- Powariowaliście?! Nie pokażę się tak na mieście! A zwłaszcza Jennett!
W mieście z okazji nowego roku odbywał się festiwal, jedzonko, wróżby, łowienie rybek i przede wszystkim dzieciaki poubierane w kimona. Nie jest to oczywiście nakaz, ale dynastia blondynów, do której należy Byron trzyma się tego bardzo mocno.
- Nie wiedziałem, że mam taką ładniusią kuzynkę... - Artur przejechał palcem po policzku Aphrodiego, od którego dostał z prawego sierpowego.
Blondynka miał na sobie ciasno zawiązane kimono w zielono niebieskie kwiaty przewiązane granatowym pasem. Włosy jego były upięte w artystyczny nieład zwany kokiem podtrzymywany jakimiś drutami. Miał pełno spinek i wsuwek we włosach z koralikami, kwiatkami...te ozdoby aż tonęły w jego włosach. Nawet miał na twarzy makijaż! Jedyne co go różniło od bardzo atrakcyjnych kobiet to to że był płaski jak decha.
- Uważaj przystojniaku bo cię ktoś jeszcze zgwałci na ulicy - dalej dokazywał Artur.
- To nie fair! Czemu to ja musiałem być ofiarą własnej ciotki, a nie Mayka, która jest dziewczyną, a przede wszystkim jej córką?!
Rodzeństwo wzruszyło ramionami.
- Tatusiu kochany, zawieziesz mnie?
Pan Richard, leżał z głową na stole. Wyglądał na pijanego, ale w ręku trzymał tylko zwykły sok pomarańczowy.
- Tato!
- Nie krzycz na mnie!
- To ty się drzesz!
- Ale to nie ja wdaję się w bójki!
- Boże, skoro dalej jesteś na mnie zły to pójdę pieszo, ale wtedy mnie ktoś zgwałci - już był otwierał drzwi, gdy nagle oboje znaleźli się w samochodzie.
W drodze panowała dosyć niezręczna cisza, do której byli przyzwyczajeni.
- Wy naprawdę zostaliście parą...
- A wiesz, że ja też w to nie wierzę? Ona jest wręcz idealna. Ładna, mądra, wysportowana, utalentowana i...
- W końcu ktoś kto może się tobą porządnie zajmie.
- Nie będę się zmieniał dla niej...dla nikogo!
- Wiem, wiem...może chociaż ci wybije palenie z głowy - Byron zaśmiał się na to, ale nagle ogarnął, że wcale nie mówił tacie o swoim nałogu.
- Czekaj co?! Skąd ty...
- Jennett mi powiedziała. Ja nie mam już serio do ciebie siły to może ona coś zrobi. Powiem szczerze, nie lubię dziewczyny i nie chciałbym abyś z nią chodził, ale jesteś już dorosły i nie będę decydować o twoim życiu.
- Możesz powtórzyć bo nie dowierzam, że to mówisz...ale co ci nie pasuje w Jennettce?
- Bo ona...jej mama..aaaa nie ważne.
Akurat dojechali pod jej dom, stamtąd już pieszo miała się odbyć wycieczka.
- Okej...to pa - o co mogło mu chodzić. W ogóle od jego pobytu w szpitalu, jego ojciec się jakoś dziwnie zachowuje. Upija się sokiem pomarańczowym.
Afuro podchodzi do drzwi, całkowicie zapomina jak jest ubrany, dzwoni i czeka aż ktoś mu otworzy. W progu staje McCurdy ubrana w granatowe kimono w jakieś księżyce i słonka, wyrysowane są na nim gwiazdozbiory. Z włosów miała zrobionego długiego warkocza i wbitą jakąś koronę na kształt słońca czy gwiazdy. Nie przeszła takich męczarni jak Byron, ale na jej widok szczena opadała.
Ona sama przeleciała wzrokiem osobę, która się zjawiła.
- Kim jesteś? - zapytała. Mina blondyna wyglądała tak ;-;
- Nie śmieszne, przecież to ja! - jego twarz wypełniały rumieńce.
- Ja wiedziałam, że ty masz tak dzikie zapędy seksualne...
- Możemy już po prostu tam iść i pozwolić innym ludziom się pośmiać?
Lecz ta była już w innym świecie
- Ile tak właściwie kosztuje korekta płci?...
- Jennett!
- Dobra! Mame wychodzę! Nie wiem kiedy wrócę, ale jest ze mną moja dziewczyna!
- Ja nie mogę... - chwycił czarnowłosą pod pachę i wyrzucił ją z własnego domu. Miał dosyć dzisiejszego wieczoru, a dopiero się zaczął.
Szli sobie chodniczkiem trzymając się za ręce dopóki nie dotarli na miejsce. Wszędzie latały dzieciaki, lampiony porozwieszane na drzewach, stosika z jedzeniem i oczywiście masa ludzi.
- Ile ludu - jeszcze tego brakowało Byronowi do szczęścia.
- To był twój pomysł.
- Chodzenie na festiwale to idealne zajęcie dla par, nawet tych udawanych! Poza tym obiecałem Iris i Demeterowi, że przyjdę...idziemy.
- Podwójna randka? Fajnie, że wyglądamy na parę lesbijek.
- Dobra widzę ich! - para siedząca na kocu nie była jakoś specjalnie ubrana w przeciwieństwie do naszej pary lesbijek. Wręcz mieli na sobie ciuchy robocze. Zdziwił ich widok dwóch nieznajomych pań zmierzających w ich kierunku.
- Siema - przywitał się Byron.
- Znamy się? - zapytał chłopak w kasku, dlaczego ta panienka siada na ich kocu?
Jennett zaczęła się śmiać w niebogłosy zaś zdenerwowany Byron kopnął stojący blisko kamień.
- Kurwa!
- Ale uroczo razem wyglądacie - Iris ułożyła ze swoich palców serduszko wokół przybyłej dwójki.
- Jak para lesbijek - wymamrotała niesłyszalnie Jennett. Mimo wszystko czuła się dziwnie w ich towarzystwie, jakby tak niechcianie. Przecież pół roku minęło odkąd zawitała z Zeusie.
- Przynajmniej ktoś się zaopiekował naszym Byronkiem - Demeter kocha dokazywać blondynowi.
- Zabrzmiało to jakbym był waszym dzieckiem.
- Weź przestań! Nigdy bym nie chciał takiego dziecka jak ty!
Jennett chyba jeszcze się nigdy tak dziwnie nie czuła, chociaż właśnie przyszła na zjazd fanów drwienia i ośmieszania Byrona.
- W ogóle macie czas sobie tak randkować? Jutro przecież gracie mecz.
- To udawana randka - rzekli oboje długowłosi z niesamowitą powagą.
- Nie graliście jeszcze z królewskimi prawda? - nareszcie coś z siebie wyrzuciła.
- Jeszcze? w ogóle z nimi nie zagramy! Przecież to by była tak bardzo brutalna gra...na trybunach doszłoby do zamieszek - Demeter dokładnie wytłumaczył zaistniały problem.
- I tak beze mnie byście nie dali rady! - Byron dostał kamykiem w czoło.
- Phi! Twoje ego nie mieści się nawet na boisku. Nikt za tobą nie tęskni, razem z tobą pozbyliśmy się też złej sławy, którą niosłeś!
-Czyli nie macie za złe Byronowi, że gra z wami? Bo królewscy cały czas są obrażeni na Jude'a.
Głos zabrała Iris:
- Przecież sam się nie wyrzucił z drużyny. Może i był naszą gwiazdą, ale nie na nim opiera się siła Zeusa.
- Bo opierała się na boskiej wodzie - nie wiem ile Demeter miał tych kamyków pod ręką, ale czoło Byrona dostała kolejną ich porcją.
- Pani już podziękujemy
Żeby przerwać tę meczową atmosferę, Iris zaproponowała coś co robią i udawane pary jak i te prawdziwe.
- Idziemy złożyć prośby do świątyni? Po pokazie fajerwerków będzie tam dużo ludzi.
- O co chcecie się modlić? O szczęście w miłości - czarnowłosej już podchodziło pod gardło słowo "miłość"
- Dokładnie- odpowiedziała para
- W naszym przypadku bardziej wypadałoby się pomodlić o szczęście w meczu. Meh...dobra - blondyn podniósł swój ciężki zad z koca i wszyscy udali się w stronę świątyń przez labirynt stoisk.
- Takoyaki! - Jennett niczym małe dziecko zaczęła wpatrywać się maślanymi oczami w grilla.
- Jenny to jest cholernie drogie, pójdę z tobą do maka - pociągnął ją za rękę, ale czarnowłosa ani drgnęła.
- Poproszę 10! - wyciągnęła ogromną ilość pieniędzy jakby była gotowa sprzedać duszę za takoyaki.
- 10?!
- Masz rację, to za mało...12! - twarzopalma.
Czarnowłosa dokonała zakupu i teraz dziarsko szła przed siebie pożerając wszystko i nie myśląc o dzieleniu się. Za nią szła pozostała trójka szepcząc coś do siebie
- Jakie to dziecko jest szczęśliwe - Iris mówiła o zajadającej się dziewczynie.
- Jest bardzo urocza - wzdychał Byron.
- Jak długo zamierzasz to ciągnąć, to udawanie? Widzę jak cierpisz.
- No, ale jak mam jej to powiedzieć?
- Przez cały czas robiłeś wszystko tylko nie to co trzeba. Uważam, że powinieneś zwyczajnie powiedzieć kocham cię - znawcy od miłości...
- A jak odmówi?
Demeter przekręcił oczami.
- Nie odmówi. Axela sobie odpuściła, tego całego Josha też już nie ma. A jak odmówi to możesz na spokojnie zostać oficjalnie gejem.
- Zajebiście - rzekł jeszcze bardziej przerażony.
Jennettki nie wpuścili do świątyni z jedzeniem, dlatego usiadła z Byronem na ławce. Patrzyli w niebo, na którym pojawiały się kolorowe światła, fajerwerki. Blondyn chwycił delikatnie dziewczynę za rękę. Druga wytarł jej policzek.
- Mówiłam, że się nie podzielę...
- Nie jesteś ani trochę romantyczna
Tak jakby się obraziła i położyła głowę na ramieniu chłopaka.
