sobota, 29 lipca 2017

12. Prawdziwe uczucia


Aphrodi wrócił do domu załamany, na wejściu zauważył Mayę również załamaną, leżącą na kanapie. Bawiła się włosami nie zwracając uwagi na blondyna. Rzucił torbę na ziemię i jak zombie położył się w fotelu. Widok ich dwójki był naprawdę żałosny.
- Hej - powiedziała znudzona Maya.
- Hej - odpowiedział jej chłopak. Ale w tym momencie czerwonooki zrozumiał, że coś jest nie tak. Wyprostował się i rozejrzał po czym rzucił poduszką w Mayi twarz.
- Maya co ci? - blondynka tylko jęknęła. Więc rzucił w nią ponownie poduszką.
- No gadaj bo ja ci powiem, że miałem beznadziejny dzień - różowoka ponownie jęknęła. Byron zeskoczył z fotela - Okres masz czy co, gdzie twój entuzjazm? - wziął ostatnią poduszkę i tym razem kopnął ją nogą. Lecz nie udało mu się, gdyż kuzynka ją złapała.
- Możesz przestać! Nie bądź jak mój brat!
- Dobra, aż tak zły nie będę.
- Dlaczego miałeś beznadziejny dzień?
- Końcówkę dnia. Pewna osoba straciła do mnie zaufanie - Maya wzięła do ręki jedną z poduch i zaczęła ją ugniatać.
- To zabawne. Bo ja straciłam zaufanie do kogoś - równocześnie westchnęli.
- Możesz coś dla mnie zrobić? - spytała blondynka i cisnęła ugniataną poduchą w kuzyna.
- Dla ciebie wszystko - przechwycił przedmiot i odrzucił w jej stronę.
- Świetnie! Pogadaj z Nathanem -  rzucanie w siebie poduszkami znudziło im się i Byron znów usiadł w fotelu. Zdziwiło go trochę prośba Mayi bo po co ma z nim rozmawiać? Naoglądał się wystarczająco Raimon.
- Po co mam z nim rozmawiać i o czym?
- Z początku był plan żebyś zabił Swifta, lecz uznałam iż to zbyt brutalne.
- Nadal nie rozumiem
- Faceci - przewróciła oczami - Nathan całował się z Avril.
- Jaką Avril? Ładna jakaś?
- Nie! To ruda podła zdzira! - Maya i takie słowa? Aphrodi zrozumiał, że coś jest na rzeczy.
- A to jego dziewczyna?
- Nie! W sumie nie wiem. Ale to nie logiczne żeby miział się do mnie
- Raczej ty do niego - dziewczyny nie zadowoliło, to że jej przerwano
- A potem całował się z Avril i...
- Kobiety - Byron westchnął i dał Mayi pstryczka w nos - wy nic nie rozumiecie. Może  Kazemaru to jeden z tych chłopaków co umawia się z dosłownie każdą w szkole.
- On? Nigdy w życiu!
- Mayka znacie się tydzień!
- Między nami jest mięta!
- Dobra nie zamierzam się kłócić bo rozmowy z tobą potrafią nie mieć końca. Przestań się złościć.
- Ja się nie złoszczę! - wzięła jedną z poduch i z całej pety rzuciła w chłopaka. On zrobił piękny unik i nagle trach, dźwięk szkła. Wazon się rozbił.
- Ty to sprzątasz! - krzyknęli równocześnie. Love wykorzystał sytuację i zwiał do swojego pokoju śmiejąc się.
- Aphrodi!
- Ty musisz to wyjaśnić!


Jennett opanowała siebie i swoje emocje. Zrobiła coś,Byron pożałuje.
Wróciła do domu bez większych problemów.
Tak samo jak poprzedni bohater rzuciła torbę w kąt. Zapomniała jednak że rodzice są w domu.
- Jennett nie rzucaj torbą!- krzyknęła mama z górnego piętra.
- Sory! - prychnęła. Usłyszała trzaski na schodach i niespodziewanie rzucił się na nią pies. Dziewczyna się wywróciła, a szczeniak zaczął ją lizać.
- Cześć Tajfun - wytarmosiła go i podrapała za uchem.
- Chciałabym mieć tyle energii co ty - weszła na górę do swojego pokoju witając się przy tym z mamą.
- Skarpie jak ci minął... - nie dokończyła i nie usłyszała odpowiedzi, gdyż przerwał jej trzask drzwi - ...dzień. Jenn zamknęła się w pokoju i walnęła się na łóżko.
- Czemu moje życie jest takie trudne? - pies położył się obok i zwinął w kuleczkę.
- Ty całymi dniami tylko śpisz. Po co mi te wszystkie problemy? Jakby nie patrzeć to nie takie straszne. Boję się tylko, że jak ktoś się dowie stracę przyjaciół. Koniec końców doprowadziłam do tego. Do czego się to sprowadziło?! Przynajmniej wiem, że Aphrodiemu nie wolno ufać. Oj pożałuje i to mocno i uwierzyć, że się z nim przespałam. W sumie to nie jestem lepsza....aaaa!!!!!! Szkoda, że nie umiesz mówić, doradziłbyś mi. Telefon w jej kieszeni zaczął wibrować. Kolejna wiadomość. Wszyscy jak leci zaczęli do niej pisać i pytać się o co chodzi z Darkiem i Byronem. Nie chciało jej się nic, ale potrzebowała rady. Pies jej raczej nie poradzi.
