niedziela, 30 grudnia 2018

18. Prezenty od losu


Coś mi się zepsuło w tym bloggerze, więc przepraszam za tę małą czcionkę
----
Zima była bardzo sroga. Często zasypywało drogi i wszystko wyglądało jak z obrazka. Świat i ludzie gonili za wszystkim w szale świątecznych zakupów. Jednak w trakcie tej gonitwy dwóch chłopców znalazło odrobinę czasu dla siebie. Wpadli do domu Byrona mało co nie wyłamując drzwi, zrzucili kurtki przemoczone od śniegu na ziemię i popatrzyli na siebie zadowoleni. Jeden objął drugiego i zaczęli się całować. Tak bardzo łapczywie, że się od siebie nie odrywali. Szli jakby kręcąc się w stronę kanapy aż w końcu Aphrodi powalił Josha na ów kanapę.
- Ładna chatynka - rzekł brunet przeczesując swoje włosy.
- Zazdrościsz biedaku? - pocałował go w czoło i zaczął rozpinać mu koszulę guzik po guziku. Dun trochę się wzdrygnął na to, czuł że to wszystko posunęło się odrobinę za daleko. Blondyn jak długi położył się na nim i schylił się do jego szyi. Lizał Josha, co odrobinę łaskotało. Lekki strach pokazał się w momencie gdy rękami zjeżdżał w kierunku jego spodni i krocza. Byron już mu rozpinał pasek od spodni, gdy ten chwycił go za ramiona, popatrzył głęboko w jego krwiste oczy. Uśmiechnął się wrednie, tak jak osoba nad nim miała w zwyczaju i zaczął się śmiać.
- Co cię tak bawi? - zapytał blondyn twierdząc, że śmiech niekoniecznie jest teraz na miejscu. Zielonooki przejechał mu palcem po nosie.
- Byronek...mówił ci już ktoś jak bardzo naiwny jesteś? - Love'owi przeszła przez myśl rozmowa ze Stevenem. Momentalnie się zerwał, chwycił za szyję kolegi jakby miał go udusić. Miał chęć mordu w oczach.
- Wiedziałem, że coś jest nie tak! Ta cała farsa, te miłe słówka...  Coś znowu wymyślił?! - zaczął zaciskać swoje dłonie i dusić bruneta, ale jemu z twarzy uśmiech dalej nie schodził. 
- Dopilnowałem żebyście ty i Jennettka nie byli razem...plan zrealizowany w stu procentach...chociaż mdliło mnie od prawienia ci tych komplementów i całowania... - Byron warknął. Wściekłość rozpychała go od środka, uniósł pięść gotów sprać go na kwaśne jabłko.
- Durniu! Jakie masz z tego korzyści?! Sam teraz jej nie zdobędziesz - zatrzymał jego dłoń gdy znajdowała się przy jego twarzy.
- Chciałem ją na własność, ale wyjeżdżam....
- Wyjeżdżasz?
- A skoro ja nie mogę mieć jej na własność to ty też nie! - Josh w oczach Byrona zaczął wyglądać jak jakiś psychopata. W Japonii na kogoś takiego mówi się yandere, gotów zabić z miłości. Przykre było to, że wypowiadał się o niej jak o rzeczy. Jakby kłócili się o zabawkę.
- Zamknij się i wynoś z mojego domu!!! - wrzasnął wskazując na drzwi.
- Oj nie denerwuj się tak pedałku, już cię nie podniecam? Cały czar prysł co? - mówił to i zapinał równocześnie swoją koszulę.
- Odezwała się największa ciota.
- Od początku naszej znajomości wydawałeś się jakiś inny...lepiej odpuść sobie zanim ją skrzywdzisz.
- Wynocha - otworzył mu już nawet drzwi.
- Homoseksualizm nie jest zły. Tylko kto ci to wbił to głowy? Ten cały Ray Dark na ciebie źle podziałał może on ciebie wtedy...
- Spadówa  - krzyknął w szale, bo to co mówił Josh było nie do wytrzymania. W ten sposób kończyła się piękna męska przyjaźń. Dosłownie wykopał go za drzwi.
- Bardzo dobrze, że wyjeżdżasz! Żebym cię już nigdy na oczy nie widział! - trzasnął drzwiami za nim. Poczuł jakby był w środku pusty. Zdradził go najlepszy przyjaciel i ośmieszył w oczach dziewczyny, którą kochał. Do tego zaczął mu wypominać rzeczy, które nie były prawdą, ale i nie do końca kłamstwem. 
Zaczął walić głową o drzwi aż usiadł pod nimi i podkulił nogi. Te święta nie zapowiadały się za dobrze...
- Dlaczego to wszystko przytrafia się właśnie mnie?! - wytarł pojedynczą łzę, która spłynęła po jego policzku.
- Afuro...co to było? - usłyszał delikatny głos swojej kuzynki. Stała przed nim odrobinę zmieszana. Przez cały czas wszystko widziała i nie do końca wiedziała co ma zrobić.
- Widziałaś to wszystko? - poziom zażenowania został podniesiony do stanu krytycznego.
- Tak, ale nie tylko ja - zza Mayi wychylił wysoki niebieskooki blondyn z krótko ściętymi włosami, ale grzywką zasłaniającą oko. Ów chłopak lat miał 20.
Byronowi całkowicie wyleciało z głowy, że dzisiaj przyjeżdża rodzina z Korei, a wraz z nią upierdliwy kuzyn Arthur (brat Mayki) Był on ostatnią osobą, którą miał ochotę widzieć w tej chwili.
- Arthur... - wymamrotał pod nosem.
- Też miło cię widzieć gejuszku - uderzył go pięścią w ramię
- Idźcie sobie, proszę...
- Ojciec wie? - Maya przykucnęła przy nim.
- O czym ma niby wiedzieć?! Nie jestem pieprzonym gejem to po pierwsze, a po drugie to wszystko to jedna wielka pomyłka!
- A ta Jennett to ładna chociaż? - uderzenie z lewego sierpowego od Mayi.
- Jennett McCurdy, mówi ci to coś?
- Dziewczyna dilera? To niezła dupa była...Gdyby Naguś się dowiedział, że teraz ty trzymasz na niej łapska to by cię rozszarpał - uderzenie z prawego sierpowego.
- Na moje nieszczęście Jenny będzie widzieć we mnie tylko geja, który wykorzystał jej przyjaciela - podniósł się z podłogi i udał do pokoju obijając się o ściany. Maya nie mogła na to patrzeć, chociaż jej brata to bardzo śmieszyło, jak zwykle to ona musi to wszystko naprawiać.

Josh oddał swoje bagaże, był gotów aby przejść przez bramki kontrolne. Był zadowolony z pobytu w Japonii, trafił do miłej rodziny, ale kiedy okazało się, że jego mama okazała się być nagle śmiertelnie chora, musiał wrócić.
Siedział na ławeczce, liczył na jakieś pożegnanie, że przyjdzie cała drużyna albo chociaż Jennett, Axel czy Mark. Martwiło go to trochę.
- Co się tak rozglądasz? - stanęła przed nim ta najbardziej wyczekiwana osoba. Podniósł głowę, ale nie ujrzał tego wyrazu twarzy, który chciał zobaczyć. Czarnowłosa ewidentnie była zła.
- Jenny! - uśmiechnął się szeroko, jednakże dostał z plaskacza w policzek.
- Ulżyło mi - zaczęła kręcić nadgarstkiem zaś Josh masował czerwony policzek - jesteś naprawdę beznadziejny.
- Ale o co ci chodzi?
- O co mi chodzi?! Wyobraź sobie, że Maya widziała i słyszała co wyprawiałeś z Byronem i mi wszystko pięknie wytłumaczyła. Jestem wręcz na ciebie wściekła! Zmieniłeś się, to nie jest mój stary dobry Joshua. Powiedziałabym, że zasługujesz na kogoś lepszego niż ja, ale teraz będę się modlić żebyś był samotny do końca życia.
- Ja...
- Cicho ja mówię! Straciłeś nie dość, że przyjaciela to teraz i mnie. Lepiej bym tego naprawdę nie rozegrała! Grać na emocjach zagubionego Aphrodiego by mieć jeszcze z tego korzyści...super. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny. Teraz możesz ty mówić - Josh uśmiechnął się jakby to co mówiła nastolatka jej nie ruszyło.
- Jennett ty jesteś zaślepiona tak jak on, dążysz do tej samej sytuacji co z Burnem. Wszyscy chcą dla ciebie dobrze, kochają cię, a ty się zachowujesz jak jakaś dziwka. Moje granie na emocjach nie równa się z twoim zabawom - McCurdy miał twarz z kamienia, burknęła tylko na tę wypowiedź.
- Przykro mi, że musimy się rozstać w takich warunkach.
- Mi nie specjalnie... a wiesz co ci powiem? ON wraca...
Niebieskooka wzdrygnęła się na samą myśl o NIM.


