niedziela, 24 lutego 2019

19. Drwi z blizn, ten który nie doświadczył rany

- Spóźniony! - krzyknął Mark na widok zasapanego Byrona.
- Motor w naprawie, a autobus mi uciekł! - tłumaczył się i ze zmęczenia upadł na ziemię.
- Za dużo pierogów? Spokojnie Axela też jeszcze nie ma, ten to zawsze się spóźnia! - poklepał go po blond główce.
- Jest Jennett? - zapytał rozglądając się w około - muszę jej szybko coś powiedzieć
- Ale z was zakochane gołąbeczki! Nie wytrzymacie bez siebie ani sekundy - śmiał się, a jego banan na twarzy z każdą chwilą coraz bardziej dobijał Aphrodiego - a właśnie mówiąc o zakochaniu...o co chodziło to z Joshem? Co wyście razem...dlaczego dzisiaj go nie ma?
- Po pierwsze, wrócił do domu, po drugie nie wymawiaj jego imienia! - święta dla blondyna nie były łaskawe. Jego rodzina jeszcze z domu nie wyjechała, więc wkurzenie nie schodziło z jego twarzy.
- ZBIÓRKA !!! - krzyknął trener jak najgłośniej potrafił, gdyż wszyscy byli pochłonięci rozmową o świętach. W pośpiechu ustawiono się w szeregu na baczność.
- Witam was po przerwie, jak pewnie zauważyliście, ponownie mamy rotację w składzie, gdyż Joshua Dun z powodów rodzinnych wrócił do Korei, liczę, że wszyscy są pełni energii do działania, gdyż skupimy się na tworzeniu nowych technik. Rozgrywamy mecz z akademią królewską, która nas doskonale zna, więc trzeba ich czymś zaskoczyć. Skupcie się proszę na swoich atutach, ale i nie przekombinowujcie za bardzo!
- Hai! - krzyknęli wszyscy i rozbiegli się w jakieś ustronne miejsca by pracować samemu. 
Aphrodi dosłownie został sam, nie miał bladego pojęcia co z sobą zrobić. Może dopracować Potęgę Boskiej Wiedzy? Nie może! Okazało się, że udało mu się to tylko pod wpływem adrenaliny w trakcie ostatniego meczu. Jest to zbyt męczące o czym świadczyło jego omdlenie na koniec, a nie może pozwolić sobie na utratę przytomności w trakcie innych meczów. Niby można to wyćwiczyć, ale wyniszczony organizm mu na to nie pozwalał.
Jennett też łaziła bez celu, więc w końcu mógł z nią pogadać, dziadek pewnie nieświadomie powiedział mu wiele ciekawych rzeczy.
- Jenny! - podbiegł do niej, a ona się uśmiechnęła.
- Czego chcesz ode mnie?
- A czy ja zawsze muszę czegoś od ciebie chcieć? Ta sprawa z Joshem...
- Jest okej, tak wiem to jego wina, on cię podrywał żebym ciebie znienawidziła, ale jest już w porządku - blondyn mógł odetchnąć z ulgą. 
- Powiedz mi, jak wymyśliłaś Wiedzę demona?
- A czemu cię to ciekawi? - zmarszczyła brwi tak jakby nie zamierzała o tym nikomu powiedzieć.
- Bo jest analogiczną wersją mojej techniki, a nie znaliśmy się wcześniej...
- Była zapisana na takiej karteczce, którą kiedyś znalazłam.
- Znalazłaś karteczkę? - Byron czuł się jak detektyw rozwiązujący zagadkę - a czy z tą karteczką był biały zeszyt? - nie mogąc uwierzyć chwycił ją za dłonie i napierał na przestrzeń osobistą
- O czym ty do mnie... - zaczerwieniła się - puszczaj! - wyrwała się z uścisku
- Podarta karteczka, znalazłam w szufladzie w szafie w piwnicy. O żadnym zeszycie nic nie wiem. Jakiś dziwny jesteś.
- Przepraszam, masz może tę karteczkę?
- W domu...bawisz się detektywa? - ta sprawa dla Sherlocka Love'a była zbyt trudna do rozwiązania. Zamyślił się
- A wiesz w ogóle, że to zakazana technika? Jesteś jakaś dziwna, że twoje ciało to neutralizuje, zapewne i wyniszcza od środka, Byron zaczął coś pleść nie wiadomo czy do niej czy sam do siebie. Naprawdę był pochłonięty tym myśleniem. Do tego jego matka jednak żyje!