- Idę na dwór, powietrze dobrze mi zrobi- szybko zebrała się z łóżka wyszła z pokoju, lecz na drodze stanęła jej mama.
- Skarbie martwię się trochę o ciebie - mina Jenn nie wskazywała na to, że chce rozmawiać, ale przed mamą nic się nie ukryje.
- Martwisz się, czemu?
- Ostatnio nic nie mówisz jak jest w szkole i w drużynie, a jak już to opowiadasz wszystko psu, skręciłaś se kostkę i zastanawiam się czy to nie jest to spowodowane przeprowadzką z Korei. Zaraz... czy może chodzi ci ciągle o tamto zdarzenie.
- Nie..-  *sarkastycznie * nie no skąd - ja i problemy? To co się wydarzyło jest już za nami. W szkole również wszystko jest świetnie - nie chciała okłamywać mamy, ale nie miała ochoty się tłumaczyć jak zyskała nową pracę
- Naprawdę? A może tu chodzi o kogoś, a nie o coś. Ten Axel co mi niedawno wspominałaś?
- Nikt ważny - powiedziała poważnie.
- Aha czyli mówisz, że wszystko jest w porządku?
- Tak.. - ach ten sztuczny uśmiech - pozwól że ja sobie już pójdę - ominęła swoją rodzicielkę i zbiegła po schodach. Mama pokręciła głową i powiedziała sama do siebie.
- Przecież wiem, że coś jest nie tak.
Wzięła piłkę leżącą w korytarzu, ubrała kurtkę, upewniła się jeszcze czy w kieszeni znajdują się słuchawki i telefon. Zbierało się na deszcz, ale co tam. Nie myśląc ani chwili dłużej wzięła przedmiot do kopania pod pachę i pobiegła na polanę, w między czasie zakładając słuchawki na uszy. Przyjemnie jej było gdy wiatr powiewał przez jej długie włosy i móc poczuć się wolnym. Polanka nie była duża w końcu Jennettka mieszka w mieście. Dwa drzewa pełniły rolę bramki. Kopanie piłki od dziecka sprawiało jej radość. Właściwie to Josh pokazał jej ten wspaniały sport, ale głupio się chłopakowi zrobiło gdy okazała się lepsza w te klocki. I wtedy się w niej zakochał. Josh przedstawił jej Saila, który zawsze biegał po podwórku z mieczem i krzyczał "ninjago" - jakbym widziała mojego brata - nie przeszkadzało jej towarzystwo samych chłopaków. W podstawówce doszło kolejne towarzystwo o tych samych zainteresowaniach. Suzuno i Nagumo, oboje zawsze przynosili sporo uśmiechu i nigdy nie było z nimi nudno. Szczególnie wtedy jak Haruya wepchnął swego kolegę w błoto.
Pewnego razu przywlokła się Maya, promyczek radosci dla całej ekipy. Nawet do teraz nie wiadomo czy tylko zgrywa głupią czy jest taka naprawdę, tego nigdy się nie dowiemy. Chłopakom nie podobało się towarzystwo blondynki, ale wystarczyło żeby dorwała się do piłki i pokazała co umie. Niestety każdy dorasta i w życiu każdego pojawiają się zmiany. Sail przeprowadził się gdzieś za granicę, a Mayka poszła do innego gimnazjum. Kontakty się odrobinę naderwały, lecz przyszedł czas dorastania. O względy czarnego anioła walczyło trzech chłopaków. Ona wybrała tego najbardziej buntowniczego, Burna. Co było mega błędem. To on był przyczyną całej tajemnicy Jennett. W rodzinie czerwonowłosego pojawiły się pewne problemy, które bardzo wpłynęły na chłopaka. Równocześnie na McCurdy. W sumie czy to co się stało jest warte tego wszystkiego? Myślę, że nie. Każdy mógłby jej wybaczyć co kiedyś zrobiła. Ona po prostu się wstydzi tego z kim chodziła i jaka była. Czarnowłosa pozornie jest nie ugięta lecz naprawdę jest delikatna i ma kruche uczucia. 
Wspomnienia Korei wywarły w niej delikatny smutek. Gdyby jej tata nie dostał tu pracy nie poznałaby Stevena. Mogła olać tego faceta i nie przejmować się, że wszyscy się dowiedzą. Lecz ona chciała by nikt nie wiedział i zacząć życie na nowo.
- Ach mój kochany kraj.. - teraz pomyślała, że to aż dziwne iż znając Pottera i Josha nigdy nie poznała Byrona. Ale teraz i Dun i ona nienawidzą blondyna. Wracając do wspomnień to aż łza zakręciła się w oku. Wspólnie wychodzili na dwór, robili triki na trzepaku, rysowali kredą, bawili się w ninja i przede wszystkim grali w piłkę.
