niedziela, 20 września 2020

23. Kamienie + zapowiedź Q&A

UWAGA!

Na początku o tym wspomnę, bo nie wiem czy wszyscy doczytają do końca.
ZAPOWIADAM Q&A czyli pytania i odpowiedzi  z okazji urodzin blogaska. Cztery lata do cholery! Cieszę się, że jesteście tu ze mną i wspieracie w tej ciągnącej się przygodzie.
Piszcie w komentarzach pytania, które mogą być kierowane do:
- Naszej zacnej autorki Kitsune :D
- OCek czyli: Jennett, Mayi, Josha, Avril, Steven'a, Iris, Odrei, Feris
- Oryginalnych postaci z IE: Aphrodiego, Axela, Burna, Gazela, Nathana, etc (jak już, to tych co mają jakiś udział w tej książce hah)
Pytajcie o co chcecie! O dalsze losy fabuły (nie powiem wszystkiego ale uchylę rąbka tajemnicy) o konkretne momenty, o shipy, jakieś headcanony, proces tworzenia, moje ulubione anime, jaka jest ulubiona piosenka Jennett, jakie majtki ma na sobie Avril, czy Axel woli rosół czy pomidorową wszyściusieńko! 
Nie ma limitu pytań! Im więcej tym lepiej.
Zawsze komentują mi rozdziały z dwie osoby max i to te same, więc prosiłabym o mobilizację, możecie naprawdę się czegoś ciekawego dowiedzieć i będzie mi mega milutko za chociaż jedno jakieś.
Całość zbita będzie w krótki rozdzialik, myślę o jakieś formie zabawnego teleturnieju.
Odpowiedzi ukażą się 6 grudnia jako prezent mikołajkowy :D
Miłego czytanka
---------------

5 lat temu od bieżących wydarzeń na ziemię spadł pewien meteoryt, dziwnym trafem nikt to tym zdarzeniu nigdy nie usłyszał...

- I wy w ten sposób zamierzacie zawładnąć piłką nożną i przede wszystkim światem? - w pustych korytarzach było można usłyszeć kroki. Było ciemno, chociaż z centrum biło światło tak mocne, że było porównywalne ze światłem boskim. Wraz z krokami dosłyszeć było można dwa męskie głosy mieszającymi się z echem kroków.
- Dokładnie taki jest plan.
- Żerować na dzieciach, dla których pan jest całym światem? - mężczyzna nie wiedział czemu to powiedział, poczuł wewnętrzne zniesmaczenie panem Kirą.
Rozmawiająca dwójka to był znany nam Steven Dark wraz z pewnym staruszkiem Kirą Seijirou.
Starszy pan nie odpowiedział nic na to. W głowie młodego Darka przewijało się całe dzieciństwo, z matką prawie w ogóle nie obecną i ojcem po traumie, z wymaganiami którym nie mógł sprostać. Od zawsze chciał być w czymś dobry, od zawsze chciał by go chociaż raz go pochwalił, jednak bezskutecznie. Jedno wielkie beztalencie. Dlatego by w końcu przypodobać się ojcu postanowił dokończyć jego dzieło, ale to i tak było za mało. Pragnął ukarać tych co niegdyś byli we wszystkim lepsi, bo przecież każdy powinien być równy. Jeszcze nie miał dokładnego planu. Czy sprawić by pozabijano się nawzajem czy doprowadzić do ludobójstwa? Przede wszystkim potrzebował współpracy z panem Kirą i projektem Aliea. Koniec końców to on byłby na szczycie, będzie najsilniejszy, najszybszy, będzie najpotężniejszym nadczłowiekiem stąpającym po ziemi.
- W sumie to już nie tylko zamiary, przeszliśmy do realizacji.
- Wnioskując po ostatnich wydarzeniach, przez to że ruszyliście meteoryt zaczął on...
- Panie na Dark, jak na razie pan kwestionuje wszystko co powiedziałem, zaczynam wątpić w pana intencje - Steven najchętniej zrobiłby wszystko sam na swoich zasadach, ale nie było innej opcji. I tak zapłacił fortunę do tego miał jeszcze jedną kartę przetargową.
- Intencje mam dobre tylko zaczynam się niecierpliwić, kiedy dostanę swój...
Znów mu przerwał, zdawało się jakby staruszek czytał w myślach.
- Jeszcze go opracowujemy. Potrzebowałby pan dużej dawki by cokolwiek w panu przebudzić, przykro mi to mówić, ale... - Steven już się domyślił co chce powiedzieć.
- Dobra, dobra rozumiem. 
- W pierwszej kolejności projekt Aliea, ale żeby nie było obejmuje także załatwienie Raimon....
- Proszę ich nie lekceważyć.
Doszli do końca korytarza. Nie mogli wejść dalej bo nie byli specjalnie ubrani, zaś okno z trzywarstwowym szkłem i tak oddawało wszystko co Steven chciał zobaczyć.
- A o to i on 
Fioletowe światło dosłownie zwaliło młodego Darka z nóg.


Gdy dźwięk budzika magicznie dotarł do uszu Jennett i wszystkich spoczywających w pokoju, dosłownie wtedy dopiero zaczęły przeszkadzać jej poranne promienie słońca. Skrzywiła się zwłaszcza, że nikt nie chciał wyłączyć tego cholerstwa, a jej budzik tak na pewno nie brzmiał. Właśnie! Jej budzik tak nie brzmiał! Czyj on był? Jeszcze ją głowa nawalała, że dźwięk był co najmniej 3 razy głośniejszy, i niech ktoś wyłączy słońce!
