czwartek, 19 marca 2020

21. AKT


Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie co to będzie?...

Jennett widziała niebo, było to ostatnie co mogła ujrzeć przed gwałtownym upadkiem na ziemię i pewną śmiercią. A więc to już czas...
Demon, który próbował wydostać się w trakcie techniki hissatsu całkowicie ją wykończył, jakby zjadł ją od środka. Spadała, sprawiając wrażenie, że nie waży nic, była lekka jak to czarne piórko z jej skrzydeł. Czy tak miał wyglądać jej koniec? Już raz spadała i uratował ją Axel. Czy teraz też powinna liczyć na łut szczęścia? A może jej prawie chłopak ją uratuje? Naprawdę do ziemi nie jest już daleko. To koniec, serio koniec, czas pogodzić się z losem.
- Jennett nie możesz się poddać! - czarnowłosej powiększyły się oczy na widok uśmiechniętego wilka z jej techniki spadającego nad nią. Jak dawno się nie widzieli, jego futro pięknie się unosiło przy spadaniu.
Niebieskooka nie była w stanie wypowiedzieć żadnego słowa.
- Jennett proszę, musisz wydobyć z siebie jeszcze odrobinę energii!
Dziewczyna zamknęła oczy, wzięła sobie te słowa do serca. Serio jest tak źle, że znowu widzi ten swój wytwór wyobraźni?
Ciemność, jak znajdzie się na ziemi to będzie wieczna ciemność. Jak w jej sercu demona. Nie! Wróć! Mimo, że używa wiedzy demona to wcale nim nie jest. Jest tylko upadłym aniołem i jeśli to co mówił Byron sprawdza się w przypadku wilka to skrzydła tak jak uratowały ją przy pożarze to uratują ją teraz!
- TO NIE KONIEC! - niemal że w ostatniej chwili z pleców nastolatki wysunęły się jej czarne skrzydła nadal te poniszczone co wcześniej, ale jej udało się nie ześwirować. Wbiła się z ogromną siłą w murawę, że cały piach uniósł się w górę. Wszystko działo się tak szybko, że widzowie nie byli w stanie jej dojrzeć. Myśleli, że się rozbiła.
Aphrodiemu chciało się ryczeć, zakrywał sobie oczy rękami, Burn był pod wrażeniem, w końcu zdechła, jedynie Axel był pewny, że to nie koniec.
Chmura opadła, a wraz z nią emocje. Jennett wylądowała w takiej pozycji na super bohatera. Na kucaka z wyciągniętą nogą i ręką, a za nią rozpościerały się jej skrzydła.
- Ja pierdole! Jennett! - Byron aż z tych emocji upadł na ziemię, nie odrywając wzroku od dziewczyny. Złapał się za swoje chore serce - jakim cudem udało jej się ujarzmić zakazana technikę?!
Na trybunach rozległy się brawa, takiego pokazu jeszcze nikt nie dokonał. Wiwaty jednak ucichły w momencie gdy McCurdy ze swojej heroicznej pozy się wywróciła i upadła zmęczona na ziemię. Od razu podbiegli do niej sanitariusze i wzięli ją na nosze. Dziewczynę ewidentnie dzieliły centymetry od grobu.
- Jesteś w stanie nam to wytłumaczyć? Bo zgaduję, że masz coś z tym wspólnego - Nelly jak zwykle się nie myliła, przeszywała blondyna wzrokiem. Biedak czuł się winny chociaż to nie była wcale jego wina.
- Nie ma czasu na wytłumaczenia bo wchodzi. Przydaj się w końcu na coś chłopie! - krzyknął poddenerwowany trener i rzucił w chłopaka koszulką.
Teraz blondyn nie miał wyboru. Czas na konfrontację z królewskimi. Niechętnie wstał, a sędzia pokazał tabliczkę ze zmienionymi numerami. Chłopak wbiegł szybko na miejsce obok Axela.
- No nareszcie, ile było można czekać leniu.
- A zamknij się Blaze - zaśmiał się i przybili sobie piątkę - to żadna przyjemność stać obok ciebie - zarzucił włosami do tego.
- A kogo my tu mamy? - Byrona złapał za ramię David, który wracał na swoje miejsce wysyłając mu pogardliwe spojrzenie. Oblizał językiem usta, jakby chcąc pokazać że w dzisiejszym meczu go pożre. Aphrodiego to nie ruszyło, przynajmniej na twarzy bo nogi miał z galarety.
- Nie przejmuj się nimi - rzucił szybko Axel bojąc się, że chude nóżki chłopaka zaraz się złamią od tej trzęsiawki.
- David... - niebieskowłosy uniósł pytająco brew - przepraszam.
Axela wryło, dosłownie ziemia zapadła się kilka centymetrów i nogi w niej ugrzęzły. Kevin stojący trochę dalej też to usłyszał i zaczął się dusić. Ten dumny, przepełniony pychą Aphrodi przeprasza i przyznaje się do błędu?!
- Przepraszam, że Bogowie muszą patrzeć na tę nędzną podróbkę naszych wypocin oraz za to, że zostaniecie wgnieceni w ziemię po raz drugi i to z impetem! - jednak to ten sam stary Byron... Ziemia pod Axelem się naprawiła, a Kevin przestał się dusić.
