czwartek, 14 października 2021

26. Wszyscy nosimy maski

 


- Dziękuję ci Arti, że ze mną przyszłaś.

- Iris...dziękujesz mi już 3 raz...

- Tak, ale w takie miejsca raczej dziewczyny nie chodzą...

Iris i Odrei znajdywały się nigdzie indziej jak w Maido cafe. W ostatnim czasie po wprowadzeniu ról jakie odgrywają dziewczyny kafejka stała się o wiele popularniejsza. W pobliżu znajduje się również uwielbiana przez drużynę Zeusa kawiarnia Nature Art Cafe, która opustoszała od czasu fali popularności dziewczyn w fartuszkach.

Iris jako iż boi się odmawiać ludziom, nie protestowała i została wybrana do przeprowadzenia przeszpiegów. Wzięła ze sobą Odrei, no bo jak to tak? Raczej samotni chłopcy i faceci, ewentualnie lesbijki chodzą w takie miejsca. Chociaż może myśli starodawnie? W końcu to problem jest w tych którzy to seksualizują, a nie w seksualizowanych. Jako kelnerkę wybrały sobie cosplayerkę, od razu ją rozpoznały, tak jak pozostałe dziewczyny na liście. Zaś zdziwiły się widząc imię Jennett, ale nie mogły jej wybrać gdyż była już zajęta.

- Myślisz, że jak wprowadzimy takie same desery to nikt się nie zorientuje? - kminiła Iris.

- Nie mam pojęcia. Tylko, że tu wcale nie mają nic oryginalnego! Wszędzie dostaniesz galaretkę i deser lodowy.

- Ale specjalnych usług nie świadczymy...

- One też nie robią nic wielkiego! To nie klub ze striptizem. Wasza kawiarnia to poważna knajpa, nie wygłupiajcie się i nie szukajcie problemu gdzie go nie ma.

Iris aż się przestraszyła. Nie chciała marnować czasu przyjaciółki. Ta tylko siedziała z głową podpartą o rękę i śledziła uważnie Jennett. Była pod wrażeniem jak idealnie chodzi w tak wysokich butach, chyba wcześniej miała z tym problem. I że płacą jej za darcie się na klientów?

- Jesteś zła, że cię tu zabrałam czy dalej się przejmujesz tym 2- z matmy? - spytała gotowa na wybuch. Pewnie chodzi o zupełnie coś innego. Od dłuższego czasu była naburmuszona, a jej stukanie obcasów po korytarzu było głośniejsze.

- Nie...nie... - ogarnęła, że zmartwiła przyjaciółkę - Nic się nie dzieje, zgłoszę się do tablicy i wyrównam to jakąś czwórką.

Iris odetchnęła z ulgą przynajmniej w tym temacie, bo zaczęła wyczuwać pewne napięcie w powietrzu. Skupienie energii właśnie na ich dwójce.  

- Czemu ja się na to zgodziłam?! Wszyscy się na nas patrzą, tylko dlatego, że jesteśmy dziewczynami - załamała się znowu Iris i próbowała się schować za menu. Umierała już z zawstydzenia.

- Bo się babo dajesz wykorzystywać! Ciągle robisz wszystko dla wszystkich, masz szczęście, że przynajmniej Demeter jest dla ciebie łaskawy! - i znowu się uniosła co dla Iris było jeszcze bardziej przerażające, że znowu na nią krzyczy.

- Przepraszam! - na jej nieszczęście za kartką papieru chowała się tylko jej twarz - Ale zauważ, że głównie patrzą się na nas kelnerki... 

Odrei jakoś to przeoczyła, aż zamilkła na chwilę i się obróciła patrząc na każdą z osobna, niektóre nawet coś szeptały między sobą.

- Rzeczywiście, a czy to przypadek, że prawie wszystkie je znam? Przecież tam stoi nasza klasowa blondi, a ta w kocich uszach jest menadżerką Otaku.

- W sumie Byron mi coś mówił, że Otaku pozyskują informacje od dziewczyn powiązanych z piłką z każdej szkoły.

- Co za gnoje! - uderzyła otwartymi dłońmi w stół - ...zaraz, Love ci powiedział? Czemu nie mi?

Iris pokazała kolejną minę przerażenia, ale nie rozumiała co w tym złego, w końcu ona też jest menadżerką Zeusa, chyba, że to wcale nie chodzi o to.

- Jesteś zazdrosna? - wyszeptała.

- Niby o co? - Tak naprawdę była kompletnie załamana, że ich relacja tak bardzo się rozlazła, nie piszą do siebie, a ich wspólne czasy szkolne przestały mieć znaczenie. Nie chciała w to mieszać Jennett, ale nie umiała inaczej. Teraz denerwowało ją wszystko.

- Jak tylko słyszysz imię Byrona to kręcisz nosem...- zasłoniła się tarczą z menu by potwór Odrei zadała jej jak najmniej obrażeń.

- Wcale nie! - jakby teraz dokładnie tak nie było.

Na szczęście nadchodzącej bitwie zapobiegła kelnerka cosplayerka, która przyniosła zamówienie. Akurat była przebrana za Hatsune Miku 

- Tęskniłyście? Przyniosłam wasze zamówienie. Dla ciebie Pancakeki z puchatą chmurką, a dla ciebie koktajl z magicznego wróżkowego owocu.

- Nie mogłaś po prostu powiedzieć naleśniki z watą cukrową i sok z truskawki i banana? - upomniała dziewczynę obrzydzona ilością cukru jaki zaraz spożyje oraz tym jak kelnerka próbuje być słodka.

- Nie baka! Ale zamiast tego mogę wam zaśpiewać... Sekai de ichiban ohime-sama… - zaczęła pierwszy wers „The world is mine”

- Nie! Błagam!

- No weź Odrei - że też musiała ją pouczać jak się zachowywać - Jak już tu jesteśmy to chociaż bawmy się dobrze.

- Czy jest coś co mogę dla ciebie zrobić? Umiem też tańczyć - zakłopotała się Hatsune.

- Jakiś problem? - podeszła do ich stolika Jennett zdziwiona tym hałasem.

- Ooo cześć - przywitała się Iris, Odrei też szczęśliwsza pomachała jej licząc na pogawędkę z chyba jedyną tu normalną osobą.

Jennett zamrugała dwa razy oczami jakby nie kojarząc kim są te dziewczyny i czemu się tak ucieszyły na jej widok.

- Heeej - odpowiedziała szybko, ale trochę za sztucznie.

- O widzę, że się znacie, to może was zostawię, szłaś na przerwę? - Miku już się odsuwała by nie narazić się nerwowej brązowowłosej jeszcze bardziej.

- No szłam - nie była zadowolona, że ją zatrzymują. Dziewczyny znowu się lekko zdziwiły jej zachowaniem, przecież tylko zamienią parę słów.

- Należy ci się! Tak się dzisiaj spięłaś, że nic nie stłukłaś, spaliłaś ani się nie potknęłaś no aż szok!

- Przecież to nic wielkiego - Josh zapomniał jak niezdarna potrafi być jego przyjaciółka. Jennett przysiadła się obok Iris, która zaczęła się bać jej obojętności na twarzy.

- Byronowi muszą się podobać te ciuszki... - zaśmiała się Odrei i zaczęła swojego naleśnika.

- Tia... temu zboczeńcowi tylko jedno w głowie - widząc, że Iris szykuje tarcze z menu po prostu wzięła i napiła się jej koktajlu. Smith patrzyła na to z przymarszczonymi brwiami. Nie określiłaby Byrona zboczeńcem, w końcu tak dobrze ją traktuje, a to że ma wysokie libido to sprawa genów matki Afrodyty.

- Słuchaj, a nie masz go trochę dość? Wkręcił się trochę w tą akcję z kamieniami, chyba mało czasu że sobą spędzacie?

- Odrei! - upomniała ją Iris, że od razu schodzi na temat Love'a jak mogłaby się zapytać co u niej. W końcu dowiedziała się, że jest adoptowana

- No co?

Jennett zachichotała.

- Tak mam go trochę dość - Co jak co ale twierdzącej odpowiedzi się nie spodziewała, tamto powiedziała z raczej słyszalną ironią. - Ale to Byron, jest w cholerę irytujący - przez Jennet było można usłyszeć Josha - Jednak wychodzimy dość często. A co? Liczysz, że się zdenerwuję, rzucę go i zajmiesz moje miejsce?

Wtedy to Odrei podniosło się ciśnienie jak i nieświadomie jej policzki się zaróżowiły. Iris wiedząc co się szykuje deptała ją pod stołem, a Smith nie chcąc od razu się rzucać po prostu ustąpiła.

- C-co? - dotykała się zimną dłonią po policzkach.

- Mylę się? Przyjaźń ci wystarczy? No spoko. Tylko czemu już się ze sobą nie spotykacie, pewnie myślisz, że to przeze mnie?

- Ale czemu zaczynasz, ja wcale tak nie... - plątał jej się język. Skąd ona takie rzeczy wzięła?

I czemu wyrzuca je na wierzch, widać, że jej nie lubi. W interesie Jennett było zniszczyć życie towarzyskie Jennett, Byrona przy okazji też. Przejrzała telefon Aphrodiego i była tam jakaś Odrei, dokładnie jej opowiedział o ich znajomości. Ale się udało, że akurat się spotkały!

- No przyznaj, że mnie nie lubisz - założyła ręce na piersi - Jeszcze tu przyszłaś i mnie śledzisz.

Iris afirmowała do niebios by zła aura nad ich stolikiem zmieniła kolor.

- Lubię cię, ale widzę, jak działasz na Byrona, jak jakiś narkotyk. A to ja jestem jego zdrowym rozsądkiem, ja go zawsze wspierałam. Nie mieszkasz tu nawet przez rok, a się rządzisz i mydlisz mu oczy - No i nie wytrzymała.

Jennett zagwizdała z podziwem, że powiedziała co myśli. Odrei aż wstała, bo już zamierzała wyjść

- Też wiem jak to jest być numerem 2 - skomentowała to, ale w głowie brązowowłosej zabrzmiało jakby powiedział to ktoś inny. Jeszcze ten wzrok zaintrygowania, i co to ma znaczyć? Być numerem 2? Coś jest nie tak. Ale już nie powiedziała nic, ponieważ Jennett po prostu wstała i sobie poszła.

- Smacznego życzę.

I chyba na tym skończyły się przeszpiegi, przynajmniej w przypadku Odrei, która wzięła naleśnika to ręki i wyszła. Mega się przejęła tym co zaszło. Nie czekając napisała do Byrona czy mogą się spotkać. Jakoś musiała mu o wszystkim opowiedzieć prosto w twarz, raczej jej nie odmówi. Ręce jej drżały i myślała, że się zapłacze. Jeszcze zostawiła Iris samą, odda jej pieniądze w szkole. Love na szczęście trenował sobie w pobliżu i miał odebrać Jennett z pracy, po jakiś 40 minutach w końcu się pojawił. Myślała już, że ma jej dość.

- Co się stało, nie mogłaś zadzwonić? - od razu się rzuciła na niego z uściskiem, jakby się cieszyła, że nic mu nie jest. Co z tego, że widzi go codziennie w szkole.

- Martwię się o Jennett - Byron podniósł pytająco brew. Widzi się z nią dzień w dzień i wszystko było okej.

- Co, niby czemu? Przez tego demona? 

- Nie...- patrzyła w ziemię załamana, powstrzymywała się by nie płakać. Aphrodi nie miał pojęcia co się dzieje, czemu wygląda tak marnie. Nieco przejęty po prostu ją objął.

- Pamiętasz jak w 1 klasie gimnazjum zatrzasnęliśmy się w schowku woźnego bez światła?

- No... - zaśmiał się, przypominając sobie, że weszli tam, gdyż koledzy wmówili im, że woźny w skrzynce na narzędzia trzyma sztuczną szczękę.

- Strasznie się wtedy bałam, ale równocześnie cieszyłam się, że mogę być tam z tobą...czy ty już masz mnie dość? - odepchnęła go i spojrzała mu w zakłopotane oczy.

- Dość? Może w ostatnim czasie wsadzałaś nos gdzie nie trzeba, ale dość mojej przyjaciółki jeszcze nie mam.

- Przyjaciółki... - znów spuściła wzrok - zawsze będziemy się przyjaźnić prawda? Nawet jak na ciebie krzyczę?

- No...ale o co chodziło z Jennett? - i zepsół klimat.

- Nie jest sobą, nienawidzi mnie.

- Matko Odrei znowu to samo...

- Co znowu to samo?! Krzyczała na mnie, zarzucała mi różne rzeczy, w ogóle była pyskliwa jak ja chciałam zwyczajnie porozmawiać.

- O czym ty mówisz, przecież cię lubi! - zdziwił się i aż nie mógł uwierzyć, że mówi o jej dziewczynie.

- Też tak myślałam. Do tego jej koleżanka powiedziała, że jest za perfekcyjna jak na nią.

- Ha, ha, to jest to twoje zmartwienie? - Już nie był w stanie potraktować jej poważnie. Smith znowu się napięła.

- Mówię ci, że coś jest nie tak! - krzyknęła na niego.

- Odrei...czy ty jesteś zazdrosna? Może Jennett czuje się nieswojo przy tobie i się dziwnie zachowuje?

- Co kurwa?! Wiedziałam, że czego bym nie powiedziała będziesz trzymać jej stronę - tupnęła nogą bosko wściekła. Czemu nie jest w stanie jej zrozumieć?

- Zawsze będę trzymać jej stronę - rzekł Byron z czystą powagą. Jennett jest dla niego wszystkim.

- I dziwisz się czemu jestem zazdrosna?! Ja cię tylko ostrzegam.

Byron nie chciał mówić, że jej nie wierzy, ale nie zauważył nic dziwnego w zachowaniu nastolatki. Trudno było mu wziąć Arti na poważnie.

- Jeszcze tu jesteś? - odezwał się głos całkowicie z tyłu. Stała tam Jennett, która wyszła z kawiarni gotowa do powrotu do domu. Konflikt Smith i Love'a, już nie może się doczekać rozwoju tych wydarzeń. Odrei już nie była w stanie powiedzieć nic. Zacisnęła pięść i uciekła, a pojedyncze łezki polały się z jej oczu.