- Axel kurwa... - jęknął chyba Byron chowając się pod kołdrę i dźwięk nagle ucichł. Czarnowłosa otworzyła najpierw prawe oko, później lewe, ale było przy tym sporo bólu. Przekręciła głową w jedną stronę. O cholera, Axel. I w drugą. O cholera Byron.
- Co tu się odwaliło?! Że niby trójkąt?! Aż tak się spiłam?! - miała natłok myśli. Do tego była w bluzie Love'a, bez stanika, bez spodni i z majtkami w truskawki!
- No świetnie. Zabawiałam się po pijaku w trójkącie z majtkami w truskawki - złapała się za głowę - Mam nadzieję, że chociaż bezpiecznie było... - zaczęła się obracać i kręcić w poszukiwaniu śladów zbrodni w postaci na przykład prezerwatyw, nie ma...
Nerwowa dziewczyna utrudniała chłopakom uskutecznianie spania kręcąc się z boku na bok. W końcu Byron ją złapał i przyciągnął do siebie dając wielkiego tulaka, barwiąc w ten sposób Jennett na kolor czerwony. Mimo to czarnowłosa poczuła się mega kochana w tym momencie. Dokładnie tak jak Byron, który niezauważalnie się uśmiechał. To był obraz szczęścia i miłości, na który bardzo przyjemnie patrzyło się Axelowi, z małą zazdrością ale i tak przyjemnie. Mogli tak spać ściśnięci w trójeczkę jeszcze kolejny dzień gdyby nie...
- Kurwa! Szkoła! - blondyn pierwszy wyskoczył spod pościeli. Nie ustał za długo na nogach bo od razu stracił równowagę.
- Może się nie upijasz, ale płacisz za to na następny dzień - skomentował Axel łapiącego się za głowę Byrona, który na niego warknął.
- Ja mam jedno zasadnicze pytanie - przerwała im docinki -  co tu się zadziało?!
Nie była wyjątkowo szczęśliwa, że spała w jednym łóżku z dwoma facetami pół nago.
- Och Jennett nie pamiętasz? Axel wykorzystał mnie jak byłem zupełnie pijany, zaciągnął mnie tutaj do swojej sali pedofilskich tortur i kazał ci na to wszystko patrzeć. Do ciebie też się dobierał i... - blondyn oberwał poduszką w ten swój pusty łeb aż ponownie się przewrócił.
- Zrzygałaś się na siebie - dopowiedział spod poduszki. Axel wskazał na balkon gdzie suszyły się jej rzeczy - I dobierałaś się do mnie... - poziom żenady wzrastał.
- Rzucaj w niego poduszką, przecież kłamie!
- No nie tym razem.
- Nie wiem jak wy, mój zegarek wskazuje siódmą, a na dziewiątą mam lekcje.
Wszyscy ogólnie wstali i postanowili się ubrać, tylko czy na pewno opuszczać to bezpieczne różowe lokum?
Gdy uchylili drzwi nie było nikogo na horyzoncie, tylko na podłodze walały się pojedyncze kubeczki i ubrania.
- Halo? - nikt nie odpowiedział.
W pokoju Axela został tylko bajzel w postaci porozrzucanych książek, na szczęście figurka Miku stała nienaruszona. A nie... jednak jakaś parka spała w jego łóżku, dlatego bez skrupułów Jenntt przepędziła ich za pomocą miotły. Robiła tak z każdym kto gdzieś zaległ.
Kevin chyba utopił się w łzach prysznica, bonk miotłą. W pokoju ojca Axela było w miarę w porządku. Gdy zeszli na dół...nawet nie wiem do czego to porównać... Sodoma i Gomora? Pełno walających się śmieci, puste flaszki, śpiący ludzie na kanapach w różnych stanach fizycznych, oblane ściany, guma przyklejona do dywanu. Starczy im godzina?
Wychodziło na to, że został tylko Kevin, Mayka która nie wiadomo skąd się tam pojawiła, Avril, Mark, Jude i David z królewskich, każdy zalegał w innym miejscu, ale wszystkich zbudziła miotła Jennett. Wszystkim polano soku przy wielkim stole, na którym leżało równie wielkie zbiorowisko butelek. Zrobiono wspólne śniadanie, nawet nikt nie chciał patrzeć na bałagan za nimi. Axel gospodarz smażył jajka z łaskawą pomocą Jennett zaś Byron polewał soku, pomarańczowy idealny na kaca. Czuli się jak rodzice nieodpowiedzialnych dzieci, które szykowały się do wyjścia do szkoły. Na szczęście panowała cisza.
- Mordo, jak następnym razem zrobisz imprezę to proszę w sobotę - jęczał Kevin.
- Nie ja zrobiłem imprezę tylko Avril - skomentował Axel ze swoją kamienną twarzą siadając do stołu.
- Czepiasz się szczegółów. Przynajmniej policja się nie wtrąciła - czerwonowłosa pokazywała mu plusy tej sytuacji - Byronek coś nie wyglądasz najlepiej - zadrwiła ponowniewciągając jajko, na co blondyn z czupryną a'la szopa odwrócił się i spojrzał na nią zaspanym spojrzeniem.
- Spadaj - zepchnął ją z kanapy.