- Ciekawe czy zdobyłeś to co chciałeś Nagumo Haruya, trzeba było posłuchać się Gazella - wzięła zamach nogą i kopnęła piłkę trafiając idealnie pomiędzy drzewa.
- To były czasy, gra w reprezentacji - uśmiechnęła się, przypominając sobie jak fajnie było reprezentować swój kraj. Ruszyła się w końcu po piłkę wykopniętą za drzewa. Niestety nigdzie nie mogła jej znaleźć, więc zanurzyła się w głębsze krzaki. Pomiędzy gałęziami dostrzegła okrągły przedmiot, ale oprócz tego dojrzała dwa czerwone światełka. Dwa rubiny wpatrujące się w nią. Jak dwa ślepia. Przetarła oczy, bo już zaczęła myśleć, że może być to wilk. Światełka znikły, ale usłyszał szelest w krzakach.
- Czy to moja wyobraźnia? Bo nie sądzę żeby to był wilk - wyciągnęła piłkę i poparzyła się na nią.
- A gdyby tak wymyślić nową technikę hissatsu? - znów do jej uszu dobiegł dźwięk gałęzi, odwróciła się i ujrzała...
wilka?! siedział grzecznie niczym pies i machał ogonem. Był cały czarny z elementami granatowego, jedno ucho miał postrzępione. Jego czerwone jak krew oczy patrzyły się prosto na nią. Dziewczyna nie mogła się napatrzeć. 
- Jesteś prawdziwy? - wyszeptała. Jeszcze raz przetarła swoje błękitne oczka, ale zwierze zniknęło.
- Chyba za dużo emocji jak na jeden dzień, bo wyobraźnia płata mi figle. Ale ta nie znajoma bestia podsunęła mi pewien pomysł. Gdyby tak wymyślić technikę szybkiego biegania? Tak żeby przeciwnik myślał że zniknąłeś? Zupełnie jak ten wilk!
Krok wilka..wilczy krok..nie..prędkość bestii.. prędkość kła!!!!
Dobra nazwa jest, teraz całość w praktyce, ale to jutro. Bo jeśli zaczynam widzieć nieistniejące zwierzęta to jest już źle.
***
- Jak myślicie chłopaki jak pójdzie nam jutrzejszy mecz? - zapytał Kevin zebranych koło niego Marka, Nathana i Josha.
- Jak ma pójść? To oczywiste, że wygramy! - krzyknął podjarany Mark.
- Też tak myślę, ale boję się o naszego napastnika - nie tylko Josha zadręczało wczorajsze zdarzenie. Nikt nie był do końca pewien czy Aphrodi mówił prawdę, mówiąc o synu Darka. Czy to ona sprawiła, że Evans mało co nie stał się naleśnikiem, a Axel stertą popiołu?
- Myślicie, że liceum Zeusa i Love coś planują? - Nathan oczywiście nie przestał się przejmować tym iż Aphrodi może go zabić.
- Nie sądzę, Byron wydawał się być szczery. Wsypał Jennett dla naszego dobra ostrzegając nas przed czymś. Uważam, że tym razem zagramy sprawiedliwy mecz - wtrącił Axel, który nie stał w kręgu rozmowy, ale podsłuchiwał o czym rozmawiają.
- Chyba masz rację - przyznał Josh.
- Uważam, że powinniśmy jej wybaczyć - uznał Kevin opierając się o ścianę krzyżując ręce.
- Zakochany wad nie dostrzega - prychnął Axel
- A ty co? chodziliście ze sobą...przez chwilę - Blaze warknął przeklinając pod nosem to jaki był głupi.
- A moim skromnym zdaniem to nie Jenn jest problemem, a Avril - wyraził swoje skromne zdanie Swift.
- A co ty masz do Avril? - zdziwił się Axel.
- To samo co ty do Jennett, nienawiść. Żałuj, że nie widziałeś jak mnie całowała za automatem, żeby tylko zabawić się kosztem moim i May - białowłosemu zrzedła mina.
- Nie mów, że się zainteresowałeś tym czerwonowłosym diabłem - Axel nie zważając po prostu se poszedł.
- Aha
- Wracając do tematu meczu to mam dla was propozycję - dokończył różowowłosy.
- Mamy się bać?
- Nie... - ulga dla Marka - ale też i tak. Otóż.. obstawiamy wyniki meczu, ale zróbmy z tego mały konkurs.
- Ty zawsze się musisz zakładać? Każdy konkurs przegrywasz - zaśmiał się z Dragonfly'a Nathan
- Tak, muszę uwierzcie, że tym razem uda mi się
- Czy ja usłyszałam słowa zakład i konkurs? - wtrąciła Nelly, która zawsze jest chętna do zgaszenia zapału Kevina oraz innych przy okazji.
- Nie interesuj się - Samoeka nie chciał towarzystwa dziewczyny chociaż wiedział, że przyszła tu zobaczyć Josha
- Obstawiacie wyniki meczu?
- Tak, ale.. - brunetka przerwała jak najszybciej koledze.
