12:00 sobota dom Jennett.
Jennett leżała na podłodze rozłożona na gwiazdę, a na niej kołdra. Ślina jej ciekła z ust, a włosy to był jeden wielki bałagan. Czarnowłosa często spada z łóżka, ale na spanie na podłodze nie narzeka. Noga jej w ogóle nie przeszkadzała i już tak bardzo nie bolała. Nawet jeśli nie wygląda to leń z niej straszny. Spała by tak sobie co najmniej do drugiej gdyby drzwi do jej pokoju się nie otworzyły. Do pomieszczenia wleciał, a raczej wbiegł jej pies Tajfun. Tajfunek to czarny labrador. Ma dopiero rok i kocha zabawę. Wskoczył jej na brzuch i zaczął ją lizać. Jennett się nagle obudziła i powstała do pozycji siedzącej zrzucając psa z siebie. Przestraszyła się tak samo jak pies, pogłaskała go i wzięła na ręce.
- To tylko ty Tajfun -zaśmiała się.
Wstała, ale jakby ważyła co najmniej 2 razy tyle co Jack. Piżamkę miała całą szarą i spodnie i bluzkę, a na niej czarny napis "Unicorns are real" . Zeszła po schodach do salonu by włączyć jakieś radio, a tam siedzieli jej rodzice oglądający telewizję.
- Obudził się nasz jednorożec! - zawołała mama na widok córki.
- Co wy tak wcześnie wstaliście? I czemu jesteście tak jakoś odświętnie ubrani?
- Wcześnie?! Jest dwunasta! A po za tym, widać że zapomniałaś, mamy dzisiaj rocznicę ślubu - wytłumaczył tata. Jennett miała minę jakby jej tłumaczono, że słonie potrafią latać.
Aż skapnęła o co chodzi.
- Naprawdę? Przepraszam jak mogłam zapomnieć. Wszystkiego najlepszego! - przytuliła ich - czyli idziecie na jakąś randkę czy coś? Dlaczego mnie nie obudziliście i musiał to zrobić Tajfun?!
- Właściwie to my chcieliśmy wyjechać po za miasto i pozwiedzać pamiętne miejsca i nie będzie nas cały dzień i ja z tatą postanowiliśmy, że zostaniesz w domu.
- Ale super! - wzięła swoich rodziców w stronę drzwi, wręczyła im kurtki i jakby wygoniła ich z domu. Tato spróbował coś jeszcze powiedzieć zanim zamknie przed nim drzwi.
- Tajfun już był na spacerze więc nie musisz go wyprowadzać i pamiętaj. Żadnych chłopaków i imprez. O, i nie pakuj się w żadne...
- Dobrze, dobrze - i zamknęła drzwi.
- To chyba trzeba coś z sobą zrobić - McCurdy kocha gdy jest sama w domu. Weszła na górę do łazienki, a jej piesek rozłożył się na kanapie. Jennett umyła się przysypiając pod prysznicem. Umyła zęby i wygrała ciężką walkę z włosami. I tu problem, który ma większość dziewczyn, wybranie ubrań. Stojąc jak głupia przed szafą wpatrywała się w ubrania. Po jakimś czasie, czując ciągle lato, zdecydowała się na dżinsy, krótką szarą bluzkę, na to białą bluzę i białe superstary.
Co teraz? jakieś śniadanie. Popisowym daniem Jennettki są naleśniki z syropem klonowym. Wspaniały zapach wybudził psa.
Potem Jennett robiła różne rzeczy, których w towarzystwie rodziców raczej by nie zrobiła.
Na dobry początek, wyciągnęła z barku jakiś alkohol i napiła się kieliszek i zaczęła się dobra zabawa. Śpiewała karaoke drąc się na całe gardło, tańczyła na stole, znalazła pewną historię yaoi i nie mogła przestać jej czytać, obejrzała kilka badziewnych komedii romantycznych. Wyprowadziła dwa razy psa i znowu tańczyła, ale tym razem normalny hip-hop, przymierzyła kilka ciuchów swojej mamy, weszła na dach zabierając ze sobą kocyk i paczkę czipsów, i podziwiała widoki. Nim się obejrzała była już 17:00. Uznała, że to pora na wieczorny spacerek, ale może bez Tajfuna. Wzięła ze sobą torbę bez której się nie rozstawała. Szła sobie po chodniku mijając piękne domy, zawitała w miejsce gdzie czuła niesamowitą energię. Wieża Inazumy. To miejsce pokazał jej Mark i swój trening z oponą. Widok był jeszcze piękniejszy niż z dachu. Słońce akurat zachodziło, wyglądało pięknie na tle pomarańczowego nieba, pomarańczowego jak płomienie tornada Axela. Rozmarzyła się. Zaraz o czym ona w ogóle myśli?!
Gdy słoneczko zaszło całkowicie dziewczyna usiadła na ławce pod drzewem i wyciągnęła telefon by sprawdzić co się dzieje na świecie. Ku jej zdziwieniu zobaczyła swój strój piłkarski, pewnie nie chciało jej się schować.
Refren piosenki "Stressed out". Ciekawe kto może dzwonić. Popatrzyła na numer, skądś go już kojarzyła. Połączyła się myśląc już, że to jakaś loteria, a popełniła ten sam błąd co ostatnio.
- I co, nie zrobiłaś tego o co cię prosiłem - oczywiście był to syn Darka, Steven. Mimo to, że misja Jennett się nie powiodła on dał jej jeszcze szansę i nie zdradził jej sekretu.
- Czego tym razem chcesz?!
- Mam fantastyczny plan, przyjdź do mnie.