- No... tyle żeś tego w siebie władował. Zaczynałam się bać o ciebie - Mayka poprawiała mu jego szopę. - W sumie Jennett nie była lepsza - czarnowłosa siedziała i jadła w holu na ławeczce bo śmierdziała rzygami.
- Coś mówiliście? - nic stamtąd nie słyszała.
- Ale i tak Kevin najlepszy, całą noc spędził w łazience, bardziej się upił wodą z prysznica niż samym alkoholem - komentował Jude.
- Ha! Nie byłem tam sam. Przecież Joe, twój kolega z królewskich wbił nagle z Celią na rękach i rzucił ją do pełnej wanny krzycząc "Uwolnić orkę" - Jude załamywał się nad losem swojej siostry.
- Zabiję go - łapał się za głowę
- Ejj, a wydawało mi się czy gdzieś tak koło pierwszej biegaliście nago po dworze? - przypominała sobie Mayka.
- O czym wy tam gadacie?! - darła się Jennett chcąca też coś usłyszeć.
- Jezu ciszej! - zbeształ ją Love.
- No może nie nago, ale Willy chyba z Toddem i Jackiem biegali w kółko przed blokiem machając koszulkami - Kevin był świadkiem tej sytuacji
- Ja pierdolę... - przeklął po cichu Axel.
- Żałuj Byron, że poszedłeś spać bo na balkonie urządzono niezłą palarnię - Avril zbierała jajko z podłogi.
- Ktoś z nas pali? - zdziwił się Mark.
- Było tu tyle osób, że przestano to kontrolować - zauważył David
- Tak jak Steve przestał siebie kontrolować gdy chciał zepsuć telewizor kijem? - Jude wskazał na kij leżący obok telewizora.
- Nooo krzyczał coś o jakiś teletubisiach, propagandzie i się zamachnął, ale wcelował w brzuch Maksa i zemdlał - dopowiedział Mark.
- W sensie Maks czy Steve? - nie zajarzyła Maya.
- Oboje
- Aha.
- W ogóle co tu robili ludzie z młodszych klas? Jakiś pierwszak podszedł do mnie dając mi skarpetę i mówiąc "Zgredek, jesteś wolny" - Kevin wyciągnął piękną różową skarpeteczkę z kieszeni.
- A to nie ten sam co chciał otworzyć drzwi siłą umysłu? Co za magik z niego. 
Rozmowy nie trwały długo, od razu rozdzielono obowiązki. Odkurzanie, zamiatanie, ścieranie, zeskrobywanie, układanie, dla każdego co innego. Wszystko pod nadzorem Jennettki oczywiście, która jak ktoś się obijał trzepała go miotłą po łbie. Największą radość sprawiało jej trzepanie po głowie Avril. Mniej do śmiechu było jej gdy czerwona kitka dobyła oręża w postaci mokrej szmaty. Obie, więcej zabrudziły niż posprzątały. W międzyczasie uciekł też Byron, żegnając się tylko buziakiem z Jennett. Oczywiście nie obyło się bez uwag. Skończyli niemal, że idealnie bo gdy tylko Mark zaalarmował, że samochód pana Blaze'a parkuje, rozpoczęto akcję rozbiegnięcie się po piętrach, by nikt go nie wyminął na klatce. I tak zakończyła się gorączka środowo czwartkowej nocy.

W szkole Zeusa trwał dzień jak każdy inny, Byron wypruwając sobie żyły wbiegł do klasy wraz z dzwonkiem. Dyszał jakby miał wypluć serce. Zaraz za nim weszła nauczycielka od historii, Odrei i reszta wielokąta wzajemnej adoracji oglądali się za nim. Martwili się o niego. Najbardziej właśnie Artemida, ponieważ jest jego przyjaciółką od gimnazjum, a nie wiedziała co go gryzie. Odkąd dołączył do Raimon, no może chwilę po tym, stał się bardzo nieswój. Za to on odpychał i unikał ich cały czas, co gorsza nieświadomie. Teraz gdy skacowany blondyn leżał na ławce miarka się przebrała. Zadzwonił dzwonek.
- No kurde, nawet łaskawie do nas nie podejdzie - komentowała brunetka.
- Zostaw go w spokoju, widzisz że ma zgona - zaś Demeter miał wywalone na swojego przyjaciela.
- Słuchaj ja też ledwo otwieram oczy. Blaze zrobił imprezę na całe miasto, a ja mieszkam dwa piętra niżej.
- Wiem, miałem po ciebie wpaść i się zapytać czy idziesz - wtrącił się Hera.
- W sumie było tam kilka osób od nas, ty też?
- Tak, chciałem odszukać śpiącą królewnę, ale w takim tłumie nie było szans.
- Kogo nazywasz śpiącą królewną? - obgadywany blondyn zawisł nad nimi nawet nie spostrzegli się kiedy.
- Kac morderca nie ma serca? - podniosła pytająco brew Odrei.
- Ja się zastanawiam jak ja w ogóle żyję... - łapał się za głowę.
- No i po co tyle wypiłeś? Przekaż Blaze' owi, że ma szczęście, że nie zadzwoniłam na policję - teraz Byronowi rozjaśniło się skąd znał te bloki. Odrei tam mieszkała, przecież był u niej nie raz.
- Martwimy się o ciebie - wymamrotała cichutko Iris zza Demetera.
- O mnie? - zdziwił się, przecież nie ma o co się martwić.
- Chcecie nas na chwilę zostawić? - zapytała Odrei chociaż to brzmiało bardziej jak rozkaz.
