- Dobra cięcie ! To jest bezsensu! - krzyknął Josh, po czym wyłączył kamerę, a Jennett odetchnęła z ulgą.
- Aż tak nam się nudzi, że zakładamy kanał na youtubie? - zapytała Maya, którą męczyło to jak po raz 36 Jennett miała problem z wypowiedzeniem słowa "Recenzja"
- Mówiłam abyśmy włączyli xboxa, a wam parodia "Poka Sowe" przyszła do głowy i reze...recenzja wody!
- Jesteśmy prawie pełnoletni, a zachowujemy się jak dzieci.
- ;-; no cóż.. jesteś z nas najstarsza, więc mamy cię nazywać babcią?
- O tobie nie mówiłam, ty zawsze będziesz dzieckiem - Maya wyszczerzyła zęby i popatrzyła na zegarek.
- Muszę uciekać.
- Pierwsze zawody? - zapytał Josh. Chodź to brzmiało bardziej jak zdanie twierdzące.
- Heh no, sztafeta.
- Nathan przyjdzie? - Jennett zrobiła z twarzy lennyface'a. I ruszyła znacząco brwiami.
- Jakoś ostatnio kontakt nam się urwał... - spuściła smutno głowę - to pa, do jutra
- Do jutra - rzekła pozostała dwójka, a Maya sama znalazła drzwi
- Gramy w piłkę? - zaproponował Josh do Jennett leżącej na podłodze i głaszczącej psa.
- Nie chce... mi się....
- Przydałoby się okiełznać twojego wilka.
- Potańczmy! ^^
- Co? ;-; - Josh i taniec to raczej złe połączenie.
- To co słyszałeś. Włączam xboxa!
- Choć pograjmy w piłkę, lubisz grać
- Lubię, ale nie chce mi się biegać
- Ale psa musisz wyprowadzić! - Tajfun jakby usłyszał słowa bruneta i rzucił się na niego z językiem, że ktoś o nim pamięta.
- Heh, niech ci będzie! - wzięli potrzebne rzeczy, Jenny miała ochotę "przez przypadek" zapomnieć piłkę. Tylko otworzyli drzwi, a tu powiew chłodu i wiatru.
- Śnieg?! - zdziwił się Josh, jak przed chwilą było słońce.
- Juhu czyli jednak tańczymy!
- Będę miał przynajmniej na co patrzeć - Jennett przywaliła mu z łokcia w brzuch.
- Zboczuch! - szybko włączyła płytę i uruchomiła wszystko, nim się dziewczyna ze wszystkim uporała Joshua leżał rozłożony na kanapie udając, że jest chory.
- Tajfun! - pies zbiegł po schodach skacząc i rzucając się z jęzorem na bruneta, że zgiął się w pół.
- No, to od której piosenki zaczynamy? Joshua co robisz 0_o? - schodząc z kanapy wziął i objął Jennett w tali kładąc głowę na ramieniu.
- A którą moja księżniczka se życzy? - chłopak właśnie zarobił pięścią w twarz, i focha na zawsze. Co on se wyobraża?! McCurdy nigdy nie chciała aby Josh został jej chłopakiem, tak czeka go friendzone forever. Przez całą ich znajomość takie rzeczy zdarzały się często. Dun na chwilę o tym zapomniał, a teraz znowu się zaczyna.
- Dun co ci znowu nawala?! Nie rób tak!! Jeszcze ci nie przeszło?
- Sorry, ale tobie nie da się oprzeć...
- 0-0 co? - czarnowłosa nie wahając się uderzyła go ponownie.
- Przestań mnie bić! - chłopak masował obolały policzek i spojrzał na płonącą w rumieńcach przyjaciółkę.
- Przepraszam...trochę mnie poniosło..
- Trochę? Wiesz, że cię kocham?
- Weź mi tu nie słodź. A co z Nelly?
- Czy wszystkie dziewczyny są takie same?! Ona też dała mi kosza...
- Nelly jest zarezerwowana dla Marka.
- A dla ciebie Axel? - co?! Ona i Axel?! Ta..to już przeszłość, chociaż chciała poprosić go o drugą szansę.
- Axel?! Nie!!!! - zaczęła machać przecząco rękami na wszystkie strony. Chyba trochę za bardzo zabawiła się uczuciami chłopaka. Podobało jej się bycie kochaną. Burn jej tego za bardzo nie dawał.
- Gniewasz się? - zapytał wybity z tropu Josh, który nie ogarniał już swojej przyjaciółki.
- Niby o co? Nie nie przestanę się z tobą przyjaźnić. Dobra, olać śnieg! Chodź pogramy w piłkę! - Josh siedział i patrzył w swoje stopy, coś siedziało w jego umyśle przez co wyglądał bardzo smutno. Jennett nawet nie zwróciła na to uwagi, chodź było podejrzane, że tak go nagle wzięło.
- A będziesz się ze mną przyjaźnić mimo wszystko? - to pytanie zaczęło ją zastanawiać, Dunowi coś ewidentnie siedzi na umyśle.
- Pewnie, chyba, że ześwirujesz jak Burn - Joshua się uśmiechnął słysząc to zdanie, ale tylko na chwilę. Żeby nie zwracać uwagi dziewczyny.
- No to chodźmy.
***
Aphrodi stał na balkonie i patrzył jak spadające płatki śniegu topnieją. Wisiało mu, że się przeziębi bo wyszedł tylko w krótkim rękawku i wziął jeszcze szalik. Patrzył się w niebo zastanawiając się jak to ma w zwyczaju nad sensem życia, jego życia, które uważał za beznadziejne. W ręku trzymał papierosa i wypuszczał dym z ust. Znalazł se nowy nałóg, od kiedy się to ciągnie? Od jakiegoś miesiąca. Jakoś czuł ulgę paląc, wypuszczając z siebie dym zamiast masy niekontrolowanych słów.