- Idziemy? - Jennett złapała Aphrodiego za rękę i pociągnęła w przeciwnym kierunku. Ale blondyn dalej wpatrywał się jak Odrei ucieka.

- W którym momencie poczułaś, że ty i Josh to przyjaciele na zawsze? - zrobiło mu się żal, że znowu na siebie krzyczeli. Będzie to musiał wyjaśnić. Poczuł jak Jennett ściska mocniej jego rękę, jakby zareagowała na imię Duna.

- Chyba wtedy gdy nikt nie chciał się z nim bawić, a gdy usiadłam obok niego zbudowaliśmy największą wieżę z klocków ze wszystkich... 

- Odrei jest trochę jak on tylko raczej nie okaże się być chujem. 


Wspólna nauka nigdy nie szła im za dobrze. Ciągle ich coś rozpraszało. Najlepsza była zabawa gdy tato Byrona przyniósł im popcorn i rzucali sobie do ust, w większości lądował na podłodze.

Jennett z czasem zapomniała, że jest w roli, bawiła się tak dobrze z Byronem nie tylko jako czarnowłosa, ale też jako Josh. Sama nie mogła w to uwierzyć. Był tylko jeden problem...

Gdy wciągnęli cały popcorn z podłogi i zrobili minimum z minimów z lekcji zbliżyli się nieco bliżej i oczywiście zaczęli się lizać. Teraz praktycznie każdy wieczór tak wyglądał. Sprawa kamieni stanęła w miejscu , fioł przeszedł blondynowi i znowu zaczął żyć normalnie. Josh wiedział na co się pisał zmieniając się w Jennett. Musiał przyznać, że Love dobrze całował i było mu z nim przyjemnie. Jak za czasów gdy się do siebie dobierali "dla beki". Dun już sam nie wiedział o co mu wtedy chodziło, po prostu gardził blondynem, ale brakowało mu tych ust i jego bliskości. 

Z podłogi przenieśli się na łóżko i czule całowali. Rączka Byrona spoczęła na piersi dziewczyny, a ta położyła mu ręce na ramionach. Języki splotły im się i tańczyły wchodząc wzajemnie do gardeł. 

- Uwielbiam cię - wymruczał Byron przerywając na chwilę. Jennett wsunęła mu rączki pod koszulkę i pogładziła po klacie. Odrei miała rację, działa na niego jak narkotyk. Była prawdziwym demonem.

Blondyn zrzucił z siebie koszulkę, to samo uczyniła Jennett, a Love od razu wbił się w jej szyję. Wplótł rękę w jej włosy i skubał po szyi. Lizał i całował, chciał oznaczyć całe jej ciało jako swój teren.

- Ej weź, nie będzie mi się chciało malinek korektorować - oderwała go od siebie i znowu pocałowała. Blondyn przeszedł niżej z pocałunkami na jej obojczyki, zsunął ramiączka od stanika.

- Mogę? - na co czarnowłosa pokiwała głową by rozpiął jej stanik. I już mógł złapać za jej obie nagie piersi. Ta go wtuliła do siebie by mógł swobodnie ją dotykać. To było naprawdę miłe uczucie. Ona też mu jeździła paznokciami po plecach, ale Byronowi nie szło tak dobrze jak zwykle. Widać było, że jest rozkojarzony, dręczyły go słowa Odrei. Nie do końca chciał wierzyć, że to wszystko było z zazdrości. Pocałowali się znowu, ale Love odkleił się na chwilę ciągnąc przy tym stróżkę śliny.

- Co robisz? - spytała gdy jej chłopak sięgnął po telefon.

- Głupio mi jak potraktowałem Odrei, będę musiał z nią pogadać na spokojnie, tylko kurczę kiedy...jutro widzę się z Axelem...

- Wierzysz jej? - zirytowała się, że chłop przerwał w takim momencie. Blondyn wzruszył ramionami - Napisz jej, że pogadasz z nią w najbliższym czasie, ale nie mów dokładnie kiedy.

No i git. Niczego nieświadoma blondyna pójdzie na spotkanie z jeżem, a ona w tym czasie nastraszy Smith. Co może pójść nie tak?

Po wysłaniu wiadomości rzucił telefon na bok i wskoczył ponownie na łózko przywierając Jennett do ust.


*

McCurdy przebudziła się. Nie wiedziała ani gdzie jest, ani jaki jest dzień, ani co się wydarzyło. Był to dzień po wyprawie na Fuji. Wstała z nieswojego łóżka. No tak, Josh i nastolatki o kolorowych włosach...przetarła sobie oczy. Ten cały Reize i Gran czy jak im tam, kosmici. Ugh, bała się, bała się co się z nią stanie, i że zostanie tutaj na zawsze. Miejsce gdzie się znajdywała o dziwo nie było straszne i nie przypominało statku kosmicznego. Był to zwykły pokój pomalowany cały na czarno, bez okien i z drewnianymi meblami, na środku stał również drewniany stolik. W pokoju były jeszcze drzwi zapewne do łazienki. Miała na sobie wczorajsze ciuchy, ale ani śladu po jej plecaku. Zaczęła kombinować co powinna zrobić, uciekać? Nawet nie wie gdzie jest, pewnie dalej pod ziemią i chroniona przez facetów w czerni. Ja pierdziele, że też ten głupi kontrakt ze Stevenem doprowadził ją do tego miejsca. Wstała w końcu z łóżka i podeszła do szafy, bo to co miała na sobie było niepierwszej świeżości. O dziwo były w niej ubrania, chyba nawet jej, okej... Wisiały też jakieś kolorowe koszulki i stroje sportowe. Wzięła cokolwiek i poszła do toalety podejrzewając, że przecież mogą tu być gdzieś kamery. Dziwnie tak, nie wie nawet która jest godzina, równie dobrze mogła być 3 w nocy, a ona chętnie by zjadła jakieś śniadanko. Ktoś po nią przyjdzie czy coś? Chciała to dostała, do drzwi ktoś zapukał. Nacisnęła klamkę, a tam nikt inny jak Gran w zwykłych domowych ciuchach. 

- Wstałaś, to dobrze - powiedział jak gdyby nigdy nic.

- Czemu mnie porwaliście? - spytała prosto z mostu.

- Bo nie odpowiedziałaś na zaproszenie do drużyny.

- Sorry, nie mogłam znaleźć cię na Facebooku- kto normalny porywa przez to ludzi? Ale no tak, oni nie są normalni, to kosmici. Nie zareagował na jej żart, co wprawiło ją w pewien niepokój. Czemu Steven z nimi współpracuje, do czego im ona? Love coś jej gadał nad uchem o tym, teraz żałuje że nie posłuchała. Jeden za gwałtowny ruch i może stać się jej krzywda. Może dla własnego dobra i paru obserwacji lepiej będzie być przychylnym?

- Nasi ludzie cię śledzili, wystarczyłoby potwierdzenie słowami.

- Zajebiście... - nie ma to jak się dowiedzieć o stalkowaniu.

- Przyniosłem Ci śniadanie - wręczył jej talerz z jeszcze ciepłym jedzeniem. Jak zjesz, przebierz się w któryś ze strojów w szafie, a ktoś po ciebie przyjdzie. Trochę cię oprowadzi, a potem zaczniemy trening i dowiemy się do której drużyny trafisz. W głębi duszy Gran liczył, że trafi na niego. Jennett przeanalizowała wszystkie twarze, które uczestniczyły w jej porwaniu. Był tam też Burn...pewnie ktoś z nich się nią zaopiekuje, a może być to kompletnie ktoś inny. Ciekawe czy to działa na zasadzie domów w Hogwarcie.

- Okej, ale ile będę czekać? Tak jakby zabraliście mi plecak i telefon...

- Wszystko jest w jednym kawałku, nie martw się - wsadził jej jeszcze sztućce do ręki - Masz 15 minut - obrócił się na pięcie i zamknął drzwi. Niepokojący z niego chłopak, gada jak jakiś robot, a równocześnie wykazuje ogromne podniecenie tym, że Jennett jest w jego pobliżu.

Siadła do stołu i wsunęła jeszcze ciepłe jajka z bekonem i tosta z serem, zarzuciła na siebie fioletową koszulkę i czarne spodenki, gdy po pokoju znowu rozległo się pukanie.

W drzwiach tym razem stała dziewczyna w jej wieku z niebieskimi włosami, możliwe że ją już widziała. Jej mina ani trochę nie pokazywała radości, że ją widzi w przeciwieństwie do Grana, wręcz wyglądała jakby przyszła tu za karę.

- Cześć - zaczęła Jennett.

- Zróbmy to szybko - jęknęła dziewczyna i chwyciła McCurdy za nadgarstek wyciągając ją z pokoju.

- Ej spokojnie! - krzyknęła na nią, ale ta ciągnęła ją bezdusznie wzdłuż korytarza prawdopodobnie przeklinając sobie pod nosem.

- Jestem Ulvidia, gram w drużynie Genesis razem z Granem, łapy precz od kapitana bo zabiję - chyba jej nie pozwoli na jakiekolwiek pytanie, więc milczała i dała się ciągnąć wycierając wszystkie kurze - Tutaj są wszystkich pokoje, w większości śpimy po 2 osoby, więc masz luksusy. Słowem wstępu to jesteśmy kosmitami, którzy chcą walczyć z ziemianami za pomocą piłki nożnej. Wiem brzmi absurdalnie, tak jak absurdem jest to że Gran i ojciec cię tu chcą, niby jesteś taka jak my, ale nie sięgasz nam do pięt - nawet nie próbowała łapać o czym mówi, pewnie potem dopyta o to Grana. Siedziba wydawała się być takim kwadratem wokół którego chodziły, w samym jego środku znajdowało się boisko. - Coś w rodzaju świetlicy, gdzie czasem oglądamy filmy, siedziby naszych szefów, sale treningowe, biblioteka, basen, siłownia, pokój pielęgniarki, no i oczywiście boisko.

Wielkie przeszklone okno w ścianie dawało widok na ogromne, dobrze oświetlone boisko, które aż raziło swoim blaskiem. Ulvidia zauważyła zachwyt Jennett i aż sama się uśmiechnęła.

- Robi wrażenie co? Zaraz tam wejdziemy i będziesz mogła się wykazać. Zrobimy ci kilka testów na twoich normalnych możliwościach i zdopingowanych po czym czeka cię seria treningów indywidualnych.

- Tyle, że ja od dłuższego czasu byłam zawieszona i kompletnie forma mi siadła... - przestraszyła się, że zawiedzie. Chyba traktowali to zbyt poważnie.

- Nie martw się o to, Gran dał ci kamień Aliea, więc po prostu załóż go na dosłownie parę sekund, a potem zdejmij, powinno cię to podrasować. Taka przyjacielska porada.

- Słucham?! Nigdy znowu tego nie założę, skoro mnie śledziliście to powinniście wiedzieć co mi odwala... 

- Odwala mówisz? Będzie ciekawie... - zaintrygowała się. - Chodź, pewnie już na nas czekają.

Weszły przez ogromne przeszklone drzwi, światło reflektorów dosłownie oślepiało, nie było porównania tego boiska z ichniejszym w Raimon.

- Weź się tak nie gap! To dziwne! Po prostu tam wejdźmy! - przy szklanych drzwiach była klawiatura, na której niebieskowłosa wpisała kod, a drzwi zasyczały i otworzyły się.

Teraz wyglądało to jeszcze potężniej. I to wszystko mieści się pod ziemią?!

- Hej dziewczyny, zwiedzone wszystko? - z trybuny wychylił się nagle Burn, a ten tu czego?! Weszła delikatnie za Ulvidię, ale po chwili pokazały się kolejne twarze. Między innymi Gazela, Reizego o ile dobrze pamięta i taki w czarnych włosach co nie wyglądał za przyjacielsko, ale chyba najmądrzejszego z nich wszystkich.

- No i co się szczerzysz klaunie? - skarciła go.

- Idziemy na drugą stronę, drużyna Dvalina zaraz tu przyjdzie i będzie na drugiej połowie - zarządził Gran i wskazał tego czarnowłosego dziwaka.

Wcześniej tego nie dostrzegła, ale na tej drugiej połówce czekały na nią piłki, pachołki, znowu te dziwne roboty, płotki, wszystko czego potrzebowała do testów.

- No więc tak. Przygotowaliśmy dla ciebie kilka testów sprawnościowych. Najpierw wykonasz je normalnie, a później z meteorytem Aliea, który ci wręczymy. A wy co sztuczny tłum robicie? Nie macie co robić? - Gran chciał z nią zostać sam na sam, miał pełną rozpiskę danych i miał wypełniać tabelki. Chociaż tak naprawdę głębszą analizę wykonywali naukowcy w fartuchach ukryci w ponad trybunami. Ekipa przewróciła oczami.

- Przecież będziemy tylko patrzeć - mruknął Reize, którego Gran od razu uciszył samym wzrokiem, więc sobie poszli. Chociaż tak naprawdę nie mogli się powstrzymać by nie obserwować z ukrycia, najbardziej Burn.

Gran pozwolił jej na rozgrzewkę. Podpatrywała co robi druga połowa boiska, a czerwonowłosy siedział na murku i się patrzył perfidnie na nią. Ona też go pilnowała wzrokiem, ale nie odezwali się ani słowem. Niezręcznie.

Testy te wyglądały mniej więcej tak jak na wfie. Bieg po kopercie, rzut piłką lekarską, drybling przez pachołki, skok w dal. Trochę nie traktowała tego poważnie, śmiała się, chociaż cieszyła się, że w końcu się rusza. Gran nie podnosił nosa z kartek tylko jej mówił co ma dalej zrobić. Pewnie bazgrał jakieś serduszka zamiast pisać.

- Jest dość wolna, aczkolwiek widać jej determinację, potrafi przekalkulować co jak najlepiej zrobić, chociaż wyników nie ma jakiś wybitnych. Ale jest dziewczyną to może przymknę oko - myślał gryząc długopis. Według niego idealnie nadawała się do Genesis.

