niedziela, 9 czerwca 2019

20. No chyba nie

- Powariowaliście?! Nie pokażę się tak na mieście! A zwłaszcza Jennett!
W mieście z okazji nowego roku odbywał się festiwal, jedzonko, wróżby, łowienie rybek i przede wszystkim dzieciaki poubierane w kimona. Nie jest to oczywiście nakaz, ale dynastia blondynów, do której należy Byron trzyma się tego bardzo mocno.
- Nie wiedziałem, że mam taką ładniusią kuzynkę... - Artur przejechał palcem po policzku Aphrodiego, od którego dostał z prawego sierpowego.
Blondynka miał na sobie ciasno zawiązane kimono w zielono niebieskie kwiaty przewiązane granatowym pasem. Włosy jego były upięte w artystyczny nieład zwany kokiem podtrzymywany jakimiś drutami. Miał pełno spinek i wsuwek we włosach z koralikami, kwiatkami...te ozdoby aż tonęły w jego włosach. Nawet miał na twarzy makijaż! Jedyne co go różniło od bardzo atrakcyjnych kobiet to to że był płaski jak decha.
- Uważaj przystojniaku bo cię ktoś jeszcze zgwałci na ulicy - dalej dokazywał Artur.
- To nie fair! Czemu to ja musiałem być ofiarą własnej ciotki, a nie Mayka, która jest dziewczyną, a przede wszystkim jej córką?!
Rodzeństwo wzruszyło ramionami.
- Tatusiu kochany, zawieziesz mnie?
Pan Richard, leżał z głową na stole. Wyglądał na pijanego, ale w ręku trzymał tylko zwykły sok pomarańczowy.
- Tato!
- Nie krzycz na mnie!
- To ty się drzesz!
- Ale to nie ja wdaję się w bójki!
- Boże, skoro dalej jesteś na mnie zły to pójdę pieszo, ale wtedy mnie ktoś zgwałci - już był otwierał drzwi, gdy nagle oboje znaleźli się w samochodzie.
W drodze panowała dosyć niezręczna cisza, do której byli przyzwyczajeni.
- Wy naprawdę zostaliście parą...
- A wiesz, że ja też w to nie wierzę? Ona jest wręcz idealna. Ładna, mądra, wysportowana, utalentowana i...
- W końcu ktoś kto może się tobą porządnie zajmie.
- Nie będę się zmieniał dla niej...dla nikogo!
- Wiem, wiem...może chociaż ci wybije palenie z głowy - Byron zaśmiał się na to, ale nagle ogarnął, że wcale nie mówił tacie o swoim nałogu.
- Czekaj co?! Skąd ty...
- Jennett mi powiedziała. Ja nie mam już serio do ciebie siły to może ona coś zrobi. Powiem szczerze, nie lubię dziewczyny i nie chciałbym abyś z nią chodził, ale jesteś już dorosły i nie będę decydować o twoim życiu.
- Możesz powtórzyć bo nie dowierzam, że to mówisz...ale co ci nie pasuje w Jennettce?
- Bo ona...jej mama..aaaa nie ważne.
Akurat dojechali pod jej dom, stamtąd już pieszo miała się odbyć wycieczka.
- Okej...to pa - o co mogło mu chodzić. W ogóle od jego pobytu w szpitalu, jego ojciec się jakoś dziwnie zachowuje. Upija się sokiem pomarańczowym.
Afuro podchodzi do drzwi, całkowicie zapomina jak jest ubrany, dzwoni i czeka aż ktoś mu otworzy. W progu staje McCurdy ubrana w granatowe kimono w jakieś księżyce i słonka, wyrysowane są na nim gwiazdozbiory. Z włosów miała zrobionego długiego warkocza i wbitą jakąś koronę na kształt słońca czy gwiazdy. Nie przeszła takich męczarni jak Byron, ale na jej widok szczena opadała. 
Ona sama przeleciała wzrokiem osobę, która się zjawiła.
- Kim jesteś? - zapytała. Mina blondyna wyglądała tak ;-;
- Nie śmieszne, przecież to ja! - jego twarz wypełniały rumieńce.
- Ja wiedziałam, że ty masz tak dzikie zapędy seksualne...
- Możemy już po prostu tam iść i pozwolić innym ludziom się pośmiać?