- Ojciec wie, że palisz? - zapytała Maya, która weszła na balkon, nie dowierzając własnym oczom i z założonymi rękami na piersiach.
-Chcesz czegoś? - zapytał szorstko. Mayce się serce krajało na widok blondyna, traciła swojego starego Chachafuro. On nie może sobie zniszczyć życia. Jego zmienność też przeraża. Widziała go skaczącego po scenie, a teraz widzi jak zapewnia sobie raka płuc.
- Co się z tobą kurde dzieje?! - Byron uchylił lekko wzrok do tyłu, ale i tak się nie przejął słowami dziewczyny.
- Nic, jest dobrze, idź już bo się spóźnisz
- Jak wpadnę znowu pod samochód, to spojrzysz na mnie i wysłuchasz? - wzruszył ramionami.
- Idę, trzymaj kciuki. Może uda się coś wygrać.
- Pa - Maya ze spuszczoną głową wyszła z domu, ona tego nie zostawi w ten sposób, niemożliwe, że dalej obwinia się o to samo czy przeżywa wyrzucenie z drużyny. Musiało się coś wydarzyć, coś o czym nie wie.Niestety nie ma czasu się pogrążać i wplątywać w ciemną duszę kuzyna. Bo zamiast biec będzie myśleć i przez nią drużyna przegra. Woli się nie naprzykrzać Miles. Fajnie by było gdyby Nathan ją jeszcze zobaczył...
Afciu stał jeszcze na balkonie, niespodziewanie zaczął płakać, beczeć. Zasłonił ręką swoje usta i upadł na podłogę. Siedział i płakał.
- Co ja z sobą do cholery robię?!
Aphrodi czekał na Maykę, która zniknęła gdzieś ze swoimi kolegami z klasy by cieszyć się z otrzymanego ekspresu do kawy. Rozpuścił włosy i i rozwiązał muszkę, aktualnie grzebał w paznokciach. Co jakiś czas przychodzili ludzie mu mówić jak to niesamowicie zaśpiewał, najbardziej cieszyły go komplementy od dziewczyn.
- Brawo, spisałeś się, jak zwykle... - powiedział znany mu głos, podniósł głowę i zobaczył Josha, który wyglądał jak nieśmiały, zarumieniony chłopczyk.
- Eem dzięki...co nie zmienia faktu, że i tak cię nienawidzę.
- Jesteś lepszy... próbowałem wierzyć, że jest inaczej, ale w niczym cię nie przebiję. Nawet zdobyciu serca Jennett - Byron zamrugał dwa razy nie wierząc w to co słyszy. Jakby zawiesił mu się serwer. Joshua schlebiający Byronowi? Niecodzienne przeżycie. Aphrodiego także pokóło w serce gdy jego "odwieczny wróg" powiedział coś takiego.
- Byłeś przede mną, a cofnąłeś się do tyłu? Zagranie godne frajera takiego jak ty - blondynowi podobały się słowa Duna i chciał ich więcej, ale trochę mijały się z prawdą, gdyż brunet jest naprawdę świetnym piłkarzem.
- Zabrałem ci miejsce w reprezentacji, niszcząc naszą przyjaźń. Wiadomo, że jestem nikim. Jennett, ty, Burn, Gazelle...wszyscy jesteście ponad mną. Dlatego zacząłem grać agresywnie..przepraszam - ;-; Byron ponownie zatrzepotał dwa razy rzęsami.
- Racja, było mi przykro, ale gdy zakończyliśmy naszą znajomość czułem się jeszcze gorzej. Nie da się ukryć, że jestem lepszy - Afuro złapał bruneta za podbródek i uniósł do góry patrząc mu w szmaragdowe oczy - ale ty nie jesteś gorszy - na twarz Josha wpełzł burak i odwrócił wzrok
- Przyjaźń na zawsze? - zapytał blondyn.
- Tylko przyjaźń?
- Co masz na my... - Byronowi nie udało się dokończyć, gdyż Josh złączył ich usta w długim soczystym pocałunku. Joshua był szczęśliwy i podniecony, że mógł to zrobić, że odzyskał przyjaciela. Którego chyba znowu utraci ;-; Aphrodi nie za bardzo wiedział co robić i nie ogarniał co się dzieje. Josh go całował i skubał delikatnie po ustach. Złapał go za szyję i nie przestawał. Przestraszony Affo zamknął oczy i odpłynął. Chociaż jego pierwsza myśl to było " What the F*ck?!" to postanowił skorzystać z okazji i się pomiziać z chłopakiem. Dlatego ruszył swoje usta i od razu wsunął język między wargi bruneta. Joshowi oczy się powiększyły, nie spodziewał się, że Aphrodi zareaguje pozytywnie na jego uczucie. Odepchnął go i zatkał sobie usta, Aphrodi stał jak wryty i zdziwiony, że przerwał. Joshua zaczął uciekać od blondyna przerażony co właśnie zrobił.
- Josh czekaj! - pobiegłby za nim gdyby ktoś nie złapał go za rękę.
- Tu cię mam! - to była Maya, która zaczęła go ciągnąć.
- Sorry, że tak długo, możemy już wracać, nie nudziło ci się?
- Nie ;-;
Rozmyślanie o tym czy Joshua upadł na głowę i o swojej orientacji przerwał dzwonek telefonu, intro z Tokyo Ghoul.Kto może dzwonić? Jakiś nieznany numer, wytarł nos i łzy szalikiem i się uspokoił. Odebrał nie myśląc kto to.
- Halo, Aphrodi? - głos z słuchawki należał do Marka Evansa, po co dziecko z ADHD miało by niby do niego dzwonić?
- Evans, chcesz czegoś? Nie mam za dużo czasu... - co akurat było kłamstwem - i skąd masz mój numer?
- Nelly mi dała. Chciałem ci złożyć małą propozycję...znaczy dużą..
