... tato, ale....
...no dobra, w sumie to lubię wkurzać ludzi...pa - Avril szła do szkoły i rozmawiała przez telefon ze swoim tatą. Oboje doszli do wniosku, że Jennett nic nie zrobiła i będą musieli wziąć sprawy w swoje ręce. Czerwonowłosa uważała, że Steven boi się swojego ojca i to dla tego kończy to co on (Ray Dark) zaczął. Teraz to ona jest w to wplątana, ale niszczenie ludziom życia można zaliczyć do jej hobby. Miała zadanie specjalne skłócić drużynę Raimona przed meczem, gdyż tatuś zażyczył sobie aby liceum Zeusa wygrało starcie.
W szkole Raimon usunięto szkody z pożaru, przynajmniej częściowo. Właściwie to nie spaliła się ogromna część szkoły, więc nie trwało to dużo czasu i uczniowie mogli wrócić z powrotem do nauki. Aby wszyscy się pomieścili zmieniono godziny lekcji.
Lekcja angielskiego
Wszyscy jak zwykle z zawzięciem uważali, chociaż były wyjątki. Avril już robiła listę co może zrobić, nasz dobry i kochany Axel, myślał, że dziewczyna robi notatki. Będzie po kolei uderzać w różne punkty drużyny, kończąc na jej ulubienicy, Jennettce. Rozejrzała się po klasie.
Cel nr 1
Zniszczyć miłość.
Josh i Nelly? Nie... to nie zapowiada się na związek. Axela i Jennett już nie ma, Silvia i Erick? To nie spowoduje kłótni. Spojrzała na siedzącego kilka ławek obok Nathana.
Idealnie! Jest tak wpatrzony w Mayę, że nie widzi świata po za nią. W sumie to mogłaby mieć dwóch chłopaków naraz. Ale czy i on ulegnie jej wdziękom?
Upragniony dzwonek
Uczniowie jak stado zwierząt wybiegli z klasy. Nathan pakował swoje rzeczy do plecaka, gdy na ławce zauważył małą karteczkę, a na niej napis napisany różowym pisakiem.
"Spotkajmy się w ustronnym miejscu" z dodatkowo narysowanym serduszkiem. Niebieskowłosy uśmiechnął się szeroko, pewnie to Maya chce mu wyznać miłość, dać buziaka albo... Podekscytowany wybiegł z klasy w poszukiwaniu nastolatki.
- Maya! - Avril podbiegła do białowłosej, która szukała Kazemaru, nie wiedziała nic o karteczce, którą zostawiła Avril.
- Słucham - powiedziała cicho, czerwony rudzielec jest od niej o wiele wyższy i trochę starszy dlatego Mayka boi się jej i na dodatek wygląda..inaczej.
- Gdzie idziesz?
- Do sklepiku..
- Świetnie, możesz kupić mi wody? - Czerwonowłosa podała jej pieniądze.
- Okej.. - czemu akurat ją o to prosi? Podejrzane, ale raczej się jej nie sprzeciwi. Okazało się, że wybrała złą przerwę, gdyż do sklepu stała długa kolejka, a ona chciała tylko wodę .
Nathan biegł przed siebie i pytał wszystkich czy nie widzieli Williams. Rozglądał się aż dobiegł do końca szkoły gdzie stał automat, a za nim oparta Avril z rękami założonymi na piersiach.
- Avril, nie widziałaś May?
- Może, a co?
- Bo miałem się z nią spotkać.
- Mayką? Współczuję, spotykać się z takim imbecylem
- Ej, odwołaj to.
- Naprawdę zasługujesz na kogoś lepszego - mówiąc to przyciągnęła go do siebie, jedną ręką za plecy, a drugą za głowę i zaczęła go całować! Nathan został sparaliżowany. Oczy miał szeroko otwarte i nie mógł się ruszyć, wyrwać z jej uścisku. Dlaczego pozwala na to! Zaś dziewczyna nie cackała się z Nathanem i co tam, ze ludzie patrzyli. Najważniejsze żeby Maya się tu jak najszybciej zjawiła zanim Axel pojawi się pierwszy.
May miała dosyć stania, nogi drętwiały, a przed nią jeszcze pięć osób. Zaraz, przecież jest jeszcze automat. Wyszła z kolejki, co uszczęśliwiło osobę za nią i pobiegła w tamtą stronę przeciskając się przez ludzi. W oddali było widać dwie osoby koło maszyny.