- Co mam zrobić żebyś się odczepił?!
- Przypominam, że zgodziłaś się na naszą umowę, więc proszę bądź uprzejma - "Bądź uprzejma" tak samo ją wkurza jak "nowa koleżanka".
- Przyjść? Ale gdzie!
- Do sekretariatu szkoły Zeusa - rozłączył się.
- Świetnie, po prostu świetnie! Mam już go dość, ale w sumie chyba nie mam wyboru.
Wstała z ławki i zaczęła iść. Pamiętała drogę i nie było to specjalnie daleko od wieży. Zwykle o tej godzinie wszystkie ulice są zakorkowane, ale dziś wyjątkowo tak nie było.
Stanęła przed ogromnym, białym budynkiem. Miesiąc temu chciała za wszelką cenę tu wrócić, a teraz czuła coś jakby odrazę. Szkoła wygląda dosłownie jak Olimp. Miała nadzieję, że nikogo z uczniów tam nie będzie. Podeszła do otwartego okna, które było około metr nad nią. To świetna okazja by wejść niepostrzeżenie. Zaczęła skakać do tego okna jak głupia nie myśląc o tym by sprawdzić drzwi czy są otwarte. Nie wiedziała jednak, że ktoś ją zobaczył.
- Jennett? A co ty tutaj wyprawiasz?? - to był Byron. Co on w ogóle robi w szkole w sobotę?
- Ja...ten tego, no..Próbuję wejść - wytłumaczyła jakby wchodzenie przez okno było najzwyklejszą rzeczą na świecie.
- Przez okno?
- No wiesz postanowiłam zacząć...uprawiać parkur na oknie XD A drzwi są zamknięte.
- Nie musiałaś bawić się w Spidermana, przecież drzwi są otwarte.
Facepalm
- A co ty w ogóle tu robisz przecież chodzisz do Raimon? - to ostatnie słowo jakoś ledwo przeszło mu przez gardło.
- Nie ważne- dziewczyna ominęła go małym łuczkiem nie odpowiadając i weszła tym razem przez drzwi.
- Dziwna jest, ale taka piękna- powiedział to sobie w myślach- dlaczego jej nie powiedziałem, że mi się podoba?
Oczami Jennett
Weszłam przez drzwi. Tja, z tym oknem to głupio wyszło. Co Aphrodi robi w szkole w sobotę? Kiedy weszłam do holu dostałam odpowiedź. Cały przyozdobiony balonami, światełkami, nietoperzami i innymi upiornymi ozdobami. Widać było, że szykują się do Halloween. Byron pewnie pomagał. Zauważyłam, że zostało jeszcze kilku uczniów. Popatrzyli na mnie, ale nie przejęli się zbytnio. Pewnie mnie nie rozpoznali. Zobaczyłam białe drzwi z napisem "Dyrektor". Wzięłam wdech, zapukałam i od razu weszłam. Zobaczyłam biurko i krzesło. Był tam i wskazał mi ręką siedzenie. Czułam jakbym miała się zapaść pod ziemię. Siadłam na tym krześle i zaczęło się.
- Witam panno McCurdy - zaczął, od razu było widać, że to podstęp.
- Dzień dobry - wymamrotałam.
- Jak noga? - zapytał.
- Noga? - popatrzyłam na swoją ranną nogę, skąd on o tym wiedział? Nie ważne, chcę już wiedzieć w co się pakuję.
- Nie słodź mi tu. Czego chcesz?!
On się tylko zaśmiał. Obrócił się na swoim obrotowym fotelu i wstał z niego.
- Słyszałem o tym co chciałaś zrobić Markowi. Sprytnie, ale..
Przerwałam mu
- Nie zadziałało. Byron go uratował
- Więc pewnie się domyślasz twoja misja się nie skończyła.
- Dobra, gadaj czego chcesz
- Pamiętaj o..
Znowu mu przerwałam
- Tak pamiętam o naszej umowie.
- To dobrze czyli musisz mi być wierna jak pies bo za to co zrobiłaś możesz pójść do więzienia - słowa Stevena mnie denerwowały. Chyba źle zrozumiał tę historię, dostało mi się już za to, a po za tym to było kilka lat temu, nie byłam wtedy sama ani nie byłam świadoma tego.
- Nie denerwuj się i tak pozwolę ci wrócić do Zeusa.
Oburzyłam się. W Raimon jest mi dobrze, lepiej niż kiedykolwiek. A on twierdzi, że wrócę, ale czemu tak owija w bawełnę? Nie chce mi powiedzieć po co mnie tutaj zaprosił.
- Gadaj rzesz ! Czego chcesz?!- Zrymowało się :)
Podszedł do mnie i złapał mnie za szyję jakby chciał mnie udusić i poczułam jakbym miała się udusić. Szepnął mi do ucha:
- Spalimy ich- i puścił mnie. Ulżyło, ale te słowa mnie przeraziły. Znowu zasiadł w swoim fotelu.
- Spalimy Raimon?!!! MY? To jest myślenie psychopaty!
Wstałam z krzesła i podbiegłam do drzwi chcąc uciec. Na moje nieszczęście nie wiem jakim cudem były zamknięte i zdałam sobie sprawę, że muszę go wysłuchać.
- Przepraszam za to...
- Widać, że był zdziwiony moim zachowaniem, no ale co się dziwi, nie będę nic ani nikogo podpalać. Muszę chyba jeszcze raz wszystko przemyśleć Czułam jakby miały ze mnie wypłynąć łzy.
- A więc zrobimy to tak..
Narracja 3 os.