***
- Mam nadzieję, że trening będzie na sali gimnastycznej, bo inaczej wszyscy się pochorujemy - powiedział Josh rzucając śnieżką czarnowłosą.
- O ty! Tak chcesz się bawić? - rzuciła śnieżką w kolegę, ale spudłowała
- ;-; - za to Josh miał gotowy cały arsenał i zaczął strzelać śnieżnymi kulkami jak z karabinu, Jennett nie stawiała żadnego oporu dla chłopaka bo nawet dorzucić do niego kulką nie umiała.
- Poddaję się! - wrzasnęła bombardowana, Joshua przestał śmiejąc się podle.
- Przestań się chichrać bo zamienisz się Affo!
- ;-; - Joshua spuścił wzrok na swoje buty myśląc o zdarzeniu po koncercie. Wtem dostał śnieżką w łep i rozbiła się o jego czoło.
- Haha! Jednak mam cela! ...um...coś nie tak? - brunet zerwał się z zamyśleń i wytrzepał śnieg.
- Nie..nic, nie musisz się martwić - z ciekawość spojrzał na zegarek na ręce, podskoczył z wrażenia.
- 0-0 o której mamy trening?
- Chyba o drugiej a co?
- Zaczął się pół godziny temu! - Jennett chwyciła przyjaciela za rękę i w popłochu pobiegli w stronę szkoły i boiska.
***
- Czyli twierdzisz, że Aphrodi zachowuje się dziwnie?
- Tak! Dziwniej niż zazwyczaj!
- Byron jest dla mnie jedną wielką, dziwną zagadką - Nathan postanowił pogodzić się z Mayą albo Maya z nim. Dziewczyna nie potrzebnie wtedy tak zareagowała, trzeba było wysłuchać Swifta. Najważniejsze, że wszystko zaczęło się powoli układać, właściwie to zaczęło się układać gdy okazało się, że Nathan przyszedł na zawody i jej kibicował. Oczywiście panienka Miles, myślała, że to ze względu na nią przyszedł.
- Nie wiem o co może mu chodzić, nie chciał z tobą pogadać?
- Nieeee, on chowa coś przede mną...pogadasz z nim?
- Że ja?! - znajomość między Nathanem, a Aphrodim nie wygląda za wesoło i niebiskowłosy raczej nie zamierza z nim rozmawiać.
- Tak ty, nie znam jego przyjaciół, raczej jest samotny, porozmawiacie sobie jak faceci czy coś.
- No chyba nie ಠ_ಠ słuchaj jest prawie pełnoletni i to, że pali papierosy to nic wielkiego. Powiedz ojcu o jego zachowaniu.
- A co jak wyśle go do jakiegoś zakładu?!
- Nigdzie go nie wyśle! Zaufaj mi, a jak Aphrodi potrzebuje dobrej rady to niech się uda do Jennett, ona ostatnio mi dobrze poradziła - tia. Jennett i jej wspaniałomyślne rady. Maya zaczęła przewracać złotą monetę w ręku, moneta czyli medal za wygrane zawody i myśleć czy jej kuzyn nie popadł w jakąś zimową deprechę i czy rada Nathana jest dobra. Poczuła dotyk na ramieniu i jak ktoś ją klepie.
- Ja spadam, mam trening. Nie wierzę, że będziemy grać w taką pogodę, ale Nelly nie odpuści.
- Tak...pa - rozczochrała chłopakowi jego niebieskie włosy na do widzenia.
***
- Przepraszamy za spóźnienie! - Jennett i Josh wbili z buta do domku klubowego kłaniając się w ramach przeprosin. Nikt nie zareagował, może tylko rzucili na nich okiem. Ekipa siedziała na ziemi jak przedszkolaczki, a menadżerki na stole machając nogami.
- Czyli czekamy na jeszcze jedną osobę - rzekła Nelly.
- Kogo? Przecież są wszyscy! - Josh przeleciał wzrokiem zebranych, brunetka i Mark głupio śmiali się do siebie. Przybyła para wzruszyła ramionami i usiadła do grona.
Czekanie trochę ich nużyło. Trenera też nie było, czy w ogóle był sens tu przychodzić? Evans stał przy tablicy na której było rozrysowane ich ustawienie i nad czymś intensywnie główkował, a wraz z nim Nelly. Chyba nikt do końca nie wiedział o czym rozmawiają, a jak ktoś ich o to zapytał jedyną odpowiedzią było "nie ważne" . Axel siedział pod oknem z podkulonymi kolanami. W pewnym momencie poczuł jak ktoś na niego patrzy takie dziwne przeczucie. W jego patrzałki spoglądała Jennett.
- No cześć
- Hejjjjjj, nie zamierzam z tobą gadać.
- Dlaczego, dlaczego nie chcesz dojść ze mną do porozumienia?
- Nie ufam tobie, jesteś zepsuta aż do szpiku
- Nie przesadzaj..ja naprawdę cię lubię..
- Bardziej niż Afuro?
- ;-; wiesz hmmm... ja i on... - McCurdy wpadła w małe zakłopotanie.
- Jego też zawiodłaś tak jak mnie.
- Axel błagam zostańmy chociaż znajomymi z drużyny, ale nie fochaj się jak jakaś księżniczka! Co mam zrobić byś przestał się obrażać? - dziewczyna zaczęła robić przed nim pokłony na kolanach, naprawdę chciała zakończyć ten głupi spór. Powrócić do tych dni gdzie byli razem...chociaż już chyba nigdy nie będą razem.
- A zdradzisz mi swój sekret? - Jennett się podniosła nie dowierzając uszom. Zatrzepotała rzęsami. Czy aż tak chce zgody z Blazem? W sumie nikt się na nią nie obraził i jej nie odrzucił jak dotąd, a i tak został uchylony duży rąbek tajemnicy. Walczyła z decyzją w głowie, czy na pewno nic się nie stanie jak powie?