- I tam kolejka!? - podeszła bliżej, sylwetki zrobiły się bardziej wyraźne.
Kazemaru nadal dawał się całować, teraz było to dla niego przyjemne, ale jak mógł zapomnieć chociaż na chwilę o May? Właśnie Maya, co się stanie jak to zobaczy. Starał się wyrwać, ale Moore nie dawała za wygraną. Jednak Nathan jest mężczyzną i na dodatek silnym, więc udało mu się.
- Co to miało być?!! - spojrzał zezłoszczony na Avril
- Nie podobało ci się? Przecież sam mnie zacząłeś całować! - Czerwonowłasa stała zadowolona, udało jej się. Z boku było można usłyszeć delikatne chlipanie i ujrzeć płaczącą różowooką, której znikł z twarzy jej promieniujący uśmiech.Bolało ją i to bardzo. Pasowali do siebie idealnie, a teraz co?
- Jak mogłeś! - odwróciła się.
- Mayu, proszę..posłuchaj - złapał ją za rękę, ona choć chciała tego uniknąć popatrzyła w jego oczy. W jej było widać cierpienie, a w Nathana nie było można dostrzec wstydu.
- Zostaw mnie - wyrwała swoją rękę i zaczęła biec. To już nie był nawet smutek, ale złość.
- Avril, pożałujesz! - obrócił się w jej stronę, gdzie ona zniknęła? No nic, pobiegł za swoją księżniczką. Biegł krzycząc jej imię, jeśli jej nie znajdzie to będzie koniec. A jeśli już ją znajdzie, ale ona nie uwierzy jemu. Teraz i również Maya znikła. Aphrodi go zabije ;-;
0:1 dla Avril
Cel nr 2
Wyrzutki
W drużynie jest kilka osób rezerwowych, ale słowo rezerwowych zmieniło się w "osoby, które zostały zastąpione przez lepszych i już nigdy nie zagrają" Stało się to przez to, że doszły takie osoby jak Jude, Jennett, Josh, Erick, Bobby. Te osoby na razie nie zwracają tak bardzo na to uwagi, ale Avril to zmieni i sprawi, że odejdą. Załamie to całą drużynę, a w szczególności Marka.
Oczami Avril
Gdzie ja znajdę tych gamoni.. Całkiem fajnie jest całować Nathana i ta mina Mayi była bezcenna. Tylko pieniądze straciłam. To nie możliwe, że ci chłopcy nie są świadomi, że zespół ich nie potrzebuje. Fajnie, bo nie będę musiała kłamać ani grać tylko powiem im całą prawdę. Dobra widzę ich no to zaczynamy show. Oczy ich rozbłysły na mój widok, nie wiem czy ze strachu czy zdziwienia. Tylko jak oni mieli na imię. Steve, Max,Sam, Timmy i ten długowłosy to.. Jim.
- No hej.
- Hej -po ciuchu powiedział Steve.
- Szkoda mi was chłopcy
- Czemu? - zapytał ten w czapce, dziwiąc się czemu w ogóle z nimi rozmawiam
- Czemu nie trzymacie się razem z drużyną?
- Bo... - spróbował wytłumaczyć mikrus, ale nie umiał.
- Widziałam wasze mecze, czemu prawie nigdy nie wchodzicie na boisko?
- Gdyż jesteśmy rezerwowymi..
- A czy to ma sens? Być w drużynie chociaż wiadome jest to, że nigdy nie zagracie całego meczu. Przecież doskonale wiecie, że inni są lepsi od was tylko nie powiedzą wam tego prosto w twarz. Po co macie im zaśmiecać drużynę dodatkowymi członkami jak i tak nie będziecie grać - zaraz się uda! Widzę po ich twarzach, że bolesna prawda w końcu do nich dotarła.
- A co cie w ogóle to obchodzi? - zapytał swym smętnym głosem ten z fioletowymi firankami na oczach. Boże co by tu wymyślić...
- Ubiegam się o rolę menadżera waszej drużyny i bardzo mnie ta sprawa zastanawiała. Z resztą słyszałam jak na wasz temat rozmawiała Nelly z Markiem. Mówili, że jesteście coś w stylu piątego koła u wozu, co jest według mnie prawdą - ich miny pogrążyły się w moich uderzających w serce słowach. Więcej argumentów nie mam, ale chyba i tak zrobiłam wiele.
