- Tato...kupisz mi motor? - zapytała nie spuszczając wzroku z paznokci. Mężczyzna przerwał na chwilę stukanie i popatrzył na córkę poprawiając okulary.
- Dostaniesz jak dorośniesz - wrócił do komputera.
- Mam 18 lat!
- Mentalnie 13
- Ten twój blondasek, którego tak pięknie wyrzuciłeś, szpanuje swoim motorem przed wszystkimi dziewczynami z tej szkoły. Ja będę przed chłopakami!
- Trzynastolatka jak nic... - mruknął.
- Poza tym pomyśl tylko. Mój wygląd, mój charakter i moja gitara. Brakuje tylko motoru - Steven słuchał jednym uchem i na wszystko kiwał głową, gdy Avril wymieniała różne argumenty - Nawet Axel byłby zazdrosny, jeszcze głupio by mu się mu zrobiło, że to ja mam taką maszynę, a nie on! Nie ma szansy bym chociaż tak na chwilkę pożyczyła motorek od blondynka...mówiąc o nim. Słyszałeś, że dołączył do Raimon ciapciaków? - z powrotem piłowała paznokcie po przemowie o motorze. Dark podniósł się z krzesła i uderzył rękami o biurko.
- Nie mówisz poważnie! - tym razem to Avril podniosła oczy z obojętnością.
- Po co miałabym cię kłamać? Wyrzuciłeś koteczka to znalazł se innego pana.
- Nie może być!
- Twój piesek, a raczej twoja suczka też uciekła. Jennett mi oświadczyła, że oficjalnie odchodzi, cytuję, może zrobić mi co mu się żywnie podoba, ale i tak mnie to nie ruszy - Steven zaczął skubać się po brwiach i uderzył pięścią w biurko.
- Daleko ci byś osiągnął poziom dziadka. Widziałeś się z nim ostatnio?
- Taaaa miałem ostatnio z nim widzenie. W dzień meczu - powiedział drżącym głosem.
- W dzień meczu? Tego meczu gdy Affik polepszył boską wiedzę, a Jennettka pokazała swojego wilka?
- O czym ty do cholery do mnie mówisz!?
- O tej wspaniałej rozgrywce, którą przegapiłeś.
- Byron wyszedł na murawę?! Przecież mu surowo zabroniłem!
- Kotki bywają nieposłuszne - w tym momencie do Avril przyszła wiadomość - O Axel napisał! Ooooo...zobacz - pokazała telefon tacie czerwonemu ze złości.
- Avril wybierasz się tam razem z nimi!
- Że co?! Nie ma mowy!
- Chcesz motor?
- Okej! Już biegnę!
Zaczęło się od bardzo szybkiej wiadomości:
Kochani!
Z uwagi na zmianę składu, paru kłótni, sprzeczek i szczerości,
postanowiliyśmy zorganizować kolejną edycję naszego obozu treningowego!
Nie do końca treningowego, gdyż skupimy się na odnawianiu naszych więzi.
Takie zalecenie trenera.
Dzisiaj to my zamykamy w szkołę, a obozowisko zamykamy o 10 rano.
Zabierzcie śpiwory, materace, piżamy, dresy, rzeczy na zmianę, przybory toaletowe, jedzenie :D Jesteśmy prawie dorośli, więc sami wiecie czego wam potrzeba.
Nelly Raimon
- Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć co ja tu robię? - zapytał Byron siedzący wraz z grupką piłkarzy na podłodze. Wszyscy siedzieli w kole na rozłożonych materacach i śpiworach w sali gimnastycznej. W sumie powstały 3 osobne "obozy" . Pierwszy to były dziewczyny, drugi chłopaki powiedzmy wyższej rangi i tej niższej. Trenera nie było i nikt za bardzo nie wiedział co z sobą zrobić. Nelly spojrzała na zegarek.
- Cóż...kolacja dopiero o 19 - a była dopiero 15.
- Z ciekawości. Co robiliście ostatnim razem? - zapytał Aphrodi, który z nudów zaczął robić sobie mini warkoczyki.
Głos przejęła Nelly:
- Nic specjalnego, SERIO - Mark trzymał palec przy policzku i patrząc w sufit wtrącił:
- Jak to nic specjalnego?! Całą noc ćwiczyliśmy do meczu z Zeusem żebym mógł opanować Rękę Majina! Mało co nie zszedłem wtedy ze zmęczenia! - wtedy Nelly wzięła zamach ręką i trzepnęła go w głowę by nie mówił takich rzeczy.
- To dlaczego teraz nie pójdziemy trenować! - wrzasnął Aphrodi domyślając się czemu brunetka nie dopuszczała Evansa do głosu.
- Popieram Byronka - powiedział Josh, który tulił pluszowego pingwina co wyglądało co najmniej dziwnie.
Wtem wszyscy zwrócili uwagę na Jennett, która turlała się po podłodze wycierając wszystkie kurze.
- A komuś się chce? - zapytała, była pewna, że nie tylko ona ma lenia. JEdnak wszyscy chóralnie odpowiedzieli "Tak"
- Nie chce mi się...
- To zagrajmy w prawdę czy wyzwanie! - krzyknął ktoś, nikt nie rozpoznał tego głosu, gdyż ta osoba w ogóle nie została nawet zaproszona. Jennett przestając się w końcu turlać zatrzymała się przy tej osobie i na jej widok mało co zawału nie dostała.
- Yo! - siedziała tam Maya, przywitała się podnosząc rękę, a Erick, który siedział obok niej odskoczył.
- Czy nie wyraziłem się jasno mówiąc, że ty nie idziesz?! - krzyknął Aphrodi widząc swoją kuzynkę, której nie powinno tu być.
- Ale jakby nie patrzeć to dobry pomysł - wzruszył ramionami Bobby.
- To ja spasuję - rzucił Axel wstając z miejsca, wstałby gdyby nie Jude, który złapał go za kołnierz
- Po czyjej jesteś stronie?!
- To kto zaczyna? - zapytała Maya klaszcząc w ręce.
- To ja zacznę...- wymamrotała McCurdy, która jeszcze chwilę temu tarzała się po podłodze. Była to świetna okazja by wydusić z kogoś kilka rzeczy bądź go upokorzyć.
- Axel..skoro już nigdzie nie uciekniesz - na głowie czarnowłosej wyrosły rogi - Prawda, czy wyzwanie? - to pytanie wypowiedziała z sadystycznym tonem, który wywołał ciarki na jej kolegach.
- Prawda - Axel zachował swoją pokerową twarz i się nie dał.
- Czy nadal ci się podobam? - cisza... nikt się nie odzywał, a Axel kalkulował co ma powiedzieć. Parę osób z niecierpliwością czekało na jego odpowiedź.
- Nie - powiedział stanowczo. Lecz zaczął się zastanawiać czy rozsądnie by nie było wyskoczyć przez okno.
