niedziela, 25 grudnia 2016

5. Trudne sprawy




Obrazek trochę nie nawiązuje do tematu tego rozdziału, ale mamy święta, więc co tam.
-----------------
Ah, to był bardzo zimny poniedziałek. Godzina 10:00 i lekcja angielskiego. Nauczycielka właśnie głosiła jak to ważny jest angielski w życiu, a ogólnie powtarzali większość czasów przeszłych. Gromatka "Łowców duchów" była ledwie co przytomna nawet jeśli mieli niedzielę na odpoczynek. Axel całą noc uganiał się za jedną małą myszką. Nathan dostał kataru od siedzenia w lodówko-spiżarce i Jude czół się za to winien Jack był zadowolony gdyż wyżarł Judowi z lodówki połowę jedzenia. Jennett cały czas siedziała na Facebooku i patrzyła się w zdjęcie, które niedawno zrobiła. Chłopcy na nim spali razem na kanapie i do tego podpis: Nasi kochani chłopcy. Najlepsze było to, że z każdą godziną zdjęcie to zdobywało coraz więcej fanów i lików. Wkrótce rozbrzmiał długo wyczekiwany dzwonek, wszyscy wybiegli z klasy jak bydło wrzeszcząc jak małe dzieci. Następna lekcja miała być z panem Danielem Kubiakiem, koleś pochodzi z Polski, ale świetnie mówi po japońsku. Ma bzika na punkcie sztuki, muzyki i teatru. Dlatego prowadzi obowiązkowe zajęcia teatralne. Uczniowie pospacerowali trochę po szkole aż znowu zadzwonił dzwonek. Nauczyciel siedział już w klasie z bardzo podejrzanym uśmiechem.
- Witam klaso!
- Dzień-do-bry 
- Jak wiecie 14 października to dzień nauczyciela z tej okazji przygotujemy sztukę. Romeo i Julia - wszystkim dziewczynom na twarze wskoczyły ogromne uśmiechy, każda z nich pragnęła zostać Julią, gdyż w pewnej scenie oboje się całują. Za to chłopcy nie wykazywali ogromnych chęci do grania w sztuce. Widząc kłótnię między klasą pan Kubiak postanowił wykorzystać dobrą , starą metodę wychowawczą. Wyciągnął słoik z jakimiś karteczkami.
- Wiedziałem, że tak będzie, więc każdy wylosuje sobie rolę, którą będzie grał.
Mężczyzna przeszedł się po klasie ze słoikiem i każdy zanurzył dłoń i wyciągnął karteczkę. Klasa była dosyć liczna dlatego kilku osobom brakowało roli i byli zmuszeni być drzewami czy czymś. Kiedy Jannett otworzyła swoją kartkę i zobaczyła ten jeden wyraz. Jej serce zaczęło szybciej bić i poczuła jak na jej twarz wpływają rumieńce.
- Kto jest naszą Julią? - zapytał nauczyciel.
Czarnowłosa bardzo po cichu powiedziała "ja". Jej zwykle donośny ton nagle gdzieś uciekł, a po za tym nie czuła, że to jest rzecz, którą warto się chwalić. Dziewczyny z jej klasy oprócz Nelly, Celi i Silvii rzuciły jej spojrzenie "Zabiję cię!", ale ona się tym nie przejmowała.
- No to kto jest naszym Romeo?
Grobowa cisza. Każdy patrzył na każdego czy przypadkiem ktoś nie podniósł ręki. Wtem w ostatniej ławce ktoś nieśmiało podniósł swoją dłoń. Nie możliwe, to nie mogła być prawda! To był Axel!. Klasa zaczęła robić o to spore zamieszanie. 
- Mój ty Boże! Axel i ja będziemy się całować! Jeśli to sen to na razie nie chcę się budzić - mówiła do siebie w myślach. Pan Daniel rozdał scenariusze i powoli zaczęli przedstawiać wszystkie sceny. Ręce Jennett były całe mokre i czuła jakby miała zemdleć. Blaze czuł w brzuchu motylki, dziewczyna bardzo mu się podobała, ale żeby się całować?! Na dodatek Kevin i Willy trajkotali mu do ucha jak bardzo mu zazdroszczą. W końcu nadeszła ta chwila. Oboje wstali z ławek i stanęli przed sobą. Powiedzieli kilka swoich kwestii aż popatrzyli na siebie i zadziała się magia. McCurdy wpatrywała się w oczy Axela. Poczuła, że zanurzyła się w jeziorze gorzkiej czekolady. Axel zaś czuł jakby fruwał po niebie pełnym białych obłoczków. To już ten moment, ich twarze zaczęły się zbliżać i zbliżać aż ich usta się całkowicie złączyły. Miał to być zwyczajny buziak, a powstał nie kończący się pocałunek. Sprawiało to im ogromną rozkosz i przyjemność, że nie zamierzali przerwać. Czas dla nich przestał istnieć i zapomnieli, że gapi się na nich cała klasa. Jennett przebudziła w sobie zachłanność i powoli wepchnęła język między wargi płomiennego napastnika przyprawiając go o rozkosz i... 
- Dobra dosyć tego miziania się! - przerwał im nauczyciel. Oni natychmiast się oderwali i byli cali czerwoni na twarzy od rumieńców. Po tym zdarzeniu bardzo im się spodobały role które mieli. Wcześniej to najchętniej byli by nie widocznymi drzewami.
***
Drużyna trenowała do meczu z Magicznymi. Podania wychodziły im świetnie i nie tylko. Jennett została usadowiona koło Kevina :( i ustalono, że wyjdzie w pierwszym składzie. Świetną zabawę przerwała Celia, która przejęta czymś wbiegła na boisko.
- Uciekłaś przed wilkiem? - zaśmiał się Timmy.
- Mamy poważne kłopoty! A dokładniej to Jennett i Axel!
- O czym ty mówisz- przejął się Max
- Szperałam w necie szukając informacji o strategi Magicznych aż znalazłam to - wyciągnęła z kieszeni telefon i włączyła jakąś stronę internetową, właściwie to bloga, a na środku wielki nagłówek "Tajemnice Raimona" (genialna nazwa, co nie) i tekst.