David tylko warknął i poszedł tam gdzie się kierował.
- Mogłeś to sobie podarować...
- Nie mogłem się powstrzymać - zaśmiał się tym specyficznym śmiechem.
Ten strzał, który próbowała wykonać Jennett został zaliczony, tylko Chester nie krzyknął GOOOOOOL bo był przerażony. Czyli mamy 1:1.

Po krótkiej przerwie rozpoczynamy. Grę rozpoczną Królewscy!  Dawid ewidentnie poddenerwowany nie zważał na to by podać do Daniela czy Hermana, biegł jak głupi naprzód.
- Aaaaa! - darł mordę biegnąc jak taran na Byrona, ten tylko stał i sobie w uchu grzebał patrząc na niego. Z ratunkiem przybył Axel, który zasłonił blondyna i wykopał piłkę na bok. Samford nawet tego nie zauważył.
- Kevin! - krzyknął i wykopał w stronę różowowłosego. Ładnie złapał, ale musiał wygrać walkę z Hermanem. Brunet przeturlał piłkę do tyłu i przejął Daniel. Na drodze już stali napastnicy Raimon, chłopak tylko się uśmiechnął.
- Królewski rozmach burzy! - Daniel przebiegł przez nich powalając każdego kto stał na ziemię. Poza Aphrodim, który w odpowiednim czasie zareagował i pstryknął palcami.
- Rajski czas! - upadający zawodnicy Raimona zawiśli w powietrzu, a ich miny wyglądały naprawdę zabawnie miny.
- Ach...- westchnął- że to jest jedyny sposób na powstrzymanie tego, a mogłem w ogóle nie grać w tym meczu - wziął zgrabnie nóżką przyciągnął do siebie piłkę po czym znowu pstryknął palcami. Zawzięty Daniel nie zdmuchnął już nikogo  więcej bo sam został zdmuchnięty.
Afuro nie miał komu podać. Większość leżała, a do niego już biegli królewscy. No dobra... to plan jest taki... biegnie jak opętany prosto na nich, może Blaze śpiąca królewna wstanie z ziemi. 
Szybciej, szybciej, szybciej! Mocno przyspieszył, że Derek, Alan i Dawid nie dawali mu rady. Gorzej z pomocnikami, którzy już tworzyli zgrany szyk. Jego chore serce i organizm ledwo dawały już radę.
- Proszę państwa co się dzieje?! Love biegnie jak opętany, czyżby nie miał mu kto pomóc po jego sprytnej zagrywce? - komentował Chester. Byron już miał paść jak długi bo nogi mu zwiotczały, gdy samoistnie wyleciał w powietrze.
- Królewski mega wstrząs! - zdołał jeszcze usłyszeć w tle. Blondyn ucząc się na błędach pamiętał jak Jude sprytnie odbił główką. Zrobił fikołka wisząc w powietrzu i był wręcz pewien, że płomienny napastnik jest pod nim, zerknął jeszcze kątem oka i odbił wspomnianą główką. Na jego szczęście Axel dobiegł w odpowiednim czasie unikając mega wstrząsu. Białowłosy liczył, że będą biec w dwójkę wymieniając podania albo z Kevinem dodatkowo. Jednakże Byron uderzył bezwładnie o ziemię i to z dość dużą siłą. Jak nie Jennett walnęła to on. Próbował wstać, ale nie miał siły, złapał się za serce i popatrzył z bólem na Axela. Blaze wyczuwając jego wzrok na sobie odwrócił się, przejął się trochę. Niepotrzebnie bo ta chwila nieuwagi wystarczyła by Derek odebrał piłkę.
- Blaze kurwa! - krzyknął podnosząc się z lekką pomocą Nathana. Derek wbiegł na połowę przeciwnika gdzie chciał go zablokować Erick płomiennym tańcem, jednak malec przeskoczył z łatwością płomienie od razu podał piłkę do Johna, Jude nie mógł dawać za wygraną starej drużynie. Walczył o piłkę niczym lew z Johnem, udało mu się kopnąć do tyłu do Nathana , który przebiegał obok, ale Swift gdyż był obrońcą szybko przekazał ją Erickowi bo chłopak chciał się naprawić.
- Mark, Bobby robi Trójfeniksa! - krzyknął wskazując palcem kierunek.
- Że co?! Ale co z bramką?! - przeraził się Todd, ale Mark nie zwracał na to uwagi, zachęcony od razu wybiegł.
- Trzeba było pozwolić blondynkowi lub Axelowi strzelać - skomentował Jack.
- Przecież widzisz, że on się ledwo rusza! - wtrącił Nathan który wybiegł chronić biegnącą trójkę wraz z Byronem, Axelem i Judem.
- W porządku? - zapytał białowłosy mimo wszystko ze swoją kamienną twarzą.
- A jak myślisz? - no po jego minie nie trzeba było się domyślać.
- Chłopaki! - wydarł się Bobby, bo dwójka miała chronić biegnący trójkąt z prawej strony, ale dwóch przeciwników przebiegło przez nich w trakcie pogaduszek.