- Przyjmuję to do wiadomości... - założyła ręce na piersi i uznałą, że nie ma się już o co starać. Nie ukrywajmy, że zrobiło jej się trochę przykro.
- A nadal podoba ci się Avril? - warknęła udając obojętność.
- Nie odpowiem, skończyła się twoja runda! - rozejrzał się po ekipie i skończył na smoczym napastniku.
- Kevin, prawda czy wyzwanie?
- Oczywiście, że wyzwanie!
- Pocałuj naszą Jennettkę - wszyscy dostali laga.
- Okej - powiedział szczęśliwy, ale aż za bardzo.
- Ty szujo! Nie zgadzam się na to!
- Musisz! - wykrzyczał podniecony różowowłosy robiąc dzióbek do swojej koleżanki, która ewidentnie nie chciała się z nim zetknąć. W tle usłyszała jeszcze chichot długowłosego blondyna.
- A ciebie co śmieszy błaźnie!?
- Nic, absolutnie nic i w tym momencie usta wyśmiewanych dwojga się złączyły. Nie trwało to długo, gdyż Jennett w ramach samoobrony kopnęła Dragonfly'a w krocze, że poleciał na drugi koniec sali. Wydusił tylko z siebie:
- Nelly...prawda czy wyzwanie
- Nie zamierzam brać udziału w tej okropnej grze! - powiedziała oburzona, że Kevin odważył się ją wybrać.
- Będę dla ciebie miły - brunetka przewróciła oczami, a otuchy dodała jej Celia, która uderzyła ją pięścią w ramię.
- Dawaj...prawdę - smoczy napastnik bez zastanowienia rzucił:
- Który z nas jest twoim zdaniem najprzystojniejszy? - do tego poruszył znacząco brwiami. Ku jego nieszczęściu dostał ponownie w krocze ponownie od Jennett lecz tym razem wrzasnął na całą szkołę
- Żaden, wszyscy nędznie wyglądacie. Jedyne co to Josh i Axel zdobywają 6 punktów na 10
- Ależ ty miła - powiedział Nathan, który w głębi duszy był pewny, że to jego wybierze
- Terumi! - krzyknęła panienka Raimon wskazując palcem na blondyna, który aż cały się spiął.
- Ja?
- Tak ty, prawda czy wyzwanie? - Aphrodiego przechodziły ciary, jakie to diabelskie sztuczki zastosuje na nim Nelly?
- Prawda - nie miał ochoty całować jej stóp czy coś w ten deseń. Widać był, że pokrzyżował jej plany.
- Odkąd cię zobaczyłam, byłam pewna, że ktoś cię zgwałcił w dzieciństwie - Afurko od razu zrzedła mina - nigdy nie widziałam takiego dziwactwa jak ty.
- Radzę ci się trochę pohamować ze szczerością - powiedział blondyn, który już zabierał się za zapisanie jej imienia w Death Note.
- Ile lat miałeś gdy straciłeś dziewictwo? - parę ludków się zdziwiło na to pytanie, wielu z nich nie zaliczyło swojego pierwszego razu. Afurko zaczął coś ambitnie przeliczać. Matematyka ciężki przedmiot. Popatrzył się w sufit i gdy był już pewny to z Axelową twarzą wydusił
- 15...fajnie było, nie żałuję - dla niego to normalna rzecz, nie to co dla tych dzieci.
- Jennett...
- Znowu ja?! - krzyknęła na myśl, że ona będzie musiała się spowiadać.
- Prawda czy wyzwanie?
- Niech będzie wyzwanie
- Ja tylko chcę przypomnieć, że inni też chcą zagrać - napomknął Willy poprawiając okulary.
- Dobra, dobra! Dawaj to wyzwanie - uciekła od pytania czy go kocha
- Ubierz się w śpiwór...i udawaj dżdżownicę z padaczką - zatkało ją. Co to będzie za upokorzenie! Aphrodi uśmiechną się swym szyderczym uśmiechem. Nim się obejrzała była już w kokonie i tarzała się po podłodze starając się przejść całą salę. Wszyscy się śmiali, a ona supiała się na tym jak wywijać biodrami. Spojrzała zabójczo na Byrona, który tarzał się ze śmiechu.
- Aphrodi! Prawda czy wyzwanie?
- Inni też chcą grać! - wrzasnął Jack.
- Cicho tam! Prawda czy wyzwanie?
- Prawda! - jego nic nie ruszy, najgorsza prawda.
- W ilu związkach już byłeś i jakich? - wykrzyknął szczęśliwy kokon.
- Uważaj bo zmienisz się w motylka - zaczął śmiać się Josh
- Kurde...ciężko policzyć.. - przez kolejne 2 minuty w zupełnej ciszy Affo myślał i obliczał tyle jakby próbował wymyślić wzór na pole grawitacji.
- 15 dziewczyn 3 chłopaków. Aktualnie nie jestem z nikim więc każdy ma szansę - puścił oczko dziewczynie w kokonie i Joshowi...
- Chcesz powiedzieć, że jesteś...
- Biseksem? Jak najbardziej. Jack, skoro tak bardzo chcesz, prawda czy wyzwanie? - to nie to, że czarny kokon ma problem z tolerancjom, czy brzydzi ją taka ilość związków i braku wierności. Tylko to, czy ona by kiedyś miała dołączyć do tej kolekcji? Pomyśleć, że już raz dała mu się zaciągnąć do łóżka...albo raczej ona go. Aphrodi jest naprawdę osobą, która zalicza wszystkich po kolei.
Po tej szalonej grze w prawda czy wyzwanie czekała na nich jeszcze bardziej szalona niespodzinka od Nelly. Czekała na nich w sali muzycznej. Poszli tam i jedna osoba włączyła światło, a czekała na nich...
- Maszyna do batelek tanecznych *^* - zachwycił się Eric mając gwiazdki w oczach.
- Od kiedy ty lubisz i potrafisz tańczyć - zapytała Bobby nie rozumiejąc reakcji przyjaciela. Ten tylko zachichotał i podrapał się po glowie. Na pewno tak jak to Erick nazwał tak się nie nazywa, ale powinniście wiedzieć o co chodzi. Parkiet z 4 strzałkami, a przed wami ekran, w tym przypadku był to komputer. Nikt nie zapytał panny Raimon skąd ona to wytrzasnęła, ale skoro jest córką dyrektora...
- To kto pierwszy? - zapytała. Nie uzyskała odpowiedzi. Wszyscy zaczęli rzucać się na komputer i się przekrzykiwać. Koniec końców dobrano się w pary i zaczęto tańczyć. Zabawa była przednia choć nie wszystkim się udawało. Większość nie nadążał. Jedynie Jennett nie cieszyła się, nie darła ryja i nie czuła atmosfery.
-No chodź! Nie daj się prosić! - wrzeszczał Todd ciągnąc Jennett za koszulkę w stronę gry. Ona jednak kurczowo trzymała się słupa.
- Nie chcę! Nie umiem - tuliła się jeszcze mocniej.
