niedziela, 30 maja 2021

25. Cuda nad Fuji


POPRAWIONE!

Spokojny zimowy poranek w swoich ramionach. To chyba to co wynagradza naszej dwójce wszystkie niemiłe przygody dnia. W sumie noc nie była taka zła, relacja weszła na wyższy poziom i było można zaszaleć, przytulanie i całowanie już nie starczyły chociaż cały czas było przyjemnie. W końcu Jennett uwierzyła Byronowi, że na 100% jest facetem. Teraz leżeli nadzy pod kołdrą wtuleni w siebie, tym razem bez Axela, i całe szczęście. Zdziwię was, McCurdy wstała jako pierwsza i już nie zamierzała zasypiać jak to miała w zwyczaju. Tuliła od góry Love'a ściskając go by nigdzie nie mógł uciec i podziwiała jak śpi. Miał bardzo niespokojny oddech, ale wyglądał przy tym tak ślicznie, jak aniołek z nieskazitelną twarzą. Odgarnęła mu trochę włosy, bo przeszkadzały jej w przyglądaniu się. Aż się cała uśmiechała, było jej z nim tak dobrze, wydawało jej się że są po prostu dla siebie stworzeni. Jeszcze ten łańcuszek z połową serca zwisający mu z szyi. Chociaż nie zapomni z jakim przerażeniem w oczach patrzył się na nią gdy ta była pod kontrolą demona. Mimo, że on mógł udawać, że nic się nie stało,t ak jak wszyscy w około, to ona ma świadomość , że już nie jest tak samo...