Lecz ta była już w innym świecie
- Ile tak właściwie kosztuje korekta płci?...
- Jennett! 
- Dobra! Mame wychodzę! Nie wiem kiedy wrócę, ale jest ze mną moja dziewczyna!
- Ja nie mogę... - chwycił czarnowłosą pod pachę i wyrzucił ją z własnego domu. Miał dosyć dzisiejszego wieczoru, a dopiero się zaczął.
Szli sobie chodniczkiem trzymając się za ręce dopóki nie dotarli na miejsce. Wszędzie latały dzieciaki, lampiony porozwieszane na drzewach, stosika z jedzeniem i oczywiście masa ludzi.
- Ile ludu - jeszcze tego brakowało Byronowi do szczęścia.
- To był twój pomysł.
- Chodzenie na festiwale to idealne zajęcie dla par, nawet tych udawanych! Poza tym obiecałem Iris i Demeterowi, że przyjdę...idziemy.
- Podwójna randka? Fajnie, że wyglądamy na parę lesbijek.
- Dobra widzę ich! - para siedząca na kocu nie była jakoś specjalnie ubrana w przeciwieństwie do naszej pary lesbijek. Wręcz mieli na sobie ciuchy robocze. Zdziwił ich widok dwóch nieznajomych pań zmierzających w ich kierunku.
- Siema - przywitał się Byron.
- Znamy się? - zapytał chłopak w kasku, dlaczego ta panienka siada na ich kocu?
Jennett zaczęła się śmiać w niebogłosy zaś zdenerwowany Byron kopnął stojący blisko kamień.
- Kurwa!
- Ale uroczo razem wyglądacie - Iris ułożyła ze swoich palców serduszko wokół przybyłej dwójki.
- Jak para lesbijek - wymamrotała niesłyszalnie Jennett. Mimo wszystko czuła się dziwnie w ich towarzystwie, jakby tak niechcianie. Przecież pół roku minęło odkąd zawitała z Zeusie.
- Przynajmniej ktoś się zaopiekował naszym Byronkiem - Demeter kocha dokazywać blondynowi.
- Zabrzmiało to jakbym był waszym dzieckiem.
- Weź przestań! Nigdy bym nie chciał takiego dziecka jak ty!
Jennett chyba jeszcze się nigdy tak dziwnie nie czuła, chociaż właśnie przyszła na zjazd fanów drwienia i ośmieszania Byrona.
- W ogóle macie czas sobie tak randkować? Jutro przecież gracie mecz.
- To udawana randka - rzekli oboje długowłosi z niesamowitą powagą.
- Nie graliście jeszcze z królewskimi prawda? - nareszcie coś z siebie wyrzuciła.
- Jeszcze?  w ogóle z nimi nie zagramy! Przecież to by była tak bardzo brutalna gra...na trybunach doszłoby do zamieszek - Demeter dokładnie wytłumaczył zaistniały problem.
- I tak beze mnie byście nie dali rady! - Byron dostał kamykiem w czoło.
- Phi! Twoje ego nie mieści się nawet na boisku. Nikt za tobą nie tęskni, razem z tobą pozbyliśmy się też złej sławy, którą niosłeś!
-Czyli nie macie za złe Byronowi, że gra z wami? Bo królewscy cały czas są obrażeni na Jude'a.
Głos zabrała Iris:
- Przecież sam się nie wyrzucił z drużyny. Może i był naszą gwiazdą, ale nie na nim opiera się siła Zeusa.
- Bo opierała się na boskiej wodzie - nie wiem ile Demeter miał tych kamyków pod ręką, ale czoło Byrona dostała kolejną ich porcją.
- Pani już podziękujemy
Żeby przerwać tę meczową atmosferę, Iris zaproponowała coś co robią i udawane pary jak i te prawdziwe.
- Idziemy złożyć prośby do świątyni? Po pokazie fajerwerków będzie tam dużo ludzi.
- O co chcecie się modlić? O szczęście w miłości - czarnowłosej już podchodziło pod gardło słowo "miłość"
- Dokładnie- odpowiedziała para
- W naszym przypadku bardziej wypadałoby się pomodlić o szczęście w meczu. Meh...dobra - blondyn podniósł swój ciężki zad z koca i wszyscy udali się w stronę świątyń przez labirynt stoisk.