piątek, 24.09.2016
                             "Tajemnice Raimona"
Witam was na moim blogu! Jest on całkowicie poświęcony drużynie piłkarskiej Raimon. Na pierwszy ogień nasz ukochany płomienny napastnik, tzw. Pan idealny Axel Blaze. Gouenji Shuuya, osoba bardzo cicha i skryta, ale czy na pewno ? On tylko tak udaje, pokazuje nam swoją pokerową twarz żeby ludzie brali go za cool osobę. Dziewczyny latają za nim muchy za pomarańczą. Dlaczego? Axel nie jest wcale taki idealny to plastikowa lalka, typu chłopak Barbie,Ken. Człowiek ten nie ma uczuć jedyne co potrafi to lekko podnieść wargę. Raczej nigdy nie będzie lepszy od Luisa [ Luis to najładniejszy chłopak w szkole]. Gościu twierdzi, że jemu miłość nie jest potrzebna. Już to tłumaczę, dziewczyny lubią skrytych facetów i tych, którym nie zależy. Tak naprawdę to Axel czeka tylko na tą jedyną, najnowszą rybkę w naszym akwarium, mowa oczywiście o Jennett McCurdy. Pojawiła się nagle, dziewczyna diabeł, a raczej demon wcielony. Chłopcy toną w jej oczach i uwodzicielskim wyglądzie. Trzepie ciągle swoimi włosami i kręci tyłkiem w każdą stronę. Za cel wzięła sobie akurat pana idealnego.Krążyła plotka, że jest ona siostrą Byrona Lova z Zeusa, ale ta teoria została już obalona. Wspominając Aphrodiego, chyba wszyscy zauważyliśmy, że się ostatnio tu kręci.To również jest spowodowane przez Jenn, biedak także poczuł do niej mięte. Ciekawe jak to się skończy. Wracając do Kena, sorry Axela, to on już chyba się zdecydował. Dzisiaj na lekcji teatru trafił swój na swego. Zaliczający każdą laskę poker face i napompowana botoksem w końcu się pocałowali! Wyglądało to przeochydnie, a najlepsze było to, że to Jennett zaczęła. Blaze oddawał pocałunek, jednak było widać,że czarnowłosa chciała więcej. Na wasze szczęście upamiętniłam tą chwilę.
#Zemsta
[zdjęcie]