Ciocia Byrona, oczywiście długowłosa blondynka i starsza siostra jego ojca zamęczała chłopaka na śmierć. Głaskała go po główce, całowała i mówiła czułe słówka. Chłopak był bardzo speszony i czerwony na twarzy. Nie tylko ze złości bo chciał pobyć sam, ale też od rumieńców gdyż głową znajdował się w piersiach kobiety.
Rodzeństwo siedzące na drugiej kanapie nie mogło powstrzymać się od śmiechu. Najgorsze było to, że nie mógł nic z tym zrobić. Nawet jego ojciec się z niego śmiał.
- Może wystarczy tych pieszczot? - jednak pan Richard łaskawie postanowił uratować syna z opresji. Przyniósł dużą ilość herbaty i ciasta. Na jego słowa pani Mirabelle od razu puściła blondyna, a ten opadł bezwładnie na kanapę. Zapach przyniesionego ciasta przywołał także dziadków, którzy przechadzali się po domu.
Rozmowy trwały w najlepsze, ciotka dalej tuliła blondyna, a on czuł się jak na komisariacie. Wszyscy zadawali mu pytania, a on nic nie wiedział.
- Nie jesz nic? - zdziwiła się ciotka na widok podkulonego chłopaka - chudziutki jesteś - złapała jego rękę i podwinęła mu rękaw o wiele za dużej bluzy żeby zobaczyć jego kościste ręce. Niestety oprócz tego zobaczyła jeszcze liczne czerwone kreski. Zamurował ją ten widok. Gdy Byron się zorientował, szybko wyrwał rękę z objęć. Nastała dziwna cisza, którą przerwał dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! - zerwała się Maya bo jako jedyna wiedziała kto to.
- Czy to może święty mikołaj? - zaśmiał się dziadek.
W drzwiach stanął nie jaki Nathan Swift, troszkę podenerwowany trzymał coś za plecami.
- Nathuś jak miło! - krzyknęła dziewczyna na jego widok, na te słowa reszta rodziny odwróciła się w stronę drzwi. Niebieskowłosy zobaczył całą dynastię Love. Wyglądali jak nie japońska, a typowa niemiecka rodzina za czasów Hitlera.
- A ty tu czego? - nad Mayką wisiała czarna aura, jej właścicielem był Aphrodi. Nathan na jego widok aż podskoczył, jednak za blondynem stało coś jeszcze gorszego. Drugi blondyn! Mimo iż Byron jest wysoki to tamten był o głowę wyższy.
- Co to za gnojek? - dostał kop w jaja od swojej siostry i zgiął się w pół.
- Nie gnojek tylko Nathan! - Ów Nathan był przerażony zaistniałą sytuacją. Szybko wyciągnął zza pleców prezent, który chciał wręczyć.
- To dla ciebie, wesołych świąt! - krzyknął. Paczuszkę pięknie owiniętą wstążką przejął jej kuzyn zanim ona zdążyła po nią sięgnąć.
- Miło z twojej strony - uśmiechnął się.
- Ona jest moja! - powiedział Arthur zanim trzasnął drzwiami.
- Co to miało niby być durnie?! - paczka po chwili znalazła się w jej rękach i tupiąc jak najgłośniej pobiegła do swojego pokoju. Wydawało się jakby miała zacząć płakać.
- I co zrobiłeś?! - krzyknęli oboje na siebie.

***

(Nie mam pojęcia jak wygląda wigilia w Japonii ;-;)

Aphrodi patrzył przez okno jak śnieg pada, słuchał jakiś smętnych satanistycznych pieśni i bawił się z chomikiem. Przytyło się małemu Zeusowi w ostatnim czasie i przypominał okrągłą kulkę. Jakoś tylko patrzenie na te małe puchate coś sprawiało mu jakąś radość.
Ojciec kazał się Byronowi ubrać się jakoś elegancko, czego do końca nie rozumiał bo nie szedł na galę rozdania oskarów, a na kolację. Czarne dżinsy, biała koszula, szelki i muszka. Zestaw idealny, a uroku dodawała mu kiteczka. Teraz tylko wysłać dni na snapa.
Wkrótce rodzina zebrała się w salonie by wspólnie zmówić pacierz. Podzieliła się opłatkiem i każdy każdemu złożył życzenia. Blondyn nasłuchał się życzeń typu: "Napisz dobrze maturę" "Znajdź w końcu pracę" "Powodzenia u dziewczyn" "Nie zabijaj się" "Przede wszystkim zdrowia"
Zasiedli przy stole by móc w końcu spokojnie objeść się jak świnie, wszystko przebiegałoby normalnie gdyby nie ta upierdliwa postać jaką jest Arthur.
- Byronek, jak tam twój chłopak? - w tym momencie blondyn zadławił się pierogiem. Zaczął kaszleć i się dusić.
- Masz chłopaka?! - zdziwiła się cała rodzina poza Mayką, która waliła w plecy swojego kuzyna. Ten był cały czerwony na twarzy i pokazał starszemu środkowy palec.
- Ja po tobie wszystkiego się spodziewałem, ale tego nigdy w życiu! - zdziwił się ojciec. Biedny Byron nie mógł dojść do słowa przez ciągłe duszenie się.
- Baka! - wrzasnęła Mayka - on nie ma żadnego chłopaka!
- Nie ma bo się pokłócili.
- Wnuczuś ty...ty jesteś gejem?! - cała ta sytuacja wyglądała coraz bardziej komicznie. Love był bliski zejścia z tego świata, odważył się jednak na tak poważny zabieg jak wypicie kompotu z suszu, którego nienawidzi, ponieważ czuł, że Williams łamie mu kręgosłup.
- A tak wam się z Joshem układało... - Byron gdy popił od razu zrobiło mu się lepiej.
- Nie wierzę... - mamrotał ojciec.
- Nie jestem cholernym gejem! Tym bardziej z Joshem! A nawet gdybym był to co?! - wszyscy zamilkli.
- No pewnie, przecież masz Jennettkę - zachichotała Maya. I ty Brutusie przeciwko niemu?
- Masz dziewczynę?! - powtórka z rozrywki.
- Nie, nie mam (jeszcze) ona nie jest moją dziewczyną. Możemy przestać o mnie rozmawiać? Pomódlmy się, zjedzmy...
- Ładna jest? Jak wygląda - przerwała ciotka Mirabelle.
- ...pośpiewajmy
- Dziewczyna dilera - znowu Arthur zaczął mu dogryzać zaś Aphrodi myślał co mu zrobić by go jak najmocniej zabolało.
- Jesteś dilerem?! - przestraszył się dziadek. Twarzopalma.
- Nie, nie ja! Jej były chłopak był dilerem - wcale nie brzmiało to najlepiej.
- Byronie Anthony Love, w jakie ty złe towarzystwo popadłeś! - krzyknął pan Richard, użył jego drugiego imienia co już zwiastowało nieszczęście.
- Co krzyczysz na dziecko! To wszystko twoja wina, ty go źle wychowujesz!
- Zaczyna się...- załamał się dziadek.
Dzieciaki siedziały cicho jak myszy pod miotłą
- Co niby takiego złego robię?!
- Widać ewidentny brak matki w jego życiu! Ty i Grace tworzyliście piękną parę...
- A czy to moja wina?! Odeszła tylko przez... - w tym momencie mężczyzna zatkał sobie usta dłońmi. Serce mu stanęło w momencie gdy to powiedział. Usłyszał uderzenie rękoma o stół i nieciekawy wyraz twarzy Byrona.
- Z tego co wiem mama nie żyje...
- Brawo - rzekła Mirabelle po czym usiadła na krześle, tata patrzył na swojego syna wzrokiem przerażenia. Teraz będzie musiał powiedzieć całą prawdę, szczególnie, że Byron wyglądał tak jakby chciał to z niego wyrwać siłą.
- Dokończ proszę. Tylko przez... -pan Love spuścił głowę i wymamrotał mając w nadziei, że nie dosłyszy:
- Twoja mama żyje...rozwiedliśmy się po twoich narodzinach - długowłosy poczuł jak coś w nim pęka, poczuli to także Maya i Arthur siedzący obok. Nie mógł uwierzyć, że żył 17 lat w kłamstwie. Powinien czuć ogromne szczęście, a odczuwał ogromny zawód i rozpacz.
- Jak mogłeś mnie tak okłamać?! Chodziło o zwykły rozwód,a ty mi wmówiłeś, że nie żyje?! Przebolałbym fakt, że to z mojego powodu. Kto by chciał żyć z czymś takim jak ja?
 - zerwał się z miejsca i wbiegł po schodach do swojego pokoju krzycząc jeszcze jedno głośne:
- Nienawidzę cię!
- Byron! - krzyknął za nim, ale ten nie zamierzał wrócić. Załamany opadł na krzesło i walnął głową w stół.
Minęło trochę czasu. Blondyn siedział na balkonie paląc papierosa. Od tego całego zamieszania bolała go głowa, ale to nie pierwszy raz. Rodzinne spotkanie zawsze kończyły się w ten sposób (dlatego mieszkają wszyscy daleko od siebie by nie spotykać się za często) jednakże ten raz to była zdecydowana przesada.
Jak tysiące myśli przelatywało mu teraz przez głowę, to nie mógł przepuścić tej, że jego matka pewnie układa sobie życie z kimś innym i że go nie chciała. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jego ojciec go wychował prawie do końca.
Mayka z dołu coś zaczęła krzyczeć, a do jego pokoju wszedł niespodziewanie dziadek.
- Nie chcesz rozpakować prezentów? - zapytał śmiejąc się, a potem spojrzał na niego z lekkim zakłopotaniem. Aphrodi już nawet nie krył się z tym, że pali.
- Nie mam ochoty...na nic. Nie chcę nawet znać szczegółów, on cię tu przysłał?
- Sam przyszedłem
- Nie chcesz wiedzieć czemu palę?
- I tak byś nie powiedział - oboje się zaśmiali. Dziadek pogłaskał go po długich blond włosach.
- Żałuję, że cię oddałem pod skrzydła Darka, był naprawdę dobrym przyjacielem.
- Ale trenerem już nie najlepszym.
- Nie wybaczę mu, że ci zrobił taką krzywdę.
- Tylko tyle? Cała drużyna Raimona wini go za ten wypadek.
- Nie mogę nic powiedzieć, gdyż jestem temu współwinny.
- Coś z naszą rodziną jest ewidentnie nie tak - rzekł próbując zrobić okrąg z dymu.
- Masz zeszyt, który ci dałem? Mogę go zobaczyć? - Byron nieco się zdziwił na to, ale zaczął szperać po szafkach i wyciągnął czarny zeszycik. Menadżerki często śmiały się, że to death note gdyż Aphrodi za każdym razem gdy na niego spoglądał to się podejrzanie uśmiechał.
Niegdyś należał właśnie do jego dziadka do zapisywania technik, które zostały użyte w drużynie Raimon. Zapisywał je razem z Davidem Evansem, więc wszystko było zapisane tajnym kodem. Większość z nich nie nadawała się do niczego chociaż były tam zapisane takie techniki jak "Rozmach burzy" czy "Boska strzała" które zostały wykorzystane w Zeusie. Najcenniejszym skarbem jest jednak urwana połowa kartki A4. Zapisana jest na niej w szczegółach Boska Wiedza. Wielu próbowało jej się nauczyć, ale nikomu w Raimonie się to nie udało. Dopiero 10 letni Aphrodi zauważył błąd w tej technice i wykonał ją jako pierwszy. Tym samym zaczęła należeć do niego.
Dziadzio zaczął go pośpiesznie kartkować.
- Świetnie, a gdzie drugi?
- Drugi?
- Zeszyt no! Taki biały i druga połowa tej kartki z Boską Wiedzą?
- Mam tylko ten...
- Przecież dawałem twojemu ojcu dwa zeszyty, dwie połówki kartki! - Mężczyźnie musiało coś się w głowie pomieszać. Nie raz wspominał o drugim zeszycie, ale Byron nie miał go nigdy w rękach. W tym momencie Byron miał w głowie jakiś dziwny przebłysk. Pomysł, ale nie chciał wierzyć, że to prawda.
- Co było na tej drugiej połówce kartki?
- Ta zakazane wersja Boskiej wiedzy, no wiesz ta z czarnymi skrzydłami co niszczy użytkownika od środka...Wiedza szatana...wiedza diabła...jak to się nazywało..
- Wiedza demona? - zapytał i poczuł jakby momentalnie dostał zawału.
- Bingo!

