wtorek, 29 sierpnia 2017

13. Walka z niebios

Pamiętacie największy ból jaki doznaliście? (Ja pamiętam, w szpitalu ;____;) właśnie coś takiego doznał Aphrodi. Ciężkim krokiem szedł do domu, wyobraźcie sobie, że nawet nie chciał założyć słuchawek. Dręczyło go pytanie czy to on przypadkiem znowu nie zawinił? Na wspomnienie boskiej wody aż się wzdrygnął. Nie rozumiał, naprawdę nie rozumiał nastałej sytuacji. Wywalono go z drużyny za to, że chciał pomóc drużynie Raimon. Z drugiej strony nie dotrzymał powierzonego mu sekretu. Czemu to jest takie skomplikowane?! Poznał pierwszą osobę, która była dla niego w pewien sposób ważna, wydawała się miła, sympatyczna, i miała w sobie dziwny urok. Fałszywy anioł! 
Nagle zatrzymał się i złapał za swoje serce, biło bardzo szybko i go bardzo bolało. Ciężko było to porównać do pieczenia czy kłucia, to był nasilający się ból.
- Co się dzieje? Nigdy się tak nie czułem... - jesienny wiatr był bardzo silny i chłodny. Mimo iż miał na sobie bluzę było mu zimno. Zaczęła go do tego boleć głowa. Z zimna miał całe policzki czerwone. Zbierało się na deszcz. Ten burzowy dzień... miał o tym nie myśleć! Ścisnął mocno swoją rękę w miejscu serca.
- Mam dość! - wrzasnął i złapał ciężko oddech- Przecież jestem silny, wytrzymam. Pewnie to jakaś choroba lub przeziębienie.
Nikogo na drodze nie było, ani na chodniku. Do oczu chłopaka nie wiadomo czemu naleciały łzy, oddychało się mu bardzo ciężko. Spojrzał na zachmurzone niebo.
- Co ja robię nie tak? - jęknął. Zapłakane oczy nagle mu się zamknęły, a organizm wyłączył. Padł biedny, na szczęście nie na chodnik, a na trawę po prawej stronie. Czy zemdlał?
W oddali usłyszał jak ktoś go woła. Przerażone i głuche "Afuro! " . Ból się mocno nasilił, a wraz z nim chłód jak i równocześnie ciepło. Cisza i ciemność

Aphrodi, menadżerki i czwórka chłopaków siedziali na podłodze, jakby krzeseł i ławek nie było.
- Uważam że przydałoby się trochę zmian. Otóż pracowałem nad czymś od dłuższego czasu i..
- I uznałeś że jest to kompletnie bez sensu po czym się poddałeś? - przerwała Odrei - z resztą jak zwykle.
- Mogłabyś nie przerywać. Trochę racji masz bo se odpuściłem. He he. Więc wymyśliłem coś równie fajnego i bardziej prostszego
- Wiesz co Byron, jesteś żałosny! - krzyczy  brunetka - skupiasz się na wszystkim innym tylko nie na drużynie i na najprawdopodobniej najważniejszym meczu. Za łatwo odpuszczasz i jesteś leniwy bo nie chce ci się do pracy przyłożyć!
- Nie... Prawda.
Apollo dorzucił swoje 3 grosze.
- To dlaczego ciągle łazisz do Raimon. Nie wmawiaj mi tak jak ostatnio, że chodzisz tam na obserwacje - uśmiechnął się brunet.
- Akurat ci  powiem, że wiele dzięki temu zyskałem.
- Względy Jennett? - kapitana mało co nerwica nie wzięła słysząc głos menadżerki.
- Wyluzuj i tak wszyscy wiemy, że z nią spałeś - oj Hera chyba chcesz poczuć boski gniew. Para z nosa leciała już chłopakowi, gdyby nie pewien uspokajający dotyk zimnej ręki. Wszyscy patrzyli się to na czerwonookiego to na postać za nim
- Kto mnie znowuuuuu - odwrócił się spostrzegając surową twarz dyra. Równocześnie wiedząc już, że jest to wstrętna twarz człowieka pokroju Raya Darka.
- dotyka...