- Czej, jeszcze jedna sprawa. Feme gadała, że widziała cię w maid caffe, taki napalony jesteś? - śmiał się z niego chłopak z opaską.
- Feme uosabia plotki, więc może sobie gadać co tam chce. Prawda byłem tam, ale dzięki temu mam poradę dla was, odsuńcie ją od naszej drużyny.
- Naszej?! - oburzyła się panna Smith za to inni zainteresowali się radą Byrona.
- A to czemu? Zwykła blachara plotkara - przewrócił oczami Demeter.
- Ona chodzi z Hadesem co nie? Pokojówki z maid caffe szpiegują dla drużyny Otaku.
- Serio?! - podnieciła się Iris, bo to by miało sens czemu inne drużyny miały na nich kontry.
- Super Sherlocku, dziękujemy ci - panna Smith nie wytrzymała, że jeszcze ma czelność ingerować w życie drużyny?! Wypchała blondyna od znajomych z klasy na korytarz. Rzuciła go na ścianę, przywarła do niego i zaczęła podciągać rękawy mundurka. Dla ludzi na korytarzu wyglądało to naprawdę ciekawie. Ci co nie znali sytuacji tej dwójki, często ich shipowali.
- Co robisz? - zapytał zdezorientowany.
- Znów to zrobiłeś! Znów się pociąłeś! - musiała to sprawdzić - Chłopie pogrążasz się!
- Co ty wygadujesz?! Zostaw mnie! - wyrwał swoje ręce, nikomu nie pozwalał na nie patrzeć w sumie poza Odrei, ale one nie miały teraz nic do rzeczy - Możesz powiedzieć o co ci do cholery chodzi?
Teraz się zdenerwował.
- O co mi chodzi? O CO MI CHODZI?! Olałeś nas kompletnie, drużynę, przyjaciół, wiedziałam, że przy zmianie drużyny tak będzie, ale że w takim stopniu?! Nie odzywasz się do mnie, chłopaków, nikogo, jesteś, ale cię nie ma, smęcisz a jak już coś powiesz to słyszę tylko o twoich problemach albo o Jennett. Chodzisz też jak cień. Ja wiem, że coś jest nie tak.
- A co byś powiedziała na to że osoba, którą kochasz jest twoim rodzeństwem? Próbuję zapobiec trzeciej wojnie światowej, a do tego moje ciało odmawia posłuszeństwa.
- Ja... - trochę się zdziwiła, że jej wszystko powiedział.- Mam wrażenie, że Jennett pochłonęła cię całkowicie, teraz liczy się dla ciebie tylko ona...
- Arti, czy ty jesteś zazdrosna? - dziewczyna cała się zarumieniła, po części miał rację. Ich przyjaźń nie miała szans na przemianę w miłość, ale nie widziała opcji by w życiu Byrona jakaś inna kobieta zajęła jej miejsce
- Ja? Nie...może, tak trochę? - machała rękami płonąc w rumieńcach.
- Wybacz jeśli poczułaś się odrzucona, ale Jennett jest dla mnie najważniejsza.
- Raimoni teraz też są dla ciebie ważniejsi? Gdzie się podział Aphrodi, który nie spał, po nocach by obmyślać strategię, trenował do upadłego, wspierał każdego na duchu, może i sprowadził Darka ale chciał dobrze?
Blondyn nie wiedział co powiedzieć, za dużo prawdy kryło się pod słowami Smith, poczuł to gdy ta przywaliła mu z plaskacza w policzek
- Nie masz już prawa mówić o "naszej" drużynie - i wróciła do klasy
Udało mu się jeszcze pogadać z Odrei na kolejnych przerwach. Drużyna jakoś odpuściła mu to zaniedbanie, cieszyli się, że w końcu do nich zagadał, ale Artemida nie zamierzała ustąpić. Przeklinała go pod nosem i stwierdziła, że będzie jeszcze bardziej czujna. Teraz Byron stał za szkołą i wypalał papierosa próbując ułożyć ten cały bajzel w głowie. Za dużo na raz! Dzisiaj wymyślili, że będą spać u Jennett, w przeciwieństwie do ojca Byrona, oni nie wiedzą, że dzieciaki "grzebią w sprawie". Bardziej przerażało go pytanie czy teściowie go strawią. Odpłynął totalnie myślami, aż nie zauważył, że dobre 3 minuty ktoś się na niego patrzył. Usłyszał znany mu ponury głos.
- Wiesz, że na terenie szkoły nie można palić? Ty nie masz osiemnastu lat, więc w ogóle nie powinieneś - wyrwał mu dosłownie papierosa z palców, gdy ten stał jak ten słup. Steven Magnet ekhem Dark. Przestraszył się go, dodatkowo wyglądał nieco inaczej. Twarz mu się wydłużyła, zarósł , schudł, na ciele miał jakieś dziwne ciemne plamy. W sumie to dawno go nie widział, ale jakby stał się zupełnie innym człowiekiem...równie przerażającym.
- Czego chcesz... - jęknął ewidentnie znudzony, jakoś nie miał humoru by się z nim przekrzykiwać.
- Ile już wiesz? - Byron odwrócił głowę w jego stronę. Nie miał pojęcia o co młodszemu Darkowi chodzi. O czym wie? Jakoś na myśl przyszły mu supermoce...
- Ale o czym?