Zapowiedzi Jennett
Ugh! Te święta były naprawdę okropne! Że też musieliśmy pożegnać Josha w taki sposób...
Byron jest jakiś nie swój, bardzo trudno się z nim dogadać, też bym była taka gdyby ktoś przebudził we mnie geja xD Będę zmuszona go prosić o pomoc gdy pojawi się ON! Tak proszę państwa, Nagumo Haruya wraca do żywych! Ale za nim to...trening i mecz z królewskimi. Jaki zeszyt?! Ja nic nie wiem! Znowu dostaniemy lawinę wspomnień z przeszłości. Dlatego przeczytajcie już 19 rozdział "Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany"

Mayka: Bardziej wyszukanego tytułu nie było?

Kitsune: Nie c: William Szekspir zawsze na propsie 

-------------------
Prawie pół roku w plecy z pisaniem tego, a nowy dopiero przed nami! Tak bardzo chciałam wyrobić się przed nowym rokiem! Za bardzo wchłonął mnie wattpad i moja książka "Boski Ogień" którą niedawno skończyłam. Zaś tutaj mamy chyba dopiero połowę.
Mimo wszelkich upierdliwości kocham tego bloga bardziej niż to nędzne yaoi.
Pisząc to cały czas odtwarzałam w pętli ending cudownego anime jakim jest "Banana Fish" był tam gościu imieniem Arthur c: ale nasz Arthuro wygląda bardziej jak Ash tylko, że z grzywą, którą ciągle zarzuca. 
To tyle! Jak się uda to rozdział w okolicach lutego! Będą ferie YAY!
Szczęśliwego nowego roku!


piątek, 31 sierpnia 2018

17. Obóz NIE treningowy

Piątkowy grudniowy poranek w szkole Zeusa. Nie wyglądał jakoś szczególnie, do rozpoczęcia lekcji w szkole Raimona jeszcze trochę czasu, dlatego Avril przesiaduje obecnie w gabinecie swojego taty czyli sekretariacie liceum Zeusa. Była kompletna cisza, przerywana stukaniem w klawiaturę i odgłosem piłowanych paznokci czerwonowłosej.
- Tato...kupisz mi motor? - zapytała nie spuszczając wzroku z paznokci. Mężczyzna przerwał na chwilę stukanie i popatrzył na córkę poprawiając okulary.
- Dostaniesz jak dorośniesz - wrócił do komputera.
- Mam 18 lat!
- Mentalnie 13
- Ten twój blondasek, którego tak pięknie wyrzuciłeś, szpanuje swoim motorem przed wszystkimi dziewczynami z tej szkoły. Ja będę przed chłopakami!
- Trzynastolatka jak nic... - mruknął.
- Poza tym pomyśl tylko. Mój wygląd, mój charakter i moja gitara. Brakuje tylko motoru - Steven słuchał jednym uchem i na wszystko kiwał głową, gdy Avril wymieniała różne argumenty - Nawet Axel byłby zazdrosny, jeszcze głupio by mu się mu zrobiło, że to ja mam taką maszynę, a nie on! Nie ma szansy bym chociaż tak na chwilkę pożyczyła motorek od blondynka...mówiąc o nim. Słyszałeś, że dołączył do Raimon ciapciaków? - z powrotem piłowała paznokcie po przemowie o motorze. Dark podniósł się z krzesła i uderzył rękami o biurko.
- Nie mówisz poważnie! - tym razem to Avril podniosła oczy z obojętnością.
- Po co miałabym cię kłamać? Wyrzuciłeś koteczka to znalazł se innego pana. 
- Nie może być!
- Twój piesek, a raczej twoja suczka też uciekła. Jennett mi oświadczyła, że oficjalnie odchodzi, cytuję, może zrobić mi co mu się żywnie podoba, ale i tak mnie to nie ruszy - Steven zaczął skubać się po brwiach i uderzył pięścią w biurko.
- Daleko ci byś osiągnął poziom dziadka. Widziałeś się z nim ostatnio?
- Taaaa miałem ostatnio z nim widzenie. W dzień meczu - powiedział drżącym głosem.
- W dzień meczu? Tego meczu gdy Affik polepszył boską wiedzę, a Jennettka pokazała swojego wilka?
- O czym ty do cholery do mnie mówisz!?
- O tej wspaniałej rozgrywce, którą przegapiłeś.
- Byron wyszedł na murawę?! Przecież mu surowo zabroniłem!
- Kotki bywają nieposłuszne - w tym momencie do Avril przyszła wiadomość - O Axel napisał! Ooooo...zobacz - pokazała telefon tacie czerwonemu ze złości.
- Avril wybierasz się tam razem z nimi!
- Że co?! Nie ma mowy!
- Chcesz motor?
- Okej! Już biegnę!

Zaczęło się od bardzo szybkiej wiadomości:

Kochani!
Z uwagi na zmianę składu, paru kłótni, sprzeczek i szczerości,
postanowiliyśmy zorganizować kolejną edycję naszego obozu treningowego!
Nie do końca treningowego, gdyż skupimy się na odnawianiu naszych więzi.
Takie zalecenie trenera. 
Dzisiaj to my zamykamy w szkołę, a obozowisko zamykamy o 10 rano.
Zabierzcie śpiwory, materace, piżamy, dresy, rzeczy na zmianę, przybory toaletowe, jedzenie :D Jesteśmy prawie dorośli, więc sami wiecie czego wam potrzeba.
Nelly Raimon

- Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć co ja tu robię? - zapytał Byron siedzący wraz z grupką piłkarzy na podłodze. Wszyscy siedzieli w kole na rozłożonych materacach i śpiworach w sali gimnastycznej. W sumie powstały 3 osobne "obozy" . Pierwszy to były dziewczyny, drugi chłopaki powiedzmy wyższej rangi i tej niższej. Trenera nie było i nikt za bardzo nie wiedział co z sobą zrobić. Nelly spojrzała na zegarek.
- Cóż...kolacja dopiero o 19 - a była dopiero 15.
- Z ciekawości. Co robiliście ostatnim razem? - zapytał Aphrodi, który z nudów zaczął robić sobie mini warkoczyki.
Głos przejęła Nelly:
- Nic specjalnego, SERIO - Mark trzymał palec przy policzku i patrząc w sufit wtrącił:
- Jak to nic specjalnego?! Całą noc ćwiczyliśmy do meczu z Zeusem żebym mógł opanować Rękę Majina! Mało co  nie zszedłem wtedy ze zmęczenia! - wtedy Nelly wzięła zamach ręką i trzepnęła go w głowę by nie mówił takich rzeczy.
- To dlaczego teraz nie pójdziemy trenować! - wrzasnął Aphrodi domyślając się czemu brunetka nie dopuszczała Evansa do głosu.
- Popieram Byronka - powiedział Josh, który tulił pluszowego pingwina co wyglądało co najmniej dziwnie.
Wtem wszyscy zwrócili uwagę na Jennett, która turlała się po podłodze wycierając wszystkie kurze.
- A komuś się chce? - zapytała, była pewna, że nie tylko ona ma lenia. JEdnak wszyscy chóralnie odpowiedzieli "Tak"
- Nie chce mi się...
- To zagrajmy w prawdę czy wyzwanie! - krzyknął ktoś, nikt nie rozpoznał tego głosu, gdyż ta osoba w ogóle nie została nawet zaproszona. Jennett przestając się w końcu turlać zatrzymała się przy tej osobie i na jej widok mało co zawału nie dostała.
- Yo! - siedziała tam Maya, przywitała się podnosząc rękę, a Erick, który siedział obok niej odskoczył.
- Czy nie wyraziłem się jasno mówiąc, że ty nie idziesz?! - krzyknął Aphrodi widząc swoją kuzynkę, której nie powinno tu być.
- Ale jakby nie patrzeć to dobry pomysł - wzruszył ramionami Bobby.
- To ja spasuję - rzucił Axel wstając z miejsca, wstałby gdyby nie Jude, który złapał go za kołnierz
- Po czyjej jesteś stronie?!
- To kto zaczyna? - zapytała Maya klaszcząc w ręce.
- To ja zacznę...- wymamrotała McCurdy, która jeszcze chwilę temu tarzała się po podłodze. Była to świetna okazja by wydusić z kogoś kilka rzeczy bądź go upokorzyć.
- Axel..skoro już nigdzie nie uciekniesz - na głowie czarnowłosej wyrosły rogi - Prawda, czy wyzwanie? - to pytanie wypowiedziała z sadystycznym tonem, który wywołał ciarki na jej kolegach.
- Prawda - Axel zachował swoją pokerową twarz i się nie dał. 
- Czy nadal ci się podobam? - cisza... nikt się nie odzywał, a Axel kalkulował co ma powiedzieć. Parę osób z niecierpliwością czekało na jego odpowiedź.
- Nie - powiedział stanowczo. Lecz zaczął się zastanawiać czy rozsądnie by nie było wyskoczyć przez okno.
- Przyjmuję to do wiadomości... - założyła ręce na piersi i uznałą, że nie ma się już o co starać. Nie ukrywajmy, że zrobiło jej się trochę przykro.
- A nadal podoba ci się Avril? - warknęła udając obojętność.
- Nie odpowiem, skończyła się twoja runda! - rozejrzał się po ekipie i skończył na smoczym napastniku.
- Kevin, prawda czy wyzwanie?
- Oczywiście, że wyzwanie!
- Pocałuj naszą Jennettkę - wszyscy dostali laga.
- Okej - powiedział szczęśliwy, ale aż za bardzo.
- Ty szujo! Nie zgadzam się na to!
- Musisz! - wykrzyczał podniecony różowowłosy robiąc dzióbek do swojej koleżanki, która ewidentnie nie chciała się z nim zetknąć. W tle usłyszała jeszcze chichot długowłosego blondyna.
- A ciebie co śmieszy błaźnie!?
- Nic, absolutnie nic i w tym momencie usta wyśmiewanych dwojga się złączyły. Nie trwało to długo, gdyż Jennett w ramach samoobrony kopnęła Dragonfly'a w krocze, że poleciał na drugi koniec sali. Wydusił tylko z siebie:
- Nelly...prawda czy wyzwanie
- Nie zamierzam brać udziału w tej okropnej grze! - powiedziała oburzona, że Kevin odważył się ją wybrać.
- Będę dla ciebie miły - brunetka przewróciła oczami, a otuchy dodała jej Celia, która uderzyła ją pięścią w ramię.
- Dawaj...prawdę - smoczy napastnik bez zastanowienia rzucił:
- Który z nas jest twoim zdaniem najprzystojniejszy? - do tego poruszył znacząco brwiami. Ku jego nieszczęściu dostał ponownie w krocze ponownie od Jennett lecz tym razem wrzasnął na całą szkołę 
- Żaden, wszyscy nędznie wyglądacie. Jedyne co to Josh i Axel zdobywają 6 punktów na 10
- Ależ ty miła - powiedział Nathan, który w głębi duszy był pewny, że to jego wybierze
- Terumi! - krzyknęła panienka Raimon wskazując palcem na blondyna, który aż cały się spiął.
- Ja?
- Tak ty, prawda czy wyzwanie? - Aphrodiego przechodziły ciary, jakie to diabelskie sztuczki zastosuje na nim Nelly?
- Prawda - nie miał ochoty całować jej stóp czy coś w ten deseń. Widać był, że pokrzyżował jej plany.
- Odkąd cię zobaczyłam, byłam pewna, że ktoś cię zgwałcił w dzieciństwie - Afurko od razu zrzedła mina - nigdy nie widziałam takiego dziwactwa jak ty.
- Radzę ci się trochę pohamować ze szczerością - powiedział blondyn, który już zabierał się za zapisanie jej imienia w Death Note.
- Ile lat miałeś gdy straciłeś dziewictwo? - parę ludków się zdziwiło na to pytanie, wielu z nich nie zaliczyło swojego pierwszego razu. Afurko zaczął coś ambitnie przeliczać. Matematyka ciężki przedmiot. Popatrzył się w sufit i gdy był już pewny to z Axelową twarzą wydusił
- 15...fajnie było, nie żałuję - dla niego to normalna rzecz, nie to co dla tych dzieci.
- Jennett...
- Znowu ja?! - krzyknęła na myśl, że ona będzie musiała się spowiadać.
- Prawda czy wyzwanie?
- Niech będzie wyzwanie
- Ja tylko chcę przypomnieć, że inni też chcą zagrać - napomknął Willy poprawiając okulary.
- Dobra, dobra! Dawaj to wyzwanie - uciekła od pytania czy go kocha
- Ubierz się w śpiwór...i udawaj dżdżownicę z padaczką - zatkało ją. Co to będzie za upokorzenie! Aphrodi uśmiechną się swym szyderczym uśmiechem. Nim się obejrzała była już w kokonie i tarzała się po podłodze starając się przejść całą salę. Wszyscy się śmiali, a ona supiała się na tym jak wywijać biodrami. Spojrzała zabójczo na Byrona, który tarzał się ze śmiechu.
- Aphrodi! Prawda czy wyzwanie?
- Inni też chcą grać! - wrzasnął Jack.
- Cicho tam! Prawda czy wyzwanie?
- Prawda! - jego nic nie ruszy, najgorsza prawda.
- W ilu związkach już byłeś i jakich? - wykrzyknął szczęśliwy kokon.
- Uważaj bo zmienisz się w motylka - zaczął śmiać się Josh
- Kurde...ciężko policzyć.. - przez kolejne 2 minuty w zupełnej ciszy Affo myślał i obliczał tyle jakby próbował wymyślić wzór na pole grawitacji.
- 15 dziewczyn 3 chłopaków. Aktualnie nie jestem z nikim więc każdy ma szansę - puścił oczko dziewczynie w kokonie i Joshowi...
- Chcesz powiedzieć, że jesteś...
- Biseksem? Jak najbardziej. Jack, skoro tak bardzo chcesz, prawda czy wyzwanie? - to nie to, że czarny kokon ma problem z tolerancjom, czy brzydzi ją taka ilość związków i braku wierności. Tylko to, czy ona by kiedyś miała dołączyć do tej kolekcji? Pomyśleć, że już raz dała mu się zaciągnąć do łóżka...albo raczej ona go. Aphrodi jest naprawdę osobą, która zalicza wszystkich po kolei. 