- Teraz najważniejsze - zeskoczył z murku i przeniósł wszystko co było zbędne na bok. Rozstawił pachołki, ustawił trzy roboty by udawały obrońców, a na końcu czysta droga na bramkę.

- Chyba wiesz co masz robisz - rzucił jej piłkę pod nogi - Musisz wyminąć wszystkie przeszkody i trafić na bramkę.

- Mam lekkie deja vu - to było dla Jennett jak zielone światło, teraz wszystkim pokaże! I wystrzeliła niczym rakieta. Skakała między pachołkami nie tracąc piłki z oczu z prawie taką szybkością jak w Prędkości Kła. Dalej byli niby obrońcy. Jednemu wślizgnęła się między nogi, drugiego wyminęła, a nad trzecim przeskoczyła robiąc salto. To był jej firmowy ruch, który służył jedynie popisaniu się co dziewczyna uwielbiała. Chociaż to szybka akcja to była w swoim żywiole. Nie pozostało jej nic innego jak oddać strzał co przyszło jej z ogromną łatwością.

- Tak to się powinno robić - rzekła dumnie idąc do Grana po dalsze instrukcje. Ten był pod wrażeniem, podobnie jak chowająca się reszta. Burn i Gazel wiedzieli od początku jak to wygląda, ale Reize i Dvalin po drugiej stronie nie podnieśli nawet kącików ust pozostając w swojej zadumie.

- W takim razie teraz spróbuj z tym - wręczył jej kamyk na rzemyku, dokładnie taki sam jak ten, który wręczył jej przy pierwszym spotkaniu. Obawy Jennett na nowo wróciły, czy ten dziwny demon znów wylezie? Chyba nie dopóki nie przywoła Wiedzy Demona.

Tylko naszyjnik wylądował na jej szyi, a jej ciało nabrało energii, przeszedł ją energetyczny impuls. Włosy delikatnie się uniosły, a niebieskie oczy rozżarzyły. I znów poleciała, o wiele szybciej, bo czuła jakby mogła przebiec maraton z 3 razy. To było niesamowite uczucie, to była prawdziwa moc, która dała jej wiatru w skrzydła. By ominąć obrońców nawet nie musiała się specjalnie patyczkować. Tak bardzo chciała strzelić, tak bardzo chciała pokazać jaka jest dobra. W tym momencie powinna strzelić Wiedzą Demona i chyba prawie to zrobiła...

- Wie... - tylko wypowiedziała pierwszą sylabę, a demon już ją objął. Z jej pleców wyrosły zalążki skrzydeł, a oczy zażarzyły się niebieskim ogniem. Czarne pióra wydobyły się z jej ciała. Była na idealnej pozycji do oddania strzału. Na szczęście Jennett powstrzymała się by wypowiedzieć resztę nazwy techniki i oddała strzał tak mocny, że piłka jeszcze chwilę wirowała w siatce. Opadła na ziemię łapiąc się za brzuch, znów ten przeszywający ból, dyszała niespokojnie, ale dzięki temu, że się powstrzymała nie był tak mocny. Podniosła się do góry jakby to było zamierzone i uśmiechnęła się jak ten demon. Buzia Grana była szeroko rozwarta, wszyscy jakby zatrzymali się w czasie. Drużyna obok patrzyła się tylko na nią, podobnie jak Dvalin.

- O cholera - teraz Ulvidia będzie mieć jeszcze większą konkurencję.

- Z Ojcem nie mogliśmy wybrać nikogo lepszego – powiedział cicho, ale na tyle słyszalnie by dziewczyna to usłyszała.

- Dzięki... - Ale ręce dziewczyny nie mogły przestać się trząść. Potem na nowo rozłożyli pachołki i resztę przeszkód robiąc ponownie te same ćwiczenia. Wychodziły jej znacznie lepiej i jeszcze z większą lekkością. Gran opowiedział jej jeszcze o drużynach i że czeka ją trening w każdej z nich. Jak skończą mają obiad i czas wolny, a potem pozna pozostałych członków wszystkich drużyn.

Jennett nie wiedziała co się właśnie odwaliło. Czuła się mniej więcej tak jak w pierwszych dniach w Raimon, była w centrum uwagi i wszyscy się nią zachwycali. Przecież nie ma czym...szczerze mówiąc zmęczył ją ten cały trening, ale i tak był dla niej odprężeniem od tego całego natłoku informacji. Tylko ten demon, dobrze że nie skończyło się tragedią, jeszcze by ją wyrzucili.

- Gemini storm, Epsilon, Diamond Dust, Prominance, Genesis... - przypomniała sobie nazwy wszystkich zespołów, które wymienił jej potem Gran. Cały strach z niej uleciał, a wręcz zaczęła się cieszyć, że tu jest. Jeszcze nie rozgarnia o co tu chodzi, ale wie, że ci ludzie pomogą jej się rozwinąć pod względem piłkarskim. Szkoda, że nie ma tu Byrona, też byłby zachwycony. Jedyne co może dla niego zrobić to to wszystko zapisać.

Wskoczyła z powrotem w robocze ciuszki i nim się spostrzegła został jej przywieziony obiad, tym razem przez dwóch panów w kitlach...okej. Pochłonęła wszystko za jednym zamachem jak na wielką fankę jedzenia przystało.

Czas wolny tak? Fajnie, że nie ma telefonu albo jakiś kartek czy długopisu. Ehhh.

W takim razie może czas pozwiedzać? Ulvidia nie pokazała jej zbyt wiele, większość miejsc była opisana, więc raczej się nie zgubi. Po wyjściu z pokoju liczyła, że nikt jej nie zobaczy, nie zagada. Skradała się mijając korytarz pełen pokoi, było tak głośno, za drzwiami, że może nikt jej nie usłyszy. 

- Sala treningowa, sala treningowa 2, siłownia, kuchnia dzieci i mamy bibliotekę!

Czytanie książek nie cieszyło się chyba zbyt dużym zainteresowaniem wśród kosmitów. Nawet bibliotekarka nie była potrzebna, bo jej stanowisko było puste. Wzięła, więc jakiś papier i długopis. Książki wyglądały tak jak te zwykłe ziemskie, tytuły też były napisane po japońsku, a nie kosmiciemu.

Od czego zacząć?

- Gdy spotkałam Grana i Reizego po raz pierwszy powiedzieli mi że jestem jedną z nich. Nie jestem kosmitką, chodziło im o demona? Czy jestem na tyle dobrą piłkarką, że mnie chcieli w swojej drużynie? Podają się za kosmitów. Jaki mają cel w przybyciu na ziemię? Czy są prawdziwi? Mocy dodaje im meteoryt Aliea, sami zachowują się jak zwykłe ludzkie nastolatki do tego mówią po japońsku. Wydają się być jak rodzina, chociaż istnieją pewne podziały. Nie widziałam żadnego dorosłego poza dwoma facetami w fartuchach, powinni mieć jakiegoś trenera, reszta to dzieci starsze i młodsze. Usłyszałam też o jakimś Ojcu, wielki brat? Steven? Albo może Steven pracuje dla tego Ojca? Po co Stevenowi ona? I kontakt z nimi? Chodzi o moc? O te kamienie? - to był jej monolog wewnętrzny i wszystko to wpisała na kartkę. Trochę jej się obraz rozmazywał mimo iż miała soczewki, okulary sprawdziłyby się lepiej, ale były w tym durnym plecaku...Gryzła długopis myśląc jeszcze, gdy niespodziewanie prawie wyskoczyła z fotela, po tym jak poczuła dotyk czyiś rąk na swoich ramionach. Złapała się za serce, które prawie co nie dostało zawału.

- Jezu... - odwróciła, i w tym momencie serce całkowicie wystrzeliło z jej klatki piersiowej.

- Tu się schowałaś - stał za nią Burn pokazując swoje ostre zębiska zadowolony, że ją znalazł.

Ok, spierdalańsko. 

Dosłownie ją sparaliżowało jak za sprawą strzały Artemidy, nie udało jej się wymknąć, gdyż chłopak od razu złapał ją za rękę.

- Puść mnie!

- Chcę tylko pogadać, nic ci nie zrobię, odsunę się nawet jeśli księżniczka sobie tego życzy.

- O czym chcesz gadać?! - syknęła na niego sugerując, że nie mają o czym rozmawiać. Burn naprawdę chciał tylko zamienić kilka słów, Gran by chyba wyrwał mu tego jego tulipana na głowie, gdyby chociaż musnął delikatnie czarnowłosą.

- Wiesz...o życiu - wyrwał jej kartkę, którą Jennett kurczowo trzymała. Czytał jej notatki równocześnie odpychając ją od siebie gdy ta chciała je mu odebrać. - A co tu wzorowa uczennica zanotowała? Ściągi? - zadrwił z niej.

- Oddawaj! - ta podskakiwała jak małe dziecko by dosięgnąć kartki. Już nawet zaczęła go szarpać jak agresywna chihuahua.

- A jak ci odpowiem na te wszystkie pytania to się uspokoisz? - odepchnął ją całkowicie zanim wydłubała mu oko paznokciami.

- A mógłbyś? - tego się nie spodziewała, chłopak wręczył jej z powrotem kartkę.

- Ale nie tutaj - ściszył głos, a jego żółte źrenice przekręciły się w stronę prawie że niewidocznej kamery.  Jennett zrozumiała, że głupia była cały czas na widoku. Nie miała czasu do namysłu po co w bibliotece kamera, ponieważ Burn od razu ją gdzieś pociągnął. Wszyscy tu biegają w tak zawrotnym tempie? Burn wypatrzył jakieś drzwi i dosłownie wrzucił ją do środka. Czy to nie jest schowek sprzątaczki? Podniosła miotłę, na którą wpadła. Zapalił światło i zatrzasnął drzwi. Przestrzeń była dość ciasna, a byli tu sam na sam. Sama z siebie zaczęła dygotać, a serce przyspieszać. Co jest? Poczuła jakby coś jej stanęło w gardle. Znowu to uczucie zagrożenia w jego towarzystwie. Nie, nie, przecież nic jej nie zrobi. Nie po to ją zaciągnął w ciasne miejsce bez kamer by...

- Wszystko w porządku? - spytał widząc jak myślami jest poza padołem ziemskim, jak jest blada na twarzy, a nogi trzęsły się jak babcie na zimnie.

- Tak, tak to klaustrofobia... - tłumaczyła się jąkając, bo dalej nie mogła się uspokoić.

- Ta...klaustrofobia. To wcale nie tak, że banda podająca się za kosmitów cię porwała, zmuszając cię do ćwiczeń i jakiś testów, a teraz twój dawny oprawca wrzuca cię do schowka na szczotki - patrzył w jej oczy by złapał z nim kontakt i się uspokoiła, chciał udowodnić, że nie ma złych zamiarów. W końcu spojrzała na niego spod czarnej grzywki i wzięła parę wdechów i wydechów - Przepraszam... - znowu zaczął chłopak. Głowa McCurdy poszła lekko na bok. Niemożliwe, po tylu latach przeprosił ją za wszystkie świństwa jakie jej zrobił. Tylko na co jej teraz przeprosiny? Nie zwróci jej to czasu zmarnowanego na płacz, nienawiść do samej siebie, wiecznego okłamywania, czy kasy za głupiego psychologa.

- Nie zamierzasz się na mnie mścić? - odsunęła się jednak delikatnie. Pokręcił przecząco swoją czerwoną czupryną.

- Jak ostatnio się widzieliśmy to trochę mnie poniosło, wszystkie wspomnienia wróciły. Po powrocie przepracowałem sobie wszystko w głowie. Że to ja byłem ten zły, a wysługiwanie się tobą i zabawianie naiwną dziewczynką jest zabawne dopóki się nie ponosi konsekwencji. Naprawdę mi przykro.

Jennett nie wiedziała co powiedzieć  Zmądrzał, dobrze dla niego, tylko trochę za późno. Litości nie będzie, w życiu. Mimo że na jego twarzy widziała żal do samego siebie, a miał problem z wyrażeniem uczuć, a przepraszaniem to już w ogóle. Jej twarz przypominała pysk wilka gotowego do ataku, chciała mu wygarnąć wszystko, ale to by znowu zabolało ją.

- Wiesz jak trudno zdobyć 16 latce tabletkę po w Korei? - powiedziała to takim tonem, który był cienki i ostry jak igła, która wbiła się w serce Burna. Spuścił delikatnie głowę, z jego ust wydobyło się kolejne ciche "przepraszam". Jennett westchnęła, jednak niepotrzebnie wchodziła na tak cienki lód.

- Było minęło, żyję dalej. Ale co się stało z twoim życiem. Jak do cholery stałeś się kosmitą? - stwierdziła, że czas zmienić temat, w końcu nie po to się tu wpakowali.

- To jest grubsza sprawa niż myślisz - oparł się o drzwi szykując na długą opowieść. - Zacznijmy od tego, że wszyscy tutaj jesteśmy zwykłymi ludźmi. Kosmici to tylko przykrywka dla naszych supermocy spowodowanych meteorytem Aliea.

- O kurna...to jest jakaś organizacja? Jakiś jest cel tego czy zwykłe granie na dopingu i udawanie kosmitów?

- Ehh...Jakby... - podrapał się po karku - Wszyscy zawodnicy to dzieci z domu dziecka.

- McCurdy wryło w ziemię. Wykorzystują dzieci? Czy to aby nie jest nielegalne? Jak na razie widziała samych nastolatków, ale to i tak dziwne.

- Ja i Gazel przecież też byliśmy w domu dziecka, "Słoneczny ogród", który ma oddziały w całej Azji. Piłka nożna jako zainteresowanie dzieci jest tam bardzo mocno rozwijana, Ojciec stawia na jak największy postęp. My też trenowaliśmy. Do czasu aż nie zaczęto eksplorować meteorytu. Wtedy zaczęto dokładniej szkolić dzieci na najwyższej klasy zawodników i...

- Claude...Claude... - zdziwił się słysząc swoje imię - czekaj. Bo to wszystko brzmi świetnie, ale jaki jest tego cel? Siedzicie tu zamknięci, nazywacie się jakimiś kosmitami, jesteście szkoleni jak żołnierze. Nie śmierdzi ci tu coś?