- Proponuję aby ten kto obstawi poprawnie lub najbliżej poprawnej odpowiedzi wymyśla zadanie dla przegranych, a oni mają obowiązek je wykonać bez żadnych "ale" - skoro pani Raimon podała taką propozycje, oznacza to chyba że jest pewna swojego zwycięstwa. dziwnym przypadkiem okazało się, że Kevin myślał o tym samym.
- Level Extreme? - zapytał zachwycony Mark
- Zadania mogą być dowolne, ale nie..zboczone - ;(
Zaczął Josh
- Licząc na rękę Majina, na mnie, Jenny, Axela, ciebie - wskazał na smoczego napastnika i może Juda, rozpatrzając brak kilku graczy, mając nadzieję, że kochany blondasek nic nie wymyślił, uważam iż będzie to 3:1 dla nas - teraz Nathan, który nie został wymieniony
- Myślę, że to będzie dosyć wyrównana i ciężka walka i to, że nie wymyśliliśmy nic nowego wygramy z wynikiem 2:1 - do głosu doszedł pomysłodawca zakładu
- Czy ty w nas nie wierzysz? Dwie bramki to ja sam strzelę, uwaga nie wierzę, że to mówię, ale... trzeba będzie uważać na drużynę Zeusa, gdyż są silni, a my nie zrobiliśmy żadnego postępu. Sumując wygramy powtarzając ostatni wynik 4: 3 - dziwne, że Kevin przyznał w końcu iż bogowie są silni.
I ostatni z chłopaków
- Czy wy myślicie, że ja tych strzałów nie obronię?! Prawda, nie zrobiliśmy za dużo, ale mamy sposób na boską wiedzę. Spokojnie będzie to 5:2 z naszym zwycięstwem.
- Mark, nie zagalopowałeś się? - zapytała Nelly i również ona podała wynik starcia
- Będzie remis 3:3 - wszyscy szczęki aż do ziemi. Ona chyba nie mówi poważnie? Jak oni mieli by niby zremisować? Są najlepsi.
- Otwórzcie oczy! Trenowaliśmy, ale nic nowego nie zrobiliśmy, a straciliśmy ludzi. Do tego między zespołem nie układa się dobrze. Lecz wiedząc iż się postaracie będzie to 3 do 3
- Aha - pokręcił głową Josh
- Jutro się okaże kto miał rację - czy jako menadżerka nie powinna ich motywować, ale to była motywacja, tak na sposób Nelly.

Jennett szła chodnikiem, ale cały czas wydawało jej się jakby ktoś ją śledził. To nie przyjemne uczucie, ślepia wlepione w ciebie. Oczy miała jak panda, a to wszystko przez nie przespaną noc. Cały czas myślała jak będzie wyglądać nowa technika. Kurde, ale kto może ją śledzić i po co. Avril? Nie.. spojrzała na godzinę w telefonie. Jeszcze 15 minut do lekcji. wow nie spóźni się. Ale nadal to fatalne uczucie, przez dłuższy czas starała się nie myśleć co się wydarzyło wczoraj. Zaufanie do skrzydlatego rozpadło się jak domek z kart. Czarnowłosa rozumiała, że chciał chronić chłopaków, ale on nic nie rozumiał, nie znał prawdy. Poza tym obiecał. Będzie musiała się wszystkim tłumaczyć, a tego nie wytrzyma. To boli, życie boli. 
Znienacka usłyszała cichy szelest, nie.. znowu to samo. Odwróciła się powoli i ujrzała granatowo czarnego wilka z naderwanym uchem i  czerwonymi ślepiami. Ta sama postać co wczoraj
- Co?!! Co to ma być?! To nie możliwe, skąd ty się wziąłeś?! - zwierzę usiadło i powoli zaczęło ruszać długim ogonem raz w prawo raz w lewo, klapnął jedno uszko i przekręcił delikatnie głowę wydając cichy dźwięk. McCurdy zrobiła mały krok w jego kierunku wyciągając rękę. Nie wiedziała czy to coś jest prawdziwe, czy naprawdę już świruje.
Stworzenie wyprostowało się i zrobiło krok w tył. Jenn koniecznie chciała dotknąć swojej wyobraźni
- Nie bój się mnie - podeszła bliżej wyciągając dalej rękę. Wilk zmienił zdanie i zbliżył się tak by ręka dziewczyny mogła dotknąć jego nosa.
- Najpierw ty przestań się bać - usłyszała męski głos, jakby tego zwierzaka. Odskoczyła i krzyknęła coś w stylu "aaaa" i złapała się za serce.
- Ty mówisz!! - zwierzątko znów usiadło i skrzywiło łepek jakby nie wiedząc o co nastolatce chodzi.
- Okej, tylko spokojnie. Nie spałaś pół nocy więc pewnie wyobraźnia płata ci figle - odwróciła się i pośpiesznym krokiem poszła dalej. Nadal odczuwała to napięcie.
