piątek, 26 maja 2017

10. Żółwie ninja


Przepraszam jeśli były problemy z poprzednim rozdziałem (9.Kolejne problemy). Opublikowałam go po czym kilka dni przed wydaniem tego patrzę, że jest zapisany jako wersja robocza. I musiałam opublikować go na nowo.

Wszyscy wybrali się w odwiedziny do Axela, który został zawieziony do szpitala. Grupa szła sobie spacerkiem, ale rozważając już najgorszy scenariusz. Zastanawiano się czemu Axel wtedy nie wybiegł za nimi, było chyba lepiej skoczyć z okna niż dusić się w ogniu. Jutro mają do zagrania kolejny mecz i to z nie łatwym przeciwnikiem. Bez głównego napastnika będzie ciężko. Nie wiele zostało im do szpitala gdy ktoś stanął im na drodze, dobrze znana im osoba. Jennett z środka zespołu zobaczyła tę osobę i od razu rzuciła się na nią.
- To przez ciebie, Axel mógł zginąć! - McCurdy gotowa była wyrwać Avril wszystkie włosy i wydłubać oczy.
- O czym ty mówisz?! - uśmiechnęła się. Czarnowłosa widząc podły uśmieszek przyciągnęła Avril do siebie, rękę zwinęła w pięść i miała jej przywalić gdy ktoś ją chwycił i odciągnął.
Był to Erick Eagle
- Co ty robisz, nie uczono cię, że ludzi się nie bije?! 
- Właśnie, albo chociaż okaż czasami trochę kultury! - myślała, że zwariuje od słów czerwonowłosej.
- Jakim cudem przez nią Axel mógł zginąć? - wtrącił jego przyjaciel Bobby.
- Gdy uciekaliśmy, pan Blaze nie pobiegł za wami gdyż chciał szukać Avril, a ona gdzieś wcześniej uciekła, chciałam za nim pobiec, ale zostałam zmuszona do skoku z okna - wytłumaczyła - gdzie wtedy uciekłaś?
- Eee...ee.. zauważyłam ogień - wymyśliła coś na szybko. Jennettka wiedziała, że nie o to chodzi i pewnie pobiegła do swojego taty. Inni jej uwierzyli.
Kevin, który już dawno się nie odzywał w końcu się odezwał
- Ale Jennett ma trochę racji, to przez ciebie mógł zginąć - niebieskooka się uśmiechnęła, że ktoś jest po jej stronie. Za to Moore przewróciła oczami.
- Byłam u niego, wrócił do żywych i mimo drobnych oparzeń będzie mógł wyjść jutro Lekarze są zdziwieni, że mimo iż tak długo .przebywał w ogniu to żadna duża krzywda mu się zrobiła.
- W końcu to nasz płomienny napastnik- zaśmiał się Maya.
I ruszyli dalej.
Weszli do budynku, wszyscy zdziwieni co taka wielka grupa ludzi tu robi. Od razu podeszła do nich pielęgniarka,upomniała żeby byli ciszej i powiedziała, że jeśli kogoś odwiedzają to do sali może wejść max 3 osoby. I kłótnia stulecia, kto wejdzie do Axela. Każdy miał jakieś argumenty, przekrzykiwali się nawzajem, machali rękami i nie mogli dojść do porozumienia. Jedyna Maya nie zamierzała się kłócić i po prostu zapytała się na recepcji gdzie jest Axel i wybrała się sama do niego.
Wbiegła raźnie po schodach, skręciła w któryś z korytarzy i stanęła przed drzwiami. Axela w ogóle nie znała, znaczy ,że nie dawno poznała, ale nie rozmawiali za dużo. Czy to ona powinna do niego wejść? Jak zareaguje na jej widok? Albo co jeśli śpi? Aphrodi często powtarza To wszystko przez tego głupiego Axela.  Axel rzeczywiście jest głupi skoro pobiegł za tą czerwoną wiewiórą. Miała zapukać do drzwi i wejść gdy niespodziewanie otworzyły się przed nią drzwi. Axel. Wyglądał na zmęczonego i zdziwionego co Maya tu robi. Uniusł tylko pytająco swoją brew.
Raimoni dalej na siebie wrzeszczeli i po chwili nawet nie zauważyli, że Williams sprowadza Axela po schodach. Oboje na widok kłócących się przyjaciół zaczęli się śmiać. Teraz towarzystwo zwróciło uwagę na chłopaka.
- Axel! - krzyknęli wszyscy uradowani i rzucili się na niego aby go uściskać.
- Nie ściskajcie mnie bo to boli! - krzyknął trochę obolały, ale jednak szczęśliwy Blaze. Wyglądał na naprawdę osłabionego i ledwo kontaktującego z ziemią, ale trzymał się. Jak to możliwe, że nie zginął?
- Cieszę się, że was widzę! Mamy mecz do wygrania!
Nelly dopuściła się do głosu:
- O nie kochany, musisz odzyskać siły- jak zwykle Nelly ma rację.
- Chłopie, jakim cudem ty żyjesz? - zapytał Todd.
- To może wydawać się dziwne, ale biegnąc wśród pożaru czułem jakby te płomienie mnie chroniły, dlatego mam mało poparzeń. Jednak za dużo nawdychałem się dymu.
- A nie masz mi czegoś do powiedzenia? - zapytała Jennett z rękami na piersiach.
- Masz rację powinienem cię przeprosić. Mogłem pobiec za wami do wyjścia. 
- E tam spoko, ja sobie skoczyłam z okna, więc nie jestem lepsza.
- To jakim cudem tu stoisz?!
- Magia! - zaśmiała się
Josh przewrócił oczami i dodał:
- Tja, magia zwana "Rajski czas" pana Aphrodiego - z lekką odrazą do blondyna.