Jennett leżała na Avril, a Avril na Byronie. Zapanowała kompletna cisza. Nikt nie umiał ogarnąć tego co się właściwie stało.
- Gdzie ja...gdzie ja jestem? - podniosła się mocno skołowana Jennett, nie miała bladego pojęcia co się wydarzyło, dosłownie miała dziurę wynoszącą około minutę w czasie. Czemu Avril ją trzyma? Czemu tak bardzo boli ją głowa? - Umm... Avril? - przetarła oczy myśląc, że raczej skończyła na kolanach Byrona.
-Ugh złaź ze mnie! - na twarz czerwonowłosej wpłynął rumieniec, to wcale nie tak, że ją uratowała w jakiś magiczny sposób, baka! Byrona zaś dosłownie wbiło w ziemię, nie umiał się ruszyć, dalej miał przed oczami obraz jak demon go dopada i rozszarpuje pazurami. Dlatego pierwszy ruszył się Axel rzucając się na dziewczynę.
- Jennett! - przytulił ją, ta nie miała pojęcia dlaczego właściwie ją przytula i czemu wszyscy się na nią gapią z takim strachem.
- Ale co się właściwie...Ała! - złapała się za głowę, wszystko zaczęło się kręcić, do tego zrobiło się jej naprawdę słabo, a ciało bolało jakby je świeżo co przestano okładać kijem.
- W porządku? - dotknął jej czoła czy nie ma gorączki.
- No tak średnio bym powiedziała.
- Ej, co się tak nią przejmujesz, ona ma już chłopaka - upomniała białowłosego Avril - ma dzięki mnie... 
McCurdy zwróciła w końcu wzrok na chłopaka, ten w ogóle na nią nie patrzył, jakby tego unikał.
- Może zaprowadzę cię do pielęgniarki? - zaproponował Blaze.
-Nie...zostaw mnie - odepchnęła go od siebie -Co się stało? Czemu mnie tak dziwnie traktujecie?! Byron! - krzyknęła na blondyna, nie chciała by patrzył na nią takim przerażonym wzrokiem. Jednak zrobiła tylko kilka kroków w jego stronę i padła na twarz. Wtedy Love już oprzytomniał i rzucił się z pomocą. Dwóch świadków wzięło ją pod pachę i zanieśli do pielęgniarki, nie mógł tego zrobić ani Byron ani Axel, bo oboje zostali zmuszeni do złożenia wyjaśnień.
- Co to do cholery było?! - wrzasnęła Nally.
~Przypomnienie o super mocach~
Jedynie Avril wiedziała, że to magiczny kamień pozwolił jej się w całości przemienić w demona i przebudzić jego moce. Tak to Jennett może by miała szansę wygrać z demonicą, tak jak to było w trakcie meczu z królewskimi. Po głowie chodził tylko jej ojciec i myśl do czego mu potrzebna jest moc Jennett. Na razie wolała zwinąć się w kulkę i siedzieć cicho aż temat sam zszedł na nią.
- No skoro tak, to czemu nagle, gdy tylko Avril pojawiła się przed Byronem chcąc go ochronić Jennett nagle stała się sobą?
- Nie chciałam go chronić! - striggerowała się.
Byron mając w głowie wszystkie puzzle starał się coś wymyślić sensownego. Gdy Dark wpatrywała się w demona jakby chciała go zabić jej włosy nieco się uniosły. Trochę to wyglądało jakby...
- Avril! - wymyślił w końcu.
- Hm?
- Spójrz na mnie tak jak patrzyłaś wtedy na Jennett.
- Hę?
- Nie narzekaj
- Aż z taką nienawiścią? No dobra.  3...2...
- Boska Wiedza! - krzyknął zdeterminowany i już miał rozłożyły się jego skrzydła gdy...
- ...1 - ...gdy Avril na niego spojrzała, przeszedł go swego rodzaju dreszcz i skrzydła jak szybko się pojawiły tak szybko się rozprysnęły na tysiące kawałeczków i zniknęły tak że nie był w stanie wyskoczyć w górę. Swoją drogą był w niemałym szoku jak wszyscy.
- Ty umiesz kasować moce! - chwycił ją za ramiona i zaczął nią trząść - Ale zajebiście!
- No chyba ty... - Avril naprawdę nie chciała mieć z tym nic wspólnego. Gorzej jak ma się z tego wymigać. Zaczęła nieco dygotać aż było to do niej niepodobne.
- Ugh co za beznadziejny ojciec, co za beznadziejny naszyjnik, że też musiał mi go założyć - pomyślała.
- Jeśli mój tok myślenia jest dobry musi mieć to jakiś związek z hissatsu - Jude zabawił się w detektywa, nie podejrzewał dziewczyny o żadną wycieczkę na Fuji czy inne magiczne cuda. Tu była szansa dla rudej kity. 
- TAK! - zrobiła z palców pistoleciki - Bo ja tyle trenowałam haha - i gdzie ta jej umiejętność kłamania i szyderstwa? - W końcu musiałam opracować coś na mecz prawda? Mark mnie trenował i Axel...hahaha - co to za paniczny śmiech.
- Naprawdę? Jakoś tego nie widziałem - Blaze ją wyczuł, a ta od razu zatkała mu usta - To miała być niespodzianka! Niespodzianka - zaczęła machać rękami.
- Moja szkoła! - klepnął ją Mark zdrową ręką po plecach - Może... - pokażesz jeszcze raz? Nie ma mowy!
- Może pójdę zobaczyć co z Jennett? -popędziła do drzwi by już jej nie dorwali
- Hmm... w sumie - rzekł Mark - ciekawe czy ją donieśli w ogóle - zaśmiał się.
- No nie wiem - zrobił się nagle nieśmiały Nathan, włosy zasłoniły mu twarz.
- A co jeśli znowu... - zająkała się Celia - ona znowu.