- Przestaniesz się bać i obwiniać samą siebie - znowu ten sam głos. Szybki obrót i... zwierze poszło za nią, pomachało jeszcze ogonkiem. Niebieskooka zamrugała kilka razy oczami, lecz stworzonko nie nie znikało. Zaczęła iść znowu, kusiło ją aby się odwrócić. Przyśpieszyła tempa i kroki stawiała szybciej, potem szybki chód. Szła jakby miał ją jakiś duch gonić. Pobiegła kawałek mając nadzieję, że to coś zniknie. Stanęła, wzięła wdech i obróciła się.
- Nie!!! Miałeś zniknąć! Sio, jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni, ale zaczynasz mnie drażnić! - oczywiście stała za nią. Obok przechodził jakiś mężczyzna i dziwnie się patrzył na Jennett. On nie widział czarnego wilka, a śmiesznie wyglądało darcie się na powietrze.
- Czemu uciekasz przed sobą? - McCurdy poddała się swoim urojeniom.
- Nie uciekam przed sobą tylko tobą - wilk popatrzył z zaciekawieniem i powiedział nie otwierając pyszczka
- Ja jestem tobą.
- Słucham?! - coś tu naprawdę jest nie tak. Gdzie ukryta kamera?
- Czarną jak moje futro, poszarpaną jak moje ucho, tajemniczą jak moja osoba, dziką i niebezpieczną jak wilk, dawną osobowością.
- Mam rozumieć, że gadam sama ze sobą? Gdzie jest najbliższy szpital? 
- Próbujesz się mnie pozbyć, zapomnieć o przeszłości, a tak naprawdę to ona wykreowała nową ciebie. Zapominając ranisz innych dookoła, a nie lepiej byłoby się z nią i ze mną pogodzić?
- Wow, wilk który prawi mi mądre cytaty. Słuchaj..ja..może dałeś mi wenę na technikę, lecz nie będziesz mi mówić jak mam żyć - wilkowi zjeżyła się sierść i warknął. Znowu, nie otwierając mordki rzekł:
- Jak chcesz, ale wiedz, że Aphrodi chciał dobrze - o dziwo zniknął zostawiając niewielką chmurę kurzu.
- Aphrodzia w to wszystko nie mieszaj! - mężczyzna który cały czas się obserwował dziwną sytuacje odważył się podejść do dziewczyny
- Czy wszystko jest w porządku? - zapytał z troską i przerażeniem w głosie.
- Nie! Nic nie jest w porządku! Czemu każdy o to pyta?! - jak gdyby nigdy nic szła dalej do szkoły zostawiając zakłopotanego mężczyznę.
Już w szkole
Korytarz szkoły Raimona roi się od ludzi, niewiele zostało do dzwonka, ale dojście do klasy nie i zostanie nie zauważonym jest ciężkie. Patrzenie się w podłogę to jest jakiś sposób. Włosy zasłoniły twarz uczennicy, problem w tym, że nic nie widziała, ale dziarsko szła korytarzem. Dziwnym trafem ludzie ją wymijali, ale oczywiste było, że musiała na kogoś wpaść.
- Uważaj jak leziesz! - wszędzie rozpozna ten głos. Nie kto inny jak Avril.
- O.. hej Jennett. Słyszałam wieści. Nieźle wpadłaś, a tak poza tym to nie wiedziałm, że ty i ten skrzydlaty chłopaczek wy coś razem no wiesz..
- Avril, nie mam ochoty rozmawiać
- No weź. Nie masz czasu pogadać ze swoją przyjaciółką?
- Co?! Wszyscy doskonale wiedzą, że to ty mnie wrzuciłaś do rzeki i ty przyczyniłaś się do obrażeń Axela. Chętnie powiem, że syn Darka ma jeszcze córkę - czerwonowłosa prychnęła i się głupio zaśmiała.
- Po tym co narobiłaś to wątpię aby ci uwierzyli, może i inni wiedzą jaka jestem, ale rozwaliłam waszą drużynę na kawałki i tylko to się liczy. Mark udaje, że się niczym nie przejmuje, Blondie unika Nathana pogrążonego w smutku, zaś ty im sprawiłaś mega przykrość.
- Wybaczą mi. Oni wszyscy to niesamowici koledzy. Wybaczą mój błąd i to co zrobiłaś nie będzie dla nich przeszkodą do wygrania meczu. Im można zaufać w przeciwieństwie do...
- Mów co chcesz, ojciec jest ze mnie dumny, z ciebie nie za bardzo gdyż mu plany rozwalasz, zostawiłaś Axela, twe życie towarzyskie się wali, czego chcieć więcej?
- Avril ile twoja mama musiała jeść śniegu skoro urodziła takiego bałwana? - :)
- To nie jest śmieszne - widać było, że się uśmiechnęła.
- Weź swoją głowę, pójdź do sklepu, połóż na wadze i wciśnij burak - humor Jennett się o wiele bardziej poprawił. Avril przeklnęła pod nosem i sobie poszła. Od razu w McCurdy zebrała się energia.
- Brawo! I tak trzymaj do końca dnia! - usłyszała znajomy głos i wśród tłumu ujrzała swojego nowego przyjaciela wilka.