- Panie Terumi proszę ze mną - o co może chodzić? Uczył się ostatnio na czwórki, a nawet piątki i nie uczestniczył w sprzedaży narkotyków za szkołą. Więc o co chodzi? Coś mu się przewróciło w żołądku i przełknął ślinę. Nie chciał mieć nic do czynienia z tym człowiekiem. Niestety bez z sprzeciwu ruszył za dyrektorem. Odwrócił się do przyjaciół którzy cały czas siedzieli cicho.
- Help me - właściwie nie wyszeptał tylko poruszył ustami lecz nikt nie zareagował.
W gabinecie siedział na tym samym krześle co panna McCurdy. Chuderlawe ręce miał całe mokre. Siedzieli w ciszy patrząc sobie w oczy.
- A więc..coś się stało?
- Wczoraj się stało.
- Mogę widzieć co?  - tak trochę niekulturalnie ze strony chłopaka.
- Chyba poznałeś mały sekrecik Jennett - a więc to oto chodzi. Tylko czemu chce o tym gadać?
- Owszem i dobrze, że poznałem bo dziewczyna wciągnęła się w niezłe problemy. Nie chcę by popełniła ten sam błąd co ja.
- Właśnie ty stoisz nam na przeszkodzie i jest z ciebie twardy orzech do zgryzienia
- Ocho, widzę że pan były trener wiele o mnie mówił.
- Mówił żebym na ciebie uważał. Wszyscy wiedzą że w trakcie meczu to menadżerki Raimona wezwały policję. Prawda jest taka, że to ty byłeś pierwszy. Nie rozumiem tego co uczyniłeś, dziwny jesteś - 
-Dziwny? -zdmuchnął pasemko włosów ze swojej twarzy - I Nawet o tym pan wie. Fajnie i dlatego proszę żeby Jennettka nie wpakowała się w te same kłopoty. Czemu pan jej to wszystko robi?
- Sama się oto prosiła. Po za tym miała ci wszystko powiedzieć. Nie mam racji?
- Wszystko mi powie, obiecała.
- Ty jej obiecałeś nie wygadać się i co? - cios w serce - jesteś nieugięty i dobry pod płaszczykiem egoisty i osoby aroganckiej. Prawda jest taka, że jesteś naiwny.
- Co jak co, ale ta cecha do mnie nie pasuje.
- Byron. Ty ją niby tak kochasz i jej we wszystko wierzysz. Tak naprawdę to tylko kłamliwa su..
- Nie waż się tak o niej mówić! - rzucił się agresywnie na biurko, że aż dyrektor musiał się cofnąć.
- Agresja to też jedna z twoich wielu wad... -Byronowi przypomniało się co odwalił po skosztowaniu boskiej wody - Do tych czas byłeś moim ulubieńcem. Jesteś niesamowitym piłkarzem co przyznaje nawet mój ojciec. Wyniki w nauce też masz nie najgorsze... 
- Naprawdę? Nawet mój ojciec tak nie mówi.
- Niestety już nie jesteś. Słyszałem jak pod drzwiami mówiłeś, że się nie wygadasz i co wyszło? Teraz Jennett mimo to, że nic konkretnego nie zrobiła jest moją ulubienicą. Ona nalegała abym to zrobił mimo iż nie chciałem tracić tak świetnego napastnika. Lubię psuć ludziom życie. Nie tylko ona o to prosiła, ale i mój tato, twój ojciec też był przeciwny twojemu członkostwu w drużynie, więc nie mogę się sprzeciwić. 
- Ale o czym teraz mówimy?
- Byronie Love, oficjalnie nie jesteś już członkiem drużyny Zeusa tym samym nie jesteś już kapitanem.

Światło.. jego promienie padały na moją twarz. Ogrzewały i tak rozgrzane do czerwoności policzki, mimo to przez moje ciało przechodziły zimne dreszcze. Pustka, co się właściwie stało? Jennett... Dobra trzeba zrobić pierwszy ruch. Otworzyłem powoli oczy, ale zostawiłem je do połowy otwarte. Biel.. czy to już niebo? Olimp? Hades? A nie to sufit.. ale gdzie ja jestem? Aktualnie leżałem, to nie szpital bo za miękko. Obróciłem delikatnie głowa. Nawet ten mały ruch sprawił mi ból. Mój misiek, którego dostałem na piąte urodziny. Mój pokój...jak dobrze, tylko co się stało? To był sen?! Niemożliwe! Przewróciłem się na lewo i ujrzałem mojego aniołka. Maya leżała na podłodze z bardzo smutną miną i coś robiła na telefonie. Czyżby płakała? Czemu? Spała w moim pokoju?!