Rozmowa dobiegała końca gdyż Axel powoli tracił siły i wszyscy musieli iść do domów.

Dzień meczu
O godzinie 9:30 drużyna zebrała się pod spaloną szkołą, czekali na Inazuma karawan. Mecz miał się odbyć u nich, ale z powodu niespodziewanego pożaru mecz musi się odbyć u Shuriken. Nieoczekiwanie czekał na nich detektyw.
- Dzień dobry - powitał ich dosyć szorstkim głosem.
- Dzień dobry! Pan jedzie z nami? - krzyknął Mark swym uradowanym głosem, że znowu będą grać.
- Niestety nie, ale chciałem wam przekazać ważną wiadomość dotyczącą pożaru - Nelly od razu zainteresowała się sprawą, w końcu nie chce by jej tatuś stracił pracę. Trąciła Evansa do tyłu i stanęła przed detektywem.
- Ktoś podpalił waszą szkołę, to nie był przypadek.
- No dobrze, ale kto to zrobił? Ray... - mężczyzna od razu przerwał Natsumi.
- To nie Ray Dark. Cały czas byli przy nim strażnicy, nie mógł uciec. Widać pogodził się z losem. Jak go pytałem o ten pożar, to powiedział że nic nie wie. Co chyba jest prawdą bo jega reakcja na tą wiadomość była naturalnym zdziwieniem.
- Dziwne, że Dark nic nie wie. Czyżby jego kochany synek mu nie zdradził swoich planów? - rozmyśliła się Jennett ale przerwał jej Kevin.
- Jennettko czymś się martwisz? - oparł się o jej ramię.
- Niczym, skąd ten pomysł? - zdjęła rękę Kevina ze swojego ramienia Kiedy bus już przyjechał, każdy zasiadł na swoim fotelu, podróż trwała 20 minut.
Gdy byli już na miejscu ujrzeli ogromną twierdzę ogrodzoną murem. Na środku znajdowała się ogromna, żelazna brama przed którą teraz stali,  ktoś ją właśnie otwierał. Wrota strasznie głośno zaskrzypiały, że trzeba było zatkać uszy. Przed nimi stanęła rudowłosa dziewczyna w fioletowej spódnicy i czarnym swetrze. Raimon byli pod wrażeniem jak taka dziewczyna może sama otworzyć żelazne drzwi.
- Cześć jestem Melisa, menadżerka Shuriken i siostra Saila- mówiła radośnie niczym Maya- co tak się gapicie? Wchodźcie! - złapała za rękę najbliżej stojącego Marka i wciągnęła go do środka co wywołało śmiech u kilku osób i poszli za nimi do środka.
- Sail nie mówił, że ma siostrę - wspomniał Nathan.
- A ja nie chwalę się, że mam brata - zostali trochę oprowadzeni, szli przez piękne ogrody, ale do budynku nie chcieli wchodzić. Zapomniałam wspomnieć, że budynek przypomina szkołę do której chodził Kogure. 
- A tutaj jest szatnia i możecie się przebrać
- Ekstra! Chodźmy! - krzyknął Evans, który znudził się chodzeniem, wybiegł przed Melisę jednak ta zagrodziła mu drogę ręką. Nim się skapnął usłyszał świst przed swoim nosem. Spojrzał na ścianę w którą został wbity shuriken. Mark o mało co się nie przewrócił, a Melisa dalej stała. W ogóle ją to nie ruszyło, wyciągnęła gwiazdkę ze ściany i rzuciła ją w kierunku z którego przyleciała.
- Chcesz zabić swoich przyjaciół przed meczem Sail!
- Sprawdzałem twój i ich refleks.
Dziewczyna przewróciła oczami.
- Sail to naprawdę ty!? - wyrwał się Josh
- Josh? Kurczę, a ty nie powinieneś być w Korei? - przytulili się po przyjacielsku.
- Tak sobie zwiedzam świat..
- A jak ci się układa z Jennett? - Dun zawsze sobie obiecywał Sailowi, że zdobędzie Jennett i zostanie jego dziewczyną, teraz modlił się żeby tego nie usłyszała
- *chrząknięcie* Cześć Bluesea - on też ją chciał przytulić, ale odepchnęła go. 
- Twarda jak zwykle - nastolatka się uśmiechnęła - jak jest z wami Maya to jesteśmy w komplecie.
- Właśnie, gdzie jest Maya? Ona w ogóle jechała z nami? - zapytała Celia. Wszyscy się rozglądali. Wtedy niespodziewanie za kapitanem Shuriken skradała się właśnie wspomniana osoba. Rzuciła się na na niego i oboje upadli na ziemię. Williams zaczęła go ściskać, co wzbudziło lekkie podejrzenia w Nathanie i w reszcie.
- Mayka złaź! - posłusznie zrobiła tak jak jej Sail kazał śmiejąc się.
- No, od razu przypomniały się stare czasy - odezwała się Melisa
- Herbata! - rzuciła się teraz na rudowłosą.
- May nie nazywaj mnie tak!
- Halo mamy mecz do zagrania! - krzyknął Jack, który stał na końcu. Wspominania życia w Korei zostały przerwane. Raimoni poszli do swojej szatni, a Jennett przebierała się w swojej "prywatnej" , Maya poszła na widownię. Przebrano się w tempie ekspresowym, chociaż po tym spotkaniu, to Jennett i Joshowi odechciało się grać.
- Psst.. Josh.. - szepnęła przez drzwi czarnowłosa, nie chciała wchodzić do szatni i oglądać pięknych widoków. Brunet nie wiedząc o co chodzi wylazł z szatni.
- Co się stało?
- Mam prośbę, Sail to nasz przyjaciel, ale mimo to nie oszczędzaj się.
- A to nie było oczywiste?