- I jak? Teraz ty powineneś tak jakoś skrzywić głowę i mnie pocałować.
- W ten sposób? - jak powiedziała, tak zrobił. Czarnowłosa dostała wypieków na twarzy. Nie sądziła, że serio to zrobi.
- Coś ostatnio dużo się całujemy...
- Jennett ja cię kocham
Cisza. Cały świat jakby stanął czekając tylko na odpowiedź. Czarnowłosa miała ogromną ochotę powiedzieć "Ja ciebie też". Cisnęło jej się to na usta od dawna, a Aphrodi przecież nie pragnął niczego bardziej.
- Nie chcę już udawać, a ja wiem że czujemy do siebie to samo i nie chcę skończyć jako gej.
Dalej cisza, chociaż nie. Jedno ciężkie westchnięcie.
- Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby.
- Nie śmieszne.
- Ja ciebie też kocham, tak bardzo, że mam ochotę zobaczyć cię nago w moim łóżku. Jednak jeśli mamy być razem musimy wygrać jutrzejszy mecz. A ty i Axel chociaż raz zrobić Bananową rybę.
- Chyba jestem w stanie przystać na te warunki...wiesz...mi się marzy zobaczyć cię w czerwonej koronkowej bieliźnie - przywaliła mu pięścią w ramię.
- Zboczeniec!!! Ehhh no dobra
- Umowa?
- Umowa, na twoje nagie ciało i koronkową bieliznę - podali sobie rękę.
Jest to bardzo dziwne zjawisko, ale Byron i Axel mimo wzajemnej nienawiści pisali do siebie częściej niż najlepsi przyjaciele. Tyle, że Aphrodi miał go zapisanego jako "Axel gówniak" , a Blaze po prostu jako "Nie odpisywać"
I znowu telefon blondyna zawibrował akurat kiedy próbował zasnąć.
Axel gówniak: Powiedziałeś jej?
Nie odpisywać:Śpię
AG: Ona jest twoją siostrą
N: Nie
AG: Jest
N: Nie
AG: Nie powiedziałeś jej prawda?
N: Nie
AG: Nie, że powiedziałeś, czy że nie powiedziałeś?
N: Kurwa Axel daj mi spać
AG: Nie
N: ;-;
AG: Jak ty nie chcesz, to ja jej powiem, że się zamartwiasz
N: Nie zamartwiam się! I nic jej nie powiesz bo jesteśmy już razem!
AG: Serio?
N: Nie
AG: T-T
N: Ale będziemy! Jak wygramy mecz i zrobimy Banana fish. Więc jutro spinamy dupę.
AG: My?
N:Tak
AG: Nie
N: Dobranoc
Axel gówniak zmienił pseudonim Byrona Love na " NIE"
AG: Dobranoc
No i nastał ten dzień. Wielki mecz, który prawdopodobnie przejdzie do historii, ale drużyna Raimona nie może na niego pojechać. Niby to Axel jest mistrzem spóźniania się, ale Jennett bije go na głowę. Bus stoi, wszyscy są, a czarnowłosej jak nie było tak nie ma. A nie...jednak biegnie. Z pączkiem w buzi i tysiącem rzeczy pod pachą niespakowanych do torby.
- Przepraszam za spóźnienie - wymamrotała
- Nie gadaj tylko właź do busa - wepchnął ją Bobby.
Oczywiście obok niej musiał usiąść Byronek.
- Fuj! Spociłaś się!
- Biegłam przez 10 minut sprintem! Daj mi pić! - dyszała ciężko
- Wyciągnij sobie! - rzucił w nią torbą.
- Gdzie ty to masz?! - nie otrzymała odpowiedzi bo Byron był zajęty duszeniem Axela. Pogrzebała głębiej, aż dotarła do jakieś tajemniczej kieszeni. Był w niej czarny bidon, niebieskooka nie zważając po prostu wypiła całą zawartość.
- Wypiłam ci całe - schowała bidon z powrotem jeszcze zanim chłopak wrócił na miejsce.
- Spoko - jeszcze nie wiedział co go, a właściwie całą drużynę przez tę niby zwykłą sytuację ma spotkać.
Wszyscy się śmiali, nikt nie odczuwał stresu poza Judem, który wpatrywał się cały czas w okno.
Gdy stanęli pod bramą wejściową ciary ich przeszły. Budynek przytłaczał, wręcz przerażał swoją wielkością. Gapili się jak jeden mąż w wysoką wieżę na środku. Zwrócili łby w prawą stronę kiedy ktoś przerwał ciszę wpatrywania się chrząknięciem.
- Yyy... cześć? - był to David, który speszony tym, że wszyscy na niego popatrzyli. Zaczął niewinnie machać. Do tego dołączył się Joe King stojący obok.
- Siema - powiedział. Mark chciał do nich podejść i podać im rękę jak na kapitana i przyjaciela przystało, ale wyprzedził go Jude rzucając się z uściskiem na swoich kolegów. Aż się wszystkim ciepło na sercu zrobiło. Jedynie Byron nie był poruszony uściskiem. On bardziej rozmyślał jak się schować żeby nie zostać zauważonym i pobitym. Jack nadawał się idealnie do zasłony.
Wszyscy przekierowali się do szatni by tam się swobodnie przebrać. Trybuny były wypełnione aż po brzegi, wszyscy chcieli zobaczyć pojedynek o koronę. Z ostatnich plotek wynikało, że królewscy stawiają wysoko poprzeczkę i będą twardym orzechem do zgryzienia. W loży, idealnie na środku, przy barierce stał Burn nudząc się i czekając na wielkie wejście.
- Masz - podał mu picie Gazel - dałbyś już jej spokój,a nie zachowujesz się jak chory stalker.
- Dobrze wiesz, że nie mogę
Obie drużyny weszły na boisko do swoich boksów i zaczęły się rozgrzewać. Opiekę nad akademią królewską obiął dobry przyjaciel trenera Hibikiego, więc nie było o co się martwić. Publika na wejście zaczęła bić gromkie brawa, drużyna Raimona jeszcze nie miała nigdy takiej publiki.
Ręce Jennett zaczęły się trząść, cała zaczęła się trząść, podskakiwała w miejscu. Dostała takiej dawki energii niespodziewanie, że ją roznosiło.
- Boże, tyle tu ludzi! Dajcie mi już grać! - za jej ramię złapał Axel aby sprowadzić dziewczynę na ziemię, ale ta cały czas drżała.
- Uspokój się...
- Ale ja jestem bardzo spokojna! - jej niebieskie oczy jakby się zapaliły niebieskim płomieniem, tak że białowłosy aż się odsunął.
- Ogłaszam skład! - zawołał trener, wszyscy pięknie stawili się w szeregu - bramkarz, nasz niezastąpiony Evans, obrońcy, Wallside, Swift, Shearer, Ironside. Pomocnicy Sharp, Glass Eagle. Napastnicy: Dragonfly, Blaze, McCurdy dziękuję
Jennett przekalkulowała wszystko dokładnie w głowie bo coś ewidentnie nie zgadzało.
- Chwila moment! A ten imbecyl?! - wskazała palcem na Byrona, który przymilał się do Nelly rozkładając nogi na ławce.
- Nie gra - rzekł sucho trener - nie chciał.
- Co to znaczy nie chciał?! - wrzasnął Axel - Byron cholera co ty odstawiasz?!
Terumi tylko wzruszył ramionami, Nelly odsunęła się od niego oburzona.
- Własnie, po coś cię w końcu przyjęliśmyi w sumie dalej nie zdradziłeś nam tej wielkiej tajemnicy o technikach hissatsu.
- Nadejdzie czas to powiem, i nie zagram bo to królewscy! Nie mam ochoty być wgnieciony w boisko i żeby gra skupiała się tylko na mnie.
- Ty wgniotłeś ich to może czas żeby to oni wgnietli ciebie? Nie zależy ci na układzie?
- Jakoś bardziej cenię sobie swoje życie i reputację
Jennett złapała się za głowę i warknęła
- Zostaw go, jego strata, jeszcze się rozmyśli - rzekł Axel, który tak czy siak wiedział, że Byron prędzej czy później nie wytrzyma na ławce.
Wszyscy rozstawili się na swoich połowach, gotowi na mecz o wszystko. Widać było pozytywne nastawienie z obu stron. Drużyny znały się bardzo dobrze i liczyli na spokojny przyjacielski mecz. No nie niestety nie ma tak łatwo.
Gwizdek sędziego, oczywiście jak zwykle spóźniony Chester dopiero dobiegł i jeszcze rozkładał swoje stoisko. Zaczęła drużyna królewskich, David który stał na środku wybiegł jak najszybciej jednak gdy miał się spotkać twarzą w twarz z Kevinem udało mu się podać do Daniela Hatcha biegnącego obok, a ten przekazał jeszcze. Jennett nie zwarzając na to, że stoi po drugiej stronie boiska pobiegła w stronę piłki.
- A ty co taka narwana?! - złapał ją Axel po przez nią formacja się zaburzyła. W jej miejsce wbiegł już Alan Master, do którego piłka została przerzucona górą. Nie ma tak łatwo bo na szczęście na posterunku jest Eagle, który zablokował go Płomiennym Tańcem. W końcu Raimoni przejęli piłkę i Erick zmierzał na środek boiska. Przed niego wszedł David, który od razu zgarnął piłkę. Nie miał problemu przedrzeć się przez resztę pomocników. Willy od razu zwiał zaś Jude nawet nie zdążył pobiec, została obrona. Tu już trudniej. Głowa niebieskowłosego była przepełniona nieczystą rządzą zwycięstwa. Zaraz miało się ukazać coś co może nie do końca był fair, ale to był sprawdzony sposób na wygraną.
Jack stał jak solidny mur i nie zamierzał się ruszyć, a z boku już biegł Nathan
- Królewski rozmach burzy! - krzyknął Samford. Rozłożył ręce i biegł w pozycji naruto, wiatr pędzący za nim wywiał Jacka wraz z Nathanem.
Nie było osoby, która nie byłaby w ciężkim szoku, na trybunach zapanowała cisza, a Byron spadł z ławki.
- Przecież to technika Zeusa... - zdążył wymamrotać Bobby zanim niebieskowłosy dobiegł do bramki.