- Takoyaki! - Jennett niczym małe dziecko zaczęła wpatrywać się maślanymi oczami w grilla.
- Jenny to jest cholernie drogie, pójdę z tobą do maka - pociągnął ją za rękę, ale czarnowłosa ani drgnęła.
- Poproszę 10! - wyciągnęła ogromną ilość pieniędzy jakby była gotowa sprzedać duszę za takoyaki.
- 10?!
- Masz rację, to za mało...12! - twarzopalma.
Czarnowłosa dokonała zakupu i teraz dziarsko szła przed siebie pożerając wszystko i nie myśląc o dzieleniu się. Za nią szła pozostała trójka szepcząc coś do siebie
- Jakie to dziecko jest szczęśliwe - Iris mówiła o zajadającej się dziewczynie.
- Jest bardzo urocza - wzdychał Byron.
- Jak długo zamierzasz to ciągnąć, to udawanie? Widzę jak cierpisz.
- No, ale jak mam jej to powiedzieć?
- Przez cały czas robiłeś wszystko tylko nie to co trzeba. Uważam, że powinieneś zwyczajnie powiedzieć kocham cię - znawcy od miłości...
- A jak odmówi?
Demeter przekręcił oczami.
- Nie odmówi. Axela sobie odpuściła, tego całego Josha też już nie ma. A jak odmówi to możesz na spokojnie zostać oficjalnie gejem.
- Zajebiście - rzekł jeszcze bardziej przerażony.
Jennettki nie wpuścili do świątyni z jedzeniem, dlatego usiadła z Byronem na ławce. Patrzyli w niebo, na którym pojawiały się kolorowe światła, fajerwerki. Blondyn chwycił delikatnie dziewczynę za rękę. Druga wytarł jej policzek.
- Mówiłam, że się nie podzielę...
- Nie jesteś ani trochę romantyczna
Tak jakby się obraziła i położyła głowę na ramieniu chłopaka.
- I jak? Teraz ty powineneś tak jakoś skrzywić głowę i mnie pocałować.
- W ten sposób? - jak powiedziała, tak zrobił. Czarnowłosa dostała wypieków na twarzy. Nie sądziła, że serio to zrobi.
- Coś ostatnio dużo się całujemy...
- Jennett ja cię kocham
Cisza. Cały świat jakby stanął czekając tylko na odpowiedź. Czarnowłosa miała ogromną ochotę powiedzieć "Ja ciebie też". Cisnęło jej się to na usta od dawna, a Aphrodi przecież nie pragnął niczego bardziej.
- Nie chcę już udawać, a ja wiem że czujemy do siebie to samo i nie chcę skończyć jako gej.
Dalej cisza, chociaż nie. Jedno ciężkie westchnięcie.
- Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby.
- Nie śmieszne.
- Ja ciebie też kocham, tak bardzo, że mam ochotę zobaczyć cię nago w moim łóżku. Jednak jeśli mamy być razem musimy wygrać jutrzejszy mecz. A ty i Axel chociaż raz zrobić Bananową rybę.
- Chyba jestem w stanie przystać na te warunki...wiesz...mi się marzy zobaczyć cię w czerwonej koronkowej bieliźnie - przywaliła mu pięścią w ramię.
- Zboczeniec!!! Ehhh no dobra
- Umowa?
- Umowa, na twoje nagie ciało i koronkową bieliznę - podali sobie rękę.

Jest to bardzo dziwne zjawisko, ale Byron i Axel mimo wzajemnej nienawiści pisali do siebie częściej niż najlepsi przyjaciele. Tyle, że Aphrodi miał go zapisanego jako "Axel gówniak" , a Blaze po prostu jako "Nie odpisywać"
I znowu telefon blondyna zawibrował akurat kiedy próbował zasnąć.

Axel gówniak: Powiedziałeś jej?
Nie odpisywać:Śpię
AG: Ona jest twoją siostrą
N: Nie
AG: Jest
N: Nie
AG: Nie powiedziałeś jej prawda?
N: Nie
AG: Nie, że powiedziałeś, czy że nie powiedziałeś?
N: Kurwa Axel daj mi spać
AG: Nie
N: ;-;
AG: Jak ty nie chcesz, to ja jej powiem, że się zamartwiasz
N: Nie zamartwiam się! I nic jej nie powiesz bo jesteśmy już razem!
AG: Serio?