Minęły o dziwo 2 godziny. Jennett wyszła ze szkoły Zeusa. Było ciemno,zimno, padało, a raczej lało. Mówiła ze Stevenem, że to on zajmie się wszystkim, a ona tylko będzie musiała coś załatwić. To jednak nie znaczyło, że wszystko będzie dobrze. Nie mogła się mu sprzeciwić, a nie chce robić krzywdy chłopakom ani nikomu innemu. Kompletna rozsypka. Jej oczy spuchły i zrobiły się mokre. Nie rozumiała tego. Zawsze była silna i nigdy nie pokazywała słabości, a teraz? Bała się. Wyciągnęła z kieszeni telefon, rozładowany. A do kogo by zadzwoniła, rodzice wyjechali na cały dzień nawet na noc. Po taksówkę nie zadzwoni, kasy też nie ma i nie wie którym autobusem mogłaby pojechać. To koniec, po prostu koniec. Miała na sobie tylko bluzę i chyba pozostało jej iść piechotą, a raczej biec. (Chyba ją pogięło)
Szła już stąd do domu, ale w deszczu i ciemności będzie ciężko. Na dodatek nie ma kondycji Nathana, ale za to ma osłabioną nogę. Ale próbowała, pobiegła. Do jej oczu napływały łzy. Ten facet jest potworny. On naprawdę myśli jak psychopata!
Biegła jak najszybciej, nie było źle jeszcze wiedziała gdzie się znajduje. Do czasu aż pojawiło się skrzyżowanie.
- K***a! (przepraszam za słownictwo) Gdzie teraz!- zdała się na los i skręciła w lewo i to był błąd. Deszcz się strasznie rozszalał, co razem z łzami oślepiło ją. Teraz to już nie miała pojęcia gdzie jest i gdzie biegnie. Aż upadła na chodnik.
- To bezsensu! Zgubiłam się! Głupia noga, głupia ja! Miałam nie biegać - wstała z ziemi, zrobiła krok i krzyknęła z bólu. Bolało jeszcze bardziej niż po meczu i upadła z powrotem. Samochód, który przejeżdżał obok na ulicy, wjechał w kałużę i opryskał ją.
- Nie no dzięki gorzej być nie mogło!
To się nazywa bezradność. Noga ją tak boli, że nie wstanie, po tym co zrobiła to chyba grozi jej amputacja. Zgubiła się i nie ma kontaktu ze światem.
Pomóc Stevenowi czy zniszczyć sobie życie. Płakała jeszcze bardziej, a włosy leciały jej do oczu. Usłyszała dźwięk. To nie był deszcz czy samochód. To ktoś grał w piłkę i to były odgłosy zmęczenia i hissatsu. Kto musi być tak tępy żeby ćwiczyć w deszczu? Wstała z ziemi spinając się w sobie i starając się wytrzymać ból. Już nie kulejąc, a właściwie skacząc na jednej nodze poszła w stronę odgłosów. Dźwięk doprowadził ją do małej polany. Nie możliwe! Był to Byron. W przeciwieństwie do Jennett miał na sobie jakąś kurtkę. Cały przemoczony i z potarganymi włosami.
- To nadal za mało! - wrzasnął. Wziął rozbieg z piłką i zrobił "Boską wiedzę". Wyglądało to trochę strasznie. Skrzydła były całe mokre tak samo jak on. Piłka wleciała pomiędzy dwa drzewa. Wylądował ciągle nie zadowolony i straszliwie zmęczony. Czarnowłosa nie czekając, jakoś doszła do chłopaka i padła mu do stóp jak jakiemuś księciu.
- Pomóż mi - wymamrotała. Blondyn nie wiedział jak zareagować. Co ona tu robi w trakcie deszczu, z zranioną nogą i cała rozpłakana.
- Proszę, pomóż mi - powtórzyła i spróbowała wstać, a ten jej pomógł.
- Co ci się stało i przeziębisz się!
- A ty to nie!
- Mną się nie przejmuj, tylko co ci się stało?
- Długa historia... Chodźmy pod jakiś dach - Love widząc cierpienie niebieskookiej wziął ją na ręce. Coś ostatnio za dużo ją noszono na tych rękach. Mimo to, że blondynowi trochę brak mięśni to dał radę. Jennett, tak jak Axelowi musiała pozwolić na to Aphrodiemu.
- Przepraszam, że musisz na mnie patrzeć w takim stanie - szepnęła mu do ucha.
- Człowiek płacze, dlatego że za długo był silny - Byron doszedł do swojego domku. Przypominał małą villę i był niewiele mniejszy od domu Juda. Postawił delikatnie nastolatkę na ziemi i wyciągnął klucze z kieszeni, pomagając wprowadził do domu i położył na kanapie. Jennett trochę nie ogarniała gdzie jest. Może tylko to, że jest w ładnym domu i chyba w salonie. Rozglądnęła się trochę i spojrzała na siebie. Trochę wstyd aby swojemu wybawcy brudzić w domu. Zdjęła buty i się przeraziła jej noga jakby się wykrzywiła, a bolało okropnie. Jak mogła się w coś takiego wpakować. Musi się komuś wygadać, ale czy na pewno jemu?
- Mieszkasz sam? - zapytała.
- Za niedługo zamierzam się wyprowadzić, ale teraz mieszkam z ojcem.
- A co z twoją mamą? - cisza. Niezręczna cisza.
- Ona nie żyje.
- Przepraszam, nie chciałam.
- Nic się nie stało i tak jej praktycznie nie znałem -cisza. Niezręczna cisza.