- Macie szczęście, że Hibiki tego nie widział, bo by wywalił ją na zbity pysk - zakomunikowała Nelly.
- Ja nie chce nic mówić, ale może dla naszego dobra lepiej będzie ją na chwilę odsunąć...
- Że co?! - Byron wściekł się i rzucił z łapskami na Ericka który to zaproponował - Skąd w ogóle taki pomysł?! - popatrzył mu prosto w oczy i wszystkich innych w około. Widać było w nich strach. Blondyn tylko parsknął.
- Jebcie się wszyscy - rzucił do śmiertelników z zniewagą i wybiegł. Axel za nim.
W ten sposób grupa Raimon podzieliła się mocno i nie wiadomo na jak długo. Jednych ogarniał strach i niedowierzanie, a drudzy byli wręcz zachwyceni. Na pewno Jennett nie była dla nich tą samą osobą, którą była wcześniej. Czy słusznie? 
- Avril chyba rzeczywiście poszła zobaczyć co z Jennett – stwierdził Axel nie widząc jej nigdzie w około – dziwne, chyba że poszła ją dobić.
- Mhm – Byron tylko mruknął.
-Wszystko ok? – spytał kładąc mu dłoń na ramieniu, ten strzepnął ją z siebie.
- Tak, tylko mam wrażenie, że kolejna drużyna obróciła się przeciwko mnie… - Axel podniósł tylko pytająco brew – Chodźmy.
Idąc korytarzem w stronę gabinetu usłyszeli rozmowę. Oczywiście Avril i Jennett, a brzmiało to tak jakby AVRIL DORADZAŁA JENNETT?!
- …Wpakowałaś się w szambo jednym słowem. Nawet nie chcę wiedzieć skąd to masz, ale wara od mojego ojca – wtem obie odwróciły się czując wzrok chłopców na sobie. Czerwonowłosa jakby spanikowała. Zerwała się z łóżka na którym siedziała, złapała Blaze’a za rękaw szybciej niż on zdążył coś powiedzieć.
-Spadamy – wyprowadziła go sali – no i powiedz mu o tym! – krzyknęła za dziewczyną.
Jennett leżała na łóżku z ręką na czole i wpatrywała się w okno za którym malował się piękny zimowy zachód słońca.
- Nie zrobiła ci nic? – zaśmiał się, bo może rzeczywiście chciała ją w jakiś sposób dobić.
McCurdy wydała z siebie tylko długi jęk pokazując jednoznacznie, że ma już dość.
- Chyba spanie w moim łóżku będzie dużo wygodniejsze niż na tym tutaj – dosiadł się do niej.
- Oni się mnie boją prawda? – wymamrotała na co blondyn odpowiedział jej milczeniem – Czemu mnie to spotyka?
- Szczerze mówiąc, też się trochę wystraszyłem. Musisz im to wybaczyć, trochę niecodzienny widok.
- Ja im wybaczę, ale czy oni mnie? Bałam się, że mnie nie zaakceptują przez to jak zostałam wykorzystana i jak patologiczna byłam, a teraz? Jestem jakiś pieprzonym demonem! – Jennett rzadko zdarzało się przeklinać, ale teraz zabrzmiało to naprawdę mocno. Najbardziej czego się obawiała to odrzucenia.
- Lubią cię taką jaka jesteś, popatrz, że nawet mnie przyjęli po tym co im zrobiłem – położył się obok niej obejmując delikatnie.
- Mimo wszystko tak bardzo się boję. Moim największym strachem jest śmierć, ale jednak też i samotność, nie chcę zostać sama… - ścisnęła dłoń którą ją obejmował.
- Nie będziesz sama bo będę przy tobie – podniósł się trochę i pochylił nad nią, tak, że blond włosy zleciały na twarz dziewczyny i ją czule pocałował potwierdzając swoje słowa.
- Miej ich w dupie, tak jak ja – wyszczerzył się.
- Ty i te twoje gejowskie zapędy – aż się zaśmiała i przyciągnęła chłopaka znowu do siebie. Dobrze, że pielęgniarka gdzieś wyszła. W trakcie tulenia wcisnęła mu do ręki jakąś rzecz. Byron zaintrygowany spojrzał, do ręki został mu wciśnięty fioletowy kamień przepleciony rzemykiem.
- To jest to czego szukasz, źródło mocy, to mnie zmieniło w demona…w połączeniu z moją zakazaną techniką - wytłumaczyła niechętnie. I zaczęło się to czego się obawiała.
- COOOO?!?!?! SKĄD TY TO MASZ?! KTOŚ CI TO DAŁ?! CZEMU NIC NIE MÓWIŁAŚ?! – zalał ją dziesiątką pytań obmacując kamyczek.
- Właśnie dlatego nic ci nie powiedziałam. Świrujesz, nie śpisz po nocach, poza tym nie wiem za dużo, więc zdecydowałam że będę milczeć.
Byron spojrzał wstecz wydarzeń i rzeczywiście, trooochę za bardzo się wciągnął, był taki moment gdy ich związek zszedł na drugi plan. Słowa „Nie będziesz sama” przestają w takim momencie mieć znaczenie..
- Chciałabym spędzić trochę z tobą czasu… - zrobiła się trochę nieśmiała - …a po jutrzejszej wycieczce na Fuji wkręcisz się jeszcze bardziej.
- Przepraszam – chyba tylko tyle mu zostało. Zeskoczył energicznie na raz z łóżka i chwycił czarnowłosą za rękę – Więc pozwolisz moja pani, że się zamknę na jakiś czas.
- Oj tak, zdecydowanie wszystkim to dobrze zrobi.
- Jeśli masz jeszcze siłę to spędźmy resztę dnia tylko razem, bez tej durnej piłki, kamieni czy demonów.
- No miałeś się zamknąć no! – chwyciła jego dłoń i też zeskoczyła z łóżka – Ale skoro tak stawiasz sprawę to chyba muszę się zgodzić.
Złapali się za ręce po czym pocałowali.