- To nie boli!
- Właśnie, że boli! - jej uszy podniosły się do góry, a oczy rozszerzyły gdy usłyszała głos z megafonu, który trzymał długowłosy blondyn.
- Jennett McCurdy wyzywam cię na pojedynek mistrzów!
Puściła słupa umierając z zażenowania.
- Nie daj się prosić! - wszyscy zaczęli bić jej brawo, a ona cała czerwona sztywnym krokiem podeszła do maszyny.
- Królowa hip hopu tak? Zaraz się przekonamy! - krzyknął pewny siebie podskakując na strzałkach.
- Skąd wytrzasnąłeś ten megafon?!
- Tam leżał - powiedział jej prosto do ucha nacisnął jakiś pstryczek i megafon zawył niczym wóz strażacki. Wszyscy zatkali uszy, a Byron jak najszybciej wcisnął wyłącznik.
- Hihihihi - zaśmiał się jak zawsze - sorki.
- Wybiorę wam piosenkę - Do komputera podeszła Celia i wyklikała jakiś super szybki opening z anime i poziom najtrudniejszy. Strzałki zaczęły pojawiać się na ekranie, a razem z nimi zaczęło się tupanie po parkiecie. Oboje mieli problem z nadażenie. Aphrodi skakał jak kózka, a Jennett 3/4 strzałek przepuszczała i zapominała, że prawa to ta obok lewej.
- Cholera! - krzyknęła, a widownia śpiewała. Szczerze mówiąc to dziewczyna pierwszy raz tańczyła na czymś takim. W pewnym momencie przez przypadek noga wpadła jej pod nogę. Tak, potknęła sięo własne nogi i glebła na ziemię.
- Nie!!! - straciła kolejną serię punktów, a tym samym piosenka się skończyła.
- To było piękne! - krzyknął dumny Affo do swojej koleżanki.
- Nie chcę! Nie umiem - tuliła się jeszcze mocniej.
- To nie boli!
- Właśnie, że boli! - jej uszy podniosły się do góry, a oczy rozszerzyły gdy usłyszała głos z megafonu, który trzymał długowłosy blondyn.
- Jennett McCurdy wyzywam cię na pojedynek mistrzów!
Puściła słupa umierając z zażenowania.
- Nie daj się prosić! - wszyscy zaczęli bić jej brawo, a ona cała czerwona sztywnym krokiem podeszła do maszyny.
- Królowa hip hopu tak? Zaraz się przekonamy! - krzyknął pewny siebie podskakując na strzałkach.
- Skąd wytrzasnąłeś ten megafon?!
- Tam leżał - powiedział jej prosto do ucha nacisnął jakiś pstryczek i megafon zawył niczym wóz strażacki. Wszyscy zatkali uszy, a Byron jak najszybciej wcisnął wyłącznik.
- Hihihihi - zaśmiał się jak zawsze - sorki.
- Wybiorę wam piosenkę - Do komputera podeszła Celia i wyklikała jakiś super szybki opening z anime i poziom najtrudniejszy. Strzałki zaczęły pojawiać się na ekranie, a razem z nimi zaczęło się tupanie po parkiecie. Oboje mieli problem z nadażenie. Aphrodi skakał jak kózka, a Jennett 3/4 strzałek przepuszczała i zapominała, że prawa to ta obok lewej.
- Cholera! - krzyknęła, a widownia śpiewała. Szczerze mówiąc to dziewczyna pierwszy raz tańczyła na czymś takim. W pewnym momencie przez przypadek noga wpadła jej pod nogę. Tak, potknęła sięo własne nogi i glebła na ziemię.
- Nie!!! - straciła kolejną serię punktów, a tym samym piosenka się skończyła.
- To było piękne! - krzyknął dumny Affo do swojej koleżanki.
- Coś takiego jest całkiem niezłym treningiem - krzyknął podekscytowany Mark chcąc dołączyć do zabawy. Jennett wycierała pot z twarzy i dysząc na platformie powiedziała:
- Nigdy więcej! Wolę trenować w naszym centrum treningowym - system Aphrodiego zaczął się ładować, tak samo jak innych bo wypowiedziała słowa, których nie było dane jej wypowiedzieć.
- Macie tu jakieś centrum treningowe?! - wrzasnął Afu z iskierkami w oczach.
- Czy to jest TO miejsce gdzie trenowała słynna jedenastka Raimona?! I wy do meczu z Zeisem?! - chwycił Marka za ręce i zrobił uśmiech dorównujący uśmiechowi bruneta. Chłopak z opaską przechwycił jego entuzjazm i także się uśmiechnął.
- Trafił swój na swego - wymamrotała Silvia patrząc na tryskających energią chłopaków.
- Tak to TO miejsce! Chodźmy tam jak najszybciej! - odkrzyknął Mark i prawie co wybiegł z sali i reszta ekipy za nim gdyby nie Nelly.
- O nie! Nie na mojej zmianie! To miał być obóz NIE treningowy! - zagrodziła im wyjście swoim ciałem
- Oj Nelly nie bądź taka! Tylko mu pokażemy! - nalegał Jack, który także się napalił.
- Popieram stronę panny Raimon, zostajemy tutaj! - zarządziła czarnowłosa przybierając ponownie formę kokonu - chłopaki nie słuchali żadnej z dziewczyn i popchnęli Nelly depcząc ją i sami wybiegli na korytarz.
- Ale chociaż się ubierzcie! Zimno tam! - chmara chłopaków zawróciła ponownie depcząc brunetkę. Jedynie Josh był tak uprzejmy i podał jej rękę. Wszyscy się szybciutko ubrali i wyszli na dwór. Było bardzo zimno i ubrania które założyli nie starczyły. Dotarli biegiem do centrum, a czekała na nich nie miła niespodzianka.
- Zasypało - wymamrotała Celia.
- No i co teraz? - zapytał Bobby zakrywając się szalikiem.
- Mamy tu może jakomś łopatę? - wychrząkał Jude po długim gapieniu się w ścianę śniegu.
- Skąd ja ci łopatę wytrzasnę?! -podenerwowała się Natsumi. Widząc ten spór, Aphrodi niewinnie wyszeptał:
- Aż tak mi nie zależy żeby tam wejść...- gdy to wypowiedział Mark zokrzykiem godowym wieloryba rzucił się na wielką górę śniegu. Liczył, że dokopie się do wejścia, ale tylko wylądował twarzą w śniegu.
- Co róbowałeś tym osiągnąć? - zapytała zażenowana Nelly. Na jejsłowa brunet zaczął robić orzełka twarzą do śniegu.
- Ała! - rozległ się nagle głos długowłosego blondyna o którego rozprysła się kluka śniegu. Odwrócił się w stronę snajpera, był nim Joshua, który już trzymał w ręku kolejną kulkę.
- O ty skur... - złapał odrobinę śniegu i przyładował brunetowi w twarz.
- Dun nie pokonasz! On jest zawodowym snajperem i..