- Ty już dobrze wiesz. Na razie cię tylko ostrzegam, ale lepiej dla ciebie żebyś przestał węszyć - zagranie zupełnie bezsensowne, przecież strasząc go nakręca jego ciekawość jeszcze bardziej.
- Teraz już mogę cię zapewnić, że nie przestanę - czyli nagłe bum na super moce ma jakieś połączenie z Darkiem.
- Oszczędzę cię w ostatecznym rozrachunku...
- Co się dzieje, że ludzie nagle się przebudzają. Czy z ojcem znowu tworzycie boską wodę? Gdzie byłeś tyle czasu i co robiłeś? - odważył się by spojrzeć mu w oczy.
- Szykuję plan idealny, dla ciekawostki  w jednym z punktów bierze udział twoja koleżanka.
- Miałeś ją zostawić - warknął.
- Nie, chyba, że zostawisz sprawę spokoju - blondyn tylko warknął.
- Masz siedzieć cicho, a nic ci się nie stanie - poklepał go po główce - Pozdrów Jennett - i rozpłynął się jak cień pozostawiając Byronowi roskminę na resztę dnia.

Mało kto przyszedł dzisiaj na trening, chyba wszyscy wiemy dlaczego. Ogólnie niewiele osób zdecydowało się w ogóle na przyjście do szkoły. Wściekły trener wraz z całkowicie przytomną Nelly, jedyna porządna, zdecydowali, że za kare tym co łaskawie nie zdecydowali się przyjść należy się siłówka. Dzięki wolnemu czasowi, Jennett mogła szybciej skoczyć do pracy. Przy okazji zaciągnęła tam Byrona z Mayką by sobie coś zjedli, bo jak zwykle ojca nie ma w domu. Białowłosa była wręcz zachwycona pokojówkami, zazdrościła Jennett, że została jedną z nich. Restuaracja polega na tym, że przy wejściu z wolnych kelnerek wybierasz sobie jedną, która cię obsługuje, z którą gadasz i pokazuje ci ten swój charakter. Afuro był mega skrępowany, w ogóle nie chciał tam siedzieć, ale nie miał pomysłu co ze sobą zrobić. Wybrali Ferris bo wydawała się im najmniej krępująca.
Wybrali sobie po romantycznym daniu i oboje wzięli się za lekcje. Chociaż to Byron pouczał Maykę wychylając głowę zza telefonu. Nie chciał pokazać tego ani kuzynce, ani Jennett, że jest przygnębiony, właściwie to przerażony i natychmiast potrzebuje odpowiedzi na wszystkie pytania.
- To chyba się z Talesa liczyło co nie? Co nie?... kuzyna halo! - trzasnęła go podręcznikiem w głowę.
- Potter nie teraz...
- Miałeś mi to wytłumaczyć - pochylił się łaskawie nad jej książką.
- No ten bok ma się tak samo jak do tego boku i liczysz proporcje, takie trudne?
- Jezu, nie denerwuj się tak - blondyn był cały czerwony na twarzy.
- Dark może tworzyć nowy doping, ale nie sądzę by podawał go randomowym ludziom, skoro chce się nas pozbyć musiałby go podawać jakieś innej swojej drużynie. Ale on raczej nie powtórzy błędu ojca. Myśl, Byron myśl, to powinno być coś tak absurdalnego jak supermoce. - mamrotał pod nosem. Mayce to nie przeszkadzało w ogóle, jakoś przyzwyczaiła się do tego.
- To wszystko działo się nagle, przebudzenie gdy chcieli użyć swojej techniki czy tam talentu, czyli to nie mogli czegoś zażyć w tym momencie raczej, bo po co im to do takiej zwyczajnej czynności. Musieli coś zrobić z jakimś wyprzedzeniem...Coś na nich podziałało, przebudziło pewną część DNA - coś dzwoniło, ale nie w tym kościele co trzeba.
Osobiście napisał do kilku osób "przebudzonych", które były odnalazł w internecie i były dostępne, by przeprowadziły mu raport z ostatnich dni co jedzą, w co się ubierają, czy coś się działo niezwykłego. Internet zalał się masą plotek. Jedna prawdziwa bądź nie, była o kucharzu, który siekał dłonią warzywa. Jego ręka stała się nagle tak ostra, że mógł kroić i smarować bez problemu ręką. Przyjechali jacyś ludzie w czarnych garniturach i go zgarnęli by robić na nim różne eksperymenty. Byron sam się bał o swoje zdrowie. Nie zauważył, że za jego krzesłem czai się jakiś kociak.
- Meeooow, co tam czytasz?
- Nie musisz wiedzieć - była to oczywiście Ferris przez, którą mało co nie wypuścił telefonu z rąk.
- Zamawiacie coś jeszcze, nya?
- Ja bym chciała... - zaczęła rozmyślać Maya.
- Nie - zaprzeczył głośno chłopak.
- Czarodzieje, kosmici i inne stwory czyli co przyniósł nam ostatni tydzień... - mimo iż Love chował ekran przed różowowłosą jak najbardziej dało, to Ferris i tak umiała wszystko rozczytać. - Co to za wiadomości? Też się jaram wiosennymi nowościami z anime, tak dużo fantasy i supermocy! Ale najbardziej czekam na seriale marvela!
Blondyn popatrzył na nią jakby to co powiedziała było kompletnie nie na miejscu. Jednak widać, że gdzieś pod tym kocim futrem drzemie prawdziwy weeb. Z drugiej strony mógł to świetnie wykorzystać.
- Znasz się na super mocach?