Jennett jedząca na co dzień w pracy masę słodkiego jedzenia nie dała się wyciągnąć na żaden sernik czy lody. Było trochę późno i nie mieli za wiele atrakcji do wyboru, chociaż samo to, że mogli potrzymać się za ręce było czasem dobrze spożytkowany. Nie mniej jednak McCurdy postanowiła, że zawitają na lodowisko, mieli je wkrótce zamykać, dlatego była to świetna okazja. Byron nie był pocieszony, średnio umiał jeździć, ale dzięki temu mógł się bardziej trzymać Jennett i tak zrobił. Jennett też mistrzynią nie była, ale jeździła pierwsza przyspieszając i śmiejąc się jak blondynowi telepią się nogi. Musiała go łapać co jakiś czas albo on ją ciągnąłi oboje upadali. Wydawać by się mogło, że są na tym lodowisku sami, tak dobrze się bawili i śmiali, że inni w ogóle im nie przeszkadzali. Gdy Byron w końcu załapał mogli jeździć w kółko za rękę. Klimatyczna muzyka przygrywała, niebo i gwiazdy były już widoczne, a w około tlił się blask lampek i ozdób. Love objął czarnowłosą delikatnie od tyłu, chociaż był to odważny ruch jak na to, że może zaraz upaść, a McCurdy odwdzięczyła się mu głową na ramieniu. Chwile uniesienia nie mogły trwać wiecznie. Love wjechał na jakąś niewielką grudkę śniegu i od razu stracił równowagę. Chcąc czegoś się złapać, chwycił szalik Jennett przez co ta też straciła pion i oboje polecieli na plecy do tyłu.
- Musimy przestać tak na siebie wpadać - zaśmiał się głupio, zapewne oboje będą mieć siniaka na tyłku.
- Kto wpada ten wpada - rzuciła się na niego przywalając mu grudą, na którą najechał w twarz i też pokazała dumny uśmiech. Wytarzali się w lodzie nie odpędzając się od ślepi gapiów. 
Dalej szło Byronowi coraz lepiej, jeździli póki nie zrobiło się całkowicie ciemno. Światełka, klimatyczna muzyka i oni. Oddali łyżwy i skierowali się do pobliskiego automatu po gorącą czekoladę , ale Byrona uwagę przykuło coś jeszcze.
- Co robisz? - spytała Jennett widząc Byrona wygrzebującego drobniaki z kieszeni przy automacie z jakimiś pierdołami. Chłopak wrzucił monetę do jednego z nich i wypadło charakterystyczne jajko.
- Naszyjniki przyjaźni? Chyba łączy nas coś więcej niż przyjaźń i kawałek plastiku pomalowanego na złoto - skomentowała jak tylko zobaczyła automat z biżuterią i zawartość jajka.
- Axel ma swojego korka, to my też potrzebujemy swój...
- Talizman szczęścia? - dokończyła patrząc na naszyjniki z połówką serca.
- Dokładnie. - wziął jeden i pozwolił sobie zwiesić jej na szyi. Był to bardzo miły gest przypieczytujący ich miłość - W końcu jesteśmy boskim duetem - sobie też założył. Miał być dzień zapomnienia o bożym świecie, więc oto jest. Niby tandetny plastik z automatu, a znaczenie miało prawie takie jak zakładanie sobie obrączek.
- Ze mną to nie taka boska, z resztą tobie też się aureola przewróciła aniołku - zbliżyła się nieco i przycisnęła jego nos, tak, że wręcz zrobił zeza. Drobny erotyzm w głosie sprawiał, że grzeszki Byrona można traktować dwojako - a zresztą w piekle jest ciekawiej, przechyliła lekko głowę śmiejąc się.
- Gdzie ty tam i ja - chwycił jej dłoń - nawet jak wszyscy się odwrócą, nawet jak będą się ciebie bać, ja będę przy tobie. Choćbyś zaginęła, będę cię szukać do póki nie znajdę - wzięło go na mocne słodzenie, ale nie dało się. Jej oczy porywały go kompletnie, topił się jak w głębokim oceanie. McCurdy ścisnęła jego dłoń i pogładziła jego nadgarstek
- A ja nie pozwolę byś znowu cierpiał, bo masz po co żyć aniołku - Love chyba pierwszy raz od dawna poczuł naprawdę sens istnienia, był nim fałszywy anioł i poświęcenie się sprawie. Chciał trwać przy niej do końca swoich dni - liczę, że kiedyś talizmany szczęścia zamienimy na pierścionki.
- Potem ślub, piesek, kotek, dwójka dzieci - śmiał się równocześnie na oczy cisnęły mu się łzy szczęścia. Ścisnęli się w uścisku - będziemy razem na zawsze.
- Ale bez tych dzieci dobrze? - przetarła mu oczy i odsunęła włosy by widzieć twarz ukochanego i oczywiście się pocałowali tuląc mocno - Kocham cię.
- Ja ciebie też.
W tej pozycji było im zwyczajnie ciepło i nie zamierzali się puścić. W około kręcili się jeszcze ludzie. Blondyn przekrzywił głowę na ramieniu Jennett by patrzeć jak tłum się rozchodzi, gdy pośród chodzących spostrzegł jedną postać, która stała, jako jedyna się w nich wgapiała. Ale to niemożliwe w sumie wygląda bardzo przeciętnie, więc mógł się zwyczajnie pomylić.
- Josh? - wydusił z siebie - brązowa czupryna, zielone oczy błyszczące jak dwa szmaragdy. Zadrżał delikatnie.
- Josh? - powtórzyła i też zaczęła się przyglądać - jednak postać zniknęła albo i nie, przybrała inny wygląd, inną twarz czyli Byronowi tylko się przewidziało, ale czemu w takim momencie?

- Śpiąca królewna! Wstajemy! - zaczęła nim trząść, bo ten chyba zapomniał, że wybierają się dzisiaj na życiową wyprawę.
Blondyn wymruczał coś tylko i przewrócił się na drugi bok - Dzień dobry - dodał na koniec. Czarnowłosej o dziwo nie chciało się spać. Wgramoliła się na blondyna i przygniotła go swoim ciężarem. Teraz to miał jej cycki na twarzy, więc jeszcze bardziej nie czuł potrzeby wstawania.
- Za mało ci wczoraj było? - wyjęczał pod jej ciężarem.
- Axel dał mi więcej - otwarła mu powieki chcąc go jeszcze mocniej zdenerwować.
- O ty gówniaro! - zrzucił ją z siebie.
- W sumie to ma też więcej... - nie umiała się już zatrzymać z żartami.
- Większe ego? Zgadzam się - złapał ją za głowę i powalił na poduszkę - Spać!
Niebieskooka nie zamierzała spać chociaż była to jej ulubiona czynność, zupełnie tak jak psocenie. Chwyciła więc za kołdrę i cała się nią owinęła pozostawiając gołego Byrona jedynie z zimnym powietrzem. Momentalnie rzucił się na dziewczynę.
- Oddawaj! Przecież to ty zawsze śpisz najdłużej i musisz się spóźnić by tradycji stało się zadość! - wyskoczył z łóżka i zaczął rwać kołdrę co wyglądało jak zawody w przeciąganiu liny.
- Ale dajmy tym razem Axelowi się spóźnić! - też ciągnęła w swoją stronę siedząc na krańcu łóżka.
Wtem drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem i równie głośno do pokoju weszła Mayka.
- Czemu tak krzyczy... - zobaczyła swojego kuzyna nagusiego na środku pokoju z kołdrą w łapach i aż wryło ją w podłogę. Byron oczywiście w tym momencie stał się nieruchomą rzeźbą w kolorze czerwonym.
- Masz tu pranie - położyła mu stertę ubrań na podłogę i wyszła z pokoju z planem wydłubania sobie oczu.