- buzie zatkał jej śnieg rzucony przez Kevina.
- Miało być w Nathana! - tłumaczył się. Z mordem w oczach McCurdy wzięła garść śniegu i ulepiła z niego kulkę. Obliczała prędkość wiatru i kąt i się zamachnęła. Kulka niestety nie poszybowała za daleko bo wylądowała metr przed dragonfly'em.
- Kurde! - różowowłosy miał już cały arsenał i rzucał śniegiem w czarnowłosą z prędkością karabinu maszynowego trafiając w różne części jej ciała. Ona zaczęła wrzeszczeć i uciekać, a Kevin za nią. Gdzieś dalej zdążono zbudować dwie wrogie fortece. W pierwszej Jack, Jude i Axel, a w drugiej Todd, Eric i Bobby. Blaze miał bardzo ważne zadanie. Lepił kulki. Tak...to bardzo ważne zadanie...
Każda miała dokładny kształt i rozmiar. Dosłownie mierzona od linijki.
- Axel amunicja! - krzyknął główno dowodzący Jude - Wow - powiedział widząc piramidkę śnieżek. To się zaczęło bombardowanie. Maya turlała się po śniegu wydając różne okrzyki. Każdy w kilka minut zdążył się cały przemoczyć co do suchej nitki. Sielankową zabawę przerwał dźwięk. I to nie krzyk czy wycie jakieś syreny. Był to odgłos wycia motoru. Ahrodi wyczuł, że jego kochana maszyna jest w niebezpieczeństwie. Spojrzał z resztą w miejsce gdzie parkował. Na jego cudnym motorze siedział nieprosony gość. Długie czerwone włosy powiewały na wiaterku, nikt nie miał wątpliwości, że to...
- Avril... - wymamrotał Axel - jak to się stało to Byron za długo się nie zastanawiał ani jak zdobyła kluczyki. Po prostu pobiegł w jej stronę jak najszybciej.
- Jak to się tu... - Avril zaczęła kombinować gdzie może być jakiś włącznik czy coś. Zobaczyła, że w jego stronę biegnie Aphrodi to się uśmiechnęła. Przekręciła coś, nawet nie wiedziała co i idealnie jak blondyn dobiegł do barierki ona wystartowała.
- Nie!!! - zdążył tylko za nią wrzasnąć i wyciągnąć rękę. Paninka Dark zaczęła się beztrosko śmiać, problem tkwił w tym, że nie umiała się zatrzymać czy złapać równowagi. Ku zdziwieniu i przerażeniu wszystkich parę metrów przed avril na droę wskoczył Axel. Stanął na drodze jak samobójca. Wiedział, że czerwonowłosa zatrzyma się przed nim, tyle że ona nie wiedziała jak. Czyżby to był koniec Axela?
- Samobójca! - wrzasnął za nim Byron - Rajski czas! - pstryknął palcami tak, że wszystko stanęło w miejscu. Wiedział, że jak czegoś dotknie świat znowu ruszy.
- Co ta wariatka ci zrobiła?... - zaczął gadać z motorem. Wskoczył na siedzisko, usiadł właściwie na Avril. Odległość od Axela była niewielka, blondyn zdążył przejąć kierownicę i wyminąć jeża lekko co go muskając. Zachamował gwałtownie po czym od razu zsiadł.
- Ale ma kopa tam maszyna! - nie przejmując się słowami dziewczyny po prostu ja zrzucił. Wziął swój skarb i odstawił go na miejsce. Rzekł tylko po drodze do Axela:
- Uratowałem ci życie samobójco, ciesz się
- To ty powinieneś się cieszyć, uratowałem ci motor.
- Równie dobrze mogłem cię przejechać, wesoło by było.
- Jennett by wesoło nie było - zalazł mu za skórę.
- Radzę ci pilnować swojej dziewczyny - między tą dwójką panuje bardzo napięta atmosfera wynikająca niewiadomo czego. Tą akcją zakończono zabawę na dworze.
- No mów! Po co tu przylazłaś?! - na czerwonowłosą darła się Jennett, która miała po dziurki w nosie wybryków Avril. Menadżerki wspólnie z Mayą, Judem, Erickiem, Bobbym i Toddem szykowali kolację. Reszta siedziała w kółku i przetrzymywali w nim zniewoloną Avril.
- Została zaproszona - powiedziała dumnie.
- Niby przez kogo? - mamrotał Nathan. Czerwonowłosa jakby szczęśliwa, że o to zapytał, wyciągnęła telefon i pokazała rozmowę na Messengerze z Axelem. Kevin i Aphrodi popatrzyli się na niego wściekli. Ten dalej trzymał Poker face chociaż wszyscy byli na niego źli.
-No co? - w wiadomości było dokładnie napisane "Jak chcesz to wpadaj"
- Ale nie musiałaś wpadać z takim impetem- słusznie zauważył Jack na co inni pokiwali głowami.
- Jakim cudem zdobyłaś kluczyki?! - Aphrodi dalej nie dowierzał, bo nie mógł oderwać wzroku od kliczy, które trzymał w ręku. Jedno tylko się nie zgadzało, nie było do nich przypiętego breloczka nieśmiertelnika z jego danymi.
- To są zapasowe, prawdziwe trzymasz w torbie szkolnej. W tej małej kieszonce w której trzymasz leki, prezerwatywy, papierosy... - wyliczała
- Jak ty...skąd...jakie prezerwatywy?! - Love'a zatkało od środka. To co mówiła zgadzało się co dojoty.
- Jestem doskonałym obserwtorem, grasuję po dwóch szkołach i nic nie umknie memu wzroku i sprytu. Po prostu, wzięłam od sprzątaczki zapasowy kluczdo twojej szafki bo wielokrotnie mówiłeś Herze, że trzymasz tam zapasowy klucz.
- Ale jaki miałaś w tym cel. Przerwać nam zabawę na śniegu? - krzyknęła Maya ze stołu.
- A gdzie tam, aż tak mi się w życiu nie nudzi. Chciałam się przejechać na motorze.
- Tak po prostu? - nie dowierzał Axel, który łaskawie się odezwał.
- Po prostu.
- Świetnie, wszystko nam wytłumaczyłaś więc możesz sobie iść, pozdrów ojca - Jennett wstała i zaczęła wypychać dziewczynę do wyjścia.
- Ale...
- To, że Axel cię zaprosił nie ozacza, że inni życzą se twojego towarzystwa - ciągnęła ją dalej za szalik aż całkowicie nie wylądowała na korytarzu.
- I nie warz się wracać! - krzykęła za nią.
Josh przeciągnął się jakby dopiero co wstał i złapałsię gwałtownie za brzuch, który prezentował odgłosy wieloryba.
- Ale jestem głodny, Nelly jak ci idzie? - spojrzał na brunetkę która dosłownie umierała przy tych garach.
