niedziela, 5 lipca 2020
22. Falbanki
Dzień, a do tego noc wcale nie były dla Love'a łaskawe. Gdyby nie Jennett u jego boku nie zniósł by tego tak dobrze. Siedzieli na ławce przy wierzy inazumy jeszcze długo, miziali się, wyznawali sobie uczucia. W sumie to nie musieli ani nie chcieli za dużo mówić, siedzieli tam wtuleni w siebie. Każdy przechodzący zachwycał się jaką piękną są parą, jednak im dłużej się im przyglądano tym bardziej było można zauważyć, że nie wszystko jest takie u nich piękne jak ich włosy. Teraz powinna pojawić się scena seksu albo jakiegoś agresywnego całowania, jednak zarówno w domu Byrona jak i Jennett byli rodzice, a po krzakach nie wypada.
Błogim uczuciem dla blondyna było położenie się w końcu w łóżku, oczywiście dopiero po tym jak ojciec zaczął się na niego wydzierać, że się szlaja po nocach i na pewno zadaje się ze złym towarzystwem. Żałował tylko, że Mayka musiała ratować go z opresji uspokajając ojca, bo blondyn zwyczajnie nie miał siły. Przytulił ją jeszcze, tak bardzo potrzebował ciepła, bliskości drugiej osoby. Teraz zdał sobie sprawę jak w ostatnim czasie był samolubny. Przecież Harry była od zawsze dla niego najważniejsza, co się nagle stało? Chciało mu się jeszcze bardziej płakać, w ustach poczuł smak krwi, nieprawdziwy, ale jemu wydawał się bardzo rzeczywisty. Mimo iż serce kołotało mu radośnie z miłości, to pękło i zaczęło krwawić ponownie wyrzucając na zewnątrz cały ból fizyczny jak i psychiczny.
Przytulił kuzynkę jeszcze mocniej do siebie jakby to miało oznaczać "przepraszam".
- Maya... - wymamrotał z opuszczoną głową, wyglądał jak zombie a do tego włosy naleciały mu na twarz.
Blondynka, już miała nadzieję, że jej kuzyn jakoś odżył, zamierza się z nią podzielić się swoim bólem albo o zapyta o najprostrzą rzecz np. czy chce pójść z nim jutro na spacer. Trochę się zawiodła.
- ... jaka jest mama Jennett?
- Hę? - zrobiła krzywą minę.
- Znasz ją na pewno, byłyście z Jennett przyjaciółkami albo robiłaś za świadka.
- Może jutro o tym pogadamy. Jest prawie pierwsza - przetarła oczy najbardziej uroczo jak się tylko da.
- Musisz mi powiedzieć! - przyparł ją do ściany agresywnie, a z oczu było można dostrzec błagalne spojrzenie. Williams zdziwiła się na ten akt przemocy wobec niej.
- Jest bardzo miła, uprzejma i uśmiechnięta, przynajmniej takie chce sprawiać wrażenie. Ja nie mogę o niej złego słowa powiedzieć jednak dla Jennett była trochę inna. W sensie wymagająca. Wiesz, że Jennett była kujonką, to dlatego, że taką presję na niej wywierała mama. Do tego musiała być najlepszą tancerką i piłkarką. Po akcji z Burnem sobie odpuściła...
Aphrodi próbował ułożyć sobie puzzle w głowie, widok jakby to wyglądało gdyby serio okazało się, że jest jej synem i by żyli normalnie. A może to ona miała jakieś za wysokie ambicje dlatego zmieniła partnera i dziecko. Tylko jak mogła to stwierdzić po niemowlaku UGHHHH!!!
- Dobranoc - odkleił od niej ręce i trzasnął drzwiami od swojego pokoju.
Tak bardzo chciał spać, tak bardzo chciał by jego umysł w końcu odpoczął, jak na złość mu się to nie udawało. Do tego Zeus straszliwie hałasował na swoim kołowrotku.
W takich momentach zazwyczaj jedyne czego się pragnie to śmierć, Byron mimo iż pociął się nie raz i nie dwa to wcale nie chciał śmierci, właściwie to jej się panicznie bał oraz gardził tymi co przegrywają tak łatwo i nie walczą. Czuł się jednak, że jest zamknięty w ciasnym pudełku czyli sytuacji bez wyjścia.
Niespodziewanie z parteru dobiegł dźwięk zamykanych drzwi. Ktoś wyszedł? Ojciec na nocną zmianę? Na panienki? To nagle natchnęło Byrona żeby dobić się jeszcze bardziej.
Potrzebował jakiś wskazówek, a na pewno najwięcej ich będzie w sypialni taty, do której rzadko kiedy wchodził. Przemknął niczym shinobi do jego pokoju. Albumy? Było ich zaledwie trzy, to wszystko dlatego, że ich ojcowsko synowskie relacje szybko zaczęły się rozpadać. Przeglądał je tysiące razy, na pewno nie było tam zdjęcia z panią Grace.
Wziął jeden z nich i mimo wszystko zaczął oglądać. Śmiesznie patrzeć na siebie jako małego berbecia, jak za niedługo będzie miał osiemnastkę.
Tutaj w zoo, tu na jakimś spacerze, tu wraz z Joshem na podwórku jego babci, z Mayą i Arthurem... jacy oni też byli mali. Otworzyły się jakieś wspomnienia, a w oku zakręciła się łezka. I też wszędzie z tą piłką w rączkach.
Ale dosyć tego, nie po to tu przyszedł. Jeszcze jednym dobrym miejscem może być szafka nocna, w sumie to nigdy tam nie grzebał, starszy człowiek zazwyczaj trzyma tam jakieś swoje duperele i sekrety.
Otworzył szufladę. I co my tu mamy?
- Termometr, tabletki, jakaś książka o końcu świata. Dziwne, zazwyczaj czyta jakieś lekarskie wywody...prezerwatywy? Serio?
- Wiedziałem, że kogoś tu sprowadza gdy mnie nie ma.
Stłuczona ramka na zdjęcia i... teraz wyciągnął coś co zadało cios ostateczny jego rozryczanemu sercu, ścisk w gardle stał się ogromny, a łzy już samoistnie puściły. W trzęsącej się ręce trzymał kupkę kolorowych papierów, wycinanek, rysunków, pracy z plasteliny. Były to laurki i prezenty wykonane przez niego dla taty. Z okazji urodzin, dnia ojca, czy tak o bez okazji. Pierwszą z nich były bardzo niechlujnie narysowane patyczaki trzymające się za ręce, było widać, że to syn i tata, a w około serca i tęcza. Tęcza trochę się rozmazała to dlatego, że spadła na nią mokra słona kropla. Byron był już cały zaryczany, zakrywał sobie usta dłonią i szlochał. Był święcie przekonany, że tata wyrzucał wszystkie jego rysunki chociaż on tworzył je z ogromną miłością dziecka do rodzica.
- Przepraszam tato...czemu dopiero teraz dostrzegam, że przez cały czas chciałeś dla mnie dobrze...
Głowa mu opadła na łóżko, a rysunki wypadły z rąk. Nie miał w co się wysmarkać. Zamknął na chwilę oczka, ale spod powieki dojrzał chyba to czego szukał.
Była to koperta, z pieczątką z sprzed osiemnastu lat...
Trzęsącymi dłońmi wyciągnął zawartość koperty, był to list. Z odrobiną strachu przed jego zawartością zaczął czytać.
Drogi Richardzie,
Przepraszam, że kontaktuję się z tobą w ten sposób, ale taki wydawał mi się najbardziej stosowny. Powiem szczerze, dobrze się stało. Sam wiesz, że nie układało się między nami najlepiej, a poczęcie Byrona to jedna wielka pomyłka. Nawet nie pamiętam od jak dawna cię okłamywałam, że wszystko jest dobrze. Tak naprawdę zdradzałam cię na boku i nienawidziłam całym sercem. Twoją obojętność przejawiającą się w braku czułości, odmienne poglądy, brak dyscypliny. Przed sądem tego nie powiedziałam ani tobie, ale po prostu za bardzo się różnimy. Wątpliwości nie mam, Byron jest twoim dzieckiem i dlatego tobie go zostawiam, sam nalegałeś na dziecko. Mogłabym go przygarnąć wraz Mathew, jednak za bardzo przypomina ciebie, ciebie i twoją felerną rodzinę. Zapomnijmy o sobie zupełnie, zaczynam nowe życie tak jak ja chciałam, w zupełnym przeciwieństwie do ciebie. Gnij sobie w tym swoim szpitalu, gardzę takimi ludźmi nie wychodzącymi przed szereg, bez jakichkolwiek zainteresowań. Znudziłeś mnie
PS. Razem z Matthew będziemy mieć córkę, Jennett McCurdy, ładnie brzmi to nowe nazwisko prawda?
Grace
Nie było już żadnych wątpliwości.
***
Jennett znajdowała się tam gdzie miejsce kobiet według niektórych być powinno. Przy mopie. Ubrana w gumowe rękawiczki i z chustką na głowie by odgarniała jej grzywkę. Nie traktowała tego jako karę, bardziej jak piękną i otwartą drogę do śmierci z wycieńczenia. Nie należała do utalentowanych jeśli chodziło o sprzątanie. Wymachiwała tylko biodrami w rytm muzyki puszczanej ze starego radia, które przyniosła z domku klubowego. Leciała jakaś składanka z lat 80 i akurat "Material girl" Madonny i udawała, że śpiewa do mopa. Mogła tak w nieskończoność i w ten sposób skończyłaby to za tydzień, ale drzwi wejściowe zaskrzypiały ze starości.