- Okej... - Axel nadstawił ucho - ...ale dopiero gdy przyjdzie ta jedna osoba. Powiem to przy wszystkich! - odważne posunięcie z jej strony.
Wtem do drzwi klubiku ktoś zapukał, Nelly zaczęła się psychicznie śmiać. Otworzyła drzwi i większości zebranych twarze pobladły, innym szczęki opadły, a reszcie to w ogóle chciało się mdleć. Jedynie Joshua wpłynął tylko rumieniec na twarz. To był on ;___;
- Aphrodi jesteś! ^^ - krzyknął Mark rzucając się na chłopaka stojącego w drzwiach. Drużynę dziwił widok blondyna w stroju Raimona, sam wydawał się trochę zawstydzony. Odgarnął pasemko włosów za ucho i się przywitał.
- No cześć - dosłowne cykanie świerszczy. Wszystkim wyłączył się aparata mowy dopóki do domku za blondynem nie wszedł trener. Wtedy Byron usiadł na podłodze akurat obok Bobbiego, który specjalnie się od niego odsunął.
- No co?! Wiecie jak trudno było mi tutaj przyjść?! Witam się z wami w miarę optymistyczny sposób, spodziewałem się jakieś wyzwiska, ale grobowej ciszy nie za bardzo! - nadal cisza.
- ;-; też was lubię
- Od teraz Aphrodi jest w naszej drużynie - powiedział swym dumnym głosem trener i uśmiechnął się na koniec pod wąsem. Wszyscy na raz:
- Co?! - blondyn w tym momencie zaliczył facepalma. Było parę tekstów krytykujących wybór ich mentora oraz kilka obelg w stronę Byrona, które go tylko śmieszyły. Na rekach nadal miał te swoje "rękawiczki" (Bóg wie co to jest xD) to coś założone na rękach. Gdy akurat Kevin wrzeszczał coś na Marka w stylu "Co ty sobie myślałeś?!" i wszyscy patrzyli się w ich stronę zsunął jedną z rękawiczek i pogładził kciukiem swoje blizny, gdy dostał telefon od Marka nie był za bardzo przekonany do wstąpienia do drużyny, ale to był chyba jedyny sposób by odpokutować krzywdę, którą im zrobił. Na rękę Affo uwagę zwrócił Axel kulący się wcześniej pod ścianą.
- A co ty tu masz? - blondyn zerwał się chowając rękę.
- A co cie to? Nie wsadzaj wszędzie swojego nosa - Axel wzruszył ramionami i wrócił pod ścianę. Doskonale wiedział, że Afuro się tnie, wystarczyło jedno rzucenie okiem.
Hałas panujący w domku zakończył Jude, który ryknął na całe gardło:
-Cisza!!!!
I znowu grobowa cisza.
- Jak chcecie to sobie pójdę - wstał z miejsca i skierował się w stronę drzwi, które od razu całą sobą zagrodziła Nelly.
- Nie! Siadaj! Jesteś nam potrzebny! - potrzebny? Znowu przeszedł głuchy szmer po sali. Aphrodi potrzebny? Niby do czego? To przecież oni zrobili mu łaskę i pozwolili na wstęp do drużyny.
- Jak miło słyszeć - usiadł z powrotem lecz tym razem obok Josha, który cały czas udawał, że Byrona nie ma i go nie widzi.
- Mamy do omówienia strategię na mecz z Królewskimi - rzekła Celia - Afuro grałeś z nim już mecz?
- Tylko ten no... wtedy ... - wszyscy wiedzieli o jaki mecz mu chodzi i żeby dalej nie wypytywać.
- Aha czyli nie wiesz.. - mruknęła Silvia pod nosem.
- Jude, utrzymujesz jeszcze kontakty z Davidem i Joe? - Sharp poprawił gogle. Przypomniało mu się nagle, że kiedyś miał przyjaciół o takich imionach, jak ich opuścił..niby dla ich dobra, a teraz ma grać przeciwko nim? W sumie to nawet do nich nie dzwonił i się z nimi nie widział. W sumie to czy oni jeszcze żyją?
- Ummm...nie za bardzo..
- Świetnie! Czyli znowu przegrzebujemy cały internet, dzięki braciszku - Celia wyciągnęła swój komputer i założyła okulary.
- To teraz omówmy wasze techniki hissatsu - Silvia założyła ręce za plecy i chodziła w kółko niczym detektyw. Zaczęła coś nawijać, Endou wyciągnął swój zeszyt i zaczęli odczytywać "hieroglify" Davida Evansa i zrobilj spis ich technik oraz co przydało by się domyślić.
Aphrodi siedział sobie po turecku, nie za bardzo czuł się tak potrzebny jak mówił Mark. Nie stać go było na to także aby do kogoś zagadać. Wtem dosunął się do niego lekko Joshua, Byron nie mógł pojąć jego dziwnych zalotów. Czy właśnie okazuje mu jego ciemną stronę? Położył swoją dłoń na dłoń Aphrodiego i zaczął ją gładzić. Terumi nie zwracał na to uwagi, chociaż czuł się nie zręcznie. Czyżby podobali mu się...nie! nie! I jeszcze raz nie!
Zgromadzenie dobiegało końca, wszyscy zaczęli się zbierać, gdy przyszła kolej na Jennett. Wstała ściskając pięści i przegryzając wargę
- Muszę wam coś powiedzieć
- Teraz będzie ciekawie - szepnął Josh Byronowi do ucha.
- Trzymałam to w sobie o wiele za długo i totalnie bez sensu, ale w końcu zebrałam się na odwagę - spojrzała na Josha, który jedyny znał historię, a potem z nadzieją na Axela.
- Zaczęło to się tak, że...
Takiego polsatu jeszcze nie było! Pozdrawiam shiperów Aphrodi x Jennett oraz Nelly x Josh xD Mam nadzieję, że warto było tyle czekać, bo wena mnie naszła całkiem niedawno.
-------
Zapowiedzi Celii!