- To.. gdzie twój tata?
- Prawie nigdy go nie ma w domu. Jest lekarzem - chłopak poszedł do Jennett z czerwoną walizeczką- apteczką.
- Pokaż nogę - no nie wyglądało to za dobrze. Teraz to już na pewno nie było zwykłe zwichnięcie.
- Coś ty robiła! Byłaś z tym u lekarza?
- No tak, od razu po meczu, ale potem coś się wydarzyło i musiałam pójść do twojej szkoły, rozpadało się a ja byłam tylko w bluzie. Telefon mi padł, a rozkładu jazdy nie znam na pamięć, więc zmuszona byłam biec. No to coś się chyba bardziej skrzywiło i tak znalazłam ciebie - powiedziała to w tempie Marka Evansa, że Byron mało co zrozumiał.
- Zaraz, a co ty w ogóle robiłaś u mnie w szkole? - zapytał jakby to była teraz najbardziej istotna rzecz.
- Mówiłam już, że to nie jest ważne.
- Dobra, nie będę się mieszał w twoje sprawy, ale wiem ,że trzeba ci założyć gips. Zawiozę cię do szpitala, a później do domu.
- Zawieziesz?! Na czym?!
- Na moim pięknym motorze- uśmiechnął się, mina Jennett pokazywała mega zdziwienie- spoko mam prawo jazdy.
- Na motorze! W deszczu!
- Jeździłem na motorze nawet w trakcie burzy, ale jak nie chcesz to chociaż zawiozę cię do domu - McCurdy przewróciła oczami, ale się zgodziła. Zeszli do garażu. Motor wyglądał pięknie, tak jak mówił blondyn. Był cały czarny, a po bokach miał srebrne naklejki w kształcie skrzydeł. Dostała kask i usiadła za Aphrodim, zawsze chciała się przejechać motorem. Love odpalił silnik, który zawarczał, nagle dziewczynę olśniło.
- Czekaj! - Czarnowłosa sięgnęła do torby i ją przegrzebała, złapała się za głowę.
- Klucza nie mam!
- Ja nie mogę. To jak ty chciałaś wejść do domu, przez okno! A twoi rodzice są w domu?
- Wyjechali po za miasto i raczej wrócą w nocy.
- No to nici z naszej wycieczki, chyba zostaniesz u mnie w domu.
Siedzieli sobie na kanapie popijając kakałko. Jennett przebrała się w swój strój piłkarski, nadal nie mogła pozbyć się smutnych myśli. Nogę posmarowała sobie maścią, a Byron zawinął jej bandażem. Oboje nie mieli pojęcia o czym rozmawiać, siedzieli w ciszy. Dziewczyna nie miała zamiaru się odzywać, upokorzyła się przed naprawdę fajnym chłopakiem. Może powinna mu powiedzieć. Tak zrobi to! zwróciła się w stronę chłopaka siedzącego obok, jednak on już nie siedział obok. Usłyszała stąpanie po schodach, to był on i coś niósł w rękach. Usiadł znowu koło niej i wręczył jej małą puchatą kuleczkę. Był to chomiczek, malutki, szary chomiczek.
- Masz, to jest Zeus. Zawsze gdy jest mi smutno, głaszcze go - Jennett uśmiechnęła się, chomik był naprawdę słodki.
- Naprawdę oryginalne imię - powiedziała sarkastycznie - ja mam psa Tajfuna. Naprawdę czy to tak bardzo widać, że jest mi smutno?
- No... widzę, że chyba masz jakiś problem.
- Problem to mało powiedziane - szepnęła tak, że Afuro nie usłyszał. Oddała zwierzątko, a ten go zaniósł. Pozwoliła sobie założyć słuchawki i włączyła jedną z piosenek. Muzyka bardzo ją uspokaja.
Oczami Byrona
Widać było, że Zeus poprawił jej humor, ale chyba naprawdę ma jakiś problem bo to nie jest Jennett którą poznałem. Muszę się dowiedzieć co się jej stało i w końcu wyznać jej miłość.
Ona jest taka piękna. Chyba Bogowie specjalnie to zrobili i dali mi szansę. Zszedłem po schodach na dół, ona dalej siedziała na kanapie, tym razem ze słuchawkami i nuciła pod nosem. Całkiem ładnie. Podszedłem od tłu, zdjąłem słuchawki i sobie założyłem. Nie wierzę! Ona nawet muzyki tej samej słucha!
- Lubisz ten kawałek? Ja go uwielbiam! - pokiwała głową, wyrwała mi je z rąk i wsadziła do torby.
- Chciałabym ci coś powiedzieć, ale nie mogę. To dlatego mi smutno - zdziwiło mnie to. Myślałem, że to coś o mnie chodzi.
- Ja nie wygadam.
- Ja naprawdę nie mogę. Powiedzmy, że ktoś kiedyś mnie do czegoś złego namówił i teraz muszę coś zrobić czego wcale nie chcę. I nie próbuj mówić, że wszystko będzie dobrze i mnie pocieszać - zdziwiło mnie to jeszcze bardziej, chciałem dowiedzieć się więcej, ale pewnie nic już nie powie. No świetnie to co ja mam zrobić. O Axela raczej nie zapytam, o nie zaraz coś na pewno głupiego palnę.
- Wiesz, pomyśl sobie, że gdzieś na świecie jest taki debil, który pcha drzwi zamiast ich ciągnąć - serio? Serio?! Ku mojemu zdziwieniu zaczęła się śmiać, a ja dołączyłem.
- Naprawdę? - powiedziała śmiejąc się. To ja teraz wyszedłem na debila.