- May... - powiedziałem słabo wyciągając rękę spod kołdry. Podniosła wzrok z telefonu, jakby się przesłyszała. Skierowała swoje różowe oczy na mnie. Ciężko określić co to była za mina. Radosna czy smutna. Wstała jak najszybciej i podeszła do mnie. 
- Ty żyjesz! - uśmiechnęła się, teraz na twarzy zobaczyłem rozmazany makijaż. Czyli płakała. Ja żyje i co w tym dziwnego? Tylko spałem.
- Czemu miałbym nie żyć? - teraz wydawała się być zakłopotana. Włosy opadły jej na twarz
- Księżniczko? - zaśmiałem się nie wiedząc o co chodzi, odgarnąłem jej włosy. 
- Naprawdę nie pamiętasz? - co mam pamiętać. To był sen chyba..postanowiłem wstać. Podnieść się do pozycji siedzącej. Co mi tak łeb rozwala?! Nadal byłem w bluzie i miałem włosy związane w kitkę. Czyli to nie był sen.. ale co się właściwie wydarzyło? Harry usiadła na łóżku i mnie mocno przytuliła. Odwzajemniłem uścisk, chociaż jakoś nie miałem siły aby zrobić to mocno.
- Straciłeś przytomność, gdyby cie wujek nie znalazł nie wiem co by było - usłyszałem trzask pioruna i się domyśliłem co by było. Byłesś blisko od domu, a wujek poszedł tylko do sklepu i wracając zobaczył ciebie leżącego na ziemi. Wziął cię na ręce i przyniósł. Ciesz się, że mamy lekarza na miejscu, i że cie znalazł bo byś wylądował w szpitalu..
- Musiałem mocno walnąć głową bo mnie strasznie boli - przestaliśmy się już ściskać. Musiałem ją pewnie mocno przerazić, tak jak ona mnie kiedy wpadła pod samochód. Dotknęła moich policzków i czoła, miała zimne i przepocone dłonie. Pewnie od stresu.
- Jesteś cały rozpalony i masz...38 stopni gorączki.
- Rozpalony na twój widok hyhy - mój firmowy uśmieszek.
- Ty zboczuchu! - uderzyła mnie lekko w ramię. Czyli to prawda..już nie należę do drużyny.
- Affo, coś nie tak? 
- Zabijesz ją?
- Kogo?
- Jennett McCurdy! Tego fałszywego anioła!
- Gadasz dokładnie tak jak ja wczoraj. Słyszałam o tym co się wydarzyło..i
- Ja muszę zagrać ten mecz!! - wrzasnąłem - Czekałem na niego przez cały ten czas. Na rewanż! Chciałem udowodnić, że liceum Zeusa potrafi grać fair, że nie jestem oszustem i się zmieniłem! - wraz z tym wrzaskiem znowu coś mnie ukuło, zaczęło pulsować w sercu, więc złapałem się w to miejsce.
- Rozumiem, doskonale wiem co czujesz. Ale tak czy siak nie zagrasz! Jesteś chory i zemdlałeś, a ty chcesz grać 90 minut w piłkę! Weź człowieku myśl!
- Potter proszę, ja się szybko zregeneruję. Poleżę cały dzień, wezmę lekarstwa ugotujesz mi zupy i się wyliże. Mecz jest dopiero o 16!
- Ale przecież już nie jesteś w drużynie... - no i to jest ten mały, a raczej duży szkopuł.
- To będę tylko oglądać.
- Hmm... wiem,że wujek się nie zgodzi, ale on nie musi się dowiedzieć - uśmiechnęła się szeroko
- Dzięki! - niespodziewanie położyła swoją dłoń na mojej, na tej która spoczywała na sercu.
- Boli cię?
- Boli i to strasznie.
- Zostało złamane. Niegdyś było całe skamienia, a teraz uczucia dają o sobie znać - Maya i te jej mądre cytaty. Nie uważam, że to przez Jennett. Obawiam się, że to może być coś więcej...
- Gdzie idziesz? - zauważyłem, że wstaje.
- Połóż się jeszcze, a ja zawołam twojego tatę. Wiesz..widziałam, że się martwił
- On? Ten człowiek nie ma uczuć!