- Co wyście wymyślili?! - Mark ustawił się w pozycji gotowej na wszystko. David tylko się uśmiechnął spojrzał w niebo i zrobił pozycję na jaskółkę. Z podłoża wyskoczyły główki pingwinków,a tym pingwinkom na pleckach ukazały się małe skrzydełka.
- Co jest?! - krzyknął Mark.
- Boski pingwin! - zamachnął się. Jego oko rozbłysło się pomarańczowym światłem, energią i chęcią destrukcji - numer 1! - i kopnął piłkę. Pingwiny pognały za kulą kręcąc się jak wir. Ich jedyny cel to była bramka.
- Ręka... - Evans nie zdążył nic zrobić bo piłka była już w siatce. David obrócił się na pięcie zarzucając włosami, jednak stracił równowagę i upadł. Zaczęło mu się kręcić w głowie.
- GOOOOOOOOOOOOOOOl - darł się Chester.
Do obolałego kolegi podbiegł Jude.
- Obiecałeś nie używać zakazanych technik - podniósł go z ziemi.
- Ale to jest jedyny sposób żeby z wami wgrać...
- I przy okazji utrzeć nosa Zeusowi? - także załamał się Bobby.
- Stąd czuję jak blondyna gotuje się na tej ławce - rzekł Kevin.
- Z królewskich porządna drużyna, nie wierzę, że postanowili od tak kopiować techniki i jeszcze używać tych zakazanych.
- Dajcie mnie strzelić! Błagam! - czarnowłosa dosłownie unosiła się w powietrzu. Podskakiwała jak mała dziewczynka na widok kucyka.
- Dobra, wyluzuj. Lepiej się zastanów jak chcesz ich przebić bo znając życie skopiowali także inne ich techniki na obronie - Axel pogrążył się w myśleniu, zerwał się gdy sędzia zagwizdał a Jennett już obok niego nie stała, a była 10 metrów dalej z piłką, a za nią gonił Kevin.
- Panna nie tak szybko - Daniel Hatch podskoczył wysoko w górę,a gdy tylko wylądował ziemia pod nim się rozstąpiła.
- Królewski wstrząs! - dziewczyna wyleciała w powietrze, wraz z piłką, która wylądowała pod stopami Dereka Swinga.
- Jak z tych memów o kopiowaniu zadania domowego - słusznie zauważył Willy - zero kreatywności! Zmiana jednego słowa nic nie zmieni!
Mały prześlizgnął się przez nogi Kevina, szybkie podanie w stronę Hermana.
- Nie ma tak łatwo - Jude wybiegł na przeciw koledze. Kiwali się oboje dłuższą chwilę jednak tam gdzie dwóch się kłóci trzeci korzysta. Zgrabnym ruchem nogi, piłkę wygrzebał Erick i od razu przerzucił do atakujących.
Byron tak jak powiedział Kevin gotował się na ławce. Nie rozumiał dlaczego królewscy wzięli ich za ideał i postanowili skopiować ich techniki, do tego jeszcze użyć tych zakazanych. Przecież nie są nielegalne bez powodu.
On już to tłumaczył, hissatsu działają jak supermoce jak się z nimi zżyjesz, pomagają w wielu sytuacjach i są wbudowane w ciało. Te zakazane na odwrót, niszczą organizm użytkownika. Jedynym wyjątkiem jest Jennett. Dziadek Love stworzył dwie wersje wiedzy, tę boską i demoniczną, z czego jedna jest zakazana. Dalej nie wie jak ten świstek papieru z zapiskami trafił w ręce jego przyszłej dziewczyny, ale jeszcze większą zagadką jest brak skutków ubocznych. Może ciało Jennett neutralizuje tę technikę? Może wcale nie jest zakazana? Może dopiero wyjdą na jaw jej skutki? Z tego wszystkiego zachciało mu się pić, może Jennett jednak coś zostawiła. Otworzył swoją torbę, a tam na wierzchu butelka pełna wody.
- Ale przecież powiedziała, że wypiła całą... - zaświeciła mu się nagle żarówka, ale w głębi duszy liczył, że to nie jest prawda. Wyrzucił wszystkie rzeczy z torby, ręce zaczęły mu się trząść. Dogrzebał się do dna torby, do tej tajnej kieszeni i wyciągnął z niej czarny bidon. Bidon, który był pusty. Bidon, w którym znajdowała się resztka boskiej wody.
Miał zawał, przełknął ślinę i zaczął się zastanawiać co ma zrobić. Przecież może sobie krzywdę zrobić, taka wyrwę na umyśle jak mu zrobiono, jak się dowiedzą to przegrywają walkowerem.
- Trenerze, trzeba ściągnąć Jennett z boiska, natychmiast!
- Jednak się zdecydowałaś? Wpuszczę cię, ale to prędzej Williego ściągnę niż Jennett.
- Nie o to chodzi! Ona nie może grać!
Coś nagle łupło, pojawiły się gromy i błyskawice, które prawie co oślepiły publikę. Jennett wraz ze swoim wilkiem i Kłem Bestii omijała zawodników. Jednak ten wilk nie wyglądał tak samo. Był większy, a z wyglądu dużo groźniejszy. Dziewczynie udało się powalić kilku graczy na ziemię, znajdowała się praktycznie pod bramką.
- Jennettka nie rób tego - jęknął tylko blondyn.
Czarnowłosa wyciągnęła rękę, włosy jej powiewały w każdą stronę, mięśnie napinały,a mina pokazywała psychopatyczny uśmiech. Przetarła oczy, który nie wiadomo dlaczego stały się całe czarne. Joe King mimo tego, że miał w zanadrzu zakazaną technikę odsunął się do tyłu przestraszony.
- Wiedza demona - jej głos łamał się z dosłownie takim demonicznym, jakby coś ją w jednej chwili opętało. Tego Byron właśnie się obawiał najbardziej.
- Co jej jest?! - przeraziła się Celia.
Dziewczyna zaczęła się trząść.
- Zostaw mnie... - wymamrotała, jej jedno oko na ułamek sekundy zrobiło się niebieskie zdążyła jeszcze wyciągnąć rękę w stronę Joe na oznakę błagania o pomoc, ale od razu oko znowu zrobiło się czarne. Z jej pleców rozrosły się ogromne czarne skrzydła, już nie czarnego anioła. Upierzone w ostre szpikulce zdobiły piękne, a zarazem przerażające skrzydła, które uniosły McCurdy w powietrze. Przy piłce zebrała się duża ilość czarnej energii gotowej do wystrzału. Chociaż gdzieś tam z tyłu w kontroli była Jennett to coś innego teraz sterowało jej ruchami. Wzięła ogromny zamach i kopnęła piłkę, która niczym rakieta skierowała się w stronę. Gdy tylko jednak zbliżyła stopę do okragłego przedmiotu rozległ się grzmot. Cała jej siła została skierowana na piłkę, dlatego w ciągu ułamka sekundy znalazła się ona w siatce.
Burn stojący na trybunach śmiał się pod nosem.
- No i wyszło szydło z worka...
Oczy dziewczyny stały się znowu niebieskie, ale jej twarz nie miała żadnego wyrazu. Skrzydła jak nagle się pojawiły, tak zniknęły. McCurdy całkowicie straciła czucie w ciele, tak, że samoistnie zaczęła spadać. Dosłownie jak upadły i fałszywy anioł.
Zapowiedzi Jude'a
Jeszcze ja nie miałem okazji tu nic zapowiadać, a więc... CO TO KURWA MA BYĆ AUTORKA GDZIE JESTEŚ NIE CHOWAJ SIĘ! Davidowi uderzyła woda sodowa do głowy, aż tak mu zależy na wygranej? Przecież jest świetnym zawodnikiem bez kopiowania i zakazanych technik! Czy nasza dzisiejsza przygoda jak zwykle musi skończyć się w szpitalu?Zgadnijcie kto uratuje naszą księżniczkę... nasze dwie księżniczki mają teraz problem rodem z ukrytej prawdy, ale to im nie przeszkodzi oczywiście w ich łóżkowych zabawach. Wybaczcie, ale nie jestem w humorze. Zapraszam na dalszą część meczu w 21 rozdziale "Korona"
----------
Ohayo *robi unik przed oberwaniem pomidorem*
Tak wiem, jak zwykle spóźniona z dwa miesiące, macie prawo narzekać. Wiecie, że was kocham? Nienawidzę opisywać meczy, więc na następny rozdzialik też sobie poczekacie, na szczęście są wakacje zaraz, dużo wyjazdów, a jak nie zabiorę żadnej mangi to może uda się coś napisać. Widzieliście notkę? Będę na magnificonie w Krakowie na sobotę w cospie Lokiego. Można się spotkać, chętnie pogadam o inazumie, blogu jak i moim wattpadzie. A i tego samego dnia jest premiera drugiej części mojego yaoica, więc się dzieje. Mam nadzieję, że u was też fajno. Deprecha po Avengers Endgame dalej mnie trzyma... podejrzewam, że rozdzialik będzie pod koniec sierpnia, ale można sprawdzać wcześniej. Do zboczenia!
niedziela, 9 czerwca 2019
niedziela, 24 lutego 2019
19. Drwi z blizn, ten który nie doświadczył rany
- Spóźniony! - krzyknął Mark na widok zasapanego Byrona.
- Motor w naprawie, a autobus mi uciekł! - tłumaczył się i ze zmęczenia upadł na ziemię.
- Za dużo pierogów? Spokojnie Axela też jeszcze nie ma, ten to zawsze się spóźnia! - poklepał go po blond główce.
- Jest Jennett? - zapytał rozglądając się w około - muszę jej szybko coś powiedzieć
- Ale z was zakochane gołąbeczki! Nie wytrzymacie bez siebie ani sekundy - śmiał się, a jego banan na twarzy z każdą chwilą coraz bardziej dobijał Aphrodiego - a właśnie mówiąc o zakochaniu...o co chodziło to z Joshem? Co wyście razem...dlaczego dzisiaj go nie ma?
- Po pierwsze, wrócił do domu, po drugie nie wymawiaj jego imienia! - święta dla blondyna nie były łaskawe. Jego rodzina jeszcze z domu nie wyjechała, więc wkurzenie nie schodziło z jego twarzy.