- Sprytna jak zawsze - wyszczerzył się chłopak zadowolony z czujności swojej byłej - Gran pierdoli, że to wszystko dla Ojca, on nam wszystko zapewnił, godne życie, zabrał z ulicy i terefere. Poświęcimy się dla niego, dla niego zrobimy wszystko. Ten staruch ma w nas jakiś interes, ale mi to spływa, gdyż jestem tu dla mocy kamienia i zdobycia nowych umiejętności.

- Ah no tak, zapomniałam jak egoistyczny jesteś. A ja dlaczego tu jestem? - bo to chyba najważniejsze pytanie.

- Gran i ojciec się tak na ciebie uparli, bo ty używasz zakazanej techniki, którą jesteś w stanie kontrolować albo byłaś...i cię nie wyniszcza. To jest niesamowita moc sama w sobie. Jeszcze jesteś jedną z nas można powiedzieć, bo nie masz biologicznych rodziców, ale za to dzielisz matkę z Byronem hihihihi - zachichotał jak hiena - Jak w jakimś hentaicu.

- Przestań! - Pacnęła go po nodze. Pozostało jeszcze jedno pytanie.

- A...czy wiadomo ci coś o człowieku zwanym Steven? Syn słynnego Reya Darka.

- Hmm, ten co przyprowadził Josha? - czarnowłosa dostawała odruchu wymiotnego na jego imię - On współpracuje z naszym Ojcem. Dokłada się finansowo do badań nad meteorytem, ale też i w nas. W zamian chce moc meteorytu. Nie całą oczywiście. Żeby ożywić swoją technikę hissatsu nie trzeba wiele, ale trzeba mieć talent. Ten człowiek jest widocznie bardzo zdeterminowany, bo chce ogromną część meteoru dla siebie, widocznie takim jest beztalenciem. To komentarz Grana nie mój. On nam cię podrzucił. -

Super, że została sprowadzona do kategorii przedmiotu, który przecież tak łatwo można porwać i podrzucić.

- Jakieś jeszcze masz pytania? - widział jak biegała wzrokiem po ścianie analizując wszystko - Jakbyś czegoś potrzebowała to śmiało uderzaj do mnie bądź Gazela. Do Grana za żadne skarby, jest zbyt przywiązany do Ojca i bezprzypałowy. Bądź posłuszna i nie mów tego czego nie musisz. A i jeszcze drużyny! Na podstawie twoich umiejętności zostaniesz przydzielona. Gemini Storm przewodzi ten zielony i jest to ekipa od szybkości, Epsilon tego cichego co ma oczy jak naćpany ma zarąbistą obronę jak i ataki, Diamond Dust Bryce'a to ci co kalkulują wszystko na chłodno i są na tym samym poziomie co moi Prominance, działamy pod wpływem impulsu, ale i oni i my to czysta współpraca. No i jest Genesis Srenesis, którzy są po prostu nikim i Prominance ich zdejmie w kategorii najlepszej drużyny! I ty mi w tym pomożesz! -McCurdy nie wiedziała co o tym myśleć. Wszystko brzmi wspaniale, ale...

- Kiedy będę mogła stąd wyjść? - zapytała bardzo cichutko by nie niszczyć mu chwili zachwytu. Widać było, że cała ta akademia Aliea widzi w niej jakąś nadzieję.

- Jak cię przydzielą.

- Nigdzie mnie nie przydzielą, bo ja wracam do Raimon. To wszystko jest jakieś dziwne! - podniosła się z podłogi i krzyknęła. Kurde, ma zostawić przyjaciół? Byrona? Dla jakieś chorej ambicji? Co ze szkołą?!

- Kochana...jak ty stąd wyjdziesz to ja nie wiem czy Raimon będzie jeszcze istnieć... - co?

- Claude do cholery tu jesteś! - czerwonowłosy wyfrunął gdy ktoś z całej siły pchnął drzwi i tym kimś był Gazel, współlokator Burna. Śnieżynka spostrzegł, że nie siedzi w kanciapie sam - O matko Jennett co ten pajac ci zrobił, czemu cię tu zamknął?! - no tak, Bryce, matka Teresa całej ekipy.


*


Następnego dnia jak gdyby nigdy nic Jennett normalnie wybrała się do szkoły. Miała o tyle szczęście, że kończyli wcześniej niż klasa Byrona, dlatego od razu po lekcjach się tam skierowała. Byron i Odrei nie gadali ze sobą, posyłali sobie uśmiech, ale na tym się kończyło. Jennett kryła się przed wejściem czekając aż prawdziwy Byron sobie pójdzie i będzie mogła się pod niego podszyć. Jest, idzie to biedne dziewczę. Szybka przemiana!

- Odrei... - wskoczył jej na drogę - Możemy jeszcze dzisiaj porozmawiać?

- Podniosłeś mi ciśnienie wystarczająco, może Jennett z tobą porozmawia... - przedłużyła ostatni wyraz, gdyż blondyn pociągnął ją za nadgarstek i wybiegł z terenu szkoły.

- Nie miałeś się spotkać z Axelem? - wysapała patrząc gdzie ją zaciągnął, blondyn także się rozglądał i dalej uparczywie ściskał jej rękę.

- Nieaktualne - rozglądał się czy aby na pewno są sami, zbędne towarzystwo mogłoby tylko zaszkodzić.

- Dobrze więc, słucham - Odrei tylko i wyłącznie liczyła na przeprosiny i moment, w którym powie "a nie mówiłam?". Skierowała go na ławkę, ale tylko spojrzała na jego twarz dostrzegła, że znów jest coś chyba nie tak.

- Nie lubisz Jennett prawda? - rzucił prosto z mostu.

Odrei jęknęła znudzona, że znowu to przerabiają.

- Lubię ją, nie przeszkadza mi to że jesteście razem, ale ma po prostu zły na ciebie wpływ, nie dba o ciebie...

- Tak jak ty? Nikt nie zadba o drugą osobę tak jak przyjaciel? - uśmiechnął się do niej jakby ją przejrzał, tak naprawdę podsumował wszystko co Artemida chciała powiedzieć. Brązowowłosa nieco się skrępowała, nie wiedziała co powiedzieć.

- Przyznaj, że chciałabyś być na miejscu Jennett, bez niej było lepiej prawda?

Smith kalkulowała każde jego słowo, ani tonacja, ani dobór słów nie pasował do syna Afrodyty. Czuła się jakby napierał na nią, a ona opierała się o ścianę. Czemu mówi takie rzeczy i to o swojej dziewczynie? Chytry uśmiech pasował aż za bardzo, ale w jego oczach tliła się niedostrzegalna zielona iskra.

- Kim jesteś? - zmarszczyła brwi całkowicie przeczuwając podstęp. Love zbliżył się do niej, naruszając strefę osobistą, nieco się przestraszyła, ale tego co zrobił kompletnie się nie spodziewała. Pocałował ją. Złożył delikatnego buziaka na jej ustach.

Nie wiedziała co z sobą zrobić, odruchowo go odepchnęła, przecież nie powinien tego robić! Zrobiło jej się odrobinę cieplej, a ten wyszczerzał zęby w jej stronę. To było naprawdę dziwne, ale jakoś tak nie jest na niego zła.

- Przyznaj, że tego chciałaś - oblizał się - Świetnie cię rozumiem, też od zawsze byłem numerem 2, "tylko przyjacielem". Tobie może to się podoba, ale długo tak nie pociągniesz. Zemścijmy się na McCurdy, może chciałabyś... - Smith nie mogła tego słuchać. Chłopak naprawdę namieszał jej w głowie zwłaszcza, że nie był sobą i jeszcze dała się mu pocałować! Słusznie przywaliła mu jak najmocniej z liścia, tak że spadł z ławki. 

- Kim jesteś?! - powtórzyła wściekle, cała była czerwona. Nie potrafiła zrozumieć tej intrygi.

- Kimkolwiek sobie zażyczysz słońce - mrugnął tylko oczami, a przeszło go zielone światło. Na miejscu Byrona leżała Jennett.

Nastolatka oniemiała, miała wrażenie, że chyba śni, bo to nie mogło być możliwe. Wzięła McCurdy za fraki i mocno nią potrząsnęła.

- C-co...co to do cholery było?! - ponownie rzuciła, go a raczej ją na ziemię - Chyba mi jakoś gorzej ostatnio - chwyciła się za głowę już naprawdę się gubiąc. - Czyli to wczorajsze zachowanie Jennett...to ty się pod nią podszywasz? - Jennett milczała przyglądając się i zastanawiając co jeszcze ciekawego powie - Gdzie jest prawdziwa...

- Przestaniesz biadolić? Już i tak wiesz za dużo.. Granie dwóch ról będzie trudne, ale albo cię uciszę albo się do mnie dołączysz.

- Wiesz, że zadarłaś z boginią śmierci? Mnie nie uciszysz!

- Ja nie, ale pan Steven już tak - mina jej zrzedła, w końcu ją dorwał?! I co teraz? Zaniepokoiła się co wskazywała jej twarz.

- Jennett jest bezpieczna, na razie powiedzmy, że zmieniła kolegów i drużynę, która wykorzysta jej potencjał - wstała i wytrzepała się z ziemi.

- Ej Jennettka nie za dużo tej samowolki? - na ścieżce ni stąd ni zowąd znalazła się Avril, ratunek dla Artemidy. Niekoniecznie, ponieważ pewnie też jest zamieszana w tą całą maskaradę.

- Masz mnie pilnować, a nie śledzić - czarnowłosa przewróciła oczami.

- Avril. O co z nią chodzi?! Nią i twoim ojcem!

- Przecież wszystko jest w porządku... - mina nastolatki ani trochę tego nie pokazywała. Jej oczy wypełniała żałość, jakby była do czegoś zmuszana.

- Nie powinnaś była z nią gadać - pociągnęła McCurdy za ucho w ramach kary, oczywiście czarnowłosa nic sobie z tego nie zrobiła. Odrei wlepiała wzrok w ziemię, myśląc co powinna powiedzieć, Jennett oczywiście manipulowała nią dalej.

- Nikt ci nie uwierzy, zwłaszcza Byron, więc się nie pogrążaj - na koniec wysunęła w jej stronę rękę z zaciśniętą pięścią by wręczyć coś Artemidzie. Niepewnie wzięła podarek w ręce - Jak przemyślisz sprawę to pisz.

Avril nie podobało się to co wyprawiała Jennett pod jej nieobecność, chociaż była pod wrażeniem takich intryg. Prawie jak na jej poziomie, ale bała się, że w pewnym momencie przesadzi. I tak ją ciągnąc, obie odeszły, a Arti znowu została sama. I co teraz?

Spojrzała na dłonie, w których trzymała otrzymany...fioletowy kamień z rzemykiem, dokładnie taki jaki pokazywał jej Byron. Biedny on skoro niczego się nie domyśla. Jak znowu zacznie mu się skarżyć na Jennett albo wymyślać teorie o zmiennokształtnym człowieku, to może skończyć się to dla niej słabo. Ścisnęła kamień w pięści. Jak sama to powiedziała, nie zadziera się boginią śmierci, pozostaje jej działać na własną rękę.


Zapowiedzi Burna!

Chociaż Jennett spędza z nami wspaniały czas to nie może on się wiecznie ciągnąć. Ćwiczy prężnie, gdy druga Jennett niszczy jej życie. W końcu na scenę wyjdzie Steven chcąc zakończyć to wszystko raz na zawsze. Możliwe, że stracimy czarnowłosa raz na zawsze, a w jej miejsce będziemy mieć tajemniczego demona. Igraszki Josha wyjdą na jaw, a Avril będzie chciała...zakończyć swoje życie ?! Axel zrób coś! 

Jennett: Ale się wczułeś...

Dlatego przeczytajcie rozdział 27 „Prawda/Fałsz" planowane na styczeń już 2022

---------

Co to za rozdział bez obsuwy co nie?

Obiecałam ship AxA, wiem bo sama czekam :”)) ale się przesunie na kolejny. Chciałam tutaj pogodzić w końcu Burna I Jennett by sobie pogadali i wyjaśnili. Myślałam czy nie dowalić, że przy tym gwałcie Jennett zaszła w ciążę, ale to by było ultra patologiczne. Czytelnikom podoba się, że ta książka zahacza o 2 sezon. Chciałam wam pokazać co mogło się dziać moim zdaniem przed atakiem i w dniu ataku kosmitów. I wiecie co? Pamiętacie jak mówiłam w Q&A że Josh powinien być gejem? Chyba  jest nim. Jedyną rzeczą jaką temu przeczy jest to że kraszował Jennett. Ogólnie teraz zaczęłam go uwielbiać za te świństwa. Moi drodzy 2 rozdziały nam zostały chyba, że coś się przedłuży. Łezka się w oku kręci, bo pamiętam jak świętowaliśmy 4 lata książki, a to już 5 :”))  Wiecie, że was kocham?

U mnie to tak... zerwałam przyjaźń z podstawówki, zaraz będę mieć 18 lat i ojciec chce mi kupić samochód, jadę na koncert Måneskin, będę mieć wycinane migdały i chcę założyć sklep z biżuterią z żywicy, którą na pewno będę tu promować.

I to chyba tyle, jak zwykle piszcie wrażenia i wszystko o wszystkim w komentarzach. Tak jak Burn pisał koniec grudnia/styczeń nowy rozdział. Chociaż chciałabym jeszcze z wami pożegnać stary rok.

Bye <3



niedziela, 30 maja 2021

25. Cuda nad Fuji


POPRAWIONE!