- Może i było, ale musisz dać z siebie wszystko gdyż nie mamy naszego asa, a joker czyli ja [Jennett jest bardzo zapatrzona w siebie] zagra tylko w pierwszej połowie.
- Noga? - nasz joker pokiwał głową.
- Josh, mam nadzieję, że już nie grasz tak agresywnie...
- ...
- I że nie powiedziałeś naszemu ninja o tajemnicy.
- Nie, ale nadal uważam, że możesz to powiedzieć.
- Gadaliśmy już o tym! - foch i Josh też foch. Z szatni wybiegli chłopcy i przyszły dziewczyny.
Weszli na boisko i udali się w stronę swojej ławki, gdzie siedział trener.
- Ogłaszam pierwszy skład!
Napastnicy: Kevin i Jennett, którą w drugiej połowie zmieni Jude
Pomocnicy: Steve, Josh, Jude, Sam. W drugiej połowie na miejsce Sharpa wejdzie Erick.
Obrońcy: Nathan, Jack, Bobby, Jim
Nie zgadniecie, kto będzie dziś naszym bramkarzem
- Mark - powiedzieli wszyscy chórem, po czym zaczęli się rozgrzewać. Wtem na boisko wbiegł ktoś z dużym kartonem.
- Spóźniłem się? - wysapał spocony.
- Jeszcze nie Chester - odpowiedziała Silvia, która rozkładała bidony i ręczniki.
- To dobrze bo musiałem biec
Na trybunach w loży dla vipów siedziała Maya i wesoło machała do Natahana. Niebieskowłosy zarumienił się. Obok May siedziała pewna osoba w czarnej bluzie w kapturze. Gdy wszyscy zwrócili uwagę na tą postać, zdjął kaptur i pokazał swoje piękne włosy.
- Co ten pacan tu robi?! - krzyknął Kevin. Byron wstał ze swojego miejsca i podszedł do barierki.
-Pamiętajcie, jeśli Sail i banda was nie wykończą to zrobię to ja! - uśmiechnął się. Głównie w stronę pani swojego życia, a niebieskooka odwzajemniła uśmiech.
- Byron to ty? Coś ty zrobił z włosami! - krzyknął Josh (nie no znowu!)
Trzepnął nimi pokazując, że jest z nich dumny.
- Niemożliwe Josh Dun. A miałem nadzieję, że już nigdy cię nie zobaczę.
- To wy jestescie przyjaciółmi? - zapytała Jennettka.
- Ten kmiot nigdy nie był moim przyjacielem! - Byron do Josha
- Nadal to przeżywasz?! Było, minęło.
- Nie mogę się doczekać naszego meczu aż wgniotę cię w murawę!
- O ile dasz sobie radę bez boskiej wody - to zdanie akurat blondyna wgnitło w ziemie, nie miał co odpowiedzieć więc warknął pod nosem i siadł z powrotem na krześle. Zielonooki uśmiechnął się wrócił do swoich zajęć.
McCurdy spoglądała złowrogim spojrzeniem na bruneta za to on prychnął.
***
Minęło już 20 minut meczu, a tu żadnej bramki! Żadnej dobrej akcji, czy Raimoni nie radzą sobie bez swojego asa? - komentował Chester
- To ja jestem asem! - krzyknęła Jenny
Trener drużyny ninja, pokiwał głową w stronę podopiecznych. Oni coś planują. Aktualnie Steve biegł z piłką kiedy przed nim stanął Jezz Shell
- Akcja klonów w stylu Shuriken! - piłka została odebrana przez jednego z klonów i podana do prawdziwego chłopaka. 
- Phil -kopnął wysoko, podając do przyjaciela,jednak w powietrzu przejął piłkę Jude.
Mistrz strategi zrobił tylko dwa kroki, a Phil dotknął ziemi i rozwinął pajęczą sieć, w którą zaplątał się Sharp. 
- To była "Pajęcza sieć" w stylu Shuriken! Sail - jakimś cudem piłka przemykała niepostrzeżenie pod nogami przeciwników aż dotarła do pana Bluesea. Trener pokiwał głową, że ma zielone światło, ale on zaprzeczył.
- "Błotna piłka v2" - kopnął wspomniany przedmiot, który po swojej drodze do bramki zebrał dużą ilość ziemi. Ninja machnął ręką i błotna kula pękła, a piłka popędziła w stronę bramki. Mark nie zważając użył swojej najlepszej techniki "Ręki Majina". Trochę się posiłował, ale dał radę. Sail nie był zdziwiony, ale to miał być dopiero początek. Wznowiono grę. Jennett wystrzeliła od razu na przód, drogę chciał jej zagrodzić Jim Hillfort.
- "Przechwyt cienia" w stylu Shuriken! - z jego pleców wydobył się ciemny cień.
- Ty myślisz, że demona zatrzyma coś takiego? - wyskoczyła w górę i podała do Kevina. Niestety od razu został zablokowany, dlatego niepostrzeżenie piętką podał do Sama, który tylko na to czekał. Na niego również czyhali już obrońcy. Podbił piłkę do góry i główką zrobił piękne podanie do biegnącej Jennett. Podałaby do Dragonflya lecz on był dalej zablokowany. Zaraz obok zjawił się Dun, wiec podała do niego.
- Ty strzelaj! - oddał z powrotem. Oboje nie chcieli strzelać bramki swojemu przyjacielowi.
- Nie, ty, nie mam czym strzelać - znowu ją podała
- Jak to nie masz.. - zorientował się, że już nie ma pod nogami piłki. Oboje się odwrócili. Zobaczyli, że Sail już biegnie z ich piłką.
- I co zrobiłaś/zrobiłeś! - krzyknęli na siebie. Różowowłosy w tempie ekspresowym znalazł się pod bramką, znowu. 
- Co to za prędkość! - wrzasnął Nathan.