- Co ty znowu tu robisz? - nie chce się znowu upokarzać przed ludźmi
- Mówiłaś, że chłopaki wybaczą ci to zajście, więc czemu nie powiesz im twojej tajemnicy?
- Nie są na to gotowi wezmą mnie za..Avril - a tego by nikt nie chciał
- Sama mówiłaś, że zrozumieją, mówiłem nie warto zapominać o przeszłości tylko się z nią pogódź bo to ty, a różne decyzje nie koniecznie są złe. wytłumaczysz wszystko i po sprawie, obiecałaś przecież Aphrodiemu wszystko powiedzieć.
- Nie przypominam sobie takiej sytuacji
- Powiedziałaś cytuję "Wszystko ci powiem, obiecuję.Odejdę nawet od niego, ale nie teraz. Zaufaj mi będzie  dobrze. Mam tą sprawę pod kontrolą. Tylko poczekaj" po czym pocałowałaś go w policzek.
- Co ja sobie wtedy myślałam!
- No ja nie wiem
- Dobra, idź już sobie. Muszę iść na lekcje. Poza tym i tak nic nikomu nie powiem - pobiegła w stronę klasy. Zostawiając niewidzialne zwierze same. 
- W takim razie ja cie do tego zmuszę - postać znowu rozpłynęła się z dymem.
W klasie spodziewała się zabójczych spojrzeń i wielu pytań na szczęście wszyscy siedzieli cicho, ciekawe. Nawet Jude siedzący obok niej się nie odzywał. Zapomniała jednak, że rzuciła na niego "klątwę" za to, że zdradził powierzony mu sekret. Nie było go cały dzień, więc pewnie nie wie o zajściu, ale to kolejny powód by nie zdradzać tajemnicy.
- Hej Judi czujesz się już lepiej?
- Ty jesteś wiedźmą!
- A tam zaraz wiedźmą, demonem. Przyznaj, że ci się należało.
- Nie, Axel powinien był wiedzieć
- Następnym razem ześlę na ciebie śmierć
- Dobra, bądź ciszej bo próbuje ogarnąć matematykę - Jennett również próbowała się skupić lecz nie wychodziło jej to tak dobrze jak Judowi. Szczególnie gdy jej uwagę przykuło zwierzę.
- Jenny proszę - odezwało się
- Cicho bądź! 
- Jestem cicho - Sharp pomyślał, że to do niego.
- Nie ty, tylko..nieważne
- Jennett zmień psychiatrę bo ten ci nie pomaga - czarnowłosa wzięła podręcznik i zdzieliła nim Juda po głowie
- Wy tam proszę o ciszę!
- Dobrze - powiedział Jude masując obolałą głowę.
- Dasz radę, to nic trudnego.
- Dla mojego "starego ja" nic nie jest trudne. 
- O czym ty mówisz??!! - Judi odczep się już.
- Gadam sama ze sobą.
- Okejjjj
Dalsza część lekcji przebiegała w ciszy. Ale gdy zadzwonił dzwonek wygoniła wszystkich z klasy, zostawiając tylko drużynę i menadżerki. Był mały problem z wykurzeniem Avril, jednak wystarczyło kilka wyzwisk, a również wyszła. Coś się w niej przemogło, ten dziwny wilk nie objawił się jej przez przypadek. Sumienie ją zmusiło, może nie żeby zdradzić dosłownie wszystko, ale na tyle by jej wybaczyli. Zraniła ich dołączając do Darka.
- Okejj, pewnie wszyscy wiedzą dlaczego was tu zebrałam - zebrani siedzący pod ścianą pokiwali niepewnie głową. Buzowała w nich ciekawość.
- Ja nie wiem - podniósł rękę Jude.
- Ja też - ręka Mayi również uniosła się w górę.
- Gdybyś nie uciekała przede mną to byś wiedziała - oburzył się Nathan.
- No więc tak, pracowałam dla Darka, tak ma on syna Stevena, tak te drzewa to moja wina, ale pożar już nie, tak to Avril rzuciła mnie do rzeki, tak to ja wyrzuciłam z Byrona z jego drużyny, ale wtedy to byłam mega wściekła. Jakby nie patrzeć to wychodzi dla nas sory dla was na dobre. Pewnie wywalicie mnie teraz z drużyny i wcale się nie zdziwię jak to zrobicie. Tak czy siak przepraszam - na koniec zrobiła piękny ukłon i w tej pozycji została.
- Brawo - usłyszała cichy głos wilka za sobą. Wszyscy mało co załapali, gdyż wypowiedziane słowa miały tempo Marka Evansa.
- Wyrzuciłaś Lovea z jego drużyny? - zapytał uradowany Jack. Skoro Zeusi nie mają przy sobie syna Afrodyty mecz jest wygrany.
- Nie zamierzamy wyrzucić cię z drużyny, każdy popełnia błędy, ale ważne, że ty swój zrozumiałaś. Teraz to na pewno ja wygram zakład! - krzyknął Mark. Jennett podniosła się z ukłonu. Z zdziwionym i jakby pytającym wzrokiem.
- Czyli mi wybaczacie? - wszystko byłoby wspaniale gdyby nie rozwalające system pytanie Axela.