Spokojny zimowy poranek w swoich ramionach. To chyba to co wynagradza naszej dwójce wszystkie niemiłe przygody dnia. W sumie noc nie była taka zła, relacja weszła na wyższy poziom i było można zaszaleć, przytulanie i całowanie już nie starczyły chociaż cały czas było przyjemnie. W końcu Jennett uwierzyła Byronowi, że na 100% jest facetem. Teraz leżeli nadzy pod kołdrą wtuleni w siebie, tym razem bez Axela, i całe szczęście. Zdziwię was, McCurdy wstała jako pierwsza i już nie zamierzała zasypiać jak to miała w zwyczaju. Tuliła od góry Love'a ściskając go by nigdzie nie mógł uciec i podziwiała jak śpi. Miał bardzo niespokojny oddech, ale wyglądał przy tym tak ślicznie, jak aniołek z nieskazitelną twarzą. Odgarnęła mu trochę włosy, bo przeszkadzały jej w przyglądaniu się. Aż się cała uśmiechała, było jej z nim tak dobrze, wydawało jej się że są po prostu dla siebie stworzeni. Jeszcze ten łańcuszek z połową serca zwisający mu z szyi. Chociaż nie zapomni z jakim przerażeniem w oczach patrzył się na nią gdy ta była pod kontrolą demona. Mimo, że on mógł udawać, że nic się nie stało,t ak jak wszyscy w około, to ona ma świadomość , że już nie jest tak samo...

Jennett leżała na Avril, a Avril na Byronie. Zapanowała kompletna cisza. Nikt nie umiał ogarnąć tego co się właściwie stało.
- Gdzie ja...gdzie ja jestem? - podniosła się mocno skołowana Jennett, nie miała bladego pojęcia co się wydarzyło, dosłownie miała dziurę wynoszącą około minutę w czasie. Czemu Avril ją trzyma? Czemu tak bardzo boli ją głowa? - Umm... Avril? - przetarła oczy myśląc, że raczej skończyła na kolanach Byrona.
-Ugh złaź ze mnie! - na twarz czerwonowłosej wpłynął rumieniec, to wcale nie tak, że ją uratowała w jakiś magiczny sposób, baka! Byrona zaś dosłownie wbiło w ziemię, nie umiał się ruszyć, dalej miał przed oczami obraz jak demon go dopada i rozszarpuje pazurami. Dlatego pierwszy ruszył się Axel rzucając się na dziewczynę.
- Jennett! - przytulił ją, ta nie miała pojęcia dlaczego właściwie ją przytula i czemu wszyscy się na nią gapią z takim strachem.
- Ale co się właściwie...Ała! - złapała się za głowę, wszystko zaczęło się kręcić, do tego zrobiło się jej naprawdę słabo, a ciało bolało jakby je świeżo co przestano okładać kijem.
- W porządku? - dotknął jej czoła czy nie ma gorączki.
- No tak średnio bym powiedziała.
- Ej, co się tak nią przejmujesz, ona ma już chłopaka - upomniała białowłosego Avril - ma dzięki mnie... 
McCurdy zwróciła w końcu wzrok na chłopaka, ten w ogóle na nią nie patrzył, jakby tego unikał.
- Może zaprowadzę cię do pielęgniarki? - zaproponował Blaze.
-Nie...zostaw mnie - odepchnęła go od siebie -Co się stało? Czemu mnie tak dziwnie traktujecie?! Byron! - krzyknęła na blondyna, nie chciała by patrzył na nią takim przerażonym wzrokiem. Jednak zrobiła tylko kilka kroków w jego stronę i padła na twarz. Wtedy Love już oprzytomniał i rzucił się z pomocą. Dwóch świadków wzięło ją pod pachę i zanieśli do pielęgniarki, nie mógł tego zrobić ani Byron ani Axel, bo oboje zostali zmuszeni do złożenia wyjaśnień.
- Co to do cholery było?! - wrzasnęła Nally.
~Przypomnienie o super mocach~
Jedynie Avril wiedziała, że to magiczny kamień pozwolił jej się w całości przemienić w demona i przebudzić jego moce. Tak to Jennett może by miała szansę wygrać z demonicą, tak jak to było w trakcie meczu z królewskimi. Po głowie chodził tylko jej ojciec i myśl do czego mu potrzebna jest moc Jennett. Na razie wolała zwinąć się w kulkę i siedzieć cicho aż temat sam zszedł na nią.
- No skoro tak, to czemu nagle, gdy tylko Avril pojawiła się przed Byronem chcąc go ochronić Jennett nagle stała się sobą?
- Nie chciałam go chronić! - striggerowała się.
Byron mając w głowie wszystkie puzzle starał się coś wymyślić sensownego. Gdy Dark wpatrywała się w demona jakby chciała go zabić jej włosy nieco się uniosły. Trochę to wyglądało jakby...
- Avril! - wymyślił w końcu.
- Hm?
- Spójrz na mnie tak jak patrzyłaś wtedy na Jennett.
- Hę?
- Nie narzekaj
- Aż z taką nienawiścią? No dobra.  3...2...
- Boska Wiedza! - krzyknął zdeterminowany i już miał rozłożyły się jego skrzydła gdy...
- ...1 - ...gdy Avril na niego spojrzała, przeszedł go swego rodzaju dreszcz i skrzydła jak szybko się pojawiły tak szybko się rozprysnęły na tysiące kawałeczków i zniknęły tak że nie był w stanie wyskoczyć w górę. Swoją drogą był w niemałym szoku jak wszyscy.
- Ty umiesz kasować moce! - chwycił ją za ramiona i zaczął nią trząść - Ale zajebiście!
- No chyba ty... - Avril naprawdę nie chciała mieć z tym nic wspólnego. Gorzej jak ma się z tego wymigać. Zaczęła nieco dygotać aż było to do niej niepodobne.
- Ugh co za beznadziejny ojciec, co za beznadziejny naszyjnik, że też musiał mi go założyć - pomyślała.
- Jeśli mój tok myślenia jest dobry musi mieć to jakiś związek z hissatsu - Jude zabawił się w detektywa, nie podejrzewał dziewczyny o żadną wycieczkę na Fuji czy inne magiczne cuda. Tu była szansa dla rudej kity. 
- TAK! - zrobiła z palców pistoleciki - Bo ja tyle trenowałam haha - i gdzie ta jej umiejętność kłamania i szyderstwa? - W końcu musiałam opracować coś na mecz prawda? Mark mnie trenował i Axel...hahaha - co to za paniczny śmiech.
- Naprawdę? Jakoś tego nie widziałem - Blaze ją wyczuł, a ta od razu zatkała mu usta - To miała być niespodzianka! Niespodzianka - zaczęła machać rękami.
- Moja szkoła! - klepnął ją Mark zdrową ręką po plecach - Może... - pokażesz jeszcze raz? Nie ma mowy!
- Może pójdę zobaczyć co z Jennett? -popędziła do drzwi by już jej nie dorwali
- Hmm... w sumie - rzekł Mark - ciekawe czy ją donieśli w ogóle - zaśmiał się.
- No nie wiem - zrobił się nagle nieśmiały Nathan, włosy zasłoniły mu twarz.
- A co jeśli znowu... - zająkała się Celia - ona znowu.
- Macie szczęście, że Hibiki tego nie widział, bo by wywalił ją na zbity pysk - zakomunikowała Nelly.
- Ja nie chce nic mówić, ale może dla naszego dobra lepiej będzie ją na chwilę odsunąć...
- Że co?! - Byron wściekł się i rzucił z łapskami na Ericka który to zaproponował - Skąd w ogóle taki pomysł?! - popatrzył mu prosto w oczy i wszystkich innych w około. Widać było w nich strach. Blondyn tylko parsknął.
- Jebcie się wszyscy - rzucił do śmiertelników z zniewagą i wybiegł. Axel za nim.
W ten sposób grupa Raimon podzieliła się mocno i nie wiadomo na jak długo. Jednych ogarniał strach i niedowierzanie, a drudzy byli wręcz zachwyceni. Na pewno Jennett nie była dla nich tą samą osobą, którą była wcześniej. Czy słusznie? 
- Avril chyba rzeczywiście poszła zobaczyć co z Jennett – stwierdził Axel nie widząc jej nigdzie w około – dziwne, chyba że poszła ją dobić.
- Mhm – Byron tylko mruknął.
-Wszystko ok? – spytał kładąc mu dłoń na ramieniu, ten strzepnął ją z siebie.
- Tak, tylko mam wrażenie, że kolejna drużyna obróciła się przeciwko mnie… - Axel podniósł tylko pytająco brew – Chodźmy.
Idąc korytarzem w stronę gabinetu usłyszeli rozmowę. Oczywiście Avril i Jennett, a brzmiało to tak jakby AVRIL DORADZAŁA JENNETT?!
- …Wpakowałaś się w szambo jednym słowem. Nawet nie chcę wiedzieć skąd to masz, ale wara od mojego ojca – wtem obie odwróciły się czując wzrok chłopców na sobie. Czerwonowłosa jakby spanikowała. Zerwała się z łóżka na którym siedziała, złapała Blaze’a za rękaw szybciej niż on zdążył coś powiedzieć.
-Spadamy – wyprowadziła go sali – no i powiedz mu o tym! – krzyknęła za dziewczyną.
Jennett leżała na łóżku z ręką na czole i wpatrywała się w okno za którym malował się piękny zimowy zachód słońca.
- Nie zrobiła ci nic? – zaśmiał się, bo może rzeczywiście chciała ją w jakiś sposób dobić.
McCurdy wydała z siebie tylko długi jęk pokazując jednoznacznie, że ma już dość.
- Chyba spanie w moim łóżku będzie dużo wygodniejsze niż na tym tutaj – dosiadł się do niej.
- Oni się mnie boją prawda? – wymamrotała na co blondyn odpowiedział jej milczeniem – Czemu mnie to spotyka?
- Szczerze mówiąc, też się trochę wystraszyłem. Musisz im to wybaczyć, trochę niecodzienny widok.
- Ja im wybaczę, ale czy oni mnie? Bałam się, że mnie nie zaakceptują przez to jak zostałam wykorzystana i jak patologiczna byłam, a teraz? Jestem jakiś pieprzonym demonem! – Jennett rzadko zdarzało się przeklinać, ale teraz zabrzmiało to naprawdę mocno. Najbardziej czego się obawiała to odrzucenia.
- Lubią cię taką jaka jesteś, popatrz, że nawet mnie przyjęli po tym co im zrobiłem – położył się obok niej obejmując delikatnie.
- Mimo wszystko tak bardzo się boję. Moim największym strachem jest śmierć, ale jednak też i samotność, nie chcę zostać sama… - ścisnęła dłoń którą ją obejmował.
- Nie będziesz sama bo będę przy tobie – podniósł się trochę i pochylił nad nią, tak, że blond włosy zleciały na twarz dziewczyny i ją czule pocałował potwierdzając swoje słowa.
- Miej ich w dupie, tak jak ja – wyszczerzył się.
- Ty i te twoje gejowskie zapędy – aż się zaśmiała i przyciągnęła chłopaka znowu do siebie. Dobrze, że pielęgniarka gdzieś wyszła. W trakcie tulenia wcisnęła mu do ręki jakąś rzecz. Byron zaintrygowany spojrzał, do ręki został mu wciśnięty fioletowy kamień przepleciony rzemykiem.
- To jest to czego szukasz, źródło mocy, to mnie zmieniło w demona…w połączeniu z moją zakazaną techniką - wytłumaczyła niechętnie. I zaczęło się to czego się obawiała.
- COOOO?!?!?! SKĄD TY TO MASZ?! KTOŚ CI TO DAŁ?! CZEMU NIC NIE MÓWIŁAŚ?! – zalał ją dziesiątką pytań obmacując kamyczek.
- Właśnie dlatego nic ci nie powiedziałam. Świrujesz, nie śpisz po nocach, poza tym nie wiem za dużo, więc zdecydowałam że będę milczeć.
Byron spojrzał wstecz wydarzeń i rzeczywiście, trooochę za bardzo się wciągnął, był taki moment gdy ich związek zszedł na drugi plan. Słowa „Nie będziesz sama” przestają w takim momencie mieć znaczenie..
- Chciałabym spędzić trochę z tobą czasu… - zrobiła się trochę nieśmiała - …a po jutrzejszej wycieczce na Fuji wkręcisz się jeszcze bardziej.
- Przepraszam – chyba tylko tyle mu zostało. Zeskoczył energicznie na raz z łóżka i chwycił czarnowłosą za rękę – Więc pozwolisz moja pani, że się zamknę na jakiś czas.
- Oj tak, zdecydowanie wszystkim to dobrze zrobi.
- Jeśli masz jeszcze siłę to spędźmy resztę dnia tylko razem, bez tej durnej piłki, kamieni czy demonów.
- No miałeś się zamknąć no! – chwyciła jego dłoń i też zeskoczyła z łóżka – Ale skoro tak stawiasz sprawę to chyba muszę się zgodzić.
Złapali się za ręce po czym pocałowali.