W całym zespole panowała absolutna cisza, nikt nie miał odwagi nic powiedzieć. Axel  i Jennett patrzyli po sobie z przerażeniem, było im głupio. Najgorsze było to, że pod spodem widniało ich zdjęcie. Autor tego tekstu mocno pożałuje, chociaż oczywiste było,że to jakaś dziewczyna z ich klasy. Strasznie po nich zjechała,a to nawet nie było prawdą, no może po za tym ostatnim. Zaczęli się obawiać, że cała szkoła się o tym dowie a co najgorsze inne szkoły. Niezręczną ciszę przerwała Jennett:
- Jak w ogóle można pisać takie kłamstwa, to strasznie podłe! I co to w ogóle za wyrażenie "latać jak muchy za pomarańczą". Zaraz to ja tej dziewczynie na czole wyryję #Zemsta.
- Nie będzie żadnego #Zemsta - wtrąciła Nelly- proponuję tym się nie przejmować.
- Nie przejmować!? Słyszysz co mówisz?! Jak byś zareagowała gdyby tak ktoś o tobie napisał? - przerwał jej drugi poszkodowany.
- Jennett, Nelly ma trochę racji przecież nic z tym nie zrobimy... - nastolatka nie słuchała i uciekła od towarzystwa.
***
Szkoła Zeusa
Byron pakował swoje rzeczy z szafki. Jego drużyna kilka dni temu dostała list o meczach, a ich pierwszy mecz miał być z Shuriken. Chłopak był bardzo pewny zwycięstwa nawet jeśli nie mieli boskiej wody. Liceum Shuriken bało się z nimi grać po ostatnim incydencie, dlatego mieli większe szanse. Gdy spakował wszystko, podszedł do automatu i kupił puszkę coli. Szybko ją otworzył i wziął duży łyk po czym wytarł usta rękawem swojej bluzy. W oddali usłyszał charakterystyczne postukiwanie obcasów. Odrei Smith, pomyślał. Zza rogu wyłoniła się postać menadżerki biegnącej w jego stronę ze swoim tabletem. Wyhamowała idealnie przed nim i zaczęła mówić:
- Muszę ci coś pokazać.
- No dobra, a co to?
- To coś co cię strasznie zezłości...
Aphrodi nie cierpi się złościć, zawsze się to źle kończyło. Uczucie złości i wściekłości jest dla niego bardzo przyjemne lecz nie dla innych. A wybuchy złości są niekontrolowane, a to wszystko przez boską wodę i jedno straszne zdarzenie.
Love się odwrócił pokazując, że nie chce słuchać co ma do powiedzenia, ale Odrei mu nie pozwoliła i pociągnęła za ramię. 
- To bardzo ważne żebyś o tym wiedział.
- Dawaj już to.
- Ale obiecaj mi, że nie wyżyjesz się na mnie- Artemida bała się reakcji długowłosego i tego, że ją uderzy. Kilka miesięcy temu jak zaczęła się strefa footballu , przybył Ray Dark. Afuro wtedy po raz pierwszy skosztował boskiej wody. Jego ciało nie było przyzwyczajone do czegoś takiego, więc jego mózg ześwirował od przypływu mocy. Smith i Love wtedy strasznie się pokłócili. Brunetka krzyczała ze łzami w oczach, że nie tędy droga i zwycięstwa odnosi się w inny sposób. Blondyn nie chciał jej słuchać i ze wściekłości wziął piłkę i pod wpływem magicznego napoju kopnął ją całą swoją siłą w brzuch. Pamiętała jak leżała cała obolała i bezradna na zimnej podłodze, długo nie mogła się pozbierać. Byron do niej podszedł i miał już powtórzyć atak, ale ona krzyknęła bolącym i dławiącym łzami głosem jego imię. Ostatni jego "czysty" skrawek serca dał wtedy o sobie znać i Love oprzytomniał i zabrał brunetkę na rękach do szpitala. Od tamtego czasu Odrei żyje w strachu do Byrona nawet jeśli tego nie pokazuje i lubi mu dokuczać. Jednak nigdy już mu się nie sprzeciwiła, w sprawie boskiej wody lub czegokolwiek innego.
- Obiecuję.
Dziewczyna włączyła tablet i blog "Tajemnice Raimona" oboje zaczęli czytać. Na początku chciało mu się śmiać jednak przy końcówce przestało być tak zabawnie. Z każdym zdaniem rozszerzały mu się coraz bardziej oczy aż doszedł do końca. Na zdjęciu było widać Axela i Jennett całujących się z pasją. Skamieniałe serce chłopaka skruszyło się, czuł jakby miał się zaraz rozpłakać, ale nie mógł. Chłopaki nie płaczą! Smutek automatycznie zamienił się w wściekłość. Jego oczy stały się bardziej agresywne i ścisnął dłoń w której trzymał puszkę coli, cały napój się wylał i spłynął po jego ręce i na podłogę.
- Afuro... - odezwała się z niepokojem w głosie. Byron z powodu swojej złości złapał różowooką za bluzkę i szarpnął nią w swoją stronę lekko podnosząc w górę. Drugą  rękę złożył w pięść i już miał jej przywalić kiedy Odrei krzyknęła:
"Byron puść mnie!". W jego głowie od razu pojawił się obraz dziewczyny leżącej na podłodze i błagającej o litość. Nigdy nie mógł tego zapomnieć jaki ból sprawił swojej przyjaciółce. Jego oczy stały się znów normalne i opuścił dziewczynę na ziemię.
- Przepraszam... - wymamrotał. Ta się na wszelki wypadek odsunęła.
- Wiedziałam, że to zrobisz... ale nic się nie stało. Teraz widzisz, mówiłam abyś sobie ją odpuścił, najwyraźniej woli Axela - Aphrodzio nie mógł sobie odpuścić, za bardzo kocha tego czarnego anioła aby sobie teraz odpuścić. Przez tą sytuację jego nienawiść do Axela wzrosła. Postanowił, że da Jennett ostatnią szansę, sam widział w dniu kiedy ją poznał,że on też jej zaimponował i nie może tego stracić. Jeśli teraz zawiedzie to koniec. Blondyn zaczął się oddalać od przyjaciółki.
- Gdzie idziesz?
- Nie mam pojęcia.
- Pamiętaj o spotkaniu w kawiarni, mamy kilka rzeczy do obgadania! - Byron nie zwracając uwagi pokiwał głową i odszedł. Kiedy stracił Odrei z oczu zaczął biec. Chciał jak najszybciej opuścić szkołę
***
Minęły dwie godziny od dowiedzenia się o Tajemnicach Raimona.
McCurdy  była nowa w okolicy i nie znała dokładnej drogi do domu, ale zawsze udawało jej się znaleźć. Wiedziała jednak, że musi przejść przez ogromny most nad boiskiem i rzeką. Zawsze jak tam szła to widziała trenujące dzieciaki. Dziś nie było tam nikogo, chociaż...Usłyszała nagle świst i coś wystrzeliło w powietrze i poczuła zapach siarki. Podbiegła do barierki mostu i zobaczyła w Axela robiącego ogniste tornado. Gdy Axel wylądował dumny z siebie usłyszał znajomy krzyk:
- Cześć mój Romeo!
Oczywiście krzyknęła to Jennett, która się zorientowała co właśnie głupiego palnęła. Powiedziała to w myślach a wyszło co innego. Blaze nieśmiało jej pomachał i dał sygnał żeby zeszła do niego. McCurdy zbiegła z górki.
- Sorki, głupio wyszło. I też za to, że wtedy tak się wściekłam.
- Nic się nie stało. Głupie jest to jakie role gramy w sztuce.
- Ja tak nie uważam. Wiesz co, nie wiem co to za uczucie, ale coś mnie ciągnie do ciebie. I fajnie całujesz...
- Ty mi zaimponowałaś już pierwszego dnia jak uderzyłem cię drzwiami - oboje się zaśmiali. Jennett wysunęła lekko rękę, napastnik wiedząc to złapał ją za nią i trzymali się uroczo za rączki. [ "Miłość rośnie wokół nas " z Króla Lwa"]
Zaczęli iść przed siebie.
- Co dzisiaj robisz? - zapytał chłopak.
- E tam nic ważnego - odpowiedziała po czym w głowie - oprócz nauki do matematyki i historii.
- Znam fajną kawiarnię kilka ulic dalej, wybierzemy się ?
- Czy to ma być randka? - Jennett nie mogła uwierzyć w słowa Axela. Nr 1 z napastników zaprasza ją do kawiarni, na randkę! To się nie zdarza przeciętnej dziewczynie.
- Może...
- No to chodźmy- odeszli w dal.