Narracja 3 os.
Jakimś sposobem zaczęli rozmawiać, w między czasie robili ze trzy dokładki kakałka. Wspólnie przygotowali kanapki na kolacje. Obejrzeli jedną z części Harrego Pottera. Nim się spostrzegli była już 23:00. Jennett postanowiła się umyć, w jej głowie dopiero teraz pojawiła się myśl, że rodzice ją zabiją. Kolejny powód do zmartwień. Piżamy nie miała, musiała znowu ubrać strój piłkarski. Usiadła z powrotem na kanapie bo chciała jeszcze porozmawiać z chłopakiem. Jest on dowodem, że pozory mogą mylić i naprawdę fajny z niego gościu. Czyżby coś do niego poczuła? Na pewno jej zaimponował. Nagle poczuła jakby jej powieki zrobiły się ciężkie i się zamknęły, po czym zwinęła się w kłębek.
Kiedy chłopak wrócił z kąpieli i zobaczył śpiącą nastolatkę, uśmiechnął się. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju gościnnego. Przykrył ją kołdrą i usiadł obok. Wyglądała tak pięknie.
- Kocham cię - szepnął. Jednak Jennett wcale nie spała. Zdziwiła się bardzo słysząc te słowa, Nie zważając na nic złapała Byrona za głowę i przyciągnęła go do siebie całując. Nie wiedziała sama dlaczego to robi, ale w ten sposób chociaż na chwilę zapomni o problemach. I chyba zapomniała o Axelu.
- Jennett...co..
Aphrodiemu serce zaczęło bić jak szalone, tego się nie spodziewał. Nie przeszkadzało mu to, tylko z wzajemnością oddawał pocałunek.Delikatnie sparaliżowało go kiedy dotknęła końcem języka jego górnej wargi, ale mimo to jego język wyszedł jej na spotkanie. Zamknął oczy zatracając się w pocałunku. Jedna ręką trzymała jego szyję, a drugą trzymała na jego koszulce. Otworzyła usta szerzej, wepchnęła język w sekretne zakamarki jego ust, a później wolno wycofała go. Na sam koniec dziewczyna zalotnie ugryzła go w dolną wargę tym samym przyprawiając go o ogromną rozkosz. Gdy otworzył oczy i się podniósł zobaczył twarz czarnowłosej. Nim dotarło do niego co robi chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie. Tym razem to on ją zaczął całować. Co dalej było, chyba każdy się domyśla lub sobie wyobraża
Jennett jak mogłaś😡
Zapowiedzi Nathana!
Nowi uczniowie = nowe problemy. Do naszej klasy dojdzie dziewczyna o pięknych zdradzieckich, różowych oczkach, ach... <3 Czerwonowłosa laska o niepokojącym wyglądzie i zachowaniu, które spowoduje że zawróci Axelowi w głowie i przyprawi o nerwy Jennett. Tak mówiąc o McCurdy to jej zachowanie również można nazwać niepokojącym. A! I jeszcze jeden nowy gościu. "Kolega" naszego demona.
Przeczytajcie następny rozdział "Potrójne kłopoty"
-----------------
26 marca kolejny.
To tyle.
Stanęła przed ogromnym, białym budynkiem. Miesiąc temu chciała za wszelką cenę tu wrócić, a teraz czuła coś jakby odrazę. Szkoła wygląda dosłownie jak Olimp. Miała nadzieję, że nikogo z uczniów tam nie będzie. Podeszła do otwartego okna, które było około metr nad nią. To świetna okazja by wejść niepostrzeżenie. Zaczęła skakać do tego okna jak głupia nie myśląc o tym by sprawdzić drzwi czy są otwarte. Nie wiedziała jednak, że ktoś ją zobaczył.
- Jennett? A co ty tutaj wyprawiasz?? - to był Byron. Co on w ogóle robi w szkole w sobotę?
- Ja...ten tego, no..Próbuję wejść - wytłumaczyła jakby wchodzenie przez okno było najzwyklejszą rzeczą na świecie.
- Przez okno?
- No wiesz postanowiłam zacząć...uprawiać parkur na oknie XD A drzwi są zamknięte.
- Nie musiałaś bawić się w Spidermana, przecież drzwi są otwarte.
Facepalm
- A co ty w ogóle tu robisz przecież chodzisz do Raimon? - to ostatnie słowo jakoś ledwo przeszło mu przez gardło.
- Nie ważne- dziewczyna ominęła go małym łuczkiem nie odpowiadając i weszła tym razem przez drzwi.
- Dziwna jest, ale taka piękna- powiedział to sobie w myślach- dlaczego jej nie powiedziałem, że mi się podoba?
Oczami Jennett
Weszłam przez drzwi. Tja, z tym oknem to głupio wyszło. Co Aphrodi robi w szkole w sobotę? Kiedy weszłam do holu dostałam odpowiedź. Cały przyozdobiony balonami, światełkami, nietoperzami i innymi upiornymi ozdobami. Widać było, że szykują się do Halloween. Byron pewnie pomagał. Zauważyłam, że zostało jeszcze kilku uczniów. Popatrzyli na mnie, ale nie przejęli się zbytnio. Pewnie mnie nie rozpoznali. Zobaczyłam białe drzwi z napisem "Dyrektor". Wzięłam wdech, zapukałam i od razu weszłam. Zobaczyłam biurko i krzesło. Był tam i wskazał mi ręką siedzenie. Czułam jakbym miała się zapaść pod ziemię. Siadłam na tym krześle i zaczęło się.
- Witam panno McCurdy - zaczął, od razu było widać, że to podstęp.