- No nic, to tylko moje zdanie, ale na waszym miejscu bym odeszła z drużyny Raimona - pokazałam im plecy oraz włosy i pomachałam ręką.
Po odejściu Avril zapadła cisza przerwana przez Timmiego
- Ona może mieć trochę racji.
- Nie mów tak! Ona chciała nas zmanipulować do odejścia! - krzyknął sprzeciwiony i żyjący w nienawiści do dziewczyny Steve
- Nawet jeśli była to manipulacja, to jej słowa były prawdziwe Nie jesteśmy już potrzebni w drużynie - wytłumaczył Max
- To co, mamy odejść? - odezwał się ponuro Jim
- To jest za poważna decyzja żeby ją podjąć tak pochopnie- Steve nie palił się jakoś do odejścia z drużyny, lecz już od dłuższego czasu czuł się niepotrzebny
- Ja dołączyłem do drużyny tylko dlatego, że mi się nudziło, ale siedząc na ławce nudzi mi się jeszcze bardziej - stwierdził Sam.
- Ja dołączyłem bo brakowało im członków - dodał Jim
- Dobra, niech każdy z was zadecyduje i i przed treningiem podejmiemy ostateczną decyzję - zakończył dyskusję najmniejszy z nich Timmy
Narracja 3 os.
Nelly niosła ogromny stos kartek, były to plakaty, które musiała powiesić.
Ogłoszenia dotyczyły konkursu piosenki organizowanego między szkołami w ich mieście, nagroda miała być warta 500 złotych do tego kosz słodyczy. Natsumi wysłała kilka innych osób z samorządu żeby wręczyli plakaty dyrektorom z innych szkół i je również rozwiesili. Teraz szukała kogoś do pomocy. Przez stertę kartek dostrzegła Mayę.
- Mayka! Chodź na chwilę!
Dziewczyna podeszła, jeszcze płacz jej nie przeszedł. Nelly gadała trochę z Mayą i to nie możliwe, żeby płakała. Przecież cały czas promienieje radością.
- Co się stało? - białowłosa wtuliła się w nią mocno, mocząc bluzkę brunetki i płacząc jeszcze głośniej.
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Zabij go! - wrzasnęła po czym odbiegła. Przez przypadek popchnęła pannę Raimon, po czym było można usłyszeć TRACH i Nelly upadła na podłogę, a kartki zaczęły latać po całym korytarzu. Nikt nawet nie wpadł na pomysł aby jej pomóc.
- Mayka, to ja ciebie zabiję!! - prychnęła podnosząc się z podłogi. Otrzepała się z kurzu i spojrzała przed siebie. Cała podłoga była w kolorowych kartkach, wyglądało trochę jakby korytarz był zrobiony z tęczy. Jak nam doskonale wiadomo, Nelly nienawidzi sprzątać, ale tego to nie mogła od tak zostawić.
Ktoś klepnął ją w ramię odwróciła się i ujrzała twarz Josha, który uśmiechał się i trzymał w rękach dużą część plakatów.
- Może ci pomóc? - jak to brunetka ma zwyczaju, zostawiłaby wszystko na głowie chłopaka, ale zebrała się w sobie i postanowiła, że tym razem tak nie będzie. Właściwie to tylko dlatego, że chce zaimponować Joshowi. Zaczęli wszystko zbierać kiedy z drugiego korytarza dosłyszeli krzyki.
- Nelly, ja też ci chcę pomóc! - to był Mark. Biegł jak najszybciej w ich stronę. Jego prędkość była ciut za duża i poślizgnął się na jednej z kartek zaliczając przy tym glebę. Wszyscy wokoło zaczęli się śmiać, razem z poważną Nelly. Mark, w taki sposób nie jej nie odzyskasz.
Zebrali wspólnie wszystkie plakaty i przykleili w każdym miejscu w szkole. Byli z siebie dumni. Josh jeszcze przyklejał ostatni plakat. Gdy zobaczył swoją przyjaciółkę wybiegającą ze szkoły, gadała przez telefon. Jej mina nie pokazywała nic dobrego.
- Oj Jennett w co ty znowu się pakujesz...