- Cholera! Mark biegnij na bramkę! Obrona! - wrzeszczał Jude, ale piłka była dawno przekazana do przodu i cały czas szła górą.
- Czyżby drużyna Raimon aż tak ufała swojej obronie? - komentował okularnik widząc tę niepowtarzalną okazję na gola.
- Mur! za Jackiem pojawiła się wielka ściana. David, który miał piłkę specjalnie kopnął ją w mur, tak że ku zdziwieniu wszystkich odbiła się od niego i poleciała w górę. Markowi zostało parenaście metrów dosłownie do bramki jednak Daniel już sięgał i przejął odbitą piłkę, zamierzał strzelać.
- Strzał gniewu! - zaczął niczym rakieta spadać i uderzać piłkę nogami. Evans nigdy nie był siatkarzem i z tą dyscypliną nie szło mu za dobrze. Mimo to rzucił się i wyprostował niczym kot, złożył ręce w koszyczek i myślał, że odbije chociaż jednak tylko wrył się twarzą w ziemię, a piłka bez problemu znalazła się w siatce.
- GOOOOOOOOOL!!! - wszyscy na stadionie to usłyszeli 2:1.
- Jak to się w ogóle stało - Kevin łapał się za głowę.
- Poprawili się... - dodał Jude.

- Gol? Ciekawe dla której strony... - Jennett siedziała z sanitariuszami w karetce, spoczywała sobie na łóżku i machała nóżkami nasłuchując hałasu z boiska. Czuła się o wiele lepiej, nawet miała tyle energii by obiec ten stadion 3 razy. Wokół niej łaziło dwóch sanitariuszy i dokładnie ją oglądało, bez podtekstów. Ona tylko wesolutko machała nóżkami rozglądając się po karetce nucąc jakąś piosenkę.
- Czy to była zakazana technika? - w końcu odwróciła głowę i spojrzała na jednego z mężczyzn.
- Nie mam pojęcia. Mój prawie chłopak, tak mówił, ale on lubi gadać nie mając o niczym pojęcia. Pierwszy raz takie coś się wydarzyło psze pana.
Przemili panowie spojrzeli na siebie i kiwnęli głowami porozumiewawczo.
- Podejrzewamy cię o doping - powiedział jeden.
- Znaczy się bardzo mocno kibicuje mojej drużynie, ale nic poza tym.
- Coś musiałaś wziąć albo ktoś ci podał nieświadomie.
- Albo coś mnie opętało - wzruszyła ramionami nie widząc w niczym problemu, na chwilę odwróciła wzrok, a w jej rękę wbito igłę.
- Ała, co pan robi?! Proszę nie machać tak tą igłą, chciał mi pan oko wydłubać?! 
- Sprawdzimy to na wszelki wypadek, zawieziemy tę próbkę do szpitala, zapewne nie potrwa to za długo. 
- Słucham?! Nawet nie zapytaliście mnie o zgodę na pobranie krwi! Oddajcie moją krew!
- Możliwe, że trzeba będzie odwołać mecz.
- Halo? - robiło jej się niedobrze, bo koleś brał ogromną fiolkę tej krwi.
- Królewscy wygrają w walkowerem.
- Chyba już wystarczy tej krwi... - już jej głowa opadła.
- Niekoniecznie, słyszałem, że sędziowie rozważają przerwanie meczu ze względu na kradzież technik i też prawdopodobnie coś zażywali.
- Mogę się zdrzemnąć? - facet spojrzał na jej stan, pobrał na dodatek za dużo i szybko wyciągnął igłę z jej żyły, a dziewczyna bezwładnie padła na łóżko.
Pielęgniarz, sanitariusz whatever przypatrzył się fiolce z krwią, miała ona taki dosyć ciekawy niebieski połysk. On już gdzieś taki widział.
- Słuchaj ty masz coś wspólnego z Zeusem?
- To, że jestem boska na przykład? - faceci byli już nieco poddenerwowani.
- Wygląda mi to na boską wodę. Tylko jak to możliwe skoro pozbyto się wszystkich zapasów...
Jennett nagle z martwych wstała, szybko podniosła się do pozycji siedzącej a oczy powiększyły jej się dwukrotnie. "Boska woda" czy to co było w bidonie było boską wodą?! Byron!!! Teraz ma przesrane, jeśli to prawda... kiedyś użył boskiej wody jako lekarstwo, a ona wydundlała do dna całą resztę. Ostatni zapas na tym padole ludzkim. Czyli boska woda przebudziła w niej uśpionego demona zakazanej techniki. Czad! Znaczy się nie czad bo to mogło ją zabić. Ręce zaczęły jej się trząść, a niebieskie oczy znowu miały ochotę poczarnieć. Uświadamiając to sobie, że wypiła boską wodę demon znowu chciał przejąć jej ciało. ręce zaczęły jej się same podnosić od trzęsiawek, jeszcze ta boska woda nie zdążyła z niej zejść. Jedynym sposobem zostało ją "zużyć". Zeskoczyła z łóżka w te pędy żeby sanitariusze nie pobiegli za nią , miała szansę z tą dodatkową energią.
- Bye bye! - pomachała im biegnąc jak opętana na silnikach odrzutowych. Biegła niczym Tenya IIda, jak robot czy Usain Bolt, pytanie gdzie biegła...3 kółeczka w okół stadionu raz!