- Oto nasza nowa broń! - Sail zrobił pozycję na jaskółkę [do "Królewskiego pingwina nr 1" ] przed nim pojawiły się 4 żółwiki podobne do pingwinków Juda. Każdy żółwik miał opaskę na oczach w innym kolorze.
- Leonardo, Donatello,Michelangelo, Raphael. Na niego! - kopnął footbolówkę, a żółwie poleciały za nią. Oplatając ją.
- "Ręka Majina"! - żółwie zahamowały przed ręka Majina. Nawet nie próbowały się w nią wbić, tylko zmieniły kierunek i zgrabnym łuczkiem ominęły Marka.
GGGGOOOOOLLLL!!! - krzyczał Chester. Wznowiono grę, rozpoczęli Raimon. Kevin przy piłce, biegnie,biegnie, a na jego drodze staje Jupiter Jumper. Podaje w stronę Bobbiego, cóż za piękne podanie! O nie zostaje przechwycone przez kapitana Shuriken! - dalej komentował Chester. Wtem nie wiadomo skąd pojawił się koło Saila, Josh i powalił go z biodra.
- Co to miało być?! - krzyknął na niego leżąc obolały na ziemi. Brunet poczuł, że ktoś go puka w ramię, odwrócił się i dostał z liścia od Jennett.
- Totalnie ci już odbiło! - Josh przewrócił oczami i podał rękę koledze.
- Sorry
- I kto tutaj gra brutalnie! - krzyknął Love z barierki, wtedy Maya go pociągła za włosy.
- Zachowujecie się jak dzieci! 
- Mógł zrobić jemu krzywdę!
- Od kiedy się zrobiłeś taki opiekuńczy!? Siedź spokojnie bo ci nigdy już biletów nie postawię - jako iż Mayka jest sponsorką swojego kuzyna musiał posłusznie usiąść.
Za faul, Sail dostał rzut karny. To był już koniec.
- "Żółwie ninja" ! - przed nim znowu pojawiły się żółwiki w opaskach, które wleciały bez trudu do bramki. Gwizdek sędziego, koniec pierwszej połowy.
- Bez Axela oni są bezsilni! - znów skomentował Byron.
- Nie rozumiem czemu Josh z Jennett się kłócą - Aphrodi wzruszył ramionami.
- Co to miało być! - krzyknął Erick podnosząc się z ławki. Wszyscy sępim wzrokiem na Josha. To koniec!
- Mark, ty musisz to obronić! - wrzasnął Timmy.
- No ja przepraszam bardzo, ale może nasi obrońcy by wzięli się do roboty! - Mark wydawał się trochę zestresowany tym, że przez te głupie żółwie przegrywają.
- Ja to zepsułam i chcę to naprawić, więc proszę mnie nie zmieniać, uda mi się strzelić.
- Nie, to moja wina, przez mnie strzelił nam gola - przytulili się po przyjacielsku-w końcu porozumienie. Trener się wtrącił w całą tą rozmowę.
- No dobrze, szansa dla was tylko teraz za Sama wejdzie Erick - Eagle aż podskoczył z podniecenia. Mecz wznowiono i rozpoczął wyjątkowo Erick. Brunet uśmiechnął się i kopnął niespodziewanie w górę. Przeciwnicy bardzo się zdziwili, co najlepsze nikt nie biegł do przodu. Popatrzyli się w górę, a tam Jude i jego powiewająca pelerynka. Było można zobaczyć połysk w jego goglach. Zrobił obrót i w powietrzu i podał do nie krytego Kevina.
- Technika wykopu "Skrzydło żurawia" w stylu Shuriken! - krzyknął najpierw Hank Sullivman
- Formacja gniewu burzy! - potem Phil Winget. Cały zespół ninja skoczył do góry i lądując tuż przed biegnącymi na bramkę Jennett, Kevinem i i Joshem. Shuriken mieli im zagrodzić drogę na ucieczkę i żeby obrońcy mogli użyć "Kroku sumo" nie wiedzieli, że Raimon szykują podstęp. Galen Thunderbirn i Finn Stoned mieli już zacząć kiedy Jennett ich uprzedziła. Podniosła rękę i machnęła nią tupiąc przy tym nogą.
- "Mroczna szczelina" ! - pod obrońcami i kilkoma osobami pojawiła się czarna szczelina, która zamieniła się w ciemną przepaść, w którą wpadli. Droga wolna.
- Josh! - podanie do chłopca o szmaragdowych oczach. Dun zrobił zamach nogą i kopnął piłkę z całej siły. Z daleka było można usłyszeć krzyk Bluesea.
- Użyj techniki! To jest..
- Co?! - bramkarz nie usłyszał, ale za to piłka wpadła mu pięknie w ręce
- Tylko na tyle cię stać? -zaśmiał się. Josh uśmiechnął się do napastniczki, a ona do niego i wspólnie powiedzieli "Kometa" . Piłka wyrwała się z zielonym ogniem z rąk bramkarza i wpadła w siatkę.
GGGGOOOOOLLLL - krzyczał najlepszy z komentatorów. Sail i banda, jak to nazwał Byron, była pod wrażeniem tak chytrego planu. Oczywiście po raz kolejny wznowiono grę tym razem Shuriken. Sail z automatu pognał na przód z prędkością światła. Gdy..
- "Mur"!! - na jego drodze stanął Jack, a za nim jego mur. Kapitan wpadł na olbrzymi mur i się przewrócił, a piłkę przejął Kazemaru.