- Przybyłem! - krzyknął dobrze znany jej głos.
- Pisałam ci, że sobie sama poradzę!- był to Aphrodi, nie zwróciła na niego szczególnej uwagi. Teraz mop był jej miłością. Myślała, że usłyszy jakieś tłumaczenia albo rzuci jakimś żartem, jednak...
- Eeee kim jesteś? - blondyn zamrugał dwa razy. Niedziwne, że nie poznał własnej dziewczyny.
McCurdy wyglądała...inaczej? Włosy miała spięte w dwa niechlujne warkocze, a na nosie leżały kwadratowe okulary.
- Twoją jedyną - skoczył do niej, bo ogarnął kim jest i objął ją swoim męskim ramieniem.
- Ja ze swoich wszystkich włosów mogę zrobić takiego warkocza jak jeden z twoich dwóch. Cześć tak w ogóle - przyciągnął ją bliżej i obdarzył powitalnym pocałunkiem.
Czarnowłosa dalej na niego nie spojrzała, przymilała się tylko jak kotek.
- Tajfun dorwał moje soczewki, więc musiałam odkopać okulary z końcówki gimnazjum.
- Uroczo
- Uroczo?! Mój poziom atrakcyjności spadł o 69 milionów!
- I tak jesteś zajęta, więc co się przejmujesz - spojrzała na niego jakby chciała mu zaraz przywalić z mopa. Byron wykorzystał , że w końcu obdarzyła go swoim błękitnym spojrzeniem i zabrał jej okulary.
- Jak wyglądam? - zapytał krzywiąc się, chociaż nie była to duża wada. Czyż to nie jest pytanie retoryczne? Czy ja muszę to komentować? No wyobraźcie sobie Byrona w okularach. Czarnowłosej pojawiły się gwiazdki w oczach, no ale oczywiście mu tego nie okaże.
- Debilnie - wyrwała mu je i wytarła ręką krew, która popłynęła jej z nosa z podniecenia.
- Tam masz miotełkę, ścierę i płyny. Poćwiczysz trochę ręce wycierając kurze.
Oboje zajmowali się swoimi obowiązkami w ciszy, w dwóch osobnych segmentach sali. Dziwne, bo odkąd są razem wytworzył się między nimi taki oto dystans. I jeszcze to cholerne podejrzenie o bycie rodzeństwem.
- Coś chyba jesteś nie w sosie kochanie... - oczy Jennett się powiększyły jak usłyszała "kochanie" brzmiało to tak tandetnie, źle... i jakby nierealnie? Skarciła go spojrzeniem bo wcale nie było to śmieszne.
- Oprócz pogryzionych soczewek, to dostałam zmianę w pracy za koleżankę, więc za jakieś 40 minut cię tu zostawię i szkoda bo chciałam obserwować trening zza krzaka - westchnęła na koniec.
- Pracę? - podniósł pytająco brew.
- Mówiłam ci, że zbieram na nowego lapka, a poza tym jak mamy uciekać z domu to trzeba mieć na jedzenie.
- Nocowankę nazywasz ucieczką? - zaśmiał się po czym dał głośniej skrzeczące radio.
- Sam mówiłeś, że nocowanka to tylko przykrywka! Yyy...co robisz? - jej dłoń niespodziewanie znalazła wygodne miejsce na dłoni Byrona.
- Zatańczymy? - pochylił się robiąc ukłon.
- Eeee - nie czekając na jej odpowiedź przyciągnął ją bliżej do siebie i złapał w tali na co Jennett wpłynął rumieniec na twarz. W zepsutym radiu leciał jakiś romantyczny staroć. Oboje nie mieli nigdy nic wspólnego z towarzyskim, nawet Jennett z jej taneczną przeszłością. Po prostu kręcili się trzymając za ręce jak dzieci w przedszkolu. Trochę to można porównać do krakowiaka.
- Debilu, przed chwilą myłam tą podłogę! - jakoś Love miał na to wywalone, do momentu gdy on się nie wywalił. Stawiając krok poślizgnął się i wylądował na plecach ciągnąc ze sobą czarnowłosą. Jak wcześniejszy taniec był romantyczny, to to było jeszcze bardziej romantyczne i urocze. Popatrzyli sobie chwilę w oczy, nie chcieli wcale wstawać.
- Ty będziesz to teraz mył
- Urocza jesteś jak się tak złościsz - nacisnął palcem, jak guziczek, jej nosek, że aż zrobiła zeza.
- W czyimś domu nie będziemy mieć ani chwili dla siebie - skomentował blondyn w końcu się podnosząc. Jennett już zapomniała, że Aphrodi reprezentuje bóstwo miłości i pożądania.
- Jak zrobimy to tu i teraz to podłoga będzie jeszcze bardziej brudna - dała mu pstryczka w nos za to, że on śmiał tknąć jej nosa. Wyskoczyła w górę.
- Sprzątanko time!
Byron wycierał kurze, Jennett jeszcze doczyszczała podłogę. Trening miał być na sali gimnastycznej bo na dworze jest śnieg, ale jeszcze za nim to będzie omawiana strategia w domku klubowym. By praca naszej dwójki nie poszła na marne. Mycie, pucowanko, ciepła rozmowa, parę żartów o szmatach i kilkanaście minut z życia wzięte.
- Wybacz, ale już muszę się zmywać. Do wieczora - Byron akurat przetarł ostatnią lampę, przytulił swoją dziewczynę na pożegnanie i został sam z głosem Michaela Jacksona. Najlepsze jest to, że miała to być jej kara, a nie jego.
Domywał podłogę, na którą Jennett narzekała, gdy drzwi wejściowe nagle zaskrzypiały.
- Ciebie tu zostawiła, a sama sobie polazła? - usłyszał stary męski głos. Podniósł głowę i uśmiechnął się.
- Dzień dobry trenerze.
- Przyszedłem bo wiedziałem, że cię tu zastanę - zatrzasnął drzwi. Byron oparł głowę o kij mopa.
- A do czego ja trenerowi potrzebny?
- Jak dziadek?
- Żyje. Ma problemy z pamięcią trochę, wrócił już do Korei
- Wiem, żałuję, że się z nim nie spotkałem. Porozmawiałbym z nim po latach. Bardzo mi go przypominasz, wiesz? Jerry był taki kontrowersyjny, mało kto go lubił dlatego trzymał się z Darkiem, jednak zawsze dawał drużynie takiego energetycznego kopa.
- Aha, czyli nikt mnie nie lubi? - parsknął.
- Przejdę do rzeczy - w tym miejscu trener Hillman spoważniał - ile osób wie o "tym"?
- "O tym"? - chłopak podniósł pytająco brew.
- Ooo... nazwijmy to supermocach.
Byron poskubał się po brodzie, myślał, że "to" dotyczy jego związku z Jennett. Dziwne, że o to pyta. Nie jest to przecież tajemnica państwowa.
- Z mojego otoczenia, to dziadek, Dark, Jennett, ogólnie drużyna, ale chyba nie rozumieją z czym mamy do czynienia i to chyba tyle. Ale to nie jest tylko nasza obserwacja, myślę, że władza wie na pewno i tacy normalni ludzie też.
- W telewizji o tym trąbią, ale to sam sobie zobaczysz, o podpaleniu domu przez człowieka, człowieka, który sam płonął i został nagrany - Byronowi oczy się rozszerzyły do wielkości pięciozłotówek. Ogólnie wiadomość była wstrząsająca, bo na pewno człowiek, którego nie spalił ogień nie jest widziany na co dzień. Znał takiego, któremu jarała się rękę, ale czy Burn mógł spalić cały budynek?
- Wiesz, w ludziach nagle przebudziła się fantazja i snują o tym różne teorie, nie minie za wiele czasu, a cała prawda wyjdzie na jaw. Co się porobiło z tym światem...
- Świetnie, czyli naprawdę jestem Bogiem - zaśmiał się na wizję świata z latającymi ludźmi, niewidzialnością czy super szybkością. Zarzucił włosami i skierował się ku wyjściu.
- Bardziej przejmowałbym się tym, że Jennett jest demonem.
Cała grupa zebrała się w domku klubowym, bez Jennett był jakiś mniejszy ścisk. Gdy łaskawie zebrali się wszyscy, no prawie, Silvia chciała zacząć spotkanie, zauważyła wyraźny brak jednej osoby. Standard.
- A gdzie Axel?
- Jak zwykle się spóźnia - rzekł Mark ze złamaną ręką, to była jego stała kwestia, gdyż białowłosy był takim samym mistrzem w nie przychodzeniu na czas jak Jennett.
- Może to on jest tym całym dziwnym podpalaczem? - zaśmiał się Byron siedzący na stole, jemu brak jeża w ogóle nie przeszkadzał.
Widać, że temat płonącego mężczyzny był znany drużynie, ponieważ zaczęły się jakieś szmery.
- Raczej niemożliwe, był dzisiaj na lekcjach bez żadnego urazu - uderzył go Kevin siedzący obok.
- No właśnie! Człowiek ogień też był w całości gdy smażył się wraz z budynkiem - Bobby analizował ten filmik z jakieś 30 razy.