***
Kafejka "Nature art cafe" to miejsce gdzie raz w tygodniu o godzinie 16:00 cały zespół Zeusa spotyka się aby omówić strategię lub po prostu po przyjacielsku porozmawiać. Dzisiaj był jeden z takich dni. Love nie cierpi jeździć rowerem. Twierdzi, że to nie wygląda estetycznie, uważa również, że jak ma bogatego ojca to go mogą wozić gdzie mu się zachce. No i mogło tak być, ale był już spóźniony, a na mieście były niesamowite korki. Jego głowa była przepełniona myślami o czarnym aniele. Jak miłość jego życia, może całować się z jego wrogiem. Najchętniej został by w domu i poszedł spać. Niestety obiecał, że będzie na tym spotkaniu. Gdy dojechał, przyczepił rower do jakiegoś słupa i wszedł dumnym krokiem żeby każdy zwrócił na niego uwagę. Kafejka dzieli się na taras oraz kilka stolików w środku. Jego ekipa miała rezerwację na największy stolik w środku w rogu. Wejście do pomieszczenia zagrodziła mu Iris. Iris Hudson to druga menadżerka zespołu Zeusa. W przeciwieństwie do Odrei, ona walczy o względy Demetera. Ma ona długie, ciemne blond włosy i czarno-brązowe oczy. Jest bardzo strachliwa i nieśmiała oraz małomówna, po przygodzie Odrei, ma mały lęk przed Byronem i zgadza się na wszystko o co prosi. Można ją nazwać dziewczyną na posyłki. Mimo to chłopaki doceniają to co dla nich robi. Iris nie ma przezwiska gdyż jej imię już oznacza imię greckiej bogini tęczy. Mimo to, że ona często bywa smutna to ludzie uśmiechają się w jej towarzystwie. Świetnie rysuje i ma ogromne serce do piłki. Zarabia dodatkowo w kawiarni jako kelnerka.
- Byron jesteś już- szepnęła swoim głosikiem- wszystko w porządku?
- Wiesz, że przy tobie nie umiem być smutny- smutek znikł z twarzy Byrona, ale myśli niestety nie. Wszedł i skierował się do swoich przyjaciół wziął krzesło i usiadł.
- A jednak pojawił się nasz królewicz- zaśmiał się Jeff Iron.
- Królewicz załatwiał sprawy sercowe- wytłumaczyła Odrei, po czym Love wysłał jej ostrzegawcze spojrzenie, ale ona tylko wzruszyła ramionami. Całe towarzystwo wybuchło śmiechem do czasu gdy podeszła do nich Iris z notesem.
- Komu kawy? - zapytała.
- Dla mnie ciastka!- krzyknął bramkarz.
- O nie, żadnych ciastek! Przed meczem dbamy o linie!- zabronił mu kapitan.
- Odezwał się ten, który słodyczy je najmniej- znów wtrąciła Odrei, ale tym razem Aphrodi posłał jej spojrzenie "Ostatnie ostrzeżenie". Dziewczyna przestała się śmiać bo wiedziała, że może się to skończyć nie za dobrze.
- Tym razem chyba podarujemy sobie jedzenie- powiedział Demeter- ale chodź dosiądź się do nas. Hudson się zarumieniła i usiadła obok chłopaka, który jej się podobał.
***
Axel był w niebo wzięty albo raczej w piekło wzięty. Szedł chodnikiem z Jennett trzymając się za rękę. Nikt by nie pomyślał, że tak przeciwne charaktery mogły by się dogadać. Szli spokojnie, rozmawiali o piłce nożnej i dowiadywali się coraz więcej rzeczy o sobie. Świat przestał istnieć, mogli sobie tak iść nawet na koniec świata. Jednak doszli już do kawiarni. Jennett odczytała napis "Nature art cafe" .
- Dlaczego tutaj?
- Mark mnie tu kiedyś przyprowadził i zdziwisz się że to mówię, ale mają naprawdę świetne ciasta. Usiądźmy- Podeszli do jednego ze stolików na zewnątrzw takim miejscu, że drużyna Zeusa nie mogła ich zobaczyć Axel odsunął Jennettce krzesło, tak jak to dżentelmenowi wypada i sam usiadł na swoim miejscu.
- Dzięki, ale nie musisz z siebie robić przede mną wariata.
- Jak to wariata? Chyba wypada odsunąć damie krzesło.
- Jakiej zaraz tam damie, ja tylko jestem przeciętną osobą- McCurdy nie lubi jak traktuje się ją jak "dziewczynę" lub damę.
- O nie, jesteś kimś więcej niż przeciętną osobą. Przeciętna osoba nie zamieszałaby w moim umyśle- przeciętna osoba nie usłyszałaby czegoś takiego od niego. Czarnowłosa w odpowiedziała:
- Mówisz naprawdę? Miło, że tak uważasz- uśmiechnęła się- powiedz mi koniecznie które ciasto ci tak bardzo smakowało.
W tym samym czasie
- Hej, Iris możesz przyjąć zamówienie ze stolika piątego!- krzyknęła szefowa blondynki.
- Jasne- odpowiedziała i skierowała się w stronę zespołu- muszę was na chwilę zostawić.
Przy stoliku piątym siedzieli Jennett i Axel. Iris wychodząc z budynku od razu ich zobaczyła. Przeraziła się tym, że jest tu zawodnik Raimona i to z jakąś dziewczyną.
- Czy ta dziewczyna to nie ta którą poznałam na początku roku? Czy to nie ta o której Byron i Odrei wciąż nawijają?! Nie możliwe to ona! Tylko czemu z Axelem - myślała. Schowała twarz w notesie aby jej przypadkiem nie rozpoznali i ostrożnym krokiem podeszła w ich stronę.
- Dzień dobry - powiedziała bardzo drżącym głosem. Para trochę się zdziwiła zachowaniem kelnerki, pierwsza odezwała się Jennett: 
 - Chcielibyśmy zamówić strumyk czekolady i dwie kawy- uśmiechnęła się.
- Dobrze...- i szybko odeszła. Wyrwała kartkę z notesu i dała ją kucharce po czym usiadła znowu koło drużyny z wmurowaną miną.
- Coś się stało? - zapytał Atena. 
- Nie nic- dziewczyna nie wiedziała czy powinna powiedzieć Byronowi to co widziała czy lepiej zachować to dla siebie. Siedziała cichutko z nadzieją, że nikt do niej już nic nie powie.
Powróćmy do rozmowy Axela i Jennett.
- Od kiedy to zapraszasz dziewczyny na randki?
- To moja pierwsza, tak w ogóle to miałaś kiedyś chłopaka?- zrobiło się bardzo niezręcznie. Blaze żałował swojego pytania, od kiedy to on zadaje takie pytania?! McCurdy nie chciała o tym za bardzo rozmawiać.
- Po ci ci to wiedzieć! Chociaż w sumie tak. Był to taki jeden koleś z Korei- Axel pokiwał głową. Ciszę przerwała już inna kelnerka niosąca kawałki ciasta i kawę. Deser wyglądał niesamowicie. Był to sernik z którego spływała czekolada niczym strumyk. Oboje zaczęli jeść, oczywiście rzucali jakieś słowa typu: jakie to pyszne lub palce lizać. Zjedli swoje porcje i od razu powrócił im humor. Wtedy zauważyli to samo co spostrzegli na zajęciach teatralnych. Oczy Axela wyglądały dokładnie tak jak czekolada na serniku, taka pyszna i rozkoszna. Oczy Jennett przypomniały mu jak fruwał po niebie. Niemożliwe znowu to zrobili. Wstali z krzeseł i podeszli do siebie ciągle patrząc sobie w oczy. Dziewczyna położyła mu jedną rękę na ramieniu, a drugą złapał chłopak. Znowu się pocałowali. Dobrze im było razem i znowu nie zamierzali przestać. To uczucie było piękne, szczególnie jak ich języki wyszły sobie na spotkanie.
Iris wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć. Pot po niej spływał, całą twarz miała czerwoną. Musiała mu to powiedzieć.
- Byron- zaczęła. Chłopak spojrzał na nią swym szorstkim spojrzeniem. To był dla niej sygnał, że albo trzeba kłamać albo się wycofać. Wybrała kłamstwo. Rozejrzała się wokół, a jej wzrok stanął na rowerze Aphrodiego.
- Ktoś kradnie, twój rower!- Facepalm. Love się przejął i wybiegł od stołu żeby złapać złodzieja. Jednak coś go zatrzymało w drzwiach. Ten widok, chyba nigdy go już nie zapomni, jak Axel i Jennett się całują. Jego skamieniałe serce pękło już całkowicie. Na zdjęciu wyglądało to strasznie, ale na żywo jeszcze gorzej. Tym razem nie był zły, a wręcz załamany i smutny. To jest chyba jedyna osoba, na której mu tak bardzo zależy. Na dodatek to musiał być ten przeklęty Axel. Czemu właśnie on! Czy Odrei miała rację, powinien sobie ją odpuścić? To nie może być koniec. Jest jedna rzecz którą go nauczył Axel: nie można się poddawać choćby jak było źle. Jednak smutek nie pozwolił mu na to patrzeć ani przerwać pocałunku, tylko wybiegł całkowicie z kawiarni. Tamci go w ogóle nie zobaczyli. Wsiadł na rower i nie patrząc gdzie jedzie, pojechał. Po jego bladym policzku spłynęła łza.
- Ostatnia szansa...-szepnął.