Oczami Byrona
Idę sobie korytarzem, normalny dzień. Dwa dni do meczu. Teoretycznie mógłbym ćwiczyć, ale po co? Wygramy! Olać. Dobra, nie będę sam siebie okłamywać, martwię się okropnie. Nie chcę ponownie wszystkich zawieść. Dobra, wyglądaj normalnie, masz jeszcze trochę czasu, nie stresuj się. Boże, czy ja się znowu głupio szczerzę?! Dobra, czy ja przestanę powtarzać "Dobra" !! Wdech i wydech. Nie sądzę, że to jest stres, wręcz w kościach czuję, że dzisiaj coś się wydarzy, coś co może zmienić wszystko. Czuje się jakby bogowie na mnie patrzyli i czekali aż coś schrzanię. Zupełnie jak mój ojciec, który czeka tylko aby mnie skrzyczeć. Lawina pecha, ale to dopiero początek. Czy ja mówię sam do siebie, na szczęście nie na głos. Dobra. Miałem nie mówić "Dobra" !. Mój bystry słuch dosłyszał coś. Tja, Odrei. Czy ona się kiedyś ode mnie odwali. Jest moją najlepszą przyjaciółką, o wiele mądrzejszą niż ta banda patałachów z mojej drużyny. Teraz pragnę pobyć sam. Oczywiście z biegu wyhamowała idealnie przed mną. Trzymała jakąś kartkę i podejrzanie się uśmiechała.
- Masz - wręczyła mi szczęśliwa papier. Czytam, czytam. Nie. Zamarłem, ona twierdzi, że ja zaśpiewam!. Pomijam to, że umiem śpiewać i to bardzo ładnie, ale i tak za dużo ludzi bierze mnie za narcyza, aroganta i dziewczynę.Plus odwaga moja poziom zero.
- Myślisz, że ja się nadaje?! - pewnie, że się nadaje, ale tego nie zrobię (jaka skromność)
- Za co się nie weźmiesz to jesteś w tym dobry, umiesz grać na prawie każdym instrumencie bez nauki gry, a śpiewasz pięknie. Na każdej lekcji podśpiewujesz pod nosem i piszesz teksty piosenek w swoim tajemniczym zeszyciku. Nie wmawiaj mi, ze się nie nadajesz! - odkąd pamiętam wytyka mi moje wady. Miło mi usłyszeć takie słowa, ale po incydencie z Rayem Darkiem spadła na mnie ogromna fala krytyki. Mam 17 lat, a mój głos mimo to, że jest ładny to brzmię jak bym mutacji nie przeszedł. Co chyba jest prawdą.
- Nie mam ochoty, upokorzę się tylko! - spogląda na mnie w nie przyjemny sposób, bogini łowów myśli jak mnie przekonać. O Iris idzie. Arti pociągnęła ją w swoją stronę.
- Iris, powiedz Byronowi, że ładnie śpiewa - spogląda to na nią to na mnie, zaczęła się śmiać. Tego brakowało.
- Naprawdę chcesz się zgłosić do konkursu? - nie!
- Nie, ja nie chcę, to Odrei sobie coś ubzdurała!
- Popieram Arti, całkiem ładnie śpiewasz. Nie rozumiem czemu nie chcesz.
- Iris on się po prostu boi! - nie no, teraz to przesadziła, ale nie ulegnę nie zamierzam.
Zaraz czy to nie.. wszędzie poznam te czarne włosy. Co Jennett znowu tutaj robi? Albo coś mi się przewidziało.
- Wiem co cię skusi - Odrei błagam cię, nie kuś mnie - może mały zakład? Widzę, że się uśmiechasz - uśmiecham się, ona wie, że uwielbiam zakłady. A jeszcze ani razu nie przegrałem.
- No wal
- Jeśli wygramy mecz, nie będziesz musiał brać udziału w konkursie i...
...i będę odrabiać przez dwa tygodnie twoją pracę domową z matmy - jest świadoma, że nie mamy szans na wygraną. Jako menadżerka powinna wierzyć w naszą wygraną, a ona jest pewna, że przegramy. Przynajmniej mam kolejną motywację aby wygrać.
- Ale jeśli przegramy zaśpiewasz wybraną przeze mnie piosenkę i ty będziesz odrabiał moje zadnia .
- Jeśli będzie remis?