- Mraaaau! Jak nikt inny, mów czego ci trzeba - podnieciła się tym, pewnie była w swoim żywiole.
- Skąd się biorą supermoce?
- Hmm... - przyłożyła sobie palec do policzka - No zależy. Zazwyczaj w mangach czy anime od razu jest świat gdzie te moce funkcjonują, ale jeśli mówimy o Avengersach... Kapitan Ameryka dostał tam jakieś strzykawki, Iron Man sobie zbudował zbroję, Czarna wdowa to tylko wieloletnia charówa, a Bruse Banner stał się Hulkiem przez promieniowanie Gamma - ona tak sobie wymieniała, wymieniała i mogła tak bez końca usypiać Aphrodiego, gdyby czegoś nie wyłapał.
- Promieniowanie gamma? - od razu wstukał telefon.
- Meow... - potwierdziła - przez nie stał się tak bestią.
- O czym wy do cholery gadacie?! Ja myślałam, że matma jest trudna! - Mayka łapała się za głowę.
- Właśnie, o czym wy gadacie? - podeszła do nich kolejna osoba, tym razem była to Jennett ze wszystkimi klamotami przebrana już w normalne ciuchy - Idziemy?
Wszyscy patrzyli na nią przez chwile, zamrugali dwa razy. Blondyn chciał wyjść z tamtego domu nieczystości i rozpusty jak najszybciej i od razu siąść do dalszych poszukiwań. O dziwo to właśnie Ferris dała mu nowy puzzelek do tej układanki.
Mayka pognała od razu do domu, pewnie chciała jeszcze skorzystać z wolnej chaty. Zaś zakochana para wsiadła w komunikację i kierowała się na dom czarnowłosej. Chyba to właśnie McCurdy stresowała się najbardziej. Jej rodzice zawsze byli konserwatywni i surowi, plan na życie dla niej też mieli od dawna. Od sprawy Burna jeszcze im się pogorszyło i chociaż Jennett nie raz i nie dwa wspominała o Byronie jako swoim chłopaku to pewnie dla nich dalej jest tylko kolegą. A jak usłyszeli, że ma długie włosy to była już kompletna katastrofa, zdecydowanie bardziej woleli Axela. Czarnowłosa zastanawiała się w którym momencie powiadomić o tym Love'a że prawdopodobnie będzie spał na kanapie i jadł po nich resztki.
- Lubisz Avengers? - zdziwiła się, że zadał akurat takie pytanie.
- Eeeem... no kiedyś coś tam oglądałam w telewizji
- Świetnie, to obejrzymy dziś w nocy, co powiesz na Hulka?
Niespodziewanie tak całkiem powolutku dziewczyna postanowiła wsunąć swoje palce między jego i spleść je w koszyczek. Jakoś samo to się stało
- Stresujesz się czy co? Zachowujesz się jakoś tak... nieswojo - złapanie za dłoń miało go trochę uspokoić. Jej serce tez z każdym krokiem zbliżającym się do domu biło coraz szybciej.
- Może trochę, ale to nie to. Nie musisz się martwić - uśmiechnął się uśmiechem który był zupełnie inny niż ten jego firmowy.
- Proszę nie przestrasz się moich rodziców, są trochę... stanowczy? Tacy za idealni jak dla ciebie - Byronowi przypomniał się list znaleziony w szafce. "Idealny" hmm...
- Piątkowa uczennica, piłkarka, była tancerka, piosenkarka, zgrabna, wierząca, hetero. Nieźle im wyszło to wychowywanie ciebie - McCurdy nie skomentowała tego, raczej się jej to nie spodobało, szanowała poglądy swoich rodziców i cieszyła się, że ją tak wychowano. Patologiczne przygody z Burnem jakby zostały wymazane z pamięci tej rodziny.
Od razu zrobiło się normalniej. Dużo lepiej im było gdy zapominali o wszystkim i szli beztrosko trzymając się za ręce i śmiejąc.
Mógł być to ich ostatni raz, gdy są tak blisko. Droga się skończyła i już stali pod domem. Jennett miała wyciągać klucze gdy Byron chwycił ją za ramiona i zatrzymał jeszcze na chwilę.
- Jennett bo... - był cały czerwoniutki na twarzy - nie wiemy co nas czeka za tymi drzwiami. Możliwe, że nie będziemy mogli być ze sobą. Dzieci ze związków kazirodczych zawsze kończą jakąś z jakąś chorobą... - zaczął gadać już takie głupoty, że to Jennett musiała się wszystkim zająć. Przyciągnęła go do siebie bliżej i pocałowała soczyście. Dokładnie tak jakby to mieli robić ostatni raz.
- Najwyżej uciekniemy tak naprawdę - uśmiechnęła się przekrzywiając głowę co w tamtym momencie było mega urocze.
Nie dzwoniła tylko otworzyła kluczami licząc, że nie zostaną od razu zmuszeni do rozmowy, ale plan poszedł sobie pływać. Pies Tajfun, szczęśliwy że to jego pani wróciła dniach zaczął na nią skakać i na Byrona też bo w końcu nowa twarz. Blondyn bał się trochę labradora, ale na szczęście czarnowłosa umiała go uspokoić. Rozebrali się z kurtek.
- O, Jennett, wróciłaś łaskawie - głos taty nie brzmiał za miło. Rodzina siedziała przy stole w kuchni, ale dojrzeli jeszcze kogoś, kogo się totalnie nie spodziewali.