- Byron nie gadaj tak! On cie kocha! W końcu to twój tata
- Dziwne, że mnie wtedy zabrał. W końcu miał okazje się mnie pozbyć - moja kuzynka przewróciła tylko oczami. To co powiedziałem było prawdą. Ten chłodny człowiek nigdy nie dawał mi miłości ani wsparcia, to chyba przez niego stałem się..Aphrodim? Bo nie wiem jak to ująć
Obok łóżka mam szafkę nocną, a na niej lampka, książki, nóż, telefon i klatka Zeusa. Ten jak zwykle..chomik z ADHD lata po całym swoim mieszkanku. Wysunąłem do niego palca, a on go śmiało powąchał. Teraz nagle przypomniał mi się zakład z Odrei.
- Będę musiał śpiewać! - wychodzi na to, że nie wierzę w swój zespół. Oczywiste jest, że beze mnie nie dadzą rady. Chociaż z naszymi technikami... Jak se pomyślę ile ja trenowałem Boską Wiedzę v2. Jak mnie plecy bolały kiedy upadałem z takiej wysokości. I się poddałem. Głupi jestem, trza było trenować więcej aby moje skrzydła mogły ewoluować!
Naiwny... jak to powiedział Steven. W mojej głowie pojawił się pożar, jak mi Maya opowiadała jak to Jennett uratowały jej skrzydła. Ona nawet nie wie do czego jest zdolna, do czego zdolna jest jej technika. Zakazana technika... Pukanie do drzwi. To teraz czeka mnie ciężka rozmowa. Z tym człowiekiem naprawdę jest ciężko przeprowadzić jakąkolwiek konwersacje. 
- Proszę- rzekłem po czym do pokoju wszedł mój tato. Miałem nadzieję, że Maya też wejdzie.
- Nareszcie się obudziłeś! Wiesz jakiego stracha mi napędziłeś! - ach tak? Tobie czy Mayi?
- Naprawdę? Miałeś okazję mnie porzucić, ale nie zrobiłeś tego. Czemu?
- Głupoty gadasz, czemu miałbym cię zostawić?
- Oj nie udawaj, ciągle obwiniasz mnie o śmierć mamy, nie masz dla mnie czasu i..i.. - położył mi rękę na mojej dłoni. Zawsze tak robi kiedy chce abym się uspokoił.
- Wiesz doskonale, że nie mogę być cały czas przy tobie. Chce nam zapewnić godne życie, po za tym zaraz będziesz pełnoletni i wielokrotnie mówiłeś mi, że się wyprowadzasz - kurde, nie o to mi chodziło. On się mną w ogóle nie zajmował, jedynie dbał o moje zdrowie, ale szczęście ani razu. Nie był na żadnym meczu.
- Już nieważne..
- Nie mogę cię puścić do szkoły, a szkoda bo zamierzałem przyjść na mecz - Wait..What?!
- Tak się nim przejmowałeś i szykowałeś, więc postanowiłem zobaczyć efekty twojej ciężkiej pracy - dobrze się stało, że zemdlałem, bo by przyszedł na mecz, a nie zobaczył mnie na murawie.
- Naprawdę? To szkoda bo raczej nie zobaczysz
- Boli cię serce? - zapytał. Do bólu serca w tym momencie mogę zaliczyć ból psychiczny.
- Tak trochę.. - zrobił poważną minę i zmarszczył brwi. Nad czymś myślał, tylko nad czym?
- Tato czy miałeś kiedyś tak, że się w kimś zakochałeś, ale to była tylko iluzja, ta osoba straciła do ciebie zaufanie i cię skrzywdziła, a ty chciałeś dobrze - chyba nigdy nie widziałem takiego zdziwienia w jego oczach, nawet wtedy kiedy sam z siebie posprzątałem dom aż tak się nie zdziwił.
- Tak miałem raz taką historie.. z twoją mamą - uśmiechnął się - a ty?
- Eeeem nie.. - nie w ogóle. Ja się boje czy on mi zaraz nie wyjedzie z tekstem, że jestem adoptowany.
- Głodny jesteś? 