Po tej szalonej grze w prawda czy wyzwanie czekała na nich jeszcze bardziej szalona niespodzinka od Nelly. Czekała na nich w sali muzycznej. Poszli tam i jedna osoba włączyła światło, a czekała na nich...
- Maszyna do batelek tanecznych *^* - zachwycił się Eric mając gwiazdki w oczach.
- Od kiedy ty lubisz i potrafisz tańczyć - zapytała Bobby nie rozumiejąc reakcji przyjaciela. Ten tylko zachichotał i podrapał się po glowie. Na pewno tak jak to Erick nazwał tak się nie nazywa, ale powinniście wiedzieć o co chodzi. Parkiet z 4 strzałkami, a przed wami ekran, w tym przypadku był to komputer. Nikt nie zapytał panny Raimon skąd ona to wytrzasnęła, ale skoro jest córką dyrektora...
- To kto pierwszy? - zapytała. Nie uzyskała odpowiedzi. Wszyscy zaczęli rzucać się na komputer i się przekrzykiwać. Koniec końców dobrano się w pary i zaczęto tańczyć. Zabawa była przednia choć nie wszystkim się udawało. Większość nie nadążał. Jedynie Jennett nie cieszyła się, nie darła ryja i nie czuła atmosfery.
-No chodź! Nie daj się prosić! - wrzeszczał Todd ciągnąc Jennett za koszulkę w stronę gry. Ona jednak kurczowo trzymała się słupa.
- Nie chcę! Nie umiem - tuliła się jeszcze mocniej.
- To nie boli!
- Właśnie, że boli! - jej uszy podniosły się do góry, a oczy rozszerzyły gdy usłyszała głos z megafonu, który trzymał długowłosy blondyn.
- Jennett McCurdy wyzywam cię na pojedynek mistrzów!
Puściła słupa umierając z zażenowania.
- Nie daj się prosić! - wszyscy zaczęli bić jej brawo, a ona cała czerwona sztywnym krokiem podeszła do maszyny.
- Królowa hip hopu tak? Zaraz się przekonamy! - krzyknął pewny siebie podskakując na strzałkach.
- Skąd wytrzasnąłeś ten megafon?!
- Tam leżał - powiedział jej prosto do ucha nacisnął jakiś pstryczek i megafon zawył niczym wóz strażacki. Wszyscy zatkali uszy, a Byron jak najszybciej wcisnął wyłącznik.
- Hihihihi - zaśmiał się jak zawsze - sorki.
- Wybiorę wam piosenkę - Do komputera podeszła Celia i wyklikała jakiś super szybki opening z anime i poziom najtrudniejszy. Strzałki zaczęły pojawiać się na ekranie, a razem z nimi zaczęło się tupanie po parkiecie. Oboje mieli problem z nadażenie. Aphrodi skakał jak kózka, a Jennett 3/4 strzałek przepuszczała i zapominała, że prawa to ta obok lewej.
- Cholera! - krzyknęła, a widownia śpiewała. Szczerze mówiąc to dziewczyna pierwszy raz tańczyła na czymś takim. W pewnym momencie przez przypadek noga wpadła jej pod nogę. Tak, potknęła sięo własne nogi i glebła na ziemię.
- Nie!!! - straciła kolejną serię punktów, a tym samym piosenka się skończyła.
- To było piękne! - krzyknął dumny Affo do swojej koleżanki.
- Coś takiego jest całkiem niezłym treningiem - krzyknął podekscytowany Mark chcąc dołączyć do zabawy. Jennett wycierała pot z twarzy i dysząc na platformie powiedziała:
- Nigdy więcej! Wolę trenować w naszym centrum treningowym - system Aphrodiego zaczął się ładować, tak samo jak innych bo wypowiedziała słowa, których nie było dane jej wypowiedzieć.
- Macie tu jakieś centrum treningowe?! - wrzasnął Afu z iskierkami w oczach.
- Czy to jest TO miejsce gdzie trenowała słynna jedenastka Raimona?! I wy do meczu z Zeisem?! - chwycił Marka za ręce i zrobił uśmiech dorównujący uśmiechowi bruneta. Chłopak z opaską przechwycił jego entuzjazm i także się uśmiechnął.
- Trafił swój na swego - wymamrotała Silvia patrząc na tryskających energią chłopaków.
- Tak to TO miejsce! Chodźmy tam jak najszybciej! - odkrzyknął Mark i prawie co wybiegł z sali i reszta ekipy za nim gdyby nie Nelly.
- O nie! Nie na mojej zmianie! To miał być obóz NIE treningowy! - zagrodziła im wyjście swoim ciałem
- Oj Nelly nie bądź taka! Tylko mu pokażemy! - nalegał Jack, który także się napalił.
- Popieram stronę panny Raimon, zostajemy tutaj! - zarządziła czarnowłosa przybierając ponownie formę kokonu - chłopaki nie słuchali żadnej z dziewczyn i popchnęli Nelly depcząc ją i sami wybiegli na korytarz.
- Ale chociaż się ubierzcie! Zimno tam! - chmara chłopaków zawróciła ponownie depcząc brunetkę. Jedynie Josh był tak uprzejmy i podał jej rękę. Wszyscy się szybciutko ubrali i wyszli na dwór. Było bardzo zimno i ubrania które założyli nie starczyły. Dotarli biegiem  do centrum, a czekała na nich nie miła niespodzianka.
- Zasypało - wymamrotała Celia.
- No i co teraz? - zapytał Bobby zakrywając się szalikiem.
- Mamy tu może jakomś łopatę? - wychrząkał Jude po długim gapieniu się w ścianę śniegu.
- Skąd ja ci łopatę wytrzasnę?! -podenerwowała się Natsumi. Widząc ten spór, Aphrodi niewinnie wyszeptał:
- Aż tak mi nie zależy żeby tam wejść...- gdy to wypowiedział Mark zokrzykiem godowym wieloryba rzucił się na wielką górę śniegu. Liczył, że dokopie się do wejścia, ale tylko wylądował twarzą w śniegu.
- Co róbowałeś tym osiągnąć? - zapytała zażenowana Nelly. Na jejsłowa brunet zaczął robić orzełka twarzą do śniegu.
- Ała! - rozległ się nagle głos długowłosego blondyna o którego rozprysła się kluka śniegu. Odwrócił się w stronę snajpera, był nim Joshua, który już trzymał w ręku kolejną kulkę.
- O ty skur... - złapał odrobinę śniegu i przyładował brunetowi w twarz.
- Dun nie pokonasz! On jest zawodowym snajperem i..
 - buzie zatkał jej śnieg rzucony przez Kevina.
- Miało być w Nathana! - tłumaczył się. Z mordem w oczach McCurdy wzięła garść śniegu i ulepiła z niego kulkę. Obliczała prędkość wiatru i kąt i się zamachnęła. Kulka niestety nie poszybowała za daleko bo wylądowała metr przed dragonfly'em.
- Kurde! - różowowłosy miał już cały arsenał i rzucał śniegiem w czarnowłosą z prędkością karabinu maszynowego trafiając w różne części jej ciała. Ona zaczęła wrzeszczeć i uciekać, a Kevin za nią. Gdzieś dalej zdążono zbudować dwie wrogie fortece. W pierwszej Jack, Jude i Axel, a w drugiej Todd, Eric i Bobby. Blaze miał bardzo ważne zadanie. Lepił kulki. Tak...to bardzo ważne zadanie...
Każda miała dokładny kształt i rozmiar. Dosłownie mierzona od linijki.
- Axel amunicja! - krzyknął główno dowodzący Jude - Wow - powiedział widząc piramidkę śnieżek. To się zaczęło bombardowanie. Maya turlała się po śniegu wydając różne okrzyki. Każdy w kilka minut zdążył się cały przemoczyć co do suchej nitki. Sielankową zabawę przerwał dźwięk. I to nie krzyk czy wycie jakieś syreny. Był to odgłos wycia motoru. Ahrodi wyczuł, że jego kochana maszyna jest w niebezpieczeństwie. Spojrzał z resztą w miejsce gdzie parkował. Na jego cudnym motorze siedział nieprosony gość. Długie czerwone włosy powiewały na wiaterku, nikt nie miał wątpliwości, że to...
- Avril... - wymamrotał Axel - jak to się stało to Byron za długo się nie zastanawiał ani jak zdobyła kluczyki. Po prostu pobiegł w jej stronę jak najszybciej.
- Jak to się tu... - Avril zaczęła kombinować gdzie może być jakiś włącznik czy coś. Zobaczyła, że w jego stronę biegnie Aphrodi to się uśmiechnęła. Przekręciła coś, nawet nie wiedziała co i idealnie jak blondyn dobiegł do barierki ona wystartowała.
- Nie!!! - zdążył tylko za nią wrzasnąć i wyciągnąć rękę. Paninka Dark zaczęła się beztrosko śmiać, problem tkwił w tym, że nie umiała się zatrzymać czy złapać równowagi. Ku zdziwieniu i przerażeniu wszystkich parę metrów przed avril na droę wskoczył Axel. Stanął na drodze jak samobójca. Wiedział, że czerwonowłosa zatrzyma się przed nim, tyle że ona nie wiedziała jak. Czyżby to był koniec Axela?
- Samobójca! - wrzasnął za nim Byron - Rajski czas! - pstryknął palcami tak, że wszystko stanęło w miejscu. Wiedział, że jak czegoś dotknie świat znowu ruszy.
- Co ta wariatka ci zrobiła?... - zaczął gadać z motorem. Wskoczył na siedzisko, usiadł właściwie na Avril. Odległość od Axela była niewielka, blondyn zdążył przejąć kierownicę i wyminąć jeża lekko co go muskając. Zachamował gwałtownie po czym od razu zsiadł.
- Ale ma kopa tam maszyna! - nie przejmując się słowami dziewczyny po prostu ja zrzucił. Wziął swój skarb i odstawił go na miejsce. Rzekł tylko po drodze do Axela:
- Uratowałem ci życie samobójco, ciesz się
- To ty powinieneś się cieszyć, uratowałem ci motor.
- Równie dobrze mogłem cię przejechać, wesoło by było.
- Jennett by wesoło nie było - zalazł mu za skórę.
- Radzę ci pilnować swojej dziewczyny - między tą dwójką panuje bardzo napięta atmosfera wynikająca niewiadomo  czego. Tą akcją zakończono zabawę na dworze.

- No mów! Po co tu przylazłaś?! - na czerwonowłosą darła się Jennett, która miała po dziurki w nosie wybryków Avril. Menadżerki  wspólnie z Mayą, Judem, Erickiem, Bobbym i Toddem szykowali kolację. Reszta siedziała w kółku i przetrzymywali w nim zniewoloną Avril.
- Została zaproszona - powiedziała dumnie.
- Niby przez kogo? - mamrotał Nathan. Czerwonowłosa jakby szczęśliwa, że o to zapytał, wyciągnęła telefon i pokazała rozmowę na Messengerze z Axelem. Kevin i Aphrodi popatrzyli się na niego wściekli. Ten dalej trzymał Poker face chociaż wszyscy byli na niego źli.
-No co? - w wiadomości było dokładnie napisane "Jak chcesz to wpadaj"
- Ale nie musiałaś wpadać z takim impetem- słusznie zauważył Jack na co inni pokiwali głowami.
- Jakim cudem zdobyłaś kluczyki?! - Aphrodi dalej nie dowierzał, bo nie mógł oderwać wzroku od kliczy, które trzymał w ręku. Jedno tylko się nie zgadzało, nie było do nich przypiętego breloczka nieśmiertelnika z jego danymi.
- To są zapasowe, prawdziwe trzymasz w torbie szkolnej. W tej małej kieszonce w której trzymasz leki, prezerwatywy, papierosy... - wyliczała
- Jak ty...skąd...jakie prezerwatywy?! - Love'a zatkało od środka. To co mówiła zgadzało się co dojoty.
- Jestem doskonałym obserwtorem, grasuję po dwóch szkołach i nic nie umknie memu wzroku i sprytu. Po prostu, wzięłam od sprzątaczki zapasowy kluczdo twojej szafki bo wielokrotnie mówiłeś Herze, że trzymasz tam zapasowy klucz.
- Ale jaki miałaś w tym cel. Przerwać nam zabawę na śniegu? - krzyknęła Maya ze stołu.
- A gdzie tam, aż tak mi się w życiu nie nudzi. Chciałam się przejechać na motorze.
- Tak po prostu? - nie dowierzał Axel, który łaskawie się odezwał.
- Po prostu.
- Świetnie, wszystko nam wytłumaczyłaś więc możesz sobie iść, pozdrów ojca - Jennett wstała i zaczęła wypychać dziewczynę do wyjścia.
- Ale...
- To, że Axel cię zaprosił nie ozacza, że inni życzą se twojego towarzystwa - ciągnęła ją dalej za szalik aż całkowicie nie wylądowała na korytarzu.
- I nie warz się wracać! - krzykęła za nią.
Josh przeciągnął się jakby dopiero co wstał i złapałsię gwałtownie za brzuch, który prezentował odgłosy wieloryba.
- Ale jestem głodny, Nelly jak ci idzie? - spojrzał na brunetkę która dosłownie umierała przy tych garach.
- Skoro skończyliście to przesłuchanie moglibyście pomóc! - krzyknęła Celia wachlując omdlałą panienkę Raimon. Chłopcy i Jennett (jak to brzmi xd) wzruszyli ramionami i pobiegli na pomoc. Dzięki temu wszystko poszło sprawnie i szybko i na pewno o wiele zabawniej bo nie tylko natsumi ma problemy w kuchni. Po 20 minutach zostały rozłożone wszelkiego rodzaju sałatki, ryż, szaszłyki i inne smakołyki. Ale najważniejszą atrakcją był gulasz. Wszyscy zajadali się nie wiedząc co to miar. Nie było szans żeby zostały jakieś resztki, a jak zostały to zjadł je Jack zanim ktokolwiek inny zdążył je dorwać.
- To co, przyszła pora na nasz maraton filmowy? - Silvia zdała pytanie retoryczne