- To nikt nie wygrywa i zapominamy o sprawie- ten zakład jest bezsensu lecz jeśli się nie zgodzę wyjdę na tchórza.
- Ok - od razu pobiegłem w stronę gdzie przechodziła Jennett. Usłyszałem głosy obok sekretariatu. Głos dyrektora jest okropny niczym Raya Darka. Co Jenn właściwie tam robi? Nie wypada podsłuchiwać, ale nie byłbym sobą gdybym tego nie zrobił.
Właściwie nic konkretnego nie usłyszałem, z moim słuchem jest już bardzo źle. On na nią wrzeszczy?! Zaraz po prostu tam wbiegnę, jak on w ogóle śmie wrzeszczeć na mego aniołka!? Co ona mu zrobiła? Oczywiście zadziorna McCurdy też na niego wrzeszczy. Co mi się rzuciło w ucho to słowa Raimon, mecz i.. moje imię? Cisza, o co może chodzić? Czy ona z nim spiskuje? Mówiła kiedyś, że ją ktoś do czegoś zmusza, jak to zabrzmiało. Zebrałem wszystkie fakty. Uśmiecha się jak Dark, ma głos jak Dark, przyszedł zaraz po jego odejściu, gada nam wciąż o tym jak to nienawidzi Raimon, te drzewa w lesie i pożar. Zaraz, a co jeśli...
Wtem drzwi się lekko uchyliły i ktoś trzymał za klamkę i usłyszałem jej głos, dosyć szorstki:
- Do widzenia panie Dark - co!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Miałem rację, on jest spokrewniony z naszym byłym trenerem i on wykorzystuje Jennett! - znowu to głupio zabrzmiało
Czarnowłosa wyszła w końcu i stanęła przede mną robiąc ogromne oczy.
- Ty.. to.. słyszałeś...? - spytała cichuteńko - teraz to na mnie nie zadziała. Ten człowiek jest niebezpieczny, nie zamierzam tego tak zostawić. Właściwie to nie powinienem był tego tak zostawiać podczas naszej ostatniej rozmowy.
- Czy ty masz pojęcie kim jest ten człowiek?!
- Ja...
- Teraz rozumiem. Ten pożar i drzewa. Ty to zrobiłaś, i za namową tego potwora!
- Ty nic nie rozumiesz i nie zrozumiesz! Ja muszę. Nie znasz tego uczucia gdy kiedyś zrobiłeś coś mega głupiego, boisz się że przez to schrzaniłeś sobie życie i nikt cię nie polubi. Te powracające sny pokazujące ból tego zdarzenia - to mnie bolało, ja też. Żałuję boskiej wody i powinna o tym doskonale wiedzieć.
- Rozumiem doskonale bo przeżywam to samo, tylko dlaczego współpracujesz z Darkiem!? - cisza. Ona patrzy się w ziemię. I co teraz mi powie?
- Wszystko ci powiem, obiecuję.Odejdę nawet od niego, ale nie teraz. Zaufaj mi będzie dobrze. Mam tą sprawę pod kontrolą. Tylko poczekaj - zbliżyła się do mnie i pocałowała policzek. W niebo wzięcie. Chyba dostaje rumieńców.
- Błagam nie mów nikomu, obiecaj mi. Mam nadzieję, że jesteś godny zaufania - pokiwałem głową, a ona sobie pobiegła. Czy ja dobrze zrobiłem?
***
Oczami Jennett
- No dobra czas zacząć nasz trening! Czeka nas ciężka praca, a mecz już po jutrze. Musimy się spiąć i im dowalić tak jak ostatnio, jasne? - jak ja kocham przemowy trenera.
- Tak! - krzyknęliśmy. Kurcze, ciągle mnie to trapi. Nie mój sekret, nie Axel, a Byron. Źle, że tam był, przecież mu nigdy nie powiem prawdy. Człowiek nie warty zaufania, ja mu jednak zaufałam. Czas przestać o tym myśleć i skupić się na grze oraz problemach innych. Zaraz gdzie Mark biegnie, a Max, Sam, Steve, Jim i Timmy gdzieś idą? Pobiegnę za kapitanem.
- Mark - krzyknęłam, czy tylko ja to zauważyłam? Odwrócił się. Jego mina pokazywała zdruzgotanie.
- Co się stało? - wiem, że nie tylko ja mam problemy.
- Odeszli - rzekł
- Kto?