- Prawie jak Endeavour z My hero academii - Willy poprawił okulary, wszyscy spojrzeli dziwnie na Glassa, ten znowu o tych swoich bajeczkach. Mało kto wyłapał o kogo chodzi.
- Cicha woda brzegi rwie - skomentowała to Nelly.
Niespodziewanie po domku rozszedł się dźwięk pukania, a chwilę później drzwi się otworzyły. O wilku mowa.
- Ohayo... - wyszeptał i przeciągnął. Spojrzał po chwili na nich, każdy kto siedział na podłodze odsunął się jak najdalej mógł i jakby każdy próbował wywiercić dziurę w chłopaku żeby nie mógł ich spalić.
- Coś się stało? - jak zwykle chłodny i obojętny, ale teraz uwagę reszty przykuło coś innego.
- Czemu masz bandaże na rękach?! - wrzasnął Todd wskazując na ręce białowłosego. No chyba się nie pociął.
Axel spojrzał na swoje ręce
- Poparzyłem się
Cisza. Śmierć.
- Pomagałem nieść zlewki klubowi chemicznemu i coś się trochę wylało...
Było można usłyszeć jedno głośne, równe odetchnięcie z ulgą.
- Coś mnie ominęło? - zapytał Byrona do którego się przysiadł.
- Tak, podpaliłeś budynek i sam też się paliłeś
- Dobrze wiedzieć.
- Kończąc temat tajemniczego podpalacza, przypominam, że czeka nas mecz z Kirkwood. Kawałek czasu do niego, ale warto się przygotować i jakoś zaprezentować gdyż jest to już ostatni nasz mecz - przemawiała Silvia, gdy perfidnie przerwał jej Mark.
- No to super, wiemy coś o nich? Mają coś nowego? Czy ponownie "stawiamy wszystko na braci Murdock"?
- Jakby... przez długi czas mieli problemy ze składem, dlatego na razie zagrali dwa mecze. Z dzikimi i z otaku...najgorzej.
- Filmików nie ma?
- Jest kilka, ale to nie przedstawia nic szczególnego. Bardziej żeby pokazać dzikich i... Ej chyba znalazłam coś ciekawego.
Nelly pochyliła się nad komputer Celii.
- Oddali mecz walkowerem po pierwszej połowie?!
- Czy tylko mnie to nie dziwi? - westchnął Nathan na myśl o tych dziwakach.
- Proszę ich nie obrażać! - burzył się Willy.
- Myślę, że skoro mamy dość sporo czasu możemy się do nich wybrać, może sprzedadzą nam jakąś informację - myślał Jude.
- O nie! Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. To uwłacza mej godności! - sama myśl o tej niewygodniej, krótkiej sukience którą miała na sobie i tych kolorowych zboczeńcach chciało jej się rzygać.
- Nie przesadzaj ostatnim razem było fajnie... - wyszeptała Celia
- Fajnie?!
- Pozwólcie, że wam przerwę - wtrącił się Byron - Z tych Otaku są jakieś taktyczne koksy czy o co chodzi?
Cisza, Axel i Kevin siedzący po obu jego stronach spojrzeli na niego nie dowierzając po czym cała grupa zaczęła tarzać się po podłodze ze śmiechu.
- Ha ha... - blondyn nie miał pojęcia czemu się z niego śmieją.
- Może tym razem Byronowi wcisną kieckę! - krzyknął Kevin i śmiech się stał jeszcze dłuższy.
- Grupa, zboczeńców, prawiczków, porażek życiowych ich rodziców, jakbyś skopiował Williego razy 11 - podsumowała Nelly.
- Jakby mamy ich albo dzikich do wyboru... - panience Raimon przypomniało się jaką nieokrzesaną grupą małp była ta drużyna, dosłownie. Trzeba wybrać mniejsze zło.
- Panowie, idziemy do maid cafe, nie ma co zwlekać!
Jennett wycierała stół myśląc o czymś intensywnie. Steven dawno jej odpuścił, nawet Aphrodi powiedział, że już rzadko kiedy rezyduje u niego w szkole, mimo to ona nie mogła przestać o tym myśleć. O tym jak pierwszy raz go spotkała i jak podpisali tą dziwną umowę.
Wtedy było to podejrzane, ale na przestrzeni czasu wydawało się to dość dziwne.
- Ał - jęknęła nagle, bo zabolały ją skronie. Złapała się za głowę i kucnęła. Ostatnio ciągle się to dzieje jak o tym myśli. Aż podeszła do niej koleżanka i zapytała czy wszystko w porządku. Czarnowłosa tylko pokiwała głową na tak. Klienci się zaczęli gapić więc wysłała im pogardliwe spojrzenia, taką miała rolę. Jednak coś przykuło jej wzrok bardziej niż plamy na stoliku.
- Czemu te imbecyle tu idą?! - przeraziła się na widok drużyny Raimona zmierzającej w jej miejsce pracy. Pognała jak najszybciej do toalety by się w niej schować.
Panowie zostali powitani na wejściu przez jedną z dziewczyn. Była ubrana w urocze różowe ubranko, spod sukienki wystawał jej ogonek, na głowie miała puchate uszka i rękawiczki wyglądające jak łapki.
- Mają państwo rezerwację, nya? - przyłożyła palce do policzków, sprawiając, że Nelly ponownie robiło się niedobrze.
- My tylko chcielibyśmy się spotkać z klubem otaku, z tego co wiemy to tutaj rezydują... - Silvia wręcz przeciwnie była zachwycona kocią dziewczyną.
- Pan Nobel-sama i jego drużyna jak zwykle odpoczywają w swojej tajnej bazie, nya - chłopcy z tyłu wręcz się przepychali by ujrzeć uroczą dziewczynę.
- Możemy się z nimi zobaczyć?
- Mrrrr nie wiem czy to się uda, panowie mają bardzo napięty grafik, nya - niby przez co, chciało się dopowiedzieć. Widząc niezadowolony i świdrujący wzrok panny Raimon, kotka wzdrygnęła się.
- Albo może po prostu was do nich zaprowadzę, nya...
I całe stado weszło do środka. Lokal wyglądał nieco inaczej niż jak byli tam ostatnim razem, ale nie zmieniło się to, że byli tam sami faceci, raczej samotni...mocno samotni.
Zeszli po jakiś schodach aż dotarli do drzwi na kod, który bez problemu wpisała dziewczyna.
- Mistrzu Nobel, mistrzu Manga, wasza Ferris przyszła z gośćmi!
- Byliście tu już wcześniej? Zazdro - powiedział Byron, ale i on miał twarz w rumieńcach i słowa się jakoś nie kleiły ze sobą.
- Ferris! - cała drużyna wychyliła się zza swoich stanowisk komputerowych, ucieszyli się na widok różowowłosej dziewczyny, ale ich miny zmieniły się gdy dojrzeli, że za nią idzie klub płkarski Raimona.
- A ci tu po co?
- Może jakieś dzień dobry chociaż? - powiedział Nathan. Chyba pobyt tutaj nikomu się nie podobał.
- Pff... zajęci jesteśmy, nie widać?
- Ale my nie przyszliśmy na ciasteczko z kawusią i serduszkiem tylko po informacje - zaczął Mark, przy okazji wymachując gipsem.
- Infromacje są cenną walutą i towarem wymiennym w tych czasach... cholera przegrałem! - krzyknął któryś zza swojego komputera.
- Oddaliście mecz walkowerem. Coś się stało? - z buta wjechała Nelly, bo Mark chciał załatwić wszystko uśmiechem.
- Może jakaś przyjacielska porada?
Light Nobel poprawił okulary i spojrzał z pod byka na drużynę Raimona.
- Słuchajcie, bo wy chyba nie czaicie. My zaraz po mechatronikach jesteśmy największą bazą informacji na temat każdego zespołu i każdego zawodnika. Myślisz, że tak łatwo się ją zdobywa? Musicie nam to odpowiednio wynagrodzić...
Byron stojąc za wszystkimi nie wytrzymał, parsknął niczym koń i tupiąc głośno podszedł do wymądrzającego się chłopaka licząc, że przestraszy go swoją "złą sławą".
Chwycił go za koszulkę i przyciągnął do twarzy.
- Słuchaj kolo. Myślisz, że my wam łaskę robimy przychodząc tutaj, taki jesteś mądry bo umiesz grzebać w internecie i podniecają cię dziewczyny z kocimi uszami? Radziłbym wam powiedzieć cokolwiek jeśli wam życie miłe. Wiesz w ogóle kim ja jestem? - wydawało się jakby blondyn zamierzał mu przywalić. Przejął rolę i agresję Kevina, który pomagał Bobbiemu utrzymać Williego na smyczy.
Nerd tylko się uśmiechnął poprawiając okulary.
- Pewnie, że wiem. Byron Anthony Love, lat 17, zodiakalny byk, grupa krwi AB, 174 cm wzrostu, skrzydłowy napastnik, były kapitan drużyny Zeusa, problemy z sercem, wyniszczenie organizmu przez papierosy i zaburzenia odżywiana, wyleczona depresja, status związku: to skomplikowane
Zapanowała cisza. Byron zesztywniał. Skąd oni tyle o nim wiedzą?! On sam nawet nie miał pojęcia, że ma grupę krwi AB, ale wyszło kilka informacji, które niekoniecznie chciał zdradzać.