- Dajesz Nathan!! - krzyczała Maya skacząc z radości. Sail za to walnął pięścią w murawę. Techniki Shuriken głównie odbywają się na ziemi, więc z założenia łatwiej będzie podawać górą. Tak więc Swift podał do Jima, Jim do Steve'a, Steve do Juda, Jude do Ericka, a Erick do Jennett. Oczywiście wszyscy próbowali ich zatrzymać, ale piłka leciała za wysoko, a Raimoni o dziwo za szybcy! McCurdy został tylko obrońca, dlatego zrobiła nad nim piękne salto, wyrzucając przy tym piłkę w powietrze. Kończąc fikołka wylądowała na ziemi i wybiła się od niej, a z jej pleców wyrosły czarne skrzydła. Dogoniła piłkę, którą wykopnęła w powietrze. Wzięła zamach lewą nogą i z całej siły kopnęła. Z piłki wydobyła się czarna energia.
- "Trąba powietrzna" w stylu Shuriken! - krzyknął bramkarz po czym przed nim pojawiły się dwa cyklony, które złączyły się w jeden. Strzał wleciał w objęcia powietrza, jednak od razu wyleciał i wpadł w bramkę.
GGGGGOOOOOLLLL kolejny, świetny gol dla gości!!! - krzyczał znów Chester.
Josh z Jennettką przybili sobie epicką piątkę tak jak Byron z Axelem w odcinku 54.
- Zostało jeszcze 5 minut, czy komuś uda się strzelić? Czy zakończymy nasz mecz remisem?
Po raz jeszcze jeden wznowiono mecz, tym razem zaczął Phil. Zrobił tylko kilka kroków, a już go atakowali przeciwnicy. 
- "Pajęcza sieć"! - dotknął ziemi na której pojawiła się sieć, w którą wpadli zawodnicy. Napastnik, kopnął do swojego kapitana, który już szykował się aby przywołać żółwie ninja. Praktycznie nikt nie był w stanie go zablokować, gdyż też byli blokowani. Sail zgrabnie ominął Bobbiego i Jacka. Zrobił pozycję na jaskółkę..
- Josh!! - Jennett machnęła ręką w jego stronę i oboje zaczęli biec w stronę bramki.
- Leonardo, Donatello,Michelangelo, Raphael. Na niego! - pojawiły się przed nim wspomniane żółwiki, po czym oczywiście pięknie kopnął tą piłkę. Mark znowu się zestresował, że tego nie obroni. Ku zdziwieniu jego oczu przed nim pojawiły się dwie postacie. McCurdy i Dun. Oboje rzucili się na pomoc Markowi, wzięli zamach, Jennett lewą, Josh prawą nogą i walczyli z piłką. Tak jak Hiroto i Reina w odcinku nie pamiętam którym.
Footbolówka mocno napierała na ich nogi, po chwili żółwie zniknęły, a energia, która była w kolorze żółtym zmieniła się w czarnozielony. Dwójka nastolatków wiedziała co robić. Ile im jeszcze sił zostało wzięli zamach i kopnęli przed siebie w górę. W górze już czekał Kevin, który z domysłu zakończył strzał "Smoczym ciosem" . Bramkarz nie wiedział co się dzieje dlatego goście zdobyli potrzebnego do zwycięstwa gola. 2:3 dla Raimon!

Zapowiedzi Marka!
Jej, kolejny mecz za nami i to wygrany. Pewnie ostatni raz dopisał nam fart. 
Kolejny na liście jest liceum Zeusa. Czy znowu pojawią się niespodziewane komplikacje? Czy pewna osoba da się we znaki? Czy Aphrodi i Jennett umieją śpiewać? Otóż pojawi się mały kryzys spowodowany przez pewną osobę. Koniecznie przeczytajcie kolejny rozdział "Lawina wydarzeń"
 25 czerwca

sobota, 20 maja 2017

9. Kolejne problemy



Już nie musicie życzyć mi weny, gdyż ją znalazłam :3 ↑
-------------
- Pomocy! - krzyczała przestraszona.

Axel szedł spokojnie, gdy usłyszał jakieś krzyki. Postarał się to zignorować, ale te krzyki robiły się coraz bardziej przeraźliwe i głośniejsze. W oddali zobaczył jakiś czarny punkcik na rzece. Podbiegł jak najszybciej do tego punkciku, to Jennett! Udając ratownika z jakiegoś filmu, zdjął bluzę i koszulkę, zrobił swój pokerface i bez wahania wskoczył po swoją księżniczkę.
- Axel pomóż! - złapał ją, przyciągnął do siebie i wypłynął na brzeg. Dziewczyna zaczęła kaszleć i drżeć z zimna. Blaze wziął swoją koszulkę, którą wcześniej zdjął i dał czarnowłosej do wytarcia się, a sam założył bluzę.
- Żyjesz? I jak to się stało?!
McCurdy bez wahania powiedziałaby, że to Avril, ale nie mogła, więc Axel usłyszał ciszę. Popatrzyła się w ziemię.
- Halo, Jak to się stało?
-  Ja... 
- Ty? Co? - objął ją ręką. Oburzyła się trochę przez to.
Jennett przestała rozumieć (ja też) co właściwie myśli i czuje. To, że prawie mogła się utopić sprawiło iż coś sobie uświadomiła. Jej życie jest tajemnicą i ciągłą zagadką. Nie wie czy darzy kogoś uczuciem i skrywa coś czego nie musi, ale przez to zdobywa wrogów i staje się zła. Może lepiej było utonąć w tej rzece? Co powiedzieć Axelowi?
- Jennett, dobrze wszystko?
- Sorki, wyłączyłam się na chwilę.
- Może odprowadzić cię do domu? - czarnowłosa niepewnie pokiwała głową.
Poszli nie zwracając uwagi na ludzi, którzy gapili się na mokrą dziewczynę.
- Czyli nie powiesz mi czemu pływałaś w rzece? - cisza, milczenie, Jennett patrząca w ziemię.