Jennett miała laga umysłu, nie widziała innej sensownej odpowiedzi jak:
- Tak ;-; Coś jeszcze?
- Nadal nic nie wiem!
- Powiesz mi o co chodzi?
- Nie ważne, dużo się działo przez tę przerwę...Burn przyjeżdża na sylwestra wiesz o tym?
Czarnowłosa spuściła wzrok i podrapał się po ramieniu kiwając głową.
I Aphrodi znowu został sam, jedyną opcją było dołączyć do grupki, która stała przy Marku.
- Odpuść to bez sensu! - krzyczał Kevin łapiąc się za głowę.
- Hopsa dropsa turlu bach pach ma jakieś głębsze znaczenie! Ja to wiem!
-Zebrana grupa pastwiła się na zeszytem Marka, gapiąc się w nieczytelne bazgroły. Stwierdzili, że nie ma szans na tę technikę, już mieli przerzucić się na coś innego gdy Aphrodi zaczął mówić.
- Przedrzyj się przez tłum tworząc fale i płyń wraz z rybami, wybij się do góry trzymając za ręce kręcąc się jak banan by na końcu naskoczyć i siłą kopnąć piłkę do bramki.
Nastała cisza, nikt nic nie mówił i wszyscy patrzyli się to na Byrona to na zeszyt.
- Co? Tak tam jest napisane - założył ręce na piersi nie wiedząc czego oni nie rozumieją w tym piśmie.
- Afuro Terumi jesteś bogiem! - Evans padł na kolana przed blondynem i zaczął się przed nim kłaniać. Oczy miał przepełnione łzami szczęścia i nie dowierzania.
- Nie można zaprzeczyć mojej boskości! - zarzucił włosami. 
- Jak to możliwe, że umiesz się z tego rozczytać? - zapytał Nathan, który obracał zeszyt tak aby ujrzeć to samo co Aphrodi.
- Mój dziadek, był przyjacielem Davida Evansa i posługiwali się tym kodem, właściwie to on go wymyślił i mnie nauczył. Boska Wiedza też była tak zapisana - spojrzał w stronę Jennett, w końcu Wiedza demona także była wymyślona przez jego dziadka.
- Ucz mnie! - mało brakowało by Mark nie zaczął mu lizać butów.
- Ale o co chodzi z tymi rybami i bananem? - słusznie zapytał Erick, blondyn wziął do rąk zeszyt i próbował się czegoś wyszukać.
- Banana fish... - wymamrotał
- Bananowa ryba?! - zaśmiał się Todd.
- Tak to się nazywa, mogę się mylić, ale to ma być coś w rodzaju kontrastu...
- Ci panowie nigdy nie mieli talentu do nazw - podrapał się po głowie Kevin - kto będzie wykonywał bananową rybę?
- Niech pomyślę... - Mark spojrzał w sufit sali - jest to technika dla napastników, więc postawię na Aphrodiego mojego Boga i Axela!
- Co?! - krzyknęli oboje wskazując na siebie, a Mark był cały rozpromieniony.
- Nie zamierzam się tego podejmować! Niech to będzie każdy byle nie on! - skarżył się Byron, a Axel tylko przeklinał pod nosem. Z daleka było można usłyszeć śmiech Jennett, bardzo podobał jej się ten pomysł.
- Dlaczego nie? Oboje jesteście kontrastem, Aphrodi jest żółty jak banan, a Axela włosy połyskują jak łuska ryby - śmiała się w niebogłosy.
- Postanowione! - krzyknął Mark, a dwójka popatrzyła na siebie z nienawiścią - teraz znajdźmy jakąś technikę dla mnie, bo czuję, że nie osiągnę za wiele z ręką Majina
- Ale Boską Wiedzę już pokonałeś...- szepnął Aphrodi sam do siebie. Na nowo zaczęto przegrzebywać zeszyt w poszukiwaniu czegoś co jest warte uwagi.
Wszyscy sobie trenowali, inni zbijali bąki, a jeszcze inni cisnęli bekę z Byrona i Axela. Między innymi Jennett.
Dwójka biegła przed siebie zamieniając się stronami (taki bieg Naruto, jak Burn i Gazelle) musieli wziąć duży rozbieg, ale albo się ze sobą zderzali, albo już w trakcie wyskoku i obrotów się puszczali i upadali.
- Mam dość! - wrzasnął blondyn po tym jak znowu upadli na ziemię.