- Dzień dobry - wymamrotałam.
- Jak noga? - zapytał.
- Noga? - popatrzyłam na swoją ranną nogę, skąd on o tym wiedział? Nie ważne, chcę już wiedzieć w co się pakuję.
- Nie słodź mi tu. Czego chcesz?!
On się tylko zaśmiał. Obrócił się na swoim obrotowym fotelu i wstał z niego.
- Słyszałem o tym co chciałaś zrobić Markowi. Sprytnie, ale..
Przerwałam mu
- Nie zadziałało. Byron go uratował
- Więc pewnie się domyślasz twoja misja się nie skończyła.
- Dobra, gadaj czego chcesz
- Pamiętaj o..
Znowu mu przerwałam
- Tak pamiętam o naszej umowie.
- To dobrze czyli musisz mi być wierna jak pies bo za to co zrobiłaś możesz pójść do więzienia - słowa Stevena mnie denerwowały. Chyba źle zrozumiał tę historię, dostało mi się już za to, a po za tym to było kilka lat temu, nie byłam wtedy sama ani nie byłam świadoma tego.
- Nie denerwuj się i tak pozwolę ci wrócić do Zeusa.
Oburzyłam się. W Raimon jest mi dobrze, lepiej niż kiedykolwiek. A on twierdzi, że wrócę, ale czemu tak owija w bawełnę? Nie chce mi powiedzieć po co mnie tutaj zaprosił.
- Gadaj rzesz ! Czego chcesz?!- Zrymowało się :)
Podszedł do mnie i złapał mnie za szyję jakby chciał mnie udusić i poczułam jakbym miała się udusić. Szepnął mi do ucha:
- Spalimy ich- i puścił mnie. Ulżyło, ale te słowa mnie przeraziły. Znowu zasiadł w swoim fotelu.
- Spalimy Raimon?!!! MY? To jest myślenie psychopaty!
Wstałam z krzesła i podbiegłam do drzwi chcąc uciec. Na moje nieszczęście nie wiem jakim cudem były zamknięte i zdałam sobie sprawę, że muszę go wysłuchać.
- Przepraszam za to...
- Widać, że był zdziwiony moim zachowaniem, no ale co się dziwi, nie będę nic ani nikogo podpalać. Muszę chyba jeszcze raz wszystko przemyśleć Czułam jakby miały ze mnie wypłynąć łzy.
- A więc zrobimy to tak..
Narracja 3 os.
Minęły o dziwo 2 godziny. Jennett wyszła ze szkoły Zeusa. Było ciemno,zimno, padało, a raczej lało. Mówiła ze Stevenem, że to on zajmie się wszystkim, a ona tylko będzie musiała coś załatwić. To jednak nie znaczyło, że wszystko będzie dobrze. Nie mogła się mu sprzeciwić, a nie chce robić krzywdy chłopakom ani nikomu innemu. Kompletna rozsypka. Jej oczy spuchły i zrobiły się mokre. Nie rozumiała tego. Zawsze była silna i nigdy nie pokazywała słabości, a teraz? Bała się. Wyciągnęła z kieszeni telefon, rozładowany. A do kogo by zadzwoniła, rodzice wyjechali na cały dzień nawet na noc. Po taksówkę nie zadzwoni, kasy też nie ma i nie wie którym autobusem mogłaby pojechać. To koniec, po prostu koniec. Miała na sobie tylko bluzę i chyba pozostało jej iść piechotą, a raczej biec. (Chyba ją pogięło)
Szła już stąd do domu, ale w deszczu i ciemności będzie ciężko. Na dodatek nie ma kondycji Nathana, ale za to ma osłabioną nogę. Ale próbowała, pobiegła. Do jej oczu napływały łzy. Ten facet jest potworny. On naprawdę myśli jak psychopata!
Biegła jak najszybciej, nie było źle jeszcze wiedziała gdzie się znajduje. Do czasu aż pojawiło się skrzyżowanie.
- K***a! (przepraszam za słownictwo) Gdzie teraz!- zdała się na los i skręciła w lewo i to był błąd. Deszcz się strasznie rozszalał, co razem z łzami oślepiło ją. Teraz to już nie miała pojęcia gdzie jest i gdzie biegnie. Aż upadła na chodnik.
- To bezsensu! Zgubiłam się! Głupia noga, głupia ja! Miałam nie biegać - wstała z ziemi, zrobiła krok i krzyknęła z bólu. Bolało jeszcze bardziej niż po meczu i upadła z powrotem. Samochód, który przejeżdżał obok na ulicy, wjechał w kałużę i opryskał ją.
- Nie no dzięki gorzej być nie mogło!
To się nazywa bezradność. Noga ją tak boli, że nie wstanie, po tym co zrobiła to chyba grozi jej amputacja. Zgubiła się i nie ma kontaktu ze światem.
Pomóc Stevenowi czy zniszczyć sobie życie. Płakała jeszcze bardziej, a włosy leciały jej do oczu. Usłyszała dźwięk. To nie był deszcz czy samochód. To ktoś grał w piłkę i to były odgłosy zmęczenia i hissatsu. Kto musi być tak tępy żeby ćwiczyć w deszczu? Wstała z ziemi spinając się w sobie i starając się wytrzymać ból. Już nie kulejąc, a właściwie skacząc na jednej nodze poszła w stronę odgłosów. Dźwięk doprowadził ją do małej polany. Nie możliwe! Był to Byron. W przeciwieństwie do Jennett miał na sobie jakąś kurtkę. Cały przemoczony i z potarganymi włosami.