- Nie za bardzo.. - potargał mnie po włosach, wstał i wyszedł. Zaskoczył mnie swoim zachowaniem i wypowiedziom. Spojrzałem na szafkę na której leżał wcześniej wspomniany nóż..a spoglądnąłem na moje ręce, pełne ran, lekkich zacięć. Tak, ciąłem się. Są to tylko delikatne kreski, za słaby jestem aby wbić się głębiej. Ale czasami już nie wytrzymuję, chcę zejść z tego świata i dołączyć do Bogów. W sumie już dostałem przepustkę..moje skrzydła. Podkuliłem nogi i schowałem głowę zwijając się w tak zwaną kulkę. Pojawiły się moje skrzydełka i mnie objęły. Tak se myślę, czy ci wszyscy gracze mają pojęcie do czego zdolne są techniki hissatsu i do czego można je wykorzystywa?. Jennett się przekonała, zastanawia mnie jak ta dziewczyna opanowała zakazaną technikę, czy ją to nie boli? Nie chce już o niej myśleć..ale coś mi nie pozwala.
***
Około godzina do meczu, Oczami Jennett
That I'm at an all time..low,low,low,low,low. Ta piosenka idealnie nakreśla moją sytuację. Jestem cały czas w dole,dole,dole,dole,dole. Mam dołka, przez wczorajszą rozmowę z Aphrodim. Tak szczerze to martwię się o niego, że coś mu się stało, wręcz odczuwam to w kościach. Mayka też się do mnie nie odzywa, zresztą cały dzień jest smutna, ale zła tylko na mnie. Siedzimy sobie w klasie czekając na naszą podwózkę. Atmosfera jak na pogrzebie, przecież jedziemy na mecz! Spojrzałam na Marka, siedział zawiedziony. Oczywiście! Wszyscy dalej przeżywają odejście chłopaków. Zmotywowałabym ich, ale nie jestem Mayką. Głupio by to wyglądało, wyrzuciłam pana idealnego z drużyny i dlatego cieszę się meczem. O kurde.. szkoła Zeusa! Przecież oni mnie znają każdy będzie mieć mi za złe! I krzyczeć, że to przeze mnie Byron nie gra! I znowu jestem w dole, dole,dole,dole. Na szczęście motywacją zajęła się Silvia.
- Chłopaki!
- I dziewczyny! - sory, ale musiałam to wtrącić.
- Chłopaki i dziewczyny, jest mecz! Wy tu się smucicie jakby dopiero co ktoś umarł. Tak, stało się Steve, Max, Sam, Timmy i Sam odeszli, ale to nie zmienia faktu, że nie są z nami duchowo. Mieli prawo od nas odejść, lecz na pewno nie przestaną grać w piłkę. Więc wszyscy proszę przestańcie się dołować, szczególnie ty Mark! - chłopak spojrzał na zielonowłosą - tak, ty. Jesteś kapitanem i to ty masz największy wpływ na zespół! - no.. trzeba przyznać, że ta przemowa podniosła mnie i chyba resztę na duchu.
- Silvia ma rację - Erick wstał i objął Silvię. Hhyhyhyhy :3 Jennett shipuje - sięgnijmy po zwycięstwo! - Evans spojrzał na Ericka jak...spod byka? Spojrzałam pod jedną ze ścian gdzie siedział Axel. On mnie ewidentnie unika, dlaczego? On dalej to przeżywa? Głupi Sharp... chcę mieć ze wszystkimi dobre kontakty. 
- Jedziemy! - zza drzwi wyskoczyła Nelly. Czyli sobie nie pogadamy. Wzięliśmy swoje torby i ruszyliśmy do busika. Na przekór Judowi usiadłam obok Axelika-fotelika. Chyba Sharp zaczyna się mnie bać..
- No hej... - zaczęłam rozmowę.

- Byron żyjesz! Wiesz jak nas nastraszyłeś?! - krzyknęła Artemida, a cały zespól rzucił się na niego. Chłopak zdecydowanie szczęśliwy nie był. Cały czas miał zawroty głowy,  no i kto by się cieszył na mecz, w którym się nie zagra.
- Jak twój tata do mnie zadzwonił i powiedział, że zemdlałeś i ewidentnie jesteś osłabiony, nawet nie wiesz jak się przestraszyłam! Martwiłam się - cały czas krzyczała Odrei
- Wszyscy się martwiliśmy - poprawił ją Arion.