- Podoba ci się Avril? - Blaze w końcu usłyszał zachrypnięty głosik McCurdy. Nie to planował usłyszeć. Niespodziewanie zaczął się śmiać. Trochę nienaturalnie i nie tylko dlatego, że ciemnooki wogóle się nie śmieje. Popatrzyła się na niego, jego mina teraz. Stali akurat na moście nad boiskiem i oparli się o barierkę. 
- Naprawdę wzięłaś mnie za osobę, która tak łatwo się zakochuje i to w takich pustych i sztucznych laska? Jesteś chyba jedyną osobą dla której straciłem głowę. Lecz teraz to chyba powinienem zapytać.. Czy tobie podoba się Byron? - niebieskooka podniosła brew po czym się obróciła, nie wierząc.
- Skąd wiesz?!
- Jude mi wszystko powiedział - było to powiedziane w sposób bardzo obojętny, Jude jak mogłeś?!
- Zabiję! - powiedziała w myślach, ale z Sharpa wspaniały przyjaciel. Tak jak obiecała pożałuje tego. (spróbuję jednak powstrzymać Jennett od zabicia czerwonookiego)
- Ale wiesz co, mnie to i tak nie obchodzi - odwrócił się na pięcie, założył kaptur swojej bluzy, włożył ręce w kieszenie i odszedł.
- Koszulkę możesz oddać mi jutro - Był zły. Myślał, że raczej coś z tego będzie. Wspólna randka, główne role w sztuce i polowanie na duchy. Pomijając to, jak bardzo się wtedy  wkurzył widząc zdjęcie gdy śpi z chłopakami na kanapie. W sumie to miała prawo to zrobić. Ale żeby z tym dupkiem Aphrodim? Posłańcem Raya Darka, przez którego o mało co nie stracił siostry? A niech se będzie z tym blondasiem on ma ważniejsze rzeczy na głowie, niż związki i dziewczyny. Tylko dlaczego coś mu nie pozwala zapomnieć o czarnym aniele?
Nagle usłyszał krzyki za plecami.
- A idź sobie, mogłeś mnie nie ratować, przynajmniej bym cię już nigdy nie widziała na oczy! I tak, Aphrodi jest lepszy od ciebie, to co było między nami, to była tylko iluzja w twoich ciemnych, fałszywych oczach! Jak cię to jeszcze interesuje, to ta twoja Avril wrzuciła mnie do rzeki. Zresztą nie ważne, i tak jutro zakończy się twój nędzny żywot! - Jennett darła się w niebo głosy. Nawet z daleka było widać łzy w jej oczach. Aktualnie szła dalej, cała przemoczona. 
Czy naprawdę Avril to zrobiła? Wydawała się taka sympatyczna. O co chodziło z tym, że jutro jego żywot się zakończy? Od teraz nic nie będzie takie samo.

Aphrodzio szedł z Mayą przez park. Rozmawiali ze sobą, śmiali się i opowiadali sobie co się wydarzyło. Maya ma to w sobie, że lubi zadawać pytania, a Afuro na nie odpowiadać.
- Byron, a ty jesteś dobrym uczniem?
- Przeciętnym.
- Nadal lubisz lody czekoladowe?
- Wolę truskawkowe.
- A czy... zrobiłeś coś czego żałujesz? - Aphrodiemu zrobiło się troszku głupio. Wszystkie rzeczy których żałuje spisał sobie na kartce A3 i obie strony zapisał. Gdzie punktem nr 1 było "Boska Woda" . To przez to płacze po nocach, a w snach spotyka Raya Darka. 
- Jest tego cała lista.
- No to, że wpadłam pod samochód to wiem, a coś jeszcze?
- Boska woda - wyszeptał, na myśl przyszło wspomnienie jak bardzo go wszystko bolało gdy pierwszy raz tego spróbował oraz przegrał finał. 
- Co?
- Nie ważne - wtedy czerwonooki spostrzegł pewną osobę w oddali. Był to Nathan. Nie chciał zwracać na niego uwagi, gdyż mają dosyć złe kontakty. Williams jednak zachwyciła się na widok Swifta, złapała kuzyna za nadgarstek i pociągnęła go w stronę niebieskowłosego. 
- Gdzie mnie ciągniesz? - Nathan rozpoznał obie postacie, zdziwił się bardzo na widok Mayi z kapitanem Zeusów. Stanęli w trójkę przed sobą, Kazemaru z miną jakby miał się popłakać, Afuro jakby miał umrzeć ze wstydu, a Maya z uśmiechem Marka Evansa.
- Cześć Nathan!
- Cześć... - wymamrotał. Love był obojętny i nie zamierzał powiedzieć, że się już doskonale znają, więc postanowił popatrzeć w swoje piękne, właściwie to brudne,buty.
- Proszę poznaj Byrona, mojego..
- Twojego chłopaka! - krzyknął poddenerwowany Nathan. Sam nie wiedział czemu od razu tak krzyknął i nie pozwolił dokończyć białowłosej. Uciekł od towarzystwa
- My? Razem ? - Zdziwił się blondyn, który podniósł wzrok z ziemi - May czemu mu nie powiedziałaś... - zorientował się, że białowłosej już koło niego nie ma i rzuciła się w gonitwę za Swiftem. Westchnął tylko i zaczął biec za nimi chociaż wiedział, że sprinterów nie dogoni.
Oczami Nathana, biegnąc
Jak ona mogła! Miziać się do mnie, a nagle okazuje się, że chodzi sobie na spacerki z tym blondynkiem! Jest tak samo dwulicowa jak on! Tyle, że ona ma taki piękny, szczery uśmiech. Nie wiadomo czemu stanąłem, a w mojej główce pojawił się obraz dzisiejszego wyścigu. I pomyśleć, że znamy się tylko jeden dzień. Z rozmyśleń wyrwał mnie ogromny ból, zaraz czemu ja leżę na chodniku? A na moich plecach spoczywa jakiś ciężar? Obejrzałem się, to ona uśmiechała się jak skończony debil. No tak, pewnie nie wyhamowała i na mnie wpadła.