- Skoro skończyliście to przesłuchanie moglibyście pomóc! - krzyknęła Celia wachlując omdlałą panienkę Raimon. Chłopcy i Jennett (jak to brzmi xd) wzruszyli ramionami i pobiegli na pomoc. Dzięki temu wszystko poszło sprawnie i szybko i na pewno o wiele zabawniej bo nie tylko natsumi ma problemy w kuchni. Po 20 minutach zostały rozłożone wszelkiego rodzaju sałatki, ryż, szaszłyki i inne smakołyki. Ale najważniejszą atrakcją był gulasz. Wszyscy zajadali się nie wiedząc co to miar. Nie było szans żeby zostały jakieś resztki, a jak zostały to zjadł je Jack zanim ktokolwiek inny zdążył je dorwać.
- To co, przyszła pora na nasz maraton filmowy? - Silvia zdała pytanie retoryczne
Po jakiś 2 godzinach przeszli przez "Kimi no na wa" i przyszedł czas na "Thor: Ragnarok" na co męska część widowni bardzo się ucieszyła. Jennett nie oglądała żadnego filmu. Leżała w śpiworze i próbowała spać. Przeszkadzało jej cały czas kilka stworzeń albowiem dziewczyny grały w Taboo i jak na Taboo nie były cicho. Poddenerwowana ciągłymi krzykami zarówno dziewczyn jak i podnieconymi filmem chłopców postanowiła pójść się przewietrzyć. Zabrała ze sobą bluzę i szalik. Postanowiła znaleść wejście na dach i tam posiedzieć. Wspęła się po drabince i otworzyła klapę. Co ją zdziwiło to to, że była już otwarta. Wgramoliła się na górę, taszcząc swoje ciało wieloryba. Było pięknie, przez chmury przebijał się księżyc i gwiazdy które oświetlały postać która już tam chyba od dawna stała. Wiatr unosił w górę tej osobie szalik i włosy.
- Aphrodi? - było to pytanie, równocześnie zdanie twierdzące. Wokół niego unosiły się kłębki dymu. Podeszła do niego. Jego czerwone oczy przesiąkał blask księżyca. Wyglądał tak cudownie i delikatnie, jak aniołek. Nie wyglądał jakby ją zobaczył. Nucił jakąś piosenkę pod nosem.
- Jak uroczo - jednak cały ten urok zniszczyła jedna rzecz. Papieros. Podeszła do blondyna i również zaczęła gapić się w punkt na który on patrzył.
- Śliczna noc, nieprawdaż? - zapytał uśmiechnięty. Wypuścił z ust kłębek dymu.
- Niebo jest tak ciemne jaky zostało spowite przez demony - niebieskie oczy Jennettki zabłysły w pewnym momencie i zabrało jej dech w piersiach. Jakby Afuro owinął ją swoją boskością. Jednak się otrząsnęła i poklepała w policzki. Po czym niespodziewanie uderzyła Byrona w rękę sprawiając, że papieros wypadł mu z ręki i spadł z dachu. Zamurowało go i mimo, że nic nie trzymał to miał uniesioną rękę.
- Co to było?! - krzyknął na nią i znowu wyglądał jak stary dobry Aphrodi.
- To jest złe! Palenie to zło! Nabawisz się raka płuc! - tłumaczyła niczym odpowiedzialna matka. Love przymknął oczy i się uśmiechnął.
- Skoro tak mówisz, nie chcę skończyć jak ty - tym komentarzem McCurdy poczuła się lekko urażona. Stali sobie na dachu w samotności i w ciszy. Nie wiedzieli o czym mają gadać, po prostu stali. Jednak oboje mogliby trwać w tej chwili w nieskończoność. Wtedy czarnowłosa przypomniała sobie grę w prawda czy wyzwanie. Ten uroczy chłopiec był w tylu związkach, wyglądał na czystego aniołka, a naprawdę jest on strasznym grzesznikiem.
- Afuro?
- Tak?
- Czy to co mówiłeś w trakcie gry było na pewno prawdą? - blondyn wziął głęboki wdech i zwrócił się do czarnowłosej. Wyglądało to jakby patrzył na swoje odbicie w lustrze.
- Nie do końca...tak naprawdę to nigdy nikogo nie miałem i nie kochałem - podszedł bliżej dziewczyny i złapał kosmyk jej włosów - chodziło tylko o zwykły seks bez żadnych zobowiązań
Zaszedł ją od tyłu i złapał w tali. Ona nie mogła obszeć się temu dotykowi. Stała nieruchomo i wsuchiwała się w jego słowa.
- Ty jesteś wyjątkiem Jennett - pochylił głowę nad jej uchem i szenął.
- Urzekłaś mnie - była cała rozpalona i tonęła w rumieńcach. Usta rozwarły jej się szeroko na te słowa.
- Czy to jest wyznanie miłości? - zapytała bez skrupułów i taką też otrzymała dpowiedź.
- Nie^^ - i zaśmiał się swoim ironicznym śmieszkiem. Tym sposobem dostał śnieżką w łep.
- BAKA!!!
- Po aru ostatnich wydarzeniach muszę głęboko przemyśleć jakim uczuciem do ciebie pałam.
- Jesteś dziwny - powiedziała. Mimo to cieszyło ją, że jest dla Afurko kimś ważnym, że nie straciła go całego. Zauważyła, że pan depresant stanął na końcu dachu. Wdawało się jakby miał z niego skoczyć.
- Wiesz dlaczego dostałem ofertę dołączenia do drużyny? - Jenny pokręciła przecząco głową.
- Bo ponoć wiem coś o czym żadne z was nie wie, ale jakim debilem trzeba być aby o tym nie wiedzieć? - ku zdziwieniu McCurdy blondyn zrobił krok w przód. Tyle, że dalej nic nie było i nie zwracając na to uwagi zaczął spadać. Przerażona Jennett od razu podbiegła do końca dachu wrzeszcząc za nim. Kujej zdziwieniu i przerażeniu Aphrodi wzniósł się z powrotem w górę na swoich majestatycznych skrzydłach, a roztrzęsiona jennett nie wierzyła w to co się tu odjaniepawliło.
- Ja wiem, że chcesz się zabić, ale ja nie chcę brać w tym udziału! - wrzasnęła trzymając się za serce.
- Jak ty to zrobiłeś? - wymamrotała.
- Mój dziadek, były członek Raimon, wiele mi przekazał. Między innymi to, że techniki hissatsu działają jak supermoce - opadł z powrotem na dach do niedowierzającej koleżanki.
- Działają one nie tylko na boisku - złapał się za serce - to jest taka jakby część ciebie, twoja wyjątkowa umiejętność. Prekonałaś się o tym pewnie skacząc z okna w trakcie pożaru - jego skrzydła zniknęły i złapał czarnowłosą zaręce patrząc w jej oczy.
- On ma rację - powiedział dobrze znany jej gło. Spojrzała pod swoje nogi i ujrzała tam swojego wilka.
- Jaki uroczy - rzekł Aphrodi na widok zwierzątka.