N: Nie
AG: T-T
N: Ale będziemy! Jak wygramy mecz i zrobimy Banana fish. Więc jutro spinamy dupę.
AG: My?
N:Tak
AG: Nie
N: Dobranoc
Axel gówniak zmienił pseudonim Byrona Love na " NIE"
AG: Dobranoc

No i nastał ten dzień. Wielki mecz, który prawdopodobnie przejdzie do historii, ale drużyna Raimona nie może na niego pojechać. Niby to Axel jest mistrzem spóźniania się, ale Jennett bije go na głowę. Bus stoi, wszyscy są, a czarnowłosej jak nie było tak nie ma. A nie...jednak biegnie. Z pączkiem w buzi i tysiącem rzeczy pod pachą niespakowanych do torby.
- Przepraszam za spóźnienie - wymamrotała
- Nie gadaj tylko właź do busa - wepchnął ją Bobby.
Oczywiście obok niej musiał usiąść Byronek.
- Fuj! Spociłaś się!
- Biegłam przez 10 minut sprintem! Daj mi pić! - dyszała ciężko
- Wyciągnij sobie! - rzucił w nią torbą.
- Gdzie ty to masz?! - nie otrzymała odpowiedzi bo Byron był zajęty duszeniem Axela. Pogrzebała głębiej, aż dotarła do jakieś tajemniczej kieszeni. Był w niej czarny bidon, niebieskooka nie zważając po prostu wypiła całą zawartość.
- Wypiłam ci całe - schowała bidon z powrotem jeszcze zanim chłopak wrócił na miejsce.
- Spoko - jeszcze nie wiedział co go, a właściwie całą drużynę przez tę niby zwykłą sytuację ma spotkać.
Wszyscy się śmiali, nikt nie odczuwał stresu poza Judem, który wpatrywał się cały czas w okno. 
Gdy stanęli pod bramą wejściową ciary ich przeszły. Budynek przytłaczał, wręcz przerażał swoją wielkością. Gapili się jak jeden mąż w wysoką wieżę na środku. Zwrócili łby w prawą stronę kiedy ktoś przerwał ciszę wpatrywania się chrząknięciem.
- Yyy... cześć? - był to David, który speszony tym, że wszyscy na niego popatrzyli. Zaczął niewinnie machać. Do tego dołączył się Joe King stojący obok.
- Siema - powiedział. Mark chciał do nich podejść i podać im rękę jak na kapitana i przyjaciela przystało, ale wyprzedził go Jude rzucając się z uściskiem na swoich kolegów. Aż się wszystkim ciepło na sercu zrobiło. Jedynie Byron nie był poruszony uściskiem. On bardziej rozmyślał jak się schować żeby nie zostać zauważonym i pobitym. Jack nadawał się idealnie do zasłony.
Wszyscy przekierowali się do szatni by tam się swobodnie przebrać. Trybuny były wypełnione aż po brzegi, wszyscy chcieli zobaczyć pojedynek o koronę. Z ostatnich plotek wynikało, że królewscy stawiają wysoko poprzeczkę i będą twardym orzechem do zgryzienia. W loży, idealnie na środku, przy barierce stał Burn nudząc się i czekając na wielkie wejście.
- Masz - podał mu picie Gazel - dałbyś już jej spokój,a nie zachowujesz się jak chory stalker.
- Dobrze wiesz, że nie mogę
Obie drużyny weszły na boisko do swoich boksów i zaczęły się rozgrzewać. Opiekę nad akademią królewską obiął dobry przyjaciel trenera Hibikiego, więc nie było o co się martwić. Publika na wejście zaczęła bić gromkie brawa, drużyna Raimona jeszcze nie miała nigdy takiej publiki.
Ręce Jennett zaczęły się trząść, cała zaczęła się trząść, podskakiwała w miejscu. Dostała takiej dawki energii niespodziewanie, że ją roznosiło.
- Boże, tyle tu ludzi! Dajcie mi już grać! - za jej ramię złapał Axel aby sprowadzić dziewczynę na ziemię, ale ta cały czas drżała.
- Uspokój się...
- Ale ja jestem bardzo spokojna! - jej niebieskie oczy jakby się zapaliły niebieskim płomieniem, tak że białowłosy aż się odsunął.