- Brakuje mi tylko informacji o twojej wadze i orientacji seksualnej, więc jak mógłbyś... - w tym momencie blondyn wyszedł z siebie i stanął obok, więc całkiem przez przypadek puścił chłopaka na ziemię.
- A o mnie co wiecie? - zachwycił się Jack. Nelly zaliczyła facepalma.
- Ja już chyba wolę pójść do dzikich niż męczyć z tymi pajacami i im płacić. Mechatronicy, a zwłaszcza Thomas Feldt potraktują nas bardziej przyjacielsko. Idziemy - zarządziła by wszyscy zrobili odwrót, a Ferris miała już ich odprowadzać, gdy Willy zerwał się ze smyczy.
- Nieeeeee!!!
- Mieliście go trzymać! - wrzasnęła.
Glass pobiegł do swoich kolegów w pasji, jak pies za wiewiórką.
- Mój święty boże Yato! Macie tu figurkę Eva-01 z Evangeliona zrobioną z klocków lego i całą kolekcję popów z limitowanymi brokatowymi Sailorkami! Ściana na poszewki z dakimakur z Love Live, mega pomysł...jejciu jaka piękna jest ta Honoka... podkładka na myszkę i rękę w kształcie piersi Rias Gremory?! Czy ja jestem w raju?! I ten kalendarz z dziewczynami z My hero academy w bikini!
Nawet zespół otaku był zakłopotany zachowaniem bruneta, a ten dostał wylewu śliny jakby miał co najmniej wściekliznę. Dziewczyny nigdy wcześniej nie poczuły się bardziej seksistowsko, a chłopaki załamywali się wewnętrznie, że są z tego samego gatunku. Paru rozumiało o jakich postaciach i seriach mówił okularnik, ale woleli nie podzielać jego entuzjazmu.
- Mogę coś z waszej kolekcji, błagam zrobię wszystko! - padł na kolana przed ich kapitanem - na przykład tą Hatsune Miku - wskazał palcem na figurkę w stroju króliczka schowaną w gablotce.
- Wszystko mówisz? - wtrącił się pan Manga - Sprowadzisz nam nową kelnerkę? - zaproponował.
Willy aż powstał. Myślał, że każą mu zapłacić albo się za coś wymienić, niby jak on ma tu ściągnąć jakąkolwiek dziewczynę?! Wtedy wyskoczył Mark ze swoim beznadziejnym uśmiechem jak i pomysłem.
- To może nie za figurkę, a za infromacje się wymienimy? - facepalm v2.
- Mów dalej... - zachwycił się otaku na myśl o nowej towarzyszce - tylko wiesz. Nasz lokal idzie za trendami i stworzyliśmy kafejkę tematyczną, że każda dziewczyna odgrywa określony charakter lub rolę. To nie może być pierwsza lepsza osoba.
- Świetnie! Mamy najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa, trochę chłopczycę (Silvia) dociekliwą reporterkę z kompleksem starszego brata (Celia) oraz ostrą, porządną przewodniczącą samorządu córkę dyrektora (Nelly). Jeśli dalej wam mało dołożymy jeszcze - pociągnął Aphrodiego za rękę - trapa! Co to za harem bez trapa?
- Chyba cię posrało... - idealnie to podsumował blondyn.
- Trzymajcie mnie bo nie wytrzymam - załamywała ręce Nelly.
Celia i Silvia zaś mocno się podniecały tym, że zostaną uroczymi pokojówkami.
Wszyscy otaku wyszli zza swoich stanowisk by przyjrzeć się kandydatkom.
- Jedna nam wystarczy, bierzemy trapa!
- Jeśli mam jeszcze cokolwiek tu do powiedzenia, to o wiele ładniejszym trapem jest Nathan. Bierzcie go! -widział jak się z niego śmiał, więc postanowił też i jego ukarać.
- Na pewno myślicie, że Byron to odpowiednia osoba? Z Zeusa kogoś już macie, a on nie jest z nami na tyle długo by mógł coś o nas logicznego powiedzieć - odezwał się Jude, który przez cały czas kombinował skąd niby te łajzy mogą tyle wiedzieć.
- Też to zauważyłeś? - zdziwił się Love.
- Ale o co wam chodzi drodzy przyjaciele? - zakłopotał się Nobel.
- Te wszystkie dziewczyny tu pracujące to menadżerki drużyn, członkinie damskich zespołów bądź osoby w jakikolwiek sposób związane z footbolem. Sprytne, ale to nie daje nam stu procent potwierdzenia waszych "informacji" - wytłumaczył chłopak w dredach.
- Mrrr... szybko was rozgryźli - zaśmiała się Ferris, dodając na końcu mega uroczy uśmieszek. Nie bez powodu Jude nazywany jest geniuszem.
- Ehh... głównie tak, każdy może się tu zatrudnić, ale płacimy więcej tym, które coś zdobędą. Od was też kogoś mamy, taka nowa ostatnio doszła - drużyna spoglądała po sobie o kogo może chodzić, żadna dziewczyna nie kręciła się w okół zespołu. Avril? Mayka?
- Ładna jest tylko płaska jak deska i powiedziała, że nic nie wie i nic nam nie powie - ktoś się odezwał znowu przegrywając grę - Cholera! Ale jest straszna.
- W końcu jest sadystką. Chciałbym, żeby stanęła na mnie obcasem i rzuciła jakąś obelgą - odezwał się kolejny.
... No comment
Ferris udzielił się klimat.
- Ja, Ferris-nyan jestem menadżerką zespołu Otaku i jestem futrzakiem, ta od czarnej magii jest yandere, królewskich tsundere, ninja cosplayerka, farmerzy to gorąca nauczycielka, z Zeusa idolka i z Raimon jest...
- KURWAAAA - rozległo się po całej piwnicy i dźwięk łamanego kręgosłupa do tego pięknie to wykańczał to niekulturalne słowo. Niczym kula do kręgli sturlała się po schodach i wturlała do piwnicy...
- Jennett- nyan? - dokończyła Ferris, patrząc ze zdziwieniem, która wturlała się idealnie pod jej nogi.
- Kazano mi ciebie zawołać, jak wy chodzicie na tym dziadostwie?! - podniosła nogi do góry na znak, że chodzi jej o obcasy. Różowowłosa zaczęła się chichrać i zatykała sobie usta bo nie mogła wytrzymać.
- Czemu ona ma okulary? - chyba usłyszała za sobą głos Todda.
- Hę? - Jennett spojrzała na nią, a potem odchyliła głowę do tyłu. Takiej czerwonej miny jak teraz nigdy chyba w życiu nie miała. Podchodziło to pod kolor włosów Avril.
-To że zostałaś zawieszona wcale nie oznacza, że masz szukać sobie nowej drużyny... - skomentowała to Nelly, która jako jedyna nie przejęła się wielkim wejściem smoka.
- Ja... - tak się zawstydziła, że nie była w stanie czegokolwiek z siebie wydusić -... co wy tu robicie... - wymamrotała kuląc się. Nigdy nie widzieli jej w takim stroju, a po ich twarzach mokry sen nie jednego z nich właśnie się spełniał.
- Ojej, zawstydziła się, jak uroczo - powiedział Gus Gamer chyba tylko po to by ją wkurzyć. Od razu się zerwała.
- Możesz powtórzyć coś powiedział zasrany kartoflu?! - podniosła nogę i postawiła obcasem na oparciu krzesła na którym siedział. Wyciągnęła zza paska bat, rzuciła przerażającym i mrożącym spojrzeniem i uderzyła biednego chłopaka.
- Przepraszam o wielka i najurodziwsza Jennett! - spadł z siedzenia i skulił się pod jej nogami dygocząc.
To była ich demon.
- Wiedziałeś o tym? - Byron wykrwawiał się na podłodze widząc swoją dziewczynę w takim ciuszku, Axel po prostu musiał o to zapytać.
- Egfmobqomrfgvbeao - nie mam pojęciu po jakiemu to, blondyn był już w innym świecie.
- Skoro ona zarabia wrzeszcząc na klientów to ja też chcę! - Nelly bardzo nie spodobało się to, że wszyscy tak optymistycznie zareagowali na wejście tej chłopczycy w końcu w jakimś kobiecym ubraniu. Wyrwała jej bat i sama nim pomachała.
- Na kolana! - krzyknęła.O dziwo paru chłopaków kucnęło - Łał. Działa jak magiczna różdżka!
- Nelly i sadyzm, to do siebie pasuje... - skomentował to Kevin.
- Mówiłeś coś? - zawisła nad nim. Jest o wiele gorsza niż McCurdy!
- Niccccc - ale i tak zaczęła go chłostać śmiejąc się złowieszczo.
- Meow... A powiedz Ferris, który z tych przystojniaków to ten twój chłopak? - różowowłosa poruszyła dwuznacznie brwiami.
- Ten co się tam właśnie wykrwawia...
- Wqgefbvikzdfq meqrovoox.
- Też czujecie ten zapach? Jakby się coś przypaliło? - słusznie zauważył Nathan.
- Cholera, zostawiłam omlet na patelni! - czarnowłosa oprzytomniała i podbiegła w stronę schodów by zaliczyć piękną glebę na twarz. Oczywiście spódnica pofrunęła w górę i było można zobaczyć jej majtki... w paski. Zebrała się i ciągnąc Ferris za rękę uciekła bo wystarczy wstydu jak na jeden dzień.