- ZBIÓRKA !!! - krzyknął trener jak najgłośniej potrafił, gdyż wszyscy byli pochłonięci rozmową o świętach. W pośpiechu ustawiono się w szeregu na baczność.
- Witam was po przerwie, jak pewnie zauważyliście, ponownie mamy rotację w składzie, gdyż Joshua Dun z powodów rodzinnych wrócił do Korei, liczę, że wszyscy są pełni energii do działania, gdyż skupimy się na tworzeniu nowych technik. Rozgrywamy mecz z akademią królewską, która nas doskonale zna, więc trzeba ich czymś zaskoczyć. Skupcie się proszę na swoich atutach, ale i nie przekombinowujcie za bardzo!
- Hai! - krzyknęli wszyscy i rozbiegli się w jakieś ustronne miejsca by pracować samemu.
Aphrodi dosłownie został sam, nie miał bladego pojęcia co z sobą zrobić. Może dopracować Potęgę Boskiej Wiedzy? Nie może! Okazało się, że udało mu się to tylko pod wpływem adrenaliny w trakcie ostatniego meczu. Jest to zbyt męczące o czym świadczyło jego omdlenie na koniec, a nie może pozwolić sobie na utratę przytomności w trakcie innych meczów. Niby można to wyćwiczyć, ale wyniszczony organizm mu na to nie pozwalał.
Jennett też łaziła bez celu, więc w końcu mógł z nią pogadać, dziadek pewnie nieświadomie powiedział mu wiele ciekawych rzeczy.
- Jenny! - podbiegł do niej, a ona się uśmiechnęła.
- Czego chcesz ode mnie?
- A czy ja zawsze muszę czegoś od ciebie chcieć? Ta sprawa z Joshem...
- Jest okej, tak wiem to jego wina, on cię podrywał żebym ciebie znienawidziła, ale jest już w porządku - blondyn mógł odetchnąć z ulgą.
- Powiedz mi, jak wymyśliłaś Wiedzę demona?
- A czemu cię to ciekawi? - zmarszczyła brwi tak jakby nie zamierzała o tym nikomu powiedzieć.
- Bo jest analogiczną wersją mojej techniki, a nie znaliśmy się wcześniej...
- Była zapisana na takiej karteczce, którą kiedyś znalazłam.
- Znalazłaś karteczkę? - Byron czuł się jak detektyw rozwiązujący zagadkę - a czy z tą karteczką był biały zeszyt? - nie mogąc uwierzyć chwycił ją za dłonie i napierał na przestrzeń osobistą
- O czym ty do mnie... - zaczerwieniła się - puszczaj! - wyrwała się z uścisku
- Podarta karteczka, znalazłam w szufladzie w szafie w piwnicy. O żadnym zeszycie nic nie wiem. Jakiś dziwny jesteś.
- Przepraszam, masz może tę karteczkę?
- W domu...bawisz się detektywa? - ta sprawa dla Sherlocka Love'a była zbyt trudna do rozwiązania. Zamyślił się
- A wiesz w ogóle, że to zakazana technika? Jesteś jakaś dziwna, że twoje ciało to neutralizuje, zapewne i wyniszcza od środka, Byron zaczął coś pleść nie wiadomo czy do niej czy sam do siebie. Naprawdę był pochłonięty tym myśleniem. Do tego jego matka jednak żyje!
Jennett miała laga umysłu, nie widziała innej sensownej odpowiedzi jak:
- Tak ;-; Coś jeszcze?
- Nadal nic nie wiem!
- Powiesz mi o co chodzi?
- Nie ważne, dużo się działo przez tę przerwę...Burn przyjeżdża na sylwestra wiesz o tym?
Czarnowłosa spuściła wzrok i podrapał się po ramieniu kiwając głową.
I Aphrodi znowu został sam, jedyną opcją było dołączyć do grupki, która stała przy Marku.
- Odpuść to bez sensu! - krzyczał Kevin łapiąc się za głowę.
- Hopsa dropsa turlu bach pach ma jakieś głębsze znaczenie! Ja to wiem!
-Zebrana grupa pastwiła się na zeszytem Marka, gapiąc się w nieczytelne bazgroły. Stwierdzili, że nie ma szans na tę technikę, już mieli przerzucić się na coś innego gdy Aphrodi zaczął mówić.
- Przedrzyj się przez tłum tworząc fale i płyń wraz z rybami, wybij się do góry trzymając za ręce kręcąc się jak banan by na końcu naskoczyć i siłą kopnąć piłkę do bramki.
Nastała cisza, nikt nic nie mówił i wszyscy patrzyli się to na Byrona to na zeszyt.
- Co? Tak tam jest napisane - założył ręce na piersi nie wiedząc czego oni nie rozumieją w tym piśmie.
- Afuro Terumi jesteś bogiem! - Evans padł na kolana przed blondynem i zaczął się przed nim kłaniać. Oczy miał przepełnione łzami szczęścia i nie dowierzania.
- Nie można zaprzeczyć mojej boskości! - zarzucił włosami.
- Jak to możliwe, że umiesz się z tego rozczytać? - zapytał Nathan, który obracał zeszyt tak aby ujrzeć to samo co Aphrodi.
- Mój dziadek, był przyjacielem Davida Evansa i posługiwali się tym kodem, właściwie to on go wymyślił i mnie nauczył. Boska Wiedza też była tak zapisana - spojrzał w stronę Jennett, w końcu Wiedza demona także była wymyślona przez jego dziadka.
- Ucz mnie! - mało brakowało by Mark nie zaczął mu lizać butów.
- Ale o co chodzi z tymi rybami i bananem? - słusznie zapytał Erick, blondyn wziął do rąk zeszyt i próbował się czegoś wyszukać.
- Banana fish... - wymamrotał
- Bananowa ryba?! - zaśmiał się Todd.
- Tak to się nazywa, mogę się mylić, ale to ma być coś w rodzaju kontrastu...
- Ci panowie nigdy nie mieli talentu do nazw - podrapał się po głowie Kevin - kto będzie wykonywał bananową rybę?
- Niech pomyślę... - Mark spojrzał w sufit sali - jest to technika dla napastników, więc postawię na Aphrodiego mojego Boga i Axela!
- Co?! - krzyknęli oboje wskazując na siebie, a Mark był cały rozpromieniony.
- Nie zamierzam się tego podejmować! Niech to będzie każdy byle nie on! - skarżył się Byron, a Axel tylko przeklinał pod nosem. Z daleka było można usłyszeć śmiech Jennett, bardzo podobał jej się ten pomysł.
- Dlaczego nie? Oboje jesteście kontrastem, Aphrodi jest żółty jak banan, a Axela włosy połyskują jak łuska ryby - śmiała się w niebogłosy.
- Postanowione! - krzyknął Mark, a dwójka popatrzyła na siebie z nienawiścią - teraz znajdźmy jakąś technikę dla mnie, bo czuję, że nie osiągnę za wiele z ręką Majina
- Ale Boską Wiedzę już pokonałeś...- szepnął Aphrodi sam do siebie. Na nowo zaczęto przegrzebywać zeszyt w poszukiwaniu czegoś co jest warte uwagi.
Wszyscy sobie trenowali, inni zbijali bąki, a jeszcze inni cisnęli bekę z Byrona i Axela. Między innymi Jennett.
Dwójka biegła przed siebie zamieniając się stronami (taki bieg Naruto, jak Burn i Gazelle) musieli wziąć duży rozbieg, ale albo się ze sobą zderzali, albo już w trakcie wyskoku i obrotów się puszczali i upadali.
- Mam dość! - wrzasnął blondyn po tym jak znowu upadli na ziemię.
- Wstawaj - stanowczo rozkazał Axel, łapiąc piłkę w ręce.
- Mrrr I ship it - powiedziała Jennett robiąc z palców kształt serduszka i patrzyła przez nie na nieudolnych piłkarzy.
- Wstawaj! - krzyknął głośniej
- Dobra, dobra! - wstał i otrzepał się z trawy - Jakiś ty nerwowy!
- Stwierdzam, że nie powinno cię być w tej drużynie, ale to nie moja decyzja... - to co powiedział mocno podziałało na Love'a. Takie słowa działają jak płachta na byka.
- Jak ja ci zaraz... - ustawili się oboje w równej linii. Byron bardzo się spiął by pokazać temu bucowi co potrafi. I ruszyli! Wyminęli się z 3 razy podając piłkę, za nimi wytworzyła się fala albo przynajmniej jakaś woda bo do tej pory nie było nic. Wyskoczyli do góry chwytając się za ręce, kręcili się wokoło siebie trzymając piłkę w wirze, gdy byli na odpowiedniej wysokości, naskoczyli z buta na piłkę pchnąc ją.
- Banana fish! - krzyknęli. Jednakże piłka wyślizgnęła się z pod ich nóg i poleciała ponad bramkę. Oboje stracili równowagę i upadli na plecy.
- Jak chcesz to potrafisz! - i wtedy Love uświadomił sobie, że to była zwykła podpucha.Mimo bólu kręgosłupa, wręcz zerwał się z podłoża.
- Jeszcze raz! Jeszcze raz! Prawie wyszło!
Wtem rozległ się gwizdek trenera co oznaczało, że trening się skończył.
- To może umówimy się gdzieś za godzinę na boisku nad rzeką? Skoro tak bardzo chcesz jeszcze raz... - uśmiechnął się do niego co jednak Axelowi zdarzało się bardzo rzadko.
- Phi! No dobra zmarnuję na ciebie trochę mojego czasu! - zarzucił włosami
- I ship it - krzyknęła Jennett wraz z menadżerkami.
- Aphrodi! - krzyknęła Jennett gdy ten opuszczał teren Raimona - Czekaj!
- Wiesz, że idę się spotkać z Axelem?
- Mogę iść z tobą, mam bardzo ważną sprawę
Blondyna zaciekawiony wzruszył ramionami, nie miał nic przeciwko, miły spacerek z dziewczyną, którą kocha. Szli spokojnie zaśnieżonym chodniczkiem.
- To czego chcesz? - cisza. Czarnowłosa nie miała bladego pojęcia jak to z siebie wyrzucić. Do takiego poziomu się jeszcze nigdy nie zniżała.