- Ty go widzisz?! - krzyknęła
- Niby kogo? Mówiłem o tym gołębiu - wskazał na ptaka który łaził po dachu.
- Skąd ja ci łopatę wytrzasnę?! -podenerwowała się Natsumi. Widząc ten spór, Aphrodi niewinnie wyszeptał:
- Aż tak mi nie zależy żeby tam wejść...- gdy to wypowiedział Mark zokrzykiem godowym wieloryba rzucił się na wielką górę śniegu. Liczył, że dokopie się do wejścia, ale tylko wylądował twarzą w śniegu.
- Co róbowałeś tym osiągnąć? - zapytała zażenowana Nelly. Na jejsłowa brunet zaczął robić orzełka twarzą do śniegu.
- Ała! - rozległ się nagle głos długowłosego blondyna o którego rozprysła się kluka śniegu. Odwrócił się w stronę snajpera, był nim Joshua, który już trzymał w ręku kolejną kulkę.
- O ty skur... - złapał odrobinę śniegu i przyładował brunetowi w twarz.
- Dun nie pokonasz! On jest zawodowym snajperem i..
- buzie zatkał jej śnieg rzucony przez Kevina.
- Miało być w Nathana! - tłumaczył się. Z mordem w oczach McCurdy wzięła garść śniegu i ulepiła z niego kulkę. Obliczała prędkość wiatru i kąt i się zamachnęła. Kulka niestety nie poszybowała za daleko bo wylądowała metr przed dragonfly'em.
- Kurde! - różowowłosy miał już cały arsenał i rzucał śniegiem w czarnowłosą z prędkością karabinu maszynowego trafiając w różne części jej ciała. Ona zaczęła wrzeszczeć i uciekać, a Kevin za nią. Gdzieś dalej zdążono zbudować dwie wrogie fortece. W pierwszej Jack, Jude i Axel, a w drugiej Todd, Eric i Bobby. Blaze miał bardzo ważne zadanie. Lepił kulki. Tak...to bardzo ważne zadanie...
Każda miała dokładny kształt i rozmiar. Dosłownie mierzona od linijki.
- Axel amunicja! - krzyknął główno dowodzący Jude - Wow - powiedział widząc piramidkę śnieżek. To się zaczęło bombardowanie. Maya turlała się po śniegu wydając różne okrzyki. Każdy w kilka minut zdążył się cały przemoczyć co do suchej nitki. Sielankową zabawę przerwał dźwięk. I to nie krzyk czy wycie jakieś syreny. Był to odgłos wycia motoru. Ahrodi wyczuł, że jego kochana maszyna jest w niebezpieczeństwie. Spojrzał z resztą w miejsce gdzie parkował. Na jego cudnym motorze siedział nieprosony gość. Długie czerwone włosy powiewały na wiaterku, nikt nie miał wątpliwości, że to...
- Avril... - wymamrotał Axel - jak to się stało to Byron za długo się nie zastanawiał ani jak zdobyła kluczyki. Po prostu pobiegł w jej stronę jak najszybciej.
- Jak to się tu... - Avril zaczęła kombinować gdzie może być jakiś włącznik czy coś. Zobaczyła, że w jego stronę biegnie Aphrodi to się uśmiechnęła. Przekręciła coś, nawet nie wiedziała co i idealnie jak blondyn dobiegł do barierki ona wystartowała.
- Nie!!! - zdążył tylko za nią wrzasnąć i wyciągnąć rękę. Paninka Dark zaczęła się beztrosko śmiać, problem tkwił w tym, że nie umiała się zatrzymać czy złapać równowagi. Ku zdziwieniu i przerażeniu wszystkich parę metrów przed avril na droę wskoczył Axel. Stanął na drodze jak samobójca. Wiedział, że czerwonowłosa zatrzyma się przed nim, tyle że ona nie wiedziała jak. Czyżby to był koniec Axela?
- Samobójca! - wrzasnął za nim Byron - Rajski czas! - pstryknął palcami tak, że wszystko stanęło w miejscu. Wiedział, że jak czegoś dotknie świat znowu ruszy.
- Co ta wariatka ci zrobiła?... - zaczął gadać z motorem. Wskoczył na siedzisko, usiadł właściwie na Avril. Odległość od Axela była niewielka, blondyn zdążył przejąć kierownicę i wyminąć jeża lekko co go muskając. Zachamował gwałtownie po czym od razu zsiadł.
- Ale ma kopa tam maszyna! - nie przejmując się słowami dziewczyny po prostu ja zrzucił. Wziął swój skarb i odstawił go na miejsce. Rzekł tylko po drodze do Axela:
- Uratowałem ci życie samobójco, ciesz się
- To ty powinieneś się cieszyć, uratowałem ci motor.
- Równie dobrze mogłem cię przejechać, wesoło by było.
- Jennett by wesoło nie było - zalazł mu za skórę.
- Radzę ci pilnować swojej dziewczyny - między tą dwójką panuje bardzo napięta atmosfera wynikająca niewiadomo czego. Tą akcją zakończono zabawę na dworze.
- No mów! Po co tu przylazłaś?! - na czerwonowłosą darła się Jennett, która miała po dziurki w nosie wybryków Avril. Menadżerki wspólnie z Mayą, Judem, Erickiem, Bobbym i Toddem szykowali kolację. Reszta siedziała w kółku i przetrzymywali w nim zniewoloną Avril.
- Została zaproszona - powiedziała dumnie.
- Niby przez kogo? - mamrotał Nathan. Czerwonowłosa jakby szczęśliwa, że o to zapytał, wyciągnęła telefon i pokazała rozmowę na Messengerze z Axelem. Kevin i Aphrodi popatrzyli się na niego wściekli. Ten dalej trzymał Poker face chociaż wszyscy byli na niego źli.
-No co? - w wiadomości było dokładnie napisane "Jak chcesz to wpadaj"
- Ale nie musiałaś wpadać z takim impetem- słusznie zauważył Jack na co inni pokiwali głowami.
- Jakim cudem zdobyłaś kluczyki?! - Aphrodi dalej nie dowierzał, bo nie mógł oderwać wzroku od kliczy, które trzymał w ręku. Jedno tylko się nie zgadzało, nie było do nich przypiętego breloczka nieśmiertelnika z jego danymi.
- To są zapasowe, prawdziwe trzymasz w torbie szkolnej. W tej małej kieszonce w której trzymasz leki, prezerwatywy, papierosy... - wyliczała
- Jak ty...skąd...jakie prezerwatywy?! - Love'a zatkało od środka. To co mówiła zgadzało się co dojoty.
- Jestem doskonałym obserwtorem, grasuję po dwóch szkołach i nic nie umknie memu wzroku i sprytu. Po prostu, wzięłam od sprzątaczki zapasowy kluczdo twojej szafki bo wielokrotnie mówiłeś Herze, że trzymasz tam zapasowy klucz.