- Przepraszam, cały jesteś? - zeszła ze mnie i podała mi rękę, ale ja wstałem z ziemi bez jej pomocy.
- Spoko, wybaczam. I tak możemy zostać przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi? A nie jesteśmy nimi?
- Po tym co zobaczyłem, to chyba nikim więcej - wskazałem na biegnącego Byrona.
- Chodzi ci o Aphrodzia? My nie jesteśmy razem, kto by chciał chodzić z taką ofiarą losu? No, ale niestety ta ofiara to mój kuzyn - wtedy znikąd zacząłem się śmiać. Bożę czemu ja się śmieję? Ona patrzy na mnie zaniepokojonym wzrokiem.
- Ja głupi myślałem, że wy jesteście razem!
- Nie jesteś głupi - pogłaskała mnie po moich włosach, stając przy tym na palcach, gdyż jest ode mnie niższa. Nie cierpię gdy mnie ktoś głaszcze, ale jej dotyk był przyjemny. Wtedy odwróciła się i odeszła. Nagle się przeraziłem. Przede mną stał Byron z bardzo pewnym siebie wzrokiem. Ten jego słynny "zabijający" wzrok, przemierzył nim po mnie. Czy ja się pocę? To może głupie, ale oczy ma piękne i uwierzyć, że Maya jest z kimś takim spokrewniona. Szczerze trochę się go boję od incydentu z boską wodą. Wyciągnął w moją stronę rękę, złapał jedno z pasemek moich włosów. Sparaliżowało mnie, czemu ja sobie na to pozwalam?! Zaczął je miętolić i powiedział bardzo stanowczo:
- Przysięgnij na Styks, że będziesz dla niej miły. Licz się z tym, że jeśli coś się stanie mojej kochanej May, dopadnie cię mój boski gniew - uśmiechnął się szyderczo, trzepnął swoimi włosami i dogonił swoją kuzynkę. Tak przez przypadek zauważyłem, że mówi on na Mayę, May. Czy on wie, że JESZCZE nie jesteśmy razem? Ale będziemy. I uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło w ciągu jednego dnia!

Już na następny dzień
Wszyscy siedzieli po cichu na lekcji. Mark był zły na Josha, że zabiera mu Nelly, Maya opowiadała Nathanowi o swoich przygodach w Korei, Avril z Axelem wyjątkowo siedzieli w ciszy, chociaż złotooka wciąż wpatrywała się w chłopaka. Blaze ciągle myślał o tym co Jennett wczoraj do niego krzyczała, dziś miał podobno umrzeć. To było dziwne i raczej nie możliwe, ale strasznie go to niepokoiło. W sumie czarnego demona nie było jeszcze w klasie. Zawsze się spóźnia, ale żeby 20 minut? Coś serio jest nie tak.
Avril była pewna, że już więcej nie zobaczy niebieskookiej i Axel będzie tylko jej. Jude martwił się, że to przez niego McCurdy nie przyszła. Nie musiał o tym mówić Axelowi, ale go coś podkusiło. Wszyscy byli czymś zaniepokojeni.
- Axel coś się stało? - zapytała opiekuńczo panna Moore. Chłopak wolał nie pytać czy to naprawdę ona wrzuciła czarnowłosą do rzeki.
- Słyszałaś, że Jennett wpadła wczoraj do rzeki?
- To dlatego dzisiaj nie przyszła? - w jej głosie teraz nie było słychać ani trochę skruchy.
- Nie sądzę, uratowałem ją od śmierci - gdyby nastolatka teraz coś piła od razu by wszystko wypluła. 
- A..a...wiesz kto to zrobił? - McCurdy nie żyjesz!
- Nie wiem, ale raczej sama by do rzeki nie wpadła.
W torbie Avril było można usłyszeć wibracje telefonu. Ktoś do niej dzwonił, a na dodatek wysłał 3 smsy o treści "Wyjdź na korytarz, już!"
- Przepraszam, to ważne, czy mogę odebrać? - nauczyciel się zgodził, a ona wyszła na korytarz, trzasnęła za sobą drzwiami. Popatrzyła przed siebie, w środku korytarza stała McCurdy z rękami założonymi na piersiach i z telefonem w ręku.
- Skąd znasz mój numer?!
- Mam swoje źródła - zaczęła powoli podchodzić w stronę córki Darka.
- Chciałabym ci złożyć pewną propozycję...
- Tchórzysz!
- Co tchórzę?
- Słyszałam co dzisiaj masz zrobić, ale spoko. Mnie sprawy mego ojca i dziadka nie obchodzą - obruciła się z powrotem w stronę klasy, ale Jennett złapała ją za ramię
- Odczepię się od Axela i to na zawsze jeśli będziesz chciała, tylko przekaż swojemu tatusiowi, że nie mogę... nie wzięłam paliwa...
- Czyli tchórzysz? Mi chodziło tylko o to abyś zostawiła Blaza dla mnie, teraz to możemy zostać przyjaciółkami - czerwonowłosa wyciągnęła rękę w stronę dziewczyny, ale ona se chyba żartowała.
- Przyjaciółkami?! Chyba chora jesteś! Wepchnęłaś mnie do rzeki, jesteś podła, znasz mój sekret i niszczysz Axela - Avril się tylko uśmiechnęła.
- Dobra..nie powiem o twojej tajemnicy i przekażę tę ważną informację - teraz zadzwonił telefon Jennett, szybko odebrała. Co usłyszała to podły śmiech i dwa zdania "Wiedziałem, że stchórzysz. Załatwię to sam, ale ostatni raz ci odpuszczam"
- Steven!! - wrzasnęła, ale człowiek tylko się rozłączył - Avril, porozmawiaj ze swoim tatą!