- Wstawaj - stanowczo rozkazał Axel, łapiąc piłkę w ręce.
- Mrrr I ship it - powiedziała Jennett robiąc z palców kształt serduszka i patrzyła przez nie na nieudolnych piłkarzy.
- Wstawaj! - krzyknął głośniej
- Dobra, dobra! - wstał i otrzepał się z trawy - Jakiś ty nerwowy!
- Stwierdzam, że nie powinno cię być w tej drużynie, ale to nie moja decyzja... - to co powiedział mocno podziałało na Love'a. Takie słowa działają jak płachta na byka.
- Jak ja ci zaraz... - ustawili się oboje w równej linii. Byron bardzo się spiął by pokazać temu bucowi co potrafi. I ruszyli! Wyminęli się z 3 razy podając piłkę, za nimi wytworzyła się fala albo przynajmniej jakaś woda bo do tej pory nie było nic. Wyskoczyli do góry chwytając się za ręce, kręcili się wokoło siebie trzymając piłkę w wirze, gdy byli na odpowiedniej wysokości, naskoczyli z buta na piłkę pchnąc ją.
- Banana fish! - krzyknęli. Jednakże piłka wyślizgnęła się z pod ich nóg i poleciała ponad bramkę. Oboje stracili równowagę i upadli na plecy. 
- Jak chcesz to potrafisz! - i wtedy Love uświadomił sobie, że to była zwykła podpucha.Mimo bólu kręgosłupa, wręcz zerwał się z podłoża.
- Jeszcze raz! Jeszcze raz! Prawie wyszło!
Wtem rozległ się gwizdek trenera co oznaczało, że trening się skończył.
- To może umówimy się gdzieś za godzinę na boisku nad rzeką? Skoro tak bardzo chcesz jeszcze raz... - uśmiechnął się do niego co jednak Axelowi zdarzało się bardzo rzadko.
- Phi! No dobra zmarnuję na ciebie trochę mojego czasu! - zarzucił włosami
- I ship it - krzyknęła Jennett wraz z menadżerkami.

- Aphrodi! - krzyknęła Jennett gdy ten opuszczał teren Raimona - Czekaj!
- Wiesz, że idę się spotkać z Axelem?
- Mogę iść z tobą, mam bardzo ważną sprawę
Blondyna zaciekawiony wzruszył ramionami, nie miał nic przeciwko, miły spacerek z dziewczyną, którą kocha. Szli spokojnie zaśnieżonym chodniczkiem.
- To czego chcesz? - cisza. Czarnowłosa nie miała bladego pojęcia jak to z siebie wyrzucić. Do takiego poziomu się jeszcze nigdy nie zniżała.
- Hmmm...?
- Poudajesz mojego chłopaka?
Zawieszenie systemu windows afuro 2000, chłopak w głowie analizował każde z słów zawartych w zdaniu. A gdy już oprzytomniał, krzyknął:
- Co?!
- Bo Burn przyjeżdża i potrzebuję jakieś ochrony czy wsparcia. Odpuści zaczepki jak zobaczy, że kogoś mam
- Boisz się go? - McCurdy spuściła głowę i wymamrotała:
- Trochę... - Byron wolał żeby naprawdę stali się parą, a nie tylko udawali, ale lepsze to niż nic. Może po tym udawaniu będzie z tego coś więcej?
- Ale dlaczego ja? Burn jest moim kumplem, a przynajmniej był. Wkurzy się jak zobaczy, że zabrałem mu laskę. Poproś Axela albo Kevina, jestem za słaby na ochroniarza.
- Ale to ciebie najbardziej lubię i wiem, że zrobisz to dla mnie - złapała go za rękę i wtuliła się w jego ramię
- Coś nie jesteś sobą...
- Czyli zgodzisz się?
- No tak! - dalej nie wierzył w co dał się wrobić
- Dziękuję
- Dziwię się, że chcesz chodzić z kimś kogo teraz wszyscy zaczęli nazywać gejem.
- Nie chodzić, udawać! Josh zniszczył ci reputację, ale jak widziałam was całujących się na korytarzu to poczułam się zazdrosna i smutna.
- Na pewno chcesz tylko udawać? - objął ją, a całe te zdanie powiedział dziewczynie do ucha.
- Na razie nie licz na nic więcej, wracając do Josha...to tylko Axel do ciebie pasuje
- Pojebało?!
Dziewczyna pękła ze śmiechu, para idealna jak nie jak tak!