Po jakiś 2 godzinach przeszli przez "Kimi no na wa" i przyszedł czas na "Thor: Ragnarok" na co męska część widowni bardzo się ucieszyła. Jennett nie oglądała żadnego filmu. Leżała w śpiworze i próbowała spać. Przeszkadzało jej cały czas kilka stworzeń albowiem dziewczyny grały w Taboo i jak na Taboo nie były cicho. Poddenerwowana ciągłymi krzykami zarówno dziewczyn jak i podnieconymi filmem chłopców postanowiła pójść się przewietrzyć. Zabrała ze sobą bluzę i szalik. Postanowiła znaleść wejście na dach i tam posiedzieć. Wspęła się po drabince i otworzyła klapę. Co ją zdziwiło to to, że była już otwarta. Wgramoliła się na górę, taszcząc swoje ciało wieloryba. Było pięknie, przez chmury przebijał się księżyc i gwiazdy które oświetlały postać która już tam chyba od dawna stała. Wiatr unosił w górę tej osobie szalik i włosy.
- Aphrodi? - było to pytanie, równocześnie zdanie twierdzące. Wokół niego unosiły się kłębki dymu. Podeszła do niego. Jego czerwone oczy przesiąkał blask księżyca. Wyglądał tak cudownie i delikatnie, jak aniołek. Nie wyglądał jakby ją zobaczył. Nucił jakąś piosenkę pod nosem.
- Jak uroczo - jednak cały ten urok zniszczyła jedna rzecz. Papieros. Podeszła do blondyna i również zaczęła gapić się w punkt na który on patrzył.
- Śliczna noc, nieprawdaż? - zapytał uśmiechnięty. Wypuścił z ust kłębek dymu.
- Niebo jest tak ciemne jaky zostało spowite przez demony - niebieskie oczy Jennettki zabłysły w pewnym momencie i zabrało jej dech w piersiach. Jakby Afuro owinął ją swoją boskością. Jednak się otrząsnęła i poklepała w policzki. Po czym niespodziewanie uderzyła Byrona w rękę sprawiając, że papieros wypadł mu z ręki i spadł z dachu. Zamurowało go i mimo, że nic nie trzymał to miał uniesioną rękę.
- Co to było?! - krzyknął na nią i znowu wyglądał jak stary dobry Aphrodi.
- To jest złe! Palenie to zło! Nabawisz się raka płuc! - tłumaczyła niczym odpowiedzialna matka. Love przymknął oczy i się uśmiechnął.
- Skoro tak mówisz, nie chcę skończyć jak ty - tym komentarzem McCurdy poczuła się lekko urażona. Stali sobie na dachu w samotności i w ciszy. Nie wiedzieli o czym mają gadać, po prostu stali. Jednak oboje mogliby trwać w tej chwili w nieskończoność. Wtedy czarnowłosa przypomniała sobie grę w prawda czy wyzwanie. Ten uroczy chłopiec był w tylu związkach, wyglądał na czystego aniołka, a naprawdę jest on strasznym grzesznikiem.
- Afuro?
- Tak?
- Czy to co mówiłeś w trakcie gry było na pewno prawdą? - blondyn wziął głęboki wdech i zwrócił się do czarnowłosej. Wyglądało to jakby patrzył na swoje odbicie w lustrze.
- Nie do końca...tak naprawdę to nigdy nikogo nie miałem i nie kochałem - podszedł bliżej dziewczyny i złapał kosmyk jej włosów - chodziło tylko o zwykły seks bez żadnych zobowiązań 
Zaszedł ją od tyłu i złapał w tali. Ona nie mogła obszeć się temu dotykowi. Stała nieruchomo i wsuchiwała się w jego słowa.
- Ty jesteś wyjątkiem Jennett - pochylił głowę nad jej uchem i szenął.
- Urzekłaś mnie - była cała rozpalona i tonęła w rumieńcach. Usta rozwarły jej się szeroko na te słowa.
- Czy to jest wyznanie miłości? - zapytała bez skrupułów i taką też otrzymała dpowiedź.
- Nie^^ - i zaśmiał się swoim ironicznym śmieszkiem. Tym sposobem dostał śnieżką w łep.
- BAKA!!!
- Po aru ostatnich wydarzeniach muszę głęboko przemyśleć jakim uczuciem do ciebie pałam.
- Jesteś dziwny - powiedziała. Mimo to cieszyło ją, że jest dla Afurko kimś ważnym, że nie straciła go całego. Zauważyła, że pan depresant stanął na końcu dachu. Wdawało się jakby miał z niego skoczyć.
- Wiesz dlaczego dostałem ofertę dołączenia do drużyny? - Jenny pokręciła przecząco głową.
- Bo ponoć wiem coś o czym żadne z was nie wie, ale jakim debilem trzeba być aby o tym nie wiedzieć? - ku zdziwieniu McCurdy  blondyn zrobił krok w przód. Tyle, że dalej nic nie było i nie zwracając na to uwagi zaczął spadać. Przerażona Jennett od razu podbiegła do końca dachu wrzeszcząc za nim. Kujej zdziwieniu i przerażeniu Aphrodi wzniósł się z powrotem w górę na swoich majestatycznych skrzydłach, a roztrzęsiona jennett nie wierzyła w to co się tu odjaniepawliło.
- Ja wiem, że chcesz się zabić, ale ja nie chcę brać w tym udziału! - wrzasnęła trzymając się za serce.
- Jak ty to zrobiłeś? - wymamrotała.
- Mój dziadek, były członek Raimon, wiele mi przekazał. Między innymi to, że techniki hissatsu działają jak supermoce - opadł z powrotem na dach do niedowierzającej koleżanki.
- Działają one nie tylko na boisku - złapał się za serce - to jest taka jakby część ciebie, twoja wyjątkowa umiejętność. Prekonałaś się o tym pewnie skacząc z okna w trakcie pożaru - jego skrzydła zniknęły i złapał czarnowłosą zaręce patrząc w jej oczy.
- On ma rację - powiedział dobrze znany jej gło. Spojrzała pod swoje nogi i ujrzała tam swojego wilka.
- Jaki uroczy - rzekł Aphrodi na widok zwierzątka.
- Ty go widzisz?! - krzyknęła
- Niby kogo? Mówiłem o tym gołębiu - wskazał na ptaka który łaził po dachu.

- Może jeszcze pójdę do toalety przed spaniem - powiedziała sama do siebie i za kierunek obrała toaletę. W korytarzach było dosyć ciemno, a ona nie wzięła telefonu. Szła trochę skulona, gdy ujrzała kogoś biegnącego za rogiem. Prawie co krzyknęła, ale zatkała sobie usta. Za wszelką cenę chciała wiedzieć kto to.
- Aphrodi?... - szepnęła. Szła wzdłuż ściany przywierając cały czas do niej. Przecież wygnali Avril, to chyba nikt inny jak Byron. Wysunęła się właśnie z miejsca gdzie ściana się kończyła i zobaczyła coś czego nie powinna. Ścisnęło ją w gardle. Przez okno, światło latarni i pełni księżyca było można dostrzec twarze dwóch osób. Nie mogła uwierzyć własnym oczom, miała brać nogi za pas, ale także nie potrafiła. Byron i Josh, przyjaciel i...i drugi przyjaciel...całujący się razem...Dwóch chłopaków rzeczywiście pożerało się nawzajem. Dun powalony na ścianę i Love trzymający go za nadgarstki, skubali swoje usta. Było to ochydne, a zarazem podniecające, znaczy się to uczucie, że widzi coś czego nie powinna. W jednej chwili poczuła się też zdradzona. Brunet objął szyję blondyna i Byron polizał go po szyi. Kiedyś i nawet polizał tak Jennett, dziwnie za tym zatęskniła.
- Kocham cię - szepnął któryś i przytulili się nawzajem. Nie mogła tego pojąć Aphrodi ją tak kochał, przez nią prawie dostał zawału i mógłby się dla niej zabić, zarwali razem w noc w łóżku, na dodatek ta scena na dachu i po tym wszystkim okazuje się, że Aphrodi po prostu jest gejem?! Woli chłopaków?! Po jego niestandardowym wyglądzie było można się tego spodziewać. Ale Joshua, dlatego się tak dziwnie zachowywał wobec niej? Dlaczego jej nie powiedział, nie zaufał?! Pisnęła cicho i pobiegła do wszystkich, zrobiła to dosyć głośno i modliła się by jej nie usłyszeli. Wbiegła do środka rzucając się na swój materac i szlochając w poduszkę, dziewczyny jakoś tego nie słyszały, nawet tego niespokojnego oddechu. Wspólne tańczenie, gadanie na dachu dlaczego?! Odczuwała wewnętrzną potrzebę przytulenia kogoś. Wstała ocierając łzy, dwójka pedałów nie wleciała za nią czyli nie przejęli się nią. Podeszła do obozowiska "A" gdzie był Axel. Dotknęła go lekko, a ten od razu się do niej obrócił bo nie spał. 
- Coś się stało? - poświecił dziewczynie telefonem prosto w oczy, które były zapłakane. Jude od razu też się odwrócił. Śmiesznie wyglądał bez swoich gogli, ale nie umiała się teraz uśmiechnąć. Powtórzył pytanie Axela
- Coś się stało? - nastolatka zapowietrzyła się i rzuciła się w ramiona Axela i zaczęła go tulić i płakać mu w ramię.
- Przytul mnie mocno - Blaze zszokowany trochę, ale to zrobił.
-Proszę przestańmy się kłócić, wybacz mi i obiecaj, że chociaż ty mnie nie zostawisz.. - białowłosy popatrzył dziwnym wzrokiem na Judea, a ten tylko wzruszył ramionami.
- Wybaczyłem ci już dawno, co cię tak nagle wzięło...
- Nie mogę powiedzieć! Widziałam coś czego nie powinnam - zaczęła wycierać słone kropelki rękawami - Dlaczego ja cię tak brutalnie zostawiłam?! - i znowu zaczęła go tulić. Siedzieli tak bezczynnie, Axel nie bardzo chcąc się mieszać pozwalał sobie na tulenie, gdy niezauważalnie wśród nich pojawił się Aphrodzio.
- O jaka urocza scena - szepnął - wszyscy zwrócili się w jego stronę. Miał w buzi pocka i leżał podpierając się na ręce - uważaj bo będę zazdrosny - popatrzyła się na niego wzrokiem spod byka przez szklane oczy.
- Śniło ci się coś? Daj misia! - rozłożył ręce i czekał aż dziewczyna się na niego rzuci, a ta tylko rzuciła w niego poduszką.
- Nienawidzę cię! - wstała gdyż nie życzyła sobie towarzystwa blondyna -Proszę bardzo, tnij się, pal, skacz z balkonu, bądź...sobą, ja cię już nie zatrzymuję.
- O co ci chodzi?! - Aphrodi zaczął się obawiać, że to ona widziała tą scenę... -No weź! Mnie nie przytulisz? - także wstał i jeszcze raz rozłożył ręce. Jennett machnęła tylko swoimi włosami odwracając się.
- Nie będę tulić się z pedałem. Weź se Josha