- Dobrze cię w końcu widzieć synu - ojciec Byrona siedział razem z nimi. Zapowiadało się naprawdę ciekawie.
- Eeeem... dobry wieczór? - Love próbował chociaż trochę ratować swoją pozycję w oczach rodziców Jennett. Oboje mocno zestresowani zasiedli do stołu. Siedzieli jak dzieci, które czekały na karę po tym jak rozbiły wazon piłką. Na przeciw siebie z głowami opuszczonymi w dół.
Byron zerkał na bok na kobietę niby jego matkę. Czerwono herbaciane oczy, długie włosy w kolorze orzecha pasma grzywki odgarnięte opaską i jedno opadające na nos. Jedynie co ich różniło to okulary. Jej mina pokazywała jakąś pogardę, zaś jego tata wysyłał mu uśmiech by się nie martwił.
Cisza.
- To wy sobie pogadajcie, a ja zrobię herbaty - tata Jennett, czarnowłosy brodacz sprytnie uciekł. Nikt nie palił się do rozmowy, jakby grano w króla ciszy, tylko gardło strasznie ściskało jakby owinął je cierń.
- Czy my jesteśmy przyrodnim rodzeństwem? - wydusił w końcu Byron i chyba ulżył tym wszystkim. Jakby nie do końca wierzył, że kobieta przed nim to ta sama kobieta co go urodziła i była żoną jego ojca. Patrząc na nią nie chciał mieć z nią nic wspólnego.
- Nie - zaprzeczyła dość pewnie pani Greace.
- Ale wszystko na to wskazuje, wasze małżeństwo...nagła zmiana planów - nie miał pojęcia jak to inaczej nazwać. Kobieta nawet na niego się nie oglądała.
- Przypomnij mi kiedy się urodziłeś - pan Richard skierował pytanie do swojego syna, jedynie on był jakoś w sosie.
- 17.05. 200X - odpowiedział nie za bardzo kumając po co to.
- A ty? - popatrzył na skuloną i wyciszoną Jennett.
Coś wymamrotała, aż blondyn się zdziwił, że ta pewna siebie dziewczyna aż tak się speszyła, na pewno to przez mamę i że zawraca jej głowę.
- Mów głośniej, jak się o coś pytają - upomniała ją, chociaż Jennett jeszcze bardziej zamilkła, coś zaczęła sobie uświadamiać.
- 10.08.200X.
- Czekaj co?! - młody Love aż powstał z krzesła - Myślałem, że jesteś rok młodsza! - machał rękami na prawo i lewo.
- A ja myślałam, że jesteś rok starszy! - też na niego krzyczała. W sumie do teraz nie znali dat swoich urodzin. Skąd im to się w ogóle wzięło, jak mogli pominąć tak ważny szczegół.
- Rozumiecie? - teraz pan Richard musiał przejść do najgorszej części - Nie jest to fizycznie możliwe urodzić kolejne dziecko po niecałych trzech miesiącach.
Oboje kalkulowali teraz to wszystko w głowach. Dalej coś było niejasne, brakowało jednego elementu. Mężczyzna szturchnął swoją byłą kobietę w rękę, dając jej do wiadomości, że teraz jej kolej.
- Ale...ale co było ze mną nie tak? - odezwał się nagle Byron, jakby z żalem, który przez cały czas krył w sobie. Dusiło go to strasznie - Co było nie tak z moim tatą? Jak mogłaś od tak nas zostawić!
- Byron... - ojciec chciał go uspokoić by nie wyciągał teraz tych brudów na wierzch. Widać, że chciało mu się płakać. Chyba zrozumiał czemu tato go okłamał i zawsze wmawiał, że mama nie żyje. Aby jej nie szukał, bo po prostu by się zawiódł tak jak teraz.
- Ja rozumiem, że nienajlepszy z niego towarzysz i jest trochę chłodnawy, ale to całkiem spoko gość. Mimo wszystko troszczy się o ludzi i o mnie... - sam już nie wiedział co mówił.
- Słuchaj dziecko - poprawiła okulary - ludzie nie zawsze do siebie pasują. Tyle w temacie. Mocno się pomyliłam co do Richarda, nagle ty się pojawiłeś i nie dało się tego dłużej ciągnąć - mówiła jak gdyby nigdy nic.
- To co ma Jennett czego ja nie mam? I w której części historii się ona pojawi hm?
Kobieta nie miała pojęcia co odpowiedzieć, była ewidentnie zagubiona, a Byron świdrował ją swoim wzrokiem żądając wyjaśnień. Nawet ojciec zostawił chłopaka już w spokoju.
- Bo...Jennett jest adoptowana, a właściwie to znaleziona... - wymamrotała i to był ostatni dźwięk przed ciszą, która nagle nastała. Tato Jennett też zastygł w miejscu z herbatą. Blondynowi powiększyły się oczy do wielkości piegusków kierował je w stronę czarnowłosej, która też była oniemiała, właściwie to jeszcze bardziej niż on. Teraz wszystko się skupiało wokół niej. Serce jej waliło, a umysł nie nadążał. Nie sądziła, że to może się potoczyć w taki, a nie inny sposób. W tym momencie czuła się jak w jednym z tych paradokumentów. Zawsze śmiała się z reakcji tych ludzi, nie sądziła, że i ją to spotka. To znaczy, że ma innych rodziców? Jak mogła się nie skapnąć... Cała się spięła. Jej mama widząc to pogładziła ją dłonią po policzku.