W trakcie tego szybkiego biegu wzięło ją na rozważania odnośnie kto tu jest bardziej winny. Ona czy jej kochaś. W końcu nie ostrzegł jej, że ma bidon z boską wodą. Dobra, nie może strzelić focha. Biedak pewnie teraz stara się strzelić tym całym banana fish z Axelem i wygrać. Jest debilem skoro wziął to na poważnie, przecież kocha go bez tego. To co biegniemy dalej? Zachowuje się jak Nathan, wyznaje zasadę, że biegnąc zapomina się o problemach. Przebiegnie się nie myśląc jaki opieprz dostanie. 

- Axel, teraz albo nigdy. Zróbmy Banana fish! - opierał ręce o kolana i dyszał jak pies.
- Spokój narwańcu, zaraz się kończy pierwsza połowa, odpoczniesz i wtedy to zrobimy - mina blondyna mocno zrzedła, mógł ostrzec Jennett, że ma napić się wody z butelki. Przecież ona była na wierzchu. Zabrali ją i pewnie wykryją boską we krwi. O nie o nie... złapał się za głowę przez te myśli. Wszystko musi iść w tym tygodniu nie tak?! A jeszcze ma jej bardzo ważną wiadomość do przekazania.
- O co znowu chodzi? - burknął Axel.
- Nie twoja sprawa, zauważyłem, że bardzo lubię sprowadzać na was problemy.
- Przestańcie paplać! - opieprzył ich Jude - sytuacja jest dość słaba!
- Sytuacja jest dość słaba - przedrzeźnił go Byron gestykulując rękami.
Gdy zabrzmiał gwizdek sędziego, zaczął Kevin, też nie był już w najlepszym humorze. Znowu mają aż dwa gole do nadrobienia, tak bardzo chciał strzelić, ale żadna technika z jego rolą jest nieskuteczna na Kieł Bestii. Z bólem podał do Axela, a ten przyjął niewzruszony gdy ponownie zablokowali go zawodnicy królewskich. Warknął. Love'a pozycję można by wykorzystać w inny sposób a i tak go blokują więc podał do stojącego za nim Ericka. I podbiegł do przodu narażając się na blokadę ze strony Daniela Hatcha i zaś David stawał przed Byronem. Erick też nie podziała z trójfeniksem.
- Jude! - podał do niego. Ten to był bardzo zmotywowany, pędził niczym shinobi, nie zważając na swoją starą drużynę. Od razu odebrał piłkę. Dryblingował, wysyłając uśmieszek do byłego kolegi i go wyminął. Co teraz nie miało wielkiego znaczenia bo David nie potrafił przegrywać.
- Chłopaki! - wystawił rękę do góry. Oznaczało to wdrożenie ich tajnego planu. Tajnego oczywiście zgapionego od Zeusa. Tylko ustawienie bo w przeciwieństwie do posłańców bogów oni się ruszali bo boisku, zagrywali na dwa. Dwa podania w górze, raz w dole. Nikt nie był w stanie wskoczyć tak wysoko bądź wykonać tak szybki wślizg. Na zmianę w górze albo w dole pojawiał się Jude, Erick, Nathan, Bobby. Mark na bramce także głupiał bo zawodnicy w liniach też się zmieniali, więc nie miał jak obstawić kto strzeli, zaczął się obawiać.
- Mur!- jakoś Jack jedynie zareagował, jednak to był błąd bo swoją zaporą zasłonił Markowi pole widzenia. Zamknął oczy i skupił się. Usłyszał świst ze swojej prawej strony, była to ogromna siła, prawdopodobnie Boskiego pingwina numer 1. Przygotował się do chwytu. 
- O cholera... ręka..Majina! - wyciągnął rękę, siła odsuwała go po trawie do tyłu, nie mógł zawieść, jak przytuli tę piłkę to go całego wepchnie do bramki dlatego. Chwycił okrągły przedmiot i rzucił się na bok. Piłka była okropnie silna i jeszcze bardziej go wywinęło, że upadł krzywo na rękę. Na pewno nie skończyło się to dobrze.
- Evans broni bramki, ale jakim kosztem! - skomentował Chester.
- Kapitanie nic ci nie jest? - podbiegł do niego Todd
- Pewnie, że nie! - mimo to przytulał swoją rękę i nie chciał nią ruszyć.
- Złamana, stwierdził Jude, który wiedział, że Evans będzie się stawiła. Pomachał ręką do sędziego by sprowadził go z boiska.
- No i co teraz?! Bramkarza nie mamy! Gdyby to było coś małego, ale złamanie?! - denerwował się Nathan.
- Niech wejdzie tam ktokolwiek! - rzucił Bobby od niechcenia.
- Nie może to być ktokolwiek! -krzyknął Jude przekonany, że byli przyjaciele drużyny szydzą z niego za plecami.
- Mam jedną propozycję, ale się wam nie spodoba... - dołączył się Axel. Czas leciał nie ubłagalnie.
- Nie możesz debilu zostać bramkarzem - wyśmiał go Byron.
- Nie ja, Avril.