Nasze nocne piżama party czas powtórzyć! Każde z nas ma inne zdanie na temat Aphrodiego, do tego Jennett w końcu się przed nami otworzyła. Jednym słowem sporo się działo i czas się ogarnąć! Już po raz drugi wyślemy naszych chłopców na obóz treningowy!
Tylko...czy to co tam się odwali można nazwać treningiem?
Przeczytajcie następny rozdział " Obóz NIE treningowy"
- Muszę uciekać.
- Pierwsze zawody? - zapytał Josh. Chodź to brzmiało bardziej jak zdanie twierdzące.
- Heh no, sztafeta.
- Nathan przyjdzie? - Jennett zrobiła z twarzy lennyface'a. I ruszyła znacząco brwiami.
- Jakoś ostatnio kontakt nam się urwał... - spuściła smutno głowę - to pa, do jutra
- Do jutra - rzekła pozostała dwójka, a Maya sama znalazła drzwi
- Gramy w piłkę? - zaproponował Josh do Jennett leżącej na podłodze i głaszczącej psa.
- Nie chce... mi się....
- Przydałoby się okiełznać twojego wilka.
- Potańczmy! ^^
- Co? ;-; - Josh i taniec to raczej złe połączenie.
- To co słyszałeś. Włączam xboxa!
- Choć pograjmy w piłkę, lubisz grać
- Lubię, ale nie chce mi się biegać
- Ale psa musisz wyprowadzić! - Tajfun jakby usłyszał słowa bruneta i rzucił się na niego z językiem, że ktoś o nim pamięta.
- Heh, niech ci będzie! - wzięli potrzebne rzeczy, Jenny miała ochotę "przez przypadek" zapomnieć piłkę. Tylko otworzyli drzwi, a tu powiew chłodu i wiatru.
- Śnieg?! - zdziwił się Josh, jak przed chwilą było słońce.
- Juhu czyli jednak tańczymy!
- Będę miał przynajmniej na co patrzeć - Jennett przywaliła mu z łokcia w brzuch.
- Zboczuch! - szybko włączyła płytę i uruchomiła wszystko, nim się dziewczyna ze wszystkim uporała Joshua leżał rozłożony na kanapie udając, że jest chory.
- Tajfun! - pies zbiegł po schodach skacząc i rzucając się z jęzorem na bruneta, że zgiął się w pół.
- No, to od której piosenki zaczynamy? Joshua co robisz 0_o? - schodząc z kanapy wziął i objął Jennett w tali kładąc głowę na ramieniu.
- A którą moja księżniczka se życzy? - chłopak właśnie zarobił pięścią w twarz, i focha na zawsze. Co on se wyobraża?! McCurdy nigdy nie chciała aby Josh został jej chłopakiem, tak czeka go friendzone forever. Przez całą ich znajomość takie rzeczy zdarzały się często. Dun na chwilę o tym zapomniał, a teraz znowu się zaczyna.
- Dun co ci znowu nawala?! Nie rób tak!! Jeszcze ci nie przeszło?
- Sorry, ale tobie nie da się oprzeć...
- 0-0 co? - czarnowłosa nie wahając się uderzyła go ponownie.
- Przestań mnie bić! - chłopak masował obolały policzek i spojrzał na płonącą w rumieńcach przyjaciółkę.
- Przepraszam...trochę mnie poniosło..
- Trochę? Wiesz, że cię kocham?
- Weź mi tu nie słodź. A co z Nelly?
- Czy wszystkie dziewczyny są takie same?! Ona też dała mi kosza...
- Nelly jest zarezerwowana dla Marka.
- A dla ciebie Axel? - co?! Ona i Axel?! Ta..to już przeszłość, chociaż chciała poprosić go o drugą szansę.
- Axel?! Nie!!!! - zaczęła machać przecząco rękami na wszystkie strony. Chyba trochę za bardzo zabawiła się uczuciami chłopaka. Podobało jej się bycie kochaną. Burn jej tego za bardzo nie dawał.
- Gniewasz się? - zapytał wybity z tropu Josh, który nie ogarniał już swojej przyjaciółki.
- Niby o co? Nie nie przestanę się z tobą przyjaźnić. Dobra, olać śnieg! Chodź pogramy w piłkę! - Josh siedział i patrzył w swoje stopy, coś siedziało w jego umyśle przez co wyglądał bardzo smutno. Jennett nawet nie zwróciła na to uwagi, chodź było podejrzane, że tak go nagle wzięło.
- A będziesz się ze mną przyjaźnić mimo wszystko? - to pytanie zaczęło ją zastanawiać, Dunowi coś ewidentnie siedzi na umyśle.
- Pewnie, chyba, że ześwirujesz jak Burn - Joshua się uśmiechnął słysząc to zdanie, ale tylko na chwilę. Żeby nie zwracać uwagi dziewczyny.
- No to chodźmy.
***
Aphrodi stał na balkonie i patrzył jak spadające płatki śniegu topnieją. Wisiało mu, że się przeziębi bo wyszedł tylko w krótkim rękawku i wziął jeszcze szalik. Patrzył się w niebo zastanawiając się jak to ma w zwyczaju nad sensem życia, jego życia, które uważał za beznadziejne. W ręku trzymał papierosa i wypuszczał dym z ust. Znalazł se nowy nałóg, od kiedy się to ciągnie? Od jakiegoś miesiąca. Jakoś czuł ulgę paląc, wypuszczając z siebie dym zamiast masy niekontrolowanych słów.
- Ojciec wie, że palisz? - zapytała Maya, która weszła na balkon, nie dowierzając własnym oczom i z założonymi rękami na piersiach.
-Chcesz czegoś? - zapytał szorstko. Mayce się serce krajało na widok blondyna, traciła swojego starego Chachafuro. On nie może sobie zniszczyć życia. Jego zmienność też przeraża. Widziała go skaczącego po scenie, a teraz widzi jak zapewnia sobie raka płuc.