Atmosfera po tym jak wyszły zrobiła się jakaś taka dziwna.
- To co będzie? Powiecie nam coś? Może jest jakaś informacja którą chcecie od nas? - Silvia czuła się już zmęczona całą tą sytuacją.
- Wiecie co. A niech stracę, powiemy wam co wiemy - wszyscy na raz się ucieszyli i aż Byron powstał z martwych.
- Dalej czuję krew w nosie... - mimo wsadzenia Byronowi tamponów do dziurek w nosie, resztka krwi podniecenia cały czas się z niego wylewała.
- Aż tak ci się podobałam w tym stroju? - na samą myśl o tym widoku Love zachwiał się lekko prawie co mdlejąc.
- Przepraszam, zniżam się do poziomu tych otakusów.
- Luzik. Póki mnie nikt nie dotyka ani nic nie mówi oraz póki trzymam mój magiczny bat, jakoś nie straszne mi takie zachowanie.
- Powiedzieli, że jesteś deską - Jennett zatrzymała się na chwilę bo aktualnie szli trzymając się za ręce.
- Co za gnoje! To nieprawda! One...one mają jeszcze czas! I...i...mają swoje tempo rośnięcia! B brzmi tak potężnie, to przecież duży rozmiar... - Byron spojrzał na nią z litością w oczach by przestała siebie pogrążać - Dobra, jestem płaska. Ale przynajmniej jak biegami to nie dostaję cyckiem po twarzy.
Byron wewnętrznie tarzał się po ziemi.
- Rozmiar nie ma znaczenia - powiedział.
- Tak mówią tylko osoby z kompleksami, czyżbyś też miał kompleks na punkcie czegoś małego? - dziewczyna poruszyła znacząco brwiami spoglądając na jego spodnie.
- To nie moje słowa - będzie się teraz wymigiwał - Axel stulejarz tak powiedział.
- Mhm...
- On jest taki cichy i podejrzany. Jestem pewien, że szaleje za wielkimi cyckami, a w domu ma pokój rodem z Greya - czarnowłosa parsknęła śmiechem.
- W sumie to się za niedługo przekonamy
Cudownie było w końcu jako spełniona para iść przez miasto trzymając się za ręce. Serducho biło niewyobrażalnie szybko, obojgu było bardzo ciepło, zwłaszcza, że byli szalikach i czapkach. Wydawali się być naprawdę szczęśliwi uciekając przed prawdą i całym światem. Aż blondyn blondyn ścisnął mocniej dłoń Jennett by mieć pewność, że jest tuż obok i jej nie straci.
Dotarli nad boisko nad rzeką gdzie znajdował ich cel poszukiwań. Axel. Jednak nie sam bo na boisku stał on z piłką, na bramce stała Avril, a pod słupkiem Mark z gipsem. Wiadome było, że brunet nie wyzdrowieje do meczu, dlatego czerwonowłosa mimo niechęci chyba każdego członka zespołu do niej została wybrana na następczynię Evansa.
- Nie zrobię tego! Chcę inną technikę! - darła się ruda jędza.
- Ale o co ci chodzi? W trakcie meczu pojawiły ci się na rękach płomienie, lepiej to rozwinąć niż tworzyć coś nowego - uspokajał ją Mark, jak jego panienka Dark wyprowadza z równowagi to musi być źle.
- I tak robię wam łaskę grając z wami. Jak się mój tatuś o tym dowie... - Axel tylko przewracał ciągle oczami.
- Skup swoją energię w brzuchu i w dolnych partiach ciała. Wtedy będziesz stabilna i nie upadniesz.
- Łał, pozycja niczym siedzenie na kiblu - wyglądała teraz jak taki raczek - strzelaj!
Axel nastawił się do wykopu, jednak ktoś go w tym uprzedził. PRzed nim skoczyła Jennett zamachując się nogą i uderzając w piłkę. Ogrągły przedmiot szybko ruszył z miejsca by przyładować żółtookiej w twarz. Dostała idealnie w brodę, prawie co, że wybijając jej zęby.
- Miałaś celować w czoło! - krzyknął Byron, spadając na ziemię i robiąc to swoje słynne wielkie wejście. Czarnowłosa jakoś nie przejęła się tym, że przywaliła bramkarce prosto w zgryz.
- Nic ci nie jest?! - Axel pierwszy przejęty podbiegł do dziewczyny.
- MCCURDY, ZAJEBIE CIĘ!!! - takiego ryknięcia i gniewu chyba w niej nie było nigdy. Gdyby nie Axel, Jennett w przeciwieństwie do Avril na pewno by straciła wszystkie zęby.
- Powinnaś to była obronić...
- Ohydnie wyglądasz w tych okularach.
- Dobra dość - stanął między nimi Blaze - Jak nie przyszliście tu po nic konkretnego to możecie sobie iść.
- Przenocujesz nas? - wjechał Byron prosto z mostu - Uciekamy z domu i postanowiliśmy, że zwiedzimy sobie twoją willę rodem z Greya.
- Kto to Grey? Nie, nie popieram zabawy w uciekanie z domu, a raczej przed brutalną prawdą.
- A gdyby zamiast nocowania zrobić imprezę? By jeszcze inni przyszli? - zachwycił się Mark, a w oczętach pojawiły mu się gwiazdki.
- Oooo jestem za - ale w głowie Avril nie było takiego entuzjazmu jak u kapitana, raczej krył się tam niecny plan.
- Chyba nie mam nic do stracenia...niech będzie, ale nie impreza! - przewrócił oczami litując się.
- Czad. Napiszę zaraz do Juda, Nathana i Silvii... - Mark chyba nie zrozumiał przekazu.
Gdy szli do mieszkania jeża było jakoś tak niezręcznie. Blazowi wisiało i powiewało, że para trzyma się za ręce, a on jest trzecim kołem u roweru. Zaś długowłosi zawodowo praktykowali trzęsienie się.
- Trzymajcie się za ręce póki możecie.
- Nieśmieszne - Aphrodi aż się zdziwił, że Axela stać na takie żarty.
Musieli wsiąść w pociąg, który oczywiście był zapchany uczniami i ludźmi wracającymi z pracy. Osiedle, na którym mieszkał było typową dzielnicą dla bogatych z nowoczesnymi apartamentami. Syn lekarza w końcu. Byron był przyzwyczajony, wydawało mu się nawet, że już tu kiedyś był. Jednak Jennett jako córka przeciętnego robotnika nie mogła wyjść z zachwytu. Weszli do klatki i serio Love miał deja vu. Chwila męczenia się z kluczami i Axel otworzył drzwi.
- Zaraz zakłuje nas w kajdanki i zaciągnie do łóżka, mówię ci - szepnął blondyn.
- Dzień dobry, przepraszamy za najście! -ukłonili się, taki był zwyczaj w Japonii.
- Spokojnie, nikogo nie ma, jak zwykle.
- Skąd ja to znam.
Było tam szaro i ponuro. Idealnie pasowało do Axela i jego ojca. Wszystko sprzątnięte, błyszczące i nowoczesne.
- No i gdzie masz ten pokój no... - zwiedzali każde pomieszczenie po kolei. Byron sam nacisnął na jedną z klamek, otwierając jakiś pokój na drugim piętrze.
- NIE OTWIERAJ! - już blondyn myślał, że znalazł to czego szukał, gdy jego oczom ukazał się różowy, cały różowy pokoik pełen pluszaków, lalek i innych uroczych zabawek.
- Axel, ja nie chcę nic mówić ani cię oceniać, ale to trochę gejowe... - nie mógł oderwać wzroku od rażącego różu, białowłosy szybko trzasnął drzwiami by nie mógł wejść do środka.
- To nie Grey, to pedofil - szepnęła Jennett.
- Kompleks młodszej siostry - odszeptał jej.
- Wiecie, że was słyszę?
- ...
- To pokój mojej siostry. Zawsze jest zamknięty - Blaze jakoś tak na myśl o niej posmutniał. Dawno nie wchodził do tego pokoju, możliwe, że nawet zapomniał jak tam wygląda. Pewnie kurz osiadł tam na stałe. Zrobiło się bardziej niezręczniej niż wcześniej.
Ostatecznie weszli do pokoju ciemnookiego. Tak bezduszny jak cały ten dom. Kilka plakatów z piłkarzami, sporo książek naukowych, figurka z Hatsune Miku, ta sama, którą Willy chciał zdobyć. Słucha jej chociaż jak to mówi Byron, "to trochę gejowe".
- Tooo co robimy? - usiedli po turecku na środku pokoju, poziom niezręczności osiągnął stan krytyczny.
- Czemu się na mnie tak gapiliście po przyjściu do klubu? - białowłosy zamrugał dwa razy, a Jennett podniosła pytająco brew.
- Możemy obczaić, bo też się dowiedziałem o tym dzisiaj od trenera - wyciągnął telefon - ogólnie to wczoraj został podpalony jakiś budynek przez kolesia, który sam się jarał ogniem. Ale tak, że nic mu się nie działo i jakby kontrolował ten ogień.
- Pewnie jakiś troll albo ktoś zrobił pranka typu "Podpalam moją dziewczynę na milion subskrypcji".
- No nie wiem, cały internet o tym huczy. O! Jest jakiś filmik - kliknął co mu się wyświetliło i położył telefon na podłodze.