Zapowiedzi Marka!
W końcu zagramy mecz! Nasz zespół dostał skrzydeł, dosłownie, bo to Jennett zagra z nami swój pierwszy mecz w Raimon. Jednak czy wszystko pójdzie tak gładko? Czy Magiczni znowu czegoś nie wykombinują? Przeczytajcie kolejny rozdział "Magiczny mecz"
----------------------------
Wesołych Świąt!
Podobało się?Trochę jednak to mało romantyczne, ale wiele uczuć włożyłam w pisanie tego rozdziału, a inspiracją było przedstawienie o Romeo i Juli. Nie wiem jak to jest możliwe, że dobiło już ponad 600 wyświetleń! Bardzo dziękuję! Następny rozdział 29 stycznia. Wiem, że Wigilia już była, ale życzeń nigdy za dużo.
Wszystkim fanom IE i czytelnikom tego bloga życzę:
- Pachnącej choinki
- Smacznego karpia
- Spotkania z Mikołajem
- Dużo prezentów
- Odwiedzenia Kevina żeby nie był sam w domu
- Dobrze rozpoczętego nowego roku
- Kaca po piccolo

Yuuka Rune, proszę zlituj się i wstaw nowy rozdział. Umieram z ciekawości.






niedziela, 4 grudnia 2016

4. Polowanie na duchy


Tego dnia,cała klasa rozmawiała o tym co się wczoraj przydarzyło Markowi jedynie Jennett nie była w temacie. Przecież załatwiła Evansa, więc czemu wszyscy są tacy weseli? Ogólnie wspomniany chłopak nie zjawił się jeszcze w szkole.
- Słyszałaś o tym co się wczoraj stało?- zapytał Sam.
- Nie.
- Otóż wczoraj mieliśmy trening w lesie gdzie biegaliśmy. Gdy Mark się zatrzymał, zleciały na niego ogromne belki drewna, Został by zgnieciony gdyby ktoś go nie uratował.
- Uratował?!
- Tak i to nigdy nie zgadniesz kto! Byron Love z Zeusa!
Wtedy dziewczyna zrobiła oczy jak 5 złotych. Po co Aphrodi miałby ratować Marka? To mu się nie opłacało! W błękitnookiej pojawiła się nienawiść gdyż oznaczało to, że jej zadanie się nie skończyło.
- To w takim razie gdzie on jest?
- No wiesz dla kapitana szkoła nie jest specjalnie ważna.
Wtem w drzwiach jak na jakiś sygnał ukazał się brunet. Wszyscy rzucili się na niego przytulając go.
- Zaraz mnie udusicie!
Za Evansem wszedł pan James Howard (oczywiście ja go wymyśliłam) nauczyciel historii. Wszyscy usiedli w swoich ławkach, niestety Jennett ciągle nie zmieniła miejsca i siedziała z
Willim. Howard zaczął skrobać coś na tablicy, kreda straszliwie piszczała lecz nauczyciel nie zwracał na to uwagi. Po chwili zaczął mówić:

- Zerkam w ten wasz dziennik i widzę, że trochę w nim pusto... przydało by się trochę ocen.
Wszyscy zaczęli się modlić żeby nie wpadł na genialny pomysł zrobienia sprawdzianu.
- Waszym zadaniem będzie w trzyosobowych grupkach zrobić referat na temat dowolnego wynalazcy i tego co wynalazł - uczniom spodobał się ten pomysł bo mogą użyć najprostrzej metody kopiuj-wklej z wikipedi. Jednak nauczyciel zna doskonale tą metodę.
- Żeby wam to utrudnić macie zakaz czytania z kartki, musicie to zapamiętać i opowiedzieć jak ten wynalazek pomógł ludzkości - ach ci nauczyciele wszystko potrafią przewidzieć.
- Zespoły to...
Nathan,Mark,Jack
Axel,Jude i... - to oznaczało szukanie wzrokiem po klasie. Wzrok zatrzymał się na Jennett, która była podniecona nastałą sytuacją.
- O Boże on mnie wybierze! Ja i Axel będziemy pracować razem! No i jeszcze Jude...
Zaraz, ale co sobie ludzie pomyślą. Dobra McCurdy udawaj, że jest ci to obojętne- mówiła sama do siebie w myślach.
- I... panna Jennett - dziewczyna najchętniej zaczęła by skakać po całej klasie żeby zrobiło się głupio tym wszystkim paniusiom, że to ona jest z chłopakami w zespole. Niestety musiała zachować powagę. Pozostałe zespoły i dalszy ciąg lekcji nie są ważne.
***
Po lekcjach
Jude biegł jak najszybciej na spotkanie w domku klubowym. Wymyślił coś genialnego i musiał się tym jak najszybciej z kimś podzielić. Otworzył drzwi i zastał wszystkich siedzących na podłodze.
- Wymyśliłem coś genialnego!- krzyknął
- Nową strategię? - zapytał Steve.
- Nie... Zrobimy Imprezę!- po tych słowach wszystkich wmurowało Jude i impreza te dwa słowa się ze sobą nie kleją. Cała drużyna wybuchła śmiechem, do swojego brata podeszła Celia i położyła mu rękę na ramieniu.
- Jude czy ty się dobrze czujesz?
- Doskonale, bo co?
- Bo ty nie lubisz imprez- wytłumaczyła mu siostra.
- Oj no to nie będzie taka impreza. Wymyśliłem, żeby moja ekipa i ekipa Marka przyszli do mnie żeby zrobić projekt z historii. Pomożemy sobie nawzajem, zjemy pizzę czy coś i zrobimy nocowanie.
- Zaraz,zaraz Jude ja jedna i pięciu chłopaków mamy nocować u ciebie w domu!? W życiu! 
- Nie przesadzaj. U mnie w domu jest jak w zamku i co, że będziesz tam z piątką chłopaków.
- Ale ja się nie zgadzam- wtrąciła Nelly - Na pewno skończy się to na piciu alkoholu i na kacu. Pamiętacie co się zdarzyło w sylwestra? [Strasznie się upili, weszli na dach domu Juda i na całe gardło "śpiewali" piosenki Justina Bibera]
- Oj Nelly nie byliśmy wtedy jakoś specjalnie upici - wtrącił Nathan,któremu spodobał się pomysł Juda. 
- A więc ustalone. Sobota godzina 17:00 mój dom.
***
Sobota, 17:00 rezydencja państwa Sharp
Jennett przyjechała taksówką. Miała ze sobą tylko niewielką walizeczkę. Adres miała dobry, ale wciąż stała pod bramą gapiąc się w przepiękny dom. Miała ostatnią szansę na przemyślenie czy przetrwa jako jedyna dziewczyna w tym towarzystwie. Niestety musiała zrobić ten projekt, ale pocieszała się, że będzie tam Axel. Nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Była to ręka Marka.
- Czemu nie wchodzisz?
- Czy to jest jego dom?
- Ogromny prawda no ale jak się ma tyle kasy ile jego ojciec to se można śmiało wybudować taki lokal- poszli pod drzwi i Endou nacisnął dzwonek, który niczym echo rozbrzmiał po całym domu. Drzwi się otworzyły i stanął w nich Jude. 
- Jesteście! No wchodźcie. Są już wszyscy poza Axelem - rzeczywiście, białowłosego nie było, a Nathan i Jack siedzieli na kanapie rozmawiając. Mark rzucił swoją torbę i dołączył się do rozmowy, a Jennett stała jak wryta gapiąc się na wszystko.
- Uszczypnijcie mnie, bo ja chyba śnię! - wtedy ktoś naprawdę ją uszczypnął i był to Jack.
- Spokojnie tu każdy tak reaguje.
Jennett położyła swoją walizkę w kącie, zdjęła kurtkę i dosłownie rzuciła się na drugą kanapę w salonie.
- Możecie się rozgościć, ale bez przesady - wymamrotał gospodarz. Mimo, że ojca nie było w domu to bał się, że jednak się dowie o "imprezie". Wtem znowu rozbrzmiał dzwonek. Jude otworzył i ukazał się Axel.
- Cześć Sharp.
- Jak zwykle spóźniony- powiedział Mark.
- Doznałem wielkiego odkrycia.
- To świetnie, może o tobie zrobimy referat- zaśmiała się Jennett i poszła po szklankę wody do kuchni.
- Szedłem lasem gdzie ostatnio biegaliśmy i w miejsce wypadku Marka. I popatrzcie co tam znalazłem -wyciągnął z plecaka piłkę. Jennett wyszła z kuchni pijąc i jak zobaczyła przedmiot który trzymał Axel, wypluła wszystko co miała w ustach. Rozpoznała, że to jej piłka. 
- Czyli twierdzisz, że sprawcą jest ktoś kto umie grać w piłkę?
- Na początku myślałem, że to ktoś z Zeusa, ale to nie miało by sensu skoro Byron cię uratował- Jennett musiała szybko interweniować.
- Wiecie co nie ma sensu rozmyślać nad tym kto to zrobił. Ważne, że Markowi nic nie jest.
wszyscy pokiwali głowami i usiedli na wygodnych kanapach w salonie.
- Musimy wymyślić plan działania gdyż z naszym  zacięciem do nauki nie sądzę abyśmy zrobili to szybko. Szczególnie, że nie jesteśmy wspólnie w grupie.
- Może niech nasza ekipa powie o Edisonie, a wy może o braciach Wright?- zaproponował Nathan. Pomysł został zatwierdzony. Sharp wyciągnął z szafki laptop, reszta z kieszeń telefony. W między czasie Mark włączył telewizję i MTV music.  Leciało akurat Tik Tok Keshy (kolejna moja ulubiona piosenka) i wszyscy zamiast szukać informacji zaczęli podśpiewywać pod nosem, a Jennett do tego lekko huśtała biodrami. Dziewczyna jednak nie mogła się powstrzymać i zaczęła śpiewać na głos i tańczyć, a chłopcy robili za chórek.