Poszli już w stronę boiska nad rzeką, zazwyczaj jest tam pełno dzieciaków, które lepią bałwany bądź organizują bitwę na śnieżki. Chociaż zima jest sroga to znajdują się szaleńcy, którzy grają tam w piłkę o tej porze.
- Ktoś tam jest - wskazał palcem Aphrodi. Jakaś osoba stała samotnie na boisku i kopała piłkę na wciąż trafiając w słupek - to chyba nie Axel, chociaż powinien już wracać ze szpitala...
Blondyn poczuł jak jego ręka jest mocno ściskana przez. Jennett ją mocno objęła i tak jakby się chowała za Byronem.
- To on... chodźmy stąd - Aphrodi zmrużył oczy i rzeczywiście ujrzał czerwonowłosego chłopaka. Niestety ten ich zauważył i pomachał.
- Byron uciekajmy - pisnęła.
- Spokojnie - pogłaskał ją po głowie i przytrzymał bo była gotowa wyrwać się i poszarżować gdzieś - gdzie zniknęła twoja pewność siebie?
- Przy tym kolesiu zawsze znika...
Rozpoznany Burn podbiegł do nich, blondyn czuł jakby ręka mu miała zaraz odpaść. Cóż za pech, że go tutaj spotkali.
- Byron?! Kopę lat! Ależ zarosłeś, w sensie urosłeś! - podrapał się po głowie z uśmiechem numer 1, wtedy jego wzrok przykuła osoba, która na siłę próbowała zniknąć ale jej się nie udawało.
- A kogo my tu mamy? - wyciągnął tylko lekko rękę w jej stronę
- Nie dotykaj mnie! - złapała się za głowę.
- Już nie nosisz okularów? Wyładniałaś wiesz?
- Tylko bez takich mi tu! Co tu robisz? I gdzie zgubiłeś swojego chłopaka? - Byron zagrodził mu ręką Jennettkę.
- Starzy Gazela wzięli mnie do siebie i zrobiliśmy se wycieczkę. Nie nazywaj tej cioty moim chłopakiem, bo sam nie jesteś lepszy Byronie Love. Josh mi wszystko pięknie wyśpiewał.
Widać było powoli wkurw na jego twarzy, tego pana bardzo łatwo doprowadzić do tego stanu.
- I ty przeciwko mnie? - załamał się Byron nie puszczając ręki czarnowłosej, która wyglądała jakby miała się rozpłakać.
- Spokojnie nie lubię gościa, dobierał się do mojej Jennettki - chyba w czarnowłosej coś się przebudziło bo włączyła się w rozmowę.
- Nie jestem twoja... - wymamrotała.
- Czyżby? Obiecałem sobie, że skończę z tobą całkowicie jak wrócę z pierdla - chciał złapać ją za brodę, ale nie udało mu się gdyż został uderzony z kolana prosto w brzuch, zgiął się w pół.
- Byron! - krzyknęła przerażona nastolatka, przecież bójka była gwarantowana, a Aphrodi truchło nie miał szans.
- Nie będziesz dotykał mojej dziewczyny, zboczeńcu! -od zawsze chciał coś takiego powiedzieć, czuł się w tym momencie bardzo epicko.
Czerwonowłosy uśmiechnął się pod nosem.
- Ach tak? No nie powiem, ładnie się dobraliście. Znaczy to tyle ,co że najpierw muszę się z tobą
Wymierzył mu pięścią w twarz, Love nie miał jak się obronić, więc zrobił unik chowając głowę
- Powinieneś ją przeprosić! A nie zjawiasz się nagle i rzucasz takimi tekstami.
- Należy się tej dziwce - Aphrodi wiedział, że ją także będzie chciał uderzyć. Także wyszedł z pięścią na spotkanie z policzkiem Burna. Ten był zagapiony w czarnowłosą, więc udało mu się trafić. Jednak został skopany po nogach i uderzony prosto w nos. Chyba coś pękło, nie wiadomo czemu z wargi poleciała mu krew.
- Bez boskiej wody już nie jesteś taki kozak? - blondynowi na zakręciło się w głowie. Co on odwala? Przecież jest chory i słaby, więc dlaczego sam zaczął bójkę?!
Burn go złapał za kołnierz kurtki i lekko uniósł do góry. Dowalił mu jeszcze w szczękę. Ręka niczym magiczna moc zaczęła mu się palić płomieniami. Nawet nie wiecie jak Love zaczął panikować na ten widok. Przypomniał sobie, że przecież on też dysponuje Hissatsu.