- Hmmm...?
- Poudajesz mojego chłopaka?
Zawieszenie systemu windows afuro 2000, chłopak w głowie analizował każde z słów zawartych w zdaniu. A gdy już oprzytomniał, krzyknął:
- Co?!
- Bo Burn przyjeżdża i potrzebuję jakieś ochrony czy wsparcia. Odpuści zaczepki jak zobaczy, że kogoś mam
- Boisz się go? - McCurdy spuściła głowę i wymamrotała:
- Trochę... - Byron wolał żeby naprawdę stali się parą, a nie tylko udawali, ale lepsze to niż nic. Może po tym udawaniu będzie z tego coś więcej?
- Ale dlaczego ja? Burn jest moim kumplem, a przynajmniej był. Wkurzy się jak zobaczy, że zabrałem mu laskę. Poproś Axela albo Kevina, jestem za słaby na ochroniarza.
- Ale to ciebie najbardziej lubię i wiem, że zrobisz to dla mnie - złapała go za rękę i wtuliła się w jego ramię
- Coś nie jesteś sobą...
- Czyli zgodzisz się?
- No tak! - dalej nie wierzył w co dał się wrobić
- Dziękuję
- Dziwię się, że chcesz chodzić z kimś kogo teraz wszyscy zaczęli nazywać gejem.
- Nie chodzić, udawać! Josh zniszczył ci reputację, ale jak widziałam was całujących się na korytarzu to poczułam się zazdrosna i smutna.
- Na pewno chcesz tylko udawać? - objął ją, a całe te zdanie powiedział dziewczynie do ucha.
- Na razie nie licz na nic więcej, wracając do Josha...to tylko Axel do ciebie pasuje
- Pojebało?!
Dziewczyna pękła ze śmiechu, para idealna jak nie jak tak!
Poszli już w stronę boiska nad rzeką, zazwyczaj jest tam pełno dzieciaków, które lepią bałwany bądź organizują bitwę na śnieżki. Chociaż zima jest sroga to znajdują się szaleńcy, którzy grają tam w piłkę o tej porze.
- Ktoś tam jest - wskazał palcem Aphrodi. Jakaś osoba stała samotnie na boisku i kopała piłkę na wciąż trafiając w słupek - to chyba nie Axel, chociaż powinien już wracać ze szpitala...
Blondyn poczuł jak jego ręka jest mocno ściskana przez. Jennett ją mocno objęła i tak jakby się chowała za Byronem.
- To on... chodźmy stąd - Aphrodi zmrużył oczy i rzeczywiście ujrzał czerwonowłosego chłopaka. Niestety ten ich zauważył i pomachał.
- Byron uciekajmy - pisnęła.
- Spokojnie - pogłaskał ją po głowie i przytrzymał bo była gotowa wyrwać się i poszarżować gdzieś - gdzie zniknęła twoja pewność siebie?
- Przy tym kolesiu zawsze znika...
Rozpoznany Burn podbiegł do nich, blondyn czuł jakby ręka mu miała zaraz odpaść. Cóż za pech, że go tutaj spotkali.
- Byron?! Kopę lat! Ależ zarosłeś, w sensie urosłeś! - podrapał się po głowie z uśmiechem numer 1, wtedy jego wzrok przykuła osoba, która na siłę próbowała zniknąć ale jej się nie udawało.
- A kogo my tu mamy? - wyciągnął tylko lekko rękę w jej stronę
- Nie dotykaj mnie! - złapała się za głowę.
- Już nie nosisz okularów? Wyładniałaś wiesz?
- Tylko bez takich mi tu! Co tu robisz? I gdzie zgubiłeś swojego chłopaka? - Byron zagrodził mu ręką Jennettkę.
- Starzy Gazela wzięli mnie do siebie i zrobiliśmy se wycieczkę. Nie nazywaj tej cioty moim chłopakiem, bo sam nie jesteś lepszy Byronie Love. Josh mi wszystko pięknie wyśpiewał.
Widać było powoli wkurw na jego twarzy, tego pana bardzo łatwo doprowadzić do tego stanu.
- I ty przeciwko mnie? - załamał się Byron nie puszczając ręki czarnowłosej, która wyglądała jakby miała się rozpłakać.
- Spokojnie nie lubię gościa, dobierał się do mojej Jennettki - chyba w czarnowłosej coś się przebudziło bo włączyła się w rozmowę.
- Nie jestem twoja... - wymamrotała.
- Czyżby? Obiecałem sobie, że skończę z tobą całkowicie jak wrócę z pierdla - chciał złapać ją za brodę, ale nie udało mu się gdyż został uderzony z kolana prosto w brzuch, zgiął się w pół.
- Byron! - krzyknęła przerażona nastolatka, przecież bójka była gwarantowana, a Aphrodi truchło nie miał szans.
- Nie będziesz dotykał mojej dziewczyny, zboczeńcu! -od zawsze chciał coś takiego powiedzieć, czuł się w tym momencie bardzo epicko.
Czerwonowłosy uśmiechnął się pod nosem.
- Ach tak? No nie powiem, ładnie się dobraliście. Znaczy to tyle ,co że najpierw muszę się z tobą
Wymierzył mu pięścią w twarz, Love nie miał jak się obronić, więc zrobił unik chowając głowę
- Powinieneś ją przeprosić! A nie zjawiasz się nagle i rzucasz takimi tekstami.
- Należy się tej dziwce - Aphrodi wiedział, że ją także będzie chciał uderzyć. Także wyszedł z pięścią na spotkanie z policzkiem Burna. Ten był zagapiony w czarnowłosą, więc udało mu się trafić. Jednak został skopany po nogach i uderzony prosto w nos. Chyba coś pękło, nie wiadomo czemu z wargi poleciała mu krew.
- Bez boskiej wody już nie jesteś taki kozak? - blondynowi na zakręciło się w głowie. Co on odwala? Przecież jest chory i słaby, więc dlaczego sam zaczął bójkę?!
Burn go złapał za kołnierz kurtki i lekko uniósł do góry. Dowalił mu jeszcze w szczękę. Ręka niczym magiczna moc zaczęła mu się palić płomieniami. Nawet nie wiecie jak Love zaczął panikować na ten widok. Przypomniał sobie, że przecież on też dysponuje Hissatsu.
- Rajski czas! - czas się zatrzymał, a Byron zdołał wyrwać się z uścisku, jednak gdy upadł na ziemię czas znowu ruszył
- Czemu ta technika ciągle wymyka się spod kontroli?! - płonąca ręka Burna wyglądała niewiary godnie. McCurdy przypomniało się co mówił jej Aphrodi na dachu o technikach jako super mocach. Zaczęli znowu sobie dowalać jednak było widać, że Aphrodi obrywa bardziej. Nie miał już siły, został popchnięty na ziemię i Burn położył na nim swoją nogę. Uciskając na klatkę piersiową. Z ust Love'a leciała krew.
Jennett nie była w stanie krzyknąć czy ich powstrzymać. Afuro wiedział, że to tak się skończy ta zabawa w udawanie, a mimo to się zgodził.
- Co tutaj się dzieje?! - rycerzem na białym koniu Byrona był Axel, który szybko popędził w stronę bijących się chłopaków
- Axel Blaze - rzekł czerwonowłosy na widok jeża, od razu puścił Aphrodiego, którego ponownie prał po twarzy, tak że ten poleciał na ziemię.
- Więcej waszego towarzystwa mi nie trzeba
- Poddajesz się? - wyśmiał go Aphrodi, który jakimś cudem się podniósł, chociaż jego ciało drżało.
Axel nie miał ochoty gonić za Burnem bo wiedział kto to jest. Poza tym niczym nie poruszony czerwonowłosy wziął piłkę i poszedł w swoją stronę.
- Nic ci nie jest?
- Żyję spokojnie, nie potrzebuję twojej pomocy - jednak zachwiał się lekko i najbliższą osobą, która go złapała była Jennett.
- Spuścić cię na chwilę z oczu, a ty już zaczynać drzeć koty. Tobie nic się nie stało?
Jennett pokręciła głową i wymamrotała:
- Byron przepraszam
- Nie, to ja to zacząłem - na koniec tej wypowiedzi chłopak kaszlnął, z jego ust wydobyła się krew.
- Po prostu okaz zdrowia, idziemy do szpitala - zarządził Axel i wziął blondyna za ramię, to samo zrobiła Jennett i pomogli mu iść.
- Ojciec mnie zabije... - rzekł Byron.
- Oj nie przesadzaj!
Już w szpitalu
- Byron zabiję cię! - krzyknął jego ojciec - ile ja mam z tobą problemów... - mężczyzna zasłonił twarz rękami.
- A nie mówiłem...
Pan Richard westchnął.
- Axel zabierz go proszę do sali 15, niech go ktoś opatrzy.
- A ty co? Jak zwykle nie masz dla mnie czasu! - buntował się Byron.
- Nie drzyj się, jesteś w szpitalu! - Blaze pociągnął go żeby przez przypadek nie wyjechał z niecenzuralnymi słowami.
- Widzę, że tak jak ja nie masz łatwo ze swoim ojcem.
-Czuję się jakby z dnia na dzień było coraz gorzej
- A twoja mama też nie żyje?
- Zdziwić cię? W wigilię ojciec wyjechał mi z tekstem, że jednak żyje.
- Słabo...
- Co najgorsze, to podejrzewam, że jest to mama Jennett
- Co?!
- Ale to tylko teoria i nie chcę wiedzieć czy prawdziwa bo od dzisiaj z Jenny jesteśmy parą.
- Chyba sporo mnie ominęło, ale wiesz, że to by wyjaśniało dlaczego jesteście do siebie tacy podobni
- Wkurzasz mnie wiesz? - dotarli do pożądanej sali i od razu do blondyna dorwała się pielęgniarka i jakiś lekarz.
- Możesz wyjść?
- Zostanę
- Gej - szepnął Byron gdy był rozbierany z bluzy, najbardziej bał się, że jeż zobaczy jego pocięte ręce, a Blaze został w sali tylko w tym celu.
- I powiedz co ja mam z nim zrobić...
- Proszę pana to moja wina, poprosiłam Byrona żeby mnie bronił przed takim jednym chłopakiem...