- Ogłaszam skład! - zawołał trener, wszyscy pięknie stawili się w szeregu - bramkarz, nasz niezastąpiony Evans, obrońcy, Wallside, Swift, Shearer, Ironside. Pomocnicy Sharp, Glass Eagle. Napastnicy: Dragonfly, Blaze, McCurdy dziękuję
Jennett przekalkulowała wszystko dokładnie w głowie bo coś ewidentnie nie zgadzało.
- Chwila moment! A ten imbecyl?! - wskazała palcem na Byrona, który przymilał się do Nelly rozkładając nogi na ławce.
- Nie gra - rzekł sucho trener - nie chciał.
- Co to znaczy nie chciał?! - wrzasnął Axel - Byron cholera co ty odstawiasz?!
Terumi tylko wzruszył ramionami, Nelly odsunęła się od niego oburzona.
- Własnie, po coś cię w końcu przyjęliśmyi w sumie dalej nie zdradziłeś nam tej wielkiej tajemnicy o technikach hissatsu.
- Nadejdzie czas to powiem, i nie zagram bo to królewscy! Nie mam ochoty być wgnieciony w boisko i żeby gra skupiała się tylko na mnie.
- Ty wgniotłeś ich to może czas żeby to oni wgnietli ciebie? Nie zależy ci na układzie? 
- Jakoś bardziej cenię sobie swoje życie i reputację
Jennett złapała się za głowę i warknęła
- Zostaw go, jego strata, jeszcze się rozmyśli - rzekł Axel, który tak czy siak wiedział, że Byron prędzej czy później nie wytrzyma na ławce.
Wszyscy rozstawili się na swoich połowach, gotowi na mecz o wszystko. Widać było pozytywne nastawienie z obu stron. Drużyny znały się bardzo dobrze i liczyli na spokojny przyjacielski mecz. No nie niestety nie ma tak łatwo.
Gwizdek sędziego, oczywiście jak zwykle spóźniony Chester dopiero dobiegł i jeszcze rozkładał swoje stoisko. Zaczęła drużyna królewskich, David który stał na środku wybiegł jak najszybciej jednak gdy miał się spotkać twarzą w twarz z Kevinem udało mu się podać do Daniela Hatcha biegnącego obok, a ten przekazał jeszcze. Jennett nie zwarzając na to, że stoi po drugiej stronie boiska pobiegła w stronę piłki.
- A ty co taka narwana?! - złapał ją Axel po przez nią formacja się zaburzyła. W jej miejsce wbiegł już Alan Master, do którego piłka została przerzucona górą. Nie ma tak łatwo bo na szczęście na posterunku jest Eagle, który zablokował go Płomiennym Tańcem. W końcu Raimoni przejęli piłkę i Erick zmierzał na środek boiska. Przed niego wszedł David, który od razu zgarnął piłkę. Nie miał problemu przedrzeć się przez resztę pomocników. Willy od razu zwiał zaś Jude nawet nie zdążył pobiec, została obrona. Tu już trudniej. Głowa niebieskowłosego była przepełniona nieczystą rządzą zwycięstwa. Zaraz miało się ukazać coś co może nie do końca był fair, ale to był sprawdzony sposób na wygraną.
Jack stał jak solidny mur i nie zamierzał się ruszyć, a z boku już biegł Nathan
- Królewski rozmach burzy! - krzyknął Samford. Rozłożył ręce i biegł w pozycji naruto, wiatr pędzący za nim wywiał Jacka wraz z Nathanem.
Nie było osoby, która nie byłaby w ciężkim szoku, na trybunach zapanowała cisza, a Byron spadł z ławki.
- Przecież to technika Zeusa... - zdążył wymamrotać Bobby zanim niebieskowłosy dobiegł do bramki.
- Co wyście wymyślili?! - Mark ustawił się w pozycji gotowej na wszystko. David tylko się uśmiechnął spojrzał w niebo i zrobił pozycję na jaskółkę. Z podłoża wyskoczyły główki  pingwinków,a tym pingwinkom na pleckach ukazały się małe skrzydełka.
- Co jest?! - krzyknął Mark.
- Boski pingwin! - zamachnął się. Jego oko rozbłysło się pomarańczowym światłem, energią i chęcią destrukcji - numer 1! - i kopnął piłkę. Pingwiny pognały za kulą kręcąc się jak wir. Ich jedyny cel to była bramka.