- Nie trzeba było, nic mi nie jest tylko łeb mnie boli - wszyscy popatrzyli po sobie i odezwał się Apollo:
- Gdybyś się nie "rozchorował" to teoretycznie mógłbyś teraz zagrać - "teoretycznie" to słowo zostało trochę przeciągnięte.
- Co? Ale o czym mówisz - za tłumacza zrobiła Iris.
- Steven osobiście powiedział mi, że nie może być na meczu z powodów osobistych - przekonaliśmy wszystkich uczniów aby nic dyrektorowi nie mówili, bo chcieliśmy abyś zagrał. No ale cóż, wyszło jak wyszło.
- Nawet nie wiecie jak mnie to wkurza (żeby nie powiedzieć czegoś innego), że nie mogę zagrać, ale czuję się jakbym miał zaraz znowu zemdleć. Będę dzisiaj robił za naszego trenera i będę obserwował wszystko z ławki i krzyczał. Przyniosłem także to.. Demeter chodź - chłopak podszedł do blondyna
- Na kolana! - Jonas klęknął na kolanie, a Byron wyciągnął małe pudełeczko
- Aphrodi..oświadczyny wyglądają inaczej - blondyn przewrócił oczami  i otworzył pudełko, a w nim była zielona opaska kapitana. 
- Jonasie Demeterius zwany także Demeter, synu bogini ziemi uprawnej, zboża, rolnictwa i urodzaju. Od tej chwili zostajesz kapitanem drużyny liceum imienia Boga bogów Zeusa na czas jeszcze mi nie wiadomy. Gratuluję - wręczył mu opaskę przypominającą wieniec laurowy. Chłopak wstał z ziemi i założył sobie przedmiot na rękę.
- Jesteś moim najlepszym przyjacielem i zawsze dbasz jak mój anioł stróż abym nie zrobił czegoś głupiego, więc wiem, że mogę ci zaufać - Brunet w kasku pokiwał głową i rzekł:
- Nie zawiodę cię 
- Odrei i Iris, chono tu - różowooka podeszła do byłego kapitana.
- Dzisiaj będziecie miały zaszczyt wzięcia udziału w meczu. Miała być to dla was niespodzianka, którą szykowaliśmy. Obie macie techniki hissatsu, a razem tworzycie niezły duet - obie popatrzyły po sobie z gwiazdkami w oczach - Iris, wejdzie na pomoc, a Odrei zaraz za nią. Głosowaliśmy kto ma zejść z boiska i niestety był to Artie (ten w masce)
- Mówisz poważnie?! - podnieciła się brunetka.
- Ja zawsze mówię poważnie - obie zaczęły skakać z radości. Byron się uśmiechnął. No to lećcie się przebrać, Raimoni zaraz przyjadą.

Dobrze wiedzieć, gościu jest znowu na mnie obrażony, ten jeż ma humorki jak jakaś księżniczka. Całe szczęście, że już jesteśmy. Coś mnie sparaliżowało, umysł człowieka jednak jest dziwny. Miałam nadzieję, że jeszcze tu wrócę, czego teraz chcę? Zapomnieć o wszystkim, zapomnę kiedy zacznę grać w piłkę, tak myślę...mam tyle szczęścia, że mój przyjaciel wilk już o mnie zapomniał. Po spotkaniu z Affo zniknął i się nie pojawił, a ja nie skończyłam techniki. Przy wejściu nikt nas nie przywitał, nie zaprowadził do szatni. A o ile dobrze pamiętam mają oni dwie menadżerki. W sumie to i tak z ostatniego meczu wszyscy pamiętają gdzie co jest. No nie liczyliśmy na jakieś huczne przywitanie. Ja poszłam z menadżerkami gdzieś się przebrać, a reszta miała swoją szatnie. Jakoś szybko się ogarnęłam i... związałam włosy. wiem zwykle tego nie robię, ale postanowiłam zmienić coś w swoim wyglądzie. Tak jak zmieniło mi się życie tak zmienię się ja. Włosy uczesałam w wysokiego kucyka i zostawiłam sobie dwa pasemka nie związane. Szłyśmy w stronę szatni chłopaków, gdy na korytarzu usłyszałyśmy głos i to taki znajomy.
- Czy tylko ja usłyszałam krzyk Mayi? - zapytała Celia.