- Co się z tobą kurde dzieje?! - Byron uchylił lekko wzrok do tyłu, ale i tak się nie przejął słowami dziewczyny.
- Nic, jest dobrze, idź już bo się spóźnisz
- Jak wpadnę znowu pod samochód, to spojrzysz na mnie i wysłuchasz? - wzruszył ramionami.
- Idę, trzymaj kciuki. Może uda się coś wygrać.
- Pa - Maya ze spuszczoną głową wyszła z domu, ona tego nie zostawi w ten sposób, niemożliwe, że dalej obwinia się o to samo czy przeżywa wyrzucenie z drużyny. Musiało się coś wydarzyć, coś o czym nie wie.Niestety nie ma czasu się pogrążać i wplątywać w ciemną duszę kuzyna. Bo zamiast biec będzie myśleć i przez nią drużyna przegra. Woli się nie naprzykrzać Miles. Fajnie by było gdyby Nathan ją jeszcze zobaczył...
Afciu stał jeszcze na balkonie, niespodziewanie zaczął płakać, beczeć. Zasłonił ręką swoje usta i upadł na podłogę. Siedział i płakał.
- Co ja z sobą do cholery robię?!
Aphrodi czekał na Maykę, która zniknęła gdzieś ze swoimi kolegami z klasy by cieszyć się z otrzymanego ekspresu do kawy. Rozpuścił włosy i i rozwiązał muszkę, aktualnie grzebał w paznokciach. Co jakiś czas przychodzili ludzie mu mówić jak to niesamowicie zaśpiewał, najbardziej cieszyły go komplementy od dziewczyn.
- Brawo, spisałeś się, jak zwykle... - powiedział znany mu głos, podniósł głowę i zobaczył Josha, który wyglądał jak nieśmiały, zarumieniony chłopczyk.
- Eem dzięki...co nie zmienia faktu, że i tak cię nienawidzę.
- Jesteś lepszy... próbowałem wierzyć, że jest inaczej, ale w niczym cię nie przebiję. Nawet zdobyciu serca Jennett - Byron zamrugał dwa razy nie wierząc w to co słyszy. Jakby zawiesił mu się serwer. Joshua schlebiający Byronowi? Niecodzienne przeżycie. Aphrodiego także pokóło w serce gdy jego "odwieczny wróg" powiedział coś takiego.
- Byłeś przede mną, a cofnąłeś się do tyłu? Zagranie godne frajera takiego jak ty - blondynowi podobały się słowa Duna i chciał ich więcej, ale trochę mijały się z prawdą, gdyż brunet jest naprawdę świetnym piłkarzem.
- Zabrałem ci miejsce w reprezentacji, niszcząc naszą przyjaźń. Wiadomo, że jestem nikim. Jennett, ty, Burn, Gazelle...wszyscy jesteście ponad mną. Dlatego zacząłem grać agresywnie..przepraszam - ;-; Byron ponownie zatrzepotał dwa razy rzęsami.
- Racja, było mi przykro, ale gdy zakończyliśmy naszą znajomość czułem się jeszcze gorzej. Nie da się ukryć, że jestem lepszy - Afuro złapał bruneta za podbródek i uniósł do góry patrząc mu w szmaragdowe oczy - ale ty nie jesteś gorszy - na twarz Josha wpełzł burak i odwrócił wzrok
- Przyjaźń na zawsze? - zapytał blondyn.
- Tylko przyjaźń?
- Co masz na my... - Byronowi nie udało się dokończyć, gdyż Josh złączył ich usta w długim soczystym pocałunku. Joshua był szczęśliwy i podniecony, że mógł to zrobić, że odzyskał przyjaciela. Którego chyba znowu utraci ;-; Aphrodi nie za bardzo wiedział co robić i nie ogarniał co się dzieje. Josh go całował i skubał delikatnie po ustach. Złapał go za szyję i nie przestawał. Przestraszony Affo zamknął oczy i odpłynął. Chociaż jego pierwsza myśl to było " What the F*ck?!" to postanowił skorzystać z okazji i się pomiziać z chłopakiem. Dlatego ruszył swoje usta i od razu wsunął język między wargi bruneta. Joshowi oczy się powiększyły, nie spodziewał się, że Aphrodi zareaguje pozytywnie na jego uczucie. Odepchnął go i zatkał sobie usta, Aphrodi stał jak wryty i zdziwiony, że przerwał. Joshua zaczął uciekać od blondyna przerażony co właśnie zrobił.
- Josh czekaj! - pobiegłby za nim gdyby ktoś nie złapał go za rękę.
- Tu cię mam! - to była Maya, która zaczęła go ciągnąć.
- Sorry, że tak długo, możemy już wracać, nie nudziło ci się?
- Nie ;-;
Rozmyślanie o tym czy Joshua upadł na głowę i o swojej orientacji przerwał dzwonek telefonu, intro z Tokyo Ghoul.Kto może dzwonić? Jakiś nieznany numer, wytarł nos i łzy szalikiem i się uspokoił. Odebrał nie myśląc kto to.
- Halo, Aphrodi? - głos z słuchawki należał do Marka Evansa, po co dziecko z ADHD miało by niby do niego dzwonić?
- Evans, chcesz czegoś? Nie mam za dużo czasu... - co akurat było kłamstwem - i skąd masz mój numer?
- Nelly mi dała. Chciałem ci złożyć małą propozycję...znaczy dużą..
***
- Mam nadzieję, że trening będzie na sali gimnastycznej, bo inaczej wszyscy się pochorujemy - powiedział Josh rzucając śnieżką czarnowłosą.
- O ty! Tak chcesz się bawić? - rzuciła śnieżką w kolegę, ale spudłowała
- ;-; - za to Josh miał gotowy cały arsenał i zaczął strzelać śnieżnymi kulkami jak z karabinu, Jennett nie stawiała żadnego oporu dla chłopaka bo nawet dorzucić do niego kulką nie umiała.