- Rajski czas! - czas się zatrzymał, a Byron zdołał wyrwać się z uścisku, jednak gdy upadł na ziemię czas znowu ruszył
- Czemu ta technika ciągle wymyka się spod kontroli?! - płonąca ręka Burna wyglądała niewiary godnie. McCurdy przypomniało się co mówił jej Aphrodi na dachu o technikach jako super mocach. Zaczęli znowu sobie dowalać jednak było widać, że Aphrodi obrywa bardziej. Nie miał już siły, został popchnięty na ziemię i Burn położył na nim swoją nogę. Uciskając na klatkę piersiową. Z ust Love'a leciała krew. 
Jennett nie była w stanie krzyknąć czy ich powstrzymać. Afuro wiedział, że to tak się skończy ta zabawa w udawanie, a mimo to się zgodził. 
- Co tutaj się dzieje?! - rycerzem na białym koniu Byrona był Axel, który szybko popędził w stronę bijących się chłopaków
- Axel Blaze - rzekł czerwonowłosy na widok jeża, od razu puścił Aphrodiego, którego ponownie prał po twarzy, tak że ten poleciał na ziemię.
- Więcej waszego towarzystwa mi nie trzeba
- Poddajesz się? - wyśmiał go Aphrodi, który jakimś cudem się podniósł, chociaż jego ciało drżało.
Axel nie miał ochoty gonić za Burnem bo wiedział kto to jest. Poza tym niczym nie poruszony czerwonowłosy wziął piłkę i poszedł w swoją stronę.
- Nic ci nie jest?
- Żyję spokojnie, nie potrzebuję twojej pomocy - jednak zachwiał się lekko i najbliższą osobą, która go złapała była Jennett.
- Spuścić cię na chwilę z oczu, a ty już zaczynać drzeć koty. Tobie nic się nie stało?
Jennett pokręciła głową i wymamrotała:
- Byron przepraszam
- Nie, to ja to zacząłem - na koniec tej wypowiedzi chłopak kaszlnął, z jego ust wydobyła się krew.
- Po prostu okaz zdrowia, idziemy do szpitala - zarządził Axel i wziął blondyna za ramię, to samo zrobiła Jennett i pomogli mu iść.
- Ojciec mnie zabije... - rzekł Byron.
- Oj nie przesadzaj!
Już w szpitalu
- Byron zabiję cię! - krzyknął jego ojciec - ile ja mam z tobą problemów... - mężczyzna zasłonił twarz rękami.
- A nie mówiłem... 
Pan Richard westchnął.
- Axel zabierz go proszę do sali 15, niech go ktoś opatrzy.
- A ty co? Jak zwykle nie masz dla mnie czasu! - buntował się Byron.
- Nie drzyj się, jesteś w szpitalu! - Blaze pociągnął go żeby przez przypadek nie wyjechał z niecenzuralnymi słowami.
- Widzę, że tak jak ja nie masz łatwo ze swoim ojcem.
-Czuję się jakby z dnia na dzień było coraz gorzej
- A twoja mama też nie żyje?
- Zdziwić cię? W wigilię ojciec wyjechał mi z tekstem, że jednak żyje.
- Słabo...
- Co najgorsze, to podejrzewam, że jest to mama Jennett
- Co?!
- Ale to tylko teoria i nie chcę wiedzieć czy prawdziwa bo od dzisiaj z Jenny jesteśmy parą.
- Chyba sporo mnie ominęło, ale wiesz, że to by wyjaśniało dlaczego jesteście do siebie tacy podobni
- Wkurzasz mnie wiesz? - dotarli do pożądanej sali i od razu do blondyna dorwała się pielęgniarka i jakiś lekarz.
- Możesz wyjść?
- Zostanę
- Gej - szepnął Byron gdy był rozbierany z bluzy, najbardziej bał się, że jeż zobaczy jego pocięte ręce, a Blaze został w sali tylko w tym celu.

- I powiedz co ja mam z nim zrobić...
- Proszę pana to moja wina, poprosiłam Byrona żeby mnie bronił przed takim jednym chłopakiem...
- Od zawsze był porywczy i chociaż wiedział, że nie ma szans to myślę, że po prostu chciał ci się przypodobać.
- On cały czas przeze mnie cierpi!