Jennett jedząca na co dzień w pracy masę słodkiego jedzenia nie dała się wyciągnąć na żaden sernik czy lody. Było trochę późno i nie mieli za wiele atrakcji do wyboru, chociaż samo to, że mogli potrzymać się za ręce było czasem dobrze spożytkowany. Nie mniej jednak McCurdy postanowiła, że zawitają na lodowisko, mieli je wkrótce zamykać, dlatego była to świetna okazja. Byron nie był pocieszony, średnio umiał jeździć, ale dzięki temu mógł się bardziej trzymać Jennett i tak zrobił. Jennett też mistrzynią nie była, ale jeździła pierwsza przyspieszając i śmiejąc się jak blondynowi telepią się nogi. Musiała go łapać co jakiś czas albo on ją ciągnąłi oboje upadali. Wydawać by się mogło, że są na tym lodowisku sami, tak dobrze się bawili i śmiali, że inni w ogóle im nie przeszkadzali. Gdy Byron w końcu załapał mogli jeździć w kółko za rękę. Klimatyczna muzyka przygrywała, niebo i gwiazdy były już widoczne, a w około tlił się blask lampek i ozdób. Love objął czarnowłosą delikatnie od tyłu, chociaż był to odważny ruch jak na to, że może zaraz upaść, a McCurdy odwdzięczyła się mu głową na ramieniu. Chwile uniesienia nie mogły trwać wiecznie. Love wjechał na jakąś niewielką grudkę śniegu i od razu stracił równowagę. Chcąc czegoś się złapać, chwycił szalik Jennett przez co ta też straciła pion i oboje polecieli na plecy do tyłu.
- Musimy przestać tak na siebie wpadać - zaśmiał się głupio, zapewne oboje będą mieć siniaka na tyłku.
- Kto wpada ten wpada - rzuciła się na niego przywalając mu grudą, na którą najechał w twarz i też pokazała dumny uśmiech. Wytarzali się w lodzie nie odpędzając się od ślepi gapiów. 
Dalej szło Byronowi coraz lepiej, jeździli póki nie zrobiło się całkowicie ciemno. Światełka, klimatyczna muzyka i oni. Oddali łyżwy i skierowali się do pobliskiego automatu po gorącą czekoladę , ale Byrona uwagę przykuło coś jeszcze.
- Co robisz? - spytała Jennett widząc Byrona wygrzebującego drobniaki z kieszeni przy automacie z jakimiś pierdołami. Chłopak wrzucił monetę do jednego z nich i wypadło charakterystyczne jajko.
- Naszyjniki przyjaźni? Chyba łączy nas coś więcej niż przyjaźń i kawałek plastiku pomalowanego na złoto - skomentowała jak tylko zobaczyła automat z biżuterią i zawartość jajka.
- Axel ma swojego korka, to my też potrzebujemy swój...
- Talizman szczęścia? - dokończyła patrząc na naszyjniki z połówką serca.
- Dokładnie. - wziął jeden i pozwolił sobie zwiesić jej na szyi. Był to bardzo miły gest przypieczytujący ich miłość - W końcu jesteśmy boskim duetem - sobie też założył. Miał być dzień zapomnienia o bożym świecie, więc oto jest. Niby tandetny plastik z automatu, a znaczenie miało prawie takie jak zakładanie sobie obrączek.
- Ze mną to nie taka boska, z resztą tobie też się aureola przewróciła aniołku - zbliżyła się nieco i przycisnęła jego nos, tak, że wręcz zrobił zeza. Drobny erotyzm w głosie sprawiał, że grzeszki Byrona można traktować dwojako - a zresztą w piekle jest ciekawiej, przechyliła lekko głowę śmiejąc się.
- Gdzie ty tam i ja - chwycił jej dłoń - nawet jak wszyscy się odwrócą, nawet jak będą się ciebie bać, ja będę przy tobie. Choćbyś zaginęła, będę cię szukać do póki nie znajdę - wzięło go na mocne słodzenie, ale nie dało się. Jej oczy porywały go kompletnie, topił się jak w głębokim oceanie. McCurdy ścisnęła jego dłoń i pogładziła jego nadgarstek
- A ja nie pozwolę byś znowu cierpiał, bo masz po co żyć aniołku - Love chyba pierwszy raz od dawna poczuł naprawdę sens istnienia, był nim fałszywy anioł i poświęcenie się sprawie. Chciał trwać przy niej do końca swoich dni - liczę, że kiedyś talizmany szczęścia zamienimy na pierścionki.
- Potem ślub, piesek, kotek, dwójka dzieci - śmiał się równocześnie na oczy cisnęły mu się łzy szczęścia. Ścisnęli się w uścisku - będziemy razem na zawsze.
- Ale bez tych dzieci dobrze? - przetarła mu oczy i odsunęła włosy by widzieć twarz ukochanego i oczywiście się pocałowali tuląc mocno - Kocham cię.
- Ja ciebie też.
W tej pozycji było im zwyczajnie ciepło i nie zamierzali się puścić. W około kręcili się jeszcze ludzie. Blondyn przekrzywił głowę na ramieniu Jennett by patrzeć jak tłum się rozchodzi, gdy pośród chodzących spostrzegł jedną postać, która stała, jako jedyna się w nich wgapiała. Ale to niemożliwe w sumie wygląda bardzo przeciętnie, więc mógł się zwyczajnie pomylić.
- Josh? - wydusił z siebie - brązowa czupryna, zielone oczy błyszczące jak dwa szmaragdy. Zadrżał delikatnie.
- Josh? - powtórzyła i też zaczęła się przyglądać - jednak postać zniknęła albo i nie, przybrała inny wygląd, inną twarz czyli Byronowi tylko się przewidziało, ale czemu w takim momencie?

- Śpiąca królewna! Wstajemy! - zaczęła nim trząść, bo ten chyba zapomniał, że wybierają się dzisiaj na życiową wyprawę.
Blondyn wymruczał coś tylko i przewrócił się na drugi bok - Dzień dobry - dodał na koniec. Czarnowłosej o dziwo nie chciało się spać. Wgramoliła się na blondyna i przygniotła go swoim ciężarem. Teraz to miał jej cycki na twarzy, więc jeszcze bardziej nie czuł potrzeby wstawania.
- Za mało ci wczoraj było? - wyjęczał pod jej ciężarem.
- Axel dał mi więcej - otwarła mu powieki chcąc go jeszcze mocniej zdenerwować.
- O ty gówniaro! - zrzucił ją z siebie.
- W sumie to ma też więcej... - nie umiała się już zatrzymać z żartami.
- Większe ego? Zgadzam się - złapał ją za głowę i powalił na poduszkę - Spać!
Niebieskooka nie zamierzała spać chociaż była to jej ulubiona czynność, zupełnie tak jak psocenie. Chwyciła więc za kołdrę i cała się nią owinęła pozostawiając gołego Byrona jedynie z zimnym powietrzem. Momentalnie rzucił się na dziewczynę.
- Oddawaj! Przecież to ty zawsze śpisz najdłużej i musisz się spóźnić by tradycji stało się zadość! - wyskoczył z łóżka i zaczął rwać kołdrę co wyglądało jak zawody w przeciąganiu liny.
- Ale dajmy tym razem Axelowi się spóźnić! - też ciągnęła w swoją stronę siedząc na krańcu łóżka.
Wtem drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem i równie głośno do pokoju weszła Mayka.
- Czemu tak krzyczy... - zobaczyła swojego kuzyna nagusiego na środku pokoju z kołdrą w łapach i aż wryło ją w podłogę. Byron oczywiście w tym momencie stał się nieruchomą rzeźbą w kolorze czerwonym.
- Masz tu pranie - położyła mu stertę ubrań na podłogę i wyszła z pokoju z planem wydłubania sobie oczu.

***

W zaciemnionej sali spowitej chłodem gdzie było widać tylko pojedyncze smugi światła na swoich fotelach siedziała już nam znana ekipa niejakiej Aliea Akademii. Nieco zawiedzeni, wpatrujący się swoim świdrującym wzrokiem głównie Grana, czasem uciekali w stronę Reize. Ulvidia warczała cicho zaś Burn stukał palcami o podparcie.
- No i co? Nie ma jej... - niebieskowłosa świdrowała kolegę wzrokiem, ten jakby wcale nie rozumiał o co jej chodzi
- Minęły dopiero 2 dni...
- To wystarczająco by nas wydać - Burn chyba najbardziej nie chce widzieć czarnowłosej na oczy, od początku nie wierzył by dołączyła do tego spisku.
- Przypomnij mi łaskawie, na co nam ona? - Ulvi jak zwykle boi się o swoją pozycję.
- Właśnie, skoro jest taka podwójnie silna przez to że ma zakazaną technikę, też się takich nauczmy i po problemie - przemówił prawdopodobnie najmądrzejszy z grona.
- Tyle, że zakazane techniki niszczą ludzi, zryje ciało i psychikę... - rzucił Reize z podkulonymi kolanami znudzony, że jego kompania nie rozumie fenomenu demonicznej dziewczyny.
- Ona jest wyjątkowa, ponieważ nawet tego nie czuje... - dalej tłumaczył, a w tle jego głosu rozpościerało się stukanie butów i to nie jednych. Wraz z krokami ponury sędziwy głos.
- Ona po prostu jest tym demonem - dokończył i Steven Dark wszedł w jedyne miejsce gdzie padało światło, uśmiechnął się witając wszystkich.
- Jak pan tu wszedł?! - zerwał się pierwszy Gran, a za nim cała reszta.
- Czy to ważne skoro już tu jestem?
- Kim jest ten koleś? Przecież miał pan nikomu... - czerwonowłosy kosmita od początku nie miał zaufania do syna Darka, uznawał spoufalanie się z nim za stratę czasu, zwłaszcza, że planowano mu powierzyć cząstkę ich mocy.
- Joshua Dun - wymamrotał w końcu przez cały ten czas milczący Gazel, wszyscy spojrzeli na niego zadziwieni, że zna jego imię, zaś Burn dostał ataku panicznego śmiechu. Łapał się za czoło i rżał nie wierząc, że ponownie widzi tego biednego brązowowłosego zakłamanego i nijakiego chłopca - Czyżbyś przeszedł na dobrą stronę mocy?
Josh zachichotał pod nosem - Miło was znowu widzieć chłopaki - chodź tak naprawdę skręcało go na sam ich widok. Chociaż Jennett była dla niego skończona, to i tak brzydził się bynajmniej Burnem i tym co jej zrobił i ogólnym traktowaniem go jak popychadło.
- Usłyszałem ukradkiem drogie panie i panowie, że oczekujecie Jennett, mam rację? Dobre wieści dla was, przyjdzie tu dzisiaj.
- Naprawdę? - Gran aż się zachwycił.
- Naprawdę - złapał się za serce dodając dramaturgii całej tej wypowiedzi - Wasz ojciec robi dla mnie tak wiele, dlatego postanowiłem zrobić coś dla was. 
- Co takiego niby?
- Sprawię, że Jennett dołączy do was czy tego chce czy nie - wyciągnął z marynarki już trochę pogniecioną kartkę z umową, którą dziewczyna podpisała w pierwszy dzień szkoły - Skoro przebudził się w niej demon, a my spisaliśmy umowę, że będzie mi posłuszna mogę jej rozkazać co tylko zechcę.
Joshowi oczy się nieco rozszerzyły gdy o niej wspomniał. Nie wiedział nic o tej umowie, brzmiało to okropnie zwłaszcza, że pewnie nie jest jej świadoma. Brzmiało to równie okrutnie co podniecająco.
- Super, ale na co nam ten pachołek? - Burn wskazał na Josha. Dun chciał mu pokazać, że w końcu może się na coś przydać by potraktował go z minimalnym respektem. Zabłysło zielone światło i w tym miejscu gdzie stał Josh...stoi teraz Jennett?!
- By wszystko się nie wydało idioto - do tego przemówiła swoim głosem?! Światło znowu mignęło, a tym razem stał się Markiem Evansem - zagrajmy w piłkę! - krzyknął typowym dla niego głosem.
- Genialne! - zachwycił się Desarm.
- Jak widać meteoryt Aliea nie czyni tylko technik mocami, a też cechy charakteru - Gazel również był pod wrażeniem - kłamliwy, dwulicowy...idealna moc dla ciebie.
- W takim razie czekamy na przybycie Jennett...

***

Shinkansen pędził jak szalony, a grupka przyjaciół zajmowała poczwórne miejsce w jednym z przedziałów. Jennett przysypiała słuchając muzyki na ramieniu Byrona, jednak to że wstała wcześniej źle się na niej odbiło. Byron opierał się o okno i dzielił jedną słuchawkę z Jennett. Axel robił coś na telefonie, a Avril mocno zmartwiona podziwiała mijane widoki.
- A ciebie Avril przypadkiem miało nie być? Mówiłaś, że gdzieś z mamą jedziesz... - zaczął Byron.
- Tia...pojechała sama - rzuciła niewzruszona - w ogóle chyba zapomniała, że miałam przyjechać, bo nie było jej w domu...
Axel położył jej dłoń na ramieniu. To u niego dzisiaj nocowała. Ojciec postawił jej ultimatum, albo trzyma jego stronę albo kończy u matki. I chociaż wydawało jej się że kontakt ma z nią dobry, tak teraz to zupełnie przepadło. Gdy dzwoniła do niej mówiła o własnej córce jak pomiocie szatańskim, że jak ją tylko zobaczy to się z nią rozprawi, gdyż przypomina jej o mężu. Niemożliwe by zmieniła tak nagle zdanie, kochały się, jej partner też nie mógł tak na nią wpłynąć. Odpowiedź leżała gdzie indziej. To wszystko zrobił Steven, jej ojciec. By nie miała nikogo i wróciła do niego z płaczem na kolanach. Chciał pokazać jak słaba jest bez niego i chyba się udało. 
- Spałaś u Axela, ciekawie, co robiliście? 
- To samo co wy - dokuczali sobie.
- Też byliście na łyżwach? Chyba musieliśmy się minąć...
- Właśnie, dostaliście przepustkę do reprezentacji Korei - Axel zmienił temat - kto jedzie?
- Odmówiliśmy - powiedzieli razem bez ani odrobiny przejęcia. Szokujący wzrok Axela żądał odpowiedzi. Zaczęła Jennett.
- Po prostu oboje już się nie utożsamiamy z tym krajem i są tam ludzie z którymi byśmy się nie dogadali.
Tyle w temacie.
Pod górą zapłacili za wejścia i oficjalnie było można uznać, że ich przygoda się zaczęła. Jak to w weekend była masa turystów, ale to lepiej dla nich, w tłumie się przynajmniej nie wyróżniali. Założyli jeszcze maseczki to już w ogóle byli incognito. Wielu wchodziło na wielki wulkan, w sumie zaczął ich przerażać fakt, że muszą obejść górę albo również na nią wejść by cokolwiek znaleźć. Nawet nie wiedzieli czego szukają. (nie umiem usunąć tego entera :p)