- Poddaję się! - wrzasnęła bombardowana, Joshua przestał śmiejąc się podle.
- Przestań się chichrać bo zamienisz się Affo!
- ;-; - Joshua spuścił wzrok na swoje buty myśląc o zdarzeniu po koncercie. Wtem dostał śnieżką w łep i rozbiła się o jego czoło.
- Haha! Jednak mam cela! ...um...coś nie tak? - brunet zerwał się z zamyśleń i wytrzepał śnieg.
- Nie..nic, nie musisz się martwić - z ciekawość spojrzał na zegarek na ręce, podskoczył z wrażenia.
- 0-0 o której mamy trening?
- Chyba o drugiej a co?
- Zaczął się pół godziny temu! - Jennett chwyciła przyjaciela za rękę i w popłochu pobiegli w stronę szkoły i boiska.
***
- Czyli twierdzisz, że Aphrodi zachowuje się dziwnie?
- Tak! Dziwniej niż zazwyczaj!
- Byron jest dla mnie jedną wielką, dziwną zagadką - Nathan postanowił pogodzić się z Mayą albo Maya z nim. Dziewczyna nie potrzebnie wtedy tak zareagowała, trzeba było wysłuchać Swifta. Najważniejsze, że wszystko zaczęło się powoli układać, właściwie to zaczęło się układać gdy okazało się, że Nathan przyszedł na zawody i jej kibicował. Oczywiście panienka Miles, myślała, że to ze względu na nią przyszedł.
- Nie wiem o co może mu chodzić, nie chciał z tobą pogadać?
- Nieeee, on chowa coś przede mną...pogadasz z nim?
- Że ja?! - znajomość między Nathanem, a Aphrodim nie wygląda za wesoło i niebiskowłosy raczej nie zamierza z nim rozmawiać.
- Tak ty, nie znam jego przyjaciół, raczej jest samotny, porozmawiacie sobie jak faceci czy coś.
- No chyba nie ಠ_ಠ słuchaj jest prawie pełnoletni i to, że pali papierosy to nic wielkiego. Powiedz ojcu o jego zachowaniu.
- A co jak wyśle go do jakiegoś zakładu?!
- Nigdzie go nie wyśle! Zaufaj mi, a jak Aphrodi potrzebuje dobrej rady to niech się uda do Jennett, ona ostatnio mi dobrze poradziła - tia. Jennett i jej wspaniałomyślne rady. Maya zaczęła przewracać złotą monetę w ręku, moneta czyli medal za wygrane zawody i myśleć czy jej kuzyn nie popadł w jakąś zimową deprechę i czy rada Nathana jest dobra. Poczuła dotyk na ramieniu i jak ktoś ją klepie.
- Ja spadam, mam trening. Nie wierzę, że będziemy grać w taką pogodę, ale Nelly nie odpuści.
- Tak...pa - rozczochrała chłopakowi jego niebieskie włosy na do widzenia.
***
- Przepraszamy za spóźnienie! - Jennett i Josh wbili z buta do domku klubowego kłaniając się w ramach przeprosin. Nikt nie zareagował, może tylko rzucili na nich okiem. Ekipa siedziała na ziemi jak przedszkolaczki, a menadżerki na stole machając nogami.
- Czyli czekamy na jeszcze jedną osobę - rzekła Nelly.
- Kogo? Przecież są wszyscy! - Josh przeleciał wzrokiem zebranych, brunetka i Mark głupio śmiali się do siebie. Przybyła para wzruszyła ramionami i usiadła do grona.
Czekanie trochę ich nużyło. Trenera też nie było, czy w ogóle był sens tu przychodzić? Evans stał przy tablicy na której było rozrysowane ich ustawienie i nad czymś intensywnie główkował, a wraz z nim Nelly. Chyba nikt do końca nie wiedział o czym rozmawiają, a jak ktoś ich o to zapytał jedyną odpowiedzią było "nie ważne" . Axel siedział pod oknem z podkulonymi kolanami. W pewnym momencie poczuł jak ktoś na niego patrzy takie dziwne przeczucie. W jego patrzałki spoglądała Jennett.
- No cześć
- Hejjjjjj, nie zamierzam z tobą gadać.
- Dlaczego, dlaczego nie chcesz dojść ze mną do porozumienia?
- Nie ufam tobie, jesteś zepsuta aż do szpiku
- Nie przesadzaj..ja naprawdę cię lubię..
- Bardziej niż Afuro?
- ;-; wiesz hmmm... ja i on... - McCurdy wpadła w małe zakłopotanie.
- Jego też zawiodłaś tak jak mnie.
- Axel błagam zostańmy chociaż znajomymi z drużyny, ale nie fochaj się jak jakaś księżniczka! Co mam zrobić byś przestał się obrażać? - dziewczyna zaczęła robić przed nim pokłony na kolanach, naprawdę chciała zakończyć ten głupi spór. Powrócić do tych dni gdzie byli razem...chociaż już chyba nigdy nie będą razem.
- A zdradzisz mi swój sekret? - Jennett się podniosła nie dowierzając uszom. Zatrzepotała rzęsami. Czy aż tak chce zgody z Blazem? W sumie nikt się na nią nie obraził i jej nie odrzucił jak dotąd, a i tak został uchylony duży rąbek tajemnicy. Walczyła z decyzją w głowie, czy na pewno nic się nie stanie jak powie?
- Okej... - Axel nadstawił ucho - ...ale dopiero gdy przyjdzie ta jedna osoba. Powiem to przy wszystkich! - odważne posunięcie z jej strony.
Wtem do drzwi klubiku ktoś zapukał, Nelly zaczęła się psychicznie śmiać. Otworzyła drzwi i większości zebranych twarze pobladły, innym szczęki opadły, a reszcie to w ogóle chciało się mdleć. Jedynie Joshua wpłynął tylko rumieniec na twarz. To był on ;___;
- Aphrodi jesteś! ^^ - krzyknął Mark rzucając się na chłopaka stojącego w drzwiach. Drużynę dziwił widok blondyna w stroju Raimona, sam wydawał się trochę zawstydzony. Odgarnął pasemko włosów za ucho i się przywitał.