- Możemy wiedzieć dlaczego dołączyłaś do Darka?
- A właśnie zapomniałam wspomnieć, że Avril jest jego córką. Wrzuciła mnie do rzeki z zazdrości do ciebie i pomogła przy pożarze - miała nadzieję, że wyszła z nieprzyjemnej sytuacji.
- Ale ja się pytałem, dlaczego to zrobiłaś? - wzrok na dziewczynę. Tego chciała uniknąć. Odwróciła się za siebie, spoglądając na siedzącą pod ławką wyobraźnię.
- Przepraszam - szepnęła.
- Otóż - zwróciła się do osób zebranych pod ścianą - on...on ten no... wiecie... - kłamanie całkiem dobrze jej wychodzi,ale teraz nie miała pojęcia co nakłamć.
- On... mi zagroził - brzmiało to trochę jak pytanie - zagroził mojej rodzinie - zrobiła by chętnie facepalma, ale zdradziłaby, że skłamała.
- Ah.. on to chyba nigdy się nie zmieni. Przez niego mało co nie straciłem siostry - odwróciła się znów za siebie, ale jej dawna osobowość zniknęła.
- Spoko wybaczamy ci - rzekł Josh. Podszedł do niej i mocno przytulił.
- Tylko następnym razem powiedz nam od razu, a nie, że dowiadujemy się od Aphrodiego - zaśmiał się Todd - ale fajnie, że wywaliłaś go z drużyny. Tylko jak to zrobiłaś?
- Poprosiłam Stevena. Dziwne, że się zgodził, bo bardzo chciał aby liceum Zeusa wygrało nasz mecz.
- Przepraszam was bardzo, ale pozwólcie, że się wtrącę. Jak mój kuzyn dowie się, że nie jest już kapitanem drużyny, że niepotrzebnie zarywał noce myśląc o strategi to nie wracam dzisiaj do domu. A tobie Jenny to wyrwie nogi, ręce, wydłubie oczy, zgwałci, zabije, zje, a kości zakopie. Radze z nim pogadać -to co powiedziała Maya przeraziło wszystkich szczególnie niebieskooką, nie chciała być skrócona, oślepiona, zgwałcona, zabita, zjedzona i zakopana. Aphrodi nie jest kanibalem. Prawda?

Po lekcjach
Trening miał się odbyć o godzinie 17 , wiec całkiem sporo czasu. Znowu, to zrobiła zgrzeszyła. Czemu skłamała? Było tak blisko do powiedzenia prawdy. Gadała ze wszystkimi jeszcze w trakcie przerw. Wszyscy mocno przeżywali odejście "wyrzutków" . Może tego nie pokazywali, ale tak było. Nathan cały czas nie dogaduje się z Mayą, oboje cały czas się ze sobą kłócą i unikają. A jutro grają mecz. Dziewczyna szła sobie spacerkiem sama nie wiedziała gdzie, nie miała jednak ochoty iść do domu. Co zrobić, akurat na końcu "drogi" dopadł ją okres dorastania i kryzysów. Zrobiło się bardzo wietrznie, jej długimi włosami rzucało na wszystkie strony. Zima się zbliża. Wraz z wiatrem usłyszała szelest liści. I znowu pojawiła się znienawidzona postać wilka. Z tą różnicą, że stał się trochę większy, jakby ciemniejszy, a oczy wydawały się być bardziej agresywne.
- Tak, wiem okłamałam ich. Czuję się z tym okropnie. Wiem, że jesteś moją "starą i złą wersją", ale mógłbyś się odczepić? - nie usłyszała odpowiedzi. Zwierze zamachało ogonem i wcale nie rozpłynęło się z dymem jak ostatnio, ale zaczęło biec. Po oddaleniu się o parę metrów sprawdził czy McCurdy nie biegnie za nim. Niestety tak nie było.
- Mam za tobą biec? - wilk pomachał swym długim ogonem, przytakując w ten sposób. I pobiegł, za nim nastolatka. Co chwilę sprawdzał czy dotrzymuje mu tempa. W końcu miała wymyślić technikę szybkiego biegania. W pewnym momencie stanął, stanął w miejscu gdzie jeszcze nigdy nie była usiadł na trawie i spojrzał na Jennett
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? - rozejrzała się, a jej wzrok stanął na... na jakieś czarnej kulce? Za kulką latało coś długiego w kolorze żółtym. Czy to jakaś osoba?
- Aphrodi - rzekł wilk. Jenny nie miała pojęcia co się za chwile stanie,trzęsła się cała. Przeprosić czy upierać się, że to on zawinił? Siedział zwinięty w kłębek w swej czarnej bluzie. O dziwo miał związane włosy w kucyka, ale tak czy siak latały na wszystkie strony. Chyba tak wygląda u niego depresja albo pogrążenie w smutku. Nie reagował wiedząc, że nastolatka zbliża się w jego stronę.
- Cześć - powiedziała siadając obok niego.
- Hej - jak Axel.
- Aż tak to boli?
- Moje serce czy twoja głowa po tym jak na nią upadłaś?
- Afuro ja...