Don't stop, make it pop
DJ, blow my speakers up
Tonight, I'm-a fight
Till we see the sunlight
Tick-tock on the clock
But the party don't stop, no

I tak dalej. Wszyscy zaczęli podskakiwać z Jennettką co wyglądało dosyć komicznie. Gdy piosenka się skończyła, piosenkarze byli cali spoceni i zrobiło im się trochę wstyd.
- Nikomu ani słowa o tym- powiedział zarumieniony Axel
- Wy też lubicie Keshę?- zapytała Jennett, ale nie uzyskała odpowiedzi gdyż wszyscy wrócili do szukania informacji. Użyli metody kopiuj-wklej do worda i każdy musiał się nauczyć swojej kartki w domu. Cała ta praca zajęła im półtorej godziny. 
- Chyba pora na pizzę co? - zapytał czerwonooki - Na jaką macie ochotę?
- Z kukurydzą- Jennett
- Z Salami- Jack
- Bez pieczarek- Mark
- Wisi mi to- Axel
Jude zadzwonił i poprosił o pizzę z kukurydzą z salami i bez pieczarek. Niestety pizza będzie za jakieś 45 minut gdyż strasznie się rozpadało i na mieście są korki. Ekipa postanowiła obejrzeć jakiś film. I tu pojawił się problem. Mark i Jack chcieli komedię, Jude obyczajowy, Nathan science fiction , Jennett nie chciała się wtrącać, a Axelowi jak zwykle wszystko wisiało. Chłopaki zaczęli na siebie krzyczeć, który rodzaj filmu jest lepszy. I to tak 10 minut aż zdecydowali się zapytać o zdanie jedynej kobiety w towarzystwie. McCurdy wymyśliła, że obejrzą horror i ta opcja przypadła wszystkim do gustu. Film opowiadał o kobiecie którą bił mąż aż pewnego dnia on nie wytrzymała. Zrobiła na obiad ryż i wbiła w niego pałeczki. Kiedy mąż usiadł przy stole kobieta wzięła patelnię i uderzyła nią faceta w głowę, zemdlał, a w jego oczy wbiły się pałeczki i zginął. Teraz jego demon błąka się by odnaleźć żonę i się zemścić.
Nagle w rezydencji Sharpów było można usłyszeć trzask pioruna i nagle światło zgasło i telewizor
- Zginiemy, demon Nevisa przyjdzie nas zadźgać pałeczkami!- wrzeszczał Jack.
- Uspokój się, pewnie korki wywaliło.
Wtem usłyszeli ten sam dzwonek co ostatnio, ale teraz miał trochę straszniejszy dźwięk.
- Jude ty jesteś gospodarzem idź otworzyć!- Jennett która przez ciemność i tajemniczego gościa zaczęła się masakrycznie bać popchała dredowłosego w stronę drzwi. 
- Czemu ja?! - dzwonek zadzwonił jeszcze raz - Judowi nigdy wcześniej ręka tak nie drżała. Ręce miał całe mokre od potu, dotknął klamki- była zimna. Nacisnął ją i zobaczył przemoczoną postać ciężko oddychającą. Wrzasnął z przerażenia, a postać się odezwała:
- Panie, co pan tak wrzeszczy i czemu tak u pana ciemno! - na dworna latarnia oświetliła twarz nie znajomego. Był to dostawca pizzy.
- Należy się 20 - powiedział radośnie mimo to, że był cały mokry. Jude wręczył mu pieniądze i zatrzasnął drzwi. Światło wróciło.
- To było dziwne... - wyszeptał Mark. Wszyscy odpuścili sobie oglądanie dalej horroru i zjedli pizzę a potem ustalili kolejkę do kąpieli. Jennett chciała ostatnia bo jak zobaczyła wannę w łazience wiedziała, że będzie siedzieć tam co najmniej godzinę. Głupio by było opisywać jak ludzie się kąpią... ale czarnowłosa wymyśliła lepszą strategię, że pójdzie się myć jak wszyscy będą spać wtedy będzie się mogła długo popluskać. 
Jude spał w swoim pokoju, Mark w pokoju gościnnym, Jack w drugim pokoju gościnnym,
Nathan i Axel na kanapach, a McCurdy miała spać sama w pokoju ojca Juda.