- Ale jaki miałaś w tym cel. Przerwać nam zabawę na śniegu? - krzyknęła Maya ze stołu.
- A gdzie tam, aż tak mi się w życiu nie nudzi. Chciałam się przejechać na motorze.
- Tak po prostu? - nie dowierzał Axel, który łaskawie się odezwał.
- Po prostu.
- Świetnie, wszystko nam wytłumaczyłaś więc możesz sobie iść, pozdrów ojca - Jennett wstała i zaczęła wypychać dziewczynę do wyjścia.
- Ale...
- To, że Axel cię zaprosił nie ozacza, że inni życzą se twojego towarzystwa - ciągnęła ją dalej za szalik aż całkowicie nie wylądowała na korytarzu.
- I nie warz się wracać! - krzykęła za nią.
Josh przeciągnął się jakby dopiero co wstał i złapałsię gwałtownie za brzuch, który prezentował odgłosy wieloryba.
- Ale jestem głodny, Nelly jak ci idzie? - spojrzał na brunetkę która dosłownie umierała przy tych garach.
- Skoro skończyliście to przesłuchanie moglibyście pomóc! - krzyknęła Celia wachlując omdlałą panienkę Raimon. Chłopcy i Jennett (jak to brzmi xd) wzruszyli ramionami i pobiegli na pomoc. Dzięki temu wszystko poszło sprawnie i szybko i na pewno o wiele zabawniej bo nie tylko natsumi ma problemy w kuchni. Po 20 minutach zostały rozłożone wszelkiego rodzaju sałatki, ryż, szaszłyki i inne smakołyki. Ale najważniejszą atrakcją był gulasz. Wszyscy zajadali się nie wiedząc co to miar. Nie było szans żeby zostały jakieś resztki, a jak zostały to zjadł je Jack zanim ktokolwiek inny zdążył je dorwać.
- To co, przyszła pora na nasz maraton filmowy? - Silvia zdała pytanie retoryczne
Po jakiś 2 godzinach przeszli przez "Kimi no na wa" i przyszedł czas na "Thor: Ragnarok" na co męska część widowni bardzo się ucieszyła. Jennett nie oglądała żadnego filmu. Leżała w śpiworze i próbowała spać. Przeszkadzało jej cały czas kilka stworzeń albowiem dziewczyny grały w Taboo i jak na Taboo nie były cicho. Poddenerwowana ciągłymi krzykami zarówno dziewczyn jak i podnieconymi filmem chłopców postanowiła pójść się przewietrzyć. Zabrała ze sobą bluzę i szalik. Postanowiła znaleść wejście na dach i tam posiedzieć. Wspęła się po drabince i otworzyła klapę. Co ją zdziwiło to to, że była już otwarta. Wgramoliła się na górę, taszcząc swoje ciało wieloryba. Było pięknie, przez chmury przebijał się księżyc i gwiazdy które oświetlały postać która już tam chyba od dawna stała. Wiatr unosił w górę tej osobie szalik i włosy.
- Aphrodi? - było to pytanie, równocześnie zdanie twierdzące. Wokół niego unosiły się kłębki dymu. Podeszła do niego. Jego czerwone oczy przesiąkał blask księżyca. Wyglądał tak cudownie i delikatnie, jak aniołek. Nie wyglądał jakby ją zobaczył. Nucił jakąś piosenkę pod nosem.
- Jak uroczo - jednak cały ten urok zniszczyła jedna rzecz. Papieros. Podeszła do blondyna i również zaczęła gapić się w punkt na który on patrzył.
- Śliczna noc, nieprawdaż? - zapytał uśmiechnięty. Wypuścił z ust kłębek dymu.
- Niebo jest tak ciemne jaky zostało spowite przez demony - niebieskie oczy Jennettki zabłysły w pewnym momencie i zabrało jej dech w piersiach. Jakby Afuro owinął ją swoją boskością. Jednak się otrząsnęła i poklepała w policzki. Po czym niespodziewanie uderzyła Byrona w rękę sprawiając, że papieros wypadł mu z ręki i spadł z dachu. Zamurowało go i mimo, że nic nie trzymał to miał uniesioną rękę.
- Co to było?! - krzyknął na nią i znowu wyglądał jak stary dobry Aphrodi.
- To jest złe! Palenie to zło! Nabawisz się raka płuc! - tłumaczyła niczym odpowiedzialna matka. Love przymknął oczy i się uśmiechnął.
- Skoro tak mówisz, nie chcę skończyć jak ty - tym komentarzem McCurdy poczuła się lekko urażona. Stali sobie na dachu w samotności i w ciszy. Nie wiedzieli o czym mają gadać, po prostu stali. Jednak oboje mogliby trwać w tej chwili w nieskończoność. Wtedy czarnowłosa przypomniała sobie grę w prawda czy wyzwanie. Ten uroczy chłopiec był w tylu związkach, wyglądał na czystego aniołka, a naprawdę jest on strasznym grzesznikiem.
- Afuro?
- Tak?
- Czy to co mówiłeś w trakcie gry było na pewno prawdą? - blondyn wziął głęboki wdech i zwrócił się do czarnowłosej. Wyglądało to jakby patrzył na swoje odbicie w lustrze.
- Nie do końca...tak naprawdę to nigdy nikogo nie miałem i nie kochałem - podszedł bliżej dziewczyny i złapał kosmyk jej włosów - chodziło tylko o zwykły seks bez żadnych zobowiązań
Zaszedł ją od tyłu i złapał w tali. Ona nie mogła obszeć się temu dotykowi. Stała nieruchomo i wsuchiwała się w jego słowa.
- Ty jesteś wyjątkiem Jennett - pochylił głowę nad jej uchem i szenął.
- Urzekłaś mnie - była cała rozpalona i tonęła w rumieńcach. Usta rozwarły jej się szeroko na te słowa.
- Czy to jest wyznanie miłości? - zapytała bez skrupułów i taką też otrzymała dpowiedź.
- Nie^^ - i zaśmiał się swoim ironicznym śmieszkiem. Tym sposobem dostał śnieżką w łep.
- BAKA!!!
- Po aru ostatnich wydarzeniach muszę głęboko przemyśleć jakim uczuciem do ciebie pałam.
- Jesteś dziwny - powiedziała. Mimo to cieszyło ją, że jest dla Afurko kimś ważnym, że nie straciła go całego. Zauważyła, że pan depresant stanął na końcu dachu. Wdawało się jakby miał z niego skoczyć.
- Wiesz dlaczego dostałem ofertę dołączenia do drużyny? - Jenny pokręciła przecząco głową.
- Bo ponoć wiem coś o czym żadne z was nie wie, ale jakim debilem trzeba być aby o tym nie wiedzieć? - ku zdziwieniu McCurdy blondyn zrobił krok w przód. Tyle, że dalej nic nie było i nie zwracając na to uwagi zaczął spadać. Przerażona Jennett od razu podbiegła do końca dachu wrzeszcząc za nim. Kujej zdziwieniu i przerażeniu Aphrodi wzniósł się z powrotem w górę na swoich majestatycznych skrzydłach, a roztrzęsiona jennett nie wierzyła w to co się tu odjaniepawliło.