- Nie tylko ty.. - powiedziałam. Rozmowa dochodziła zza rogu. Wychyliłyśmy się w czwórkę. Była tam rzeczywiście Maya i Aphrodi, który stał z założonymi rękami oparty o ścianę
- Byron proszę, ty ledwo co chodzisz! Nie mogę ci na to pozwolić!
- Dlatego daj mi więcej, to dodaje mi energii! - jego głos był dość agresywny..
- Widzisz, znowu cię przyćmiło bo na mnie krzyczysz. Mój prawdziwy kuzyn wie, że popełnił błąd i nie chciałby tego drugi raz!
- Twoje zdanie mnie nie obchodzi! Zagram w tym meczu.
- Affo, stanie ci się krzywda. Dziwię się sobie, że ci pozwoliłam i zaproponowałam ten pomysł.
- Niech ci będzie, tyle powinno mi na razie wystarczyć, wejdę w drugiej połowie - odkleił się od ściany i poszedł wzdłuż korytarza, Mayka oczywiście pobiegła za nim. 
- Ja się o ciebie martwię , to może się źle skończyć! - odwrócił się do niej. Ten wzrok... on ją zaraz uderzy! Mało co by brakowało, abym się rzuciła na niego. Patrzyli na siebie sępim wzrokiem. Czy on jest...nie.. ale jest na tyle świadom, że nie zrobi jej krzywdy. Dziewczyny pociągnęły mnie za sobą, no racja zaraz gramy mecz.
- Co oni kombinowali? - zastanawiała się Nelly, domyślałam się, ale nie chciałam mówić tego nagłos. Aphrodi mógłby grać w 50 twarzy Greya, on ma tyle twarzy, charakterów, że niekoniecznie mógł być pod wpływem boskiej wody. Tylko czemu Maya nie pozwalała mu wejść na boisko? Jak miałby wejść na boisko skoro wyrzuciłam go z drużyny?
Pov. 3os
Stali przed sobą ustawieni w dwa rzędy, prawie tak samo jak parę miesięcy temu. Wszyscy, ale to dosłownie wszyscy, każda osoba na stadionie była zainteresowana dziewczynami z drużyny Zeusa. One czuły i wiedziały, że wszyscy na nie patrzą. Spojrzenia chłopaków z Raimon też pokazywały ogromne zdziwienie. Jenny czuła dumę, że stanęła na tym stadionie, co innego grać tutaj, a u nich na boisku. Każdy w szkole chyba wiedział o jej zdradzie, i że to przez nią największa gwiazda przeciwników nie gra. Mimo to stała wyprostowana, i patrzyła się na Axela. Jego twarz zawsze była spokojna. Byron siedział zadowolony jak pan i władca na ławce rezerwowych mimo iż chował twarz w swojej czarnej bluzie. Demeter i Mark podeszli do siebie.
- Szczerze, miałem, że zobaczę tutaj Byrona - to było chamskie Mark
- No cóż..nie powiem czyja to wina, że nie może tu przed tobą stanąć. Nie potrzebujemy tej blond cioty aby was ponownie wgnieść w murawę - uśmiechnął się.
- Jakbyś zapomniał to my ostatnio wygraliśmy i teraz też tak będzie.
- Mogę ci obiecać, że teraz w żaden sposób nie oszukujemy i pokażemy prawdziwą siłę posłańców Zeusa.
- Trochę szkoda, że musieliście się tak zniżyć żeby pozwolić dziewczynom na grę - to było serio chamskie
- Taki wygadany jesteś, to zobaczymy co powiesz gdy dotknie cię nasza śmiercionośna strzała - podali sobie nareszcie ręce. Każdy z uśmiechniętą i zadowoloną miną. Rozeszli się i każdy gracz za nimi na swoje pozycje. 

Taki trochę polsat. Specjalnie nie napisałam kiedy rozdział bo wiedziałam, że się spóźnię. Trochę mi głupio z tego powodu. Miał być mecz, meczu nie ma. Sorki, ale w trakcie pisania wpadłam na pomysł aby Affo zemdlał i na coś jeszcze i musiałam kasować bo by było to za długie. No więc...Jak potoczy się mecz? Co zrobią Zeusi bez głównego napastnika? Czy Jennett znowu zobaczy wilka? A co z zakładami? To wszystko w rozdziale 
"Walka z niebios cz.2" 30 września