Rzeczywiście. Wszystko trawią płomienie, a z budynku wychodzi postać. Niczym jakiś Bóg z rozłożonymi rękami, można odnieść wrażenie jakby się śmiał. Sylwetka raczej należała do mężczyzny, a raczej na pewno bo Jennett wystarczył 15 sekundowy fragment by stwierdzić jedno. Nacisnęła szybko pauzę i tą samą dłonią zatkała sobie usta. Chłopcy spojrzeli na nią.
- To jest Burn - wymamrotała - Ten śmiech...wszędzie go poznam.
Jakby się tak przypatrzeć uważniej to rzeczywiście, ten kłębek włosów przypominający tulipan.
- Ale dlaczego coś się takiego stało w ogóle... - Axel tak średnio rozumiał..
- Kurwa - zaczął śmiać się Byron, zakrył sobie dłonią oko i wypuszczał psychopatę którym był. Śmiał się z przerażenia - Nadchodzi koniec świata. Wyobrażacie to sobie? Nadchodzi rzeczywistość, która znana nam z mang i filmów. Tylko, że moc w niepowołanych rękach zawsze przynosi złe skutki.
- Czy to jest to co mówiłeś? Techniki hissatsu jak super moce? - dopytywał białowłosy.
- Nie ograniczajmy się do piłki nożnej. Możliwe, że każdy kto ma "talent" jest do czegoś takiego zdolny. To było w ludziach od zawsze, ale teraz zaczęło się przebudzać. Ciekawe dlaczego...
- To się wydaje takie nierealne... - Jennett scrollowała telefon, pod filmikiem było pełno innych. Chłopak, który wywołał niewielkie tsunami po prostu pływając, baletnica, która stała się centrum tornada gdy zaczęła się obracać i koleś, któremu urosły kocie uszy - To się nie dzieje naprawdę!
- Ciężko w to uwierzyć, ale to chyba prawda. Byron ma trochę racji. Ludzie albo to wykorzystają i przyniesie to wiele korzyści, bądź zacznie się zabijanie i trzecia wojna światowa z bronią silniejszą niż bomba atomowa - w ustach Axela nie zabrzmiało wcale to tak fajnie.
- Ale czemu teraz? Tak nagle? Coś się musiało się zdarzyć, że ludzie się... "przebudzili"? - dziewczyna nieco się przeraziła.
- Właśnie Love, wiedziałeś o tym wcześniej. Nie raz zatrzymywałeś czas... -blondyn nie wyglądał wcale tak by chciał to tłumaczył. Może sam nawet nie wiedział.
- Jakby taką teorię wysnuł niegdyś David Evans z moim dziadkiem. Przeczytałem to w jego zeszycie, że hissatsu jest częścią ciebie i jesteś z nim połączony emocjonalnie i dlatego czynności związane z technikami powinny być naturalne jak oddychanie. Pokaże wam to jak chcecie. No i tak jakoś kiedyś wyszło.
- Ja bym jednak został przy teorii z czynnikiem... w przypadku waszej dwójki jest to boska woda - długowłosi zdębieli. To by miało trochę sensu, odkąd spróbował boskiej wody było mu zdecydowanie łatwiej przywołać skrzydła albo zatrzymać czas. Zaś Jennett po napiciu się stała się demonem.
- I tak i nie - Byron postukał Blaze'a w puste czoło.
- Jak wytłumaczysz to, że Jennett skacząc z okna uratowała się Wiedzą Demona? Myślę, że czynnik po prostu na stałe przebudza nas komórki odpowiedzialne za "talenty"
Tak powstało nowe słownictwo: "talenty" i "Czynnik".
- Co warte uwagi to "czynnik" wywołuje takie burzliwe przebudzenie. Opętanie, tsunami, tornado...
- Ale cały zapas boskiej wody się skończył
- Ale nie brak szaleńców, którzy zażywają inne dopalacze.
- A Burn? Jak to wytłumaczysz? - Axel to jednak ma łeb jak sklep, potrafił myśleć logicznie.
- Nie mam pojęcia - ale nie można wiedzieć wszystkiego.
- Zadzwońmy do niego - blondyn pomachał dziewczynie telefonem przed twarzą, zaś ta zamachnęła się ręką by wypadł mu z dłoni.
- Co robisz?!
- Nie będziemy do niego dzwonić! - wzdrygnęła się na samą myśl o głosie chłopaka.
- Już, spokojnie, nie denerwuj się - przyciągnął dziewczynę do siebie i potulał.
- To...co teraz? - wymamrotał białowłosy. Jedynym sposobem na uniknięcie niezręcznej ciszy była ucieczka.
- Chyba pójdę zapalić - rzekł Byron wstając z trójkąta wzajemnej adoracji, sięgając do torby po fajki - możecie się pocałować czy coś. Jak nie widzę to się nie liczy.
Zszedł na dół bo tylko od salonu był balkon. Czy to dobrze, że ich tam zostawił? Powinien od razu po szkole zapalić, ale tak mu się spieszyło, a potem jeszcze trening, że teraz już był na granicy wytrzymania. Nikt mu dzisiaj nie pozwalał zrobić tego w spokoju, bo niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzysz? To chyba nie ojciec.
Co za problem otworzyć drzwi, więc bez żadnych przeszkód je otworzył. Spodziewał się policji, kuriera, żebraków, kogolwiek, ale nie Avril z wesołą ekipą.
- Cześć aniołku, mam nadzieję, że nie przeszkadzamy - w ekipce był napalony Mark z dalej złamaną ręką, Nathan i Erick z Bobbym.
- Przecież Axel wyraźnie zaznaczył, że nie ma żadnej imprezy, my tu tylko śpimy! - zaliczył facepalmę.
- Dobra, dobra. Zawsze z tego można zrobić imprezę. Uczcimy uczynienie mnie nową członkinią zespołu - weszła jak do własnego domu, a za nią chłopaki. Wręczyła jeszcze blondynowi siatę z butelkami, która pociągnęła go na ziemię - Przyniosłam alkohol, więc nie narzekaj.
- Kto przyszedł? - znowu wydarł się Axel.
- Twoja dziewczyna! - mimo iż Avril wiedziała, że blondyn nie powiedział na serio, to miło się jej zrobiło na to określenie. Axel z Jennett zbiegli ze schodów.
- Chłopaki? Co wy... - zdziwiła się czarnowłosa.
- Podoba mi się to podejście, jutro zaczynamy później lekcje, więc można zrobić balangę - zaśmiał się Bobby.
Gospodarz karcił wzrokiem czerwonowłosą, która jarała się, że popsuła trójkątowi adoracji zabawę.
- Myślałem, że wy już coś tu urządziliście albo chociaż muzykę puszczacie - Mark to samo. Wiedział gdzie jest lodówka, miski i sam mógł wszystko zorganizować. Inni także poczuli się swobodnie i zaszyli się każdy w swoim kącie, jedynie Nathan z odrobiną kultury nie wiedział co zrobić.
- Nie patrz tak na mnie. Kazałeś mi otworzyć. Twój dom, ty ich wyganiaj - wziął jeszcze szalik zarzucił i wyszedł na balkon kończąc to co planował.
Byron zbyt martwił się wszystkim co się działo w ostatnim czasie. Uciekał, uciekał jak się tylko dało. Od przyjaciół w szkole, starej drużyny, ojca, prawdy. Jedyne czego teraz potrzebował to papierosy, Jennett i piłka nożna. Niszczycielskie kombo. Zaciągnął się i westchnął głęboko. Ładny całkiem stąd widok, aż chciałoby się skoczyć.
W środku robiło się coraz głośniej, a on mógł tak sobie stać i wpatrywać się w szare niebo jeszcze kilka dobrych minut. Chyba popadł w nałóg. Stał sobie tak jeszcze dłuższą chwilę, gdy poczuł, że towarzystwo go potrzebuje. Gdy otworzył drzwi balkonowe buchnęło w niego gorące powietrze i głośna muzyka dała po uszach. I ludzi było tak co najmniej z dwadzieścia...
- Nie było mnie piętnaście minut! - wrzasnął, ale i tak nikt go nie usłyszał - skąd tu tyle ludzi?! - właśnie weszli kolejni, najlepsze było to, że większości tych osób nie znał.
Liczył, że Axel i Jennett się bezpiecznie schowali na piętrze bo sytuacje nie prezentowała się za dobrze. Na stole na środku stał wielki głośnik i zapuszczał jakieś basy, w okół były butelki z przeróżnistymi trunkami. Ile Avril tego zniosła?! W kuchni stały jeszcze cipsy i masa, ale to masa alkoholi.
Ktoś go złapał nagle za nogawkę u spodni.
- Możesz coś zrobić, proszę... - był to Blaze skulony w kącie. Sam był za cichy i za miły by krzyknąć na kogokolwiek. Jakoś Byronowi zmiękło serce na widok bezradnego Blaze'a.
- Straciłeś pierwsze dziewictwo, zrobiłeś imprezę brawo. Ojciec lekarza,a taki niegrzeczny. Jeszcze pozostał ci alkohol, papierosy i seks. Chętnie pójdę z tobą na drugiego - wyciągnął w jego stronę paczkę, a ten tylko popatrzył na niego z powagą by nie robił sobie jaj.
- No dobra... a gdzie Jenntt?