- Steve,Max, Jim, Timmy i Sam - nie dziwie im się.
- Ale dlaczego?
- Przyszli do mnie i Nelly, powiedzieli, że nie chcą należeć już do drużyny, że w ogóle nie grają i ich olewamy. Twierdzili, że nie są dłużej potrzebni, bo ich miejsca zajęli lepsi.
- I mają rację, traktowaliśmy ich...- jakby to powiedzieć - właściwie to ich wcale nie traktowaliśmy w żaden sposób
- Oni są nam potrzebni! Kochają piłkę nożną, ja to wiem!
- Na pewno kochają i będą ją kochać dalej, nie sądzę żeby przestali grać. Może nasza drużyna nie dawała im warunków. Daj im odejść.
- Albo tchórzą! - widzę po oczach, że smutek zmienił się w złość - boją się starcia z Zeusem!
- Evans ty chyba nie rozumiesz. Bądźmy szczerzy. Odeszli bo ich nie potrzebowaliśmy, byli wyrzutkami. Ich miejsca zajął np. Erick, Jude, Josh bądź ja. Byli jednymi z pierwszych członków tej drużyny i na zawsze nimi będą. Zostawili swój pot i emocje na boisku jak i w drużynie. Wierzę, że nie przestaną grać w piłkę. A jeśli wrócą to nasza ekipa będzie na nich czekać - jak pięknie się wysłowiłam. Czemu robi taką śmieszną minę?
- Masz chyba rację..
- Wracajmy trenować, czeka nas przecież ciężki mecz! - uśmiechnęłam się tak jak on to zwykle robi, odpowiedział tym samym i pobiegliśmy z powrotem na boisko. czuję takie przyjemne ciepło na sercu uśmiech może i mniejszy, ale pozostał.
Rozglądam się i nie wiem co z sobą zrobić. Marka zmotywowałam, a mnie się nie chce. Może pobiegam sobie. Truchcikiem sobie zaczęłam biec w koło boiska. Przebiegłam obok smutnego Nathana. Zaraz czemu jest smutny? Bieganie nie sprawia mu radości? A gdzie Maya, pewnie znowu... miłość. Zaczęłam biec tyłem patrząc mu w twarz.
- Kazemaru, coś się stało?
- Nic
- Nic, to ja znowu zjadłam na śniadanie śpiesząc się, gadaj! - badum tss. Skąd u mnie to beznadziejne poczucie humoru?
- Aphrodi mnie zabije - wydawało mi się, że to mnie ma w planach zabić.
- Co mu zrobiłeś?
- Jemu? Nic. Chodzi o May. Dostałem karteczkę żebyśmy się spotkali, okazało się że to Avril to napisała - Avril?! Znów ta wredna su.. sumiennie niszcząca ludziom życie dziewczyna - Poszedłem jej szukać i zaczęła mnie całować za automatem. No i oczywiście Harry musiała to zobaczyć!
- Harry?
- Harry Potter, przezwisko May. Aphrodi mnie zabije!
- Przestań biadolić o Aphrodim! Posłuchaj, prędzej to on mnie zabije niż ciebie. Znacie się z Mayą dopiero tydzień, nawet razem nie jesteście.. Nathan czy ty płaczesz? - okej to się robi powoli dziwne, chciałabym mieć takie problemy jak Swift.
- Wyobraź sobie stanąć z nim w cztery oczy gdy on dotyka twoich włosów i mówi tym swoim poważnym i paraliżującym tonem - o Boże czemu on to aż tak przeżywa? Trochę jednak mi go szkoda, chyba mu pomogę.
-Eeee- chociaż patrzyłam w te jego oczy i głaskał mnie po włosach - myślę, że za bardzo to przeżywasz, ale z chęcią ci pomogę. Przyciągnę tu Maykę siłą jak będzie trzeba, wtedy to nawet Avada Kedavra jej nie pomoże. Wszystko sobie wyjaśnicie. Właściwie to.. ty powinieneś jej poszukać - niebieskowłosy rzucił się na mnie z uściskiem.
- Jak będę potrzebował rady, wiem do kogo przyjść - tja... trochę.. powie..trza mi..
- Nathan możesz mnie puścić?
- A jasne - wzięłam oddech, a on szczęśliwy jak konik na łące zaczął brykać po boisku. Odwróciłam się zadowolona z siebie i usłyszałam bam i brzdąk.