- Avril?! - wszyscy się przerazili słysząc to imię. Dziewczyna zawsze przychodziła na mecze Raimona i stała przy wyjściu. Dlatego jej pomachał jak tylko ujrzał niedomagającego Marka. Przyczyna czemu Blaze tak się jej trzyma nie jest znana, ale wyciągnął od niej informacje, że trenowała nieco na bramce.
- To ja - była gotowa do akcji i pojawiła się między chłopakami...z rękawiczkami ... i w swoich dresach.
- Złodziejka motoru na bramce?!
- Proszę państwa co tutaj się dzieje, za Marka Evansa wchodzi Avril Dar...Moore!
- Kto to w ogóle jest? - zadrwił sobie Daniel.
-Sprawdźmy ją - zaproponował David

Tak w skrócie, obrona Raimona powiększyła się trochę, David atakuje na Avril zwykłym, silnym kopnięciem bez żadnej techniki, ta słysząc porady od dziadka, kolegi Davida Evansa skupiła się na brzuchu nogach i nawet użyła zaczątka swojej techniki hissatsu "Apokalipsa" polegającej na zataczaniu rękami ognistych kół i zatrzaśnięci piłki w dłoniach. Byronek sfrustrowany, stwierdził, że nie zakończy meczu bez banana fish, jednak Axel ześlizngnął się z piłki i pociągnął za sobą blondyna. Wszyscy mieli już dość gry i skupienie było rozproszone totalnie, więc szybko królewscy znowu przejęli piłkę i tym sposobem David wraz z towarzyszami był gotów wykorzystać "Boską formację".


Jak to w inazumie bywa, naszym bohaterom lubią sprzyjać cudy. Obrona załamywała się, że mimo większej ilości ludu polegli, Bobby walnął pięścią w podłoże, widząc jak piłka już z techniką hissatsu leci w stronę Avril , ta drżała i szczękała zębami jak stara babcia. Oczywiście nie chciała dać tego po sobie poznać. Pokerface w jej pięknym wykonaniu był naprawdę godny podziwu. Rozłożyła ręce jakby naprawdę potrafiła to obronić. Energia piłki ją oślepiała.
- Avril cholera! - wydarł się Axel - to nie miało tak pójść! 
Jednak niczym koronawirus w Polsce tak niespodziewanie pojawiła się odrobina szczęścia, w tym nieszczęsnym meczu.
Gwizdek sędziego, rozległ się na całe boisko.
Avril wiedziała, że jest uratowana dlatego odskoczyła na bok by piłka wleciała do siatki, jednak tyle energii i tyle zachodu nie było zaliczone jako gol.
- Przecież jeszcze z jakieś 15 minut zostało... - obejrzał się Todd w stronę tablicy z godziną.
- Cóż to się dzieje drodzy państwo?! - Chester nadużywał swoje gardło - Mecz uznajemy za zakończony z przegraną obu drużyn.
- COOOO?! - rozeszło się tłumnie po boisku.
- Oficjalne oświadczenie ze strefy footballu, drużyna akademii królewskiej dopuściła się plagiatu, a także użycia technik, które szkodzą zdrowiu zawodników i są niebezpieczne dla innych, zaś drużyna Raimon oszukiwała zażywając dopalacze, znane jako boska woda, tym samym wysyłając jedną z zawodniczek na śmierć...- chłopak czytał z kartki nie wierząc w to co czyta, aż poprawiał okulary w tym czasie.
- Boska woda?! - uniosła się Nelly, reszta dziewczyn spoglądała na trenera i jego reakcję, temu tylko żyłka pulsowała. Zapewne kląłby jak marynarz, ale uchodził z niego anielski spokój.
- Boska woda? - szeptali między sobą zawodnicy Raimona, od jednego do drugiego przechodziły te dwa słowa, a za każdym razem gdy ktoś je wymawiał odwracał się w stronę długowłosego blondyna by wbić w niego szpilkę. Poczuł emocję, której nie poczuł od ostatniej przegranej Zeusa z Raimon, ten wzrok tłumu, pogardy, wszystkiego co najgorsze. Tysiące szpilek na raz przekuło jego ciało, największe były te od członków jego drużyny. Ale to nie jego winna... naprawdę był gotowy na ponowne wyśmianie, pobicie, brak życia społecznego, stygmatyzację... chciał się zapaść pod ziemię i już nie wracać na powierzchnię, zdechnąć tam.
- Co ta Jennett znowu zrobiła... - drapał się po karku Axel. Światło nagle rozstąpiło ciemność, a szpilki niczym ze szkła stały się malusieńkimi drobineczkami. Jedyna osoba, która nie zwaliła całej winy od razu na niego, Axel Blaze ugh...
Nie miał czasu wytłumaczyć kolegom co zaszło, bo czegokolwiek by nie powiedział zostałoby to zagłuszone przez tłum. Całe trybuny, każdy siedzący i stojący buczał ile sił miał w płucach. Na obie drużyny. Dumy footballu, Raimon i Królewscy. Zawiedli.
- My też buczymy? - zapytał Gazel do Burna, który w najlepsze sączył gazowany napój przez słomkę.