Godzina 12:00 w nocy
Mark czuje jakby ktoś go klepał w ramię. Nie ważne kto to przecież lepsze jest bieganie po chmurkach z waty cukrowej w jego śnie. Klepanie stało się mocniejsze aż jedna z chmurek po których skakał Mark się zapadła i się obudził. Usłyszał cichy głos przyjaciela Jacka:
- Kapitanie możesz pójść ze mną do kuchni się napić? - Mark jeszcze nie wybudzony pokiwał głową. Wziął latarkę i poszli. Próbowali zapalić światło na korytarzu lecz niestety znowu nie działało i musieli zapalić latarkę.
- Znowu te korki! - zezłościł się brunet.
...HOOOOOOOH...
- Mark co to było! - przeraził się Jack.
- Przestań krzyczeć! Jak myślisz mógł być to duch?- Mark skierował światło latarki przed siebie i zobaczył tam sylwetkę Juda w piżamie.
- Co wy tu wyprawiacie?!
- Chcieliśmy pójść się napić kiedy cała elektryka padła - wytłumaczył duży.
- Twój dom jest nawiedzony! - wtrącił Mark.
- Nawiedzony?! Dlaczego tak myślisz?
- Słyszeliśmy dźwięki! -Jack
- Dźwięki?
...HOOOOOOH...
Po Judzie przeszły ciarki i po reszcie również był zmuszony przyznać im rację, ale jeszcze nie teraz.
- To jest strasznie głupie! Nie ma czegoś takiego jak duchy! - chłopaki go nie słuchali. Chcieli pójść po Axela i Nathana aby pomogli im rozwiązać zagadkę. Jude dołączył się do nich. Szli teraz bardzo powoli na schodach. Były zrobione z drewna i strasznie trzeszczały, a zdjęcia i obrazy na ścianach robiły się mroczniejsze. Zeszli i Mark zrobił ogromny rozbieg i rzucił się na Axela i zaczął po nim skakać
- Axel obudź się! Potrzebujemy cię do złapania ducha! - Axel zrzucił Marka na podłogę aż Nathan się również obudził. Mina Blaza pokazywała " Ukatrupię, jeżeli to nie jest nic ważnego" Po chwili wyjaśnień i krzyczenia na siebie wszyscy byli gotowi na polowanie na duchy. Weszli znowu po schodach Mark prowadził z latarką i wskazał jej światłem drzwi.
- Byliśmy tu gdy słyszeliśmy z Jackiem dźwięki.
- Mark tu jest toaleta- zauważył słusznie Axel - A jeśli twój tzw. duch to Jennett siedząca w toalecie?
Odezwał się Jude który zaczął powoli wierzyć w duchy:
- To nie mogła być Jennett. Słyszeliśmy dźwięki, a ona takich nie wydaje!
- To przecież oczywiste, że sprawdzą jest ten kogo z nami nie ma- powiedział Nathan który stał po stronie Axela.
- Mówię wam, że to był prawdziwy duch!
- Przestań Mark! Jestem zmęczony, idę do łóżka!
...HOOOOOOOH...
- Teraz nam wierzysz - wymamrotał Wallside
- ... 
Nathan poczuł koło swojej stopy świst, szybko się obrócił i krzyknął:
- Patrzcie tam coś jest!- i wskazał palcem. Axel wyrwał latarkę Evansowi i poświecił w miejsce gdzie wskazywał Nathan.
- Tu nic nie ma. Ale pójdę tam i zobaczę co to jest- wtedy Jack się na niego rzucił
- Oszalałeś! To może być wszystkim a ty sobie od tak chcesz za tym iść!
Nagle odezwał się jakiś głos:
- Co wy tu robicie? - postać miała całą zieloną twarz i żółte ubranie oraz czepek hipnotyzujący [perspektywa Marka]
- AAAAAAAAA!!!
Wszyscy zaczęli biec i krzyczeć jak opętani nawet Axel. Zbiegli po schodach przepychając się i zrzucając. Sharp otworzył pierwsze lepsze drzwi i wszyscy tam wbiegli.
- To jest lodówka! - zauważył Nathan [Taka chłodzona spiżarnia]
- Przynajmniej nie umrzemy z głodu- zadowolił się Jack.
- Macie jakieś "wspaniałe" pomysły!- Axel kipiał ze złości.
Odezwał się Mark ze swoim "wspaniałym" pomysłem.
- Sytuacja jest gorsza niż myśleliśmy! Dom Juda najeżdżają kosmici!
- Inwazja obcych?! Próbujesz być zabawny Mark?- zapytał Jude. Był tak samo rozłoszczony jak Axel. Dalszą panikę rozsiewał Jack
- Co jeśli ten obcy pożarł Jennett i teraz chce żebyśmy byli jego drugim posiłkiem?!
Rozmawiali dalej o takich głupotach i nawet nie zauważyli miny Axela. W końcu nie wytrzymał i skierował się w stronę drzwi.
- Ja idę! Wy se tu siedźcie i marznijcie, a ja pójdę naprawić korki- wyszedł i zatrzasnął drzwi.
- Trzeba go złapać!
- Czekaj Mark! Jeśli Axel naprawi elektrykę to wyjdzie nam to na korzyść - Nathan
- A czy on wie w ogóle gdzie to jest! 
- Chyba nie... Jude czemu w tym pokoju jest światło?- zmienił temat.
- Ten pokój ma własną energię na nagłe wypadki takie jak ten.
- Po co my oglądaliśmy ten horror- zaczął ryczeć Jack
Wtem drzwi się zaczęły otwierać i ukazał się w nich tzw. kosmita.
- No dobra co się tu dzieje?!
- TO KOSMITA!!!
- Pewnie już zjadłeś Axela, ty gnojku! - Mark
- Co? To ja Jennett nie poznajecie mnie idioci!?
- Jennett tak nie wygląda, kosmito! 
- Czy wy coś piliście?! - Jennett-kosmita zdjęła z głowy ręcznik i wytarła twarz z zielonego kremu.
- Dobra, jak teraz?
- Ani trochę.
- Zacznę krzyczeć - wyciągnęła z kieszeni szlafroka kosmetyczkę. Rozczesała włosy, nałożyła puder i maskarę. Spoglądnęła na chłopaków, mina Marka mówiła, że to jeszcze nie to. Więc zdjęła szlafrok i była ubrana w bluzkę podkreślającą jej biust i dresowe spodnie.
- To Jennett!
- Chciałam wziąć kąpiel w wannie, ale zostawiliście tam taki syf, że byłam zmuszona wykąpać się pod prysznicem. Ale nagle światło zgasło i widzę was drących się na całe gardło. I po co zamknęliście się w lodówko-spiżarce?!
- Czyli te dźwięki, które słyszeliśmy to byłaś ty pod prysznicem- Jack
- Ale to nie wyjaśnia tego co widzieliśmy na korytarzu- Nathan
- O czym on mówi? Zaraz, Axela nie ma z wami- a tak go chciała zobaczyć.
- Czyli on tam jest w tej ciemnicy z tą rzeczą?! Trzeba go znaleźć!- Jude popchał Jennett w stronę drzwi.
- Panie przodem...

Axel stał w którymś z korytarzy. Strasznie chciało mu się spać, ale musiał znaleźć te bezpieczniki i zakończyć zabawę w polowanie na duchy. Stojąc w miejscu lekko przysypiając, coś przebiegło mu koło nogi. Poświecił latarką w to miejsce.
- Co to było?!