- To nadal za mało! - wrzasnął. Wziął rozbieg z piłką i zrobił "Boską wiedzę". Wyglądało to trochę strasznie. Skrzydła były całe mokre tak samo jak on. Piłka wleciała pomiędzy dwa drzewa. Wylądował ciągle nie zadowolony i straszliwie zmęczony. Czarnowłosa nie czekając, jakoś doszła do chłopaka i padła mu do stóp jak jakiemuś księciu.
- Pomóż mi - wymamrotała. Blondyn nie wiedział jak zareagować. Co ona tu robi w trakcie deszczu, z zranioną nogą i cała rozpłakana.
- Proszę, pomóż mi - powtórzyła i spróbowała wstać, a ten jej pomógł.
- Co ci się stało i przeziębisz się!
- A ty to nie!
- Mną się nie przejmuj, tylko co ci się stało?
- Długa historia... Chodźmy pod jakiś dach - Love widząc cierpienie niebieskookiej wziął ją na ręce. Coś ostatnio za dużo ją noszono na tych rękach. Mimo to, że blondynowi trochę brak mięśni to dał radę. Jennett, tak jak Axelowi musiała pozwolić na to Aphrodiemu.
- Przepraszam, że musisz na mnie patrzeć w takim stanie - szepnęła mu do ucha.
- Człowiek płacze, dlatego że za długo był silny - Byron doszedł do swojego domku. Przypominał małą villę i był niewiele mniejszy od domu Juda. Postawił delikatnie nastolatkę na ziemi i wyciągnął klucze z kieszeni, pomagając wprowadził do domu i położył na kanapie. Jennett trochę nie ogarniała gdzie jest. Może tylko to, że jest w ładnym domu i chyba w salonie. Rozglądnęła się trochę i spojrzała na siebie. Trochę wstyd aby swojemu wybawcy brudzić w domu. Zdjęła buty i się przeraziła jej noga jakby się wykrzywiła, a bolało okropnie. Jak mogła się w coś takiego wpakować. Musi się komuś wygadać, ale czy na pewno jemu?
- Mieszkasz sam? - zapytała.
- Za niedługo zamierzam się wyprowadzić, ale teraz mieszkam z ojcem.
- A co z twoją mamą? - cisza. Niezręczna cisza.
- Ona nie żyje.
- Przepraszam, nie chciałam.
- Nic się nie stało i tak jej praktycznie nie znałem -cisza. Niezręczna cisza.
- To.. gdzie twój tata?
- Prawie nigdy go nie ma w domu. Jest lekarzem - chłopak poszedł do Jennett z czerwoną walizeczką- apteczką.
- Pokaż nogę - no nie wyglądało to za dobrze. Teraz to już na pewno nie było zwykłe zwichnięcie.
- Coś ty robiła! Byłaś z tym u lekarza?
- No tak, od razu po meczu, ale potem coś się wydarzyło i musiałam pójść do twojej szkoły, rozpadało się a ja byłam tylko w bluzie. Telefon mi padł, a rozkładu jazdy nie znam na pamięć, więc zmuszona byłam biec. No to coś się chyba bardziej skrzywiło i tak znalazłam ciebie - powiedziała to w tempie Marka Evansa, że Byron mało co zrozumiał.
- Zaraz, a co ty w ogóle robiłaś u mnie w szkole? - zapytał jakby to była teraz najbardziej istotna rzecz.
- Mówiłam już, że to nie jest ważne.
- Dobra, nie będę się mieszał w twoje sprawy, ale wiem ,że trzeba ci założyć gips. Zawiozę cię do szpitala, a później do domu.
- Zawieziesz?! Na czym?!
- Na moim pięknym motorze- uśmiechnął się, mina Jennett pokazywała mega zdziwienie- spoko mam prawo jazdy.
- Na motorze! W deszczu!
- Jeździłem na motorze nawet w trakcie burzy, ale jak nie chcesz to chociaż zawiozę cię do domu - McCurdy przewróciła oczami, ale się zgodziła. Zeszli do garażu. Motor wyglądał pięknie, tak jak mówił blondyn. Był cały czarny, a po bokach miał srebrne naklejki w kształcie skrzydeł. Dostała kask i usiadła za Aphrodim, zawsze chciała się przejechać motorem. Love odpalił silnik, który zawarczał, nagle dziewczynę olśniło.
- Czekaj! - Czarnowłosa sięgnęła do torby i ją przegrzebała, złapała się za głowę.
- Klucza nie mam!
- Ja nie mogę. To jak ty chciałaś wejść do domu, przez okno! A twoi rodzice są w domu?
- Wyjechali po za miasto i raczej wrócą w nocy.
- No to nici z naszej wycieczki, chyba zostaniesz u mnie w domu.
Siedzieli sobie na kanapie popijając kakałko. Jennett przebrała się w swój strój piłkarski, nadal nie mogła pozbyć się smutnych myśli. Nogę posmarowała sobie maścią, a Byron zawinął jej bandażem. Oboje nie mieli pojęcia o czym rozmawiać, siedzieli w ciszy. Dziewczyna nie miała zamiaru się odzywać, upokorzyła się przed naprawdę fajnym chłopakiem. Może powinna mu powiedzieć. Tak zrobi to! zwróciła się w stronę chłopaka siedzącego obok, jednak on już nie siedział obok. Usłyszała stąpanie po schodach, to był on i coś niósł w rękach. Usiadł znowu koło niej i wręczył jej małą puchatą kuleczkę. Był to chomiczek, malutki, szary chomiczek.