- Już za późno - wyszeptała śmiejąc się jak kot z cheshire , po czym gdzieś uciekła. Jakiś dziwny zapach unosił się w powietrzu, dym! Wiedziała o tym!
Otworzyła energicznie drzwi od swojej klasy.
- Wszyscy uciekać! - uczniowie zdziwili się na widok dziewczyny, zrozumieli to jakby mieli uciekać, ale przed nią. Dlaczego dopiero teraz przyszła, na dodatek karząc wszystkim uciekać?
- No co się tak gapicie? Uciekać! - kilka osób zaczęło się śmiać, jednak cząstka osób poczuła zapach siarki i obecność dymu. Steve aż zaczął przeraźliwie kaszleć.
- Steve czemu tak kaszlesz? - zapytał Max myśląc, że jego kolega dostaje astmy.
- To..dym - Axel przez swoje okno #KOCHANEOKIENKO zobaczył, że uczniowie pozostałych klas wybiegają ze szkoły.
- McCurdy ma rację, musimy uciekać!
Axelowi oczywiście wszyscy uwierzyli i wybiegli na korytarz, który był już cały czarny, w oddali było można zobaczyć pomarańczowe światła, pewnie ogień. Ale w stronę tego ognia było jedyne schody na parter i wyjście.
Wszyscy pognali od razu do drzwi, jedynie Blaze stał w miejscu i się dziwnie rozglądał.
- Axel co ty wyprawiasz!
- A gdzie Avril?
- Ona... pewnie wybiegła.
- Muszę to sprawdzić - odbiegł zostawiając dziewczynę samą. Postrzelony czy co?
- Axel czekaj! Ona..- Miała pobiec za nim kiedy część sufitu się zawaliła przed nią, zagradzając jej jedyną szansę na ucieczkę.
- Co teraz?! - sytuacja bez wyjścia, znowu, chociaż... Wpadła na jeszcze bardziej postrzelony pomysł niż Axel. Parkur na oknie. Weszła z powrotem do klasy, którą już pożerał ogień. Otworzyła jedno z okien i stanęła na parapecie, widząc wszystkich z wysokości 7-8 metrów zdała sobie sprawę jaka jest głupia. Teraz wszyscy zwrócili uwagę nie na ogień, a na nią.
- Jennett co ty chcesz zrobić! - krzyczało kilka osób.Co ona zamierza? Myśli samobójcze! 
Nie widziała innego wyjścia, tylko kto ją złapie. Za bardzo uwierzyła w swoje szczęście. Czarnowłosa popatrzyła w niebo, przeżegnała się. Amen, puściła się ściany i...skoczyła. 
Po raz kolejny życie przebiegło jej przed oczami. W głowie jednak tkwiły tylko dwa słowa "Wiedza demon" . Ku jej zaskoczeniu, waszym pewnie też, z jej pleców wyrosły jej skrzydła. Zaufani pomocnicy. Ona miała zamknięte oczy, ściśnięte z całej siły. Czarne skrzydła zatrzepotały i dzięki temu wylądowała spokojnie na nogach. Bała się otworzyć, gdyż myślała, że zobaczy swój strach - śmierć. Pióra nagle zniknęły, a ona stała na trawie z rękami na twarzy. Josh jako pierwszy rzucił się jej w ramiona.
- Czy ty naprawdę musisz żyć na krawędzi!! Myślałem, że uderzysz z hukiem o tą ziemię - brunet tulił jak najmocniej swoją przyjaciółkę. Ona otworzyła oczy.
- Jak???!!! Jakim cudem żyję??!! - teraz cała drużyna rzuciła się na Jennett.
- Cudo twórczyni - krzyknęła Maya.
- Jak?! (Być może za bardzo poniosła mnie wyobraźnia, a natchnienie na skok z okna nadała mi moja koleżanka)
Szybko uporano się z ogniem i w końcu jeden ze strażaków wyciągnął Blaza z budynku na rękach. O dziwo oddychał, ale ledwo. Był cały przykopcony, a jego włosy już nie były nieskazitelnie białe. Od razu na miejscu była karetka, która zawiozła ciemnookiego do szpitala. Tłum się rozszedł. Wszyscy byli zdumieni jak to się tak szybko wydarzyło, gdzie znikła Avril i przede wszystkim, JAKIM CUDEM JENNETT ŻYJE!!!!. Ogłoszono, że szkoła zostaje zamknięta na czas usunięcia szkód, chociaż spłonęła niewielka część szkoły. Drużyna piłkarzy stała przed budynkiem. Mark oczywiście optymista, ni z gruszki ni z pietruszki wykrzyknął:
- Jutro gramy mecz! - rozglądnął się po drużynie, nie wszyscy się tak cieszyli.
- Mark zrozum, nie przygotowywaliśmy się prawie w ogóle, będziemy grać bez głównego napastnika i nasza szkoła została spalona! - krzyknęła zdruzgotana Nelly, nie mogąc uwierzyć w słowa Evansa. Josh objął ją ręką.
- Pójdziemy zobaczyć co z Axelem? - zapytał. Drużyna pokiwała głowami i ruszyli w stronę szpitala. Nic by się nie wydarzyło gdyby nie pognał za tą głupią Avril! I gdzie ona tak po za tym jest?

Zapowiedzi Juda!
Nasza drużyna bez Axela jest w kompletnej rozsypce, nawet ja się nie potrafię skupić na grze. Shuriken, szczególnie Sail to straszni kombinatorzy. A ta ich nowa technika to nie przypadkiem...nie! Przeczytajcie kolejny rozdział "Żółwie ninja"
26 maja - wyjątkowo w piątek

Trochu krótkie ale wystarczy. Wyobraźnia mnie poniosła.