- Po co? To się nazywa gra. Nie ma gry bez oszustwa, nie ma rosyjskiej ruletki bez pistoletu. Podjęli ryzyko nieczystej gry by wygrać, kombinowali, robili to na swój sposób, na pewno doświadczyli w ten sposób czegoś nowego. Czyż to nie jest piękne? - wyciągnął słomkę z kubeczka i trzymając ją w zębach uśmiechnął się do przyjaciela.
- Debil... - skomentował jednym słowem białowłosy.
Jak to mawiał pewien sławny zespół, trzeba umieć zejść ze sceny niepokonanym. Już nawet bez podania ręki czy pożegnania ze spuszczonym wzrokiem skierowali się do swoich ławek. Padli na trawę, czekając aż ktokolwiek przerwie to cykanie świerszczy.
- Spisałaś się Avril przy tym pierwszym strzale - pochwalił ją Mark - trochu treningu, a może mogłabyś zostać naszą rezerwową bramkarką - wysłał jej swój promienny uśmiech, który zderzył się z jej chłodnawą i pogardliwą twarzą.
- Ojciec mnie zajebie jak się dowie, że wam pomogłam - zarzuciła swoją czerwoną kitką.
I znowu cisza.
- Chłopaki to nie ja, też pragnę śmierci, ale nie dziurawcie mnie tak swoim wzrokiem... - żart nie okazał się być śmieszny - To przecież Jennett, ja jej nic nie podawałem...
- Ładnie to tak truć swoją dziewczynę? - Silvia zdzieliła Ericka po głowie ręcznikiem.
- Skąd ona to wzięła?...
- Serio całe niepowodzenie w tym meczu będziecie zwalać na to wydarzenie? - burknął trener spod brody - Jestem wściekły na Jennett, jednakże nie zdobyła ona gola, widać było, że nie ma pojęcia co się z jej ciałem dzieje, więc można uznać, że w żaden sposób "oszustwo" nie wyszło. Bardziej skupiłbym się nad waszą kondycją, szybkością i zgraniem nad którym tak długo ostatnio pracowaliśmy! Poruszacie się wolniej niż babcie po pasach... - nikomu nie podobał się ten werdykt końcowy, dostali porządne manto - Dobra, ochrzanianie was skończę w busie, wymarsz do szatni!
Trzeba było tu dodać tylko marsz żałobny.
Byron się zdziwił, że w szatni nie szykowano na niego takiego zamachu jak na Cezara w 44 roku, wszystko im na spokojnie wytłumaczył i jakoś to poszło, ale najgorsza część jeszcze przed nim. Mimo, że on i Jennett przyjechali z drużyną busem to nie chcieli z nimi wracać, mieli ważną rozmowę do przebycia.
Wyszedł z szatni jako ostatni i tuptając przez korytarz zetknął się z innym tuptaniem.
- Jennett! - podbiegł do niej i od razu ją objął. Nie zamierzał puszczać. Problem był taki, że poczuł coś mokrego w okolicy swojego ramienia.
- Byron... - wydusiła z gardła dziewczyna - czemu mi nie powiedziałeś... - oderwała się od niego i popatrzyła mu w oczy. Nie miała do nich daleko bo byli prawie tego samego wzrostu.
Nastolatka płakała, jej piękne niebieskie oczy ślicznie komponowały się ze łzami, wyglądały jak ze szkła. Dziwny widok, bo McCurdy nie ma w zwyczaju płakać.
- Nie zapytałaś...nic się nie stało, już przyjąłem buczenie i wzrok ludzi na siebie.
- Ale Hibiki wziął mnie na bok i pogroził, że najmniejszy wybryk i wylatuję, a na razie jestem zawieszona do odwołania i mam sprzątać salę treningową co dwa dni. A nad tobą się jeszcze zastanowi. Nikt mnie chyba w życiu tak nie opierniczył... - jakoś uśmiechnęła się, jakby mały promyczek słońca przedostał się przez chmurę, po prostu bardzo rozbawiło ją to jak powiedziała to o sprzątaniu, a ona przecież tak bardzo nienawidzi sprzątać.
- Będę ci pomagał w tym sprzątaniu... - także prychnął śmiechem i jeszcze raz ją przytulił. Nie pamiętał kiedy się tak ostatnio do niej zbliżał. Teraz była między nimi bardzo cienka granica. Nie spełnił warunków, nie wygrali i nie zrobił Banana fish, to jak to z tym związkiem będzie? Mimo wszystko cieszył się na każdy bliski kontakt z czarnowłosą.
- Chodźmy może stąd co?
Nie wyszli całkowicie z budynku, a zaczepiła ich nasza ulubiona dwójeczka. Tym razem Gazel siorbał trzymane w rękach picie, zaś Burn pokazywał zęby. Jennett dalej mając uraz schowała się delikatnie za Byronem.
- Co tam gołąbeczki? - ten głos, czerwonowłosy nawet gdy nie próbuje to strasznie krzyczy. Nie to co jego przyjaciel, który dodał po cichu:
- Daliście niezły popis.
- Nie znudziliśmy ci się jeszcze płomyczku? Lepiej byś się swoją śnieżynką zajął... - białowłosy aż zaksztusił się na tę wypowiedź, a reakcja Burna nie pokazywała szczególnej radości.
