największy koszmar. Tak podsumowując, paraliżują nas własnym strachem.
- Całkiem sprytnie- rzekł Axel.
- Ale jak z tym wygrać?
- Tego już nie wiem, ale radzę się trzymać z daleka od ich kapitana - każdy wrócił z powrotem na swoją pozycję. Axel powiedział o wszystkim Jennett i Kevinowi i wznowiono grę. Kevin po raz kolejny przejął piłkę i kiedy od razu zobaczył Johna kopnął do Nathana, niestety w powietrzu przejął ją pomocnik magicznych, Alexander Brave. Chciał podać do Toja lecz drogę zagrodziło mu czarne cudo. I pomknęła do przodu, od razu drogę zagrodzili jej obrońcy.
Bez wahania krzyknęła:
- "Mroczna szczelina"! - trójka zawodników zapadła się. Jednak za nimi stał Tasman, a on nie wpadł do przepaści. Nie pozwolił jej zrobić kroku, a już użył "Czarnej fobii".
Jennett przestraszyła się już samej ciemności. Ale w niej pojawiła się jakaś postać. McCurdy boi się tylko dwóch rzeczy, wydania jej sekretu i... śmierci.
Postać trzymała w ręku kosę i mówiła Przyszłam po ciebie. Nastolatka stała twarzą w twarz ze śmiercią. Nie była świadoma, że za nią była piłka, którą chciał przejąć Robert Mayer. Użył do tego wślizgu, Jennett o tym nie wiedziała i cofnęła się lekko w miejsce gdzie była piłka. Przez to Robert trafił ją w nogi. Czarno włosa ryknęła z bólu, a ciemność jak i śmierć zniknęła. Dziewczyna padła na ziemię i podbiegł do niej Axel i Kevin na pomoc.
Axel podał jej rękę i zapytał z przejęciem:
- Cała jesteś? - Jennett odrzuciła pomoc chłopaka.
- Wstanę sama -kiedy stanęła poczuła ból w lewej nodze. Mimo iż bolało bardzo, nie chciała aby ktoś to zauważył.
Sędzia zarządził rzut karny. Jeśli Jennett trafi 2:1 dla Raimon jeśli nie, będzie remis.
Bramkarz wiedział, że nie obroni, ale ponieważ dziewczyna jest ranna liczył na to, że strzał będzie słabszy.
Jennett nie użyła "Wiedzy demona" wyskoczyła tylko w górę i kopnęła zwyczajnie, co bardzo zdziwiło wszystkich, że oddała tak słaby strzał.
- "Zagięcie przestrzeni" - piłka wylądowała bez problemu w rękach bramkarza. Jennett wylądowała na ziemi ale nie przejęła się tym, że bramkarz złapał piłkę. Miała głowę spuszczoną w dół, a jej włosy naleciały jej do oczu. Nikt jednak nie zauważył, że znowu uśmiecha się jak Fudou Akio. Wymamrotała po cichu "Kometa".
Jak na jakiś sygnał piłka w rękach bramkarza wystrzeliła jak rakieta ciągnąc za sobą długi ogon czarnego dymu. Piłka wyglądała jak kometa, wymsknęła się z rąk bramkarza i wleciała w bramkę. Gwizdek końcowy.
- Udało się? - zapytała dziewczyna podnosząc głowę. Tłum szalał. Pierwszy mecz już zaliczyli zwycięsko stawiając twarz swoim strachom. Trener Magicznych wyglądał na strasznie wściekłego, ale co tam. Na koniec wszyscy zaczęli gratulować im zwycięstwa i wg.
***
Cała drużyna chciała uczcić zwycięstwo lodami. Wybrali się więc do "Nature art cafe" oczywiście znowu pytania do Jennett jak to zrobiła.
- Jenn, jak ty to zrobiłaś? - tym razem zapytała Celia.
- Właściwie, to nie wolno mi tego używać. "Kometa" to prywatna technika mojego kolegi, nawet nie wiedziałam czy wyjdzie.
- To ten sam kolega co wymyślił "Mroczną szczelinę"?
- Tak, tylko "Mroczną szczelinę" to bardziej mi pomógł wymyślić niż, że wymyślił. W każdym razie "Kometę" widzieliście po raz pierwszy i ostatni.
- To dlaczego nie użyłaś "Wiedzy demona"? - wtrąciła Nelly.
- Właściwie to... -dokończyłaby gdyby nie to, że potknęła się o własną kulawą nogę. Już witała się z chodnikiem gdyby nie Axel.
- W porządku? - zapytał stawiając ją do pionu.
- Tak, dzięki- spróbowała zrobić krok, ale od razu ją sparaliżowało z bólu i jęknęła.
- Jennett nie kłam proszę, że wszystko w porządku. Widać jak kulejesz,daj sobie pomóc.
- Nie jest źle...
- A chcesz skręcić kostkę i mieć w gipsie przez miesiąc? - zapytał z poważną miną.