- Ja wiem, że chcesz się zabić, ale ja nie chcę brać w tym udziału! - wrzasnęła trzymając się za serce.
- Jak ty to zrobiłeś? - wymamrotała.
- Mój dziadek, były członek Raimon, wiele mi przekazał. Między innymi to, że techniki hissatsu działają jak supermoce - opadł z powrotem na dach do niedowierzającej koleżanki.
- Działają one nie tylko na boisku - złapał się za serce - to jest taka jakby część ciebie, twoja wyjątkowa umiejętność. Prekonałaś się o tym pewnie skacząc z okna w trakcie pożaru - jego skrzydła zniknęły i złapał czarnowłosą zaręce patrząc w jej oczy.
- On ma rację - powiedział dobrze znany jej gło. Spojrzała pod swoje nogi i ujrzała tam swojego wilka.
- Jaki uroczy - rzekł Aphrodi na widok zwierzątka.
- Ty go widzisz?! - krzyknęła
- Niby kogo? Mówiłem o tym gołębiu - wskazał na ptaka który łaził po dachu.
- Może jeszcze pójdę do toalety przed spaniem - powiedziała sama do siebie i za kierunek obrała toaletę. W korytarzach było dosyć ciemno, a ona nie wzięła telefonu. Szła trochę skulona, gdy ujrzała kogoś biegnącego za rogiem. Prawie co krzyknęła, ale zatkała sobie usta. Za wszelką cenę chciała wiedzieć kto to.
- Aphrodi?... - szepnęła. Szła wzdłuż ściany przywierając cały czas do niej. Przecież wygnali Avril, to chyba nikt inny jak Byron. Wysunęła się właśnie z miejsca gdzie ściana się kończyła i zobaczyła coś czego nie powinna. Ścisnęło ją w gardle. Przez okno, światło latarni i pełni księżyca było można dostrzec twarze dwóch osób. Nie mogła uwierzyć własnym oczom, miała brać nogi za pas, ale także nie potrafiła. Byron i Josh, przyjaciel i...i drugi przyjaciel...całujący się razem...Dwóch chłopaków rzeczywiście pożerało się nawzajem. Dun powalony na ścianę i Love trzymający go za nadgarstki, skubali swoje usta. Było to ochydne, a zarazem podniecające, znaczy się to uczucie, że widzi coś czego nie powinna. W jednej chwili poczuła się też zdradzona. Brunet objął szyję blondyna i Byron polizał go po szyi. Kiedyś i nawet polizał tak Jennett, dziwnie za tym zatęskniła.
- Kocham cię - szepnął któryś i przytulili się nawzajem. Nie mogła tego pojąć Aphrodi ją tak kochał, przez nią prawie dostał zawału i mógłby się dla niej zabić, zarwali razem w noc w łóżku, na dodatek ta scena na dachu i po tym wszystkim okazuje się, że Aphrodi po prostu jest gejem?! Woli chłopaków?! Po jego niestandardowym wyglądzie było można się tego spodziewać. Ale Joshua, dlatego się tak dziwnie zachowywał wobec niej? Dlaczego jej nie powiedział, nie zaufał?! Pisnęła cicho i pobiegła do wszystkich, zrobiła to dosyć głośno i modliła się by jej nie usłyszeli. Wbiegła do środka rzucając się na swój materac i szlochając w poduszkę, dziewczyny jakoś tego nie słyszały, nawet tego niespokojnego oddechu. Wspólne tańczenie, gadanie na dachu dlaczego?! Odczuwała wewnętrzną potrzebę przytulenia kogoś. Wstała ocierając łzy, dwójka pedałów nie wleciała za nią czyli nie przejęli się nią. Podeszła do obozowiska "A" gdzie był Axel. Dotknęła go lekko, a ten od razu się do niej obrócił bo nie spał.
- Coś się stało? - poświecił dziewczynie telefonem prosto w oczy, które były zapłakane. Jude od razu też się odwrócił. Śmiesznie wyglądał bez swoich gogli, ale nie umiała się teraz uśmiechnąć. Powtórzył pytanie Axela
- Coś się stało? - nastolatka zapowietrzyła się i rzuciła się w ramiona Axela i zaczęła go tulić i płakać mu w ramię.
- Przytul mnie mocno - Blaze zszokowany trochę, ale to zrobił.
-Proszę przestańmy się kłócić, wybacz mi i obiecaj, że chociaż ty mnie nie zostawisz.. - białowłosy popatrzył dziwnym wzrokiem na Judea, a ten tylko wzruszył ramionami.
- Wybaczyłem ci już dawno, co cię tak nagle wzięło...
- Nie mogę powiedzieć! Widziałam coś czego nie powinnam - zaczęła wycierać słone kropelki rękawami - Dlaczego ja cię tak brutalnie zostawiłam?! - i znowu zaczęła go tulić. Siedzieli tak bezczynnie, Axel nie bardzo chcąc się mieszać pozwalał sobie na tulenie, gdy niezauważalnie wśród nich pojawił się Aphrodzio.
- O jaka urocza scena - szepnął - wszyscy zwrócili się w jego stronę. Miał w buzi pocka i leżał podpierając się na ręce - uważaj bo będę zazdrosny - popatrzyła się na niego wzrokiem spod byka przez szklane oczy.
- Śniło ci się coś? Daj misia! - rozłożył ręce i czekał aż dziewczyna się na niego rzuci, a ta tylko rzuciła w niego poduszką.
- Nienawidzę cię! - wstała gdyż nie życzyła sobie towarzystwa blondyna -Proszę bardzo, tnij się, pal, skacz z balkonu, bądź...sobą, ja cię już nie zatrzymuję.
- O co ci chodzi?! - Aphrodi zaczął się obawiać, że to ona widziała tą scenę... -No weź! Mnie nie przytulisz? - także wstał i jeszcze raz rozłożył ręce. Jennett machnęła tylko swoimi włosami odwracając się.
- Nie będę tulić się z pedałem. Weź se Josha
Zapowiedzi Josha
Nadchodzą święta, niestety jeszcze nikt nie wie co planuję. Świąteczna atmosfera zostanie zderzona z tą smętną, która panuje na pogrzebie. Byron dowie się czegoś niemożliwego od swojego dziadka, właśnie...czy uczucia moje i tego blondynka są prawdziwe? On jeszcze nie wie w co ja go wplątałem! Potym Jennett będzie tylko moja!
Przeczytajcie następny rozdział "Prezenty od losu"
Żyję! Ale zaniedbałam tego bloga. Nie będę padać na kolana i was przepraszać. Po prostu mi się nie chciało. Z drugiej strny nie miałam pomysłu na ten rozdział i bardzociężko się pisało. Szczególnie że pisałam to na telefonie.