- No co? Chcesz jeszcze mnie skrzyczeć? Proszę bardzo nie ma problemu, skoro to cie aż tak zadowoli. Jak praca u Stevena Darka - odwrócił się w końcu w jej stronę. Czerwone oczy przepełniał ból i złość. Widać, że miał się zaraz rozpłakać.
- Obiecałeś mi, że nie powiesz!
- Tak wiem i żałuję. Niestety ja się zmieniłem, jak coś jest złe albo ktoś robi coś złego mówię o tym otwarcie. Chłopaki powinni byli wiedzieć. Z resztą miałaś mi wytłumaczyć dlaczego to zrobiłaś?
- Nie zaufam już tobie. Sam siebie wkopałeś bo obietnic się dotrzymuje.
- Musiałaś się odgrywać w ten sposób? Zabrałaś mi wszystko. Jedynych ludzi, którzy uważają mnie za... kogoś. Jedyne osoby które mnie lubią. Mój ojciec to szmata, matki nie mam, jedynym skarbem o który chcę dbać jest Maya. Straciłem wszystko! Nigdy sieę nawet nie zakochałem, rozumiesz? Nigdy. Miałem pełno lasek, ale żadnej nie kochałem. Ty... jesteś pierwsza - po oku spłynęła łza. Słona kropelka. Aphrodi zboczył z tematu, emocje zawładnęły jego zimnym sercem. Jennett nie miała odwagi wypowiedzieć choć jedno słowo. Trzymała tylko ręce przy swoim sercu.
- To są moje prawdziwe uczucia i chyba dopiero teraz, po tylu latach je zrozumiałem.
- Wyobraź sobie, że ja też. Nigdy nie miałam takich problemów. Poprostu się zezłościłam. Pracując dla Darka chroniłam pewną tajemnicę. Nie chciałam aby ujrzała światła dziennego. Miało być wszystko dobrze, ale to głównie przez ciebie nie jest dobrze.
- Czyli to źle, że wtedy zabrałem cię z deszczu, pomogłem Markowi i powiedziałem kto chciał ich zabić? - facepalm. 
- Nie to miałam na myśli, ale już nie ważne. 
- Źle zrobiłem nie dotrzymując tajemnicy. Ale czułem się jakbyś powiedziała, że jesteś mordercą i planujesz lub planowałaś kogoś zabić. Musiałem ich ostrzec.
- Rozumiem
- To czemu wyrzuciłaś mnie z drużyny? - zatoczyliśmy koło.
- Byłam zła bo zaufałam tobie, lecz ty mnie zdradziłeś.
- Miałaś odejść od Darka a nie prosić go o przysługę!
- Powiedziałam że jeszcze nie teraz!
- Powiedziałaś również że mi wszystko powiesz.
- Ja nie mogę.
- Dlaczego?
- Nikt o tym praktycznie nie wie.
- Po tym co zaszło między nami tej ulewnej nocy to chyba masz jeszcze odrobinę zaufania? - Jenny napotkała dziurę w sercu. Zadała sobie pytanie co ona właściwie sobie myślała tej nocy. Był to moment gdy pojawiła się w niej mała iskierka, lecz nie przeobraziła się w nic więcej. Wciąż myślała o Axelu. Czyli uczucia do Byrona nie były prawdziwe? Chciała zapomnieć o białowłosym. Jezu, jaką ona okropną osobą się stała.
- Czy może jesteś zwykłą puszczalską laską jak ich pełno? - popatrzył z nadzieją. Czarnowłosa ścisnęła kłębek trawy. Nie mogła nic powiedzieć. Stał się dobrym człowiek, a ona na nowo go zepsuła i zraniła. Gorzej niż cios nożem. Niespodziewanie chłopak wstał z trawy.
- Wiedziałam, a ja głupi dałem się nabrać - zrobił krok do przodu. Jego włosy ślicznie powiewały na wietrze i lśniły w blasku zachodzącego słońca. Odwrócił jeszcze głowę w stronę siedzącej nastolatki.
- Szkoda, bo ja naprawdę coś poczułem - wsadził ręce w kieszenie i se poszedł.
Jennett wstała szybko, jak dotarło do niej co się zadziało. Podbiegła jeszcze do niego i złapała jego rękę.
- Naprawię to!
- Siebie nie naprawisz - poszedł w stronę słońca. 
Poza jak na obrazku u góry
- Co ja zrobiłam....

Znowu się rozpisałam. Już wam się odechciewa, ale dopiero teraz akcja się rozkręca. Mecz na który wszyscy nie mogą się doczekać. Uwaga pojawi się kilka niespodzianek. Jak Aphrodi został wyrzucony? Czy drużyna i Jennett zbiorą się do tzw kupy? I kto wygra zakład skoro Love nie gra? A może... każdy wie, że tu pojawiają się nagłe zwroty akcji. To wszystko z mojej strony. 
Do ZBOCZENIA 



Oto jak wygląda wilk tyle, że wyszedł bardziej jak lis czy pies. Miał być również bardziej groźny, ale to najpierw powstał rysunek, a potem pomysł na rozdział.