***

W zaciemnionej sali spowitej chłodem gdzie było widać tylko pojedyncze smugi światła na swoich fotelach siedziała już nam znana ekipa niejakiej Aliea Akademii. Nieco zawiedzeni, wpatrujący się swoim świdrującym wzrokiem głównie Grana, czasem uciekali w stronę Reize. Ulvidia warczała cicho zaś Burn stukał palcami o podparcie.
- No i co? Nie ma jej... - niebieskowłosa świdrowała kolegę wzrokiem, ten jakby wcale nie rozumiał o co jej chodzi
- Minęły dopiero 2 dni...
- To wystarczająco by nas wydać - Burn chyba najbardziej nie chce widzieć czarnowłosej na oczy, od początku nie wierzył by dołączyła do tego spisku.
- Przypomnij mi łaskawie, na co nam ona? - Ulvi jak zwykle boi się o swoją pozycję.
- Właśnie, skoro jest taka podwójnie silna przez to że ma zakazaną technikę, też się takich nauczmy i po problemie - przemówił prawdopodobnie najmądrzejszy z grona.
- Tyle, że zakazane techniki niszczą ludzi, zryje ciało i psychikę... - rzucił Reize z podkulonymi kolanami znudzony, że jego kompania nie rozumie fenomenu demonicznej dziewczyny.
- Ona jest wyjątkowa, ponieważ nawet tego nie czuje... - dalej tłumaczył, a w tle jego głosu rozpościerało się stukanie butów i to nie jednych. Wraz z krokami ponury sędziwy głos.
- Ona po prostu jest tym demonem - dokończył i Steven Dark wszedł w jedyne miejsce gdzie padało światło, uśmiechnął się witając wszystkich.
- Jak pan tu wszedł?! - zerwał się pierwszy Gran, a za nim cała reszta.
- Czy to ważne skoro już tu jestem?
- Kim jest ten koleś? Przecież miał pan nikomu... - czerwonowłosy kosmita od początku nie miał zaufania do syna Darka, uznawał spoufalanie się z nim za stratę czasu, zwłaszcza, że planowano mu powierzyć cząstkę ich mocy.
- Joshua Dun - wymamrotał w końcu przez cały ten czas milczący Gazel, wszyscy spojrzeli na niego zadziwieni, że zna jego imię, zaś Burn dostał ataku panicznego śmiechu. Łapał się za czoło i rżał nie wierząc, że ponownie widzi tego biednego brązowowłosego zakłamanego i nijakiego chłopca - Czyżbyś przeszedł na dobrą stronę mocy?
Josh zachichotał pod nosem - Miło was znowu widzieć chłopaki - chodź tak naprawdę skręcało go na sam ich widok. Chociaż Jennett była dla niego skończona, to i tak brzydził się bynajmniej Burnem i tym co jej zrobił i ogólnym traktowaniem go jak popychadło.
- Usłyszałem ukradkiem drogie panie i panowie, że oczekujecie Jennett, mam rację? Dobre wieści dla was, przyjdzie tu dzisiaj.
- Naprawdę? - Gran aż się zachwycił.
- Naprawdę - złapał się za serce dodając dramaturgii całej tej wypowiedzi - Wasz ojciec robi dla mnie tak wiele, dlatego postanowiłem zrobić coś dla was. 
- Co takiego niby?
- Sprawię, że Jennett dołączy do was czy tego chce czy nie - wyciągnął z marynarki już trochę pogniecioną kartkę z umową, którą dziewczyna podpisała w pierwszy dzień szkoły - Skoro przebudził się w niej demon, a my spisaliśmy umowę, że będzie mi posłuszna mogę jej rozkazać co tylko zechcę.
Joshowi oczy się nieco rozszerzyły gdy o niej wspomniał. Nie wiedział nic o tej umowie, brzmiało to okropnie zwłaszcza, że pewnie nie jest jej świadoma. Brzmiało to równie okrutnie co podniecająco.
- Super, ale na co nam ten pachołek? - Burn wskazał na Josha. Dun chciał mu pokazać, że w końcu może się na coś przydać by potraktował go z minimalnym respektem. Zabłysło zielone światło i w tym miejscu gdzie stał Josh...stoi teraz Jennett?!
- By wszystko się nie wydało idioto - do tego przemówiła swoim głosem?! Światło znowu mignęło, a tym razem stał się Markiem Evansem - zagrajmy w piłkę! - krzyknął typowym dla niego głosem.
- Genialne! - zachwycił się Desarm.
- Jak widać meteoryt Aliea nie czyni tylko technik mocami, a też cechy charakteru - Gazel również był pod wrażeniem - kłamliwy, dwulicowy...idealna moc dla ciebie.
- W takim razie czekamy na przybycie Jennett...

***

Shinkansen pędził jak szalony, a grupka przyjaciół zajmowała poczwórne miejsce w jednym z przedziałów. Jennett przysypiała słuchając muzyki na ramieniu Byrona, jednak to że wstała wcześniej źle się na niej odbiło. Byron opierał się o okno i dzielił jedną słuchawkę z Jennett. Axel robił coś na telefonie, a Avril mocno zmartwiona podziwiała mijane widoki.
- A ciebie Avril przypadkiem miało nie być? Mówiłaś, że gdzieś z mamą jedziesz... - zaczął Byron.
- Tia...pojechała sama - rzuciła niewzruszona - w ogóle chyba zapomniała, że miałam przyjechać, bo nie było jej w domu...
Axel położył jej dłoń na ramieniu. To u niego dzisiaj nocowała. Ojciec postawił jej ultimatum, albo trzyma jego stronę albo kończy u matki. I chociaż wydawało jej się że kontakt ma z nią dobry, tak teraz to zupełnie przepadło. Gdy dzwoniła do niej mówiła o własnej córce jak pomiocie szatańskim, że jak ją tylko zobaczy to się z nią rozprawi, gdyż przypomina jej o mężu. Niemożliwe by zmieniła tak nagle zdanie, kochały się, jej partner też nie mógł tak na nią wpłynąć. Odpowiedź leżała gdzie indziej. To wszystko zrobił Steven, jej ojciec. By nie miała nikogo i wróciła do niego z płaczem na kolanach. Chciał pokazać jak słaba jest bez niego i chyba się udało. 
- Spałaś u Axela, ciekawie, co robiliście? 
- To samo co wy - dokuczali sobie.
- Też byliście na łyżwach? Chyba musieliśmy się minąć...
- Właśnie, dostaliście przepustkę do reprezentacji Korei - Axel zmienił temat - kto jedzie?
- Odmówiliśmy - powiedzieli razem bez ani odrobiny przejęcia. Szokujący wzrok Axela żądał odpowiedzi. Zaczęła Jennett.
- Po prostu oboje już się nie utożsamiamy z tym krajem i są tam ludzie z którymi byśmy się nie dogadali.
Tyle w temacie.
Pod górą zapłacili za wejścia i oficjalnie było można uznać, że ich przygoda się zaczęła. Jak to w weekend była masa turystów, ale to lepiej dla nich, w tłumie się przynajmniej nie wyróżniali. Założyli jeszcze maseczki to już w ogóle byli incognito. Wielu wchodziło na wielki wulkan, w sumie zaczął ich przerażać fakt, że muszą obejść górę albo również na nią wejść by cokolwiek znaleźć. Nawet nie wiedzieli czego szukają. (nie umiem usunąć tego entera :p)