Zapowiedzi Josha
Nadchodzą święta, niestety jeszcze nikt nie wie co planuję. Świąteczna atmosfera zostanie zderzona z tą smętną, która panuje na pogrzebie. Byron dowie się czegoś niemożliwego od swojego dziadka, właśnie...czy uczucia moje i tego blondynka są prawdziwe? On jeszcze nie wie w co ja go wplątałem! Potym Jennett będzie tylko moja!
Przeczytajcie następny rozdział "Prezenty od losu"

Żyję! Ale zaniedbałam tego bloga. Nie będę padać na kolana i was przepraszać. Po prostu mi się nie chciało. Z drugiej strny nie miałam pomysłu na ten rozdział i bardzociężko się pisało. Szczególnie że pisałam to na telefonie.

niedziela, 25 lutego 2018

16.5. Przeszłość, czyli wyjaśniona tajemnica


- Zaczęło się niewinnie... poznaliśmy się zwyczajnie na podwórku. Ja i Josh, mieszkaliśmy w jednym bloku. Bawiliśmy się dniami i nocami, samochodami, moimi lalkami, a co najważniejsze graliśmy w piłkę nożną. Nie lubię gdy chłopcy są w czymś lepsi od dziewczyn więc sama dążyłam do perfekcji, nawet jak miałam 4 lata. Kiedyś, już nie pamiętam jak, Dun przedstawił mi Saila, mistrza gry w chowanego i robienia głupich żartów. 
Moi rodzice, to porządni ludzie. Stawiają nacisk na bycie perfekcyjną i mieli dla mnie zarezerwowane stanowisko w swojej firmie usług inżynierskich. Najpierw nauka, a potem zabawa. Nie chciałam ich zawieść. Jako pierwsza w przedszkolu nauczyłam się czytać i pisać. Świat mnie interesował i go odkrywałam. Gdy pewnego dnia poszłam zobaczyć jezioro łabędzie w teatrze, zapragnęłam tańczyć. Było to tak samo moje marzenie, zostać baletnicą, jak dostać się do reprezentacji Koreii w piłce. Przed pójściem do szkoły stwierdzono u mnie wadę wzroku i...kazano mi nosić okulary. W ten sposób powstała pierwsza wersja Jennett. Baletnica okularnica. Poszliśmy do szkoły, zwykłej podstawówki. 
- Pamiętam jak płakałaś bo nie chciałaś aby cię ktoś zobaczył w okularach! - krzyknął Josh przerywając wspaniałą historię.
- Też to pamiętam! - podniosła rękę Maya - wtedy uczepiłam się ciebie bo nie chciałam aby ktokolwiek w moim towarzystwie chodził smutny!
- Nie pamiętam tego -.- no więc dalej... rzeczywiście Mayka się mnie uczepiła, łaziła za mną wszędzie. Mimo tego jej optymizmu nie miała przyjaciół
- No bez przesady! Byłam uwielbiana!
- Cicho! To po co za mną łaziłaś?! - Maya wzruszyła ramionami - Josha to doprowadzało do szału, szczególnie, że Sail wyjechał do Japonii, a Williams o dziwo została moją kumpelką. Ale jaka była mina Duna gdy okazało się, że Maya potrafi grać w gałę. 
- Ciekawe dzięki komu - wtrącił Aphrodi uśmiechając się, gdyż umiejętności Mayi to jego szkoła.
- Chociaż ty siedź cicho! Wracając.. tak zyskaliśmy kolejnego członka ekipy. 
10 letnia Jennett była upierdliwą kujonką. Wkurzałam każdego, no wiecie typowy kujon. Nauka była dla mnie najważniejsza. Wtedy także moje towarzystwo zaczęło na mnie narzekać. Ewentualnie chodziłam na lekcje baletu, gdyż tato miał wizję córki baletnicy. Moim "grzecznym" charakterem i jako pupilek nauczycieli zaczęłam denrwować kolegów z klasy. Zaczęło się dręczenie mnie, wyzywanie czy nawet bicie. Josh nie mając jaj nie umiał się za mną wstawić i musiał to zrobić Burn! - Jenny popatrzyła koszącym wzrokiem na kolegę bruneta, który wpadł w małe zakłopotanie.
- Sorry no! Ci kolesie nie dręczyli tylko ciebie!
- W mojej obronie stanął Nagumo Haruya, chłopak, którego wyśmiewałam. Dostawał najsłabsze oceny, był krytykowany przez nauczycieli, miał w nosie wszystko i codziennie przychodził z nowymi siniakami. Jego zachowanie wydawało mi się dziwne. Za nim codziennie ganiał Suzuno Fuusuke.
- Ejże ty znasz Gazela i Burna?! - Byron wstał, złapał się za włosy i zaczął śmiać
- Yyyyy tak? Ci dwaj to najważniejsza część tej historii, co cię tak śmieszy?
- Nie nic, Josh wie o co chodzi - zielonooki też się zaśmiał - zaraz ci powiem tylko dokończ ten fascynujący i powoli nudzący monolog.
- Okazało się, że mieszkają całkiem niedaleko od nas i przychodzili się z nami bawić, gdyż to byli kumple Mayi. Nagumo nie mógł uwierzyć, że baletnica w okularach gra w piłkę i od razu dostał piłką w twarz. Zastosował sprytną technikę "przyciąganie przez odpychanie" . śmiał się ze mnie i wkurzał, ale podobało mi się to. Ja nie potrzebnie na to reagowałam. Wtedy zaczęły się walki kogutów. Nie wiem dlaczego, ale cała trójka chciała zdobyć moje serce. Mnie ciągnęło tylko do jednego. Widziałam w nim bohatera, był uznawany wśród klasy i znajomych, więc zaczęłam myśleć, że tak wygląda ideał człowieka. Zakochałam się po prostu, bardzo ślepo. Powiedziałam mu to, a on... - zacisnęła zęby. Zaczęło jej się zbierać na płacz. Jednej z zebranych osób było bardzo wesoło, Aphrodi nie mógł powstrzymać się od śmiania.
- Przestań śmiać się jak hamujący pociąg, to jest smutna historia! Zaraz się zapowietrzysz.. - wytarła oczy aby się trochę uspokoić. Usiadła na stole, bo zbierało się na długą historię.
- On po prostu mnie odrzucił.. - na sali zabrzmiało smutne "Ohhh..."
- No tak... stwierdził, że nie chce być z kimś tak sztywnym jak ja. Nie czerpiącym radości życia, kimś kto chce być perfekcjonistą. Powiedział, że mi pokaże prawdziwy świat.
W gimnazjum sprawy zaczęły się komplikować. Mayka wybrała inne gimnazjum, Gazel trafił do domu dziecka po tym jak ciotka go oddała. Wpłynęło to bardzo na Burna, gdyż białowłosy zmienił szkołę. Popadł w naług, autentycznie zaczął palić w wieku 14 lat. Gdyby moi rodzice do wiedzieli się o tym od razu oddzielili mnie od tego towarzystwa. Ja idiotka chcąc mu się przypodobać, również sięgnęłam po papierosa. Siedzieliśmy za sklepem za szkołą i paliliśmy. Ojciec Burna uciekł od matki, która stała się alkoholiczką. Dzięki swojej mamie miał zapas alkoholu, którym się ze mną podzielił. Tak zaczęłam palić i pić tylko po to aby mu się przypodobać. Łudziłam się, że mu się taka spodobam - czarnowłosa schowała twarz w dłoniach, serce cisnęło ją bardzo, a oczy robiły się czerwone. Czemu ta przeszłość ją tak bardzo boli?! Schowała głowę w kolanach.
- Dla niego ścięłam włosy i połamałam okulary, co było dla mnie czymś dużym. Wtedy rodzice zauważyli, że coś ze mną nie tak, uznali jednak to za chwilowy bunt, gdyż obiecywałam im, że się poprawię i zerwę kontakt z moim kraszem. Ale ja go za bardzo kochałam. Ten chory psychopata...zabił swoją matkę. Kobieta nie chciała aby syn był taki jak ona i zamierzała go wysłać do zakładu. Naguś jak to usłyszał nie zawahał się sięgnięcia po nóż. Pamiętam jak dziś gdy zadzwonił po mnie abym pomogła mu schować zwłoki do lasu. Przecież mieliśmy zaledwie 15 lat, ale zrobiłam to dla niego. Nie zostawiliśmy po sobie żadnych śladów, a chłopakowi udało się oszukać jakimś cudem policję. Poczucie winy dręczy mnie do teraz. Odzyskał przyjaciela, gdyż trafił do domu dziecka. Nadal chodził ze mną do szkoły. Zawsze myślałam, że właśnie bycie cool to bycie confidentem. Palić, pić...