- Ktoś nam dosłownie cię podrzucił pod drzwi, malutkie dwumiesięczne dziecko, ale to było dla nas jak dar z nieba. Od razu cię pokochaliśmy i...
Odrzuciła jej rękę nie komentując tego.
- Jenny ? - Byronowi też było jej szkoda.
- Ja...muszę chwilę pobyć sama - zerwała się z krzesła i od razu wybiegła z domu. Krzyczeli za nią, ale chyba zrozumieli, że sama musi to przetrawić. Gdy tylko odbiegła kilka metrów zaczęła płakać, głównie to z bezsilności i szoku. Nic nie zmieni tego, że ktoś inny ją urodził skoro obecni rodzice kochają ją najbardziej na świecie. Bardziej zabolało ją to, że mama tak potraktowała Byrona i pana Richarda, od tak ich zostawiła. Coś czuje, że młody Love będzie miał niemały problem z proszeniem o rękę McCurdy. No ale wyszło jak wyszło, przynajmniej nie są rodzeństwem. W natłoku myśli postanowiła iść przed siebie, tam gdzie nogi ją samą zaniosą. Dobijali jej się do telefonu, no ale trudno, trochę strachu im nie zaszkodzi.
Wycierała ostatnie łzy, gdy zorientowała się, że doszła do boiska nad rzeką. Klasycznie. Gdyby to nie była zima i totalna ciemność na pewno znalazłaby tu Marka. Trochę dziwne, gdyż mimo wszystko wyczuwała czyjąś obecność. Niespodziewanie pojawił się obok niej jej wilk, nie odezwała się do niego, chociaż zdziwiła się jego obecnością. On też się z nią nie przywitał. Był cały najeżony i warczał, tak jak ona w duchu.
- O jakaż biedna i nieszczęśliwa. Od początku wiedziałem, że jesteś taka jak my - usłyszała chłopięcy głos, cichy i stonowany, nie robiła żadnych gwałtownych ruchów.
- Ziemianie mają w zwyczaju mawiać "Ciężka to rana kiedy od swojego" - kolejny jej nieznany głos tym razem bardziej kobiecy chociaż i dalej męski. Uchyliła lekko głowę, nie miała pojęcia o czym oni mówią i czy w ogóle mówią do niej, ale przejęła się sytuacją gdy piłka z prędkością myśliwca mało co nie skróciła ją o głowę.

Zapowiedzi Byrona.
W końcu to mnie przypada możliwość zapowiedzenia rozdziału, ale co tu wiele mówić. Krowa Jennett mi nie odpisuje, teściowie mnie nienawidzą i dalej nie obejrzałem tego Hulka, chociaż autorka mi tu szepcze, że nie warto. Jak myślicie, kim są chłopcy spotkani przez Jennett? Od tamtego spotkania nic nie jest takie samo. Tak Axel! Magiczne kamienie, wierzymy w coś takiego. Kończymy powoli składać nasze puzzle. Co nas czeka? Jennett zostanie znowu spętana...chyba trochę za dużo zdradziłem. Upsi. Co najważniejsze czeka mnie i kolegę Juda starcie oko w oko z człowiekiem, który zniszczył nam niegdyś życie. Nic wam innego nie zostało jak czekanie na rozdział 24. Kamienie cz.2 Bayo!

--------
Heloł byczys.
Szczerze? Nie myślę o niczym innym jak o blogu i jak go dobrze zakończyć. Aktualnie co się u mnie dzieje...skreśliłam wszystko na teście z matmy, bo chce jedynkę by poprawić, logiczne. Mam czarne ściany w pokoju, poszukuję nowego stylu ubierania się, rozjebałam telefon, a wymiana wyświetlacza kosztuje 800 zł, kupiłam sobie figurkę z no game no life 
Podobał się rozdział? O dziwo nie szło jak krew z nosa. Do samego końca nie wiedziałam jak to rozwiążę, ale wyszło naprawdę dobrze. Jenny i Affo to naprawdę cudowna parka, dlatego nie mogli być żadnym rodzeństwem, nawet przyrodnim. Zaczęłam też trochę robić z Jennett kobietę, bo tak to cały czas była taką typową fanfikową chłopczycą. Mam nadzieję, że wygląda to naturalnie. 
Pytanko. Wiem, że to nie hentai tylko zwykły romansik, ale czy interesuje was scena seksu? Albo taka bardziej gorętsza? Tylko potrzebuję wiedzieć czy mam wplatać sceny gdzie się miziają tak powiedzmy do rozebrania (na więcej zboczuchy nie liczcie XD) czy tylko buziaki i tyle?
A! I najważniejsze. Q&A!
Jestem otwarta na wszystkie pytania, możemy poznać się lepiej, możecie moją książkę poznać lepiej i od kuchni. Możecie popytać postacie, a ja się postaram w miarę kanonicznie za nie poodpowiadać. Zachęcam do zabawy. 
Jak się uda, a powinno, to wstawię to 6 grudnia jako prezent dla was, a rozdział...Szczerze nie wiem co w nim będzie, więc nie chce dawać jakieś nadziei na cokolwiek...najszybciej po świętach, a najwolniej? idk
I prośba nie sugerujcie się za bardzo tym co jest w zapowiedziach, gdyż często kończy się tak, że nie trzymam się tego co zapowiedziałam albo kompletnie to wywalam XD
Już się nie mogę doczekać odpowiadania na pytania, całuję mocno 
Kitsune