- Czujecie coś? Jakąś energię? Cokolwiek? Axel ty nam jeszcze nie pokazałeś swoich mocy. Wdychaj to powietrze.
- Chodzi Ci o ten strasznie gęsty smog? - Blaze raczej nie zamierzał go wdychać.
- Eeem czego my właściwie szukamy?  - odezwała się w końcu Jennett rozglądając się - Wszędzie tylko skały.
- Magiczne fioletowe kamienie. Wydaje mi się że pochodzą z meteoru, który tu spadł i to on wydziela tę energię dającą jednorazowy wybuch mocy. Ale skoro te kamienie dali ci jacyś chłopcy to może ich tu znajdziemy - Byron uciekał w swój świat opowiadając im o swoich teoriach. Wtem Blaze lekko przysunął się do dalej niemrawej Avril i złapał ją za rękę.
- Może powiedz im o ojcu? - szepnął jej na ucho. Czerwonowlosa pokręciła przecząco głową. Wtedy Byron mógłby posunąć się za daleko, a ona stracić ostatniego członka rodziny.
- To może podejdźmy pod miejsce gdzie spadł meteoryt. Ponoć jest tam zagrodzone, ale możemy przemknąć - zaproponowała Jennett.
- W sumie możemy się dołączyć do tej grupy turystów, bo chyba będą iść kawałek w okół. Może przewodnik powie nam coś ciekawego? - zaproponował Axel.
- Nie możemy po prostu wjechać kawałek kolejką? - załamywała się Avril, licząc, że nic tu dzisiaj nie znajdą. Do realizacji przeszła opcja jeża. 
Szli jak najbardziej z tyłu, praktycznie odsunięci od grupy by tylko podsłuchiwać i mieć swobodę w szukaniu po krzakach.
- Góra jak każda inna, nie ogarniam czym się wszyscy tak fascynują - ruda kitka kopała kamień ciągnąc się za towarzyszami.
- Bo to jest wulkan, ale też nie ogarniam tych turystów, którzy zapłacili cały ten hajs by po prostu się przejść i wleźć do świątyni - tutaj McCurdy się zgodziła z towarzyszką i dołączyła do kopania kamienia. Turyści to byli raczej Europejczycy z uwagi na to, że gadali po angielsku. Kierowali się do wspomnianej świątyni, gdzie oczywiście był postój na zdjęcia. 
- Może mi też zrobicie zdjęcie przy tym kiczowatym pomniku? - zażartowała wskakując na wielki porośnięty mchem kamień który przedstawiał...no własnie co przedstawiał? Smoko-żabo-lwo-koto-koguta? Na pewno miał kocią łapę, jednak był na tyle paskudny, że żaden turysta nie chciał z nim zdjęcia.
- Avril złaź stamtąd! - wydarł się od razu Byron nie chcąc zwracać na siebie uwagi.
- Małpie zachciało się skakać? - Jennett nie wiedziała jak to inaczej skomentować.
- Zejdź proszę, miej chodź trochę szacunku... - najłagodniej mówił Axel.
Nie ma bata żeby Avril się posłuchała, z zerowym szacunkiem oparła się o wystającą łapę tego czegoś. Ku jej zdziwieniu łapa ruszyła się pod ciężarem jej ręki, przechyliła niczym dźwignia. Potem coś zaskrzypiało, pomnik zadrżał, a za nim pojawiła się dziura w ziemi, której wcześniej nie było. Wszyscy nie wiedzieli jak zareagować, takie rzeczy zdarzały się tylko w filmach.
- Co do cholery?! - podbiegł tam Byron i pochylił się nad dość sporą dziurą, której dna nie było widać, ale biło z niej światło. Do tego były wryte w nią schodki jak na drabinie na dach. Całość przypominała raczej tunel.
- No i co gbury? Odkryłam wam tajne przejście! 
- Czytałem trochę o tej górze, ale nie o żadnych tunelach, myślicie, że prowadzi do wnętrza? - Byron już tam pchał głowę.
- Jak się boisz to ja wejdę pierwsza - Jennett odepchnęła swojego chłopaka i sama przymierzyła się do pierwszego schodka.
- Myślicie, że w górze coś w ogóle znajdziemy?...Uważaj, te schodki nie wyglądają na najnowsze... - ale Jennett było już tylko widać czubek głowy.
- Przygoda - blondyn wzruszył ramionami - nie spiesz się...
Potem wszedł on, później Avril, a na końcu Axel.
- Mam przeczucie, że nie powinniśmy tu wchodzić - dalej jojczał Blaze, który zostawił na wszelki wypadek trochę uchyloną klapę.
- Nie na co dzień smoko-koto-żabo-lew uchyla ci wrota do wnętrza ziemi... - Jennett, już zbliżała się do końca, w sumie zeszli tylko z jakieś 4 metry w dół, gdzie na końcu trzeba było skoczyć.
- O kurde, gdzie my jesteśmy? - czarnowłosą oślepiały jasne lampy i metalowe tunele przypominające jakąś bazę - Pomieszczenie jak z jakiegoś filmu...
Wszyscy zdążyli zeskoczyć.
- Podejrzewam, że to jakieś wyjście awaryjne, zastanawia mnie jak stąd się teraz wydostaniemy...no i oczywiście brak zasięgu - Axel dalej pilnuje porządku, ale wszystkim głowy kręciły się jak u sów, tylko Avril zrobiło się coś nieswojo.
- Dobra tam, użyjemy Boskiej Wiedzy, znajdziemy stołek albo w ogóle główne wejście. Więc...w którą stronę idziemy? - obie strony wyglądały tak samo, ale zdecydowali się na prawo. Love miał przeczucie, że tu znajdą to czego szukali, tak samo czuł jakby ktoś ich bacznie obserwował. Szli trochę wtuleni w siebie. Żadnych drzwi, kolejnych korytarzy tylko cały czas prosto. Czerwonowłosej mina zrzedła, obawiała się, że napotkają jej szalonego ojca z tymi całymi kosmitami, o których mówił. Skoro już nie ma matki po swojej stronie, nie pozostaje jej nic innego jak pozostanie przy ojcu. To ją przerażało najbardziej. Pokazanie swojej bezradności i wrócenia do Stevena z podkulonym ogonem, a przy tym wydanie przyjaciół. Z tych pesymistycznych myśli wyrwał ją Axel chwytając za rękę.
- Dobrze się czujesz? - wyszeptał. Ta się wyrwała i tylko syknęła mu w twarz, tym bardziej chłopak utwierdził się w przekonaniu, że coś jest nie tak i na pewno dręczy ją jej ojciec.
- A co jeśli to jakieś laboratorium gdzie pracują nad naszymi kamyczkami i tym meteorytem?
Love tymi słowami prawdopodobnie wywołał wilka z lasu. W ścianach ponownie otworzyły się jakieś klapy, nastolatki aż odskoczyły, a z otworów w ścianach wyjechały roboty i to aż cała zgraja.
- INTRUZI, INTRUZI, INTRUZI, INTRUZI... - powtarzały mechanicznym głosem.
- Szybcy są - skomentowała Jennett, jak obudziły się dopiero po 5 minutach, bo tak długo tu są.
Roboty na kółkach były uzbrojone...w piłki i niczym maszyna treningowa w ich centrum zaczęły naparzać nimi w grupę. Padli na ziemię, ale roboty zaczęły się ruszać w ich stronę.
- Co to ma być?! - kulił się Love. Do tego w korytarzu zrobiło się mega głośno, jakby jakieś syreny zaczęły wyć. Pierwszy zebrał się Axel, któremu udało się zrobić kilka uników, by za czwartym razem przechwycić piłkę i uderzyć z powrotem powalając robota.
- Nieźle - skomentowała czarnowłosa próbująca pójść w jego ślady. Także próbowała odbić piłki. 
- Prędkość kła! - przywołała swojego wilka, który nastroszony stawił się przed nią i swoim wielkim ogonem odbijał piłki, gdy po chwili Jennett zrobiła długi wślizg w kształcie błyskawicy między roboty niszcząc przy tym ze 3 i powalając na ziemię. Piłek zdawało się nie być końca, udawało im się je odbijać albo unikać, ale ciągle pojawiały się nowe. Avril starała się wykorzystać swoje umiejętności bramkarskie, po kilku razach oberwania w twarz chwytała piłkę i niczym w zbijaku trafiała w maszyny. Wtem Byron wpadł na nowy pomysł, rozwinął swoje skrzydła, osłaniając w miarę resztę swoich przyjaciół, a sam swoim plecakiem  rzucał niczym młotem rozwalając przy tym roboty.
- Powiem wam, że nieźle nam to wyszło - wydyszała Jennett - trochę odzwyczaiłam się od treningów przez to wieczne sprzątanie sali - dmuchnęła w pasemko, które opadło jej na twarz.
- Mam nadzieję, że nie czeka na nas więcej niespodzianek - Blaze też był lekko zmarnowany, ale to na pewno nie był koniec niespodzianek. Najbliższą było rozgałęzienie się tunelu, a obie drogi wyglądały tak samo.
- To gdzie idziemy? - spytała niepewnie czarnowłosa, bo zapewne jakby wybrali jedną drogę nie wrócili by do tej drugiej opcji.
- Może się rozdzielimy? - zaproponował Byron.
- Chyba oszalałeś, nie wiesz jak to zawsze wygląda w horrorach? To jest najszybszy sposób na śmierć! 
- A nie właśnie jak się idzie grupą? Wtedy jest się łatwym celem i zawsze ginie ten na końcu - wywiązała się naprawdę ciekawa dyskusja.
- Axel, ty i Avril  pójdziecie do piwnicy, a ja z Jennett sprawdzimy w sypialni - zaśmiał się głupio na co ta zdzieliła go kawałkiem robota po głowie.
- Myślę, że najlepiej będzie jak dziewczyny pójdą razem - pozostała trójka podniosła pytająco brew, skąd w ogóle ten pomysł. Blaze liczył, że dziewczyna powie Jennett jeszcze więcej o swoich obawach, poza tym muszą zacieśniać więzi kobiece w drużynie, zaś on nakreśli sytuację Byronowi - w końcu to takie świetne przyjaciółki.
- NIGDZIE Z NIĄ NIE IDĘ!!! - wykrzyczały obie na raz wskazując na siebie.
- Do zobaczenia - białowłosy dumny ze swojego planu pomachał im i skierował się do tunelu idącego w lewo licząc, że Byron pójdzie za nim. Blondyn złapał jeszcze czarnowłosą za dłoń za nim zdążyli się rozejść.
- Uważajcie, postarajmy się stąd jakoś wyjść i spotkać przy pomniku smoko-lwa, jak do 20 się nie znajdziemy dzwonimy po pomoc.
- O ile zakład, że wyjdziemy pierwsze i to z całą górą kamieni? - zażartowała na co blondyn też się lekko uśmiechnął i pocałował ją w dłoń na pożegnanie. Słusznie, bo to chyba ostatni raz kiedy widzą się jako oni...