- Ręka... - Evans nie zdążył nic zrobić bo piłka była już w siatce. David obrócił się na pięcie zarzucając włosami, jednak stracił równowagę i upadł. Zaczęło mu się kręcić w głowie.
- GOOOOOOOOOOOOOOOl - darł się Chester.
Do obolałego kolegi podbiegł Jude.
- Obiecałeś nie używać zakazanych technik - podniósł go z ziemi.
- Ale to jest jedyny sposób żeby z wami wgrać...
- I przy okazji utrzeć nosa Zeusowi? - także załamał się Bobby.
- Stąd czuję jak blondyna gotuje się na tej ławce - rzekł Kevin.
- Z królewskich porządna drużyna, nie wierzę, że postanowili od tak kopiować techniki i jeszcze używać tych zakazanych.
- Dajcie mnie strzelić! Błagam! - czarnowłosa dosłownie unosiła się w powietrzu. Podskakiwała jak mała dziewczynka na widok kucyka.
- Dobra, wyluzuj. Lepiej się zastanów jak chcesz ich przebić bo znając życie skopiowali także inne ich techniki na obronie - Axel pogrążył się w myśleniu, zerwał się gdy sędzia zagwizdał a Jennett już obok niego nie stała, a była 10 metrów dalej z piłką, a za nią gonił Kevin.
- Panna nie tak szybko - Daniel Hatch podskoczył wysoko w górę,a gdy tylko wylądował ziemia pod nim się rozstąpiła.
- Królewski wstrząs! - dziewczyna wyleciała w powietrze, wraz z piłką, która wylądowała pod stopami Dereka Swinga.
- Jak z tych memów o kopiowaniu zadania domowego - słusznie zauważył Willy - zero kreatywności! Zmiana jednego słowa nic nie zmieni!
Mały prześlizgnął się przez nogi Kevina, szybkie podanie w stronę Hermana.
- Nie ma tak łatwo - Jude wybiegł na przeciw koledze. Kiwali się oboje dłuższą chwilę jednak tam gdzie dwóch się kłóci trzeci korzysta. Zgrabnym ruchem nogi, piłkę wygrzebał Erick i od razu przerzucił do atakujących.
Byron tak jak powiedział Kevin gotował się na ławce. Nie rozumiał dlaczego królewscy wzięli ich za ideał i postanowili skopiować ich techniki, do tego jeszcze użyć tych zakazanych. Przecież nie są nielegalne bez powodu.
On już to tłumaczył, hissatsu działają jak supermoce jak się z nimi zżyjesz, pomagają w wielu sytuacjach i są wbudowane w ciało. Te zakazane na odwrót, niszczą organizm użytkownika. Jedynym wyjątkiem jest Jennett. Dziadek Love stworzył dwie wersje wiedzy, tę boską i demoniczną, z czego jedna jest zakazana. Dalej nie wie jak ten świstek papieru z zapiskami trafił w ręce jego przyszłej dziewczyny, ale jeszcze większą zagadką jest brak skutków ubocznych. Może ciało Jennett neutralizuje tę technikę? Może wcale nie jest zakazana? Może dopiero wyjdą na jaw jej skutki? Z tego wszystkiego zachciało mu się pić, może Jennett jednak coś zostawiła. Otworzył swoją torbę, a tam na wierzchu butelka pełna wody.
- Ale przecież powiedziała, że wypiła całą... - zaświeciła mu się nagle żarówka, ale w głębi duszy liczył, że to nie jest prawda. Wyrzucił wszystkie rzeczy z torby, ręce zaczęły mu się trząść. Dogrzebał się do dna torby, do tej tajnej kieszeni i wyciągnął z niej czarny bidon. Bidon, który był pusty. Bidon, w którym znajdowała się resztka boskiej wody.
Miał zawał, przełknął ślinę i zaczął się zastanawiać co ma zrobić. Przecież może sobie krzywdę zrobić, taka wyrwę na umyśle jak mu zrobiono, jak się dowiedzą to przegrywają walkowerem.
- Trenerze, trzeba ściągnąć Jennett z boiska, natychmiast!
- Jednak się zdecydowałaś? Wpuszczę cię, ale to prędzej Williego ściągnę niż Jennett.
- Nie o to chodzi! Ona nie może grać!