- Nie...- chłopak wziął Jennett na ręce, a ona poczuła się dosyć niezręcznie.
- Dziewczyny powiedzcie trenerowi, że nie zjemy z wami lodów i że idziemy do szpitala
- Zaraz co?! - przeraziła się czarnowłosa. Dziewczyny pokiwały głowami i dogoniły grupę.
Axel niósł swoją Julię do szpitala chociaż było widać, że ona tego nie chce.
Generalny szpital Inazumy był w miarę blisko. Jednak ludzie na ulicy byli bardzo zdziwieni. Jeszcze w drodze odezwał się Axel:
- Ty specjalnie nie użyłaś "Wiedzy demona". Wiedziałaś, że jeśli to zrobisz to pogorszysz stan nogi. Ale przecież nie musiałaś kraść swojemu koledze techniki.
- Byłam bezradna. Zobaczyłam śmierć, koleś mnie sfaulował i kazano mi jeszcze strzelać, a ja nie chciałam was zawieść.
- Zawieść? Dziewczyno to ty strzeliłaś nam pierwszą bramkę!
- Miło, że tak uważasz mój Romeo.
Dotarli na miejsce i weszli do środka. Nawet ludzie w szpitalu dziwnie im się przyglądali.
Posadził ją na krześle i poszedł do recepcji.
- Jest mój ojciec? - a babka pokazała jakiś korytarz. Jennett widząc, że Axel chce ją znowu wziąć na ręce. Wstała i spróbowała sama dojść, ale Axel wziął jej rękę i przerzucił sobie przez ramię i pomógł jej dojść.
- Mój tato jest lekarzem, pewnie chętnie ci pomoże. Ja mogę zaczekać.
- A nie przedstawisz mnie swojemu tacie? Wstydzisz się mnie! A my mamy razem w sztuce grać.
- Nie to nie tak! Chodzi oto...że...no...wiesz - Jennett założyła ręce na piersi i przytakiwała na każdą jego sylabę i uśmiechała się głupio.
- Nie patrz tak na mnie! - zakłopotał się Axel.
- Dobra, wejdę sama- i weszła, a Axel usiadł w poczekalni. 15 minut później dziewczyna wyszła z bandażem na kostce i z lekko niezadowoloną miną.
- Co to za mina?
- Nie skręciłam kostki, ale lekko zwichnęłam. Nie mogę grać przez dwa tygodnie. (smuteczek)
- Trochę szkoda...ale..nie powiedziałaś mu, że to ja cię przyprowadziłem?
- Na twoje nieszczęście powiedziałam. I przy okazji zaprosiłam go na przedstawienie. Całkiem miły z niego facet.
- Nie no super! - powiedział sarkastycznie.
Jennett dostała jakąś maść przeciw bólową, dlatego już ją tak bardzo nie bolało i w miarę normalnie chodziła, mimo to i tak Axel jej pomagał.Wyszli na dwór.
- Nie musisz się o mnie martwić dzwoniłam po tatę i zaraz przyjedzie.
- No dobrze, ale za nim pojedziesz wiedz, że gdyby nie ty to by ten mecz inaczej się potoczył.
- Weź mnie tak nie chwal, beze mnie też byś sobie poradził.
- Czy my... jesteśmy parą? - zapytał nieśmiało. Sam się zdziwił skąd takie pytanie przyszło mu do głowy.
Jennett pogłaskała go po jego białych włosach.
- Jesteś wspaniały i fajnie całujesz i mimo, że mam 17 lat to na razie nie szukam związku. A co? Chciałbyś?
- ...
Nim się spostrzegli podjechał tata Jennett.
- To do zobaczenia- podeszła do drzwi samochodu, ale za nim je otworzyła rozmyśliła się i podbiegła kuśtykając do Axela i go mocno przytuliła. Szepnęła mu do ucha Dziękuję. Wsiadła do samochodu, a Blaze stał jak wryty. Zrobiło mu się naprawdę miło. Dziewczyna mu się podobała, ale również nie szukał związku. Powodem do szczęścia był zwycięski mecz, teraz wiadome było że McCurdy na stałe zostaje w drużynie.
Zapowiedzi!
W następnym rozdziale będzie trochę... ten tego, ciekawie... Mecz już za nami i nadeszła sobota. Jennett zacznie uprawiać parkur na oknie,bieganie ekstremalne i odezwie się pewien pan z myślami psychopaty. Tak więc przeczytajcie kolejny rozdział "Całus i nie tylko..."
--------------------
Gitara siema!
Cieszę się, że ktoś w ogóle to czyta. Mam nadzieję, że wyszedł rozdział i że jest w miarę zrozumiale napisane, gdyż po raz pierwszy opisuję mecz. Wiem, zapowiedź rozdziału taka średnia, ale będzie się w nim działo!
Rozdział, 26 luty. Ostrzegam że to będzie wywrócenie kota ogonem. Coś czego raczej nikt się nie spodziewał, to był pierwszy rozdział który wymyśliłam i planowałam. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. .