- Czujecie coś? Jakąś energię? Cokolwiek? Axel ty nam jeszcze nie pokazałeś swoich mocy. Wdychaj to powietrze.
- Chodzi Ci o ten strasznie gęsty smog? - Blaze raczej nie zamierzał go wdychać.
- Eeem czego my właściwie szukamy?  - odezwała się w końcu Jennett rozglądając się - Wszędzie tylko skały.
- Magiczne fioletowe kamienie. Wydaje mi się że pochodzą z meteoru, który tu spadł i to on wydziela tę energię dającą jednorazowy wybuch mocy. Ale skoro te kamienie dali ci jacyś chłopcy to może ich tu znajdziemy - Byron uciekał w swój świat opowiadając im o swoich teoriach. Wtem Blaze lekko przysunął się do dalej niemrawej Avril i złapał ją za rękę.
- Może powiedz im o ojcu? - szepnął jej na ucho. Czerwonowlosa pokręciła przecząco głową. Wtedy Byron mógłby posunąć się za daleko, a ona stracić ostatniego członka rodziny.
- To może podejdźmy pod miejsce gdzie spadł meteoryt. Ponoć jest tam zagrodzone, ale możemy przemknąć - zaproponowała Jennett.
- W sumie możemy się dołączyć do tej grupy turystów, bo chyba będą iść kawałek w okół. Może przewodnik powie nam coś ciekawego? - zaproponował Axel.
- Nie możemy po prostu wjechać kawałek kolejką? - załamywała się Avril, licząc, że nic tu dzisiaj nie znajdą. Do realizacji przeszła opcja jeża. 
Szli jak najbardziej z tyłu, praktycznie odsunięci od grupy by tylko podsłuchiwać i mieć swobodę w szukaniu po krzakach.
- Góra jak każda inna, nie ogarniam czym się wszyscy tak fascynują - ruda kitka kopała kamień ciągnąc się za towarzyszami.
- Bo to jest wulkan, ale też nie ogarniam tych turystów, którzy zapłacili cały ten hajs by po prostu się przejść i wleźć do świątyni - tutaj McCurdy się zgodziła z towarzyszką i dołączyła do kopania kamienia. Turyści to byli raczej Europejczycy z uwagi na to, że gadali po angielsku. Kierowali się do wspomnianej świątyni, gdzie oczywiście był postój na zdjęcia. 
- Może mi też zrobicie zdjęcie przy tym kiczowatym pomniku? - zażartowała wskakując na wielki porośnięty mchem kamień który przedstawiał...no własnie co przedstawiał? Smoko-żabo-lwo-koto-koguta? Na pewno miał kocią łapę, jednak był na tyle paskudny, że żaden turysta nie chciał z nim zdjęcia.
- Avril złaź stamtąd! - wydarł się od razu Byron nie chcąc zwracać na siebie uwagi.
- Małpie zachciało się skakać? - Jennett nie wiedziała jak to inaczej skomentować.
- Zejdź proszę, miej chodź trochę szacunku... - najłagodniej mówił Axel.
Nie ma bata żeby Avril się posłuchała, z zerowym szacunkiem oparła się o wystającą łapę tego czegoś. Ku jej zdziwieniu łapa ruszyła się pod ciężarem jej ręki, przechyliła niczym dźwignia. Potem coś zaskrzypiało, pomnik zadrżał, a za nim pojawiła się dziura w ziemi, której wcześniej nie było. Wszyscy nie wiedzieli jak zareagować, takie rzeczy zdarzały się tylko w filmach.
- Co do cholery?! - podbiegł tam Byron i pochylił się nad dość sporą dziurą, której dna nie było widać, ale biło z niej światło. Do tego były wryte w nią schodki jak na drabinie na dach. Całość przypominała raczej tunel.
- No i co gbury? Odkryłam wam tajne przejście! 
- Czytałem trochę o tej górze, ale nie o żadnych tunelach, myślicie, że prowadzi do wnętrza? - Byron już tam pchał głowę.
- Jak się boisz to ja wejdę pierwsza - Jennett odepchnęła swojego chłopaka i sama przymierzyła się do pierwszego schodka.
- Myślicie, że w górze coś w ogóle znajdziemy?...Uważaj, te schodki nie wyglądają na najnowsze... - ale Jennett było już tylko widać czubek głowy.
- Przygoda - blondyn wzruszył ramionami - nie spiesz się...
Potem wszedł on, później Avril, a na końcu Axel.
- Mam przeczucie, że nie powinniśmy tu wchodzić - dalej jojczał Blaze, który zostawił na wszelki wypadek trochę uchyloną klapę.
- Nie na co dzień smoko-koto-żabo-lew uchyla ci wrota do wnętrza ziemi... - Jennett, już zbliżała się do końca, w sumie zeszli tylko z jakieś 4 metry w dół, gdzie na końcu trzeba było skoczyć.
- O kurde, gdzie my jesteśmy? - czarnowłosą oślepiały jasne lampy i metalowe tunele przypominające jakąś bazę - Pomieszczenie jak z jakiegoś filmu...
Wszyscy zdążyli zeskoczyć.
- Podejrzewam, że to jakieś wyjście awaryjne, zastanawia mnie jak stąd się teraz wydostaniemy...no i oczywiście brak zasięgu - Axel dalej pilnuje porządku, ale wszystkim głowy kręciły się jak u sów, tylko Avril zrobiło się coś nieswojo.
- Dobra tam, użyjemy Boskiej Wiedzy, znajdziemy stołek albo w ogóle główne wejście. Więc...w którą stronę idziemy? - obie strony wyglądały tak samo, ale zdecydowali się na prawo. Love miał przeczucie, że tu znajdą to czego szukali, tak samo czuł jakby ktoś ich bacznie obserwował. Szli trochę wtuleni w siebie. Żadnych drzwi, kolejnych korytarzy tylko cały czas prosto. Czerwonowłosej mina zrzedła, obawiała się, że napotkają jej szalonego ojca z tymi całymi kosmitami, o których mówił. Skoro już nie ma matki po swojej stronie, nie pozostaje jej nic innego jak pozostanie przy ojcu. To ją przerażało najbardziej. Pokazanie swojej bezradności i wrócenia do Stevena z podkulonym ogonem, a przy tym wydanie przyjaciół. Z tych pesymistycznych myśli wyrwał ją Axel chwytając za rękę.
- Dobrze się czujesz? - wyszeptał. Ta się wyrwała i tylko syknęła mu w twarz, tym bardziej chłopak utwierdził się w przekonaniu, że coś jest nie tak i na pewno dręczy ją jej ojciec.
- A co jeśli to jakieś laboratorium gdzie pracują nad naszymi kamyczkami i tym meteorytem?
Love tymi słowami prawdopodobnie wywołał wilka z lasu. W ścianach ponownie otworzyły się jakieś klapy, nastolatki aż odskoczyły, a z otworów w ścianach wyjechały roboty i to aż cała zgraja.
- INTRUZI, INTRUZI, INTRUZI, INTRUZI... - powtarzały mechanicznym głosem.
- Szybcy są - skomentowała Jennett, jak obudziły się dopiero po 5 minutach, bo tak długo tu są.
Roboty na kółkach były uzbrojone...w piłki i niczym maszyna treningowa w ich centrum zaczęły naparzać nimi w grupę. Padli na ziemię, ale roboty zaczęły się ruszać w ich stronę.
- Co to ma być?! - kulił się Love. Do tego w korytarzu zrobiło się mega głośno, jakby jakieś syreny zaczęły wyć. Pierwszy zebrał się Axel, któremu udało się zrobić kilka uników, by za czwartym razem przechwycić piłkę i uderzyć z powrotem powalając robota.
- Nieźle - skomentowała czarnowłosa próbująca pójść w jego ślady. Także próbowała odbić piłki. 
- Prędkość kła! - przywołała swojego wilka, który nastroszony stawił się przed nią i swoim wielkim ogonem odbijał piłki, gdy po chwili Jennett zrobiła długi wślizg w kształcie błyskawicy między roboty niszcząc przy tym ze 3 i powalając na ziemię. Piłek zdawało się nie być końca, udawało im się je odbijać albo unikać, ale ciągle pojawiały się nowe. Avril starała się wykorzystać swoje umiejętności bramkarskie, po kilku razach oberwania w twarz chwytała piłkę i niczym w zbijaku trafiała w maszyny. Wtem Byron wpadł na nowy pomysł, rozwinął swoje skrzydła, osłaniając w miarę resztę swoich przyjaciół, a sam swoim plecakiem  rzucał niczym młotem rozwalając przy tym roboty.
- Powiem wam, że nieźle nam to wyszło - wydyszała Jennett - trochę odzwyczaiłam się od treningów przez to wieczne sprzątanie sali - dmuchnęła w pasemko, które opadło jej na twarz.
- Mam nadzieję, że nie czeka na nas więcej niespodzianek - Blaze też był lekko zmarnowany, ale to na pewno nie był koniec niespodzianek. Najbliższą było rozgałęzienie się tunelu, a obie drogi wyglądały tak samo.
- To gdzie idziemy? - spytała niepewnie czarnowłosa, bo zapewne jakby wybrali jedną drogę nie wrócili by do tej drugiej opcji.
- Może się rozdzielimy? - zaproponował Byron.
- Chyba oszalałeś, nie wiesz jak to zawsze wygląda w horrorach? To jest najszybszy sposób na śmierć! 
- A nie właśnie jak się idzie grupą? Wtedy jest się łatwym celem i zawsze ginie ten na końcu - wywiązała się naprawdę ciekawa dyskusja.
- Axel, ty i Avril  pójdziecie do piwnicy, a ja z Jennett sprawdzimy w sypialni - zaśmiał się głupio na co ta zdzieliła go kawałkiem robota po głowie.
- Myślę, że najlepiej będzie jak dziewczyny pójdą razem - pozostała trójka podniosła pytająco brew, skąd w ogóle ten pomysł. Blaze liczył, że dziewczyna powie Jennett jeszcze więcej o swoich obawach, poza tym muszą zacieśniać więzi kobiece w drużynie, zaś on nakreśli sytuację Byronowi - w końcu to takie świetne przyjaciółki.
- NIGDZIE Z NIĄ NIE IDĘ!!! - wykrzyczały obie na raz wskazując na siebie.
- Do zobaczenia - białowłosy dumny ze swojego planu pomachał im i skierował się do tunelu idącego w lewo licząc, że Byron pójdzie za nim. Blondyn złapał jeszcze czarnowłosą za dłoń za nim zdążyli się rozejść.
- Uważajcie, postarajmy się stąd jakoś wyjść i spotkać przy pomniku smoko-lwa, jak do 20 się nie znajdziemy dzwonimy po pomoc.
- O ile zakład, że wyjdziemy pierwsze i to z całą górą kamieni? - zażartowała na co blondyn też się lekko uśmiechnął i pocałował ją w dłoń na pożegnanie. Słusznie, bo to chyba ostatni raz kiedy widzą się jako oni...

Mimo iż była to decyzja Avril, nie umiała skleić zdań i zacząć rozmowy, dlatego szły w takiej ciszy mijając zamknięte drzwi i kolejne korytarze. Zatrzymały się na chwilkę, przez całą drogę jak nie widziały nic wartego uwagi albo same zamknięte drzwi tak teraz takie same białe były delikatnie uchylone. Popatrzyły po sobie niepewnie. (znowu entery się zepsuły) 