- Dorwała się do czipsów - wskazał na kuchnię gdzie siedziała tuląc wielką miskę.
- Żeby tylko nikt jej niczym nie poczęstował. Ona jest anty papierosy i narkotyki, ale do alkoholu to pierwsza w kolejce - przepchnął się przez tłum by stanąć i przemówić niczym dyktator przed swoim ludem. Wszedł na stół, na ten widok Axela aż oczy zabolały, zachwiał się trochę i wyłączył głośnik zagłuszający wszystko. Wszyscy goście na raz się odwrócili.
- Wynocha stąd gnidy jedne! Nikt was tu nie zapraszał, impreza się skończyła, możecie zabrać ten cały ekwipunek i iść się bawić za blokiem na górrrr... - chociaż gadkę miał dobrą to nie skończył, bo ktoś kopnął w stolik, że ten się zachwiał, a Byron idealnie wyjebał się na plecy - ała..
Pochylił się nad nim Axel.
- I co teraz?
- Możemy to zgłosić na policję, ale ja już chyba mam wyjebane, idę się napić. Jutro pomożemy ci sprzątać - poklepał go po ramieniu - miej proszę oko na Jennett.
Nie zajęło to wcale dużo czasu aby większość się upiła i tarzała po podłodze. Do siedzenia w kącie z Axelem dołączył Jude.
- O co chodzi z tą imprezą w ogóle? Przecież jutro normalnie szkoła
- Weź nie pytaj.
- Chłopaki, chłopaki...och jak dobrze, że was znalazłem chłopaki - Jude łapał Erica, który mało co się na nich nie wywalił. W ręku miał telefon i włączoną latarkę.
- Co się stało - zapytał Sharp.
- Chłopaki, chłopaki...widzieliście gdzieś mój telefon? Taki samsung czarny - sam sobie tą latarką raził po oczach, ewidentnie już odpadł. Żeby było śmieszniej chłopcy zaprzeczyli.
Love wbił do klubu pijaków za kanapą, wziął czyjąś szklankę, która napatoczyła mu się pod nogą.
- Fuj, co to drink? Żartujecie sobie? - skrzywił się.
- Yyy...Wolisz piwo? - Bobby podał mu puszkę.
- Nie? Podajcie jakieś kieliszki. Wujek Byron nauczy was jak pić czystą...
- Ciocia Jennett przyszła pokazać wujaszkowi jak naprawdę się to robi.
- Uuuu - komu kibicujecie? Czarnowłosa chwyciła za butelkę.
- Daj mi się napić no! - rwali się o jedną flaszkę mimo iż kilka było już otwartych. Blondyn usilnie otwierał korek, a dziewczyna wyrywała mu z rąk.
- Nie! Obiecałem sobie, że cię ochronię przed upiciem! - McCurdy poczuła się bardzo uroczo na myśl, że chłopak się o nią troszczy. Puściła butelkę, przez co ręce Byrona poszły w górę, a wraz nimi wylała się zawartość butelki. Na jego nieszczęście na Nelly przechodzącą obok. Miał przechlapane.
- LOVE!!! - takie wkurzu w niej chyba jeszcze nikt nie widział. Dosłownie parowała - Zabić cię to mało! - po blondynie został tylko kurz unoszący się w powietrzu, bo już zwiał obawiając się pozbawienia swojej pięknej fryzury.
- Łazienka jest na górze - wymamrotała Jennett.
Gdy Nelly szła na górę mijała kilka osób na schodach. Największą odrazę wywołała u niej całująca się parka, ale wszyscy upici ludzie byli ohydni. Pod drzwiami łazienki usłyszała szum, jakby lejącej się wody.
- Eeem? Ktoś tam jest? - nacisnęła klamkę i jej oczom ukazał się Kevin...błagający prysznic by przestał płakać...
- No nie płacz, bo ja też zaraz zacznę no! - Co najlepsze, to siedział pod prysznicem w ciuchach - Proszę cię, przestań płakać - prosił i jęczał, ale z prysznica dalej leciała woda.
- Nelly no powiedz mu coś, ja naprawdę nie wiem co mu... - dziewczyna po prostu zakręciła wodę nie komentując tego nawet- ...zrobiłem.
Na dole w tym czasie trwały jeszcze lepsze odpały. Erick, jeśli to was interesuje, dalej nie znalazł telefonu.
Minęły z jakieś dwie godziny na pewno, a impreza rozkręciła się na całego. Większość się całkiem nieźle bawiła, część wybyła, ale większość siedziała i po prostu gadała na zmianę z popijaniem czegoś. Jennett miała mocne umieranko, robiła z Byronem zawody kto więcej wypije. Było to bardzo ciekawe zjawisko, bo wszyscy usiedli w kółko by się temu przyjrzeć. Problem w tym, że nie ważne ile alkoholu w siebie wleje Byron, tego prawie w ogólke po nim nie widać. Zaś Jennett mentalnie była na Saturnie jak nie na Neptunie i nie kontaktowała totalnie. Nie zauważyła nawet, że troskliwy Axel, za każdym razem gdy prosiła go o polanie kolejki ten dolewał jej wody. Teraz leżała na podłodze z otwartą buzią i Avril próbowała w nią wcelować popcornem. Czarnowłosa czuła się, jakby miała się pożygać.
- Zagrajmy w prawda czy wyzwanie. Może być śmiesznie skoro już większość odleciała - zaproponowała Mayka, którą sama nie wiedziała skąd się tu w ogóle wzięła.
- Ooo, to może być niezłe - czerwonowłosej znudziło się wpychanie popcornu w McCurdy.
- A może być prawda czy prawda? Jakoś średnio chce mi się cokolwiek robić - wyjęczał Mark.
- Może być, ale...
- JA PIERDOLE, KTO TO PUŚCIŁ - panna Raimon zdecydowanie była dzisiaj nie w sosie, unosiły się nad nią czarne chmury gdy usłyszała pierwsze dźwięki melodii "BAby", która poleciała z radia.
- JU NOŁ JU LOW Mi, AJ NOŁ JU KER - zaczął drzeć japę Todd.
- DŻAST SZOT ŁENEWER END I ŁYL DER - dołączył Willy.
Cała jedenastka Raimona dostała flashbacków z poprzedniego sylwestra, gdy także pijani śpiewali na dachu. Od razu reszta zespołu się dołączyła. Avril miała dzisiaj mood na uprzykrzanie ludziom życia, więc wyciągnęła telefon by to nagrać.
- O BEJBE, BEJBE, BEJBE OOOU
- To już chyba nie zagramy...
Biber w końcu ucichł, a wraz z nim Raimonowe One Direction, było można usłyszeć szczęśliwe westchnięcia. Dopóki nie stwierdzili, że chcą potańczyć w okół stołu. Głośność dali na maksa, aż Jennett się obudziła i nagle zachciała do nich dołączyć.
- Lesbijka! - krzyknęła podnosząc się jakby ważyła tyle co trzech Jacków Wallside'ów.
- Chyba Belgijka - zaśmiał się Byron na widok swojej pijanej dziewczyny. Nie udało mu się dotrzymać obietnicy postawionej samemu sobie, ale przynajmniej nastolatka dobrze się bawił.
- Niemka, Włoszka, jedno i to samo. Chodź, zatańczysz ze mną! - pociągnęła go za rękę - ciągnęła go chociaż nie miała wcale siły.
- To może też być ciekawe - czerwonowłosa wyciągnęła dopiero co schowany telefon. Oczywiście McCurdy musiała zaliczyć glebę po drodze jak to ona, ale dostawiła się z Byronem do kółeczka. Każdemu się plątały nogi i to tak, że na siebie powpadano, ale było w tym tyle śmiechu i zabawy, że nikt nie przejmował się podeptanymi stopami czy tym, że ktoś na kogoś wpadł. Aphrodi tylko pijanym wzrokiem pilnował czy Jennett nie wywraca się na tyle by zrobić sobie krzywdę. Muzyka zakończyła się w takim momencie, że każdy skończył tańczyć z tym kim zaczął.
- Ja chcę jeszcze raz! - darła się czarnowłosa.
- Nie ma jeszcze raz -uspokajał ją blondyn słysząc, że znowu zapuszczają jakieś trapy.
- Ale ja chcę jeszcze raz! Idź ich poproś o lesbijkę!
- Belgijkę kurwa...Księżniczko, chyba przyszła pora się pożegnać i powiedzieć "dobranoc" - ona spała już na stojąco.
- Ale ja nie chcę spać, chcę lesbijkę! - tupnęła nogą.
- Jak księżniczka sobie życzy, mogę zostać księżniczki lesbijką.
- A Axel może zostać naszą lesbijką?
- Axel jest lesbijką Avril.
- Chcesz polesbijkować? - wyszczerzyła się czarnowłosa.
- Chyba cię pojebasrałoooo - pociągnęła go na górę do łazienki, a ten się z nią rwał jakby ich ręce to była lina.
- Ale ja nie chcę.
- Zrobię ci dobrze
- Ale ja nie chcę.
- Zacznę płakać.
- To się nazywa gwałt szantażowany, znaczy to się tak nie nazywa, ale ja to tak nazwałeeeem - wciągnęła go na górę niczym bezwładnego mopa.