Jakie było moje zdziwienie gdy Haruya załatwił narkotyki, autentycznie dostał trawkę. Nie umiałam mu już odmówić i także zażyłam amfetaminę i marihuanę. Czułam się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Pewnego razu czerwonowłosy nie mógł z jakiegoś powodu sprzedać towaru i poprosił o to...mnie. Pewnie, że się nie zgodziłam. Za bardzo się bałam, wtedy on wpadł w szał. Byłam dla niego "posłuszną suką" i nie mam prawa mu się sprzeciwiać. Wykorzystywał to, że próbowałam mu się przypodobać i robiłam wszytko co mi kazał... Jaka ja głupia byłam - niebieskie oczy Jennett zrobiły się mokre, złapała się za głowę i ścisnęła włosy. Otwieranie się przed innymi było takie trudne? Chciało jej się krzyczeć, jakim cudem trzymała jeszcze trochę emocje na wodzy? - Powtarzam wszystkim, że byłam z nim w związku, ale to nieprawda. Poszłam tam, sprzedać te kilka torebek. Okazało się, że to była głupia pułapka, ktoś nasłał na Haruyę policję. To ja wpadłam zamiast niego, na szczęście udało mi się wybronić i powiedziałam, że byłam wykorzystywana przez niego i, że pewnie teraz byłam pod jakimś środkiem. Ostatkiem szczęścia wybroniłam się tego. To on trafił do poprawczaka. Ale to nie koniec... przed jego odsiadką...spotkaliśmy się na mieście i on...*pociągnięcie nosem* on..po prostu mnie zgwałcił. Tak, za karę, że to ja go w to wszystko wrobiłam. To wszystko niby tylko moja wina. Właśnie przez niego straciłam dziewictwo, żyłam tak w niesłusznym poczuciu winy. Udałam się na terapię, chodziłam po psychiatrach, ten gwałt dał mi do myślenia. Przecież ja nie chciałam takiej miłości! Wybrnąć z tego pomogła mi piłka nożna i taniec. W między czasie przerzuciłam się na hip-hop i spełniłam marzenie o reprezentowaniu kraju. Udało mi się także przeprowadzić i tak poznałam was! Po czym dowiaduję się nagle, że kolejny psychopata chce zrobić ze mnie posłuszną sukę bo wie o całym zajściu, przez które moje życie towarzyskie legło w gruzach. Zakochujesz się w białym jeżu po czym także niszczysz mu życie bo okazuje się, że podoba ci się bardziej histeryk o blond włosach! Po czym i jemu niszczysz życie wywalając go z drużyny! Koniec - McCurdy nie wytrzymała napięcia. Cała we łzach wybiegła z domku klubowego. Zaczęła wrzeszczeć na całe gardło biegnąc gdziekolwiek i zapominając o śniegu. Drużyna nie czekając wstała i ruszyła za nią. Większość była wstrząśnięta i poruszona tą historią. Najbardziej Axel, który nie spodziewał się takiej bomby informacji, Byrona też to zdziwiło, w końcu dowiedział się o co jej chodziło "że ktoś ją do czegoś zmusił" i zrobiło mu się jej żal, żal także siebie, jak to on ruinuje se życie. Joshowi także chciało się płakać, czemu jej nie pomógł tylko stał zawsze z tyłu i się nie wtrącał? Niby są takimi świetnymi przyjaciółmi, a on nie był w stanie temu zapobiec. Gdy wszyscy wybiegli, został on sam razem z Aphrodim. 
- Nie idziesz? Jesteś jej przyjacielem, powinieneś biec pierwszy - Joshua zatkał sobie uszy i cicho łkał.
- Czemu ja nie zareagowałem?! Nie próbowałem jej wtedy ratować?! Przemówić do rozsądku! - chłopak popadł w histerię, aż Aphrodiemu zrobiło się głupio, że widzi chłopaka gdy płacze.
- Joshua...
- Tobie też krzywdę zrobiłem! Zabrałem ci to głupie miejsce w drużynie! - Love wziął bruneta za rękę i zabrał w stronę wyjścia, na twarz Duna wpełzł rumieniec.
- Chodź, wyżal się Jennett i ci ulży. Pamiętasz jeszcze jak się my poznaliśmy? - rzucił Byron wyprowadzając Duna z domku i idąc za biegnącą grupką.
- Gdyby nie moja babcia mieszkająca na drugim końcu Korei  to w ogóle bym cię nie znał. Siedziałeś se na huśtawce i się śmiałeś gdy próbowałem piłkę ściągnąć z drzewa!
- Wyglądałeś bardzo uroczo i zabawnie...i głupio. Szczególnie wtedy jak próbowałeś mi udowodnić, że też potrafisz kozłować z odbicia.
- Mówiłem ci już, że jesteś lepszy - Byron objął bruneta ręką i się zbliżył do niego. Czy on naprawdę zaczyna go lubić lubić? Przecież jeszcze niedawno go nienawidził... Dun czuł ciepełko na sercu, miał cichą nadzieję, że Byron naprawdę odwzajemnia to co czuje.
- A ja ci mówiłem, że to nie prawda. Przestaniesz mi tu słodzić? Wolę, agresywnego zadziornego Josha, który niby próbuje mi dorównać.
- Śmiesznie się złożyło, że znamy Mayę, Gazela, Burna, ale na przykład ciebie Jennett nie zna.
- Maya mi o niej nie opowiadała, ty także. Jedyne co słyszałem to "moja przyjaciółka to" " moja przyjaciółka tamto" spotkalibyśmy się gdybyś mnie nie uprzedził z tym miejscem w drużynie!
- Od tego zaczął się nasz spór, ja też się źle poczułem jak wyjechałeś - brunet poprawił włosy.
- A czy to moja wina, że ojciec mnie wywiózł od moich przyjaciół?
- A czy to moja wina, że trener wybrał mnie zamiast ciebie? - oboje się zaśmiali.
- Wiesz co mnie tak bawiło? Kiedyś zapytałem się Burnusia czy ma dziewczynę. On mi powiedział, że znalazł se taką loszkę duperę, która mu usługuje. 
- Dupek, ale dzięki nie mu mamy naszą Jennettkę, fałszywego anioła, demona. Po tym zajściu stała się bardzo silna, zmieniła se charakter i z okularów przerzuciła się na soczewki. Jak dobrze, że się nam otworzyła.
- Z tego wynika, że ja jestem jej drugim facetem w życiu, nie zapomnę tej nocy jak przybiegła do mnie zapłakana i wylądowaliśmy razem w łóżku. Ja bym po takim zdarzeniu bałbym się z kimkolwiek... - Josh uważnie słuchał, z tego co mówił blondyn wynikało, że McCurdy dalej mu się podoba. Czyli woli dziewczyny, w sumie to czy on siebie sam może nazwać gejem? Próbuje na siłę wkraść się w łaski Jennett by upewnić się, że nie jest tym cholernym, brudnym pedałem. Ale czuje się jak w siódmym niebie gdy Byron go tak obejmuje jak teraz.
- Serio zasługujesz na jej serce - wydusił z siebie patrząc w ziemię - ja nawet nie potrafię być dobrym przyjacielem - nim się spostrzegł był w objęciach blondyna, twarzą w jego klacie, gdyż jest niższy od niego. Tulił mocno i chyba nie zamierzał puścić.
Jennett siedziała na jednym z drzew i przyglądała się całej tej sytuacji z sępim wzrokiem. Czemu oni nie pobiegli jej przytulić, pociągnęła nosem i na gałęzi schowała znowu twarz w kolanach. Czyli cała drużyna biegła za nią na darmo bo uciekła im wlatując na drzewo. 
- Dziwne...czy oni ze sobą..
Cała drużyna postanowiła odpuścić szukanie Jennett skoro ewidentnie chciała pobyć sama i się gdzieś ukryła, tak samo zawrócili Josh i Aphrodi.
Jennttka przyglądał się przez kolana, czyli mimo to będą się z nią przyjaźnić...

---------
Dzień dobry! Czy warto było ukrywać to wszystko? Co dalej skoro już wszystko wiemy? Jak podoba wam się ship Aphrosh, Joshron, Joshrodi, Byrosh ? Nie wiem jak porządnie nazwać ten ship. 
WAŻNE!
Tracę siły, chęci i wiarę w pisanie tego. Wiem, to nie jest ten rozdział, na który czekaliście. Nie umiem się zmuszać do pisania, jak przez rok było to moje ulubione zajęcie i byłam temu oddana, to teraz nie umiem wykrzesać z siebie nic. Nie zawieszam tego bloga! Nic z tych rzeczy tyle, że odstęp czasowy między rozdziałami znacznie się powiększy. 
Przeczytajcie następny rozdział: 17. Obóz NIE treningowy !