Mimo iż była to decyzja Avril, nie umiała skleić zdań i zacząć rozmowy, dlatego szły w takiej ciszy mijając zamknięte drzwi i kolejne korytarze. Zatrzymały się na chwilkę, przez całą drogę jak nie widziały nic wartego uwagi albo same zamknięte drzwi tak teraz takie same białe były delikatnie uchylone. Popatrzyły po sobie niepewnie. (znowu entery się zepsuły) 

- Wchodzimy tam? - zapytała upewniając się Avril, ale odpowiedź była oczywista. Jennett spojrzała tylko kątem oka czy nikogo w środku nie ma. Pomieszczenie było puste i całe zaciemnione, jedynie ekrany jakiś komputerów je rozświetlało. Komputery sugerowały tyle co możliwość znalezienia jakiś informacji. Jeden otwarty pokój mógł oznaczać też, że ktoś tu jest, więc żeby nie było przypału czerwonowłosa została na czatach, a Jennett wlazła do środka.
- Jest tu ktoś? - wyszeptała.
- Lepiej żeby ktosia nie było - dodała Avril.
Pomieszczenie było zawalone jakimiś papierami, a tak poza tym wydawało się jakimś biurem. Od razu przysiadła do komputera, nawet nie musiała hasła wpisywać, od razu miała włączony pulpit, na którym oprócz kosza, i przeglądarki znajdował się tylko jeden folder zatytułowany "x".
- Avril chyba coś... - nie dokończyła bo z nienacka ktoś zatkał jej usta i zasłonił oczy, do tego poczuła jakby chwyciły ją jeszcze z dwie osoby. Nie wiedziała co się stało, pewnie byli to właściciele komputera, jacyś tutejsi badacze, ale nie musieli jej krępować jakby chcieli ją porwać. Oczywiście jak na Jennett przystało zaczęła się wyrywać, ale ponieważ trzymało ją kilka osób nie była w stanie tego zrobić, bez problemu ją związali i zrzucili z krzesła. Naprawdę nie ogarniała co się stało, jak Avril pilnowała wejścia?! Chociaż były tam drugie drzwi. Serce jej przyspieszyło, nie była w stanie nic z siebie wydusić, a nawet jeśli to i tak miała czymś zatkane usta.
- Czemu tak długo do nas nie przychodziłaś hmm? Teraz byśmy przynajmniej mogli sobie odpuścić te zbędne ceregiele - odezwał się jakiś głos, który w tym amoku średnio łączyła z jakimś jej znanym, ale osoba łaskawie odsłoniła jej oczy. Stał przed nią chłopak z czerwonymi włosami, który podarował jej naszyjnik z kamieniem, Gran chyba, a ten długowłosy obok to Reize, w towarzystwie...Josha?!?! Oczy jej się zdecydowanie powiększyły, nawet przez szmatkę było można usłyszeć głośne "JOSH". Chłopak stał z boku, ale wpatrywał się w nią z lekką pogardą i zawistnym uśmiechem. Do tego jakaś niebieskowłosa babka, która już w ogóle zabijała ją wzrokiem. Co do cholery robi Avril?!
- No super, związaliśmy ją i co teraz? - Ulvidia nie sądziła, że to zajdą aż tak daleko. Gran zarządził:
- Joshua czy jak ci tam było, weź już wyjdź zanim... - zanim panienka Dark wejdzie do środka
- Jennett? Wszystko okej? - nastolatka w końcu oderwała się od telefonu, bo wcale nie miała zamiaru pomagać i się wtrącać, a co dopiero pilnować jej tyłów, ale trzask jakby ktoś spadł z krzesła znacznie ją zaniepokoił. Wlazła do środka i raczej spodziewała się grupy dorosłych i ochroniarzy, a tu banda nastolatków z włosami jak tęcza i Josh?! Oczy jej chodziły od lewej do prawej, a na podłodze związana Jennett.
- Co wy jej robicie? Kim jesteście? - już wyciągała ręce by jej pomóc, gdy zielonowłosy chwycił ją za nadgarstek.
- Tymi, którzy pomagają twojemu ojcu - czerwonowłosa tylko pokazała zęby na znak, że nie podoba jej się to że ją dotyka.
- Tyle to wiem, dlatego nie oddam wam i mojemu ojcu tej zakochanej idiotki -McCurdy tylko wysłała jej pogardliwe spojrzenie - Ale po co wam ta ciota? - pokazała głową na Josha - rozumiem, że ojciec znalazł sobie nowego fagasa w zamian za mnie? - niby to było do przewidzenia, ale zrobiło jej się trochę przykro. Tyle zrobiła dla Stevena, a on tak se znalazł kogoś nowego i to najgorszą padlinę stąpającą po ziemi. Do tego chyba nie ma wyjścia, ale musi do niego wrócić.
- Ależ tak kochana, poza tym nie muszę zajmować twojego miejsca, możemy być na nim razem. Nie chcesz pomóc swojemu tatusiowi? - z rękami za plecami nachylił się nad nią chcąc wywrzeć presję - słyszałem, że i tak nie masz gdzie wracać.
- Stoisz po złej stronie barykady - dodał Gran.
- Ja... - trochę nie wiedziała co powiedzieć, spoglądała tylko na Jennett, która próbowała coś krzyczeć, nie myślała nawet o tym że Avril potrafiłaby ich zdradzić. Czyżby ostatnia dobroć była tylko udawana? Podobnie Dun, ich drogi się rozeszły, ale nie sądziła, że będzie taki mściwy.
- Niby przyjechaliśmy do Raimon razem, ale nigdy nie mieliśmy okazji się lepiej poznać - brązowowłosy chwycił dziewczynę za dłonie i znacznie przybliżył chcąc pokazać, że nie ma złych zamiarów, po czym za pomocą zielonego światła przemienił się...w Jennett - teraz możemy się do siebie zbliżyć - dodał głosem McCurdy.
- Co jest?! - wykrzyknęła i wyrwała się z uścisku - Nie zamierzam nikomu pomagać, walą mnie te kamienie, supermoce, co prawda z dachem nad głową gorzej...
- Nie musisz się w to mieszać - przerwał jej Gran - my współpracujemy z twoim ojcem, ale tak naprawdę cele mamy sprzeczne. Chcemy tylko Jennett w naszych szeregach, nie pozwolę by stało jej się coś złego. Ty będziesz mieć dach nad głową, my nową członkinię, wystarczy, że będziesz cicho.
- I tak jej nigdy nie lubiłaś - przypomniał sobie, że jest w roli - przepraszam, mnie nie lubiłaś, tak samo jak Joshowi już na niej nie należy.
- Po prostu stąd wyjdź i niech wszystko będzie po staremu - zaproponował Reize.
- Nie będę udawać twojej przyjaciółki jeśli nie chcesz - uśmiechnęła się fałszywa Jennett.
- To wszystko jest jakieś posrane - głowa opadła jej do dołu, nie wiedziała co ma zrobić. W sumie jeśli nie mają za wiele wspólnego z jej ojcem to raczej nie zrobią jej krzywdy, a jak się zgodzi tato ją przyjmie z otwartymi ramionami. Jednakże znowu ma kłamać i być fałszywa?
Jennett zaczęła się kręcić i wiercić nie wierząc w co słyszy i widzi. Zahaczyła jakoś o krzesło i zdjęła bez pomocy rąk szmatkę z ust.
- No chyba cię coś popierdoliło?! Chcesz mnie tu zostawić z tymi ludźmi? Taka jesteś? W sumie c
zego się spodziewałam...A no i jeszcze ty... - na Duna to już w ogóle nie mogła patrzeć.
- Przepraszam - wymamrotała Avril - chciałam ci pomóc, ale nie mogę...
- Naprawdę słodko... - rzekła niebieskowłosa kosmitka, patrząc na rozgrywający się dramat niczym z trudnych spraw.
- Niech wam będzie - mruknęła tylko i odwróciła się na pięcie łapiąc Josha, a raczej Jennett by poszła za nią.
- Tak idź, idź sobie, niech cie sumienie zagryzie, Byron i tak się domyśli! - darła się jeszcze za nimi.
- Spokojnie, zajmę się twoim Byronkiem najlepiej jak potrafię.
- Z tobą nawet nie rozmawiam parszywcu.
Jennett zostało tylko wierzyć, że Love i reszta się domyślą, ale zdawała sobie sprawę, że  Josh jako jej były przyjaciel zna ją aż za dobrze, podobnie jak Byrona. Ich rozmowa w pokoju pielęgniarki podobnie jak moment gdy stanęła przed Byronem i wyczyściła jej moc dała szansę na uwierzenie, że Avril się zmieniła. Ale ta grała, tak samo dobrze jak grał Josh. Teraz ta dwójka była nie do zatrzymania. Patrzyła jeszcze jak drzwi po nich się zamykają. Potem podejrzany zapach z kolejnej chustki przyłożonej do twarzy i ciemność. (co jest z tymi enterami)