- To wielki krok dla Jennett, ale niewielki dla ludzkości! - krzyknęła gdy wdrapała się na sam szczyt, chyba tym czynem przekonała swojego poturbowanego i rozczochranego chłopaka.
- No dobra, ale potem księżniczka idzie spać - pogroził jej palcem. Jeszcze nie wchodząc do łazienki od razu się na niego rzuciła i i zaczęła całować. Znaczy bardziej się do niego przyssała jak pijawka, co nie zmienia faktu, że było to bardzo urocze, że aż szkoda było to przerywać.
- Idź już tam, zaraz wracam - Byron podbiegł do pokoju Axela gdzie zostawił plecak wraz z tajną skrytką na prezerwatywy i papierosy, do której musiał się dorwać
- Ja pierdole - wszedł do pokoju, który stał się komnatą miłości i rozpusty. Jakieś randomy, których nie znał ustawiły z psychologicznych książek Axela coś na kształt pentagramu i tańczyli w okół tego bez koszulek. Zaś na łóżku jakaś parka nie zwracając kompletnie uwagi na szamanów migdaliła się w najlepsze. Zgarnął szybko swoją torbę i Jennett przy okazji i opuścił dzicz jak najszybciej.
W łazience było trochę mokro po tym jak Kevin wyszedł spod prysznica. Jennett wskoczyła na blat gdzie była umywalka, a Aphrodi szybko zamknął za sobą drzwi. Zapomniał już o wszystkich oporach i cieszył się na myśl o tym co zaraz zrobią. Od razu się do siebie zbliżyli liżąc, bo niczym więcej to nie było jak zwykłym pijackim lizaniem.
- Nie przeszkadza ci lizanie się z siostrą lesbijko? - wymamrotała.
- Cicho... - jedną rękę usadowił dziewczynie na talii,a drugą wsunął w jej włosy trzymając ją jak najmocniej. Ich języki się splatały, mogli by tak trwać w nieskończoność, raz w prawo, raz w lewo i w kółeczko. Z pasją, z miłością. Jednak Jennett chciała pokazać jak demony dominują nad aniołami po sama zjechała Byronowi na szyję. Chyba nie obędzie się bez malinek. Skubała jego bladą skórę niczym wampir, który zaraz miał się w niego wbić.
- Nie tak prędko Potter - odczepił ją od siebie niczym kleszcza i sam wykorzystał jej zdezorientowanie. Czarnowłosa zarzuciła mu tylko ręce na ramiona by ten robił co chciał. Była już taka śpiąca, chciała więcej, ale po prostu już dłużej nie mogła. Jeszcze mieszanka cipsów i popcornu dała o sobie znać. Coś się zbliżało. Swieżbiące ręce Aphrodiego już wjechały dziewczynie pod koszulkę by zgrabne palce rozpięły jej stanik. Nie chciało mu się ściągać koszulki ani stanika, od razu złapał czarnowłosą za jej niewielką pierś i wrócił do całowania jej ust. Jennett poczuła się nieco dziwnie z dwóch powodów. Dawno nikt nie dotykał jej piersi i chyba dostawała odruchu wymiotnego. Zdążyła tylko odsunąć blondyna od siebie by on na tym nie ucierpiał i z ust jej poleciało prosto na koszulkę, jeszcze zdążyła wyrzygać co nieco to kibla, który był na wprost. Aphrodi otrząsną się w porę i podbiegł do niej ratując chociaż jej włosy przed obrzyganiem.
- Ile ty misek tych cipsów wtrąciłaś?
- Bleee - odpowiedzią było kolejne splunięcie wymiocinami po czym system Jennett McCurdy po prostu się wyłączył pokazując na koniec errora 404. Padła zarzygana z nagą piersią.
- Jeśli myślisz, że cię teraz wezmę na ręce i zaniosę do łóżka to się mylisz - powiedział kopiąc ją w boczek. Ta tylko odpowiedziała chrapnięciem. Love przewrócił swoimi czerwonymi oczami. Wstał by otworzyć drzwi aby łazienka nie prześmierdła wymiocinami, jakie było jego zdziwienie gdy pod drzwiami siedział Axel.
- Jak chciałeś się dołączyć wystarczyło zapytać.
- Nie jesteś za dobry skoro tak szybko skończyłeś.
- Chodź, przeniesiesz ze mną zwłoki - Blaze uchylił się za framugi i aż zdębiał na widok zgonu czarnowłosej.
- Musimy ją rozebrać, ale tylko ja mogę patrzeć na cycki. Białowłosemu było wszystko jedno, starał się mieć zamknięte oczy gdy Byron rozbierał zwłoki, a potem starał się ubrać w swoją ulubioną czarną bluzę z anti social social club. Najgorsza była głowa, bo za nic nie chciała się przepchać.
- Urocza jest jak śpi - uśmiechnął się blondyn trzymając swoją śpiącą dziewczynę na rękach w swojej bluzie.
- Mhm - jeż wcaleee nie był zazdrosny. Już chciał otworzyć drzwi do swojego pokoju gdy na jego szczęście powstrzymał go Aphrodi.
-Uwierz, nie chcesz tam wchodzić - jedyne wyjście jakie zostało to pokój Julii, gdyż u ojca też ktoś siedział i nie działy się tam family friendly rzeczy.
Blondyn położył swoją księżniczkę na iście królewskim łożu, oczywiście całym różowym, i przykrył ją kołderką.
- I co? Nie udało nam się jej przypilnować. Ja też trochę przegiąłem.
- Nie chcę nic mówić, ale wyglądało to trochę jakbyś pił by zapomnieć... - Jak to jest, że biały jeż za każdym razem potrafi go przejrzeć na wylot. Posmutniał, bo trafił w dziesiątkę.
Axel nagle wstał i wybył, niestety ku zniesmaczeniu Byrona wrócił i to chyba ze swoją piżamą.
- Masz - rzucił w niego bluzą, wiem, że nie przeżyjesz jak nie będziesz spał w bluzie - Byron patrzył się jakby pierwszy raz widział coś takiego jak bluza.
- Zazwyczaj to dziewczyny noszą bluzy ich chłopaków. To trochę gejowe... - zachichotał po chwili i od razu ją założył.
- Słuchaj, zabrzmi to tandetnie, ale będzie dobrze. Musisz w to wierzyć. Przestań uciekać i pogadaj z ojcem, wiem, że będzie ciężko ale postępując tak jak teraz robisz sobie jeszcze większą krzywdę. Tak samo jej - wskazał brodą na śpiącą czarną kulkę.
Love poczuł taki jakiś ciepły promyk w sobie. Axel miał rację. Co ma być to będzie, pewnie wyczytał to wszystko z tych książek służących za pentagram. Zazdrościł mu tego. Tego wewnętrznego spokoju, opanowania, talentu, trochę wyglądu, ale nie spostrzegł się kiedy ta cała nienawiść za to, że jest niedoścignionym ideałem zniknęła.
- Nigdy nie słyszałem z twoich ust tylu słów na raz - odwrócił wzrok i mruknął pod nosem - dziękuję...
- Możesz powtórzyć? - przeddżeźnił go.
- Chyba w snach! - rzucił w niego zarzyganą koszulką.
I tak zasnęli w dziecięcym pokoiku wśród misiów i lalek, ściśnięci niczym sardynki. Axel i Byron w Blaze'owej bluzie, a między nimi Jennett, którą tulał blondyn walczący z jej zapachem. I z zostawiam was z wyobrażaniem sobie tego widoku.
Zapowiedzi Axela!
Jak bardzo lubię sprzątać, to po tej imprezie znienawidziłem tej czynności. Jako jedyna w pełni trzeźwa osoba, opowiem wam kilka najlepszych sytuacji jakie miały miejsce w moim domu. Oczywiście balanga nie mogła się skończyć bez konsekwencji i echa. Wspieram całym sercem Jennett i Byrona i mam nadzieję, że w końcu staną prawdzie w oczy. W końcu miłość zawsze wygrywa i bla bla bla. Co najważniejsze dostaniemy kolejny puzel do naszej układanki z superbohaterami, który niczego się nie trzyma. Magiczny kamień? Serio wierzycie w takie bzdury? Ehh... nie zostało mi nic innego jak zaprosić was do kolejnego rozdziału o tytule... autorka nie wymyśliła jeszcze tytułu.
---------
Jestem zła. Internet mi siadł przez co błędy, które poprawiałam się nie zapisały :") no cóż, zrobię to drugi raz. Teraz piszę z telefonu
Tylko tydzień spóźnienia, wow. Jak zauważyliście dałam notatkę w ilu procentach jest gotowy rozdział, żebyście mieli wiadomość, że coś robię i oszacowali kiedy będzie następny. Dwudziesty trzeci obstawiam, że wstawię we wrześniu. Zapowiem też Q&A bo wtedy wypadają czwarte urodzinki bloga. Można myśleć na pytaniami.
Ogólnie to mega mi się to pisało, bardzo przyjemnie. Mam nadzieję, że wam się podobało. Oceńcie albo coś powiedzcie. Końcówkę już mam mniej więcej nakreśloną, więc jest dobrze.
Ja tam sobie włoski pofarbowałam, miałam rocznicę związku, rozłożyłam basen. Fajnie jest.
Miłych wakacji życzę i do września.
A! Łapcie jeszcze mój rysunek Jennettki jako maido (drugi na tablecie graficznym) i Ferris
Subskrybuj:
Posty (Atom)