- Od zawsze był porywczy i chociaż wiedział, że nie ma szans to myślę, że po prostu chciał ci się przypodobać.
- On cały czas przeze mnie cierpi!
- Nie powinnaś się obwiniać za jego nieodpowiedzialne decyzje, mój syn dobrze wie, że jest chory i ma wyniszczony organizm, a mimo to gra w piłkę i zachowuje się dziecko
- On pluł krwią, wydaje mi się, że to przez te papierosy.
- Jakie papierosy?! - zerwał się nagle lekarz, a Jennett od razu zatkała sobie usta
- Chyba nie powinnam była o tym mówić...
- Ten dzieciak jest nie poważny!
- Proszę jeszcze raz przyjąć moje przeprosiny - zgięła się w pół robiąc pokłony - niech pan wie, że będę chciała żeby Byron już na stałe był moim chłopakiem.
- Eeee...dobrze? - trochę to zdziwiło ojca blondyna, dziwiło go to, że ktoś w ogóle chce jego syna jako partnera.
- Jennett idziemy... - odezwał się nagle nieznany kobiecy głos. Jennett pisała do mamy aby ta po nią przyjechała do szpitala. Kobieta była wysoka, miała długie brązowe może lekko rudawe włosy i krwiste oczy. Pan Richard nie mógł uwierzyć kto właśnie przed nim stoi.
- Czekaj, tylko pójdę się pożegnać - pobiegła w stronę sali gdzie przebywali chłopcy.
-Kogo ja tu widzę - powiedziała kobieta.
- Grace?!
- Chłopcy, ja się zbieram do domu - Byron był już cały w plastrach i bandażach, ale mimo to musiał zostać na noc w szpitalu na obserwację i wykrycie skąd się wzięło krwawienie.
- Nawet nie wiem jak ci dziękować, ale wiesz, że jesteś palantem? Sam się na niego rzuciłeś
- Nie musisz mi tego powtarzać, wiesz...czego się nie robi dla swojej dziewczyny? - McCurdy tylko parsknęła. Odgarnęła włosy z czoła chłopaka i go w nie pocałowała.
Byronek zrobił się cały czerwony na twarzy, ale dla tej chwili chyba to właśnie zrobił. Ciężko powiedzieć co czuł Axel patrząc na to wszystko.
- Czemu nie w usta? - czarnowłosa złapała go za szyję i soczyście pocałowała w usta tak jak chciał.
- Podoba mi się to udawanie...
- To pa, i radzę wam siedzieć cicho bo trener cię zabije jak się dowie jak narażasz swoje zdrowie.
Niebieskooka wiedziała, że jej były będzie ją prześladował dopóki nie wyjedzie, ale właśnie się przekonała, że ma swoją własną ochronę.
W korytarzu, w którym szła zobaczyła niespodziewanie jak jej matka krzyczy na pana Richarda, który także rzucał jakimiś obelgami. Nie zrozumiała o co chodziło, ale także nie rozumiała czemu to robią i skąd się znają.
- Mamo? - powiedziała, a dwójka dorosłych od razu przestała. Jej mama chrząknęła, zarzuciła włosami i se poszła, a za nią jej córka.
- Do widzenia - rzuciła na koniec
Zapowiedzi Axela
Nowy rok nadchodzi czyli czas, wróżb, modlitw do bóstw, kimon i innych pięknych japońskich zwyczajów. Wśród nich będzie unosić się smród sztucznej miłości Byrona i Jennett. Nie dość, że ten buc wszczął bójkę, to jeszcze sprowadził niebezpieczeństwo na swoją "dziewczynę" . Ach...ta boska woda. Mecz z królewskimi będzie mega wyzwaniem szczególnie gdy jestem na celowniku tego całego Burna. Byron, jak to nie zamierzasz grać?! A co z Banana Fish?! Czemu technika Jennett ponownie próbowała ją zabić?! Jude opanuj swoich przyjaciół...wrrr...jak zwykle wszystko na mojej głowie! Przeczytajcie kolejny rozdział, już 20! "No chyba ty"
----------------
Cześć, nie wierzę, że się udało! Zdążyłam na czas z rozdziałem! Poproszę o brawa. Chociaż wiem, że krótko.
Chyba wszyscy widzą, że akcja pnie do przodu, przyznam, że nie mam pomysłu na Burna, a tak bardzo uwielbiam jego postać ;-; po raz pierwszy nie wiem co powiedzieć.
Zapowiedziałabym kolejny rozdział na kwiecień, ale czas się uczyć do egzaminów, więc spodziewałabym się bardziej koniec kwietnia, początek maja.
Bayo!
Albo wiem co wam powiem! Zrobiłam cosplay Aphrodiego, może wstawię jego zdjęcie?
- Motor w naprawie, a autobus mi uciekł! - tłumaczył się i ze zmęczenia upadł na ziemię.
- Za dużo pierogów? Spokojnie Axela też jeszcze nie ma, ten to zawsze się spóźnia! - poklepał go po blond główce.
- Jest Jennett? - zapytał rozglądając się w około - muszę jej szybko coś powiedzieć
- Ale z was zakochane gołąbeczki! Nie wytrzymacie bez siebie ani sekundy - śmiał się, a jego banan na twarzy z każdą chwilą coraz bardziej dobijał Aphrodiego - a właśnie mówiąc o zakochaniu...o co chodziło to z Joshem? Co wyście razem...dlaczego dzisiaj go nie ma?
- Po pierwsze, wrócił do domu, po drugie nie wymawiaj jego imienia! - święta dla blondyna nie były łaskawe. Jego rodzina jeszcze z domu nie wyjechała, więc wkurzenie nie schodziło z jego twarzy.
- ZBIÓRKA !!! - krzyknął trener jak najgłośniej potrafił, gdyż wszyscy byli pochłonięci rozmową o świętach. W pośpiechu ustawiono się w szeregu na baczność.
- Witam was po przerwie, jak pewnie zauważyliście, ponownie mamy rotację w składzie, gdyż Joshua Dun z powodów rodzinnych wrócił do Korei, liczę, że wszyscy są pełni energii do działania, gdyż skupimy się na tworzeniu nowych technik. Rozgrywamy mecz z akademią królewską, która nas doskonale zna, więc trzeba ich czymś zaskoczyć. Skupcie się proszę na swoich atutach, ale i nie przekombinowujcie za bardzo!
- Hai! - krzyknęli wszyscy i rozbiegli się w jakieś ustronne miejsca by pracować samemu.
Aphrodi dosłownie został sam, nie miał bladego pojęcia co z sobą zrobić. Może dopracować Potęgę Boskiej Wiedzy? Nie może! Okazało się, że udało mu się to tylko pod wpływem adrenaliny w trakcie ostatniego meczu. Jest to zbyt męczące o czym świadczyło jego omdlenie na koniec, a nie może pozwolić sobie na utratę przytomności w trakcie innych meczów. Niby można to wyćwiczyć, ale wyniszczony organizm mu na to nie pozwalał.
Jennett też łaziła bez celu, więc w końcu mógł z nią pogadać, dziadek pewnie nieświadomie powiedział mu wiele ciekawych rzeczy.
- Jenny! - podbiegł do niej, a ona się uśmiechnęła.
- Czego chcesz ode mnie?
- A czy ja zawsze muszę czegoś od ciebie chcieć? Ta sprawa z Joshem...
- Jest okej, tak wiem to jego wina, on cię podrywał żebym ciebie znienawidziła, ale jest już w porządku - blondyn mógł odetchnąć z ulgą.
- Powiedz mi, jak wymyśliłaś Wiedzę demona?
- A czemu cię to ciekawi? - zmarszczyła brwi tak jakby nie zamierzała o tym nikomu powiedzieć.
- Bo jest analogiczną wersją mojej techniki, a nie znaliśmy się wcześniej...
- Była zapisana na takiej karteczce, którą kiedyś znalazłam.
- Znalazłaś karteczkę? - Byron czuł się jak detektyw rozwiązujący zagadkę - a czy z tą karteczką był biały zeszyt? - nie mogąc uwierzyć chwycił ją za dłonie i napierał na przestrzeń osobistą
- O czym ty do mnie... - zaczerwieniła się - puszczaj! - wyrwała się z uścisku
- Podarta karteczka, znalazłam w szufladzie w szafie w piwnicy. O żadnym zeszycie nic nie wiem. Jakiś dziwny jesteś.
- Przepraszam, masz może tę karteczkę?
- W domu...bawisz się detektywa? - ta sprawa dla Sherlocka Love'a była zbyt trudna do rozwiązania. Zamyślił się
- A wiesz w ogóle, że to zakazana technika? Jesteś jakaś dziwna, że twoje ciało to neutralizuje, zapewne i wyniszcza od środka, Byron zaczął coś pleść nie wiadomo czy do niej czy sam do siebie. Naprawdę był pochłonięty tym myśleniem. Do tego jego matka jednak żyje!
Jennett miała laga umysłu, nie widziała innej sensownej odpowiedzi jak:
- Tak ;-; Coś jeszcze?
- Nadal nic nie wiem!
- Powiesz mi o co chodzi?
- Nie ważne, dużo się działo przez tę przerwę...Burn przyjeżdża na sylwestra wiesz o tym?
Czarnowłosa spuściła wzrok i podrapał się po ramieniu kiwając głową.
I Aphrodi znowu został sam, jedyną opcją było dołączyć do grupki, która stała przy Marku.
- Odpuść to bez sensu! - krzyczał Kevin łapiąc się za głowę.
- Hopsa dropsa turlu bach pach ma jakieś głębsze znaczenie! Ja to wiem!
-Zebrana grupa pastwiła się na zeszytem Marka, gapiąc się w nieczytelne bazgroły. Stwierdzili, że nie ma szans na tę technikę, już mieli przerzucić się na coś innego gdy Aphrodi zaczął mówić.
- Przedrzyj się przez tłum tworząc fale i płyń wraz z rybami, wybij się do góry trzymając za ręce kręcąc się jak banan by na końcu naskoczyć i siłą kopnąć piłkę do bramki.
Nastała cisza, nikt nic nie mówił i wszyscy patrzyli się to na Byrona to na zeszyt.
- Co? Tak tam jest napisane - założył ręce na piersi nie wiedząc czego oni nie rozumieją w tym piśmie.