Byron i Axel też nie musieli iść daleko by coś odkryć. Weszli do swego rodzaju pawilonu, a tam było już sporo drzwi, co nieco ich zdziwiło. Ciągnęli za kolejne klamki, nie wszystkie były otwarte, a akurat te uchylone był składzikiem na miotły.
- Może otworzymy, jakieś siłą? - zaproponował blondyn.
- Bo ty to masz w sobie tyle siły... 
Ku zaskoczeniu białego jeża Byron rozpiął plecak i wyjął z niego łom.
- No nieźle, już wiem jak te roboty rozwalałeś.
- To które drzwi wybierasz - zakręcił narzędziem i przyjął bojową pozycję.
- Uważaj bo zrobisz sobie krzywdę...
Love od razu zaczepił łom o drzwi i zaczął je odginać, nawet nogą się podparł. Blaze tylko podziwił jego syzyfową pracę z tyłu i śmiał się mentalnie.
- Byron...bo sobie coś jeszcze nadwyrężysz... - zasłaniał się dłonią by nie widział jak się śmieje - spodnie ci zaraz pękną.
- Sam zaraz pękniesz - stękał i siłował się jak uparty osioł. Nie chciał przyznać Axelowi racji, oczywiście drzwi się nie odgięły ani centymetr.
- Co za głupie drzwi! Zaznają boskiego gniewu! - pisnął i z całej siły jaką miał w nogach zaczął w nie walić i kopać.
- Love spokojnie, jak nie te to następne...
- Siedź cicho! - jego kopanie doprowadziło do tego, że z obramowania drzwi spadł mały metalowy przedmiot, który wylądował na podłodze. Był to klucz.
- O kurde - podniósł go blondyn - kto normalny trzyma klucz w takim miejscu - nie głowiąc się dłużej nad tym pytaniem sprawdził czy klucz pasuje do zamka i mieścił się idealnie. Już zapomniał o Axelu i sam wlazł do środka. W pokoju czekało na niego laboratorium, pełno zlewek, jakiś komórek, mikroskopów, dwa komputery, nie miał pojęcia od czego zacząć, ale postanowił dość nietypowo. Od szuflad. Większość to strzykawki, probówki, ale też i...kamienie. W jednej szufladzie pod jakimś starym biurkiem chyba wyjętym z użytku. 5 kawałków, od razu wszystkie schował do kieszeni. Ekscytacja zawładnęła jego ciałem, odkryli laboratorium w środku góry Fuji. Pod kamieniami była jakaś stara karteczka i tak jak całych teczek papierów nie chciało mu się przeglądać, tak ta jedna wydawała się być pasjonująca.
"Prezydent w nas nie wierzy, uważa, że to złe i nie ludzkie, pewnie nie wierzy też w kosmitów, ale to tylko kwestia czasu. Meteoryt ma szansę stworzyć niepokonaną armię nadludzi, a skoro tak mu się podoba piłka nożna, to czemu nie wziąć jej na celownik? Moje kochane dzieci, małe sierotki, w końcu odnajdą cel w życiu i udowodnią mi ich miłość. Kamień przeniesie do rzeczywistości ich cechy charakteru, umiejętności czy techniki, z nim będą nie do pokonania, a ci którzy w sobie przebudzą tę supermoc będą ją mieli na zawsze. Gdyby tylko nie był pan tchórzem panie prezydencie..." Przeczytał na głos. Data sprzed 5 lat. Blondynowi znowu wokół głowy pojawiło się tyle pytań, ale i równocześnie kilka odpowiedzi.
- Axel! - krzyknął za nim by mu to pokazać, ale Blaze nie przychodził. blondyn podniósł głowę jak surykatka, liczył że nie porwały go te zabójcze roboty. Wpakował jeszcze do plecaka jakąś teczkę i wybiegł z pokoju. Na szczęście płomienny napastnik machał do niego po drugiej stronie tunelu.
- Nie uwierzysz co tam było!
- Nie uwierzysz jak zobaczysz to coś - białowłosy od razu chwycił go za rękę mógł poczuć jak jest roztrzęsiony od tego jakie wrażenie na nim to wywarło. 
Podłoga ze śliskiego parkietu zmieniła się w metal, weszli na swego rodzaju platformę, okrągłą przeszkloną rotundę z widokiem na meteoryt Aliea.
- Ja jebie - Byron aż się złapał za głowę i musiał kucnąć by złapać oddech.
- Robi wrażenie co nie?
Byron przykleił się do szyby. Diament świecił się mocnym fioletowym światłem, chyba słabym pomysłem było tam wejść bez jakiś okularów, miał też z 10 metrów wysokości, a na dole łazili jacyś ludkowie w kombinezonach.
- To ma być broń, broń przeciwko prezydentowi, nie...założyciel albo ktoś chce pokazać siłę tego meteorytu i mocy prezydentowi. I coś o jakiś kosmitach... - białowłosy przyłożył chłopakowi rękę do czoła bo chyba zaczął majaczyć od wrażenia jakie wywarł na nim kamień.
- Dobrze się czujesz? - zapytał.
- A ty? Czujesz coś?
- Trochę... - przerwał gdy dostrzegł, że faceci z dołu wskazują na nich palcami, a na platformie pojawili się kolejni ludzie w kombinezonach.
- Cholera!
Zerwali się do zabójczego biegu tą samą drogą co szli by dostać się do drabinki i wyjścia. Adrenalina skoczyła wysoko, oczywiście Axel znacznie wyprzedzał Byrona, ale ten spanikowany też dawał radę. Faceci w bieli byli daleko, ale w każdej chwili zza zamkniętych drzwi może ktoś wyskoczyć.
- Czekaj, złap mnie za rękę, kupię nam trochę czasu - od razu gdy Blaze chwycił rękę chłopaka, Byron pstryknął palcami u drugiej - Rajski czas! Szybko, nie wiem kiedy czas znowu ruszy... - i pobiegli, było już całkiem blisko gdy czas znowu ruszył. Na szczęście badacze byli wyjątkowo daleko za nimi. Oglądali się do tyłu aż idealnie pod drabinką wpadli na dziewczyny, dosłownie, bynajmniej Aphrodi na Jennett. 
-
Musimy przestać tak na siebie wpadać - wysłał jej głupi uśmiech co ona odwzajemniła i pogłaskała po głowie.
- Ale nam się udało! Podsadzę was, tylko szybko, bo gonią nas wściekli pielęgniarze - przyszykował koszyczek by Avril weszła jako pierwsza, ale mina na jej twarzy pokazywała mocne skołowanie i smutek, jakby jej buty były najciekawszą rzeczą do oglądania - W porządku?
Wtedy Avril się obudziła.
- Wszystko super, niestety nic nie znalazłyśmy, ale zrobiłyśmy sobie przebieżkę - Jennett odpowiedziała za nią - Prawda Avril? - powiedziała to tak by się upewnić, że Avril jest stała w postanowieniach i dokopać w jej obolałe serce jeszcze bardziej.
- Jennett mnie wykończyła - przytuliła się z żalem do chłopaka i wlazła na drabinę.
Tak kończy się przygoda na górze Fuji.

Zapowiedzi Odrei
Trochę się pozmieniało, w relacjach jak i w życiu. Jako bogini łowów jestem najlepszym śledczym, aż Iris mnie musi hamować. Z Jennett jest coś bardzo nie tak, zachowuje się inaczej, jej odzywki są też inne, a Byron...zakochany, nic nie widzi. I to oczywiście ja wychodzę na zazdrosną! A co z prawdziwą Jennett? W sensie no ja nic nie wiem, ale czeka ją ponowna konfrontacja z jej eks i walka z pokusą,a także zostanie docenioną przez utalentowanych piłkarzy. Przeczytajcie kolejne perypetie Jennett, Josha, Byrona i tym razem i mnie w kolejnym rozdziale "Wszyscy nosimy maski"! Do zobaczenia.

-------

Jest tu od cholery błędów, jeszcze to zedytuję, spokojnie.
MAMY TO!!! Chyba te ostatnie dwa rozdziały pod rząd wyssały ze mnie całą energię, bo to nie tak, że nie miałam pomysłu, z resztą jak zawsze. Zaszczepiłam się na covid, byłam w szpitalu i sobie myślałam "napiszę to!" Gówno z tego wyszło. Powrót do szkoły ideolo, chyba byłam w mniejszości, bo bardzo chciałam już wrócić.
Musiałam przyspieszyć trochę, a bardzo chętnie bym rozwinęła relację Affo i Jennett. Mieli naprawdę mało czasu na miłość, więc pozwoliłam sobie na odrobinę czułości. Na scenę wkroczyła też Avril. Od zawsze nie widziałam w niej zerojedynkowej złolki, ale niestety miłość do ojca, ból po odrzuceniu były za duże. JEśli jesteście fanami shipu AxA to obiecuję, że będą małe fajerwerki. Miałam tyle rzeczy do opowiedzenia, ale oczywiście musiałam je zapomnieć. Więc na razie to tyle, może coś tu zedytuję xD A co myślicie o Joshu? Wattpadowi czytelnicy chcieli jego powrotu i oto jest! Kocham gościa naprawdę. No i najważniejsze. Kiedy 26 rozdział? Myślę, że w sierpniu, może szybciej, może później, ale sierpień to mój cel. Zaglądajcie tu i piszcie co u was i jak wrażenia!