- Wchodzimy tam? - zapytała upewniając się Avril, ale odpowiedź była oczywista. Jennett spojrzała tylko kątem oka czy nikogo w środku nie ma. Pomieszczenie było puste i całe zaciemnione, jedynie ekrany jakiś komputerów je rozświetlało. Komputery sugerowały tyle co możliwość znalezienia jakiś informacji. Jeden otwarty pokój mógł oznaczać też, że ktoś tu jest, więc żeby nie było przypału czerwonowłosa została na czatach, a Jennett wlazła do środka.
- Jest tu ktoś? - wyszeptała.
- Lepiej żeby ktosia nie było - dodała Avril.
Pomieszczenie było zawalone jakimiś papierami, a tak poza tym wydawało się jakimś biurem. Od razu przysiadła do komputera, nawet nie musiała hasła wpisywać, od razu miała włączony pulpit, na którym oprócz kosza, i przeglądarki znajdował się tylko jeden folder zatytułowany "x".
- Avril chyba coś... - nie dokończyła bo z nienacka ktoś zatkał jej usta i zasłonił oczy, do tego poczuła jakby chwyciły ją jeszcze z dwie osoby. Nie wiedziała co się stało, pewnie byli to właściciele komputera, jacyś tutejsi badacze, ale nie musieli jej krępować jakby chcieli ją porwać. Oczywiście jak na Jennett przystało zaczęła się wyrywać, ale ponieważ trzymało ją kilka osób nie była w stanie tego zrobić, bez problemu ją związali i zrzucili z krzesła. Naprawdę nie ogarniała co się stało, jak Avril pilnowała wejścia?! Chociaż były tam drugie drzwi. Serce jej przyspieszyło, nie była w stanie nic z siebie wydusić, a nawet jeśli to i tak miała czymś zatkane usta.
- Czemu tak długo do nas nie przychodziłaś hmm? Teraz byśmy przynajmniej mogli sobie odpuścić te zbędne ceregiele - odezwał się jakiś głos, który w tym amoku średnio łączyła z jakimś jej znanym, ale osoba łaskawie odsłoniła jej oczy. Stał przed nią chłopak z czerwonymi włosami, który podarował jej naszyjnik z kamieniem, Gran chyba, a ten długowłosy obok to Reize, w towarzystwie...Josha?!?! Oczy jej się zdecydowanie powiększyły, nawet przez szmatkę było można usłyszeć głośne "JOSH". Chłopak stał z boku, ale wpatrywał się w nią z lekką pogardą i zawistnym uśmiechem. Do tego jakaś niebieskowłosa babka, która już w ogóle zabijała ją wzrokiem. Co do cholery robi Avril?!
- No super, związaliśmy ją i co teraz? - Ulvidia nie sądziła, że to zajdą aż tak daleko. Gran zarządził:
- Joshua czy jak ci tam było, weź już wyjdź zanim... - zanim panienka Dark wejdzie do środka
- Jennett? Wszystko okej? - nastolatka w końcu oderwała się od telefonu, bo wcale nie miała zamiaru pomagać i się wtrącać, a co dopiero pilnować jej tyłów, ale trzask jakby ktoś spadł z krzesła znacznie ją zaniepokoił. Wlazła do środka i raczej spodziewała się grupy dorosłych i ochroniarzy, a tu banda nastolatków z włosami jak tęcza i Josh?! Oczy jej chodziły od lewej do prawej, a na podłodze związana Jennett.
- Co wy jej robicie? Kim jesteście? - już wyciągała ręce by jej pomóc, gdy zielonowłosy chwycił ją za nadgarstek.
- Tymi, którzy pomagają twojemu ojcu - czerwonowłosa tylko pokazała zęby na znak, że nie podoba jej się to że ją dotyka.
- Tyle to wiem, dlatego nie oddam wam i mojemu ojcu tej zakochanej idiotki -McCurdy tylko wysłała jej pogardliwe spojrzenie - Ale po co wam ta ciota? - pokazała głową na Josha - rozumiem, że ojciec znalazł sobie nowego fagasa w zamian za mnie? - niby to było do przewidzenia, ale zrobiło jej się trochę przykro. Tyle zrobiła dla Stevena, a on tak se znalazł kogoś nowego i to najgorszą padlinę stąpającą po ziemi. Do tego chyba nie ma wyjścia, ale musi do niego wrócić.
- Ależ tak kochana, poza tym nie muszę zajmować twojego miejsca, możemy być na nim razem. Nie chcesz pomóc swojemu tatusiowi? - z rękami za plecami nachylił się nad nią chcąc wywrzeć presję - słyszałem, że i tak nie masz gdzie wracać.
- Stoisz po złej stronie barykady - dodał Gran.
- Ja... - trochę nie wiedziała co powiedzieć, spoglądała tylko na Jennett, która próbowała coś krzyczeć, nie myślała nawet o tym że Avril potrafiłaby ich zdradzić. Czyżby ostatnia dobroć była tylko udawana? Podobnie Dun, ich drogi się rozeszły, ale nie sądziła, że będzie taki mściwy.
- Niby przyjechaliśmy do Raimon razem, ale nigdy nie mieliśmy okazji się lepiej poznać - brązowowłosy chwycił dziewczynę za dłonie i znacznie przybliżył chcąc pokazać, że nie ma złych zamiarów, po czym za pomocą zielonego światła przemienił się...w Jennett - teraz możemy się do siebie zbliżyć - dodał głosem McCurdy.
- Co jest?! - wykrzyknęła i wyrwała się z uścisku - Nie zamierzam nikomu pomagać, walą mnie te kamienie, supermoce, co prawda z dachem nad głową gorzej...
- Nie musisz się w to mieszać - przerwał jej Gran - my współpracujemy z twoim ojcem, ale tak naprawdę cele mamy sprzeczne. Chcemy tylko Jennett w naszych szeregach, nie pozwolę by stało jej się coś złego. Ty będziesz mieć dach nad głową, my nową członkinię, wystarczy, że będziesz cicho.
- I tak jej nigdy nie lubiłaś - przypomniał sobie, że jest w roli - przepraszam, mnie nie lubiłaś, tak samo jak Joshowi już na niej nie należy.
- Po prostu stąd wyjdź i niech wszystko będzie po staremu - zaproponował Reize.
- Nie będę udawać twojej przyjaciółki jeśli nie chcesz - uśmiechnęła się fałszywa Jennett.
- To wszystko jest jakieś posrane - głowa opadła jej do dołu, nie wiedziała co ma zrobić. W sumie jeśli nie mają za wiele wspólnego z jej ojcem to raczej nie zrobią jej krzywdy, a jak się zgodzi tato ją przyjmie z otwartymi ramionami. Jednakże znowu ma kłamać i być fałszywa?
Jennett zaczęła się kręcić i wiercić nie wierząc w co słyszy i widzi. Zahaczyła jakoś o krzesło i zdjęła bez pomocy rąk szmatkę z ust.
- No chyba cię coś popierdoliło?! Chcesz mnie tu zostawić z tymi ludźmi? Taka jesteś? W sumie c
zego się spodziewałam...A no i jeszcze ty... - na Duna to już w ogóle nie mogła patrzeć.
- Przepraszam - wymamrotała Avril - chciałam ci pomóc, ale nie mogę...
- Naprawdę słodko... - rzekła niebieskowłosa kosmitka, patrząc na rozgrywający się dramat niczym z trudnych spraw.
- Niech wam będzie - mruknęła tylko i odwróciła się na pięcie łapiąc Josha, a raczej Jennett by poszła za nią.
- Tak idź, idź sobie, niech cie sumienie zagryzie, Byron i tak się domyśli! - darła się jeszcze za nimi.
- Spokojnie, zajmę się twoim Byronkiem najlepiej jak potrafię.
- Z tobą nawet nie rozmawiam parszywcu.
Jennett zostało tylko wierzyć, że Love i reszta się domyślą, ale zdawała sobie sprawę, że  Josh jako jej były przyjaciel zna ją aż za dobrze, podobnie jak Byrona. Ich rozmowa w pokoju pielęgniarki podobnie jak moment gdy stanęła przed Byronem i wyczyściła jej moc dała szansę na uwierzenie, że Avril się zmieniła. Ale ta grała, tak samo dobrze jak grał Josh. Teraz ta dwójka była nie do zatrzymania. Patrzyła jeszcze jak drzwi po nich się zamykają. Potem podejrzany zapach z kolejnej chustki przyłożonej do twarzy i ciemność. (co jest z tymi enterami)

Byron i Axel też nie musieli iść daleko by coś odkryć. Weszli do swego rodzaju pawilonu, a tam było już sporo drzwi, co nieco ich zdziwiło. Ciągnęli za kolejne klamki, nie wszystkie były otwarte, a akurat te uchylone był składzikiem na miotły.
- Może otworzymy, jakieś siłą? - zaproponował blondyn.
- Bo ty to masz w sobie tyle siły... 
Ku zaskoczeniu białego jeża Byron rozpiął plecak i wyjął z niego łom.
- No nieźle, już wiem jak te roboty rozwalałeś.
- To które drzwi wybierasz - zakręcił narzędziem i przyjął bojową pozycję.
- Uważaj bo zrobisz sobie krzywdę...
Love od razu zaczepił łom o drzwi i zaczął je odginać, nawet nogą się podparł. Blaze tylko podziwił jego syzyfową pracę z tyłu i śmiał się mentalnie.
- Byron...bo sobie coś jeszcze nadwyrężysz... - zasłaniał się dłonią by nie widział jak się śmieje - spodnie ci zaraz pękną.
- Sam zaraz pękniesz - stękał i siłował się jak uparty osioł. Nie chciał przyznać Axelowi racji, oczywiście drzwi się nie odgięły ani centymetr.
- Co za głupie drzwi! Zaznają boskiego gniewu! - pisnął i z całej siły jaką miał w nogach zaczął w nie walić i kopać.
- Love spokojnie, jak nie te to następne...
- Siedź cicho! - jego kopanie doprowadziło do tego, że z obramowania drzwi spadł mały metalowy przedmiot, który wylądował na podłodze. Był to klucz.
- O kurde - podniósł go blondyn - kto normalny trzyma klucz w takim miejscu - nie głowiąc się dłużej nad tym pytaniem sprawdził czy klucz pasuje do zamka i mieścił się idealnie. Już zapomniał o Axelu i sam wlazł do środka. W pokoju czekało na niego laboratorium, pełno zlewek, jakiś komórek, mikroskopów, dwa komputery, nie miał pojęcia od czego zacząć, ale postanowił dość nietypowo. Od szuflad. Większość to strzykawki, probówki, ale też i...kamienie. W jednej szufladzie pod jakimś starym biurkiem chyba wyjętym z użytku. 5 kawałków, od razu wszystkie schował do kieszeni. Ekscytacja zawładnęła jego ciałem, odkryli laboratorium w środku góry Fuji. Pod kamieniami była jakaś stara karteczka i tak jak całych teczek papierów nie chciało mu się przeglądać, tak ta jedna wydawała się być pasjonująca.
"Prezydent w nas nie wierzy, uważa, że to złe i nie ludzkie, pewnie nie wierzy też w kosmitów, ale to tylko kwestia czasu. Meteoryt ma szansę stworzyć niepokonaną armię nadludzi, a skoro tak mu się podoba piłka nożna, to czemu nie wziąć jej na celownik? Moje kochane dzieci, małe sierotki, w końcu odnajdą cel w życiu i udowodnią mi ich miłość. Kamień przeniesie do rzeczywistości ich cechy charakteru, umiejętności czy techniki, z nim będą nie do pokonania, a ci którzy w sobie przebudzą tę supermoc będą ją mieli na zawsze. Gdyby tylko nie był pan tchórzem panie prezydencie..." Przeczytał na głos. Data sprzed 5 lat. Blondynowi znowu wokół głowy pojawiło się tyle pytań, ale i równocześnie kilka odpowiedzi.
- Axel! - krzyknął za nim by mu to pokazać, ale Blaze nie przychodził. blondyn podniósł głowę jak surykatka, liczył że nie porwały go te zabójcze roboty. Wpakował jeszcze do plecaka jakąś teczkę i wybiegł z pokoju. Na szczęście płomienny napastnik machał do niego po drugiej stronie tunelu.
- Nie uwierzysz co tam było!
- Nie uwierzysz jak zobaczysz to coś - białowłosy od razu chwycił go za rękę mógł poczuć jak jest roztrzęsiony od tego jakie wrażenie na nim to wywarło. 
Podłoga ze śliskiego parkietu zmieniła się w metal, weszli na swego rodzaju platformę, okrągłą przeszkloną rotundę z widokiem na meteoryt Aliea.
- Ja jebie - Byron aż się złapał za głowę i musiał kucnąć by złapać oddech.
- Robi wrażenie co nie?
Byron przykleił się do szyby. Diament świecił się mocnym fioletowym światłem, chyba słabym pomysłem było tam wejść bez jakiś okularów, miał też z 10 metrów wysokości, a na dole łazili jacyś ludkowie w kombinezonach.
- To ma być broń, broń przeciwko prezydentowi, nie...założyciel albo ktoś chce pokazać siłę tego meteorytu i mocy prezydentowi. I coś o jakiś kosmitach... - białowłosy przyłożył chłopakowi rękę do czoła bo chyba zaczął majaczyć od wrażenia jakie wywarł na nim kamień.
- Dobrze się czujesz? - zapytał.
- A ty? Czujesz coś?
- Trochę... - przerwał gdy dostrzegł, że faceci z dołu wskazują na nich palcami, a na platformie pojawili się kolejni ludzie w kombinezonach.
- Cholera!
Zerwali się do zabójczego biegu tą samą drogą co szli by dostać się do drabinki i wyjścia. Adrenalina skoczyła wysoko, oczywiście Axel znacznie wyprzedzał Byrona, ale ten spanikowany też dawał radę. Faceci w bieli byli daleko, ale w każdej chwili zza zamkniętych drzwi może ktoś wyskoczyć.
- Czekaj, złap mnie za rękę, kupię nam trochę czasu - od razu gdy Blaze chwycił rękę chłopaka, Byron pstryknął palcami u drugiej - Rajski czas! Szybko, nie wiem kiedy czas znowu ruszy... - i pobiegli, było już całkiem blisko gdy czas znowu ruszył. Na szczęście badacze byli wyjątkowo daleko za nimi. Oglądali się do tyłu aż idealnie pod drabinką wpadli na dziewczyny, dosłownie, bynajmniej Aphrodi na Jennett. 
-
Musimy przestać tak na siebie wpadać - wysłał jej głupi uśmiech co ona odwzajemniła i pogłaskała po głowie.
- Ale nam się udało! Podsadzę was, tylko szybko, bo gonią nas wściekli pielęgniarze - przyszykował koszyczek by Avril weszła jako pierwsza, ale mina na jej twarzy pokazywała mocne skołowanie i smutek, jakby jej buty były najciekawszą rzeczą do oglądania - W porządku?
Wtedy Avril się obudziła.
- Wszystko super, niestety nic nie znalazłyśmy, ale zrobiłyśmy sobie przebieżkę - Jennett odpowiedziała za nią - Prawda Avril? - powiedziała to tak by się upewnić, że Avril jest stała w postanowieniach i dokopać w jej obolałe serce jeszcze bardziej.
- Jennett mnie wykończyła - przytuliła się z żalem do chłopaka i wlazła na drabinę.
Tak kończy się przygoda na górze Fuji.

Zapowiedzi Odrei
Trochę się pozmieniało, w relacjach jak i w życiu. Jako bogini łowów jestem najlepszym śledczym, aż Iris mnie musi hamować. Z Jennett jest coś bardzo nie tak, zachowuje się inaczej, jej odzywki są też inne, a Byron...zakochany, nic nie widzi. I to oczywiście ja wychodzę na zazdrosną! A co z prawdziwą Jennett? W sensie no ja nic nie wiem, ale czeka ją ponowna konfrontacja z jej eks i walka z pokusą,a także zostanie docenioną przez utalentowanych piłkarzy. Przeczytajcie kolejne perypetie Jennett, Josha, Byrona i tym razem i mnie w kolejnym rozdziale "Wszyscy nosimy maski"! Do zobaczenia.

-------

Jest tu od cholery błędów, jeszcze to zedytuję, spokojnie.
MAMY TO!!! Chyba te ostatnie dwa rozdziały pod rząd wyssały ze mnie całą energię, bo to nie tak, że nie miałam pomysłu, z resztą jak zawsze. Zaszczepiłam się na covid, byłam w szpitalu i sobie myślałam "napiszę to!" Gówno z tego wyszło. Powrót do szkoły ideolo, chyba byłam w mniejszości, bo bardzo chciałam już wrócić.
Musiałam przyspieszyć trochę, a bardzo chętnie bym rozwinęła relację Affo i Jennett. Mieli naprawdę mało czasu na miłość, więc pozwoliłam sobie na odrobinę czułości. Na scenę wkroczyła też Avril. Od zawsze nie widziałam w niej zerojedynkowej złolki, ale niestety miłość do ojca, ból po odrzuceniu były za duże. JEśli jesteście fanami shipu AxA to obiecuję, że będą małe fajerwerki. Miałam tyle rzeczy do opowiedzenia, ale oczywiście musiałam je zapomnieć. Więc na razie to tyle, może coś tu zedytuję xD A co myślicie o Joshu? Wattpadowi czytelnicy chcieli jego powrotu i oto jest! Kocham gościa naprawdę. No i najważniejsze. Kiedy 26 rozdział? Myślę, że w sierpniu, może szybciej, może później, ale sierpień to mój cel. Zaglądajcie tu i piszcie co u was i jak wrażenia!