Mark siedział przy otwartych drzwiach i wrzeszczał:
- Axel wracaj do lodówki! Tak przyznajemy ci rację to Jennett wydawała te dźwięki!
- Przestaniesz! Jak tak się palisz to idź i go znajdź!- Jennett
- Co nie idę tam! Co jeśli to coś było nietoperzem!? Pewnie to coś ugryzło Axela i zamieniło go w wampira! I będzie od nas ssać!
Wyobraźnia Marka
Blaze i Evans siedzą na cmentarzu. Axel jest cały blady, oczy ma czerwone, a jego kły są ostrzejsze niż zawsze.
- Pozwól mi ssać twoją krew Mark...
Bruneta z wyobraźni wybudził Jude waląc go w twarz z liścia.
- Przestań gadać głupoty ty kretynie! Wampiry nie istnieją, koniec historii.
- Niedawno uwierzyłeś, że twój dom jest nawiedzony.
- Dosyć tego! Jeśli Axel nie dał rady naprawić bezpieczników to my to zrobimy. Miejmy nadzieję, że znajdziemy go po drodze- wszyscy wyszli. Na korytarzu było o wiele bardziej ciepło niż w spiżarce. Szli gęsiego tuląc się do Jennett która prowadziła grupę aż odezwał się Mark:
- Słuchajcie, czy to w porządku aby pozwolić iść dziewczynie pierwszej?
- Oh nie martw się o to Mark. To ostatni zawsze obrywa- zaśmiał się Nathan.
- Nie chcę iść ostat... - przerwał mu świst i coś włochatego przebiegającego koło jego i Nathana nóg. Ale co go jeszcze bardziej zdziwiło to Axel.
- Co ty chłopie wyprawiasz?!
- Jak myślisz, gonię twojego potwora!- Jennett, ostatnia ze zdrowym rozsądkiem zarządziła:
- Nathan i Mark wy dogońcie Axela i to co on goni, a Jude zaprowadzi nas do bezpieczników.
- Co!! - i reszta poszła zostawiając ich samych.
- Nie lubię kiedy robi się taka władcza.
Axel biegł jak najszybciej za małą kreaturą, ale to nie dawało za wygraną.
Mark i Nathan szli ostrożnie przed siebie kiedy brunet w coś wdepnął. Było to mokre i czerwone!
- Nathan, spójrz to musi być...krew!
Axel dobiegł do gabinetu ojca Juda, rozejrzał się i zauważył. Stworzonko siedziało pod biurkiem. Oboje złapali kontakt wzrokowy. Axel zapędził to coś w kozi róg. Złapał by to, ale za plecami usłyszał krzyki i poczuł ogromny ciężar rzucający się na niego. Stworzonko uciekło.
- To wszystko twoja wina Mark.
- To ty zarządziłeś rzucenie się na niego!
- Możecie ze mnie zejść!
- Poczekaj chwilkę muszę coś potwierdzić - Mark zaczął zdejmować białowłosemu koszulkę co wyglądało dosyć dziwnie.
- Co ty robisz?! 
- Sprawdzam czy nie jesteś wampirem!
 - Nie wiem czegoś się nawdychał ale lepiej się uspokój - nagle wszystkich zabolały oczy, na korytarzu zrobiło się strasznie jasno-światło wróciło!
- Jennett i reszta odnieśli sukces! - uradował się Nathan -ale nie mieliśmy złapać jakieś kreatury?
- Mogłem go złapać, ale wy mi zrobiliście huczne powitanie.
- Powiesz nam co to było?
- ...

Jude, Jennett i Jack czyli zespół J mogli być z siebie dumni sprawili, że nastała światłość.
Wracali aktualnie w miejsce gdzie zostawili Nathana i Marka. Po chwili po raz kolejny coś przebiegło pod ich stopami, później przebiegł koło nich Axel, za nim Mark i Nathan.
- Ludzie co wy tu wyprawiacie! - krzyknęła dziewczyna.
Stworzonko wbiegło do salonu za nim Axel który po drodze złapał jakieś wiadro.
- O nie, nie zwiejesz! -Blaze skoczył artystycznie a jego włosy za nim powiały aż wylądował i POW złapał to za czym przez tyle czasu się uganiał. Przerzucił to coś z wiaderka do pudełka. Teraz każdy zobaczył co to naprawdę było-mysz!
Myszka była cała czarna i dosyć niewielka nawet nie wyglądała specjalnie strasznie.
- Złapałeś ją wiadrem, całkiem oryginalnie - powiedział Sharp.
- Wygląda całkiem jak demon- zauważył Jack
- Oj przestań. Najpierw duchy, obcy i wampiry a teraz demony... - Nathan
Axel wytłumaczył:
- To tylko mała myszka nie jest groźna, ale może przynieść duży kłopot przy szukaniu jedzenia.
- Czyli ta krew którą widzieliśmy z Nathanem to był pewnie dżem.
- No to kto teraz jej się pozbędzie? - zapytała błękitnooka. Wszyscy udawali, że jej nie słyszą i była zmuszona załatwić to wszystko sama. Wzięła myszkę na ręce otworzyła drzwi, na szczęście już nie padało i ją wypuściła.
- Teraz uciekaj do swoich przyjaciół - zwierzątko które sprawiło tyle problemów uciekło.
- No dobra chłopcy już jest po problemie. Więc chyba czas do łóżek... - jej wzrok przykuła ekipa. Chłopcy siedzieli razem na kanapie tuląc się do siebie i smacznie śpiąc. Wyglądało to przeuroczo i Jennett wpadła na podły pomysł. Wyciągnęła swój telefon i cyknęła fotkę. Wstawiła zdjęcie na Facebooka z napisem "Nasi kochani chłopcy..." i do tego  #PolowanieNaDuchy. Wyglądało na to, że było im tak wygodnie, więc ich tam zostawiła i poszła do sypialni ojca Juda. Łóżko było bardzo wygodne i wokoło miała pełno poduszek. Jednak zanim zasnęła ogarnęła ją pewna myśl. Kim jest właściwie Axel. Człowiek poker face. Co ma o nim myśleć, jest ładny i wysportowany. O Boże! Ona zaczyna myśleć jak jedna z jego fanek! Ale to prawda, spodobał jej się. Tylko czy jest on odpowiednią partią na chłopaka? Pewnie nie będzie umiał się niczym wykazać.
Co jeśli Steven dowie się że drzewa nie zabiły Marka i wyda jej sekret? Co jeśli wywalą ją z drużyny za to zdjęcie lub za jej sekret? Co jeśli tą małą uroczą myszkę pożre kot?
Nastolatce nagle zamknęły się oczy i zasnęła w głęboki sen.

Zapowiedzi!
Co powiecie na odrobinę teatru? Dwójka naszych ulubionych bohaterów weźmie udział w bardzo romantycznym przedstawieniu. Niestety coś co nie powinno być wiadome nikomu wycieknie do sieci, dowiecie się kilku rzeczy o Byronie i zobaczycie jakie to ciekawe rzeczy dzieją się w miejskich kawiarniach. Musicie przeczytać następny rozdział  "Trudne sprawy"
----------------
Hejo!
Coś trochę namieszałam w tym rozdziale i bardziej dialog z tego wyszedł, ale pisanie tego sprawiało mi dużo radości. Mam nadzieję, że się spodobało. Czy tylko ja jestem taka głupia, że jak to czytałam to się śmiałam? No nic, w następnym rozdziale będzie bardzo romantycznie! Wszyscy czekamy teraz do 25 grudnia [Święta! I kolejny rozdział]. Do zobaczenia - Ja mata