Coś nagle łupło, pojawiły się gromy i błyskawice, które prawie co oślepiły publikę. Jennett wraz ze swoim wilkiem i Kłem Bestii omijała zawodników. Jednak ten wilk nie wyglądał tak samo. Był większy, a z wyglądu dużo groźniejszy. Dziewczynie udało się powalić kilku graczy na ziemię, znajdowała się praktycznie pod bramką.
- Jennettka nie rób tego - jęknął tylko blondyn.
Czarnowłosa wyciągnęła rękę, włosy jej powiewały w każdą stronę, mięśnie napinały,a mina pokazywała psychopatyczny uśmiech. Przetarła oczy, który nie wiadomo dlaczego stały się całe czarne. Joe King mimo tego, że miał w zanadrzu zakazaną technikę odsunął się do tyłu przestraszony.
- Wiedza demona - jej głos łamał się z dosłownie takim demonicznym, jakby coś ją w jednej chwili opętało. Tego Byron właśnie się obawiał najbardziej.
- Co jej jest?! - przeraziła się Celia.
Dziewczyna zaczęła się trząść.
- Zostaw mnie... - wymamrotała, jej jedno oko na ułamek sekundy zrobiło się niebieskie zdążyła jeszcze wyciągnąć rękę w stronę Joe na oznakę błagania o pomoc, ale od razu oko znowu zrobiło się czarne. Z jej pleców rozrosły się ogromne czarne skrzydła, już nie czarnego anioła. Upierzone w ostre szpikulce zdobiły piękne, a zarazem przerażające skrzydła, które uniosły McCurdy w powietrze. Przy piłce zebrała się duża ilość czarnej energii gotowej do wystrzału. Chociaż gdzieś tam z tyłu w kontroli była Jennett to coś innego teraz sterowało jej ruchami. Wzięła ogromny zamach i kopnęła piłkę, która niczym rakieta skierowała się w stronę. Gdy tylko jednak zbliżyła stopę do okragłego przedmiotu rozległ się grzmot. Cała jej siła została skierowana na piłkę, dlatego w ciągu ułamka sekundy znalazła się ona w siatce.
Burn stojący na trybunach śmiał się pod nosem.
- No i wyszło szydło z worka...
Oczy dziewczyny stały się znowu niebieskie, ale jej twarz nie miała żadnego wyrazu. Skrzydła jak nagle się pojawiły, tak zniknęły. McCurdy całkowicie straciła czucie w ciele, tak, że samoistnie zaczęła spadać. Dosłownie jak upadły i fałszywy anioł.

Zapowiedzi Jude'a
Jeszcze ja nie miałem okazji tu nic zapowiadać, a więc... CO TO KURWA MA BYĆ AUTORKA GDZIE JESTEŚ NIE CHOWAJ SIĘ! Davidowi uderzyła woda sodowa do głowy, aż tak mu zależy na wygranej? Przecież jest świetnym zawodnikiem bez kopiowania i zakazanych technik! Czy nasza dzisiejsza przygoda jak zwykle musi skończyć się w szpitalu?Zgadnijcie kto uratuje naszą księżniczkę... nasze dwie księżniczki mają teraz problem rodem z ukrytej prawdy, ale to im nie przeszkodzi oczywiście w ich łóżkowych zabawach. Wybaczcie, ale nie jestem w humorze. Zapraszam na dalszą część meczu w 21 rozdziale "Korona"

----------
Ohayo *robi unik przed oberwaniem pomidorem*
Tak wiem, jak zwykle spóźniona z dwa miesiące, macie prawo narzekać. Wiecie, że was kocham? Nienawidzę opisywać meczy, więc na następny rozdzialik też sobie poczekacie, na szczęście są wakacje zaraz, dużo wyjazdów, a jak nie zabiorę żadnej mangi to może uda się coś napisać. Widzieliście notkę? Będę na magnificonie w Krakowie na sobotę w cospie Lokiego. Można się spotkać, chętnie pogadam o inazumie, blogu jak i moim wattpadzie. A i tego samego dnia jest premiera drugiej części mojego yaoica, więc się dzieje. Mam nadzieję, że u was też fajno. Deprecha po Avengers Endgame dalej mnie trzyma... podejrzewam, że rozdzialik będzie pod koniec sierpnia, ale można sprawdzać wcześniej. Do zboczenia!