- Chyba za mało ci ostatnio dokopałem co? - jego ręka zajarała się żywym ogniem, gotów był dotknąć pięknej blond główki chłopaka, zaś Byron wyskoczył do niego z pięściami.
Na szczęście Bryce ugasił jego rękę swoją odmrożoną dłonią, a McCurdy stanęła przed Byronem.
- Mamy do naszych starych przyjaciół pewną wiadomość prawda Burn? - "Prawda Burn" było wypowiedziane przez zęby, by chłopak uspokoił siebie i swoją narwaną naturę zanim spowoduje pożar, a wcale nie po to przyszli.
- Gadajcie rzesz! - krzyknęła Jennett.
- A więc... - zaczął czerwonowłosy - oboje jesteście wzięci pod uwagę do zakwalifikowanie się do drużyny narodowej Korei, co wy na to? - chłopak i dziewczyna spojrzeli na siebie zaskoczeni.
- My?!
- Chociaż po tym wybryku nie wiem czy ktokolwiek na was spojrzy... - poprawił włosy Gazel opierając się o kolegę.
- No właśnie, tylko jest problem. Jest jedno miejsce, a trener Lee Jin koniecznie chce, któreś z was dlatego to wy macie zdecydować między sobą.
- Co?! - już ewidentnie są razem skoro mówią równocześnie.
- Prawdę mówię, nie wiem do kiedy macie czas. Jakoś do końca kolejnego miesiąca? A co myśleliście, że po co są te "towarzyskie rozrywki" między drużynami? Szukają ludzi do reprezentacji. W każdym kraju juniorzy się teraz pojedynkują. Josh ma już swoje miejsce... 
- Oczywiście wy macie ten przywilej, że może wybiorą was do reprezentacji Japonii - wyszeptał do siebie białowłosy, ale został uciszony przez łokieć towarzysza.
Długowłosa dwójka miała serdecznie dosyć wszystkiego co związane z piłką nożną. Ruszyli w stronę wyjścia, a przechodząc obok kolegów blondyn poklepał Burna po ramieniu.
- Pożegnajcie się zanim będziecie wyjeżdżać - odeszli kawałek. Karawan już dawno odjechał, a oni tak planowali wrócić pociągiem, więc ruszyli na peron. Przez tę drogę się nie odezwali do siebie. Mieliby zdecydować między sobą? Przecież takie decyzje podejmują właśnie trenerzy!
- Wsiedli do pociągu, na szczęście wepchnęli się zanim wsiadł tłum kibiców.
- Powinieneś wziąć to miejsce - rzekła Jennett wyciągając swój telefon, jakby nie chcąc dłużej patrzeć na blondyna.
- Niby dlaczego?
- Ostatnio zgarnął ci je Josh, co nie? Twoja kolej - niemożliwe żeby dziewczyna miała tak dobre intencje.
- Przyznaj się, że wolisz miejsce w reprezentacji Japonii bo jest zdecydowanie lepsza? - zaśmiał się, ciężko oszukać zawodowego kłamcę. Jennett uśmiechnęła się, uśmiechem bardziej typowym dla Byrona niż dla niej.
- Może...
- Nie ma szans, mieszkasz tu za krótko by uważać się za Japonkę.
- No ej! - uderzyła go z łokcia. Jakoś poprawił im się humor.
Wysiedli na obrzeżach miasta, specjalnie by zobaczyć zachód słońca z Inazumowej wieży. Jennett nie miała pojęcia o co chodzi, Afuro potrzebował z nią poważnie porozmawiać. Pewnie chodzi o miłość. O tę upierdliwą miłość. Tę która ją zraniła, tę którą raniła innych i tę którą może w końcu zacznie odczuwać. Opona Marka była na swoim miejscu, wszystko w końcu mogło stanąć na swoim miejscu. No jednak nie za bardzo...
Dzika i narwana Jennett od razu popędziła w stronę opony by się na niej pobujać.
- Chyba wolę to miejsce do rozmowy niż kawiarnię - powiedziała niczym małe dziecko bujając się na huśtawce. Byron podszedł do barierki i obserwował z góry całe miasto. Czuł się jak pan i władca małych mróweczek. 
- Jennett...
- Słucham?
- Kocham cię - walnął prosto z mostu bo nie mógł tego dłużej kryć w swoim wyniszczonym i schorowanym. Mogłoby się wydawać, że to koniec zmagań i podbojów miłosnych dla tej dwójki. Zachodzące słońce świetnie sprzyjało zakochanym. Czarnowłosa zeskoczyła z opony, że wystarczyło jej parę kroków do chłopaka. Także wpatrując się w słońce, wraz z wiatrem we włosach poczuła jak jej dobrze. Zamknęła oczy i położyła głowę na ramieniu chłopaka.
- Ja ciebie też... - wymamrotała. Chciała go pocałować w policzek, ale chłopak także się odwrócił bo chciał zrobić to samo. Wyszło jak wyszło. Oboje złączyli swoje usta w krótkim, ale jak bardzo upragnionym pocałunku. Afuro delikatnie objął czarnowłosą i jeszcze bardziej zbliżył ją do siebie by nie mogła nigdzie uciec. Powiedziałabym, że nareszcie.