- Afuro Terumi jesteś bogiem! - Evans padł na kolana przed blondynem i zaczął się przed nim kłaniać. Oczy miał przepełnione łzami szczęścia i nie dowierzania.
- Nie można zaprzeczyć mojej boskości! - zarzucił włosami.
- Jak to możliwe, że umiesz się z tego rozczytać? - zapytał Nathan, który obracał zeszyt tak aby ujrzeć to samo co Aphrodi.
- Mój dziadek, był przyjacielem Davida Evansa i posługiwali się tym kodem, właściwie to on go wymyślił i mnie nauczył. Boska Wiedza też była tak zapisana - spojrzał w stronę Jennett, w końcu Wiedza demona także była wymyślona przez jego dziadka.
- Ucz mnie! - mało brakowało by Mark nie zaczął mu lizać butów.
- Ale o co chodzi z tymi rybami i bananem? - słusznie zapytał Erick, blondyn wziął do rąk zeszyt i próbował się czegoś wyszukać.
- Banana fish... - wymamrotał
- Bananowa ryba?! - zaśmiał się Todd.
- Tak to się nazywa, mogę się mylić, ale to ma być coś w rodzaju kontrastu...
- Ci panowie nigdy nie mieli talentu do nazw - podrapał się po głowie Kevin - kto będzie wykonywał bananową rybę?
- Niech pomyślę... - Mark spojrzał w sufit sali - jest to technika dla napastników, więc postawię na Aphrodiego mojego Boga i Axela!
- Co?! - krzyknęli oboje wskazując na siebie, a Mark był cały rozpromieniony.
- Nie zamierzam się tego podejmować! Niech to będzie każdy byle nie on! - skarżył się Byron, a Axel tylko przeklinał pod nosem. Z daleka było można usłyszeć śmiech Jennett, bardzo podobał jej się ten pomysł.
- Dlaczego nie? Oboje jesteście kontrastem, Aphrodi jest żółty jak banan, a Axela włosy połyskują jak łuska ryby - śmiała się w niebogłosy.
- Postanowione! - krzyknął Mark, a dwójka popatrzyła na siebie z nienawiścią - teraz znajdźmy jakąś technikę dla mnie, bo czuję, że nie osiągnę za wiele z ręką Majina
- Ale Boską Wiedzę już pokonałeś...- szepnął Aphrodi sam do siebie. Na nowo zaczęto przegrzebywać zeszyt w poszukiwaniu czegoś co jest warte uwagi.
Wszyscy sobie trenowali, inni zbijali bąki, a jeszcze inni cisnęli bekę z Byrona i Axela. Między innymi Jennett.
Dwójka biegła przed siebie zamieniając się stronami (taki bieg Naruto, jak Burn i Gazelle) musieli wziąć duży rozbieg, ale albo się ze sobą zderzali, albo już w trakcie wyskoku i obrotów się puszczali i upadali.
- Mam dość! - wrzasnął blondyn po tym jak znowu upadli na ziemię.
- Wstawaj - stanowczo rozkazał Axel, łapiąc piłkę w ręce.
- Mrrr I ship it - powiedziała Jennett robiąc z palców kształt serduszka i patrzyła przez nie na nieudolnych piłkarzy.
- Wstawaj! - krzyknął głośniej
- Dobra, dobra! - wstał i otrzepał się z trawy - Jakiś ty nerwowy!
- Stwierdzam, że nie powinno cię być w tej drużynie, ale to nie moja decyzja... - to co powiedział mocno podziałało na Love'a. Takie słowa działają jak płachta na byka.
- Jak ja ci zaraz... - ustawili się oboje w równej linii. Byron bardzo się spiął by pokazać temu bucowi co potrafi. I ruszyli! Wyminęli się z 3 razy podając piłkę, za nimi wytworzyła się fala albo przynajmniej jakaś woda bo do tej pory nie było nic. Wyskoczyli do góry chwytając się za ręce, kręcili się wokoło siebie trzymając piłkę w wirze, gdy byli na odpowiedniej wysokości, naskoczyli z buta na piłkę pchnąc ją.
- Banana fish! - krzyknęli. Jednakże piłka wyślizgnęła się z pod ich nóg i poleciała ponad bramkę. Oboje stracili równowagę i upadli na plecy.
- Jak chcesz to potrafisz! - i wtedy Love uświadomił sobie, że to była zwykła podpucha.Mimo bólu kręgosłupa, wręcz zerwał się z podłoża.
- Jeszcze raz! Jeszcze raz! Prawie wyszło!
Wtem rozległ się gwizdek trenera co oznaczało, że trening się skończył.
- To może umówimy się gdzieś za godzinę na boisku nad rzeką? Skoro tak bardzo chcesz jeszcze raz... - uśmiechnął się do niego co jednak Axelowi zdarzało się bardzo rzadko.
- Phi! No dobra zmarnuję na ciebie trochę mojego czasu! - zarzucił włosami
- I ship it - krzyknęła Jennett wraz z menadżerkami.
- Aphrodi! - krzyknęła Jennett gdy ten opuszczał teren Raimona - Czekaj!
- Wiesz, że idę się spotkać z Axelem?
- Mogę iść z tobą, mam bardzo ważną sprawę
Blondyna zaciekawiony wzruszył ramionami, nie miał nic przeciwko, miły spacerek z dziewczyną, którą kocha. Szli spokojnie zaśnieżonym chodniczkiem.
- To czego chcesz? - cisza. Czarnowłosa nie miała bladego pojęcia jak to z siebie wyrzucić. Do takiego poziomu się jeszcze nigdy nie zniżała.
- Hmmm...?
- Poudajesz mojego chłopaka?
Zawieszenie systemu windows afuro 2000, chłopak w głowie analizował każde z słów zawartych w zdaniu. A gdy już oprzytomniał, krzyknął:
- Co?!
- Bo Burn przyjeżdża i potrzebuję jakieś ochrony czy wsparcia. Odpuści zaczepki jak zobaczy, że kogoś mam
- Boisz się go? - McCurdy spuściła głowę i wymamrotała:
- Trochę... - Byron wolał żeby naprawdę stali się parą, a nie tylko udawali, ale lepsze to niż nic. Może po tym udawaniu będzie z tego coś więcej?
- Ale dlaczego ja? Burn jest moim kumplem, a przynajmniej był. Wkurzy się jak zobaczy, że zabrałem mu laskę. Poproś Axela albo Kevina, jestem za słaby na ochroniarza.
- Ale to ciebie najbardziej lubię i wiem, że zrobisz to dla mnie - złapała go za rękę i wtuliła się w jego ramię
- Coś nie jesteś sobą...
- Czyli zgodzisz się?
- No tak! - dalej nie wierzył w co dał się wrobić
- Dziękuję
- Dziwię się, że chcesz chodzić z kimś kogo teraz wszyscy zaczęli nazywać gejem.
- Nie chodzić, udawać! Josh zniszczył ci reputację, ale jak widziałam was całujących się na korytarzu to poczułam się zazdrosna i smutna.
- Na pewno chcesz tylko udawać? - objął ją, a całe te zdanie powiedział dziewczynie do ucha.
- Na razie nie licz na nic więcej, wracając do Josha...to tylko Axel do ciebie pasuje
- Pojebało?!
Dziewczyna pękła ze śmiechu, para idealna jak nie jak tak!
Poszli już w stronę boiska nad rzeką, zazwyczaj jest tam pełno dzieciaków, które lepią bałwany bądź organizują bitwę na śnieżki. Chociaż zima jest sroga to znajdują się szaleńcy, którzy grają tam w piłkę o tej porze.
- Ktoś tam jest - wskazał palcem Aphrodi. Jakaś osoba stała samotnie na boisku i kopała piłkę na wciąż trafiając w słupek - to chyba nie Axel, chociaż powinien już wracać ze szpitala...
Blondyn poczuł jak jego ręka jest mocno ściskana przez. Jennett ją mocno objęła i tak jakby się chowała za Byronem.
- To on... chodźmy stąd - Aphrodi zmrużył oczy i rzeczywiście ujrzał czerwonowłosego chłopaka. Niestety ten ich zauważył i pomachał.
- Byron uciekajmy - pisnęła.
- Spokojnie - pogłaskał ją po głowie i przytrzymał bo była gotowa wyrwać się i poszarżować gdzieś - gdzie zniknęła twoja pewność siebie?
- Przy tym kolesiu zawsze znika...
Rozpoznany Burn podbiegł do nich, blondyn czuł jakby ręka mu miała zaraz odpaść. Cóż za pech, że go tutaj spotkali.
- Byron?! Kopę lat! Ależ zarosłeś, w sensie urosłeś! - podrapał się po głowie z uśmiechem numer 1, wtedy jego wzrok przykuła osoba, która na siłę próbowała zniknąć ale jej się nie udawało.
- A kogo my tu mamy? - wyciągnął tylko lekko rękę w jej stronę
- Nie dotykaj mnie! - złapała się za głowę.
- Już nie nosisz okularów? Wyładniałaś wiesz?
- Tylko bez takich mi tu! Co tu robisz? I gdzie zgubiłeś swojego chłopaka? - Byron zagrodził mu ręką Jennettkę.
- Starzy Gazela wzięli mnie do siebie i zrobiliśmy se wycieczkę. Nie nazywaj tej cioty moim chłopakiem, bo sam nie jesteś lepszy Byronie Love. Josh mi wszystko pięknie wyśpiewał.
Widać było powoli wkurw na jego twarzy, tego pana bardzo łatwo doprowadzić do tego stanu.
- I ty przeciwko mnie? - załamał się Byron nie puszczając ręki czarnowłosej, która wyglądała jakby miała się rozpłakać.
- Spokojnie nie lubię gościa, dobierał się do mojej Jennettki - chyba w czarnowłosej coś się przebudziło bo włączyła się w rozmowę.
- Nie jestem twoja... - wymamrotała.
- Czyżby? Obiecałem sobie, że skończę z tobą całkowicie jak wrócę z pierdla - chciał złapać ją za brodę, ale nie udało mu się gdyż został uderzony z kolana prosto w brzuch, zgiął się w pół.