O matko! Odwróciłam się znowu na pięcie i tu Nathan koło bramki masujący się w czoło. Serio? Serio Nathan?! Jak miłość potrafi namącić w głowie.
Oczami Aphrodzia
Źle zrobiłem, oj bardzo źle zrobiłem. Czemu pozwoliłem jej odejść? Może nie powinienem ciągnąć tego dalej bo ja się w to zaplącze. Dark zrobi jej krzywdę! Od kiedy ja tak się troszczę o innych ludzi? Czy to wahania nastroju? W tym wieku?! To dziwne uczucie, piecze mnie w sercu, po tylu latach sumienie daje o sobie znać. Ona chciała ich podpalić i zabić Marka! Czemu się troszczę o innych ludzi!? Co jeszcze planuje? Zaraz gdzie ja jestem? Cóż się dziwić jak cały czas szedłem ze słuchawkami na uszach i wzrokiem w ziemi. Tyle, że do mojego domu jest w drugą stronę. Moje nogi podpisały umowę z sumieniem. A czy to nie droga do szkoły Raimon? Zawracam, zaraz a może ponabijam się z nich troszkę lub nastraszę? Hi hi hi - ten śmiech. Sumienie zaćmiła moja zła strona. Udałem się w tamtą stronę biegiem. Stanąłem na jakimś wzgórzu gdzie patrzyłem na nich jak na mrówki. Dokładnie ta sama scena co kilka miesięcy temu.
Rozległo się światło, które oślepiło zebraną tam grupkę.
Przestałam kontrolować tą narrację
- To znowu on - odezwał się głos znudzony głos Bobbiego, już nie mieli wątpliwości kto to jest. Trochę nudne zrobiły się te jego wejścia. Jednak tym razem nie złapał żadnej piłki, nie był ubrany w strój piłkarski i nie uśmiechał się podle. Co było już lekkim zaskoczeniem.
- Czego znowu od nas chcesz?! - zawarczał Josh. Blondyn nie zwrócił uwagi na swojego nieprzyjaciela, szukał wzrokiem czarnowłosej. Jennett postanowiła ukryć się za Jackiem.
- Widzę, że cieszycie się na mój widok - wsadził ręce w kieszenie, a pasemko jego włosów zasłoniło mu oko.
- Nie masz swoich przyjaciół? - zapytała lakonicznie Nelly. Byron tylko westchnął i kopnął kamyk leżący na ziemi.
- Heh, wiedzieliście o tym, że macie szpiega? - drużyna popatrzyła po sobie.
- Co masz na myśli? - dopytał Todd.
- Gdzie zgubiliście swoja czarną owcę i wydaje mi się czy zmalała ilość waszych członków?- Jennett wyszła za Jacka, skrzyżowała ręce na piersiach i oto co pokazywała jej mina
"Utrzymać spokój, a jak to wszystko się skończy zatłucz, zadźgaj, zgwałć i udawaj, że w ogóle się nie widzieliście"
- O jakim szpiegu mówisz, Aphrodi? - ostatnie słowo było dosyć przeciągnięte i nie naturalne.
- A no o tym co został przysłany tu przez Raya Darka moja droga Jennett - jej imię zostało wypowiedziane w ten sam sposób. Znowu wzrok i spoglądania po sobie, jedynie Love i McCurdy patrzyli sobie w oczy tak jak dwóch kowbojów na dzikim zachodzie.
- A czy to nie ty przypadkiem ostatnio z nim spikowałeś? - słusznie zauważył Willy. Afuro przewrócił oczami.
- Ciągle macie mi za złe. Spoko. Następnym razem nie będę ratował Markusiowi życia. Wiedzcie jednak, że Dark ma syna, który przez przypadek okazał się dyrektorem mojej szkoły - ze wzrokiem i głosem ewidentnie skierowanymi w stronę niebieskookiej - i to on zatrudnił waszego szpiega - złość buzowała w Jennettce ogromna o i to bardzo ogromna. Jakim cudem utrzymuje jeszcze pokerową twarz, ale jak długo jeszcze wytrzyma?
- To kolejny z twoich podstępów! Nie ma żadnego szpiega ani syna. Chcesz nas rozproszyć przed meczem! - zaczął krzyczeć Erick a reszta zatwierdzała to co powiedział. To już ruszyło gracza Zeusa, a jego reakcja dała Jennett nadzieję, że ta sytuacja zakończy się dobrze. W końcu Love chce dla nich dobrze.