- Masz, to jest Zeus. Zawsze gdy jest mi smutno, głaszcze go - Jennett uśmiechnęła się, chomik był naprawdę słodki.
- Naprawdę oryginalne imię - powiedziała sarkastycznie - ja mam psa Tajfuna. Naprawdę czy to tak bardzo widać, że jest mi smutno?
- No... widzę, że chyba masz jakiś problem.
- Problem to mało powiedziane - szepnęła tak, że Afuro nie usłyszał. Oddała zwierzątko, a ten go zaniósł. Pozwoliła sobie założyć słuchawki i włączyła jedną z piosenek. Muzyka bardzo ją uspokaja.
Oczami Byrona
Widać było, że Zeus poprawił jej humor, ale chyba naprawdę ma jakiś problem bo to nie jest Jennett którą poznałem. Muszę się dowiedzieć co się jej stało i w końcu wyznać jej miłość.
Ona jest taka piękna. Chyba Bogowie specjalnie to zrobili i dali mi szansę. Zszedłem po schodach na dół, ona dalej siedziała na kanapie, tym razem ze słuchawkami i nuciła pod nosem. Całkiem ładnie. Podszedłem od tłu, zdjąłem słuchawki i sobie założyłem. Nie wierzę! Ona nawet muzyki tej samej słucha!
- Lubisz ten kawałek? Ja go uwielbiam! - pokiwała głową, wyrwała mi je z rąk i wsadziła do torby.
- Chciałabym ci coś powiedzieć, ale nie mogę. To dlatego mi smutno - zdziwiło mnie to. Myślałem, że to coś o mnie chodzi.
- Ja nie wygadam.
- Ja naprawdę nie mogę. Powiedzmy, że ktoś kiedyś mnie do czegoś złego namówił i teraz muszę coś zrobić czego wcale nie chcę. I nie próbuj mówić, że wszystko będzie dobrze i mnie pocieszać - zdziwiło mnie to jeszcze bardziej, chciałem dowiedzieć się więcej, ale pewnie nic już nie powie. No świetnie to co ja mam zrobić. O Axela raczej nie zapytam, o nie zaraz coś na pewno głupiego palnę.
- Wiesz, pomyśl sobie, że gdzieś na świecie jest taki debil, który pcha drzwi zamiast ich ciągnąć - serio? Serio?! Ku mojemu zdziwieniu zaczęła się śmiać, a ja dołączyłem.
- Naprawdę? - powiedziała śmiejąc się. To ja teraz wyszedłem na debila.
Narracja 3 os.
Jakimś sposobem zaczęli rozmawiać, w między czasie robili ze trzy dokładki kakałka. Wspólnie przygotowali kanapki na kolacje. Obejrzeli jedną z części Harrego Pottera. Nim się spostrzegli była już 23:00. Jennett postanowiła się umyć, w jej głowie dopiero teraz pojawiła się myśl, że rodzice ją zabiją. Kolejny powód do zmartwień. Piżamy nie miała, musiała znowu ubrać strój piłkarski. Usiadła z powrotem na kanapie bo chciała jeszcze porozmawiać z chłopakiem. Jest on dowodem, że pozory mogą mylić i naprawdę fajny z niego gościu. Czyżby coś do niego poczuła? Na pewno jej zaimponował. Nagle poczuła jakby jej powieki zrobiły się ciężkie i się zamknęły, po czym zwinęła się w kłębek.
Kiedy chłopak wrócił z kąpieli i zobaczył śpiącą nastolatkę, uśmiechnął się. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju gościnnego. Przykrył ją kołdrą i usiadł obok. Wyglądała tak pięknie.
- Kocham cię - szepnął. Jednak Jennett wcale nie spała. Zdziwiła się bardzo słysząc te słowa, Nie zważając na nic złapała Byrona za głowę i przyciągnęła go do siebie całując. Nie wiedziała sama dlaczego to robi, ale w ten sposób chociaż na chwilę zapomni o problemach. I chyba zapomniała o Axelu.
- Jennett...co..
Aphrodiemu serce zaczęło bić jak szalone, tego się nie spodziewał. Nie przeszkadzało mu to, tylko z wzajemnością oddawał pocałunek.Delikatnie sparaliżowało go kiedy dotknęła końcem języka jego górnej wargi, ale mimo to jego język wyszedł jej na spotkanie. Zamknął oczy zatracając się w pocałunku. Jedna ręką trzymała jego szyję, a drugą trzymała na jego koszulce. Otworzyła usta szerzej, wepchnęła język w sekretne zakamarki jego ust, a później wolno wycofała go. Na sam koniec dziewczyna zalotnie ugryzła go w dolną wargę tym samym przyprawiając go o ogromną rozkosz. Gdy otworzył oczy i się podniósł zobaczył twarz czarnowłosej. Nim dotarło do niego co robi chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie. Tym razem to on ją zaczął całować. Co dalej było, chyba każdy się domyśla lub sobie wyobraża
Jennett jak mogłaś😡
Zapowiedzi Nathana!
Nowi uczniowie = nowe problemy. Do naszej klasy dojdzie dziewczyna o pięknych zdradzieckich, różowych oczkach, ach... <3 Czerwonowłosa laska o niepokojącym wyglądzie i zachowaniu, które spowoduje że zawróci Axelowi w głowie i przyprawi o nerwy Jennett. Tak mówiąc o McCurdy to jej zachowanie również można nazwać niepokojącym. A! I jeszcze jeden nowy gościu. "Kolega" naszego demona.
Przeczytajcie następny rozdział "Potrójne kłopoty"
-----------------
26 marca kolejny.
To tyle.