- Byron! - krzyknęła przerażona nastolatka, przecież bójka była gwarantowana, a Aphrodi truchło nie miał szans.
- Nie będziesz dotykał mojej dziewczyny, zboczeńcu! -od zawsze chciał coś takiego powiedzieć, czuł się w tym momencie bardzo epicko.
Czerwonowłosy uśmiechnął się pod nosem.
- Ach tak? No nie powiem, ładnie się dobraliście. Znaczy to tyle ,co że najpierw muszę się z tobą
Wymierzył mu pięścią w twarz, Love nie miał jak się obronić, więc zrobił unik chowając głowę
- Powinieneś ją przeprosić! A nie zjawiasz się nagle i rzucasz takimi tekstami.
- Należy się tej dziwce - Aphrodi wiedział, że ją także będzie chciał uderzyć. Także wyszedł z pięścią na spotkanie z policzkiem Burna. Ten był zagapiony w czarnowłosą, więc udało mu się trafić. Jednak został skopany po nogach i uderzony prosto w nos. Chyba coś pękło, nie wiadomo czemu z wargi poleciała mu krew.
- Bez boskiej wody już nie jesteś taki kozak? - blondynowi na zakręciło się w głowie. Co on odwala? Przecież jest chory i słaby, więc dlaczego sam zaczął bójkę?!
Burn go złapał za kołnierz kurtki i lekko uniósł do góry. Dowalił mu jeszcze w szczękę. Ręka niczym magiczna moc zaczęła mu się palić płomieniami. Nawet nie wiecie jak Love zaczął panikować na ten widok. Przypomniał sobie, że przecież on też dysponuje Hissatsu.
- Rajski czas! - czas się zatrzymał, a Byron zdołał wyrwać się z uścisku, jednak gdy upadł na ziemię czas znowu ruszył
- Czemu ta technika ciągle wymyka się spod kontroli?! - płonąca ręka Burna wyglądała niewiary godnie. McCurdy przypomniało się co mówił jej Aphrodi na dachu o technikach jako super mocach. Zaczęli znowu sobie dowalać jednak było widać, że Aphrodi obrywa bardziej. Nie miał już siły, został popchnięty na ziemię i Burn położył na nim swoją nogę. Uciskając na klatkę piersiową. Z ust Love'a leciała krew.
Jennett nie była w stanie krzyknąć czy ich powstrzymać. Afuro wiedział, że to tak się skończy ta zabawa w udawanie, a mimo to się zgodził.
- Co tutaj się dzieje?! - rycerzem na białym koniu Byrona był Axel, który szybko popędził w stronę bijących się chłopaków
- Axel Blaze - rzekł czerwonowłosy na widok jeża, od razu puścił Aphrodiego, którego ponownie prał po twarzy, tak że ten poleciał na ziemię.
- Więcej waszego towarzystwa mi nie trzeba
- Poddajesz się? - wyśmiał go Aphrodi, który jakimś cudem się podniósł, chociaż jego ciało drżało.
Axel nie miał ochoty gonić za Burnem bo wiedział kto to jest. Poza tym niczym nie poruszony czerwonowłosy wziął piłkę i poszedł w swoją stronę.
- Nic ci nie jest?
- Żyję spokojnie, nie potrzebuję twojej pomocy - jednak zachwiał się lekko i najbliższą osobą, która go złapała była Jennett.
- Spuścić cię na chwilę z oczu, a ty już zaczynać drzeć koty. Tobie nic się nie stało?
Jennett pokręciła głową i wymamrotała:
- Byron przepraszam
- Nie, to ja to zacząłem - na koniec tej wypowiedzi chłopak kaszlnął, z jego ust wydobyła się krew.
- Po prostu okaz zdrowia, idziemy do szpitala - zarządził Axel i wziął blondyna za ramię, to samo zrobiła Jennett i pomogli mu iść.
- Ojciec mnie zabije... - rzekł Byron.
- Oj nie przesadzaj!
Już w szpitalu
- Byron zabiję cię! - krzyknął jego ojciec - ile ja mam z tobą problemów... - mężczyzna zasłonił twarz rękami.
- A nie mówiłem...
Pan Richard westchnął.
- Axel zabierz go proszę do sali 15, niech go ktoś opatrzy.
- A ty co? Jak zwykle nie masz dla mnie czasu! - buntował się Byron.
- Nie drzyj się, jesteś w szpitalu! - Blaze pociągnął go żeby przez przypadek nie wyjechał z niecenzuralnymi słowami.
- Widzę, że tak jak ja nie masz łatwo ze swoim ojcem.
-Czuję się jakby z dnia na dzień było coraz gorzej
- A twoja mama też nie żyje?
- Zdziwić cię? W wigilię ojciec wyjechał mi z tekstem, że jednak żyje.
- Słabo...
- Co najgorsze, to podejrzewam, że jest to mama Jennett
- Co?!
- Ale to tylko teoria i nie chcę wiedzieć czy prawdziwa bo od dzisiaj z Jenny jesteśmy parą.
- Chyba sporo mnie ominęło, ale wiesz, że to by wyjaśniało dlaczego jesteście do siebie tacy podobni
- Wkurzasz mnie wiesz? - dotarli do pożądanej sali i od razu do blondyna dorwała się pielęgniarka i jakiś lekarz.
- Możesz wyjść?
- Zostanę
- Gej - szepnął Byron gdy był rozbierany z bluzy, najbardziej bał się, że jeż zobaczy jego pocięte ręce, a Blaze został w sali tylko w tym celu.
- I powiedz co ja mam z nim zrobić...
- Proszę pana to moja wina, poprosiłam Byrona żeby mnie bronił przed takim jednym chłopakiem...
- Od zawsze był porywczy i chociaż wiedział, że nie ma szans to myślę, że po prostu chciał ci się przypodobać.
- On cały czas przeze mnie cierpi!
- Nie powinnaś się obwiniać za jego nieodpowiedzialne decyzje, mój syn dobrze wie, że jest chory i ma wyniszczony organizm, a mimo to gra w piłkę i zachowuje się dziecko
- On pluł krwią, wydaje mi się, że to przez te papierosy.
- Jakie papierosy?! - zerwał się nagle lekarz, a Jennett od razu zatkała sobie usta
- Chyba nie powinnam była o tym mówić...
- Ten dzieciak jest nie poważny!
- Proszę jeszcze raz przyjąć moje przeprosiny - zgięła się w pół robiąc pokłony - niech pan wie, że będę chciała żeby Byron już na stałe był moim chłopakiem.
- Eeee...dobrze? - trochę to zdziwiło ojca blondyna, dziwiło go to, że ktoś w ogóle chce jego syna jako partnera.
- Jennett idziemy... - odezwał się nagle nieznany kobiecy głos. Jennett pisała do mamy aby ta po nią przyjechała do szpitala. Kobieta była wysoka, miała długie brązowe może lekko rudawe włosy i krwiste oczy. Pan Richard nie mógł uwierzyć kto właśnie przed nim stoi.
- Czekaj, tylko pójdę się pożegnać - pobiegła w stronę sali gdzie przebywali chłopcy.
-Kogo ja tu widzę - powiedziała kobieta.
- Grace?!
- Chłopcy, ja się zbieram do domu - Byron był już cały w plastrach i bandażach, ale mimo to musiał zostać na noc w szpitalu na obserwację i wykrycie skąd się wzięło krwawienie.
- Nawet nie wiem jak ci dziękować, ale wiesz, że jesteś palantem? Sam się na niego rzuciłeś
- Nie musisz mi tego powtarzać, wiesz...czego się nie robi dla swojej dziewczyny? - McCurdy tylko parsknęła. Odgarnęła włosy z czoła chłopaka i go w nie pocałowała.
Byronek zrobił się cały czerwony na twarzy, ale dla tej chwili chyba to właśnie zrobił. Ciężko powiedzieć co czuł Axel patrząc na to wszystko.
- Czemu nie w usta? - czarnowłosa złapała go za szyję i soczyście pocałowała w usta tak jak chciał.
- Podoba mi się to udawanie...
- To pa, i radzę wam siedzieć cicho bo trener cię zabije jak się dowie jak narażasz swoje zdrowie.
Niebieskooka wiedziała, że jej były będzie ją prześladował dopóki nie wyjedzie, ale właśnie się przekonała, że ma swoją własną ochronę.
W korytarzu, w którym szła zobaczyła niespodziewanie jak jej matka krzyczy na pana Richarda, który także rzucał jakimiś obelgami. Nie zrozumiała o co chodziło, ale także nie rozumiała czemu to robią i skąd się znają.
- Mamo? - powiedziała, a dwójka dorosłych od razu przestała. Jej mama chrząknęła, zarzuciła włosami i se poszła, a za nią jej córka.
- Do widzenia - rzuciła na koniec
Zapowiedzi Axela
Nowy rok nadchodzi czyli czas, wróżb, modlitw do bóstw, kimon i innych pięknych japońskich zwyczajów. Wśród nich będzie unosić się smród sztucznej miłości Byrona i Jennett. Nie dość, że ten buc wszczął bójkę, to jeszcze sprowadził niebezpieczeństwo na swoją "dziewczynę" . Ach...ta boska woda. Mecz z królewskimi będzie mega wyzwaniem szczególnie gdy jestem na celowniku tego całego Burna. Byron, jak to nie zamierzasz grać?! A co z Banana Fish?! Czemu technika Jennett ponownie próbowała ją zabić?! Jude opanuj swoich przyjaciół...wrrr...jak zwykle wszystko na mojej głowie! Przeczytajcie kolejny rozdział, już 20! "No chyba ty"
----------------
Cześć, nie wierzę, że się udało! Zdążyłam na czas z rozdziałem! Poproszę o brawa. Chociaż wiem, że krótko.
Chyba wszyscy widzą, że akcja pnie do przodu, przyznam, że nie mam pomysłu na Burna, a tak bardzo uwielbiam jego postać ;-; po raz pierwszy nie wiem co powiedzieć.
Zapowiedziałabym kolejny rozdział na kwiecień, ale czas się uczyć do egzaminów, więc spodziewałabym się bardziej koniec kwietnia, początek maja.
Bayo!
Albo wiem co wam powiem! Zrobiłam cosplay Aphrodiego, może wstawię jego zdjęcie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)