- Nie, no skąd! Mówię prawdę. Możecie mi nie wierzyć, ale zmieniłem się. Rozumiem jaki byłem i co zrobiłem. Jednak nie musicie mi wytykać tego prosto w twarz. Nie wierzę w kłamstwa i chcę was tylko ostrzec - słowa płynące z ust Byrona coś wniosły do ich serc. Nadal mieli pewne podejrzenia, lecz nawet po jego oczach było widać jak bardzo mu zależy.
Co prawda to co zrobił nie mogło pójść w zapomnienie.
- To w takim razie kto jest tym szpiegiem? - zapytał Axel, który przez cały czas stał oparty o słupek bramki. W blondynie pojawiła się pewna nienawiść. Bardzo nie lubił Blazea. Pojawiła się też pustka. Co powiedzieć? Obiecał nie mówić o tym i zaufać Jennett. Kochał ją i nie mógł jej tego zrobić. Stracił zaufanie wielu ludzi i zaraz straci jej. Powiedzieć czy nie? Od tego zależy jego, jej oraz innych przyszłość. Okazało się, że przez cały czas patrzyłem się w ziemię jak debil i z miną jak zbity szczeniak. Jego pewność siebie gdzieś uciekła.
Jennett brzuch rozbolał ze stresu, powie czy nie?
- No kto? - dopytywał białowłosy. Aphrodi zacisnął ręce w pięści i wymamrotał
- Jennett... - oczywiście wszystkie ślepia zostały skierowane na nią. Czuła jakby miała się w nich utopić. Mogła oczywiście się wybronić, że to nie ona, nie potrafiła. Za dużo emocji. Zrozumiała, że została zdradzona. Zadusiło ją lekko w gardle, a oczy spuchły.
- Jak mogłeś, przecież ci zaufałam! - czerwonooki dalej wpatrywał się w ziemię. McCurdy zaczęła uciekać z boiska z płaczem. Wszystko wskazywało na to, że Byron mówił jednak prawdę, ale bardzo bolesną.
- Jenn, czekaj! - zawołał Josh, który miał za nią pobiec gdyby nie ręka Aphrodiego. wyciągnął ją zagradzając brunetowi drogę.
- Josh nie warto. To ona o mało co nie zabiła waszego kapitana i to właśnie ona pomogła w spowodowaniu pożaru. Nie tylko Dun chciał za nią biec, ale reszta również. Zamierzali dowiedzieć się więcej na ten temat. Ale czarny anioł zdążył uniknąć fali pytań
Jennett biegła, biegła ile sił miała, z oczu strugami leciały jej łzy. Co jedynie czuła to ból i rządzę zemsty. Zabrała swoją torbę i nadal uciekała. Jak jutro ma przyjść do szkoły? Było oczywiste, że wkrótce do tego dojdzie, ale nie doszło by gdyby nie on. Czeka go ta sama zemsta co Juda (biedak nie przyszedł do szkoły). Znalazła jakiś krzak i się w nim ukryła łapiąc głęboki oddech gdyż biegnąc i płacząc ciężko było jej nabrać powietrza. Trzęsącymi rękami wyciągnęła telefon z torby. Wybrała numer i przyłożyła do ucha.
- Halo? - odezwał się głos jej szefa, który usłyszał szloch McCurdy - dziecko, co się stało?
- Panie Dark czy mógłby pan...
Zapowiedzi!
Gratuluję, że dotarłeś do końca. Za długie to wyszło, a pisanie było męczące, ale co tam.
Otóż czy jesteście ciekawi o co Jennett prosiła Stevena? Nathan nie został zabity, to najważniejsze. Jennett chowa smutki w swojej głowie i się nimi zadręcza, zaś Byron po raz pierwszy posłuchał głosu serca. Jenn zacznie widzieć nie istniejące rzeczy związane z jej emocjami. . Czy dowiemy się w końcu sekretu Jennett oraz jak zakończy się kłótnia między naszymi bohaterami? Bo będzie to miało ogromny wpływ na przebieg meczu. Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do przeczytania kolejnej części - "Prawdziwe uczucia"
30 lipca
Miłych wakacji :)