- No cześć - dosłowne cykanie świerszczy. Wszystkim wyłączył się aparata mowy dopóki do domku za blondynem nie wszedł trener. Wtedy Byron usiadł na podłodze akurat obok Bobbiego, który specjalnie się od niego odsunął.
- No co?! Wiecie jak trudno było mi tutaj przyjść?! Witam się z wami w miarę optymistyczny sposób, spodziewałem się jakieś wyzwiska, ale grobowej ciszy nie za bardzo! - nadal cisza.
- ;-; też was lubię
- Od teraz Aphrodi jest w naszej drużynie - powiedział swym dumnym głosem trener i uśmiechnął się na koniec pod wąsem. Wszyscy na raz:
- Co?! - blondyn w tym momencie zaliczył facepalma. Było parę tekstów krytykujących wybór ich mentora oraz kilka obelg w stronę Byrona, które go tylko śmieszyły. Na rekach nadal miał te swoje "rękawiczki" (Bóg wie co to jest xD) to coś założone na rękach. Gdy akurat Kevin wrzeszczał coś na Marka w stylu "Co ty sobie myślałeś?!" i wszyscy patrzyli się w ich stronę zsunął jedną z rękawiczek i pogładził kciukiem swoje blizny, gdy dostał telefon od Marka nie był za bardzo przekonany do wstąpienia do drużyny, ale to był chyba jedyny sposób by odpokutować krzywdę, którą im zrobił. Na rękę Affo uwagę zwrócił Axel kulący się wcześniej pod ścianą.
- A co ty tu masz? - blondyn zerwał się chowając rękę.
- A co cie to? Nie wsadzaj wszędzie swojego nosa - Axel wzruszył ramionami i wrócił pod ścianę. Doskonale wiedział, że Afuro się tnie, wystarczyło jedno rzucenie okiem.
Hałas panujący w domku zakończył Jude, który ryknął na całe gardło:
-Cisza!!!!
I znowu grobowa cisza.
- Jak chcecie to sobie pójdę - wstał z miejsca i skierował się w stronę drzwi, które od razu całą sobą zagrodziła Nelly.
- Nie! Siadaj! Jesteś nam potrzebny! - potrzebny? Znowu przeszedł głuchy szmer po sali. Aphrodi potrzebny? Niby do czego? To przecież oni zrobili mu łaskę i pozwolili na wstęp do drużyny.
- Jak miło słyszeć - usiadł z powrotem lecz tym razem obok Josha, który cały czas udawał, że Byrona nie ma i go nie widzi.
- Mamy do omówienia strategię na mecz z Królewskimi - rzekła Celia - Afuro grałeś z nim już mecz?
- Tylko ten no... wtedy ... - wszyscy wiedzieli o jaki mecz mu chodzi i żeby dalej nie wypytywać.
- Aha czyli nie wiesz.. - mruknęła Silvia pod nosem.
- Jude, utrzymujesz jeszcze kontakty z Davidem i Joe? - Sharp poprawił gogle. Przypomniało mu się nagle, że kiedyś miał przyjaciół o takich imionach, jak ich opuścił..niby dla ich dobra, a teraz ma grać przeciwko nim? W sumie to nawet do nich nie dzwonił i się z nimi nie widział. W sumie to czy oni jeszcze żyją?
- Ummm...nie za bardzo..
- Świetnie! Czyli znowu przegrzebujemy cały internet, dzięki braciszku - Celia wyciągnęła swój komputer i założyła okulary.
- To teraz omówmy wasze techniki hissatsu - Silvia założyła ręce za plecy i chodziła w kółko niczym detektyw. Zaczęła coś nawijać, Endou wyciągnął swój zeszyt i zaczęli odczytywać "hieroglify" Davida Evansa i zrobilj spis ich technik oraz co przydało by się domyślić.
Aphrodi siedział sobie po turecku, nie za bardzo czuł się tak potrzebny jak mówił Mark. Nie stać go było na to także aby do kogoś zagadać. Wtem dosunął się do niego lekko Joshua, Byron nie mógł pojąć jego dziwnych zalotów. Czy właśnie okazuje mu jego ciemną stronę? Położył swoją dłoń na dłoń Aphrodiego i zaczął ją gładzić. Terumi nie zwracał na to uwagi, chociaż czuł się nie zręcznie. Czyżby podobali mu się...nie! nie! I jeszcze raz nie!
Zgromadzenie dobiegało końca, wszyscy zaczęli się zbierać, gdy przyszła kolej na Jennett. Wstała ściskając pięści i przegryzając wargę
- Muszę wam coś powiedzieć
- Teraz będzie ciekawie - szepnął Josh Byronowi do ucha.
- Trzymałam to w sobie o wiele za długo i totalnie bez sensu, ale w końcu zebrałam się na odwagę - spojrzała na Josha, który jedyny znał historię, a potem z nadzieją na Axela.
- Zaczęło to się tak, że...
Takiego polsatu jeszcze nie było! Pozdrawiam shiperów Aphrodi x Jennett oraz Nelly x Josh xD Mam nadzieję, że warto było tyle czekać, bo wena mnie naszła całkiem niedawno.
-------
Zapowiedzi Celii!
Nasze nocne piżama party czas powtórzyć! Każde z nas ma inne zdanie na temat Aphrodiego, do tego Jennett w końcu się przed nami otworzyła. Jednym słowem sporo się działo i czas się ogarnąć! Już po raz drugi wyślemy naszych chłopców na obóz treningowy!
Tylko...czy to co tam się odwali można nazwać treningiem?
Przeczytajcie następny rozdział " Obóz NIE treningowy"