- Nie powinnaś się obwiniać za jego nieodpowiedzialne decyzje, mój syn dobrze wie, że jest chory i ma wyniszczony organizm, a mimo to gra w piłkę i zachowuje się dziecko
- On pluł krwią, wydaje mi się, że to przez te papierosy.
- Jakie papierosy?! - zerwał się nagle lekarz, a Jennett od razu zatkała sobie usta
- Chyba nie powinnam była o tym mówić...
- Ten dzieciak jest nie poważny!
- Proszę jeszcze raz przyjąć moje przeprosiny - zgięła się w pół robiąc pokłony - niech pan wie, że będę chciała żeby Byron już na stałe był moim chłopakiem.
- Eeee...dobrze? - trochę to zdziwiło ojca blondyna, dziwiło go to, że ktoś w ogóle chce jego syna jako partnera.
- Jennett idziemy... - odezwał się nagle nieznany kobiecy głos. Jennett pisała do mamy aby ta po nią przyjechała do szpitala. Kobieta była wysoka, miała długie brązowe może lekko rudawe włosy i krwiste oczy. Pan Richard nie mógł uwierzyć kto właśnie przed nim stoi.
- Czekaj, tylko pójdę się pożegnać - pobiegła w stronę sali gdzie przebywali chłopcy.
-Kogo ja tu widzę - powiedziała kobieta.
- Grace?!

- Chłopcy, ja się zbieram do domu - Byron był już cały w plastrach i bandażach, ale mimo to musiał zostać na noc w szpitalu na obserwację i wykrycie skąd się wzięło krwawienie.
- Nawet nie wiem jak ci dziękować, ale wiesz, że jesteś palantem? Sam się na niego rzuciłeś
- Nie musisz mi tego powtarzać, wiesz...czego się nie robi dla swojej dziewczyny? - McCurdy tylko parsknęła. Odgarnęła włosy z czoła chłopaka i go w nie pocałowała.
Byronek zrobił się cały czerwony na twarzy, ale dla tej chwili chyba to właśnie zrobił. Ciężko powiedzieć co czuł Axel patrząc na to wszystko.
- Czemu nie w usta? - czarnowłosa złapała go za szyję i soczyście pocałowała w usta tak jak chciał.
- Podoba mi się to udawanie...
- To pa, i radzę wam siedzieć cicho bo trener cię zabije jak się dowie jak narażasz swoje zdrowie.
Niebieskooka wiedziała, że jej były będzie ją prześladował dopóki nie wyjedzie, ale właśnie się przekonała, że ma swoją własną ochronę.
W korytarzu, w którym szła zobaczyła niespodziewanie jak jej matka krzyczy na pana Richarda, który także rzucał jakimiś obelgami. Nie zrozumiała o co chodziło, ale także nie rozumiała czemu to robią i skąd się znają.
- Mamo? - powiedziała, a dwójka dorosłych od razu przestała. Jej mama chrząknęła, zarzuciła włosami i se poszła, a za nią jej córka.
- Do widzenia - rzuciła na koniec

Zapowiedzi Axela
Nowy rok nadchodzi czyli czas, wróżb, modlitw do bóstw, kimon i innych pięknych japońskich zwyczajów. Wśród nich będzie unosić się smród sztucznej miłości Byrona i Jennett. Nie dość, że ten buc wszczął bójkę, to jeszcze sprowadził niebezpieczeństwo na swoją "dziewczynę" . Ach...ta boska woda. Mecz z królewskimi będzie mega wyzwaniem szczególnie gdy jestem na celowniku tego całego Burna. Byron, jak to nie zamierzasz grać?! A co z Banana Fish?! Czemu technika Jennett ponownie próbowała ją zabić?! Jude opanuj swoich przyjaciół...wrrr...jak zwykle wszystko na mojej głowie! Przeczytajcie kolejny rozdział, już 20! "No chyba ty"

----------------
Cześć, nie wierzę, że się udało! Zdążyłam na czas z rozdziałem! Poproszę o brawa. Chociaż wiem, że krótko.
Chyba wszyscy widzą, że akcja pnie do przodu, przyznam, że nie mam pomysłu na Burna, a tak bardzo uwielbiam jego postać ;-; po raz pierwszy nie wiem co powiedzieć.
Zapowiedziałabym kolejny rozdział na kwiecień, ale czas się uczyć do egzaminów, więc spodziewałabym się bardziej koniec kwietnia, początek maja.
Bayo!
Albo wiem co wam powiem! Zrobiłam cosplay Aphrodiego, może wstawię jego zdjęcie?