Gdy się od siebie oderwali byli nieco rozkojarzeni, co się właśnie stało.
- Pokochałem cię odkąd tylko cię zobaczyłem w mojej szkole.
- Cieszę się, że do mnie też to w końcu dotarło. I nie musisz dawać mi krokodyla mój luby - a ta znowu z poezją wyskakuje - przecież nie to się liczy, to z tym meczem i Banana fish miało cię zmotywować
- To dobrze, bo przegraliśmy i ani razu nie miałem dobrej akcji...
- Czyli... Jesteśmy teraz parą czy coś? 
- Z nami to raczej "Czy coś" - oprzytomniał blondyn od tego miłosnego uniesienia - Jennett muszę ci to powiedzieć bo mnie rozniesie jak tobie o tym nie powiem.
- Jednak nie możesz być ze mną, bo jesteś z Axelem - dokończyła za niego i klapnęła sobie na ławeczce.
- Chciałabyś jędzo jedna!
- A uwierz, że bym chciała - Byron warknął i przejechał palcami po skórze na policzkach jakby chciał by mu oczy wypłynęły.
- Obawiam się, że jesteśmy rodzeństwem - czarnowłosą przywarło do ławki.
- O czym ty... - parę faktów w jej głowie niespodziewanie się połączyło.
- W święta dowiedziałem się kilka ciekawych rzeczy...że moja matka żyje, że Wiedza Demona została wymyślona przez mojego dziadka, dojście do tego na pewno jest proste, ale nie chcę cię stracić akurat gdy mi się udało cię zdobyć... - za mocne to wszystko było dla niego. Złapał się za serce bo poczuł jak znowu łamie go w pół, McCurdy chwyciła go za ramię i posadziła na ławce obok siebie by nie upadł, złapała go tak jakby już nigdy nie zamierzała puścić.
- Ten biały zeszyt o którym mówiłeś ostatnio, dała mi moja mama, nie powiedziała mi skąd go ma - mamrotała, jakby też nie chciała dowiedzieć prawdy. Niby lepsza jest najgorsza prawda od kłamstwa jednak oni woleli udawać, że ta prawda wcale nie istnieje. Mieli gulę w gardle, oboje trzymali w swoich głowach brakujące puzzle układanki, tylko udawali, że je zgubili.
- Dziadek powiedział, że oba zeszyty dał mojemu tacie...
- Jak byłeś w szpitalu to moja mama okropnie darła się na twojego tatę, jakby się wcześniej znali - ścisnęła jeszcze bardziej jego rękę, sama zaczęła się trząść.
Świadkiem tego spotkania były tylko ptaki i drzewa, nikt nie mógł potwierdzić powstania związku kazirodczego powstałego z tej dwójki złamanych serc. Już nic nie byli wstanie wypowiedzieć, nawet śliny przełknąć, a w dwójkę mieli na myśli tę samą osobę. Jennett wiedziała, że teraz zawali szansę na wszystko, ale musiała zapytać.
- Aphrodi, jak ma na imię twoja mama?... - podniosła wzrok i swoje niebieskie oczy z ziemi, tylko by popatrzeć w pełną cierpienia twarz blondyna. Piękną, prawie, że kobiecą twarzyczkę tonącą w łzach łączących ogromny ból, ale w jakimś malutkim procencie, malutkim odłameczku też i radość. W końcu są razem, ale na jak długo? 
Mimo, że to rola chłopaka, to McCurdy objęła blondyna i przytuliła do swojej piersi.
Odpowiedź na zadane przez nią pytanie przecież była oczywista.
- Będzie...dobrze? - nie była pewna tego stwierdzenia, chciała go wyzwać teraz od głupka, mazgaja, geja, jak to miała w zwyczaju. Nie miała siły , sam głos też się jej łamał. Ale to nadzieja umiera ostatnia.

Zapowiedzi Avril
Mark upadł na głowę albo go bito za młodu. Gania za mną żebym ćwiczyła jak mi się za cholerę nie chce. Mój ojciec znów coś odstawia, tak jak Jennettka, która ciągle gdzieś ucieka i robi dwuznaczne rzeczy z Aphrodziem w sali treningowej. Chyba muszę pośledzić tę dwójkę bo się zachowują naprawdę dziwacznie. Ej... czemu idziecie do Maid Cafe?! Czemu gadacie z tymi Otakusami?! Czy ktoś powiedział impreza?!
Takie rzeczy w kolejnym rozdziale już 22. "Falbanki"

-----
Eluwina wam.
Żyję, nawet nie wiecie jak jestem z siebie dumna, że to napisałam. Nie mogę sobie pozwolić by się tak zapuścić następnym razem! Zapomniałam w niektórych momentach o co mi chodziło w ogóle dlatego przeczytałam całość od początku.
Jezuuuu jaki krindż. Jakoś normalnie się zrobiło od 10 rozdziału? Ale przypomniałam sobie te rzeczy i stwierdzam, że naprawdę odwaliłam kawał dobrej roboty.

To co? Do następnego? Daję sobie czas trzech miesięcy, czyli gdzieś końcówka czerwca? ale to się zobaczy. Wyczekujcie!